-
Liczba zawartości
3 592 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
71
Zawartość dodana przez mihumor
-
Kombajn mi w ogóle nie siada, ani teksty, ani muzyka,tak po prostu nie podobaja mi się. Ale z gości co potrafią napisać niezłe słowo to jeszcze Lesław, zarówno kiedyś w Partii jak i teraz w Kometach potrafi napisać zgrabnie parę słów, prosto i na temat: http://www.youtube.com/watch?v=uuUykLpvGbo i drugi niezły:
-
Ostatnio wsłuchuje się w świeżutką płytę "Radio Retro", wspaniała muzyke i niesamowite śpiewanie Maji Kleszcz znanej z Kapeli ze Wsi Warszawa. Dodatkowo piękne teksty Bogdana Loebla no i niesamowity cover piosenki koszmaru, nie sądziłem, że nabedę kiedys płytę z ta piosenka i jej słuchanie sprawi mi przyjemność.
-
Jarku - piękny tor jazdy, fajny rytm no i przedewszystkim jest tempo i brak zbędnych ozdobników czy zakłuceń. Kwestie estetyczne jak dla mnie drugoplanowe.
-
Sprawa nieco śmierdzi, nie chodzi o samą Marit- skądinąd wybitną zawodniczkę i świetną sportsmenkę - bo to się zdarza sportowcom, ale cała ich kadra kobiet chora no to już nieco jest podejrzane i chyba wymyka się statystyce. a co do specyfiku to się nie znam ale jeśli w grę wchodzą spore pieniądze to tak sobie myślę o różnych rzeczach, które można z niego wyczarować poprzez metodykę, sposoby podawania i dawkowania i to nie tylko na etapie startów ale również przyjmowania obciążeń treningowych i budowania formy. Sport wytrzymałościowy to jednak nie jest program "równe szanse" dofinansowywany przez UE i różne szlachetne pobudki ulegają tu jednak zaciemnieniu.
-
Najgorsze drogi w połączeniu z wyczynami kierowców są w Pakistanie. Moje najgorsze wspomnienie to przejazd w Karakorum na trasie Rawalpindi-Gilgit, kilkanaście godzin szutrówką po dużych górach chińskim autobusem dla karzełków, bez szyb w oknach z muzą lokalna na full (jazgot, najpierw ona, później on, później duecik a na koniec znów jazgot), wszyscy tam jeżdżą na slikach a główny cel jazdy to popełnić jak największą ilość głupot i podjęcie jak największego ryzyka na drodze, zamiast rozumu i hamulca mają klakson, generalnie ubaw po pachy. Nawet zdarzyło nam się opatrywać ludzi z autobusu, który spadł w przepaśc - lekka jatka była:( Nawet słynna droga Karakorum Highway lecąca z Gilgit dolina Hunzy na przełęcz Khunjerab (około 4700 m npm) przy tamtej to były już tylko piękne górskie widoczki i pełen spokój pomimo tego, że przy większości prezentowanych w artykule to szczyt ekstremy. Dosyć fajna i niebezpieczna jest też droga przecinająca Himalaje Ladakh łącząca Indie z Małym Tybetem, droga Manali - Leh, przechodzi przez kilka przełęczy o wysokości koło 5000 m npm, najwyższa ma 5400 m npm - to chyba najwyższa droga na świecie, robi wrażenie zwlaszcza poprzez działanie choroby wysokościowej. Ja złapałem nockę na przełęczy 4900 - niezaponiane wrażenia:D
-
Ściema i zasłona dymna, akurat w kwestii stosowanych smarów to chyba przesada, przypomina mi to sprawę wiązań Ammana co to niby czarodziejskie i o 10 metrów dalej skakał od wszystkich dzięki nim. Od lat Norwegowie wydają najwięcej kasy na smary, serwisantów i całą tą otoczkę tego sportu więc nic dziwnego, że mają tu pewną przewagę. Bardziej bolesne są sprawy legalnego dopingu i mam wrażenie, ze ten smar czy kit ma to przykryć. Nie mam nic do astmatyków ale w Norwegii coś ich za dużo
-
Wiele rzeczy jest prostych i wielu ludzi do nich prosto podchodzi, a inni widzą barierę i próbują sobie to ułatwić. Dotyczy to każdej aktywności i w zasadzie wszystkiego. To, że ktoś pyta o narty pozatrasowe bo chce spróbować poza trasą nie znaczy,ze większość po prostu nie wyjeżdża na byle czym, na tym co akurat ma - i to raczej tak jest więc nie ma co tworzyć wymyślonych trendów na podstawie kilku wpisów ( pewnie Ci co pytają jeździli już poza trasą na tym co mieli a chcą na czymś lepszym). Wydaje mi się Mitku, że nieco przesadzasz i głosisz czasem poglądy trochę ortodoksyjne pod które podczepiasz różne rzeczy interpretując je jak ci pasuje, tak by bronić swojej pozycji - poniekąd idealistycznej, z którą wcale nie polemizuję. Trochę szukasz przeciwnika tam gdzie go nie ma a ludzie nie spierają się z tezami twoich poglądów tylko z próbą przeprowadzenia dowodu i doborem argumentów.
-
Ach tam zaraz paranoja:D Przecież proces zakupu nowych nart jest bardzo przyjemny, można powybrzydzać, poogladać dużo ładnych obrazków albo pięknych nowych nartek, poczytać o tych zabaweczkach, pofilozofować, przeglądnać testy i opinie, coś tam się dowiedzieć od ludzi - czyli cały proces gonienia króliczka. w końcu przełamanie, zakup. No i wisienka na torcie czyli pierwsza jazda, jeśli się nie testowało to ten dreszczyk niepewności czy to ten nasz "Święty Grall naszego prywatnego świata narciarskiego"? No po prostu kupa pozytywnych emocji i nie można tego sprowadzać li tylko do kwestii technicznych czy też różnych rotacji i kontrotacji:D. Przecież narty mamy nie tylko na śniegu ale tez trochę w sercu i w emocjach, dlatego nie ma co się dziwić, że pytają bo widocznie taką mają potrzebę. Ja tam uważam, że narty to jest jedna z rzeczy, które łatwiej w życiu zmienić, więc jak coś w nim już muszę zmienić bo mnie wszystko frustruje i wnerwia to zmieniam narty - no i pomaga w 100%, od razu mi lepiej:cool: Więc proszę nie odbieraj mi tej przyjemności bo jak zrozumiem, że te zmiany są całkowicie bezcelowe i prowadzą wyłącznie na narciarskie manowce to co wtedy mi w życiu zostanie, jakie proste panaceum na wszystko?:D
-
Co do lawin to teoria bardzo dobrze jest opisana tu: http://www.imgw.pl/wl/internet/zz/oddzialy/krakow/lawiny/o_law.html#osiad Wiosną, jesli nic świeżego nie spadło to zagrozeniem są lawiny gruntowe wywoływane przez odwilż bądź słońce, są bardzo niebezpieczne z powodu ciężaru i gęstości śniegu oraz tego co on ze sobą niesie. Ich uniknięcie jest w miarę proste i głównie chodzi o planowanie i rozsądek, unikanie głupisch miejsc w niewłaściwym czasie i warunkach. W warunkach zagrożenia lawinowego zimą (czyli gdy jest ogłoszone 3 lub więcej) to należy unikać w miare możliwości poruszania sie wszelakimi formacjami wklęsłymi lub przechodzenia pod nimi (np słynny Żleb Żandarmerii - lawiny z niego wyjeźdżające zabierały ludzi z drogii do Moka). Dużo zależy od sniegu, jak jest zmrożony, jak pokrywa jest związana, jakie były sekwencje opadowe, miejsca nawiane, nawisy itd. Generalnie duży swieży opad to zawsze wzrost ryzyka, to samo przy odwilży, wtedy to nawet jest gorzej i bardziej należy sie strzec. Więcej teorii niz w tym artykule i tak nie napiszę, Ameryki nie odkryję - a i na sucho to ciężko pisać, trochę to wymaga doświadczenia i obserwacji, najlepiej jakiegoś szkolenia prostego. A zasady poruszania są ogólnie takie, w warunkach zagrożenia staramy sie poruszać formacjami wypukłymi, żleby i wklęsłości pokonujemy jak najszybciej, zawsze po skosie w dół jeśli jest taka mozliwość, pokonywac je pojedyńczo - nigdy w kilka osób na raz, generalnie najlepiej poruszać sie w miejscach gdzie spod pokrywy wystaja jakieś kosówki, skałki itp. W szerszych formacjach staramy sie nie przechodzić pod różnymi zboczami czy miejscami, ktore mogą wyjechać - oczywiście jak sie da. Do tego dochodzi możliwość wywołania lawiny samemu lub przez grupę (wypadek na Rysach) więc tu też sa pewne zasady poruszania się tak by jeden nie narażał innych ale to już zalezy od terenu. Na nartach możliwość podcięcia lawiny jest większa niż podczas chodzenia ale tu to juz moje doświadczenia się kończą. Generalnie ryzyko trzeba ograniczać jak tylko się da ale .... Są dwa pozekadła wspoinaczkowe: - jest ryzyko, jest zabawa, albo piargi albo sława" a drugie rosyjskie: " z alpinizmom to kak tigra jebat - i smieszno i straszno"
-
To są informacje wychodzące z samego Kneissla, który niby bankrutuje ale w sumie pracuje dalej, przygotowuje kolekcję na nowy sezon, wyprzedaje częsć nart z tego sezonu bo w przyszłym w kolekcji już nie będzie tego modelu w takim wyglądzie itd. Generalnie jest tam jakieś zawirowanie włascicielsko-finansowe, chyba zmienią wielbłądy i karawana pojedzie dalej ale jak bedzie naprawdę to chyba czas pokaże. Spróbuję sie tez dowiedzieć czegoś w temacie.
