Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Co Ci Czesi nie wymyślą? :biggrin: Zawody Free dla narciarzy na basenie pełnym pięknych Czeszek... ...w bikini :angel: Krom Wars [video=vimeo;74466373]
  2. Piękna etiuda, polecam. [video=vimeo;73728105]
  3. Ośrodki narciarskie przesadzają przy podawaniu długości tras - wyliczenia Christopha Schrahe Niemiecki kartograf Christoph Schrahe obliczył przy użyciu systemów GIS i GPS, że większość ośrodków narciarskich w Alpach mocno przesadza przy podawaniu długości tras. W niektórych kurortach wartości mają być nawet o 150 proc. wyższe niż w rzeczywistości. Schrahe, przy współpracy z narciarskim przewodnikiem "Where to Ski and Snowboard", pomierzył cyfrowo długości tras i stoków w ośrodkach we Francji, Austrii, Szwajcarii, Włoszech, ale też USA i Kanadzie i porównał je z liczbami podawanymi przez kurorty i operatorów wyciągów. W większości przypadków okazało się, że dane są mocno rozbieżne, a ośrodki "zawyżają" prezentowane wartości, które są dla wielu narciarzy jednym z czynników decydujących o wyborze miejsca spędzenia zimowego urlopu. Z obliczeń Niemca wynika, że największym "kłamcą" jest francuskie Vars, które informuje o 185 km tras, a Schrahe o 73 km. To wartość zawyżona o ponad 150 proc. Na "czarnej liście" znalazły się również m.in. Isola 2000 (120 km / 54 km wg Schrahe), 4 Vallées (362 km / 164 km) czy Les Sybelles (310 km / 141 km). Największy ośrodek narciarski na świecie - Trzy Doliny (Trois Vallées) we Francji zawyża wh Schrahe dane o 22 proc., ale z 493 km pozostaje liderem. W opracowaniu nie brakuje też pozytywnych przykładów. Schladming - jako jedyne - ma zaniżać dane o 10 km (121 km / 131 km). Wśród "świętoszków" są też Kitzbühel (0 proc. różnicy), Lech-Zürs (3 proc.) czy St. Anton. Badania Schrahe wywołały sporą burzę w krajach alpejskich. Ośrodki tłumaczą się, że "dane dostarczane są przez operatorów wyciągów", "liczone są zakosami, którymi poruszają się narciarze" czy też, że "niektóre trasy posiadają dzielą się i powinny być liczone podwójnie". Większość ośrodków i organizacji narciarskich zgodziła się, że powinny zostać wprowadzone wspólne standardy pomiarów, co - przy wątpliwościach, jakie mogą budzić - będzie sukcesem badania Schrahe. Źródło: www.travelmole.com
  4. Pierwszy śnieg w Tatrach W nocy ze środy na czwartek na szczyty Tatr spadł pierwszy tego lata śnieg. Cienka warstwa pokryła m.in. kopułę Kasprowego Wierchu, gdzie temperatura spadał do zera stopni Celsjusza - poinformował PAP dyżurny Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego IMGW. Śnieg w górach leży od wysokości 1900 m n.p.m. Na wysokogórskich szlakach zrobiło się ślisko i niebezpiecznie. Jak powiedział PAP kierownik zakopiańskiej stacji meteorologicznej IMGW Michał Furmanek, pierwszy opad śniegu w Tatrach to jeszcze nie nadejście prawdziwej zimy. "Z wieloletniej obserwacji pogody wiem, że w Tatry wróci jeszcze letnia pogoda z temperaturami powyżej 20 stopni. Później czeka nas jeszcze złota tatrzańska jesień" - dodał. ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Oby zima przyszła szybko :happy:
  5. Andrzej Bargiel ruszył do Nepalu. Plan: wspiąć się ekspresowym tempie po czym zjechać na nartach z Shishapangmy – ośmiotysięcznika wznoszącego się na 8013 m n.p.m. Narciarza wspierać i zabezpieczać będzie jego brat Grzegorz. [video=youtube;8Gbf7WYrrfc] ...podoba mi się na końcu zdanie. Jestem narciarzem :smile: Dla pobudzenia wyobraźni prezentujemy film o zjeździe Andre Aznevuia z Północnej Ściany Matterhornu z 1989 roku. Piękna stylówa, a zarazem konkretny old school. Możemy być pewni, że z wyprawy Jędrka powstanie film doskonalszy, choć nie wiem jak będzie ze zdjęciami ze śmigłowca. Za oprawę odpowiadać ma Dariusz Załuski – numer 1 w Polsce (i nie tylko) jeśli chodzi o himalaistów-filmowców. Kronikę foto prowadzi Marcin Kin. Cały projekt ma swój kryptonim „Hic sunt leones”, co w języku łacińskim oznacza „tu są lwy”. Terminem tym znakowano w starożytności rejony jeszcze nieodkryte. [video=youtube;QX6CROt-UpQ]http://www.youtube.com/watch?v=QX6CROt-UpQ Źródło: ntn + You Tube
  6. Śliczności!!! Gratuluję Piotrze.
  7. No i lipa :wink: - nie będzie ekstremalnych szusów?... --------------------------------------------------------------------------------------------------- Szwajcaria nie sprzeda Korei Północnej wyciągów narciarskich dla kurortu Masik Szwajcarska firma Bartholet Maschinenbau wycofała się z porozumienia z władzami Korei Północnej w sprawie sprzedaży wyciągów narciarskich, przeznaczonych do budowanego kurortu będącego oczkiem w głowie Kim Dzong Una - poinformował portal BBC News. Porozumienie o sprzedaży wyciągów narciarskich do kurortu Masik, o wartości ponad 7 mln dolarów, zostało zerwane po tym, jak w lipcu rząd Szwajcarii nałożył sankcje na eksport luksusowych towarów do Korei Płn. Ulewne deszcze i lawiny ziemne już opóźniły budowę kurortu, który jest uważany za odpowiedź na zimowe igrzyska olimpijskie w 2018 roku, których gospodarzem będzie południowokoreańskie Pyeongchang. Przywódca Korei Płn. Kim Dzong Un nakazał wojsku ukończenie budowy kurortu Masik do końca bieżącego roku. Szwajcarski sekretariat ds. ekonomicznych (SECO), czyli rządowy ośrodek zajmujący się ekspertyzami, nazwał powstający kurort "prestiżowym propagandowym projektem reżimu" w Pjongjangu. "Trudno sobie wyobrazić, aby z tego ośrodka mieli korzystać zwykli ludzie" - podkreśliła rzeczniczka SECO. Nieoficjalnie mówi się, że Kim Dzong Un nauczył się jeździć na nartach w Bernie, gdzie pod przybranym nazwiskiem uczęszczał do szkoły średniej. Źródło: PAP --------------------------------------------------------------------------------------------------- Ciekawe kto sprzeda?
