Czerwiec zaliczony, ale zaraz. Czy to na pewno jest czerwiec?
Dzisiejszy dzień na nartach przypominał mi bardziej styczniowy, lutowy a może i marcowy. Ale od początku.
Od rana zachmurzenie pełne, na dole trochę kropiło. Szkółki narciarskie niezrażone gnały jednak na górę. Dzięki czemu mogłem nawet postać w kolejce.
A im wyżej tym widoczność coraz gorsza.
Na górze lekki mróz, całkiem spory wiatr i opady śniegu. Środek zimy.
Widoczność raz słaba, raz słaba. Nie było tragedii - kilka tyczek do przodu dało się zobaczyć.
Na końcu tras kropił deszcz.
Śmigał Funitel oraz dwa orczyki. Krzesło i gondola zamknięte. Gondola chyba się zepsuła, bo najpierw ją wyciągnęli, a potem coś naprawiali.
Na orczyku poznałem Słowaka, który ósmy rok pracuje tutaj i kontroluje trasy narciarskie. Cały rok mieszka na wysokości ponad 2600 m npm. Ciekawa praca, trochę kusi.
Warunki na trasach? Mało rozjeżdżone, były miejsca wyratrakowane, a tuż obok sporo świeżego mokrego śniegu.
Przez cały dzień na górze utworzyła się półmetrowa zaspa widoczna tuż za mną:
Liczyłem, że po obiedzie pogoda się nieco poprawi. Zmieniła się niestety w drugą stronę. Wiatr się wzmógł, opady wzmocniły. Marznący śnieg z deszczem bijący wiatrem po twarzy nie należy do najmilszych masaży. Z kolei tuż po nim wjechałem w przyjemny dla skóry deszcz, który po kilku zakrętach dotarł aż do skóry. Dawno tak nie przemokłem na nartach.
Trwa budowa nowej gondoli z Sommerberg:
Niestety obróciło zdjęcie, ale widać na nim powstającą dolną stację. Górna ma już konstrukcję budynku.
A do Hintertuxa można dojechać z Mayrhofen autobusem. Przejażdżka takim elektrycznym wynalazkiem kosztuje 7,90 euro. Sporo. Za to rano można było w środku zobaczyć kilku narciarzy. Co samo w sobie było dziwnym widokiem jak na czerwiec.
Nie wiem czy do jutra dam radę wszystko wysuszyć. Może zamiast nart wybiorę się na spacer po górach. Tak czy inaczej będzie to dobry, bardziej słoneczny alpejski dzień. Teraz czuję się tak, jakbym właśnie wrócił z podróży w czasie sprzed kilku miesięcy.