-
Mitku - trochę interpretujesz wypowiedzi innych "pod własną filozofie" i kreślisz zbyt silne przerysowania. Mam obecnie 4 pary nart, na wyjazdy jednodniowe zabieram zwyklę jedna parę w zalezności od warunków, pogody, miejsca i tego gdzie chcę jeździć. W Alpy biorę max dwie pary, ostatnio miałem trzy bo brałem narty do testowania. Jasne, że można jeździć na jednych i tak wielu ludzi czyni niemniej jeśli jestem w stanie ze swojego zbiorku wybrać narty najlepsze pod jazdę w danym dniu ( i znów warunki,pogoda,plany) to uważam to za duże ułatwienie i daje mi to po prostu możliwośc lepszej jazdy. Jesli jadę na twarde i dobrze przygotowane biorę slalomkę lub croosa, jak się zdarzy okazja to wyjadę na nich poza trasę a i na dole na roztopionym narzekać nie będę. Jeśli będzie jazda po miękim czy świerzym lub w planie jazda obok trasy to pewnie wybór padnie na allmountainy, jeśli będzie na górze lód i twardo też na nich dam radę i płakał nie będę a wręcz przeciwnie. Niemniej właśnie w warunkach pozatrasowych czy tych miękko-świerzych na nartach wybranych będę poruszał się sprawniej niż ludzie na slalomkach czy gs-ach i na pewno będzie to mi sprawiało więcej przyjemności niżbym miał wtedy na nogach narty race - i o to gtłwnie chodzi. Ja nic nikomu nie muszę udowadniać, że dam radę, ze mogę, że sie da, ja to po prostu wiem, niemniej masochistą już nie jestem i głównie cioerpię na brak czasu więc ten, który mam staram się optymalnie wykorzystywać. Na filmiku jedziecie fajnie niemniej miejscami nieco ciężko wam idzie, gdybyście mieli inne narty pewnie by to lepiej wyglądało - to tylko tak na przekór, no bo przecież dajecie radę i sprawia wam to przyjemność.
-
Chyba coś tam takiego było, wszedł kilka lat temu inwestor z petrodolarem = jakiś lokalny, tyrolski kapitał i skupili kilka marek (chyba Dynafit, te damskie ciuchy z Kitzbuchel w nazwie, któreś buty Dachstainy, Raichle i coś tam jeszcze z ciuchów - mogę coś mieszać) tworząc projekt domu marek na wyższą półkę sądzac po cenach. jakości i dystrybucji. Chyba coś tam jednak z tym nie do końca przygrało bo znowu popadli w jakieś kłopoty finansowe ale nie znam szczegółów - cóż, czas kryzysu więc łatwo w biznesie nie jest.