  8. Krzysztofie stu lat w zdrowiu i na nartach! Wszystkiego dobrego.
  9. [TABLE] [TR] [TD][TABLE=width: 432] [TR] [TD]Data[/TD] [TD]Miejsce[/TD] [TD]Kraj[/TD] [TD]Kategoria[/TD] [TD]Kobiety[/TD] [TD]Mężczyźni[/TD] [/TR] [TR] [TD]26.-27.10.2013 [/TD] [TD]Soelden [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]GS [/TD] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]16.-17.11.2013 [/TD] [TD]Levi [/TD] [TD]FIN [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL [/TD] [TD]SL [/TD] [/TR] [TR] [TD]26.11.-1.12.2013 [/TD] [TD]Beaver Creek [/TD] [TD]USA [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]4xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]GS[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]27.11.-1.12.2013 [/TD] [TD]Lake Louise [/TD] [TD]CAN [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]4xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]3.-8.12.2013 [/TD] [TD]Lake Louise [/TD] [TD]CAN [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]5xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]3.-8.12.2013 [/TD] [TD]Beaver Creek [/TD] [TD]USA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]4xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]TRA[/TD] [TD]GS[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]14.-15.12.2013 [/TD] [TD]St. Moritz [/TD] [TD]SUI [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]GS[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]14.-15.12.2013 [/TD] [TD]Val d’Isere [/TD] [TD]FRA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]17.12.2013 [/TD] [TD]Courchevel [/TD] [TD]FRA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL [/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]18.-21.12.2013 [/TD] [TD]Val Gardena / Groeden [/TD] [TD]ITA [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]3xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]19.-22.12.2013 [/TD] [TD]Val d’Isere [/TD] [TD]FRA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]3xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]TRA[/TD] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]22.12.2013 [/TD] [TD]Alta Badia [/TD] [TD]ITA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]27.-29.12.2013 [/TD] [TD]Bormio [/TD] [TD]ITA [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]3xDH [/TD] [/TR] [TR] [TD]TRA[/TD] [/TR] [TR] [TD]28.-29.12.2013 [/TD] [TD]Lienz [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]1.1.2014 [/TD] [TD]Monachium [/TD] [TD]GER [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]CE [/TD] [TD]CE [/TD] [/TR] [TR] [TD]4.-6.1.2014 [/TD] [TD]Zagrzeb [/TD] [TD]CRO [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL [/TD] [TD]SL [/TD] [/TR] [TR] [TD]9.-12.1.2014 [/TD] [TD]Altenmarkt / Zauchensee [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]3xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG[/TD] [/TR] [TR] [TD]COM[/TD] [TD]SC [/TD] [/TR] [TR] [TD]11.-12.1.2014 [/TD] [TD]Adelboden [/TD] [TD]SUI [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]14.1.2014 [/TD] [TD]Flachau [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL [/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]14.-19.1.2014 [/TD] [TD]Wengen [/TD] [TD]SUI [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]5xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]COM[/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SC [/TD] [/TR] [TR] [TD]16.-19.1.2014 [/TD] [TD]Cortina d’Ampezzo [/TD] [TD]ITA [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]3xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]21.-26.1.2014 [/TD] [TD]Kitzbuehel [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]4xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SG[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SC [/TD] [/TR] [TR] [TD]23.-26.1.2014 [/TD] [TD]Garmisch Partenkirchen [/TD] [TD]GER [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]3xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]TRA[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]28.1.2014 [/TD] [TD]Schladming [/TD] [TD]AUT [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]SL [/TD] [/TR] [TR] [TD]30.1.-2.2.2014 [/TD] [TD]Garmisch Partenkirchen [/TD] [TD]GER [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]3xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]1.-2.2.2014 [/TD] [TD]Maribor [/TD] [TD]SLO [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]6.-22.2.2014 [/TD] [TD]Soczi [/TD] [TD]RUS [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]8xDH[/TD] [TD]6xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]OWG[/TD] [TD]SL[/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD]COM[/TD] [TD]GS[/TD] [TD]GS[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SG[/TD] [TD]SG[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SC [/TD] [TD]2xSC [/TD] [/TR] [TR] [TD]27.2.-2.3.2014 [/TD] [TD]Crans-Montana [/TD] [TD]SUI [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]4xDH[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]COM[/TD] [TD]SC [/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]27.2.-2.3.2014 [/TD] [TD]Kvitfjell [/TD] [TD]NOR [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD] [/TD] [TD]3xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [TR] [TD]7.-8.3.2014 [/TD] [TD]Are [/TD] [TD]SWE [/TD] [TD]WC[/TD] [TD]SL[/TD] [TD] [/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]8.-9.3.2014 [/TD] [TD]Kranjska Gora [/TD] [TD]SLO [/TD] [TD]WC[/TD] [TD] [/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD]GS [/TD] [/TR] [TR] [TD]10.-16.3.2014 [/TD] [TD]Lenzerheide [/TD] [TD]SUI [/TD] [TD]TRA[/TD] [TD]3xDH[/TD] [TD]2xDH[/TD] [/TR] [TR] [TD]WC[/TD] [TD]SL[/TD] [TD]SL[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]GS[/TD] [TD]GS[/TD] [/TR] [TR] [TD] [/TD] [TD]SG [/TD] [TD]SG [/TD] [/TR] [/TABLE] [/TD] [/TR] [/TABLE]
  10. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Bardzo fajnie, że wszystko w miarę działa po tak długim czasie nieużywania. Zrobisz serwis i będzie wszystko ok. Najlepsze jest to, że zmobilizowałeś się rowerowo! Teraz, gdy mieszkasz za miastem, z pewnością będzie to Twój "chleb codzienny". Ból wiadomej części ciała (popraw sobie błąd) dzisiaj i ja odczuwam. A Twoje 23km na rozruch też dobre :happy: PS. Oczyść sobie skrzynkę prywatną, bo nie można Ci nic wysłać. Pojawia się komunikat, że masz przekroczony limit wiadomości.
