Narty - skionline.pl
Jump to content

Recommended Posts

Ponieważ parę osób jest zainteresowanych jak te zawody wyglądały i jak mi poszło (zwłaszcza osobisty trener ;) ), postanowiłem się podzielić swoimi wrażeniami. To był mój drugi udział w tej imprezie w tym wyjątkowo piękny miejscu. Baza wyścigu znajduję się w centrum Gór Stołowych, tj. w Karłowie. Od razu pokochałem to miejsce! Pomijając piękne widoki, zwłaszcza zimą, nie ma tu zasięgu telefonii i internetu. Jedyny sklep spożywczy (to akurat mała wada) otwarty jest od 9.00 do... 13.00. Jak ktoś się nie przygotował, trzeba jechać Drogą Stu Zakrętów do Kudowy Zdroju, lub Radkowa. Ewentualnie pogodzić się z wyższymi cenami w barze. 

P1200364.thumb.JPG.cf6836445c7e4ab2354bcf7a131e0d9f.JPG

Po zakwaterowaniu, w piątek,ruszyliśmy na trening. Moi teamowi koledzy już byli w gotowości! Niestety, w tym roku praktycznie nie było śniegu, a to właśnie jazda po nim miała być główną atrakcją. Jakże inaczej wyglądała trasa zawodów! Zwłaszcza wieczornego prologu, który zaplanowany był na godzinę 18.00. To taki krótki sprint - czasówka na dystansie zaledwie 3 km. Niby szkoda się męczyć przed samym głównym wyścigiem, ale klimat nocnej jazdy, w dodatku przy pochodniach obok trasy jest wyśmienity. Całe te zawody mają w ogóle swój niepowtarzalny klimat. Wystartowałem o 18.22, tuż za jednym kolegom i przed dwoma następnymi. Jako ostatni z nas jecha nasz lider teamowy - Bartek. 

Postanowiłem powalczyć w tym prologu, choć bez większej nadziei na jakiś konkretny wynik. Natychmiast złapałem mocne tempo i już po chwili wyprzedziłem kolegę startującego 30 sekund przede mną. Skały, błoto, lód, grzązka łąka były sporym wyzwaniem. Nie jak przed rokiem - sztruks i równiusieńko. Wyprzedziłem na tak krótkim dystansie ok. 10 osób, ale Bartek, startujący minutę po mnie, zdołał mnie dogonić (ale nie wyprzedził) tuż przed samą metą! Jak sam powiedział, jechał na odcięciu... Cóż, sprinty nigdy nie były moją mocną stroną. Po za tym pozbawił mnie złudzeń, kto będzie nadawać tempo w wyścigu głównym w naszym Teamie. Bartek uzyskał DRUGI czas, przegrywając ze zwycięzcą zaledwie o 5 sekund! Ale na mecie padł... Ja przyjechałem na całkiem przyzwoitym 5 miejscu. Lipy nie ma... :) 

P1200331.thumb.JPG.6b55c2c624fbbf26d7dc7f5e3b66f2c3.JPG

Przyszła sobota i czas wyścigu głównego. Trasa liczy 30 km i biegnie szlakami rowerowymi oraz pieszymi. Start i meta w centrum Karłowa. Ruszyliśmy do boju dokładnie o 11.00 i od razu pierwsze metry dały mocno w kość! Gęsta trawa, przykryta niewielką warstwą śniegu, z błotnym przerwami, natychmiast rozciągnęła peleton. Bartek uciekł gdzieś mocniej do przodu i myślałem, że przynajmniej w Teami wszystko jasne. Skupiłem się na tym, żeby robić swoje i na uważnej jeździe. Niestety, po wjechaniu do lasu, rozpoczęła się jazda po lodzie. Dwie szkliste rynny, a pomiędzy nimi kopny śnieg. Czyli albo zero przyczepności, albo jazda w grząskim śniegu. Czasem przerwa ze sporą ilością błota.

5a8071638e4bb_FB4.thumb.jpg.2ae265c4aec70cb1ac971b00e79e71de.jpg

5a80719beb0c9_FB15.thumb.jpg.ec6635956bdc112792d9af21d6a6da8b.jpg

Po ok. 5 km docieramy do pierwszego singla. Początek to drewniana kładka, która zamieniła się w bryłę lodu. Wydawało się, że jazda po tym jest niemożliwa, ale nawet mi poszło. Niestety, niektórzy z tego spadali, ale nie słyszałem żeby komuś coś się stało. Za kładką jeszcze dość stromy zjazd i ponownie szeroka droga. Singla pokonałem nawet dość sprawnie. Minąłem miejsce mojej zeszłorocznej wpadki z łańcuchem i teraz zaczęło się nawijanie kilometrów szutrowymi drogami, często ze sporą ilością lodu. Poślizgów było co niemiara, ale jakoś udało mi się uniknąć wywrotki. Tempo narzuciłem spore. Niemal non stop w okolicach 30 km/h. Czasami na otwartym terenie wykorzystywałem najszybszego dostępnego zawodnika, żeby zbierał mi wiatr... xD W końcu taktyka to połowa sukcesu. 

5a8071b6504a8_FB100.thumb.jpg.e4e333fb5626b90edbd35c2066108a92.jpg

Mniej więcej po 10 km patrzę przed siebie i oczom nie wierzę: czyżby to Bartek? Nie, niemożliwe. Ale kiedy zbliżyłem się bardziej stwierdziłem, że faktycznie to Bartek. W tym czasie fajnie zgraliśmy się z naszym Bossem teamowym, na odcinku dwukierunkowym, gdzie się minęliśmy. :) Kiedy doganiałem już Bartka i miałem mu zasygnalizować swoją obecność, zaczął się kolejny singiel, koło Skalnych Grzybów. Bartosz jeździ jak samobójca, więc zdołał mi uciec."No tak,to by było na tyle, jeśli chodzi o teamowe ściganie" - pomyślałem. Niezwykle malowniczy singiel się skończył, a ja ponownie narzuciłem mocne tępo. Wyprzedziłem w sumie mnóstwo osób i wydawało się, że już wszystko rozstrzygnięte. 

5a8071cc7fdb0_FB101.thumb.jpg.05ef62ef90f310d1577615a959935692.jpg

Koło mnie zrobiło się pusto. Skorzystałem jeszcze z bufetu i ruszyłem na ostatnie kilometry. Myślałem, że to już będzie lajtowa jazda. Nic z tych rzeczy! Wyjechaliśmy na łąkę pełną błota, która skutecznie spowalniała jazdę. To była niewątpliwie próba charakteru. Niektórzy tu mocno stracili, mi udało sie to przejechać nawet dość sprawnie. Tutaj ponownie zacząłem doganiać Bartka, żeby w końcu go wyprzedzić na krótkim podjeździe. Ale niestety czekał nas kolejny ostry zjazd i długo nie nacieszyłem się pozycją teamowego lidera. Tutaj przede mną jeden gość zaliczył spektakularną glebę - aż się dziwie, że wstał o własnych siłach! Kiedy myślałem, że koniec już bliski (źle ustawiony GPS), zaczął się ponad 4-kilometrowy podjazd. To była dopiero próba! Ponownie dogoniłem i wyprzedziłem Bartłomieja i tym razem zostawiłem go daleko za sobą. Aż sam byłem mocno zaskoczony. Mogłem jeszcze podjąć walkę z dwoma osobami, ale ostatecznie skupiłem się na bezpiecznym dowiezieniu wyniku. 

5a80799e95d8e_FB7.thumb.jpg.297f4f8f6a51b0c402c76f135c234d1d.jpg

5a8079b28d498_FB6.thumb.jpg.51a183d6ee77c837ca2a8a1a6d28caf7.jpg

Ostatecznie dojechałem na znakomitym 11 miejscu, dokładając mojemu koledze 2 minuty! To wszystko na ostatnim podjeździe. Bartek ostatecznie dojechał na 14 pozycji. Jak na nieoficjalne mistrzostwa Polski całkiem nieźle... B| Najfajniejsza jest nagroda na mecie - oprócz medalu dostajemy kielicha czegoś mocniejszego. Można i na drugą nogę... xD A później częstują aż się nie skończy... :D

Organizatorzy, natchnieni przez naszego kolegę, rozpalili ognisko, przy którym część się integrowała. Choć tłumów tam nie widziałem, było przyjemnie. 

5a807c1e32834_FB20.thumb.jpg.abbc5a22d1b545cb52a1a28370a6fdc1.jpg

Ale to nie był koniec wyzwań... 

 

  • Like 19
  • Thanks 7

Share this post


Link to post
Share on other sites

Warto było Maciek czekać na Twoją relację. Jak zwykle opisujesz zawody w sposób perfekcyjny. Cieszę się z Twojego wielkiego sukcesu ogromnie, jakbym sam był jego częścią. No i jest mi niezmiernie przykro, że nie mogłem dopingować Ciebie i kolegów teamowych na żywo. Mam nadzieję, że będą jeszcze okazje i następnym razem nie dam plamy. Wyniki zrobiłeś fantastyczne i te dwie minuty nad Bartkiem, który jest świetnym kolarzem od wielu lat, mówią same za siebie. Wielkie gratulacje i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy...

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój wynik zadowolił mnie w pełni, ale na ostatni dzień pobytu w Górach Stołowych, wymyśliłem sobie zdobycie Szczelińca wielkiego z moim tłustym rowerem. Wyzwanie nieco karkołomne, ale w tym roku, dzięki małej ilości śniegu (dzięki czemu było mniej lodu), możliwe do wykonania. Przynajmniej tak mi się wydawało... 

3.thumb.jpg.bbe6a0a1c7454533a409b8c9ab972d2d.jpg

Dojechałem do schodów i zacząłem wspinaczkę po schodach. Oczywiście najpierw musiałem wymyślić technikę, bo tych schodów do pokonania jest sporo! Do tego oblodzonych. A więc: lewa ręka za barierkę, krok do przodu i prawą pchnięcie tłuściocha. Początkowo słabo szło, ale się rozkręciłem. Wspinaczka idzie sprawnie tak do połowy szlaku. Są też miejsca, gdzie mogę nieco pojechać. Pewnie dałoby się więcej, gdyby nie te barierki... No ale to Park Narodowy, więc i tak jestem tam intruzem z rowerem... 

5.thumb.jpg.0612e286576a45352034666fc8a7b780.jpg

Niestety, od połowy szlaku schody zmieniły się w lodową rynnę, ograniczoną barierkami. Technika wspinaczki musiała uledz zmianie. Najpierw wypycham tłuściocha ręką i zaczepiam o barierkę, później żonę (i zaczepiam o barierkę, a właściwie sama się łapie) i na końcu wciągam siebie. Czasami potrzebne jest większe poświęcenie, tj. zejście do kolan, a nawet czołganie! Wykorzystuję długość ciała do wepchnięcia tłuściocha na wyższy poziom. Zaczepiony nogą o barierkę, kładę się i wypycham rower. Czasem szuykam choć gram przyczepności i tak powoli do przodu. 

6.thumb.jpg.28ebc0d38bc25c9a376efcf7111ff4af.jpg

Czasami na płaskich odcinkach mogę pojechać, ale... bywa wąsko, a ja nawet kasku nie wziąłem. Komu by się chciało go szukać w spakowanych manelach. ;) Raz klinuję się kierownica, a ja uderzam głową w skałę. Ale na szczęście mała prędkość i kończy się to co najwyżej małym guzem. ;) 

7.thumb.jpg.568e6f7821220aa817a32b7b5328a54b.jpg

9.thumb.jpg.a813f76141860f0d156c2838c6773874.jpg

Im wyżej, tym więcej wypłaszczeń i przyjemnych odcinków do jazdy. To znak, że docieram do schroniska! Cel osiągnięty! 

8.thumb.jpg.16d8fbe9baa49c90dc169947a1004ff6.jpg

Pojeździłem sobie nieco po szczycie z radości... xD Najfajniej po tarasach widokowych, choć ciepło się robi, kiedy człowiek do krawędzi się zbliża... Całemu zajściu przygląda się pracownik schroniska, zakochany w tłustych rowerach. Będzie nowy członek rodziny! ;) Były dyskusje...

9-0001.thumb.jpg.d76b82d22ad1ec94fe8bd6bfcbcbc3fc.jpg

Panowie pozwolili mi wciągnąć tłuściocha do wewnątrz, żebym nie musiał się martwić. Fajnie! Serdecznie pozdrawiam całą ekipę! Super ludzie i pasjonaci! Ale chyba wszyscy ludzie gór tacy są... ;) Pozytywnych wrażeń dopełnia wyśmienita kwaśnica i olbrzymia porcja frytek. Trzeba było się doładować energetycznie. Ale wszystko co dobre szybko się kończy...

104.thumb.jpg.1d38c004ed40db0b4d88ab6ff266dfad.jpg

Czas ruszać w dół, a jak wiadomo, zejścia są trudniejsze od wejścia. Początek łatwy, bo w większości jazda po płaskim. Ale to początek... Teraz zaczynają się lodowe rynny i prawdziwe wyzwanie! Czasami nie ma możliwości tak po prostu jechać/schodzić, więc muszę kombinować. Kładę tłuściocha na bok i puszczam wolno. Ten nabiera rozpędu i zatrzymuję się na barierce bądź skałach. Chwile później zjeżdżam ja w podobnym stylu. Nawet to jakoś idzie, ale staję się największą atrakcją szlaku. Dramaturgia wydarzeń przyciąga mnóstwo gapiów i staję się atrakcją number ona na szlaku. Wszyscy robią mi zdjęcia, dostaję mnóstwo pytań... Czasem nawet ktoś mi pomoże. Największą przeszkodą jest jednak ilość wspinających się. Po prostu potrzebuję miejsca,a tu go brak. Ale tylko do połowy mam z problem. Później mogłem już po prostu iść, choć lodu nie brakowało... 

10.thumb.jpg.f8c86b69539cd24de7077aa017fea5fc.jpg

11.thumb.jpg.cee8e52579735351830bd289297d9457.jpg

Kiedy docieram na dół, odetchnąłem. Misja skończona, szczyt i zawody zaliczone z dobrym skutkiem! Pozostało zainstalować tłuściochy na samochód i wracać do domu. Do samego końca byłem odprowadzany wzrokiem ciekawskich gapiów. Jakoś mnie to nie dziwi... ;) Najważniejsze, że plan wykonany w 100%! 

GOPR9575.thumb.JPG.daeda530b691ea417d3a7edf7f724a92.JPG

GOPR9579.thumb.JPG.ec274178164526d50696814c2cdbcd76.JPG

No i to by było na tyle... :) Wyjazd udany i oby w następnym roku było lepiej. Chyba, że wyjdzie wyjazd na... Syberię... B|

  • Like 12
  • Thanks 5

Share this post


Link to post
Share on other sites
35 minut temu, San28 napisał:

Fantastyczna sprawa!

Swoją drogą, Johnny nie planujesz zmienić nicka na ... Johnny Kolarz? ;) 

Pozdrawiam i podziwiam.

Dziękuję. :) Chyba nie zmienię nicka, bo  tutaj jednak jestem narciarzem. ;) Ale nie wiem, czy rower nie jest mi bardziej pisany... ;) 

Pozdrawiam.

1 minutę temu, marionen napisał:

Warto było Maciek czekać na Twoją relację. Jak zwykle opisujesz zawody w sposób perfekcyjny. Cieszę się z Twojego wielkiego sukcesu ogromnie, jakbym sam był jego częścią. No i jest mi niezmiernie przykro, że nie mogłem dopingować Ciebie i kolegów teamowych na żywo. Mam nadzieję, że będą jeszcze okazje i następnym razem nie dam plamy. Wyniki zrobiłeś fantastyczne i te dwie minuty nad Bartkiem, który jest świetnym kolarzem od wielu lat, mówią same za siebie. Wielkie gratulacje i czekam niecierpliwie na ciąg dalszy...

Dziękuję. :)

Szkoda, że ostatnio się mijamy, ale może uda się nadrobić. Sam chciałbym Cię dopingować na Stożku, tak jak na Czarnym Groniu! Wsparcie przyjaciół jest zawsze bardzo ważne. Wiesz, wspominaliśmy Bike Adventure i Was samych... ;) Zrobiliście z Anią super klimat! Myślę, że jeszcze będzie okazja. B| 

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, johnny_narciarz napisał:

Mój wynik zadowolił mnie w pełni, ale na ostatni dzień pobytu w Górach Stołowych, wymyśliłem sobie zdobycie Szczelińca wielkiego z moim tłustym rowerem. Wyzwanie nieco karkołomne, ale w tym roku, dzięki małej ilości śniegu (dzięki czemu było mniej lodu), możliwe do wykonania. Przynajmniej tak mi się wydawało... 

3.thumb.jpg.bbe6a0a1c7454533a409b8c9ab972d2d.jpg

No i to by było na tyle... :) Wyjazd udany i oby w następnym roku było lepiej. Chyba, że wyjdzie wyjazd na... Syberię... B|

crazy ass m.........r! respect!

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

No to z Korony Gór Polskich zostało Ci do zdobycia na rowerze jeszcze 24 szczyty, cztery masz zaliczone! :) 

Gratuluję, zachęcam do kolejnych zdobyczy i życzę powodzenia!

aha... nie dosyć, że na tłuściochu Szczeliniec zaliczony, to jest to prawdopodobne pierwsze zimowe wjechanie takim wehikułem na ten szczyt w historii :o:D 

I tak się piszą karty historii :) 

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Maciek zastanawiam się co dalej. Gdzie jeszcze zataszczysz Fatbika. Masz jeszcze Alpy i Himalaje. Może z A. Bargielem wspólna wyprawa. On na nartach, a Ty na tłuściochu.... tylko czy by nadążył za Tobą.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
12 minut temu, marboru napisał:

aha... nie dosyć, że na tłuściochu Szczeliniec zaliczony, to jest to prawdopodobne pierwsze zimowe wjechanie takim wehikułem na ten szczyt w historii :o:D 

No niestety nie. Zrobił to rok wcześniej pan BEZ JEDNEJ NOGI! :o 

Ale miał raki i wszedł. Bardzo znana osobistość, namiętnie zwiedzający zamki w całym kraju. Zawsze jedzie na Facie i nocuje w namiocie. Gość samowystarczalny. Rok temu nam trochę poopowiadał... :) 

Nazywa się Rafał Gręźlikowski i nawet książkę napisał... :) 

Edited by johnny_narciarz
  • Like 3
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
5 minut temu, johnny_narciarz napisał:

No niestety nie...

Mam nadzieję, że na Rysach do tej pory jeszcze Fatem nikt nie był? ;) 

  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, marionen napisał:

Maciek zastanawiam się co dalej. Gdzie jeszcze zataszczysz Fatbika. Masz jeszcze Alpy i Himalaje. Może z A. Bargielem wspólna wyprawa. On na nartach, a Ty na tłuściochu.... tylko czy by nadążył za Tobą.

Syberia - to mój następny cel! Dokładnie to Ice Strom Bajkał i trzydniowy maraton po lodzie i długości 210 km. Wszystko przy temperaturach ok. -30 stopni. Ale to spory koszt i wyzwanie logistyczne, więc na razie to tylko plany... :) Na razie myślimy o tym we dwoje z Bartkiem. Oby wyszło... ;) 

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 minut temu, marionen napisał:

Może z A. Bargielem wspólna wyprawa. On na nartach, a Ty na tłuściochu....

Wczoraj miałem przyjemność spotkać się z Andrzejem :) 

1.thumb.jpg.0f76909ad21739985d7f1fffac68d28d.jpg

Najbliższa okazja na jazdę razem z nim?

K2 - w tym roku Andrzej ma zamiar zjechać na nartach właśnie z tej Góry.

  • Like 3

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, johnny_narciarz napisał:

Syberia - to mój następny cel! Dokładnie to Ice Strom Bajkał i trzydniowy maraton po lodzie i długości 210 km. Wszystko przy temperaturach ok. -30 stopni. Ale to spory koszt i wyzwanie logistyczne, więc na razie to tylko plany... :) Na razie myślimy o tym we dwoje z Bartkiem. Oby wyszło... ;) 

No to już wiem kto napisze relację roku i o czym będzie! Zawsze sądziłem, że to musi być wydażenie o nartach, ale są wyjątki...

1 minutę temu, johnny_narciarz napisał:

Nie wiem, ale ja będę w tym roku... ;) :ph34r:

Z ochotą wszedłbym na Rysy jeszcze raz w jakimś niezwykłym towarzystwie...;)

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
6 minut temu, marboru napisał:

K2 - w tym roku Andrzej ma zamiar zjechać na nartach właśnie z tej Góry.

Trzymam za niego kciuki! To jest wyzwanie! :o

Ja bym pewnie chciał wnieść tłuściocha... xD :ph34r:

  • Like 2
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
2 minuty temu, marionen napisał:

No to już wiem kto napisze relację roku i o czym będzie! Zawsze sądziłem, że to musi być wydażenie o nartach, ale są wyjątki...

Z ochotą wszedłbym na Rysy jeszcze raz w jakimś niezwykłym towarzystwie...;)

Oby to wyszło... Dużo zależy od gościa, który organizuje tam wycieczki. Polak, co był tam księdzem, a teraz już całkiem prywatnie organizuję wycieczki Polakom. :)

Zapraszam! Przyjaciele mile widziani w kolejnym wyzwaniu! ;) B|

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miło poczytać relacje pasjonata, ja robię obecnie kilometry w mazowieckich zimowych maratonach MTB, jest frajda [emoji41]

Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
23 minuty temu, MichalR napisał:

Miło poczytać relacje pasjonata, ja robię obecnie kilometry w mazowieckich zimowych maratonach MTB, jest frajda emoji41.png

Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka
 

Dziękuję. :) 

To koniecznie musisz zajrzeć w Góry Stołowe! Tam jest jeszcze większa frajda i zabawa... ;) I  oderwanie od codzienności... ;) 

Edited by johnny_narciarz
  • Like 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Dziękuję. [emoji4] 
To koniecznie musisz zajrzeć w Góry Stołowe! Tam jest jeszcze większa frajda i zabawa... [emoji6] I  oderwanie od codzienności... [emoji6] 
W tym roku planuję Beskidy Trophy i kilka wyścigów ŚLR plus oczywiście mazowieckie cykle Mazovia i Poland Bike które mam najbliżej. Plany ambitne, zwłaszcza te Beskidy [emoji41] Dziś jechałem PB, jestem zadowolony, awanse sektorowe zimowe i letnie, fajne tempo w fajnym terenie, frajda z jazdy, więcej mi nie trzeba. Lepsze to niż stanie w kolejkach do wyciągu w Białce [emoji6]

Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka

  • Like 1
  • Thanks 2

Share this post


Link to post
Share on other sites
10 godzin temu, MichalR napisał:

Dziś jechałem PB, jestem zadowolony, awanse sektorowe zimowe i letnie, fajne tempo w fajnym terenie, frajda z jazdy, więcej mi nie trzeba. Lepsze to niż stanie w kolejkach do wyciągu w Białce emoji6.png

Dokładnie tak samo mam. ;) :ph34r: Na rowerze przynajmniej jestem w całkowicie niezależny od auta, miejsca i czasu. Do tego zimą szlaki są puste.

W zawodach startuję raczej okazyjnie, bo nie ten wiek, ale za to wybieram fajne klimatyczne imprezy. W tym roku będą to głównie szosowe ultramaratony. Pierwszy już końcem kwietnia. :) Później może Śnieżka Uphill Race, Magurka Uphill i coś tam może jeszcze.

Miałem jeszcze pojechać Bike Adventure w wersji PRO, ale koledzy teamowi nie wyrazili chęci powtarzania tej imprezy, więc pewnie to odpuszczę.

Trzymam za Ciebie kciuki i proszę czasem o jakąś relację. ;)

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie ja nie wiem jak to jest u Ciebie z tymi zawodami bo widzę że tempo mocne i pozycje w czołówce [emoji6] 30km/h na grubasie to konkretne tempo, więc jakby porównywać kto tu jest leszczem to wypada na mnie [emoji16] W sumie nie dziwne bo mimo że jeżdżę tylko MTB to raczej na nizinach, w górach okazjonalnie i to nie wysokich raczej. Dlatego zastanawiam się czy sobie poradzę na Beskid Trophy bo to ciężki kawałek chleba. Swoją drogą to oglądałem fajny materiał z tego twojego wyścigu na kanale chyba najbardziej znanego youtubera kolarskiego, świetne zawody ale tempo też konkretne. On akurat jechał na trailu ale cisnął niekiedy że hej. Pozazdrościć Wam pary w nogach, serio [emoji123]

Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka

  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
9 godzin temu, MichalR napisał:

bo widzę że tempo mocne i pozycje w czołówce emoji6.png 30km/h na grubasie to konkretne tempo

Ha ha, no wiesz... Na Fat Bike Race startuję niewielu zawodowców, można ich policzyć na palcach jednej ręki. Stąd całkiem wysokie miejsce. ;) Większość to tacy pasjonaci jak ja, którzy bardziej to traktują jak zabawę. Na takim Bike Adventure byłem gdzieś w środku stawki. Choć tam jechałem najcięższym rowerem wśród wszystkich startujących (po za mną tylko kolega jechał fatem). A co do tempa... Wbrew pozorom na Facie wcale nie jest wiele ciężej niż na normalnym góralu. Dużo zależy od opon, ich ciężaru i oporów toczenia. Może wyraźnie ciężej się go rozpędza, ale później już się leci. ;) 

10 godzin temu, MichalR napisał:

zastanawiam się czy sobie poradzę na Beskid Trophy

Zapewne chodzi Ci o tą ciężką 4-dniówkę, gdzie dzienne przewyższenia są w okolicach 3000 m... Szacun! Ja na razie się nie odważyłem nawet wpisać na listę.:ph34r:;) To na pewno mocne wyzwanie! Trzymam kciuki i z tej imprezy relacja obowiązkowa! ;) B|

Share this post


Link to post
Share on other sites
Zapewne chodzi Ci o tą ciężką 4-dniówkę, gdzie dzienne przewyższenia są w okolicach 3000 m... Szacun! Ja na razie się nie odważyłem nawet wpisać na listę.[emoji185][emoji6] To na pewno mocne wyzwanie! Trzymam kciuki i z tej imprezy relacja obowiązkowa! [emoji6] [emoji41]
Na razie się zapisałem, opłat nie wnosiłem, mam też wstępną rezerwację kwatery. Takie przewyższenia jak napisałeś to są dla Mastersów jadących w formule Classic. Jak wystartuję to w formule Mega, przewyższenia rzędu 1600-2000, już samo dojechanie do mety potraktuję jako zwycięstwo. Z dnia na dzień dystanse 40-60 km z takimi przewyższeniami to jakaś masakra [emoji6] Dlatego też cały czas trenuje na nizinach, żeby mi pary nie zabrakło później w górach [emoji6]

Wysłane z mojego LG-M320 przy użyciu Tapatalka

  • Like 1
  • Thanks 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.
Note: Your post will require moderator approval before it will be visible.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


  • Similar Content

    • By johnny_narciarz
      Jestem osobą, która dużo jeździ na rowerze, również w zimie. Naturalną koleją rzeczy zostałem fanem "tłuściochów", czyli rowerów z baaardzo grubymi oponami. Puszyste mnie kręcą. Nie planowałem żadnych zawodów w związku z tym, nie czułem takiej potrzeby, ale po namowie kolegów z teamu Fatbike....... postanowiłem wystąpić w Monteria Fat Bike Race Góry Stołowe. Trochę z ciekawości, trochę dla zabawy, a trochę z chęci sprawdzenia swojej formy. Niezwłocznie opłaciłem startowe i pozostało już tylko trenować i czekać.

      Ale czas minął szybko. Trzeba było się pakować i udać na miejsce zawodów. Rozebrałem grubasa, wsadziłem do swojej konserwy na czterech kołach i teleportowałem 300 km dalej, w Góry Stołowe. Podobnie z moją lepszą połówką, ale jej nie musiałem rozbierać... Może niektórych zaskoczę, bo to właśnie tu po raz pierwszy miałem przyjemność poznać niemal cały, mega pozytywny team Fatbike....... na żywo, choć wcześniej razem wynajęliśmy wspólnie domek. Panowie mieli dla mnie miłą niespodziankę: zaprosili do swojego grona, tj. teamu. Dla minie to spory zaszczyt. Nigdy bym nie przypuszczał, że kiedyś będę choćby w amatorskim. Tym bardziej w tym wieku i do tego profesjonalnym. Oczywiście chętnie dołączyłem, bo w grupie raźniej, zwłaszcza takiej! Thanks!

      Góry Stołowe przywitały nas błękitem i złotkiem na niebie. Spośród grubej, białej kołderki, pięknie eksponował się sam Szczeliniec Wielki, pod którym mieliśmy bazę noclegową. Start znajdował się zaledwie kilkanaście obrotów korbą od naszej "Brdy". Nieco dalej zaplanowano wieczorny prolog. Czas więc wskoczyć na tłustą maszynę i zrobić rozgrzewkę. Miałem jeszcze zdobyć samego Szczelińca z grubym - po co? Innym razem. Dziś jednak bez raków nie było szans. Odpuściłem. Pozostał trening po części wieczornej trasy, podziwianie widoków i próby z przyczepnością opon, twardości wyratrakowanego terenu, czy nawet ustawienia kamery. 

      Zmrok zapadł szybko, taki urok stycznia. Czas ruszać na start. Choć to niesamowita atrakcja, miałem wątpliwości, czy należy katować muły przed właściwym wyścigiem. Team takich wątpliwości nie miał. Skoro tak, to już się nie migam. Mam jeden z pierwszych numerów startowych, więc przynajmniej długo marznąć nie będę. Lekka trema, chwila oczekiwania i go! Początek to krótki, ale treściwy podjazd. Cisnę dość mocno, słuchając rad najstarszego z nas - Ryszarda. Dzięki temu mam wolną drogę na singlu ( dzięki Ryszard! ) i mogę sprawnie dojechać do szerszej części. Choć to chyba sprawnie inaczej, bo kilka razy wypadam z wąskiej przecinki. Dalej to już sielanka - szeroko i twardy sztruks. Jednak mogło skończyć się różnie. Chcąc poprawić lampkę, wyłączyłem ją! Panika, przemielone tysiące myśli na sekundę, jak w procesorze czterordzeniowym, kilka nowych siwych włosów i ponownie stała się światłość. To tylko sekunda, ale na zjeździe i przy speedzie wystarczy. Krótki dreszczyk kończy się szczęśliwie i ostatecznie kończę prolog na 9 miejscu wśród Fatów i 12 open. Powiało optymizmem przed głównym "śmigiem". Tak dobrej pozycji się nie spodziewałem. No i jeszcze ten klimat - przy lampkach, pochodniach i ciepłym dopingu.

      Następny dzień wita na sporym minusem. Tłuścioch posłużył za termometr i jako pierwszy zbadał czekające nas warunki. Ż ż ż ż zimno! Obfity popas, ciepły ubiór, krótka rozgrzewka i ustawiamy się na starcie. WOW! Tyle grubasów w jednym miejscu jeszcze nie widziałem. Cóż za piękny widok! Tyle tłuszczu w jednym miejscu? Normalnie bajpas burger! 

      Wybija godzina zero, tj. 11.00, więc power on! Niestety brak doświadczenia spowodował, że trochę straciłem na starcie, a do tego jeszcze wpadłem w ślad dla narciarzy biegowych. Przez to nieco zostałem i utknąłem. Pierwszy kilometr przejechałem praktycznie bez pedałowania. Tak do pierwszej przeszkody. W kopnym śniegu hurtowo lecą gleby, a stawka się rozciąga. Jeszcze jedno "wąskie gardło" i mogę wreszcie rozwinąć skrzydła. Tłuścioch nabiera rozpędu niczym Boeing na pasie startowym. Czuję moc! Zaczynam odrabiać straty i wyprzedzam sporą grupę. Niestety entuzjazm słabnie na singlu. Był jeszcze do przejechania, ale aż 3 osoby przede mną upadają. Powstaje spora kumulacja, nie tylko kolarzy, ale i napiętej atmosfery. Wyprzedzanie niemożliwe, chyba, że ktoś ma śmigiełko w plecaku jak Inspektor Gadżet. Pozostaje grzecznie maszerować do końca singla, choć wewnątrz głowy temperatura rośnie i nie każdy potrafi ugasić pożar...

      Wreszcie koniec grzęzawiska i wskakuję na rumaka. Niestety coś chrupnęło i łańcuch wpada między przednie zębatki. Szlag! Szybko rozwiązuje problem, ale po kilku obrotach korbą wplątuje mi się sznurówka w dużą zębatkę. Kur...! Co jeszcze?! Wyszarpuję ją i ostatecznie mocno wciskam do buta. Ponownie ruszam, ale ledwie po 100 metrach pęka łańcuch. Zadałem pytanie, więc szybko dostałem odpowiedź. Bezsilność, złość i smutek. Jakby mi ktoś przerwał dobry film podczas najlepszej sceny i przełączył na TV Trwam. Przez chwile mam pustkę w głowie. Co robić? Szanse na dobry wynik już odfrunęły jak ptaki na zimę do ciepłych krajów. Gdyby ktoś teraz wręczył mi siekierę, wyrąbał bym pół lasu w Górach Stołowych, ale tego nie wolno. Spieszyć już się nie mam do czego, więc na spokojnie podjeżdżam pod Goprowców, stojących na końcu singla i sięgam do "nerki", gdzie często trzymam jakieś proste "receptury na bolączki". Ale zaraz? Gdzie ona jest? Rozglądam się, ale niczego wokół nie widzę. Tym bardziej w pasie. Czyżby kolejny pech? No tak, nieszczęścia nie chodzą parami, ale stadami! Dół na maksa...

      Zatrzymuje się jeden z zawodników i pyta czy nie chcę spinki. Przez myśli o stracie "nerki" nawet się nie cieszę, ale odruchowo biorę i dziękuję. Niestety najpierw trzeba pozbyć się zepsutego ogniwa, a bez odpowiedniego narzędzia to niemożliwe. Gdyby było lato, można by skorzystać z tych naturalnych - patyki, kamienie itp. Niestety wszystko pod metrową warstwą puchu. Ale po chwili zatrzymuję się zawodnik z Czech i wręcza mi skuwkę do łańcucha. Humor delikatnie i stopniowo rośnie, jak energia w ładowanym akumulatorze. Może jednak jeszcze pojadę? Chwila napięcia, coś pyknęło i... kolejny pech! Bolczyk, który powinien wypchnąć wałeczek z łańcucha, pęka. Ledwie podnoszący się z dna humor, ponownie siada jak statek na mieliźnie. Mimo wszystko wielki dzięks dla wszystkich, którzy mi pomogli. Dzięki takim ja Wy atmosfera imprezy jest wyjątkowa!

      Teraz już na spokojnie mogę zdecydować co dalej. Przecież nie siądę i zacznę płakać. Trzeba zresetować głowę i od nowa wgrać soft. Ostatecznie mam dwie opcję: 1) kontynuować wyścig bez napędu metodą "na Flinstonów" ( opuścić siodełko i szybko przebierać nogami ) , 2) oddać rower Goprowcom i bieg ok. 7 km. Serce było za opcją nr 1 (byłoby ciekawie), jednak przekonanie, że coś zgubiłem (owa nerka), ostatecznie przesądziło o dokończeniu udziału w imprezie z buta. A tak zawsze się zarzekałem, że biegać nigdy nie będę... 

      Przebiegłem przez kopny śnieg i dalej trasą. Nic nie znalazłem i już nieco żałowałem wybranej opcji. Trochę dziwny widok był, kiedy ktoś uprawia jogging w kasku rowerowy i do tego w zimie. Kiedy dobiegłem do mety, żona pomyślała, że to jakiś mój duch... Wszystko wyjaśniłem, popytałem jeszcze w biurze, czy ktoś coś nie znalazł i odebrałem rower. Smutny widok - tłuścioch z wiszącym łańcuchem to jak kolano z zerwanym więzadłem. Zabrałem rannego do domku i tu szok! Nerka leży na fotelu! Pan Hilary zgubił okulary! W jeden chwili radość i wkur... - trza było wybrać opcję nr 2! Ale najważniejsze, że "zguba" się znalazła. Wreszcie coś pozytywnego. Pozostało odebrać medal, oczyścić umysł z wszystkiego co złe i wspólnie biesiadować z ekipą. 
      Emocje opadły i teraz już mogę powiedzieć, że to wspaniała i wyjątkowa impreza! Świetna organizacja, świetna atmosfera w pięknych okolicznościach przyrody. Nie chciało mi się za bardzo tam jechać, a teraz już tęsknię za tym miejscem. Niewątpliwie zawitam za rok i nie tylko z powodu niedosytu po awarii sprzętu. Tu trzeba być i to przeżyć!
       
      Na koniec filmik z otoczka i z samego wyścigu. Jak widać, pogoda dopisała! 
      Pozdrawiam,
      Johnny
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...