-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Olek napisał: Po minięciu Wysp Kanaryjskich nie mam już możliwości powrotu na wschód, pod wiatr. Mogę tylko płynąć na zachód, w stronę, gdzie najbliższy ląd, Antyle, jest odległy o 2500 mil morskich. Jestem gotowy do tego zadania, choć jest kilka uciążliwości. Oto najważniejsze z nich. Nie mogę sobie poradzić z uszczelnieniem króćca poboru wody do odsalarki. Brakuje mi materiałów uszczelniających. Odsalarkę demontowałem już 12 razy. W sumie udoiłem tylko 20 litrów. Porażka! Wyjąłem odsalarkę ręczną i od razu wyprodukowałem 4 litry wody. Słaba jest wentylacja kabiny. Konieczne jest, zwłaszcza w upalne dni, niedomknięcie włazu, co powoduje chlapanie wody do kabiny. Robię wał ochronny przed włazem. Kajak w dzień na falach jest dzielny. W nocy, gdy sternik zaśnie, po chwili budzi go walenie grzywaczy w burtę kajaka ustawionego bokiem do fal i wiatru. Woda leje się na głowę przez niedomknięty właz. Sterowanie z kokpitu nie sprawia problemów, ale przy blokowaniu linek steru z kabiny, kurs udaje się utrzymać bardzo krótko. Wymaga częstej korekty przez całą dobę. Liczę, że zwodowanie skrzyni na zapasy to poprawi. Na jachcie byłby luksus: żagle zapewniają cały czas prędkość postępową, więc można użyć samosteru do utrzymywania kursu. Nie mam pomysłu na samoster dla kajaka bez żagli, przy braku prędkości postępowej. Źródło: https://plus.google.com/115946681830282374712/posts
-
Mi się udało wysłać fotkę, po wielu trudach ale się udało. Męczyłem się we wtorek na portalu Zetki. :happy:
-
Maćku, jak co roku życzę Ci wszystkiego dobrego. Dużo zdrówka! a ponad to, by szybko remoncik się skończył i pożycie małżeńskie się układało! Wyśmienitego Sezonu narciarskiego, no i może Johnnego Narciarza Juniora : Jeszcze raz wszystkiego dobrego z okazji urodzin!
-
Wg mojej oceny nachylenie się zmieniło diametralnie. Spójrz jeszcze raz na fotki i to ile zdjęto ziemi, której ubyło zarówno po stronie "garbu" jak i dawnej niecki. Niwelacja dotyczy również obszaru dalekiego od miejsca, najbardziej charakterystycznego do tej pory na tej trasie (widać to na poniższej fotce). Jest wyraźnie bardziej płasko. No i z pewnością był to czysto marketingowy zabieg, dla narciarzy z mniejszymi umiejętnościami.
-
Jadąc w Beskidy śniadanie jadłem w McDonaldzie (cóż pokusa "amerykańskiej" zarazy :laughing:). No i tak...piję kawę, piję...i co widzę??? :happy: Jak widać przygotowania do sezonu pełną parą :biggrin: Mam nadzieję, że to dobry zwiastun szybkiej zimy :tongue:
-
Łukasz Gabryjelski kazał długo czekać na swoją najnowszą produkcje "Negatyw". Jak to mówią lepiej późno niż wcale i tak właśnie znamy już datę i miejsce oficjalnej premiery. Odbędzie sie ona 9 Listopada w Kinie Sokół w Zakopanem. Następnie odbędzie się pokaz w Warszawie w klubie "Sztuki & Sztuczki" i W Krakowie w kinie ARS. [video=vimeo;47199241]http://vimeo.com/47199241 Negatyw jest obrazem, w którym będzie można zobaczyć ludzi podążających za swoją pasją, dla których narty to sposób na życie. W filmie została podkreślona ważna rola odgrywana przez fotografów i filmowców, gdyż jedną z największych radości dla zawodników jest wykonanie perfekcyjnie triku, w dobrym stylu i obejrzenie go później na zdjęciach bądź ujęciach. Jest to dla narciarzy jedno z najlepszych wynagrodzeń, kiedy mogą swoją ciężką pracę zobaczyć w filmie i podzielić się nim ze swoimi przyjaciółmi i szerszym gronem odbiorców. Obraz został stworzony wspólnymi działaniami ekipy Lukas Gabriel z zawodnikami, fotografami i sympatykami narciarstwa i sportów zimowych. Projekt Negatyw jest furtką wprowadzającą techniki filmowe do polskich projektów freeskiing. Realizacja zdjęć, produkcja i postprodukcja była w