  11. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Rezerwat Miodne, Ług Bartodziejski, Ług Helenowskich - trasa 74km. Nareszcie zrobiło się ciepło, słonecznie i pięknie. Nie sposób było siedzieć w domu i nic nie robić. Najlepszy odpoczynek, to odpoczynek w ruchu. Po pysznym śniadanku, szybkie napełnienie bidonu i w trasę. Dzisiaj wyprawa na znajdujący się nieopodal Radomia, w Puszczy Kozienickiej Rezerwat Miodne i Rezerwat Ługi Helenowskie. Pierwszy odcinek trasy prowadzi przez Kłonów, Rawicę, Tczów i Podgórę. Droga mało uczęszczana a po drodze, piękne mazowieckie klimaty pełne zboża i niezmierzonych przestrzeni: Kościół św. Jana Chrzciciela w Tczowie. Pierwotny był drewniany i powstał około 1180. Przetrwał do 1616, kiedy to, pożar, spowodowany uderzeniem pioruna go zniszczył. W 1657 (w czasie potopu szwedzkiego) ponownie został ograbiony ze wszystkiego i spalony. Tym razem jednak mieszkańcy postawili kościół z cegły. Obecna świątynia, według projektu arch. Józefa Dziekońskiego, zbudowana została w latach 1910–1925 staraniem ks. Marcelego Grajewskiego. Za miejscowością Podgóra wjeżdżamy do Puszczy Kozienickiej: Tutaj krótka przerwa. Pierwszy etap podróży po duktach leśnych, to Rezerwat Miodne. Celem ochrony jest tu zachowanie fragmentu lasu mieszanego z udziałem buka. Kluczymy po bezdrożach ciemnego boru. Nie ma nawet jak się zatrzymać bo w tym niezwykle wilgotnym miejscu chmury komarów i gzów. Przejeżdżamy szybciutko i szutrową drogą docieramy do skraju Ługu Bartodziejskiego. Olbrzymia polana, zieloność i bagno. Przystajemy na chwilę i szukamy kolejnego miejsca docelowego Ługu Helenowskich. Ponieważ oznaczenie tutejszych tras i dojazdów do tych chronionych miejsc jest nijakie, pytamy napotkanych rowerzystów o drogę, po czym polnymi, podmokłymi leśnymi ścieżkami szukamy. Kluczymy dosyć długo, po czym drogę przecina nam śródleśny strumień. Między drzewami widzimy wodę. Hura!!! Udało się. Dotarliśmy do północnego fragmentu Ługów Helenowskich. Rezerwat położony jest na wododziale Radomki, Zwolenki i Zagożdżonki. Chroni przede wszystkim siedliska bagienne, zajmujące 44,75% jego powierzchni. Krajobrazowo prezentuje mozaikę siedliskową torfowisk o różnym stopniu zarastania oraz suchych i wilgotnych borów. Największy z ługów (tak miejscowa ludność nazywa bagna) zwany Wielkim Ługiem zajmuje pow. 25,37 ha i należy do największych bagien w Puszczy Kozienickiej. W runie oprócz gatunków budujących torfowisko (mchy torfowce, borówka bagienna, bagno zwyczajne, modrzewnica, żurawina błotna) rosną rzadkie gatunki roślin: bagnica torfowa, przygiełka biała, wąkrota zwyczajna, turzyca nitkowata oraz rosiczka okrągłolistna. Ssaki reprezentowane są przez: dziki, lisy, czasem łosie. Ptaki reprezentują myszołów zwyczajny, kukułka pospolita, dzięcioł duży i średni, żuraw, kwiczoł, a gady: padalec, jaszczurka żyworodna, zaskroniec. Ługi w północnej części rezerwatu są prawie stale zalane wodą. Są tu również Bobry: Pięknie, dziko, ani śladu człowieka. Uciekamy, przed krwiożerczymi owadami i jesteśmy już na końcu "żółtej" trasy. Spotykamy ponownie rowerzystów z Pionek. Jedziemy z nimi w stronę Jedlni Letnisko. Piękny i długi fragment drogi przez las i nieznane małe, mazowieckie osady. Mijamy Słupicę i jesteśmy przy pięknym drewnianym Kościółku: Świątynia jest konstrukcji zrębowej i łątkowej, zbudowana z drewna sosnowego w stylu zakopiańskim w 1927 roku. W środku wygląda bardzo przyjemnie: Ruszamy w stronę Zalewu w Siczkach. Tutaj tłumy ludzi i w Różanej Chatce nie ma niestety miejsca - na obiad trzeba jechać do domu. Wakacyjnie... ...a gdy zobaczyłem dwie Omegi na żaglach: ...zatęskniłem za wypoczynkiem na wodzie. Słońce mocno praży i skóra zaczyna robić się czerwona. Pora kończyć wycieczkę. Przed garażem w domu patrzę na licznik. Ponad 74km. Mój nowy rekord długości trasy. Noga ma się chyba nieźle, bo przez całą trasę nie mam żadnej chwili słabości. pozdrawiam marboru
  12. To samo pomyślałem jak przeczytałem artykuł :happy: Osobisty Ośrodek narciarski, to byłoby coś... ...mógłby JC pomyśleć i kupić coś dla wszystkich Skionlinowców na przykład... :wink: :biggrin: Publicznie o to postuluję :stupid:
  13. Północnokoreański przywódca Kim Dzong Un nakazał armii budowę "światowej klasy" ośrodka narciarskiego, który w zamierzeniu ma rywalizować z zapleczem sportowym powstającym w Korei Południowej w ramach przygotowań do Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2018 roku. Stacja, której najwyższy szczyt wznosi się na wysokość 1360 metrów n.p.m. będzie oferowała ponad 110 kilometrów tras o różnym stopniu trudności, kolejki linowe, hotel, sklepy i lądowisko dla helikopterów. Nieopodal znajduje się autostrada łącząca Pyongyang z Wonsan i wojskowe lotnisko, które mogłoby przyjmować samoloty z turystami. Jak donosi Północnokoreańska Agencja Informacyjna (KCNA), Kim Dzong Un odwiedził ostatnio teren budowy Stacji Narciarskiej Masik Pass, spotkał się z budowniczymi i „udzielił im praktycznych wskazówek". Nakazał również wojskowym przyspieszenie tempa budowy tak, żeby ośrodek działał już tej zimy. Jednocześnie koreański przemysł otrzymał polecenie rozpoczęcia produkcji sprzętu narciarskiego, którego import został ostatnio utrudniony przez sankcje ONZ. Powszechnie wiadomo, że Kim jest zapalonym fanem koszykówki, ale jako że od roku 1993, przez siedem lat uczęszczał do międzynarodowej szkoły w pobliżu szwajcarskiego Berna, narciarstwo również nie jest mu obce. Źródło: The Daily Telegraph ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- No to kolejny "ekstremalny" Region na Świecie powstaje :wink:
  14. Odnaleziony na You Tube bardzo fajny filmik z Karkonoszami Free w tle :happy: muzyczka też :happy: "Rano wychylasz głowę z namiotu i widzisz jak nadciąga z prędkością światła coś złego. Jednak to tylko mgła, zapinasz deskę i rozpoczynasz kolejny piękny dzień w górach. Splitboarding, biwakowanie i dobra atmosfera. Karkonosze mają specyficzny klimat, ciężko tu o pionowe ściany czy strome żleby ale w zamian dostaniesz dużo puchu, idealny las do jazdy i wielkiego banana na gębie po całodniowej wyrpie." [video=youtube;9EFke_UTx0o]
  15. Jeśli chodzi o mnie (szusuję głównie w województwie świętokrzyskim i lubelskim) czego bym sobie życzył, to: 1. Dłuższych tras, minimum 1200m, większego nachylenia. 2. Tego by było taniej. Karnety czasowe to jest to, czego brakuje na niektórych stokach. 3. "Szerszych" godzin otwarcia. Optymalnie 8-22. 4. Przygotowywania trasy w trakcie dnia. 5. Ustawiania na trasie tyczek do jazdy sportowej. Tyle :smile:
  16. Najpierw znalazłem filmik na internecie... ...niesamowity filmik pełen puchu: [video=vimeo;67639750] Potem mapę tego japońskiego ośrodka narciarskiego, przypominającego nieco Kronplatz. Raj dla narciarzy free: A jeszcze później na jednej ze stron snowboardowych relację z wyprawy do tego miejsca. Oto ona: Japońska podróż Zapłaciłem prawie połowę ceny swojego biletu do Japonii za nadbagaż, ale cóż było począć – sprzęt fotograficzny swoje waży. Wraz z Christophem Schmidtem właśnie wróciliśmy z Olimpiady w Vancouver. Przesiadka z jednego długodystansowego lotu na drugi zdecydowanie pomaga w późniejszym zaśnięciu w klasie turystycznej. Dzięki czemu czas jakoś szybciej leci... ...W końcu dotarliśmy do Tokio. Następnym naszym krokiem był transfer na lotnisko lokalne, gdzie niestety szykowała się ponowna odprawa moich bagaży oraz, prawdopodobnie, kolejna dopłata za przeładowanie. Stojąc przy stanowisku linii Nippon Airways starałem się wymyślić, jak zredukować wagę bagażu. W momencie kiedy obsługująca mnie kobieta odeszła na chwilę ze swojego stanowiska, postanowiłem spróbować przesunąć torbę na skraj wagi tak, żeby część ciężaru oparła się na otaczającej ramie. Niestety, kobieta wróciła bardzo szybko, a bagaż pozostał w pierwotnym położeniu. Jednak, ku mojemu zdziwieniu okazało się, że wyświetlacz wagi pokazał jedynie 13 kg, podczas gdy moja torba w rzeczywistości ważyła grubo ponad 30. Kobieta uśmiechnęła się i zapisała na karteczce 13 kg. Nie zmieniło tego nawet to, że ledwie dała radę ją unieść, przekładając ją na przenośnik taśmowy. W końcu uśmiechnęła się ponownie. I to właśnie jest Japonia – nikt tu o nic nie pyta, a ty zawsze masz rację. Następnego ranka spotkaliśmy się z Shaynem Pospisilem oraz Frederikiem Evensenem, którzy przybyli do Sapporo promem. Kupiliśmy trochę ryżowych przekąsek na drogę i ruszyliśmy prosto w stronę gór. W miarę jak zbliżaliśmy się do nich, przybywało śniegu, a drogę otaczały coraz wyższe śnieżne ściany. W pewnym momencie zatrzymaliśmy się nawet, aby sprawdzić warunki – Christophe musiał wspiąć się na dach naszego mini vana, aby dostrzec cokolwiek ponad zaspami śniegu. Warunki były obiecujące nawet w tym miejscu, ale postanowiliśmy jechać dalej, do kurortu o nazwie Asahikawa, znanego bardzo dobrze z filmu „In Short”, wyprodukowanego przez Blank Paper. Góra, na zboczach której mieści się Asahikawa, jest wulkanem. Dostrzec można kłęby pary wydobywające się spod śniegu. Widok zapiera dech w piersiach, ale nie ma na co czekać, tylko przetestować miejscówkę. Pierwsze trzy zjazdy są obłędne! Śnieg sięgający po pas jest wyrzucany wysoko w górę przy każdym skręcie, a my po chwili mamy go wszędzie pełno – również w ustach. Gdy wróciliśmy na parking, spotkaliśmy tam Markusa Kellera oraz jego szwajcarską ekipę. Pomimo tego, że miejscówka ta jest znana na całym świecie, czujemy się dziwnie, spotykając na tym odludziu ziomków, których znamy. Wracamy na górę. Po drugiej stronie zbocza Eero Ettala odbywa sesję z Koskim oraz chłopakami z Euro Gap. Bierzemy nasze aparaty i ruszamy, aby udokumentować pierwsze skręty w tym ekstremalnie głębokim puchu. Zupełnie zapomniałem, gdzie spaliśmy podczas pobytu w Asahikawa, ale jedno co mogę powiedzieć na pewno to to, że to miejsce miało podgrzewane deski sedesowe. I możecie mi wierzyć lub nie, ale jest to bardzo dziwne uczucie, kiedy deska grzeje cię w tyłek. Postanowiłem nie sprawdzać do czego służy reszta nieznanych przycisków, ale nie mogłem się powstrzymać przed ciągłym wciskaniem guzika, który powodował odtwarzanie jakiegoś okropnego dźwięku, który pozwalał człowiekowi pierdzieć przy zachowaniu całkowitej prywatności. Następne dni przyniosły całkowitą odmianę. Zrobiło się ciepło i deszczowo. To jest niestety wielki minus Japonii – góry są tak blisko oceanu, że pogoda potrafi zmienić się z godziny na godzinę. Postanowiliśmy wykorzystać ten czas na poszukiwanie odpowiednich miejscówek. Spędziliśmy dwa wyczerpujące dni chodząc po okolicy, ale na szczęście każdego wieczoru czekało na nas hotelowe Spa, oferując możliwość pełnego relaksu. Japońskie Spa są naprawdę świetne, ze swoimi łaźniami parowymi i gorącymi źródłami. Japończycy wchodzą tam praktycznie zupełnie nadzy, jedynie z malutkimi ręczniczkami, które były chyba wielkości znaczka pocztowego. Wspinaczka w ciągu dnia, gorące Spa wieczorem oraz kilka japońskich piwek zawsze gwarantowały głęboki sen. W końcu postanowiliśmy zmienić miejscówkę i przenieść się do Niseko. Nie jestem do końca pewny, jak daleko jest z Asahikawy do Niseko, ale podróż zajęła nam prawie cały dzień. Zatrzymywaliśmy się praktycznie na każdej stacji i kupowaliśmy jakieś przekąski. I możecie mi wierzyć lub nie, ale każdy z nas musiał kupić cały ich zestaw i próbować po kolei, dopóki nie znalazł czegoś, co można było przełknąć. Nie jestem do końca przekonany, co było w połowie dań, które zjadłem w Japonii. I dobrze wam radzę – jeśli jakieś danie jest na obrazku, to bierzcie je w pierwszej kolejności, nigdy nie zgadujcie i lepiej nie eksperymentujcie! Niseko jest ogromnym kurortem, w którym większość tras jest sztucznie oświetlona, tak więc można jeździć również nocą. Po zameldowaniu się w hotelu, który usytuowany był w środku kurortu, udaliśmy się na parę zjazdów w ciemności. Stoki były stwardniałe od deszczu, ale bardzo dobrze przygotowane, co pozwalało na rozwijanie maksymalnych prędkości. Przez kolejne dni trochę sypało, więc staraliśmy się testować różne miejscówki. Niseko z pewnością miało najłatwiej dostępne tereny freeride’owe, jakie objeździliśmy podczas całej naszej wyprawy. Każdy dzień rozpoczynaliśmy typowym japońskim śniadaniem, które jak dla mnie było najgorszym z posiłków. Dostajesz do jedzenia rzeczy, które normalnemu europejczykowi nie za bardzo kojarzą się z szamką. A co powiecie na taką akcję, że będąc na stoku w japońskim kurorcie narciarskim, ktoś do was nagle podchodzi i mówi – „słuchaj, tam stoi pingwin, chcesz go zobaczyć?”. W pierwszej chwili myślałem, że robi sobie ze mnie jaja, ale po chwili przekonałem się, że jak najbardziej ma rację. Obrońcy praw zwierząt z pewnością by się nieźle przerazili – na śniegu stał samotny pingwin, którego ludzie mogli dotykać. Poza tym gęś, jastrząb oraz kilka innych zwierząt trzymanych w niesamowicie małych pudełkach. Tu po raz kolejny przekonaliśmy się, jak bardzo nasze kultury są od siebie odmienne. Podsumowując – wyjazd do Japonii był wspaniałym przeżyciem. Japończycy są niezwykle przyjacielscy i uczynni – czasami aż za bardzo. Pogoda może dać po dupie, ale gdy w końcu trafi się dobry dzień, dostajesz w zamian najlepszy śnieg, po jakim kiedykolwiek jeździłeś. Gdy choć raz wybierzecie się do Japonii zrozumiecie, dlaczego Japończycy fotografują wszystko co widzą, gdy są na wakacjach w Europie. Muszą przeżywać to samo, co my przeżywaliśmy będąc w Japonii. tekst: Christian Brecheis snowBoard MDS nr 50 Ot, taki zimowy przerywnik w wiosennej, deszczowej aurze...
  17. Piękna tatrzańska trasa + niesamowita piosenka Pearl Jam. [video=youtube;rMlVWm838Xk] ...no i jeszcze kilka słów na temat tatrzańskich, najtrudniejszych tras: Mit Grońskiego Niewiele jest miejsc w Tatrach Wysokich, które działają na wyobraźnię narciarza bardziej, niż Zachód Grońskiego. Jeden z najtrudniejszych zjazdów tatrzańskich, który aż jedenaście lat czekał na powtórzenie, dla wielu narciarzy wydaje się być poza zasięgiem zwykłego śmiertelnika. Czasem jednak warto skonfrontować mit z rzeczywistością. Narciarstwo ekstremalne w Tatrach nie ma zbyt wielu orędowników. Powodów jest zapewne kilka. Po pierwsze najtrudniejsze, eksponowane zjazdy to tak naprawdę igra-nie ze śmiercią - przy braku solidnej asekuracji najmniejszy błąd można przypłacić śmiertelnym upadkiem. Po drugie parko-we przepisy nie do końca regulują kwestię tego typu aktywności. Wiadomo, że na nartach można się poruszać wzdłuż szlaków turystycznych lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie - wybierając najbezpieczniejszy wariant. A co z drogami taternickimi? Jeżeli wiosną można się w Tatrach wspinać, to wydaje się najzupełniej logiczne, że można także zjeżdżać na nartach drogami wspinaczkowymi. Wszak narciarstwo ekstremalne to raczej rodzaj taternictwa, niż turystyki narciarskiej. Tutaj zdania są jednak podzielone - nawet, wśród pracowników parku. Dlatego zawsze warto brać pod uwagę perspektywę zapłacenia mandatu. Jest jeszcze jedna kwestia - sezon narciarski w Tatrach formalnie kończy się z końcem kwietnia, a właśnie wtedy w wielu żlebach zaczynają się najlepsze i najbezpieczniejsze warunki do zjazdów. W narciarskiej eksploracji Tatr bardzo pomógł przewodnik Narciarstwo wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich Karola Życzkowskiego i Józefa Wali, który ukazał się trzy lata temu nakładem Sklepu Podróżnika. Opisano w nim ponad sto zjazdów tatrzańskich, wyceniając je w skali od 0 do 6. Od dwóch sezonu konsekwentnie podnosiłem sobie poprzeczkę, zjeżdżając m.in. z Pośredniej Turni do Świnickiej Kotlinki (+3), z Rysów do Kotła pod Rysami (+3), z Głaźnych Wrótek do Dolinki za Mnichem (-4), ze Świnicy na Świnicką Przełęcz (-4) i z Kościelca Żlebem Zaruskiego (+4). Działałem także po słowackiej stronie Tatr, zaliczając zjazdy m.in. z Zawraciku Rówienkowego, Rohatki, Czerwonej Ławki, Świstowego Szczytu, Baranich Rogów i Wysokiej. Wiosną tego roku postanowiliśmy porwać się na pierwszą „piątkę”. Wybór padł na Hińczową wprost. Odpinając nar-ty nad brzegiem Morskiego Oka zgodnie uznaliśmy, że jest to jeden z najpiękniej-szych zjazdów narciarskich w Tatrach. Chwile później,siedząc na drewnianej barierce przed schroniskiem spoglądaliśmy w kierunku Wołowego Grzbietu i zastanawialiśmy się, jak bardzo tatrzańska „piątka” różni się od „szóstki”. Czy Zachód Grońskiego jest rzeczywiście poza naszym zasięgiem? Niektóre zjazdy, podobnie jak niektóre drogi wspinaczkowe, obrasta-ją legendą i stopniowo zaczynają obrastać nimbem niemożliwości. Podobnie było z Zachodem Grońskiego. Kiedy po jedenastu latach wyczyn Piotra Konopki powtórzył Edek Lichota, jego zjazd odbił się głośnym echem w środowisku. Kolejnych „wariatów” jednak nie przybywało. Ale legendy są po to, żeby się z nimi mierzyć. A jak to zwykle w takich wypadkach bywa – najtrudniej jest spróbować. My spróbowaliśmy. 19 maja dokładnie w moje 31. urodziny lustrowaliśmy z Kotła pod Rysami linię zjazdu. Plan był prosty. Podchodzimy za-chodem na Małą Wołowa Szczerbinę, wiedząc, że w każdej chwili możemy zawrócić. Jeżeli już uda nam się wyjść, to przecież nie będziemy schodzić z nartami na plecach. Trzeba będzie zjechać. Początek podejścia nastawił nas optymistycznie – stromy żleb w dolnej części wyglądał bardzo zachęcająco. Później jednak nie było już tak fajnie. Pokonanie ciągnących się w nie-skończoność stromych pól śnieżnych, pod-ciętych progiem opadającym do Wyżniego Czarnostawiańskiego Kotła, zmęczyło nas psychicznie. Buty obsuwały się w miękkim śniegu, a czekan dawał niezbyt pewną asekurację. Było stanowczo za miękko. Narty zostawiliśmy dziesięć metrów pod przełęczą, bo resztka śniegu na ostatnim odcinku nie nadawała się do zjazdu. Wbicie się w wiązania po krótkim odpoczynku zmieniło perspektywę. Stwierdziliśmy, że na nartach czujemy się tutaj znacznie pewniej i powoli stres ustępował miejsca adrenalinie. Pierwszy odcinek trawersu pokazał, że narty dość pewnie trzymają się stoku, chociaż przy okazji spuściliśmy do kotła sporo mokrego śniegu. Nabraliśmy pewności siebie. W górnej części zjazd był dziwny – eksponowany trawers urozmaicały dwa kilkumetrowe podejścia na nartach i dwa odcinki stromego, podciętego stoku, na którym można było trochę pokręcić. Na jednym z odcinków trawersu niespodziewanie zapadł się pode mną śnieg i obsunąłem się kilka metrów, hamując nartami na skałach. Patrząc niepewnie w dół kotła stwierdziłem, że miałem naprawdę sporo szczęścia. Pokonanie żlebu w dolnym odcinku było już czystą przyjemnością. Spoglądając z Kotła pod Rysami w kierunku Wołowe-go Grzbietu zdaliśmy sobie sprawę, że w przeciwieństwie do zjazdu z Hińczowej Przełęczy, pokonanie Zachodu Grońskie-go było typowym wyczynem. Zdecydowanie bardziej wymagającym od strony psychicznej, niż technicznej i nie obfitującym w zbyt wiele momentów dających czystą przyjemność jazdy. Wyczynem, którego raczej nie zamierzamy powtarzać. Tym bardziej, że w Tatrach jest jeszcze kilka „szóstek”, z którymi chcielibyśmy się zmierzyć. Tatnańskie „szóstki” W przewodniku Narciarstwo wysokogórskie w Polskich Tatrach Wysokich Karola Życzkowskiego i Józefa Wali, najwyższą wycenę zyskało pięć zjazdów. Są to - licząc od wschodu: Z Małej Wołowej Szczerbiny Zachodem Grońskiego, trudność 6. Pierwszy zjazd: Piotr Konopka, 4 czerwca 1994 Z Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego przez Wyżni Czarnostawiański Kocioł, trudność 6. Pierwszy zjazd: Piotr Konopka, 11 maja 1994- (zdejmując narty). » Z Mięguszowieckiego Szczytu Czarnego przez Kazalnicę Mięguszowiecką i Wiszący Kociołek, trudność 6. Pierwszy zjazd: Edward Lichota, 18 lutego 2001. Z przełączki w pn.-wsch. Grani Cubryny na Zadnią Galerię Cubryńską, trudność 6. Pierwszy zjazd: Tomasz Gąsienica-Mikołajczyk i Edward Lichota, 24 kwietnia 2000. Z Zadniego Kościelca Wariantem H drogi Stanisławskiego, trudność 6. Pierwszy zjazd: Edward Lichota, marzec 2003 (ze zdjęciem nart). Autor: Narciarz - Michał Kowalski
  18. No i będzie tunel. Najdłuższy w Polsce tunel powstanie w ciągu zakopianki W ciągu popularnej zakopianki, na jej górskim odcinku Lubień-Rabka, powstanie najdłuższy w Polsce, ponad dwukilometrowy tunel. Szacunkowy koszt jego budowy to ponad 1,3 mld zł - poinformowała w środę PAP Iwona Mikrut z krakowskiego oddziału GDDKiA. Budowa kolejnego odcinka zakopianki znalazła się na przyjętej we wtorek liście inwestycji drogowych przewidzianych do realizacji w latach 2014-2020. Koszt budowy całej ponad szesnastokilometrowej trasy, na której powstanie m.in. 38 mostów, wyniesie ok. 3,5 mld zł. Najdroższą częścią nowego odcinka drogi będzie tunel drogowy pod masywem Małego Lubonia, częściowo budowany w wykopie otwartym, częściowo metodą górniczą. W połowie tunelu, w obydwu komorach powstaną zatoki postojowe, przejazd dla służb ratowniczych i przejścia ewakuacyjne łączące obie komory tunelu. Świeże powietrze doprowadzane będzie do tunelu kanałem wentylacyjnym i kanałami dolotowymi. Przewidziano także wentylację awaryjną. Dwa węzły drogowe Powstaną dwa węzły drogowe w Skomielnej Białej i Zaborni oraz trzy tzw. MOP-y, czyli Miejsca Obsługi Podróżnych w miejscowościach: Lubień, Krzeczów i na Zbójeckiej Górze. W ramach inwestycji ma także powstać 25 km bocznych dróg dojazdowych do przyległych osiedli. Przygotowywany jest wniosek o zezwolenie na realizację inwestycji. Jeżeli marszałek województwa małopolskiego wyda pozwolenie z rygorem natychmiastowej wykonalności, wyłoniony w przetargu inwestor będzie mógł przystąpić do realizacji inwestycji już w przyszłym roku. Potrzebna przebudowa Zakopianka to popularna nazwa drogi, która stanowi kluczowe połączenie pomiędzy Krakowem a Zakopanem. Jej długość wynosi 100 km. Na odcinku z Krakowa do Rabki-Zdroju trasa stanowi fragment drogi krajowej S7, a odcinek z Rabki do Zakopanego to droga krajowa nr 47. Droga obecnie jest dwujezdniowa na odcinku 42 km odcinku Kraków-Myślenice-Lubień oraz na krótkich odcinkach w okolicach Chabówki - 3,5 km i Nowego Targu - 3 km. Jeżeli odcinek Lubień-Rabka zostanie zrealizowany, jednopasmowa zakopianka pozostanie na odcinkach Piątkowa Góra-Nowy Targ (12km) i Nowy Targ-Zakopane (20km). W sezonie urlopowym, szczególnie w weekendy, na drodze tworzą się olbrzymie korki oraz zdarzają się wypadki. O przebudowę kolejnych odcinków zakopianki wielokrotnie zabiegali małopolscy parlamentarzyści oraz samorządowcy z Podhala. Zdaniem burmistrza Zakopanego Janusza Majchra, przebudowa zakopianki jest kluczowa, jeżeli Zakopane chce zabiegać o organizację dużych imprez sportowych. Źródło: PAP, TVN24
  19. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Po pracy w las Gdyby to była zima...to z pewnością dzisiaj byłby narciarski trening :happy: ale skoro mamy porę deszczową teraz, to wybrałem się na krótką przejażdżkę po okolicy. Z jednej strony chmury, a z drugiej pięknie zachodzące Słońce: Już w niewielkiej odległości od miasta można znaleźć świetną rowerową trasę gdzie praktycznie nie ma ruchu samochodowego: Po 7km asfaltu nareszcie coś dzikiego. Las i polna droga. Ostatnie deszcze, to nadmiar wody...i to na takich trasach niestety spowalnia jazdę: Krótki postój na fotkę, to od razu zjawia się stado krwiożerczych komarów. Panująca wilgoć w lato pewnie "zaowocuje czarnymi chmurami" tych owadów. Pola w niektórych miejscach nie wchłaniają już wody: ...i chyba tylko mój Bambus jest zadowolony z takiej aury i urósł ponad trzy metry w ciągu ostatnich 3 tygodni: Wieczorny trening kończę niewielkim wynikiem 16km ale po całym dniu roboty, te chwile spędzone w ruchu, na świeżym powietrzu - są bezcenne :happy: pozdrawiam marboru
  20. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    W Boże Ciało Niestety rowerzystów w ostatnim czasie pogoda nie rozpieszcza. I tu zaczynam dostrzegać przewagę zimy nad latem... ...no bo przecież jak śnieg pada, to nie przeszkadza to w jeździe na nartach...no a na wiosnę, w lato jak pada deszcz - niby można, ale jazda rowerowa wówczas jest jakimś hardkorem. Po kontuzji, nogę zaczynam już mocniej nieco ćwiczyć. W Boże Ciało, dzień wolny postanowiłem wyjechać nieco dalej. Celem był znajdujący się nieopodal Radomia Zalew w Siczkach. Obrana trasa, to okoliczne wioski i mało uczęszczane drogi. Trzeba było uważać, by nie wjechać w procesję... Pomimo tego, że od czasu do czasu zaczyna kropić deszczyk jazda jest kontynuowana. Jest ciepło, delikatnie powiewa wietrzyk, na drogach zero ruchu - wyśmienicie. Na drewnianym moście w Piotrowicach robimy kilka fotek. Rzeczka Pacynka, to dzięki niej... ...powstaje Zalew w miejscowości Siczki: Jedni na rowerach, inni biegają, a jeszcze inni - łowią rybki. Aż wstyd się przyznać, że nie rozpocząłem jeszcze sezonu wędkarskiego. Zielona pora roku ma swój urok: Krótka rundka po molo... W trakcie jazdy zastanawiałem się, jak by to wyglądało, gdybym spadł z roweru...??? hahaha z pewnością gdyby coś takiego się stało, i ktoś by to nagrał - zostałbym gwiazdą netu. W tle zapora: Przerwa w Różanej Chatce. Na kawkę i ciacho... ...i powrót do domu. Mazowieckie pola pełne zbóż mają niesamowity klimat. Łącznie przejechane tego dnia 45km. Po ok 15km dopadł mnie kryzys i noga przypomniała o sobie...po przerwie, odpoczynku było już ok. Dzisiaj znowu pada... ...no i niestety rower stoi w garażu niewykorzystany. Kiedyś przestać musi, a wtedy?... Kolejna rowerowa eskapada. Pozdrawiam marboru
  21. [video=vimeo;66128810]
  22. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Z kolanem już w miarę ok :happy: Ścięgna i noga odzyskały 90% sprawność i jak tak dalej pójdzie to za kolejne dwa tygodnie nie będę może pamiętał tego niefortunnego zdarzenia. Pierwsza wyprawa rowerowa po kontuzji - na rozruch miała 7km. Odbyła się szlakami mojego dzieciństwa i pierwszych górek narciarskich. Relację znajdziecie tu: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/17373-Moje-pierwsze-quot-G%F3rki-quot-.?p=172523#post172523 Siluete powinnaś kojarzyć miejsca? :wink:
  23. Minęło ponad dwa tygodnie od mojej delikatnej kontuzji kolana (nadciągnięcie ścięgien), noga odzyskała 90% sprawności, więc postanowiłem ją dzisiaj trochę rozruszać na rowerze. Ponieważ nie chciałem się forsować, postanowiłem zrobić sobie bardzo krótką wyprawę. Wyprawę na moje stare osiedle i miejsce mojego dzieciństwa. Tam gdzie po raz pierwszy stanąłem na nartach. Krótkie plastikowe Polsporty, to był mój pierwszy sprzęt. Były beżowe z wiązaniami, które w zasadzie były tylko zapięciem zwykłych kozaków na bardzo mocną sprężynę. Pierwsza połowa lat 80dziesiątych... Stare dzieje. Nim dotarłem do mojej pierwszej górki... ...przejeżdżam obok stawu, na którym w dzieciństwie ślizgałem się na łyżwach, grałem w hokeja: Podążam dalej, do osiedla z wielkiej płyty i rodzinnego bloku na największym radomskim osiedlu. Jestem. To tu... Pamiętam jak dzisiaj. Tata skończył pracę późnym wieczorem i w domu był ok 21. Przyniósł je... ...a ja nie poszedłem spać, tylko czekałem. Nie dałem mu odpocząć i zjeść - wyciągnąłem go na dwór, przed dom. Padał śnieg ale nie było mrozu. Dookoła puch i padające, olbrzymie płatki śniegu doskonale widoczne w świetle osiedlowych lamp... ...założyłem je i poszliśmy. Ja kilkuletni chłopiec, i on mój Tato. Pamiętam jak dziś, że ta górka między wielkopłytowcami wydawała mi się olbrzymia. Pamiętam gdy po swoich pierwszych zjazdach, bez upadków zostawiałem dwa głębokie ślady... To był cudowny wieczór, który będę pamiętał do końca życia. Jeden z niezapomnianych fragmentów mojego dzieciństwa. Oto ta trasa... Potem było istne szaleństwo. Dołączyłem do kolegów, którzy już wcześniej mieli narty. Calutką zimę spędzałem na tych swoich "plastikach" i na łyżwach. Kolejnymi stokami były, te oddalone trochę dalej, dokładnie blok dalej. To tutaj kiedyś wykonywaliśmy z chłopakami swoje pierwsze skoki narciarskie, na prowizorycznie wykonanej skoczni narciarskiej - w rogu dwóch stoków, za Trafo. Nie było tam wówczas ogrodzenia i aut... ...aut wtedy było bardzo mało. Małe i duże fiaty, syrenki, skody, łady, wołgi, nyski i żuki... No i można było swobodnie zjeżdżać do woli, po tutejszych "wąwozach": Kolejnym wyzwaniem, po opanowaniu tych maluczkich a potem nieco stromszych stokach stała się "Górka Ustroniacka". To tam teraz skierowałem swój rower. Cóż za wspomnienia, gdy mijałem swoje przedszkole. W latach osiemdziesiątych na placu nie było drzew...a teraz? Ledwo co widać budynek: Nieopodal, kiedyś, kiedyś obok mojego celu wyprawy był olbrzymi drewniany plac zabaw: "Wioska Indiańska". Nie wiem, jak to było - ale za komuny zdarzały się takie inwestycje publiczne. Duży indiański park za drewnianą palisadą pełny wigwamów i budowli połączonych mostami. Masa huśtawek i "indiańskich ścieżek", a na całym placu rzeźby i pale tortur... Dzisiaj już nie ma śladu tego raju dla dzieci. Są dzisiejsze, standardowe place zabaw z tradycyjnym dla dzisiejszych czasów wyposażeniem. Docieram do podnóża... ...w oddali już widać: Jeden płaski i długi stok...jakieś 100m oraz mega strome boki (pamiętam jak dzisiaj respekt jaki odczuwałem na myśl o pierwszym zjeździe). To tutaj, po dwóch dniach gdy była odpowiednia grubość śniegu - po ubiciu nawierzchni przez dzieci, sanki i nartki wykonywałem swoje pierwsze skręty. Tak, to tutaj skończyłem ze zjazdami na krechę i zacząłem jeździć pierwsze slalomy ustawione z kijków narciarskich moich i wszystkich moich kumpli. Nie było wyciągu. Trzeba było po każdym zjeździe wchodzić wzdłuż górki na górę, a po zjeździe stromą częścią, po schodach, które najwidoczniej w dzisiejszych czasach zostały odnowione: Dopóki nie wyrosłem ze swoich pierwszych nart - spędziłem w tym miejscu niesamowite chwile. Pierwsze upadki, guzy...pierwszą jazdę po lodzie, pierwszy osiedlowy konkurs skoków narciarskich... Niesamowite chwile! Do dzisiaj wspominam te czasy mając łezkę w oku. Ponad trzydzieści lat temu... Piękne czasy! Kiedyś na końcu Górki, po prawej stronie było boisko piłkarskie... ...czasy się zmieniły - powstał staw. Kiedyś... ...dzisiaj - jest tu pięknie. Zrobiłem wyjeżdżając po raz pierwszy od kontuzji na rower - 7km. Tak krótko, a tak długo. Cudownie było powspominać i odwiedzić te miejsca, bo choć teraz mieszkam tylko 2,5km od tego miejsca życie pędzi i człowiek na co dzień nie ma czasu na refleksje i podróże sentymentalne. Ostatnie spojrzenie. "Górka Ustroniacka" - to tutaj pokochałem narciarstwo: pozdrawiam serdecznie w ten wiosenny, słoneczny dzień marboru
  24. Bardzo fajny artykuł Bartka Śliwki, o przydomowej produkcji nart :happy: W pierwszym numerze Magazynu Snow & Free pojawił się artykuł o nartach zrobionych w przydomowym „garażu”. Szalony pomysł zrealizowaliśmy i opisaliśmy razem z kumplem. Dziś idea ręcznie robionych nart ciągle się rozwija i ewoluuje. Warsztat rośnie razem z wiedzą zbieraną na temat produkcji, a narzędzia są zastępowane coraz bardziej profesjonalnymi. Dwa lata doświadczeń i testów pozwoliły nam udoskonalić produkcję. Wyeliminowaliśmy początkowe wady i obecnie możemy pochwalić się sprzętem dopracowanym technologicznie oraz wyróżniającym się szatą graficzną. Pierwszym modelem nowej linii jest typowo freeride’owy Ciruela Skis ProModel. Wyposażyliśmy go w najnowsze technologie, a wyglądem czerpie z tradycji góralskiej. Narty stworzone do zabawy w głębokim puchu, ale również nadające się na wycieczki skitourowe. Typowy twintip z rockerem. Dzięki zastosowaniu odpowiedniej geometrii sprzęt sprawdza się również w jeździe po twardym. Konstrukcja została oparta o nowoczesny super lekki kompozyt drewniany szwajcarskiej firmy nagrodzonej na tegorocznym ISPO, który został pokryty w całości włóknem węglowym. Pozwoliło to uzyskać nieprawdopodobnie niską wagę bez utraty wytrzymałości i sztywności. Pomimo dużych rozmiarów, 192 cm długości i 124 mm w tali, jedna narta waży zaledwie 1700 g. Dodatkowo postanowiliśmy zastosować płyty aluminiowe pod wiązaniem umożliwiające dowolną ich zmianę w zależności od aktualnych potrzeb. Drugim modelem bazowym jest CiruelaSkis Basic. Narta nie tak ekstremalna jak ProModel, z „zaledwie” 100 mm w tali i wyłącznie z pojedynczym rockerem. Konstrukcja i geometria sprawdzona w kilku poprzednich modelach, dopracowana tak, by idealnie spisywała się w każdych warunkach, zarówno głębokim puchu, jak i twardych żlebach. Technologicznie narty oparte na rdzeniach bambusowych i bardziej klasycznym włóknie szklanym. Wykończone z zewnątrz fornirami drewnianymi, co nadaje im charakter starych drewnianych nart. Klasyk free-tourowy. Do następnego sezonu zostało jeszcze dużo czasu. Nowych pomysłów nam nie brakuje, więc wracamy do naszego „garażu” i zabieramy się za robienie kolejnych unikalnych nart, którymi będziemy mogli pochwalić się już niebawem. pozdrawiam Bartek Śliwka Źródło: ntn.pl
  25. Jak dla mnie to wszędzie będziesz miał pięknie i ciekawie, jeśli tylko wyruszysz (unikałbym "szlagierowych" miejsc - bo intymności będziesz miał mało)... Poniższy filmik: Cztery pory roku w Tatrach. W każdej niesamowicie: [video=vimeo;65555587]
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...