-
Znamy się tylko z widzenia Kneissl Black Star to w kwestii estetycznej jeden z moich faworytów, oszczędny, elegancki wygląd a do tego wyjątkowo by mi pasowały do rękawiczek i butów. Nigdy nikogo nie widziałem na tych nartach, są rzadko spotykane co podkreśla ich wyjątkowość i w pewnym stopniu oryginalność. Od początku tego sezonu myślałem o zmianie nart i szukałem czegoś krótkiego do pary do szerszej i dłuższej narty allmountain, do jazdy na twardym, w dobrych warunkach, skręt średni, krótki, do zabawy i agresywniejszego przyciśnięcia. Teoria mówiła o powrocie do twardszej slalomki lub czymś z topowych crossów. Trzy osoby, które znam jeździły na tych nartach i ciepło się o nich wyrażały, a że trafiła się okazja przetestować je w godziwych warunkach...... Black Star XC to narty z rdzeniem drewnianym wzmacniane tytanem i włóknem szklanym, są dosyć ciężkie i sztywne jak przystało na topowe crossy, testowałem rozmiar 168 cm czyli jak dla mnie nieco dłuższy niż dobór slalomki (165).http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=2919&id_modelu=4052Oto moje wrażenia :AdaptacjaNa początku jeździłem w warunkach twardych czyli po betonie, trochę nie łapałem o co chodzi z tymi nartami, dobrze trzymały na twardym, niby wszystko ok ale trzeba się z nimi poznać, nie od razu się pokochaliśmy niemniej początek nie był zły i jak na dosyć trudne warunki jazdy to nasza znajomość szybko się rozwinęła. Do zakochania jeden krokPierwszy banan na twarzy pojawił się po zjechaniu czarnej trasy z Ainecka na Katchberg, kto jechał wie, że jest miejscami trochę stroma i można pociągnąć, traskę na tych czarnulach łyknąłem jak bułkę z masłem, trzy zjazdy w systemie "na raz" i zero zmęczenia, bardzo dobre trzymanie na twardym i stromym i fantastyczna stabilność przy zmienianiu techniki jazdy w zależności od warunków i trudności oraz wyśmienite wybieranie nierówności i amortyzacja, po prostu pewność i zaufanie a to w związkach jest najważniejsze.. Później nieco ganiania w miękkim śniegu i też jest dobrze, idą pewnie, nie kopią się, nic nie łapią.Black and WhiteDzień drugi, jedziemy do Innerkrems. Pogoda piękna, mroźno i słonecznie a na trasie wita nas twardy i nieco nierówno zrobiony beton. Na rano biorę inne narty - tej samej firmy - White Stary SL. Na rozruszanie to nie był dobry pomysł, narta jest trochę męcząca, sztywna i ciężka, trzeba ja na tym nierównym betonie pilnować, trzyma cudnie jednak na bardzo stromych odcinkach trzeba się mocno uwijać, pilnować. Do tego źle mi się na niej jeździło, na wszelkich nierównościach, telepały mocno, drgania przechodzą w całości na nogi, w szybkiej jeździe na nierównościach nerwowe, brak pewności, nie zdobyły mojego zaufania a do tego powróciło echo starego bólu kolan . Po dwóch godzinach zrezygnowałem - wziąłem Black Stary i wszystko się odmieniło jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Od razu czuć różnice w tłumieniu drgań, znikła nerwowość, kolana przestały boleć, nogi się męczyć a jazda stała się luźniejsza, szybsza i pewniejsza, po godzinie zdobyły moje pełne zaufanie - zaczynam na nich jeździć bardzo szybko- aż strach pomyśleć co by było gdyby były dłuższeBezdrożaWczesnym popołudniem przerzucamy się na drugą stronę ośrodka- południowy stok. Jest tam taki orczyk na górze (koło 2200) gdzie można pojeździć pozatrasowo, szerokie, piękne pola z dość stromą górą, akurat popadało 2 dni wcześmiej i było 20-30 cm świeżego puchu. Narty mimo marnej długości spisywały się nieźle, nie trzeba było leżeć na tyłach, byłem pozytywnie zaskoczony niemniej ich sztywność nie do końca sprzyja takiej jeździe, trzeba uważać przy przejeździe ze stromego w płaskie- szarpią i nieco toną. Niemniej na 4 zjazdy tylko jedna gleba i coraz większa pewność.Nie tylko dla orłówNarty te testował też mój