rękach ludzi , dla których filmowanie jest taką samą pasją jak dla zawodników narciarstwo. Dzięki powiązaniu wspólnej idei jaką jest tworzenie coraz lepszych produkcji możemy zaprezentować nasz kolejny projekt – NEGATYW. Pozytywem można nazwać każdą chwilę spędzoną podczas kręcenia filmu, wszystkie przeżycia, kontakt z naturą i zawodnikami, natomiast negatyw jest odbiciem rzeczywistości, odwrotnością pozytywu, czyli oryginału, którym jest obraz kamery. Film nawiązuje do folkloru zakopiańskiego, zawiera dużo symboliki i akcentów góralskich. Dzięki tym elementom chcemy pokazać możliwości i warunki do uprawiania freeskiing / freeride, jakie są w Polsce, a które nie są wykorzystywane. W filmie będziecie mogli zobaczyć takich zawodników jak Szczepan Karpiel Bułecka, Jasiek Krzysztof, Paweł Urbaś, Staszek Karpiel Bułecka, Wojtek Szczepanik, Tomasz Wolak, Marek Doniec i nasz Austriacki przyjaciel Simon Hofstädter. Zapraszamy wszystkich bardzo serdecznie na premierowy pokaz filmu „Negatyw” do Zakopanego. Zabierzcie swoich przyjaciół i widzimy się 9 listopada w Kinie Sokół o 19:00. Po pokazie zapraszamy na after party w klubie VaVaVoom, przy ulicy Kościuszki 10. Pokażmy, że my się zimy nie boimy! Zapraszam Łukasz Gabryelski Premiera: Zakopane, Kino Sokół 19:00 09.11.2013 After Party: Klub Vavavoom Premiera Warszawska: Warszawa, Klub Sztuki & Sztuczki 20:00 16.11.2013 After Party: Klub Sztuki & Sztuczki Premiera Krakowska: Kraków, Kino ARS 21:00 29.11.2013 After Party: Klub Prozak Źródło: powder.pl
-
Fajnie, że macie inne zdanie w temacie Stożka niż ja (na szczęście nie wszyscy). Mimo wszystko uważam, że zniwelowany Stożek to kicha. Sam na nim jeździłem wykorzystując każdą jej stronę (czerwona). Szukanie na niej swojej linii za każdym razem rodziło emocje... A teraz? Każdy w miejscu gdzie jedzie na narty szuka czegoś innego. Ja szukam klimatu i jak najwięcej naturalności po to by urozmaicać jazdę. W szczególności na takich krótkich trasach jak na Stożku. W chwili obecnej zadaję sobie pytanie: po co ja tam w sumie pojadę? Będzie tu teraz tak samo jak wszędzie. Łatwo (tamtejszą trasę czarną uważałem zawsze jako łatwiejszą). Johnny może Ty się wypowiesz, też widziałeś te przeróbki (zdjęcia to nie wszystko).
-
hehehe jak mnie odwiedzisz w centralnej Polsce, to się poznamy jeszcze raz :laughing: Tym razem może znajdziemy więcej czasu na jakiś mały poczęstunek :wink:
-
Czasami tak się składa, że można pogodzić pożyteczne z przyjemnym. Tak też było z moim ostatnim weekendem. Podróż służbowa do Wisły i urwany czas na miejscowe, beskidzkie atrakcje. Zarówno sobota jak i niedziela były piękne, pełne Słońca. Pierwsze miejsce, które postanowiłem odwiedzić, to mijana, zazwyczaj po drodze skocznia narciarska w Wiśle Malince. Parking tuż przy obiekcie jest bezpłatny. Bilet na kolejkę krzesełkową kosztuje 6 złotych. Widok z tarasu nad kawiarnią na ten obiekt o punkcie konstrukcyjnym K120 jest imponujący: Trzeba mieć sporo odwagi by skoczyć. Świetne miejsce. Imponujący zeskok i arena nad biegnącą w stronę Szczyrku drogą. Kolejnym miejscem, które postanowiłem odwiedzić jesienią jest Stożek. Ten stok, zimą jest dla mnie pełnym uroku i górskiego klimatu miejscówką gdzie czuje się tchnienie Gór. Auto parkuję 300 metrów od dolnego, dużego parkingu, z którego zimą można pod dolną stację kolejki udać się na góralskich saniach. Po drodze takie oto widoki: Potok Po kilku minutach jestem pod trasą narciarską, która jesienią wygląda tak: Na pierwszy rzut oka widać, że trasa czerwona została przebudowana. Wyrównana , zniwelowano również garb znajdujący się od strony wyciągu. Kupuję bilet na krzesełko (w obie strony to koszt 12zł). Widok na przerobiony odcinek stoku: Z góry: Zdjęto kilka metrów ziemi i wyrównano zjazd. Obawiam się, że nie jest to dobra zmiana. Czerwona i jej naturalny kształt powodował to, że było ciekawie i nie tak łatwo. Teraz…cóż będzie łatwiej. Pod krzesłem zauważyłem również tajemnicze rury. Czyżby w tym sezonie na Stożku było sztuczne naśnieżanie? Widok ze szczytu jesienią jest równie piękny jak zimą: W ciepłym sezonie na stoku wytyczone są trasy rowerowe do uprawiania ekstremalnych zjazdów rowerowych. Udało mi się złapać na fotce skaczącego zawodnika:
-
Kończąc swój pobyt na Stożku, schodząc już…super niespodzianka!!! Spotykam Johnnego. Czyż świat nie jest mały? Taki zbieg okoliczności, że przez chwilę i ja, i Maciek jesteśmy totalnie zaskoczeni ale również super radośni z tego spotkania. Ponieważ czasu nie mam zbyt wiele, rozmawiamy chwilę, poznaję jego super fajną małżonkę i zmykam. Fotka musiała być: Chyba Cię J Narciarzu myślami ściągnąłem pod ten Stożek? To miejsce jest szczególne. Bo to właśnie na nartach w tym Ośrodku poznaliśmy się jakiś czas temu. W niedzielę, w drodze powrotnej postanowiłem odwiedzić drugi mój ulubiony stok narciarski – Czantorię. Kolej krzesełkowa, wjazd i zjazd kosztuje mnie 18zł. Pod wyciągiem kolejka: Tu również delikatne zmiany: wyrównany dół… Zniwelowana, wyrównana góra: Tutaj akurat, zmiany chyba raczej pozytywne. Na szczycie armaty. Czyżby zima miała przyjść lada moment? Jestem za! Turystów jest cała masa. Ruszam na szlak: Ponieważ czasu nie ma zbyt wiele, szybko kończę wędrówkę przy tarasie widokowym po czeskiej stronie granicy państwa. Widok w stronę kraju Pepików: W stronę domu: Wisła: Piękny jesienny weekend pełen kolorów kończę z myślą, że już niebawem tu wrócę. Niech tylko spadnie śnieg, a zdrowie pozwoli założyć na nogi narty. Obym nie czekał na to długo. Pozdrawiam marboru
-
Lisbona, Wyspy Kanaryjskie, Madera, Maroko i Olek Doba gdzieś pomiędzy nimi. Źródło - to samo co w poprzednim poście.
-
Głos oddany :smile: Fotka bardzo fajna.
-
Niesamowity filmik, który powstał dla 4FRNT. Zaczyna się...operacją kolana, a potem: potem niesamowity zjazd (jak On przejechał pod tą gałęzią?) później fantastyczny riff gitarowy Jimiego... ponad 36 minut narciarskiej przygody :smile: [video=vimeo;50167777] Co do marki? W nadchodzącym sezonie w naszym kraju w dobrych sklepach narciarskich zagości kultowa marka freeski. Tym razem doczekamy się w końcu obecności 4FRNT, unikalnej w skali światowej marki. Czemu jest tak unikalna? Otóż 4FRNT to firma, która została założona przez riderów. Jest ich własnością, a jej produkty są przez nich inspirowane zgodnie z hasłem Rider Owned, Rider Inspired. Jak to wygląda w praktyce? Twórcą 4FRNT jest Matt Sterbenz prorider, który w 2002 roku swoją ideę przekuł w życie. Dobrze wiedział, że jeżeli narty 4FRNT mają oferować najwyższą jakość musi w ich tworzenie zaangażować najwyższej klasy riderów, żeby ich zaangażowanie było jak największe, każdy rider, który dołączy do teamu 4FRNT zostaje automatycznie współwłaścicielem. W ostatnim czasie do grona właścicieli 4FRNT dołączył młodziutki Dawid Wise, który w minionym sezonie prawie zdominował zawody freeski w USA oraz awansował do kadry na Olimpiadę. Ekipa tworzy narty w laboratorium o nazwie “White Room”, znajdującym się w siedzibie firmy w Salt Lake City. Narty są od razu testowane w pobliskich górach Wasatch i na bieżąco modyfikowane tak, żeby były jak najbardziej zbliżone do ideału. Źródło: powder.pl
-
"Wiadomość od Olka: Wiatry bardzo słabe ze zmiennych kierunków, upał 30 stopni. Ocean łagodnie pofalowany. Kilkanaście żółwi. Jeden opalał się jak martwy. Gdy stuknąłem go lekko wiosłem - obudził się. Nie wyglądałem na żółwiojada, a do kajakarzy chyba przywykł - pozował do sesji zdjęciowej. Pojawiły się ryby. Olek" Kajakarz znajduje się "na wysokości" Casablanki w Afryce. Flauta. Przemierzony dystans: Źródło (fotka + treść smesa): http://www.aleksanderdoba.pl/
