Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

leitner

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    4 153
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    166

Zawartość dodana przez leitner

  1. Trochę stare zdjęcia, ale może ktoś będzie chciał popatrzeć Tydzień temu tak było w Krynicy (pierwsze zdjęcie) i na Szrenicy (pozostałe):
  2. leitner

    Kaprun - lodowiec Kitzstenhorn

    Kilka zdjęć z przed kilku dni z Kitzsteinhornu
  3. Tak, na niektórych mapach jest błąd - kanapa będzie na same Juliany. Nie do końca - zostają tylko orczyki przy Bieńkuli. Te krótsze będą zdemontowane.
  4. Czyli udało mi się napisać tak, jak chciałem Na Pilsku jest wiele problemów, których nie da się zrozumieć, bo tu nie jest nic do rozumienia. Nieodpowiedni właściciel ze zbyt małą ilością kasy, ekoterroryści i kilka innych rzeczy, które składają się na regres tego ośrodka. Już nie raz na tym forum rysowaliśmy nowe kanapy i trasy. Póki co sukcesem będzie utrzymanie tego, co jest.
  5. leitner

    Jasna Chopok

    Czy Ty mnie obrażasz? W Operze Narodowej miałem być raz, ale na scenie. Nic z tego nie wyszło, bo okazało się, że jednak nie umiem śpiewać opery (wiedziałem to wcześniej, ale Pani Dyrygent twierdziła co innego). Żeby nie odbiegać do końca od tematu, to chyba w takie dni jak dziś, kiedy wyłączają krzesła na Lukovą, powinien śmigać talerzyk z Kolieska. Raz mnie tak udupili. Podchodziłem CAŁĄ czerwoną trasę Majovą (2). Zresztą tak jak dziesiątki innych wkurzonych narciarzy.
  6. Na Babie warunki genialne. Nie ma muld, cały czas jest lekko twardo, a muldy są niewielkie. Krzesełko takie co wcześniej – teraz jednak odkrywam jego drugą twarz. Ludzi tylko mało. Kiedyś kolejki do krzesełka dochodziły do 10 minut. Teraz pustki… Wielki plus dla Baby, że w rejonie Gazdówki powstał snowpark. Niestety Gazdówka już nie ta sama, co ostatnio. Kiedyś zawsze zatrzymywaliśmy się tutaj na czekoladę i Wiadomości – codziennie o 19:30 przerwa na 25 minut. Po Wiadomościach mieliśmy jeszcze trochę jazdy. To, co się nie zmieniło, to brakująca latarnia na objeździe lasu – po wyskoczeniu ze skoczni na snowparku nic nie widać – fajne atrakcje ośrodka Pod koniec zawijamy do Bacówki na kolację. Przy wejściu wisi kotwica z wyciągu. W środku tak samo – przyjemnie, ciepło i to samo pyszne jedzenie. Zmęczeni jedziemy na dół – w końcu jeździmy tu prawie 11h a z wyciągami prawie 90km. Najważniejsze, że serducho wytrzymało. Podsumowując, wyjazd bardzo udany, ale przykro się robi, kiedy widzę, jak narciarsko upada Korbielów.
  7. W końcu udało mi się napisać relację z soboty. Nadszedł (nie)stety ten dzień – sobota. Z jednej strony dobrze, bo jedziemy na spotkanie forumowe na górze, na której byłem 1/3 życia temu, a z drugiej strony jest to najprawdopodobniej ostatni mój dzień na nartach w tym sezonie. Trzeba wykorzystać go na maxa, ale jednocześnie uważać na siebie. Za oknem pada mokry śnieg. Wyjeżdżamy tak, by przed 8:00 być na Strugach w Korbielowie. Po drodze śnieg zamienia się w deszcz. Mimo tego, pełni wiary w warun na Pilsku, wjeżdżamy do zaśnieżonego Korbielowa. Cały czas padał tam śnieg – nawet droga się zabieliła. Jadąc na miejsce, wspominamy każdy zakątek, każdą restaurację odwiedzoną przez nas w nasze korbielowskie lata. Na miejscu parkujemy nieco ponad wejściem pod kasy. Jako, że dość mocno muszę się oszczędzać, niosę kijki zamiast nart. Wchodzę powoli z krótkimi przerwami. Całe szczęście, że nie ma tu tych tragicznych schodów. Po 10 – minutowym wejściu zdobywam szczyt. No dobra, to tylko kasy, ale czuję się, jakbym wszedł na Pilsko. Kupujemy 3 karnety do 16:00, bo przyjechaliśmy pojeździć na nartach a nie siedzieć po południu na kanapie w domu, w którym śmierdzi na potęgę. Krzesełko jedzie powoli, majestatycznie, a my jesteśmy zasypywani kolejnymi porcjami świeżego śniegu. Na Szczawinach zostawiam przemoczony już plecak i usiłuję zapiąć narty. W tym momencie zjechała się prawie cała ekipa forumowa –@Jasiek,@gregor_g4,@aklim,@johnny_narciarz,@christof,@Piotr_67 i@marcinn. Po kilku zjazdach dołączył@artix. Warun na trasie czerwonej 5 Miziowa - Szczawiny były moim zdaniem bardzo dobre. Sporo świeżego śniegu, nawet twardo, ale pojawiały się niestety grudki zmrożonego śniegu. Do ok. 10:00 po trasach kręcił się ratrak, który na bieżąco ubijał świeży śnieg. Kolejki do wyciągów niewielkie – max 3 min (zazwyczaj jeździło się na bieżąco). Na trasach z Pilska i Kopca nieco lepiej – miałem wrażenie, że zostały słabiej rozjeżdżone. Kolejki do orczyka i do ukochanego przez Jaśka talerzyka na 2-3 minuty. Na długiej niebieskiej „6” Miziowa – Szczawiny leżało trochę kamieni, ale bezproblemowo mogliśmy je omijać. Jako, że jazda po trasach niektórym się nudzi, wyskoczyliśmy na mały freeride – najpierw z Pilska a potem z Kopca na skocznię Czarownicę/Babę Jagę. Jeździło się nieziemsko! Mała przerwa na Szczawinach i po kilku zjazdach wszyscy zjechali w dół do Górala spod Skrzycznego. Obok jest toaleta - jak przystało na ośrodek z europejskimi standardami - bezpłatna. W lesie siedzi przyczajony Ratrac Ja z tatą i bratem śmigaliśmy na górze do 16:00 – ostatnie wejście przez bramkę na Pilsko o 15:59. Trasy z każdą chwilą się degradowały – więcej kamorów, grudek śnieżnych i muld. Po drodze zatrzymaliśmy na Hali Miziowej na naleśniki z grzybami i małe co nieco. Każdy zjazd był dla nas wspomnieniem fantastycznych czasów, kiedy leżało mnóstwo śniegu a na Pilsko wchodziliśmy w pełnym Słońcu zapadając się prawie po pas na nieprzetartym szlaku. Wtem uśmiechnęło się do nas słoneczko . Woohooo! Genialnie. W końcu mamy jakieś widoki. Na końcu zjechaliśmy Buczynką a wcześniej przy kultowych Płajach, spod których obsługa kiedyś zabierała śnieg. Szczerze? Łezka mi się w oku zakręciła. Kiedyś to miejsce tętniło życiem. Na zewnątrz nie raz jedliśmy obiad, zawsze było tutaj głośno. Zamykam oczy i widzę oczami pamięci ten zgiełk, zaludnioną Halę Buczynka, działający talerzyk, słyszę stukot wprzęgów od orczyków na gniotących krążkach linowych… Otwieram oczy i widzę kolej krzesełkową – widmo, oświetlenie, które nie wiadomo kiedy zostanie włączone. Jedziemy na Solisko. Szukamy „zakrętu śmierci”, gdzie za każdym razem toczyła się jednostronna i z góry przegrana walka o bezpieczny zjazd. Teraz w tym miejscu nie ma już ani ostrego zakrętu, ani lasu, którym próbowałem ominąć to miejsce. Czy coś się zmieniło na Pilsku przez ostatnie 6 lat? Tak. Nie działa orczyk na Kopiec, nie działa Buczynka, nie ma naśnieżania poniżej Miziowej, nie ma tłumów… Ciekawe, co z Babą – jedziemy przetestować. To tam stawialiśmy nasze pierwsze kroki na nartach poza oślimi łączkami.
  8. leitner

    Jasna Chopok

    Jedyne co mogę napisać, to przeprosić za współmieszkańców Warszawy i wstydzić się za nich. Marcinn, z Chopka
  9. leitner

    Korbielów 2016/17

    Jeden łorcyk i jeden talerzyk. Drugi łorcyk nie śmiga.
  10. Zgodziłbym się z Bumerem i Gregorem, gdyby na tych Mistrzostwa roiło się od takich przypadków. Tutaj jednak po pierwsze był tylko jeden taki zawodnik a po drugie, tak jak jest napisane w artykułach, stało się to przypadkiem.
  11. Powoli nadrabiam zaległości forumowe. Co tu dużo pisać - filmik oczywiście świetnie zmontowany a muzyka idealnie dobrana. Czapka wymiata! Co do scen, to bardzo dobrze, że nie skupiasz się najbardziej na filmowaniu - to pokazuje, że najważniejsza jest dla Ciebie przygoda (kajaki, narty, rower) a nie pokazanie światu, że Ty jesteś tam najważniejszy! Oczywiście nie można też przesadzać też w drugą stronę - film musi mieć sens i odbiorca nie może patrzeć, kiedy w końcu to się skończy.
  12. Adrian Solano - Wenezuelczyk, który wystąpił na MŚ w biegach narciarskich w Lahti, został wzięty za terrorystę we Francji, w której miał mieć przesiadkę. Został zatrzymany, ale ostatecznie wszystko potoczyło się dla niego szczęśliwie. Ostatecznie Solano odzyskał wolność, ale samolot do Skandynawii już odleciał, a on sam miał przy sobie zaledwie 28 euro. Na koszt państwa wrócił więc do Wenezueli i wydawało się, że o starcie w Lahti może zapomnieć. Przyjaciele narciarza zrzucili się jednak na kolejny bilet i 22-latek wrócił do Europy, dosłownie w ostatniej chwili przed rozpoczęciem mistrzostw świata. Niestety, przez wydarzenia z Francji stracił szansę na miesiąc przygotowań na śniegu i do Lahti dotarł bez jakichkolwiek treningów, zupełnie nie umiejąc biegać na nartach. http://sportowefakty.wp.pl/biegi-narciarskie/668247/wzieto-go-za-terroryste-ale-do-lahti-jednak-dotarl-adrian-solano-bohaterem-dnia http://wmeritum.pl/terrorysta-nartach-caly-swiat-mowi-o-wystepie-wenezuelczyka-mistrzostw-swiata-lahti-wideo/172968 Prawdziwym hitem stał się jednak jego "przejazd" trasą - zawody w biegach stylem klasycznym były zaplanowane na 10 km, ale Solano "przebiegł" jedynie połowę dystansu. Jako, że w ogóle nie potrafi biegać na nartach, 5 - kilometrowa pętla zajęła mu aż 55 minut. Ciekawe, co by niektórzy pomyśleli, gdyby zamiast w biegach narciarskich Solano wystąpił w biathlonie
  13. leitner

    Ładny???

    Będziesz nim śmigał na Chopok?
  14. Taaak... Teraz trzeba się zacząć uczyć. W "inne" góry kiedyś pewnie pojadę, ale po maturze to trochę bliżej Oczywiście na narty.
  15. No nie do końca. Mój tata co rok dzwoni po służby, bo koło jego pracy rośnie drzewo, które wchodzi na linie energetyczne. Prościej jest co roku obcinać jedną gałązkę niż wyciąć całe drzewo, bo zaraz zlecą się ekolodzy (coś podobnego powiedział pracownik Służby Oczyszczania Miasta). Jest mnóstwo miejsc w Warszawie, w których drzewa stanowią niebezpieczeństwo.
  16. Dokładnie! Przynajmniej znikną te drzewa, które zawadzają lub zagrażają budynkom/liniom energetycznym itd. Moje drzewo - moja sprawa!
  17. Po odwiedzeniu wszystkich tras, jedziemy do SON-u. Na trasie – łączniku 3, robi się już tępo – Słońce skutecznie rozpuszcza trasy (na Skrzycznem też już zaczęło puszczać). Jedziemy do Czyrnej na 3, potem 5 i na końcu 1. Na Bieńkuli już spore przetarcia na górze, ale niżej jest lepiej – niestety trochę za twardo (na Bieńkulę nie dochodzą promienie Słońca). „Jedynkę” żegnamy jako dobrze przygotowaną oprócz trzech ścianek – początek Młaków, za Migdalską i ta ostatnia (więcej było tam przetarć niż śniegu), ale nie ma co się dziwić – trasa jest oficjalnie zamknięta. Na koniec wciągamy się na Małe Skrzyczne jednym z ostatnich kursów – za nami zamykali już bramki, była 15:58. Na górze trochę za twardo (tak jak lekko zielonkawe jajko po ponad 5 minutach gotowania), ale to jest ostatnia rzecz, o której myślę. Przecież jest tam tak pięknie… Spokojnie zjeżdżamy 2 do Hali Skrzyczeńskiej. Tam kilka pożegnalnych fotek i jedziemy 6 na dół. Za odbiciem na Czyrną czekał na nas piękny sztruksik! Jeździmy do końca. Na początku na Suchym – 7 i 4. Muldy nie przeszkadzają – cieszymy się każdym zjazdem. Przy okazji zatrzymaliśmy się w barze, którym kiedyś (może teraz też) kierował S.Richter. Po zjedzeniu pyszności, jedziemy pożegnalnym zjazdem na Solisko i przerzucamy się na Golgotę. Tam twardo z muldami (takie jajko na śliwkę, skoro jesteśmy przy temacie jedzenia na stoku). Jeździmy do końca – ostatnie przejście przez bramki o 19:58. Jako ostatni stajemy na górze i jedziemy w dół. Czego żałuję? Że nie mogę wycisnąć wszystkiego na tej trasie, że nie mogę podziękować jej za te wszystkie udane zjazdy, że mój organizm nie jest w stanie rozjeździć Golgoty jak należy. Trzeba z pokorą i dostojnością zjechać na dół. Właśnie. Dostojnie – tak żegnam SON wieczorową porą. Robię ostatnie zdjęcia wyciągu i mówię w myślach „do zobaczenia w innej szacie”, bo już niedługo będzie tu wielki plac budowy. Postaram się napisać podsumowanie tego tygodnia, bo warto – dodam też trochę niepublikowanych zdjęć (taki fajny zwrot – brzmi trochę jak zdanie w brukowcu). Pozdrawiam narciarsko z kanapy Marcin ~leitner
  18. Relacja z czwartku 16.02 – ostatniego szczyrkowskiego narciarskiego dnia pobytu. Po środowych przeżyciach wstajemy ok. 9:00. Wszystko robimy na pełnym luzie tak, aby niczego już nie zgubić i nie stracić zdrowia. Nie mając najmniejszego wyboru, do 12:30 siedzimy w domu. Gdyby nie osłabienie, to chyba by mnie rozniosło – jak można tracić dzień w Szczyrku siedząc na kanapie! I bynajmniej nie jest to kanapa podwieszona na linie. Kiedy zapasowe klucze do samochodu dojechały do Szczyrku (w szpitalu nie miałem nawet butów – wychodziłem w butach narciarskich a tata w klapkach – nasze buty leżały zatrzaśnięte w samochodzie pod COS-em), w końcu mogliśmy pojechać na narty. Szczerze to myślałem, że ten wyjazd mam już zakończony (nawet były już plany wcześniejszego powrotu), ale słowa Pani Doktor napełniły mnie optymizmem. Także tak jak pisałem wcześniej, udaliśmy się do kolei na Jaworzynę. Na dole było trochę ludzi, ale wejście było na bieżąco. Jako, że to nasz ostatni dzień w Szczyrku, zaliczamy po kolei wszystkie trasy – Ondraszek, FIS, Kaskadę i Doliny. Zaczynamy od Ondraszka – ludzi niestety już się trochę pojawiło. Na dodatek jadę bardzo wolno i asekuracyjnie, żeby serce wypoczywało a nie się przemęczało. FIS był już trochę zjechany, ale powolutku i bezpiecznie dałem radę zjechać. Ktoś powie, że, jadąc tak wolno, nie da się czerpać przyjemności z jazdy. Odpowiem tak – większa jest frajda z powolnej jazdy niż z leżenia w łóżku i dumanie nad tym, co się dzieje na stokach. Na Kaskadzie świetnie, ale ściankę pokonywałem dość długo – podczas zjazdu serducho dawało znać, że to trochę za dużo, więc większość się zsunąłem. Całe szczęście warun nie był taki zły. Kolejka do kanapy – do 3 minut, do talerzyka – 5 minut, do orczyka – do minuty. Na Skrzycznem działał wyciąg przy schronisku.
  19. Oj nie zgodzę się z Tobą. Na dowód wstawiam swoją relację z lutego 2015 r. http://www.skionline.pl/forum/topic/19346-wietrzny-chopok/http://www.skionline.pl/forum/topic/19346-wietrzny-chopok/ Trafiłem na okno pogodowe - tuż przed i tuż po wyjeździe była mgła.
  20. Jak było lodowo, to się nie zatrzymywałem i nie cykałem fotek. Betonowo i trochę lodowo było na górnym FIS-ie 11a i Pretekarskiej do Priehyby (1c, 1b, 1a). Mi się warun na Pilsku bardziej podobał (no może poza czerwoną Zjazdarską, dolną Pretekarską i Majovą - tam było OK). Lubię pojeździć czasami na muldach, ale pomiedzy nimi nie powinno być betonu - wtedy trzeba zastosować inną technikę jazdy (krojenie muld). Niestety to był jedyny dzień, kiedy mogłem tam pojechać, a miałem do wykorzystania karnety jednodniowe. PS Post pisałem oczywiście kilka dobrych minut, bo kilka razy usunęło mi post a sporo jest "ą" w tych zdaniach.
  21. Heh... Moja fotka staje się popularna W takim razie może znajdę jeszcze jakąś grupową.
  22. Gratulacje! I pozdro dla Filipa.
  23. Wygląda jakby przyszedł z zaświatów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...