kolega, człowiek średniozaawansowany narciarsko, narty miały długość -2 cm do wzrostu czyli dla niego niby bardzo długie.. Miał nieco dłuższą adaptacje, przestawiał się z Volkla Racetiger SC 10 cm krótszego. Szybko jego jazda zaczęła wyglądać dużo lepiej niż na SC i na pewno jeździł dużo szybciej i pewniej. Na Black Starach szybciej przyswajał sobie różne wskazówki na temat jazdy i już w drugim dniu było widać postęp w jeździe a nauka szła sprawnie i szybko. Nart również jemu przypadły do gustu i Racetygrysy chyba pójdą do odstrzałuBack to BlackJak dla mnie świetne narty do jazdy każdym rodzajem skrętu, niesamowicie pewne, efektywne i stabilne, świetnie tłumią drgania, są ekonomiczne i łaskawe dla zdrowia, dają dużą pewność przy stosowaniu różnych technik, zmiana stylu jazdy łatwiutka i płynna, są wyjątkowo dobre w jeździe śmigiem, nw i całym old schoolu - na lepszych w tym zakresie bardzo dawno nie jeździłem. To są narty do sprawnego, szybkiego zjeżdżania z góry na dół, świetne zwłaszcza na bardzo stromych i trudnych trasach, jak dla mnie znakomity i uniwersalny cross o melodii im stromiej tym lepiej, im szybciej tym lepiej. Nie jest to na pewno sprzęt dla ortodoksyjnych miłośników carvingu, narty wchodzą na krawędź przy dosyć dużej prędkości, przy zwolnieniu też ją puszczają, nie da się na nich kręcić "kółek" na wypłaszczeniach, po pierwsze na płaskim odcinku dosyć trudno je dogiąć by skrócić promień skrętu, po drugie odniosłem wrażenie,że przy takim siłowym traktowaniu w tego typu jeździe tracą dynamikę i zwalniają. Są dynamiczne, szybkie, zwinne, dobrze trzymają na twardym, świetne to całodniowej, intensywnej jazdy. Poczułem się na nich dużo lepszym narciarzem – być może to tylko wrażenie ale jednak coś w tym musi być gdyż z boku to ponoć też było widać. Mnie te narty oczarowały i już szykuję miejsce na te śliczne deski w swojej piwniczce.
-
W kwesti lawinowej to bardzo słuszna uwaga, nie napisałem o tym ale w zasadzie najważniejszy powód wczesnych godzin rannych na podejscie i zjazd to wlaśnie lawinówka. Po prostu wiosną, gdy śniegu zalega sporo, jest on sfirnowany i zbity to gdy on jest zmrożony to zagrożenie lawinowe spada do minimum. Natomiast gdy temperatura puszcza to niestety zagrożenie rosnie. Może nam sie wydawać, że sniegu jest generalnie niewiele jednak trzeba mieć na uwadze,że jeśli takim żlebem czy inną przełęczą da sie zjechać na nartach to leży go tam pewnie z metr i do tego jest cięzki i zbity więc jest spora masa do wyjechania. Do tego wazne, że zagrozenie lawinowe jest o wiele większe w formacjhach wklęsłych więc jesli ono występuje należy takich miejsc unikać lub ograniczyć czas przebywania w nich do minimum. Żleb z Salatyna to właśnie taka formacja i może być tam niebezpiecznie w niesprzyjających warunkach. Wiosną bym sie tam nie pchał np w czasie odwilży, po ciepłej nocy itp. Rano po mroźnej nocy jest to miejsce bezpieczne jeśli mamy do czynienia ze starym, sfirnowanym śniegiem. Należy jednak zwrócić uwagę na zalodzenia, zjazd jest stromy ale łatwy niemniej jesli bedzie lod to może okazać się bardzo trudny i niebezpieczny. Pamiętem, ze jak bylismy tam (1.05) to na górze byliśmy lekko po ósmej rano, na zjazd czekaliśmy prawie do 9tej aby słoneczko nieco odtwardziło śnieg w żlebie. Pamiętam, też wjazd do cienia na dole, to było lodowisko. Pozostałe dwa zjazdy, które opisałem są pod względem lawinowym bezpieczniejsze i również łatwiejsze co nie znaczy, że mniej fajne, ja polecałbym zwłaszcza Banikowską Przełęcz. Co do reszty zagadnien lawinowych to można by tu duzo pisać bo temat szeroki, mogę sie poudzielać bo jakaś tam wiedza i doświadczenie jest w temacie, tyle, że nie wynika z narciarstwa bo tu moje dokonania pozatrasowe są bardzo skromne - prawie żadne, to są doswiadczenia ze wspinania zimowego.
-
Aklim - szacun bo zjazd delikatnie mówiąc trudny i taki na przełamanie, kiedyś to raz zjechałem i przyjemność była również wątpliwa, w tym terminie to taki trochę akt desperacji i ryzyko strat w zdrowiu i w sprzęcie zwłaszcza:D Tak patrząc z wyciągu to jazda po tej trasie wiosną to taki trochę akt desperacji ale cóz - jak się nie chce grac łatwych piłek:D Ta na Pilsku krótsza ale za to węższa i dodatkowo zarasta coraz bardziej krzaczorami po bokach, chyba na nieą już kreskę położyli bo ostatnio jak jechałem to była wcale nie robiona i też przedstawiała się nienajlepiej, również wątpliwa przyemność to była i raczej zjazd w systemie "obiad zjedzony-dzień zaliczony":D
-
Moim zdaniem cięzsza niż na Miziowej, obie te trasy są przeważnie w złej kondycji, Miziowa jak ostatnio jechałem dwa lata temu to był dramat, "na Rohaczach" wiosną ta trasa to lekka rzęźnia, prawdziwą zimą nigdy tam nie byłem więc nigdy jej nie widziałem z zadawalająca ilością sniegu i bez wielkich muld
-
Ja bym Ci poradził Kneissl Black Star XC, jeździłem na nich ostatnio dwa dni testowo i to są fantastyczne narty jeśli chodzi o tłumienie drgań, łaskawe dla zdrowia (kolana) i ekonomiczne w jeździe, do tego to jedne z lepszych nart na jakich jeździłem w kwestii łączenia bardzo dobrej jazdę klasykiem oraz świetną na krawędziach - można tak i tak oraz bardzo płynnie zmieniać technikę, nic nie szarpie, robi się to bezwysiłkowo i bardzo płynnie, dymamiczne, dobrze trzymają na twardym, są efektywne i jak trzeba to bardzo szybkie i stabilne. Wrzucę tu może w dziale testy dziś moje wrażenia z jazdy na tych nartach to bedzie coś wiecej w temacie.
-
Johnny - niestety nie za wiele tego było i dosyc dawno temu. Z tamtej okolicy czyli słowackie Tatry Zachodnie zdarzyło mi się jeszcze zjeżdżać z Banikowskiej Przełeczy, ze Smutnej Przełęczy i z tzw Przedniego Zielonego, cała jazda wiosną. Generalnie mieszkaliśmy zawsze w Zubercu i start rano, 5.30 - 6 ta, głównie chodzi o dobre warunki ale tez nalezy uważać na strażników parkowych bo jazda jest zabroniona, z tego co wiem na Salatynie i w Dolinie Salatyńskiej tez ale tam chyba przymykaja oko bo za dużo ludzi to robi. Autem jedzie się dnem doliny głównej około kilometr dalej niż zjeżdżaliście na parking pod wyciągiem. Dalej dolina jest zamknięta, szlaban. Jest tam taki duży parking asfaltowy. Na Banikowską podchodzi się około 2,5 godziny z parkingu, zjazd na stronę północną jest bardzo fajny i urozmaicony, góra dosyć stroma a później dużo luźniejszej jazdy terenowej ze sporą partią zjazdu po lesie jeśli jest śniegu dostatek. Zdarzało nam sie w kwietniu dojeżdżać na nartach później w dół aż do tego parkingu lub prawie do niego, czy z kierunku Doliny Spalonej (boczna) lub od Tatliakowej Chaty drogą, dnem doliny Rohackiej - trzecie zdjęcie to górne partie Doliny Spalonej z podejściem na Banikowską Przełęcz http://www.jacunscy.eu/index.php?option=com_phocagallery&view=category&id=13:phkatxtatryxrohdolbanrohdol&Itemid=53 Inny zjazd to Smutna Przełęcz pod Rohaczami, zjazd na północną stronę - początek bardzo stromu, można zjechać trawersując pod skałami i dalej już łatwiej w kierunku Tatliakowej Chaty leżącej na końcu doliny głównej, inny ciekawszy wariant to odbicie poniżej progu Doliny Smutnej- niewielkie podejście, taki trochę trawers - poprzez grzbiet i przejście prze tzw Przednie Zielone oraz dalej zjazd w kierunku Doliny Spalonej - bardzo fajny gdyż jest tam bardzo szeroka i stoma kotlina, fantastyczna do jazdy. Tu widok na Dolinę Smutną i przednie Zielone (po prawej ze stawami) http://www.mount.cad.pl/mapa/tatry-6/rohacka/strony/przednie_zielone.htm A tu widok spod Banikowskiej Przełęczy w kierunku Przedniego Zielonego, widać ścieżkę wiec mniej więcej tym zboczem sie zjeżdża - drugie i czwarte zdjęcie zdjęcie. http://www.jacunscy.eu/index.php?option=com_phocagallery&view=category&id=13:phkatxtatryxrohdolbanrohdol&Itemid=53 Na południową stronę ze Smutnej można zjechać do Doliny Żarskiej, tu w warunkach wiosennych zjazd jest w cieniu i warunki są bardzo twarde ze sporą ilością lodu i jest to zjazd trdny, stromo, nie za szeroko miejscami. Dolina Żarska jest jedyną otwartą dla narciarstwa doliną w Tatrach Słowackich (chyba,że sie coś pozmieniało ostatnio) - to spory obszar o urozmaiconym charakterze. Od południa (Liptowa) do Żarskiej jedzie się przez Liptowski Mikulasz i dalej do wsi Żar skąd około 2 godzinny podechodzi sie do Żarskiej Chaty - schroniska w dolinie. http://www.mount.cad.pl/mapa/tatry-1/zarska/zarska.htm
-
Byliśmy we trzech, dwóch kumpli z turami, ja ze zwykłymi nartami (tzw półcarwingi ale za to długie - 184cm, i z butami w plecaku wiec podejście dawało w d.... Z tego co pamiętam to nad ranem dno doliny było bardzo twarde i chłopaki też narty nieśli przytroczone do plecaka bo tak było szybciej niż na turach, narty przypięli dopiero w samej górnej części doliny ale tylko na chwile bo jak się dojdzie do żlebu ( w zasadzie to chyba trudno tu o żlebie mówić bo to raczej taka duża ścianowa formacja wklęsła niż prawdziwy wielki żleb) to zaczyna robić się bardzo stromo i już na turach nie da się podchodzić. Mieliśmy ze sobą raki i czekany ale nie używaliśmy, tylko kijki teleskopowe się przydawały, podejście jest bardzo strome ale dużo ludzi tam chodzi i środkiem zbocza-żlebu są wydeptane stopnie, po których się wygodnie wchodziło. Wszystko było dobrze przymarznięte ale tak jak pisałem słońce mocno operuje i stok szybko puszcza więc rano są optymalne warunki bo już nie ma lodu a jeszcze jest dobry, nie cięźki śnieg, za to jak się wjeżdża w cień w dolinie to totalna szklanka - ale tam to już płasko jest. Zjazd robi wrażenie, to jest naprawdę bardzo strome ale za to bardzo dużo jest miejsca, wielka przestrzeń i dużo powietrza:D. Bardzo fajny zjazd ale chyba tylko rano warunki są intymne bo jak widziałeś - popularny jest. Zawsze jak jeżdżę w Spalonej Dolinie (potoczna nazwa Rohacze jest błędna bo te górki mieszcza sie sporo wyżej w dolinie głównej) to ludzie tam do góry walą
-
Myślę, ze teraz też byś dał radę bo tam miejsca na zaplanowanie zjazdu jest aż za dużo. Ważna jest pogoda i czas, optymalny kwiecień i słoneczny dzień, start z parkingu ok. 6 rano, wtedy na 8-9 jest się na górze, akurat słońce lekko "ociepla" zbocze, tak, że warunki robią się mniej twarde i można jechać. Za to na dnie doliny na prawie płaskim jest niezły lód. Tylko na tych Rosołach co masz to by chyba było bardzo trudno. Jak tak jeździliśmy to najfajniejsze było, że na 10 tą byliśmy już z powrotem na kwaterze w Zubercu i można było jeszcze z rodziną wypad spacerowy w góry zaliczyć. W tej okolicy jest zresztą sporo fajnych miejsc do tego typu zjazdów a takie warunki wiosenne są bardzo dobre na pierwsze próby, śnieg jest nietrudny i jednorodny więc łatwiej się oswoić.
-
JN - bardzo lubię to miejsce, bardzo fajne na wiosenną jazdę. Do góry niekoniecznie tylko na turach, ja kiedyś wytaskałem swoje narty i buty na tą górkę co ją w tle widać na twojej 4 focie od góry - zwie się toto Salatyn, tą północną ścianka jest bardzo fajny zjazd, stromo jak cholera ale za to szeroko, pamiętam, że zjazd zakładalismy w tzw Święto Pracy i dało się dojechać z góry do miejsca niewiele powyżej górnej stacji krzesła. Niemniej wtedy to była bardzo snieżna zima, nie to co teraz. Ale w kwietniu można tam super pojeździć pozatrasowo każdego roku. Często bywałem na Wielkanoc - w swięta na stoku straszny tłum niestety.
-
Ja bym tu modeli nie wymieniał bo tego jest bez liku, powiedzmy, ze mój opis moze dotyczyć grupy szeroko rozumianych nart allmountain i można ją mniej więcej zdefiniować jako narty o szerokości pod butem w przedziale około 75-85mm, to co jest poniżej czyli narty nie z grupy race miewają 65-74 i można tu mówić o nartach allround, top allround (cross), powyzej 85mm to już zaczyna się free, oczywiscie te granice są mniej wiecej niemniej takbym to widział. Dobór ogólnie, allround- narciaze początkujący, średniozaawanmsowani mniej więcej -15 - -5 do wzrostu ale dla osób bardzo cięzkich nawet do wzrostu top allround: zaawansowani i eksperci - -15 i równo do wzrostu I tu podobnie korekta: poziom, waga, oczekiwania od narty, chcę np narty bardziej do kręcenia krótkim i jazdy na "czystej" krawędzi biorę krótsze, chcę szybko i długim skrętem to dłuższe, chcę mieć jedne, uniwersalne narty na każde warunki i małe wyskoki poza trasę to większa długość Jeździłem w tym tygodniu na topowym crossie w długości 168 cm, -14cm do wzrostu i powiem, że bylem zachwycony mimo tego, że na początku wydawało mi się, ze będzie za krótko. Gdybym miał kupić te narty jako jedyne - brałbym 176cm ale te 168 cm może zająć miejsce slalomki i pełnić u mnie rolę narty do jazdy w idealnych, twardych warunkach, krótkim skrętem. Ale taki, powiedzmy graniczny dobór moim zdaniem wymaga potwierdzenia testowaniem i w ciemno bałbym się takie brać. Feist - przedział 165-170 cm będzie odpowiedni
-
Myślę, ze taki schemat jest pewnym uogólnieniem i trudno w nim zawrzeć wszystkie zmienne, może mieć charakter co najwyżej luźny i każdy powinien jeszcze nanieść na niego swoje oczekiwania i możliwości. Weźmy narty allmountain, już w samej definicji mamy problem bo producenci wrzucają tam deski o szerokościach o 72-85mm pod butem a i czasem szersze, ale mniejsza o to. Moim zdaniem można je dobierać w zakresie -10- +10 do wzrostu co nie znaczy, ze na -15 się nie pojedzie dobrze. I teraz tak: odejmujemy więcej gdy: jazda jest wyłącznie lub w wielkiej przewadze po trasach, mamy więcej wzrostu i jest od czego odjąć (więcej odejmuje ktoś o wzroście 190 niż 170cm), mniej odejmują osoby cięzsze i słabiej jeżdżące, dodajemy gdy więcej jest jazdy pozatrasowej + poziom zaawansowania+ ciężar + własne oczekiwania (wzrost stabilności, większe szybkości). To model, niemniej osobie o wzroscie powiedzmy 185 cm ciężko będzie kupić taką nartę powyżej wzrostu i wtedy musi się pogodzić z krótszą lub skierować się w kierunku nieco szerszych free-rajdówek. Osoba niższa i lżejsza kupując zaś taką nartę w długosci +10 cm otrzyma już produkt troche o charakterze narty free. Kolega jeździł na moich nartach, miał długośc +5 cm i dawał radę. Przykład: -10 cm - wysoki, niespecjalnie ciezki, głównie trasa +10 - niski, cięźki, dobrze i szybko jeżdżący, duźo poza trasą. Mój dobór - 182cm/85kg - narty 175 cm, mają służyć do jazdy na trasach w gorszych warunkach i do krótkich wycieczek pozatrasowych, przywyciągowych w sprzyjających ku temu warunkach. Czasem trochę żałuję, ze nie wziąłem 181 cm czyli maksymalnej długości ale na trasy są chyba optymalne jak dla mnie.
-
I to by było na tyle - bardzo polecam Karyntię i jej kameralne ośrodki zwłaszcza przy dobrej pogodzie:cool:
-
Nie widzę tu kłótni, zwykła dyskusja forumowa, dosyć rzeczowa w gruncie rzeczy i sporo ciekawych opinii tu można znaleźć; dobrze, że takie dyskusje się toczą bo to dobry ferment w przeciwieństwie do prawdziwych kłótni czy wycieczek osobistych. No i jest co poczytac:cool:







