-
Liczba zawartości
3 592 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
71
Zawartość dodana przez mihumor
-
A Słowacja nie wchodzi w grę? Ja bym Ci polecił jako metę Zuberec skąd jest świetna baza wypadowa w Tatry Zachodnie jak i w Góry Choczanskie. Dużo tam znajdziesz lajtowego i fajnego chodzenia tak, że i z małym dzieckiem da sie radę i fajnie bedzie. To są naprawdę piękne i interesujące okoliczności przyrody, do tego masz całkiem niedaleko.
-
Kolejna fajna trasa, o której wspominałem to Pala di Santa na Latemarze w Val di Fiemme. Traska zaczyna się kilometrową szeroką rozbiegówka o lekkim i bardzo przyjemnym nachyleniu do wożenia się, dojazd do przełamania za którym widzimy kilometrowej długości stromą ściankę o nie puszczającym nawet na moment nachyleniu i na dole jeszcze z 500 metrów na rozpędzie przez las. Absolutnie fajna trasa a ścianka to już samo gęste Tu filmik na którym można to sobie pooglądać: ty5xig1xb5c
-
Akurat w kwestii czysto narciarskiej się z tobą nie zgodzę choć założenia matematyczno-geomorfologiczne są dobre. W tejże Austrii przykładowej na narty przyjeżdza masa ludzi z innych krajów w tym z naszego i robi tam ogromną frekwencje. Ktoś powie, że u nas w zimie też na wyciągach tłumy, kolejki i jak jest śnieg to każdy "wyciągowiec" zarabia krocie. Ale to jest półprawda bo taka sytuacja dotyczy wyłącznie weekendów no i w mniejszym zakresie ferii (i to głównie w miejscach z ogroną bazą noclegową). Od ośmiu lat jeżdzę na narty wyłącznie w tygodniu - nigdy, w żadnym miejscu w tygodniu nie widziałem tłumów ani kolejek nawet w czasie ferii (nie jeżdzę do Zakopanego, Białki, Krynicy i Szczawnicy). W Austrii czy we Włoszech w każdym terminie ludzi sporo i tego w żadnym zakresie porównać sie nie da - ani pod względem wielkości infrastruktury, warunków i możliwości jak i ilości "turysty". To, że nie zbudujemy modelu alpejskiego u nas wiadomo i to jest "oczywista oczywistośc" jednak możliwe jest aby powstały miejsca gdzie można sobie godnie pojeździć bez zmagania się z tą "polska męczarnią" już od momentu dojazdu przez epopeje parkowania, kupowania karnetów na dziwnych warunkach poprzez kolejki, kiepskie i źle przygotowane stoki z niebezpiecznym tłumem na małoprzepustowych trasach gdzie ktoś nierostropny postawił 4 osobowe krzesło. Na szczęscie powolutku się to zmienia na lepsze. Ja to pewnie nie dożyje wyraźnego progresu ale co tam. Druga para kaloszy to nie ilość gości ale ich finansowa jakość. Poprawiając infrastrukturę przyciuąga sie lepszego klienta, takiego co kasę zostawi i w lepszym pensjonacie/hotelu,; i zje porządnie, wypije - da zarobić coś społeczności lokalnej. I tu jest miejsce dla partnerstwa publiczno-prywatnego; gmina nie musi przecież wcale zarobić na samych wyciągach, ba - może spokojnie dołożyć do tematu bo odbierze od inwestorów, którzy się do tego przykleja (knajpy, noclegi, sklepy etc) a w czasie da to ogromne korzyści tak i finansowe jak i kulturowe (zmiana charakteru i sposobu zarobkowania w miejscu). To tak troche jak z liniami lotniczymi - przeważnie w dużych okresach są deficytowe ale państwa zawsze je wsperaja bo korzyści w innych sferach z ich dobrego funkcjonowania są niemierzalne. Nie wiem czy Prawo Śnniegowe jest nam potrzebne i czy przyniesie wyraźne korzyści, nie znam się na tym. Myślę jednak, że u nas nie przejdzie bo żadna partia sie pod tym nie podpisze - nie zamieni korzyści z głosów wielu drobnych posiadaczy miedz, którzy za przejazd po nich na nartach chcą być od razu milionerami, to łatwiejsza droga niż praca nad zmianą świadomości społeczeństaw, ono chyba widzi tylko korzyśc kilku bogaczy co wyciągi budują a już o jakimś szerszym oglądzie nie wspomnę. Ale lobować trzeba, uświadamiać należy i walczyć - małymi krokami do przodu bo nie od razu się da tak szczytne cele realizować - niemniej trzeba je mieć.
-
Przeglądając prawie kupiłem Zenithy Z6:D - dobra cena. No i ciekawostka Atraction Mutix. Fajna też cena Atraction 6, nizej niż trójki kupowałem a kupowałem niedrogo.
-
No właśnie - zainteresowani biznesem, tylko kto to jest i co może wylobować? Taka obserwacja socjologiczna z czerwca pt. "Dwa różne długie wekendy". Wekend nr1 - Austria - Dolina Stubai - Zielone Świątki (mają wolny poniedzialek). Senna atmosfera doliny, pod hotelami i pensjonatami po kilka aut, większośc nieczynna, to samo knajpy - połowa nieczynna, ludzi nawet trochę ale tłoku nie ma, pod wyciagami czy przy wlotach szlaków zaparkowane po kilka aut, zero hałasu, tloku czy zgiełku - pięknie i spokojnie - w schronisku tylko my jemy ciasto z jabłkami, które nam miła Pani specjalnie podgrzewa w piekarniku. Po ryneczku miasteczka snuje się kilka osób - jakby tu się przypadkiem zgubili. Sielanka Wekend nr 2 - Boże Ciało - Polska - Beskidy i okolice Klient wali drzwiamiu i oknami, auta nie ma gdzie zaparkować, pod schroniskiem gdzie zwykle pies z kulawą nogą nie zagląda tłum, kolejka po kotlet i piwo, zgiełk i szum, przy powrocie korki na każdej podrzędnej drodze (np Wadowice- Zator jak komuś coś to mówi zakorkowana na całej długości prawie) - o Zakopiance nie wspominam i o ekstremie Zakopanego gdzie przyjechało ponoć ok 100 tys ludzi też nie. Czyli biznes się kręci na maksa, kasa sama wpada.... Teraz mi wytłumaczcie - jaka jest motywacja włodarzy takiego np. Zakopanego aby się jakoś specjalnie wysilać i nadwyręzać szare komórki? Może inaczej popatrzyli na to ci z Białki gdzie kiedyś nawet najwytrwalsi miłośnicy Spisza i Podhala z rzadka docierali i tylko jak zgubili szlak we mgle. Temat jest dosyć trudny - ciekaw jestem kto pisze tą ustawę i jakie ma kompetencje. Oby nie był to bubel, który będzie wiecej przeszkadzał niż pomagał i do tego powodował niepotrzebne wydatki na zbędne służby i złe procedury.
-
Ja jestem sceptykiem - w Pl to nie przejdzie, za duzo by stracili mozliwości lokalni kacykowie i obrzydliwe typki przyklejone do samorządów lokalnych. W naszych warunkach zresztą to chyba nie jest najistotniejszy problem i nawet jakby było "prawo śnieżne" to rozbudowa wyciągów nie nabrałaby szczególnego impetu.
-
Witaj - czekamy na relację
-
Tak, lubię Kronplatz. Jest to jedyny ośrodek w którym byłem dwa razy i do którego jeszcze wrócę, pewnie za 2-3 lata ( najmłodszą córkę będę uczył jeździć mam nadzieję). Dlaczego lubię? Jest kilka powodów: - są tam trasy dla każdego, od bardzo łatwych dla poczatkujących, dla dzieci do bardzo trudnych i do tego długich. Odpowiada mi zróżnicowanie tamtejszych tras, lubie trasy kręte o zmiennym profilu - długie. To niby nic niezwykłego jednak do "Korony" przykleiła się łatka ośrodka rodzinnego, z lajtowymi trasami tylko dla gości w kapeluszach - nic bardziej mylnego, jest tam kupa ostrej i trudnej jazdy, pod tym względem Kronplatz bije spokojnie Val Gardene na przykład. - nigdzie nie widziałem tak dobrze przygotowanych tras, mieszkałem zresztą przy stoku i widziałem jak oni to tam robią- trasy sa codziennie robione od zera, nie ma mowy o jakimś przyklepywaniu tylko czy powierzchnioowym wyrównaniu tego ratrakiem. Tak porównam do Stubaiu na świeżo - chłopaki z lodowca powinni się przejechać w okolice Brunico i zobaczyć jak to się powinno robić - nowoczesna infrastruktura umożliwiająca szybkie i wygodne przemieszczanie sie, w 15-20 minut najwyżej z każdego miejsca ośrodka mam dostęp do każdej trasy) A wady: jak ktoś lubi popodrózować na nartach to troche nie ten adres bo prawie zawsze musi wjechać na tą samą górę i w zasadzie kręcimy sie na tej samej dużej karuzeli. Małe możliwości jazdy pozatrasowej. Trasy są długie więc biorąc pod uwagę 105 km ich ogólnej długości nie jest ich jakoś strasznie dużo - po prostu jest więcej dłuższych zamiast masy krótkich. No i jest to ośrodek typu hurtownia - ja miałem jednak 2 razy dosyć luźno - trudno mi powiedzieć szczęście czy reguła.
-
Filmik z traski Piccolino - wydaje mi sie ona być trudniejsza niż reklamowane na forum Harrakiri. tu filmik jaki znalazłem, coś tam widać, chłopaki jechali rano ale zbyt twardo nie było. Jak to jechałem w styczniu to był beton i było ciekawie:eek: i drugi kawałek z traski Herrenegg - mały jej fragment bo ta ma 5 km: Obie zaliczają sie do terenu Kronplatzu tyle, że ta pierwsza jest na sąsedniej górce nie zaś na "Koronie".
-
Johnny - ale kije do chodzenia po górach i te do Nordicu to całkiem coś innego. Jesli dużo chodzisz po górach i do tego chcesz sprtóbować kije to takie rozwiązanie polecam - oczywiście nie do dwu-trzygodzinnych spacerów. Nie wyobrażam sobie chodzenia bez kijków z plecakiem, chodzenia trekingowego czy też chodzenia w zimie. Kije składane do górskiego zastosowania można nawet spokojnie używać do jazdy na nartach. Kije do Nordicu są delikatniejsze i lżejsze. Kij górski powinien spokojnie wytrzymywać nie składając sie bardzo duże obciążenia, na lodowcach wielokrotnie wpadałem w szczeline a kij stał na zewnątrz i wytrzymywał impet. Obecnie mam już piątą generację kijków - każde poprzednie traciłem w ciekawych oklicznościach - pierwsze były tanie i po 3 sezonach zaczęły sie same składać (zużycie) - drugie Edelrida (świetne były) zginęły w lawinie (kumpel dzien póżniej takie same też stracił łamiąc jednego przy wpadnięciu do szczeliny- drugiego wyrzucił z okrzykiem staropolskim "k....." - trzecie Leki ukradli mi w Pakistanie chlopcy, ktorzy w autobusie pokazywali nam zdjecia jak to na wyprawie Zawady na K2 robili za szerpów - czwarte też Leki źle skręciłem przy zjeździe w Tatrach Zachodnich (pozatrasowej) i w czasie jazdy dolna częśc została w śniegu, czesć sie znalazła ale elementy zacisku odpowiedzialne za blokowanie kijka nie No i nabyłem kolejne - Leki. Ja to mam dziwny dar rozpisywania sie nie na temat - sorki
-
To jeszcze kilka fotek trasy z Campinoi do Slevy. Moze nie jest ona jakoś ekstremalnie trudna niemniej łatwa też nie - najtrudniejsza i najładniejsza w Val Gardena - jak dla mnie
-
Czy obserwujecie to co dzieje sie w Iranie. Gorąco trzymam kciuki za tych ludzi - mam nadzieję, że nie odpuszczą i wywalczą choć troche wolności. Liczę na to, że reżim upadnie - byłoby to ogromnie ważne wydarzenie dla całej historii najnowszej.
-
No chyba, że na wykoszonym stoku z tydzień po sianokosach jak już skoszone dobrze przeschnie - takie grasski w puchu. No i oczywiście na dole świeży chleb z masłem i zimne:D kwaśne mleko
-
Dziś byłem w Beskidzie Małym i będąc na Leskowcu przypomniałem sobie o tamtym stoku. Jest to dosyć trudny i niespecjalnie długi stok, trudny z trzech powodów: - jest bardzo stromy, nigdy nie widziałem by był ratrakowany i aby pojeździć trzeba z godzine podejść do góry; do tego stary wyciąg typu wyrwirączka. Nigdy tam nie jeździłem ale jeszcze poprzedniej zimy wyciąg chodził. Zawsze mnie kusiło aby tam pojeździć ale jakoś nigdy się nie złozyło choć na Leskowcu byłem z kilkadziesiąt razy. Jeździł tam może ktoś? Stok jest naprawde interesujący
-
Zgadzam sie - duża rzecz. Ale jeszcze większy szacun dla Valverde, to co zrobił na końcówce świadczy o wielkiej klasie tego zawodnika jako człowieka i sportowca - Sylwek pomógł mu na podjeździe i on mu to oddał a jakby tego nie zrobił nikt by pretensji nie miał bo Szmyd po prostu prawie stanął - on jednak poczekał, podciągnął Polaka i dał mu wygrać tak jak sie umówili - każdy dostał swoje, Polak zwycięstwo, Hiszpan lidera - wielka klasa i świetna historia
-
To dorzucę kilka słów o Red Starach RC - tym bardziej, ze najprawdopodobniej jeździłem na tej samej parze - 170 cm. Generalnie zgadzam sie z opiniami tu przedstawianymi - narta bardzo uniwersalna, daje radę w złych warunkach, na miękim i na mokrym też - określenie płynie jest bardzo trafne. Miałem okazję też pojeździć na nich po betonie - trzymaja wtedy bardzo dobrze i pojada wszystko czyli nawet krótki skręt a wejście na krawędź i zmiana jest bajecznie szybka i prosta. Na ciężkim śniegu jakos nie chciały krótkim, trzeba je było zmuszać a ja nie miałem dobrego dnia i po kilku próbach dałem sobie spokój przechodząc do jazdy średnim co było bardzo przyjemne. Nie najlepiej też idą przy jeździe wolnej, trzeba je rozpędzić i wtedy mogą więcej. Trudno mi coś więcej napisać gdyż dla mnie były po prostu za krotkie, miały tendencję przy szybkiej jeździe i wjechaniu na nierówność do nerwowych prób wyjechania spod prowadzącego. Generalnie im się to nie udało ale wymagało to odemnie zaangażowania większej siły i nieustannego pilnowania ich bo warunki równie nie były. Gdyby nie takie same doświadczenia z krótkimi slalomkami pewnie uznałbym, że ta narta tak ma, jest trudna, nerwowa i nie lubi muld ale to nie to - ona była po prostu za krótka bo ogólnie jeździła bardzo dobrze. No i jeszcze jedna obserwacja - sporo jeździłem we mgle i wtedy musiałem ją trzymać "na półsprzęgle", wyszło mi , ze jazda na hamulcu na tej desce to ciężki kawałek chleba, one lubia jechać, najlepiej dosyć szybko - odwdzięczają sie zwłaszcza, że można szybko w różnych warunkach- gorszych też, tylko nie na za krotkich bo wtedy krew wysysają. I na koniec taki móje własne wnioski o jeździe na zbyt krótkich nartach - na początku jeździ się fajnie, łatwiej skręcać, łatwiej prowadzić, potem w szybszej jeździe pojawia się drobna niestabilność więc zaczynam bardziej ku krótszemu skrętowi zmierzać, po chwili odkrywam, że narty chcą czasem wyjechać spod d... więc aby to wyeliminować automatycznie niżej się staje i jest niby ok. Po kilku godzinach jazdy ten dodatkowy nadzór nad nartą zaczynam czuć w kościach i jest coraz gorzej a jazda bardziej niedbała. A wystarczy 5 cm więcej na długości i jest o niebo lepiej - zwłaszcza po 4-5 godzinach jazdy ciągłej. Wtedy to wyraźnie zaczynam czuć.
-
Raczej pozostanę głuchy na to wołanie - nawet nie potrafię tego zrobić - jakość filmików jak i samej jazdy nie są na pewno powodem do dumy a ja jako totalny samouk reprezentuje styl pełen błędów i wypatrzeń więc jakoś smiałość (a raczej jej brak) nie na takim poziomie - co do poprawiania stylu sparafrazuję poetę: Już nie czas by leczyć mnie z wad Przecież mam czterdzieści lat:D:D A tak przy okazji w temacie kilka pytań o kręcenie takowych filmików aby było co zamieścić może kiedyś: Kręciliśmy głównie na długim, niestromym odcinku niebieskiej trasy na Stubai (koło krzesełka 6 os, które idzie na przełączkę 3200m npm). Człeka tam widać tak na 1,5 km więc można go kręcić z dołu i później z góry- stojąc w 2/3 długości. Tyle, że w ruch idzie zoom - duży zoom. Drgania ręki przy dużej odległości już wiem, że można wyeliminować opierając kamerę na kijku wbitym (podpatrzone ale za późno). Ale tak kręcąc i stopniowo przez te 700 m zbliżając narciarza widać niby wszystko fajnie ale niestety efekt wizualny jest taki jakby jechał prawie w miejscu, w dół jest może troszeczkę lepiej (może po części to wina słabej pogody - nie wiem). Z kolei jak kręce z boku na małej odległości to filmik trwa kilka sekund i niewiele widać. Gdy zaś obejmuje stok i widać daleko narciarza jak w miarę szybko łyka odległość ten nagle sie powieksza i przemyka szybko obok - też niewiele sensownego widać. Efekt taki - albo mało widać, albo widać niby sporo ale coś jest nie tak i filmik nie daje zadowolenia. Pewnie to się jakoś kumuluje - słaby operator i marny narciarz bo kiepskiej baletnicy to i majtki..... Może więc ktoś coś podpowie jak to lepiej zrobić (nakręcić) i jak taki filmik zamieścić ( w tych tematach to jestem kompletnie zielony)
-
W jaki sposób utrzymujecie kondycję po sezonie narciarskim.
mihumor odpowiedział iluminator → na temat → Tematy narciarskie
Misial - pobiegac mozna spokojnie, dwa tygodnie temu byłem na Siwym Wierchu w słowackich Tatrach Zachodnich , to ma wysokość Kasprowego i śniegu po drodze było prawie wcale, resztówki w żlebach, dalej gran zachodnich w strone Brestowej i Spalonej również wyglądała na bezsnieżną, śnieg tylko w żlebach na pn stronie, w większych ilościach od 2 tys metrów. Dobry dobór trasy i mozna suchą noga - a w czerwcu prawie nie ma ludzi. Później to ja wymiękam - tłum -
W jaki sposób utrzymujecie kondycję po sezonie narciarskim.
mihumor odpowiedział iluminator → na temat → Tematy narciarskie
Dowcip stary mi sie przypomniał na skutek tej cieńkiej aluzji:D:D Rozmawiaja dwie enerdowskie pływaczki - Wiesz Helga, od tego białego co jemy po treningach to mi zaczeły takie wstrętne włosy na piersiach wyrastać A druga na to - Mi też, tyle, że mi na jajach -
Duel XL i parę pobocznych -aczkolwiek zbliżonych tematycznie- wątków
mihumor odpowiedział zibis → na temat → Testy sprzętu
Na tych Duelach XL jeździło mi sie bardzo dobrze. Narta 176 cm, 77mm pod butem i promień 14,5m. Pierwsze wrazenie czyli ich wygląd - fajną mają fakturę o wzorze wężowej skory - mogła by być manifestacją mojej wolności i niezależności:D gdyby nie ten wzór drewnianych wstawek. Ale to szczegół. Do tych Dueli przywykłem w zasadzie juz po pierwszym skręcie - świetnie się adaptują. Jazda na początku po bardzo twardym, dobrze trzymają, mozna jechać każdym rodzajem skrętu z tym, ze jazda krótkim wymaga nieco siły (długość, szerokośc, nienajszybsza zmiana krawędzi ale tu na pewno nie ma dramatu). Zdecydowanie przyjemniej idą skrętem średnim - czysta przyjemność bo narta prowadzi sie bardzo stabilnie i doskonale amortyzuje nierówności, wybacza błędy, nawet przy szybkiej jeździe idą jak po torach. Jazda po mokrym i rozjechanym stoku - na lepszych do takich warunków jeszcze nie jeździłem. Poza trasą też bardzo dobrze dawały sobie radę. Są to narty niezwykle uniwersalne, nie znalazłem słabego punktu, świetne do wożenia sie całodniowo w każdych warunkach trochę w myśl zasady - im gorszy stok to te narty lepiej jadą. -
W jaki sposób utrzymujecie kondycję po sezonie narciarskim.
mihumor odpowiedział iluminator → na temat → Tematy narciarskie
Latem sporo pływam - minimum kilometr dobrym tempem dziennie, w wekendy kilka kilometrów - jak zacznę to pływam bez względu na pogodę, przez ostatnie lata regularnie do połowy września si udaje, mój rekord to 4 pażdziernika - 600 metrów w jeziorze ale wtedy było wyjątkowe lato. Później przechodzę na basen ale wtedy już nie codziennie(1-2 razy w tygodniu po 1,5km ostro) Troche łażenia po górach, bieganie, rower raczej mało -
Pozdrawiam wszystkich forumowiczow z Dubrownika, warunki narciarskie tu raczej kiepskie no chyba, ze wodne narty. No i upal , lato sie chyba przelamalo bo w sobote bylo tu dosyc chlodno a co dzien teraz cieplej. Wiec ja z lodowca wskoczylem prosto w Adriatyk - ale aby nie bylo za fajnie to wlasnie wracam.
-
Moja żona jeździła na tych nartach teraz na lodowcu, warunki zróżnicowane czyli od rana do popołudnia po trochę każde. Porównywała je do Rossi Atraction 3. Blue Star jest deską sporo twardszą i sztywniejszą, więcej wymagającą (też siły ale deski miała dosyć długie bo 160 przy 163 cm wzrostu i do tego jest bardzo lekka) ale bardzo szybko mozna się do niej przyzwyczaić i prawie od razu polubić - łatwa adaptacja. Deska bardzo uniwersalna - od dobrego trzymania na twardym do bardzo dobrej jazdy po mokrym i ciężkim, uniwersalna jest bardzo, świetnie idzie na krawędziach jak i można jechać "po staremu" ześlizgiem bez problemu. Narta daje sie prowadzić zarówno wolno jak i w średnim zakresie szybkości, nie ma mowy o żadnym myszkowaniu, łapaniu krawędzi - jest stabilna i przewidywalna, bez problemu od razu wchodzi na krawędź. Jazda na niej (rekraacyjna) daje dużo przyjemności. Muszę przyznać, że Rossi A3 musiał u mojej żony o wiele dłużej popracować na dobrą opinie co dobrze świadczy o Blue Starach.
-
Jest już te kilka zdjęć - linki też uzupełniłem
-
Narty miałem użyczone przez Roberta Junusa z Kneissl Polska - jeszcze raz dzieki. Swoich nie brałem bo w sumie mieliśmy 4 pary (2 ja i 2 żona) i więcej mi się do boxa nie mieściło. Do tego nie było pewności ile tak naprawdę uda się pojeździć bo pogoda była pod znakiem zapytania więc nie było co się specjalnie zbroić. Z obu desek na których jeździłem byłem zadowolony - bardziej z Duela bo te RC były chyba nieco na mnie za krótkie i przez to trochę męczące