-
Tylko skończyłem czytać "Olo na Altantyku. Kajakiem przez Ocean": http://bezdroza.pl/ksiazki/olo-na-atlantyku-kajakiem-przez-ocean-aleksander-doba,bekaja.htm Opowieść Aleksandra Doby o samotnej wyprawie kajakiem przez Ocean z Senegalu do Brazylii, a Autor wyruszył na kolejną Transatlantycką, samotną wyprawę. Tym razem (po najwęższym) po najszerszej części Atlantyku, z Portugalii do Stanów i Florydy. Kolejny raz (pierwsza wyprawa na przełomie 2010-2011) ten ponad 65letni policzanin, na specjalnie skonstruowanym kajaku przemierza niezmierzone wodne przestrzenie poruszając się jedynie siłą własnych rąk i wiosła. Bez zawijania do portów, bez asekuracji...tylko On, kajak, towarzyszące ryby i żywioły. Prowiant na 8500km, odsalarka (kilka), czapeczka i cel... Wyprawa zaczęła się 5 października. To co się dzieje z Olkiem i gdzie się znajduje, można śledzić za pomocą nowoczesnych lokalizatorów oraz na stronie wyprawy, gdzie zamieszczane są codziennie krótkie wiadomości prosto z Oceanu: https://plus.google.com/115946681830282374712/posts Kilka słów o autorze (za wikipedią): Aleksander Doba (ur. 1946) – polski podróżnik, kajakarz, zdobywca i odkrywca. Jako pierwszy człowiek samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile mięśni. Opłynął kajakiem Morze Bałtyckie i Bajkał. Również jako pierwszy opłynął całe polskie wybrzeże z Polic do Elbląga oraz Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia. Brązowy medalista mistrzostw Polski w kajakarstwie górskim. Wyczyny: Turystykę kajakową zaczął uprawiać od 1980 roku, mieszkając w Policach, w Klubie Kajakowym „Alchemik" Police oraz Akademickim Klubie Turystyki Kajakowej "Pluskon" w Szczecinie. W roku 1989 w ciągu 13 dni przepłynął Polskę po przekątnej z Przemyśla do Świnoujścia, 1 – 13 kwietnia, 1189 km. W 1989 roku wyśrubował rekord Polski (bijąc też Niemców) na 5125 km przepłyniętych kajakiem w jednym roku, mając do dyspozycji normalny urlop – 26 dni roboczych. Z tej liczby tylko 125 km przepłynął po raz wtóry w życiu. 5000 km to trasy po raz pierwszy w życiu przepłynięte przez niego kajakiem. W 1989 roku pływał kajakiem przez 108 dni – prawie co trzeci dzień w kajaku i to na nowych trasach. Ten nieoficjalny rekord Polski jest aktualny do dziś. W 1991 roku jako pierwszy kajakarz po II Wojnie Światowej przepłynął od trójstyku granic Polski, Czechosłowacji i Niemiec Nysą Łużycką oraz Odrą trasę wzdłuż zachodniej granicy. Także w 1991 roku jako pierwszy kajakarz przepłynął wzdłuż polskiej morskiej granicy oraz jako trzecia polska jednostka pływająca po II Wojnie Światowej przepłynął przez Cieśninę Pilawską koło Bałtijska i dopłynął do Elbląga (a potem do Gdyni). Jako pierwszy kajakarz przepłynął całą Wisłę. W 1998 roku (21 lipca – 11 września) rzekami i kanałami przepłynął w ciągu 57 dni trasę ponad dwóch i pół tysiąca kilometrów (2719 km) „Kajakiem przez Niemcy i dookoła Danii z Polic do Polic”. Trasa: Police – Szczecin – Odra – Havel Kanal – Berlin – Łaba – Hamburg – wzdłuż wybrzeży Danii: Esbjerg – Skagen – Kopenhaga – wzdłuż wybrzeży wysp Zelandii, Olandii, Fionii – Gedser Ode – Zingst (Niemcy) – Kap Arkona (Rugia) – Sassnitz – wyspa Uznam – Świnoujście – Police. Rok później (21 czerwca – 9 września 1999 r.) podczas wyprawy „Kajakiem dookoła Bałtyku z Polic do Polic” samotnie opłynął Bałtyk. Zajęło mu to 80 dni, w czasie których pokonał 4227 kilometrów. Trasa: Police – Świnoujście – Nexø (Bornholm) – Sandvig – Simrishamn (Szwecja) – Karlskrona – Kalmar – Sztokholm – Wyspy Alandzkie – Turku (Finlandia) – Helsinki – Tallin (Estonia) – Parnawa – Ryga (Łotwa) – Windawa – Lipawa – Kłajpeda (Litwa) – Kaliningrad (Rosja) – Gdańsk – Hel – Ustka – Kołobrzeg – Świnoujście – Police. Od 26 czerwca do 6 października 2000 roku w ciągu 101 dni przebył samotnie trasę 5369 kilometrów z Polic do Narwiku podczas wyprawy „Kajakiem za Koło Podbiegunowe Północne z Polic do Narwiku”. Trasa: Police – Nowe Warpno – Karnin – Lassan – Wolgast – Gedser Ode – Kopenhaga – Malmo – Helsingborg – Göteborg – Oslo – Stavanger – Bergen – Trondheim – Bodø – Narwik. W roku 2004 wraz z Pawłem Napierałą wziął udział w „Pierwszej Polskiej Transatlantyckiej Wyprawy Kajakowej KAYLANTIC” przez Atlantyk na trasie Tema (Ghana) – Brazylia. Planowany rejs na dystansie ok. 3000 Mm miał trwać ok. 80 dni. Po dwóch dobach prąd zniósł kajakarzy z powrotem do wybrzeży Ghany, fala przyboju zniszczyła prowiant i wyprawa została przerwana. W 2008 roku, 7-12 lipca – członkowie Szczecińskiej Grupy Kajakowej K2 – Aleksander Doba, Piotr Owczarski i Jerzy Switek – podjęli próbę przepłynięcia kajakami przez Kanał La Manche, na trasie Cap Gris-Nez – Folkestone. Kajakarzy asekurować miał jacht Gaudeamus. Próbę uniemożliwił sztorm. W 2008 roku, sierpień – Aleksander Doba uczestniczył w wyprawie Klubu Podróźników Arsoba Travel „Ałtaj – pełne zaćmienie Słońca – Bajkał lato 2008”. Zabrał ze sobą składany brezentowy 30-letni kajak produkcji NRD, którym chciał opłynąć Bajkał. Wypłynął, ale jesienna pogoda uniemożliwiła mu zakończenie rejsu. Zostawił kajak w Ułan Ude i wrócił do Polski. W 2009 roku, w ciągu 41 dni, samotnie opłynął jezioro Bajkał w "Wyprawie DOOKOŁA BAJKAŁU". Pokonał wtedy prawie 2 tysiące kilometrów (1954 km linii brzegowej). Po zamknięciu pętli Bajkału (na pozostawionym rok wcześniej składanym kajaku) płynął z biegiem Angary do Irkucka. Stamtąd koleją transsyberyjską wrócił do Polski. W 2010 roku Aleksander Doba postanowił po raz drugi, tym razem samotnie, zmierzyć się z Oceanem Atlantyckim podczas wyprawy "Transatlantic kayak expedition". Rejs odbył się na jednostce zbudowanej w Szczecinie w stoczni Andrzeja Armińskiego zaprojektowanej specjalnie w tym celu pod jego kierownictwem przez Rafała Głodka, Michała Klimka i Radosława Zygmunta, napędzanej tylko kajakowym wiosłem, 26 października 2010 r. wyruszył z Dakaru (Senegal) w kierunku Fortalezy (Brazylia). Do miejscowości Acaraú w Brazylii dopłynął 2 lutego 2011 roku po 99 dniach rejsu i przepłynięciu 5394 km (2913 mil morskich) (dopłynięcie do planowanej Fortalenzy uniemożliwił silny znoszący na zachód prąd oraz wiatr). Jako pierwszy na Świecie przepłynął kajakiem przez Atlantyk z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile mięśni. Wcześniej Atlantyk na kajaku przepłynęły 3 osoby: w 1928 roku Franz Romer (58 dni, z Wysp Kanaryjskich na Wyspy Dziewicze), w 1956 roku Hannes Lindemann (72 dni, z Wysp Kanaryjskich na Bahamy) – obaj płynęli na kajakach wspomaganych żaglem, w 2001 roku Peter Bray (76 dni z Nowej Fundlandii do Irlandii – czyli również z wyspy na wyspę). Aleksander Doba jako pierwszy człowiek samotnie przepłynął kajakiem Ocean Atlantycki z kontynentu na kontynent (z Afryki do Ameryki Południowej) wyłącznie dzięki sile własnych mięśni. W 2011 roku po przepłynięciu Atlantyku i dwutygodniowym odpoczynku planuje dalszy samotny rejs do Waszyngtonu w USA przez Antyle i Barbados. Wyprawa jest planowana na około 6000 km dalszej samotnej żeglugi w ciągu 2-3 miesięcy. Został napadnięty i obrabowany w czerwcu 2011 podczas spływu kajakiem z Peru do Brazylii kilkanaście lub kilkadziesiąt km od miasta Coari w Brazylii. ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Dziwię się, że tak mało, o śmiałku i tej arcytrudnej i ryzykownej wyprawie jest w mediach.
-
Maciek właśnie Cię widziałem w faktach TVN :laughing: No, No - Kolega Gwiazdorem teraz jest :happy: hahaha Miło było widzieć.
-
Super filmik, nie tylko narciarski. Piękne zdjęcia, nartowanie w nocy, zjazd na brzeg Pacyfiku...niesamowite video: [video=vimeo;52021164]
-
Film o życiu ikony sportów ekstremalnych – Shanie McConkey – zostanie wyświetlony po raz pierwszy w Polsce. Premiera filmu „McConkey” odbędzie się 29 października w Multikinie w Złotych Tarasach. Dokument przedstawia niesamowite wyczyny narciarskie i drogę, jaką trzeba przebyć, aby spełnić swoje marzenia. Shane McConkey na zawsze pozostanie pionierem freeskiingu i ski-BASE jumpingu. W filmie "McConkey" Red Bull Media House we współpracy z Matchstick Production (MSP) oddają hołd człowiekowi, który wyznaczał nowe granice ludzkich możliwości. Dokument opowiada historię człowieka, ojca i męża, który jak każdy z nas napotykał na swej drodze przeszkody. Sposób w jaki je pokonywał, to prawdziwa lekcja optymizmu. Shane nauczył się żyć pełnią życia – na własnych warunkach, w swój bezkompromisowy sposób. Według niego życie bez pasji nie miało większego sensu, nie wyobrażał sobie pracy od 9:00 do 17:00. Światowa premiera filmu odbyła się w kwietniu tego roku na festiwalu filmowym Tribeca w Nowym Jorku. Film powstał dzięki ponad tysiącowi godzin archiwalnych materiałów nagranych przez samego bohatera jak i zaprzyjaźnioną wytwónię MSP. W produkcję zaangażowana była również rodzina Shane’a. Prace nad realizacją obrazu zajęły aż 5 lat. McConkey nie bał się realizować własnych marzeń, bardziej od bezpieczeństwa cenił sobie wolność. Był inspiracją dla wielu sportowców innych dyscyplin, takich jak Travis Pastrana, ale i osób zupełnie niezwiązanych ze światem sportu. Wobec Shane’a nie można było przejść obojętnie – zadziwiał, wzruszał i rozśmieszał. Dzięki patentom, które stosował w swojej jeździe znacząco wpłynął na rozwój narciarstwa. Shane był jednym z pionierów freeskiingu, czyli narciarstwa wolnego od zasad i wszelkich granic. Znajdował sposoby na poskromienie najtrudniejszych tras na najwyższych szczytach. Był też znakomitym BASE jumperem oraz mistrzem lotów w kombinezonie wingsuit. Chociaż McConkey nie był pierwszym, który oddał skok base na nartach, to jako pierwszy dostrzegł potencjalny wpływ tej dyscypliny na odkrywanie nowych szlaków narciarskich w miejscach uznawanych za niedostępne. McConkey stał się jednym z liderów w łączeniu dyscyplin, czego rezultatem był ski-BASE wingsuit flying: zjazd z góry na nartach, odrzucenie nart, a następnie lot w kombinezonie wingsuit zakończony opadaniem na ziemię na spadochronie. Pomimo tego, że McConkey był najlepszy w tym co robił, w powietrzu był zależny od czynników, których nie był w stanie kontrolować. 26 marca 2009 roku, w wieku 39 lat, Shane McConkey zginął w wypadku w Dolomitach we Włoszech, do którego doszło podczas jednego ze skoków. Dochód z filmu zasili fundusz utworzony dla rodziny McConkey – żony Sherry i córki Ayli. Donację można składać również na rzecz fundacji McConkey’a, która wspiera ochronę środowiska i działania charytatywne.Strona fundacji: shanemcconkey.org/the-foundation/ Premiera filmu „McConkey” w Polsce 29 października 2013 r., godz.20.00 Multikino, Złote Tarasy Źródło: Ski2Die. [video=youtube;afDYEtQmC6I]
-
Shishapangma Ski Challenge - wypadek Andrzeja Bargiela i tragiczna historia Alexa Lowe Wybity bark, tragiczna historia Alexa Lowe i wejście na 7500 m n.p.m – miniony tydzień był kluczowy dla narciarskiej wyprawy Shishapanga Ski Challenge. Teraz pozostał tylko atak na szczyt. Wybity bark Andrzeja [video=youtube;c-aJzIbvG_Y] W dniach 19-20 września, Andrzej Bargiel nie czuł się najlepiej (spędził 2 dni bez jedzenia w bazie). Prawdopodobnie efektem tego osłabienia był groźny wypadek, jaki przydarzył mu się 21 września. Podczas przekraczania lodowcowego potoku, jeden z kijków zablokował się skutecznie pośród skał i szarpnął go do tyłu. W wyniku tego upadku wypadł mu bark ze stawu. Zachowując zimną krew i podkładając kijek turystyczny pod ramię, Andrzej sam nastawił sobie uszkodzony staw i wszystko jest już dobrze. Ta dramatyczna okoliczność oraz niezwykle bolesne, ale szybkie wyjście z opresji, spowodowały, że jego wyprawa wciąż ma szanse powodzenia. Tragiczna historia znalezionych nart Pojawiły się przypuszczenia, do kogo mogą należeć narty znalezione przez Andrzeja i Darka kilka dni temu. Znana kanadyjska pisarka Bernadette McDonald (autorka wielokrotnie nagradzanej książki "Ucieczka na szczyt" o złotej erze polskiego himalaizmu) natychmiast skojarzyła to znalezisko z tragiczną śmiercią Alexa Lowe'a w lawinie pod Shishapangmą 5 października 1999 roku. Alex Lowe, Conrad Anker i David Bridges - w ramach American Shishapangma Ski Expedition - mieli zamiar zjechać południową ścianą, tzw. drogą polsko-szwajcarską. To było marzenie Alexa. Niestety, podczas przekraczania płaskiej części lodowca przy podejściu, ogromny serak, ok. 1800 metrów ponad nimi runął w dół. Początkowo himalaiści robili zdjęcia, ale okazało się, że są na linii "strzału" i nie zdążą uciec. Zginęli Alex Lowe i David Bridges (dwukrotny Mistrz USA w paraglidingu). Anker został "szczęśliwie zdmuchnięty" przez falę uderzeniową i z licznymi obrażeniami, przeżył ten wypadek. Czy odnalezione narty są pozostałością po wyprawie Alexa? Udana aklimatyzacja Po odzyskaniu sił i minięciu bólu spowodowanego kontuzją barku, uczestnicy polskiej wyprawy konsekwentnie realizowali zamierzone cele. Założyli obóz I na wysokości 6400 m n.p.m. Udało się także założyć obóz II na wysokości 6900 m n.p.m oraz w ramach wyjścia aklimatyzacyjnego Andrzej i Grzegorz osiągnęli 7500 m n.p.m. Obecnie wszyscy uczestnicy zjechali do bazy i odpoczywają. Ich jedynym celem jest obecnie atak szczytowy, który przeprowadzą na przełomie września i października. Darek Załuski, najbardziej doświadczony członek wyprawy, oprócz bycia "dobrym duchem", intensywnie filmuje dokonania kolegów. Marcin pracowicie fotografuje, o czym można się przekonać na stronie redbull.pl oraz w serwisie mediowym Red Bull Content Pool (wwwredbullcontentpool.com). Okno pogodowe z widokiem na szczyt - Jeśli wstrzelą się w okno pogodowe i ominą szczeliny oraz seraki, to powinni osiągnąć sukces - mówi ratownik TOPR Jakub Brzosko. - Pozostało nam wszystkim trzymać kciuki za powodzenie wyprawy, bezpieczne zdobycie szczytu oraz zjazd do bazy. Źródło: Onet, You Tube.
-
Mi się marzy kilka, nie tylko jeden :happy:
-
Bardzo ciekawa, obszerna, VI częściowa, zawierający mnóstwo starych zdjęć historia narciarstwa w Karkonoszach i Górach Izerskich: Jeśli jakaś dziedzina zasłużyła na miano sportu wszystkich sportów - to właśnie narciarstwo... - pisał Fridtjöf Nansen. O początkach pasjonującej historii narciarstwa w Szklarskiej Porębie opowiada Przemysław Wiater http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=544
-
Adam i Ewa w Raju. Ewa do Adama: Ty to mnie nie Kochasz... Adam: A k... kogo mam Kochać?
-
No właśnie, jaką w tym sezonie napiszemy historię, przygodę? Kilka tygodni, może dwa, trzy miesiące, spakujemy narty i ruszymy. Gdzieś tam... w Góry. Nie wiem jak Wy? Ale ja zamierzam w tym sezonie odkryć coś nowego i być gdzieś tam, gdzie jeszcze nigdy nie byłem. Gdzie? Tego jeszcze nie wiem. To miejsce jeszcze nie przyszło do mnie... Narciarska przygoda w Ameryce Południowej? Gdzieś na innym kontynencie? Marzenia... ? Poniżej inspirujący filmik. [video=vimeo;74253873]
-
Wyprawa Andrzeja Bargiela dociera na 6400 m.n.p.m [video=youtube;bP8mAd3ZlrY] [video=youtube;aIthZHoQZ0c] Andrzej i Grzegorz Bargielowie, Darek Załuski oraz Marcin Kin kontynuują swoją narciarską wyprawę na ośmiotysięcznik Shishapangma. Po wycieńczającym podejściu dotarli do kluczowej bazy numer jeden. W dniach 14 -16 września, uczestnicy wyprawy Shishapangma Ski Challenge przedostali się do bazy na lodowcu Yebokangal Glacier. 15 września wieczorem, wyprawa dotarła do bazy głównej (Base Camp, w skrócie BC) na wysokości 5 000 m.n.p.m. Tam spotkali się z czekającym na nich z całym ładunkiem zapasów, kucharzem Renzzim. Wspólnie z nim, 16 września, transportując sprzęt i ekwipunek na jakach, wyprawa przedostała się dalej do wysuniętej bazy na wysokości 5600 m.n.p.m. Zastali tam 5 innych wypraw. 17 września, po zaaranżowaniu obozu, wyprawa spotkała się z lamą, który odprawił rytualną pudżę (mszę) za powodzenie wyprawy. 18 września postanowili dojść do obozu I, już na nartach ski tourowych. Czekał ich kilkugodzinny, trudny marsz, poprzez skomplikowane formacje lodowcowe, w tym barierę lodowcową- tzw. Icefall. Po pokonaniu trudności, kontynuowali podejście już na nartach, do obozu pierwszego na wysokości 6400 m.n.p.m. Po odpoczynku i uzupełnieniu płynów, zjechali do bazy, w której regenerowali się przed sobotnim (20.09.) wyjściem aklimatyzacyjnym. Jego celem jest poprzez obóz pierwszy, dotarcie do obozu II oraz założenie obozu III. Wg. wstępnych założeń obóz II ma stanąć na wysokości 6700 m.n.p.m.. Obóz III już na 7500 m.n.p.m. Po dotarciu do obozu III, wyprawa zejdzie na noc do obozu II, skąd w dół do bazy. Dla wyprawy, to aklimatyzacyjne wyjście jest kluczowe w całym przebiegu wyprawy. Podczas zejścia z obozu I (6400 m.n.p.m.) Andrzej Bargiel i Darek Załuski, próbując skrócić trasę przez lodowiec, odnaleźli stare narty pochodzące z innej wyprawy. Znany jest fakt, że Jerzy Kukuczka- zdobywając swój ostatni ośmiotysięcznik- właśnie Shishapangmę (18.09.1987 r.), użył w powrocie nart. Szczyt zdobył z Arturem Hajzerem, który niechętny zjeżdżaniu w dół, schodził na piechotę. Czy stare narty należą do wyprawy Kukuczki i Hajzera? Być może dowiemy się wkrótce. Shishapangma Ski Challenge 2013 jest wydarzeniem inicjującym projekt „Hic sunt leones”. Pod łacińską sentencją oznaczającą „nieznane kraje” – skrywa się wielki narciarski plan, zakładający zjazdy z najwyższych szczytów Ziemi. Narty skracają wielogodzinne wędrówki w rozrzedzonym powietrzu, ułatwiają poruszanie się w głębokim śniegu. Celem „Hic sunt leones” będzie pokazanie, że narciarstwo to sport radosny, nawet na dachu świata - tłumaczy Bargiel. Realizacja tak ekstremalnych marzeń to nie tylko wyzwanie fizyczne i psychiczne, ale również finansowe. Na szczęście są w naszym kraju firmy, które są gotowe poprzeć nawet najbardziej ryzykowne przedsięwzięcia. Pierwszą z nich jest firma CTL Logistics kompleksowy operator logistyczny, który jest sponsorem strategicznym wyprawy. Kolejnymi jest LOTTO, sprzęt elektroniczny Sony, oraz łączność satelitarna TTcomm. Ekipę wspierają sprzętowo Salomon, Sunnto, Atomic, Pajak, a skrzydeł dodaje im Red Bull. Dodatkowe zdjęcia z wyprawy można znaleźć na stronie redbull.pl oraz w serwisie mediowym Red Bull Content Pool. Najnowsze informacje z ekspedycji będą publikowane blogu Andrzejbargiel.com, fanpage’u oraz na platformach partnerów medialnych czyli National Geographic, Malemen, Art. & Business, Teleexpress, RMF FM i Spotkania z Filmem Górskim. O oprawę PR’ową akcji dba firma JoyRide. Źródło: http://www.national-geographic.pl
-
Piękne dziewczyny... i narciarze. Na basenie?!
marboru odpowiedział marboru → na temat → Słowacja, Czechy
No właśnie jakoś mi ten nowy awatar nie podszedł :happy: Wróciłem do starego, nowego Xsa :applause:







