Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. SB

    SB

    Moderator


    • Punkty

      13

    • Liczba zawartości

      7 967


  2. shuger

    shuger

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      840


  3. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      1 563


  4. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      7 223


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 22.02.2012 w Odpowiedzi

  1. Coś tam posklejałem:wink: [video=youtube;-ezo3NexREs] eature=plcp Wczoraj w Szczyrku doznałem ciekawych doświadczeń, na parkingu okazało się że kurtka została w samochodzie, a samochód pod domem u Figo:eek:, no ale Figo wozi w Audicy całą zawartość swojej garderoby i nawet udało mi się tak dobrać to co znalazłem że nie było mi ani za ciepło, ani za gorąco, po prostu było tak akurat:smile:
    12 punktów
  2. Relacja z wczorajszego pięknego słonecznego dnia spędzonego na stokach Łysej Góry w stacji narciarskiej Limanowa-Ski.Na stok dotarłem ok. 9.40. Już na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało przepięknie, wyratrakowne równiutko trasy, bezchmurne niebo, słoneczko, i niewiele osób na stoku. Lekki mróz, w słońcu nieodczuwalny.Przebranie się, do kasy i karnet 6-godzinny (od pierwszego przejścia przez bramkę).Śniegu naturalnego poza trasami wizualnie 50-100cm, praktycznie brak oznak jakiejkolwiek odwilży, wszystko zmrożone. Na trasach 50-110cm ubitej pokrywy.Na szczycie panorama na beskidy,gorce i doskonały widok na tatry.Ale do rzeczy - warunki śniegowe:Na całej długości wszystkich tras bardzo dobre warunki. Śnieg mocno zmrożony, twardy, ale zero lodu. Na FIS zlokalizowałem jeden obszar oblodzony dopiero ok. godz. 15, bez problemu do ominięcia. Jazda na całego.Kolejek przez cały dzień praktycznie brak, ok. godz. 13-14 maksymalny ruch - pełne krzesełka i pełne orczyki (czas oczekiwania do 2 minut).Krzesełka cały czas ustawione do słońca (nieco się przypaliłem, bo ostro grzało).Co do inwestycji, to widać że drgnęło wykańczanie infrastruktury hotelowo-restauracyjnej przy dolnej stacji - zamontowano robiące piękny efekt lustrzane błękitne okna widoczne na zdjęciach. Bardzo fajny widok również z wnętrza przyszłej restauracji. Szczerze polecam wypad, tym bardziej, że już można skorzystać z tańszych karnetów.Poniżej galeria z wczorajszego dnia:Pełna galeria tutaj:http://imageshack.us/g/80/limanowaski1.jpg/
    4 punkty
  3. I ponownie SON, dzisiaj.Popołudniowe jazdy mają coś w sobie. Ludzi z każdą minutą ubywa, a widoczki coraz ładniejsze.Momentami byłem na trasie całkowicie sam. Jazda od brzegu do brzegu, rewelacja.Kilka fotek z godz. 16.30
    4 punkty
  4. no to szkrobnę dwa słówka-jakie moje dzisiejsze odczucia. pojechalismy na Juliany i tam był postój.sms z Plusa ,karnecik do 13 i śmigamy. z samego rana (8.00) elegancko,sztruksik,stosunkowo twardo.ludzi zero-juliany i golgota rewelka (jak dla mnie...)-reszta ekipy wybrała się na Bieńkulę,ale nie było słychać żadnych negatywów. ok.10 temperatura wzrasta, ludzi przybywa, śnieg robi się jakis taki rozmiękły. ok.11 jakaś mrzawka (przydałyby się wycieraczki na gogle:happy:),temp. dalej na plus i robi się miękko,ale nie poddajemy się i jeżdzimy dalej. przeskoczyliśmy na Suche- ale tam zonk-kapa stok rozjeżdżony,b.miękko,spadamy na Golgotę,ale tam nie lepiej-no to na Juliany i the end na grzańca. koniec podsumowując : jazda od 8 do 10 ,potem ......
    2 punkty
  5. Ech .... Byłem w tym miasteczku. Miło je wspominam bo był to mój pierwszy narciarski wypad do Włoch. Spokojne, ciche, sympatyczne miasteczko. Może nie ma tam zbyt wielu atrakcji ale z pewnością wart odwiedzenia jest kościół św. Jana, który jest przykładem barokowej sztuki Val Pusteria. Można to spokojnie zrobić w czasie wieczornego spaceru po miasteczku. A jeśli chodzi o sprawy typowo narciarskie? Dobbiaco jest znakomitym miejscem wypadowym do kilku fajnych stacji narciarskich. Najbliżej są stoki Alta Pusteria z Monte Elmo na czele. W zasięgu ręki również Kronplatz i Cortina d'Ampezzo. Ani jednego ani drugiego ośrodka nie trzeba specjalnie reklamować. Przy okazji mojego pobytu w Dobbiaco odwiedziłem wszystkie te trzy ośrodki i oprócz tego Sillian, który jest już na terenie Austrii. Ale to dosłownie rzut beretem. Jedyne czego mógłbym sobie wtedy życzyć to lepsza pogoda! (tylko jeden słoneczny dzień na cały tygodniowy pobyt!) :frown:: Tak czy inaczej zapowiada sie Wam bardzo atrakcyjny wypad narciarski. Ze zniecierpliwieniem będę czekał na relację. Życzę miłego szusowania i pozdrawiam.
    2 punkty
  6. Kolejka na Dębowcu w Bielsku już w przyszłym sezonie. Nowe i świeże info dot. Dębowca w Bielsku-Białej. Cytat z GW: "Już w zeszłym roku pod stok Dębowca doprowadzono wodociąg, który będzie dostarczał wodę do armatek śnieżnych. - Teraz trwa w tym miejscu niezbędna wycinka drzew, która powinna skończyć się jeszcze w tym miesiącu - mówi Tomasz Ficoń, rzecznik Urzędu Miasta w Bielsku-Białej. To nie wszystko. Ratusz jest też w trakcie wyłaniania inżyniera kontraktu, który będzie prowadził inwestycje. Wkrótce zostanie wykonany także najważniejszy krok, czyli ogłoszenie przetargu na samą budowę. - Stanie się to na dniach, być może jeszcze w lutym. Prowadzimy ostatnie przygotowania - mówi Ficoń. Wykonawca wybuduje na stoku Dębowca kolejkę krzesełkową o długości około 600 m. Obok niej powstanie trasa narciarska na bazie istniejącej, która zostanie przedłużona do ul. Karbowej. Ośrodek otrzyma system sztucznego naśnieżania oraz zostanie oświetlony. Snowboardziści będą mogli poszaleć w snowparku, a dla dzieci powstaną urządzenia do nauki jazdy na nartach w rejonie schroniska na Dębowcu. Pomyślano też o letnich atrakcjach: linoparku, ściance wspinaczkowej, placu zabaw i boisku. Dla gości zostanie zbudowany parking. Ośrodek ma kosztować około 34 mln zł, z czego ponad 22 mln będą pochodziły z Unii Europejskiej. Będzie to jedna z największych inwestycji w mieście w tym roku. - Współczesne technologie pozwalają na budowę takich ośrodków w stosunkowo krótkim czasie. Dlatego planujemy, że już podczas przyszłego sezonu bielszczanie będą jeździć na nartach na Dębowcu - dodaje Ficoń." Oryginalna wiadomość: http://bielskobiala.gazeta.pl/bielskobiala/1,88025,11211847,Wycinka_na_Debowcu_oznacza_poczatek_inwestycji.html
    2 punkty
  7. co do przelicznika człowiek/m2 oczywiscie nie ma to znaczenia, ale znaczenie ma kwestia oznaczenia poziomu trasy, który wyznacza się na podstawie długości trasy i przewyższenia. Zatem, jeżeli zwiększymy długość trasy (a nie ma prawa które by regulowało jak wyznaczyć długość trasy)to możemy stromą czerwoną trasę dla zaawansowanych nazwać trasą niebieską dla poczatkujacych a co za tym idzie wystarczy już tylko 200m2 na osobę a nie 300m2 (jak dla trasy czerwonej). PARANOJA
    2 punkty
  8. Spór pod Cerro Torre Peter Beaumont Guardian Spór o jedną z dróg na Cerro Torre - najsłynniejszą skalną iglicy świata - podzielił środowisko alpinistyczne. Hayden Kennedy i Jason Kruk usunęli nity ze słynnej Compressor Route, wbite tam przez Cesare Maestriego w 1970 roku. To był jeden z najgłośniejszych epizodów w powojennej historii wspinaczki górskiej – znaczna część ludzi gór potępiła "zabijanie niemożliwego" oraz "gwałt i profanację". Sprofanowana została góra, jedna z najpiękniejszych skalnych iglic na świecie: Cerro Torre w Patagonii. W 1970 roku włoski alpinista Cesare Maestri został ostro skrytykowany za wkręcenie na stałe ponad 400 haków i śrub w górnej części południowo-wschodniej ściany Cerro Torre. Aby tego dokonać, Maestri wniósł ze sobą pneumatyczną wiertarkę i zasilający ją kompresor, który zresztą pozostawił później zawieszony na najniższych hakach. Dzięki takiemu wykorzystaniu techniki zdołał wejść na wznoszącą się na 3128 m n.p.m. górę, uważaną za jeden z najtrudniejszych szczytów na świecie. Złośliwi nazwali potem trasę, którą wszedł Maestri, "drogą sprężarkową" (Compressor Route). A teraz – w styczniu 2012 r. – dwaj młodzi Amerykanie usunęli ze skał większość nitów, likwidując tym samym Compressor Route i dokonując czegoś, co sami nazwali "pierwszym uczciwym wejściem" tą ścianą Cerro Torre. Wywołało to oczywiście falę wzajemnych oskarżeń pomiędzy wspinaczami z USA i Włoch. 21-letni Amerykanin Hayden Kennedy oraz o trzy lata od niego starszy Kanadyjczyk Jason Kruk zostali nawet na krótko zatrzymani przez chilijską policję w El Chaltén. Wykręcone ze ściany nity zostały skonfiskowane. Grupa czołowych włoskich wspinaczy podpisała się po artykułem zarzucającym Amerykanom "działania w stylu Talibów" i zniszczenie czegoś, co uznane było za część historii światowego alpinizmu. Cesare Maestri po raz pierwszy atakował Cerro Torre już w roku 1959, razem z austriackim przewodnikiem Tonim Eggerem, który zresztą zginął w czasie wspinaczki. Włoch twierdził, że dotarł na szczyt, ale po pewnym czasie inni wspinacze zaczęli to kwestionować. Maestri tak się tym zdenerwował, że w 1970 r. wrócił na Cerro Torre, tym razem przywożąc ze sobą kilometry lin i słynny kompresor, za pomocą którego wspiął się na południowo-wschodnią ścianę góry, nie wykorzystując naturalnych nierówności i pęknięć skały. Wyczyn Maestriego ostro potępił słynny włoski wspinacz i podróżnik Reinhold Messner, pierwszy człowiek, który zdobył koronę Himalajów, czyli wszystkie 14 ośmiotysięczników (doprecyzowując, znajdują się na terenie Himalajów i Karakorum). Choć Compressor Route przez wiele lat była standardową drogą na szczyt Cerro Torre, w ostatnich latach toczyła się dyskusja nad tym, czy wkręcone przez Maestriego śruby nie powinny być usunięte. Kennedy i Kruk, którzy wspięli się na szczyt w 13 godzin, oświadczyli, że postanowili usunąć nity już podczas wejścia na szczyt, po tym jak wykorzystali pięć z nich w czasie wspinaczki. – Przez lata dyskutowano o usunięciu tych zabezpieczeń – mówili wspinacze. – Oczywiście znacznie łatwiej jest o tym mówić, niż rzeczywiście to zrobić i przyjąć na siebie wszystkie konsekwencje. Długo zastanawialiśmy się i doszliśmy do wniosku, że musimy tę decyzje podjąć sami, bez próby osiągnięcia porozumienia w całym środowisku. Rozsądne wykorzystanie tych nitów było przez wiele lat powszechnie akceptowaną praktyką. Trzeba przyznać, że bez nich niemal pionowa skała w kilku miejscach byłaby rzeczywiście trudna do przejścia. Pięć z 400 śrub uznaliśmy za naprawdę potrzebne. Na pierwszym miejscu stawialiśmy szacunek do góry. Dlaczego tak postąpiliśmy? Bo uważamy, że to, co zrobił Maestri, było okropne. Używanie śrub i ciężkiego mechanicznego sprzętu było oburzające nawet w tamtych czasach. Wielu alpinistów przyklasnęło działaniom Kennedy’ego i Kruka, ale nie wszyscy. Ostra krytyka znalazła się w artykule Stefano Lovisona, pod którym podpisało się kilkudziesięciu czołowych włoskich wspinaczy. Działania Amerykanów zostały w nim określone jako "gwałtowne i aroganckie", podjęte na skutek "jednostronnej decyzji" i wynikające z "braku szacunku dla dokonań poprzedników". Co więcej, jak pisał autor, ich decyzja nie brała pod uwagę właściwego kontekstu tego, co zrobił Maestri – dostępności i jakości sprzętu, którego używał, i tego, jak bardzo odizolowanym od świata miejscem było Cerro Torre w 1970 roku. "Usuwając znakomitą większość nitów Kruk i Kennedy przypisali sobie prawo do oceniania stopnia czystości i właściwości technik innych wspinaczy", pisał Lovison. "Zachowali się tak, jakby chcieli usunąć część historii, jakby Maestri był podłym, krwawym dyktatorem, a jego trasa – pomnikiem upamiętniającym jego osobę, a nie śladem po wysiłku włożonym w zdobycie góry." Dodatkowej ironii całej historii dodaje fakt, że niedługo po wejściu Kennedy’ego i Kruka tą samą ścianą na Cerro Torre wspięli się dwa Austriacy. Zdobywając szczyt David Lama i Peter Ortner nie skorzystali nawet z tych kilku śrub, które Amerykanie pozostawili na miejscu, dowodząc w ten sposób, że trasę Maestriego można przejść w sposób klasyczny z zachowaniem najsurowszych zasad "czystości wspinaczki". Lama powiedział później, że ta wspinaczka była największą przygodą jego życia. Źródło: Onet.pl -------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- No na nartach chyba się nie da zjechać : ???
    2 punkty
  9. Przewaga szybkich;masz trzy gondole,jedna z Zoldo która obsługuje Pecol,na której są dwie nocne trasy,czarna i czerwona,dość długie i szybkie.Jeździ się tam rewelacyjnie,niejednokrotnie na czarnej jeszcze po godzinie 16 jeździliśmy po tarce:crazy:.Natomiaet w nocy jak Mitek wcześniej już pisał,śnieg był wyjątkowy;bardzo szybki a jednocześnie bezpieczny,jeszcze nigdy tak dobrze w nocy mi się nie jeździło,żałowałem że nie miałem gigantek. Na Pecolu są jeszcze trzy niewyprzęgane kanapy,ale z taśmą rozruchową-w miarę szybkie,i jedna nowa kanapa wyprzęgana z bańką,która obsługiwała dwie czerwone trasy,z reguły puste. Są też trzy orczyki:stupid: Z Alleghe na Col del Baldi są dwie wygodne gondole,które w ciągu chyba 12-13 minut wywożą narciarzy na szczyt i masz przed sobą około 8 wariantów jazdy;od niebieskiej do czarnej,jakieś 6 km na dół :angel: Są jeszcze trzy wyprzęgane kanapy,jedna z bańką i trzy z taśmą rozruchową,do tego 4 orczyki. Zdjęcia z Civetty i Sella Ronda; https://picasaweb.google.com/107984393776703014380/Civetta?noredirect=1 http://www.skionline.pl/forum/gallery/files/1/5/9/7/civetta.jpg
    2 punkty
  10. Szerokość nominalna buta jest podawana przez producenta dla każdego modelu dla rozmiaru przeważnie 26, ze wzrostem numeru szerokość również rośnie chyba o 1,2% co numer. Mierzenie stopy linijką na szerokość jest mniej więcej tak dokładne jak mierzenie odległości z Wąchocka do Starachowic rzucając beretem pod wiatr. Jak nie można fachowo zmierzyć szerokości stopy to trzeba mierzyć buty, jak noga wchodzi do węższego i jest ok - dajmy na to do 100mm to należy zapomnieć o szerszym nawet jak wydaje się niesamowicie wygodny - ta wygoda często jest złudna i wynika właśnie z większego luzu, wrażenie redukowania luzu w bucie przez mocne dopinanie klamer to półśrodek i miewa krótkie nogi - może szybko zabraknąć klamer do dopięcia. Dobrze dobrany but nie wymaga mocnego dopinania bo właśnie mocne dopinanie redukuje zbędny luz - mówię o dolnych klamrach
    1 punkt
  11. Już się nie mogę doczekać... Plan de Corones [video=youtube;uEmhgvuJl-w] Cortina: [video=youtube;b0o13P9RhfI] Monte Elmo [video=youtube;wDelEhdE8Ig]
    1 punkt
  12. Smar się leje wszędzie, ja w Andorze ujebałem tak kurtkę że 3 prania i jeszcze nie zlazło:mad::, śnieg wczoraj był zmrożony, ale wolny, dzisiaj był ponoć z tego co Szpara mówił mokry, ta noc zapowiada się na minusie, teraz u mnie jest -0,2 więc do rana może z -4 będzie. Roztopów ekstremalnych nie ma, ale w weekend jazdy w Beskidach też, na pma napisałem Ci co będziemy robić:tongue:, wiesz że jesteś zawsze mile widzianym gościem w moim domu:smile:
    1 punkt
  13. Mariusz,też bardzo się cieszę,że o mnie pomyślałeś,a mnie to zazwyczaj długo nie trzeba... :wink: Czasu do namysłu i załatwienia urlopu dużo nie było,ale się udało.Ba!Nawet Żona sama mnie "wypychała"! :applause: To będzie "niekończąca się opowieść"... :cheerful: A Pilsko to dobry wybór,póki śniegu kupa.Nie ma kanap,ale za to są fajne trasy i klimat. Raczej taki męski... :wink:
    1 punkt
  14. Pojawiła się nowa oferta na zakup karnetu 6-godzinnego na stoku Limanowa-Ski 1h 15min z Krakowa. Oferta rewelacyjna biorąc pod uwagę doskonałe warunki jakie wczoraj zastałem (niestety nie załapałem się jeszcze na zniżkę) http://gruper.pl/x.php/1,16049/Podroze-MOIT-6-godzinny-skipass-w-Limanowa-Ski-na-stokach-Lysej-Gory.html Poniżej zdjęcia z wczoraj z Limanowej. Pełna relacja w temacie o Limanowa-Łysa Góra (Limanowa Ski) http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/5780-Limanowa-Łysa-Góra?p=150816#post150816
    1 punkt
  15. Czwartek do Soboty - wyjazd do Korbielowa na Pilsko. Strasznie się cieszę bo będzie małe WZF z Johnnym Narciarzem :-) A teraz uwaga: Wyjazd do Dobbiaco do Włoch... ...do ekipy dołączył właśnie Johnny Narciarz!!! Strasznie się cieszę Maćku :happy: PS. Ale będzie relacja na forum po powrocie...pewnie nawet dwie :wink:
    1 punkt
  16. Miałem przyjemność tam być i pooglądać w realu, turystycznie podchodzi się pod Cerro Torre na dosyć dużą odległość, nad takie jeziorko leżące przy czole lodowca, dalej trzeba iść po lodowcu, z jeziorka góra wygląda pięknie ale nie robi tak dużego wrażenia gdyż sama w sobie zbyt potężna nie jest a odległość spora, bardziej podobał mi się sąsiedni Fitz Roy z piękną, poszarpaną granią wyglądająca jak z dziecinnych rysunków gór, do Fitz Roya podchodzi się bardzo blisko. Ogólnie wycieczki w okolicach El Chalten są klasy spacerowej, no chyba, że wchodzi się na lodowce.
    1 punkt
  17. W artykule jest zasadniczy błąd - w El Chalten nie mogła ich zatrzymać chilijska policja bo ta miejscowość tak jak i szczyt leżą w Argentynie. Sama historia zdobycia jest barzo ciekawa,w pewien sposób była ona opowiedziana w filmie Wernera Herzoga "Krzyk kamienia"
    1 punkt
  18. Johnny z całym szacunkiem, ale moje zdanie jest takie, że na narcie race można jechać rekreacyjnie i to bez, żadnego większego wysiłku niż all i inne cuda. W drugą stronę to raczej nie działa bo na all na betonie ostro raczej nie pójdzie. Jak chcesz wiedzieć na czym jeździłem cały tydzień z Jasiem to zajrzyj tu: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=1605&id_modelu=1944 Mam długość 185 cm. I powiem, że poza niemiłymi konsekwencjami zeszłorocznej kontuzji to absolutnie zero zmęczenia w nogach przez cały tydzień. Pozdrawiam.
    1 punkt
  19. Jak mówiłem tak zrobiłem. SB kupił za 48 zł do 13-tej A ja dla sprawdzenia kupiłem punktowy i wyjeździłem 510 punktów czyli za 51 zł. Znaczy to ,że przy tak nielicznym obłożeniu i braku długich kolejek do wyciągów nie opłaca się kupować karnetu punktowego. Przypomnę tylko,że zaczęliśmy o 10:20. Gdybyśmy zaczęli o 8:00 to przepłaciłbym strasznie. Natomiast w weekendy tenże karnet punktowy może być lepszym rozwiązaniem. Dodatkowo w krytycznym momencie można skorzystać z bramek za podwójne punkty. Za krytyczny moment uważam np. przypadkowe rozproszenie się rodzinki z dziećmi,wówczas korzystając z bramki komercyjnej (fuj nienawidzę tego określenia) można szybciej przemieścić po ośrodku np. w poszukiwaniu dzieci. Nie jestem zwolennikiem tych bramek i uważam,że powinny zniknąć.
    1 punkt
  20. Długość dla Ciebie 170 cm, jak się zachowują to Ci nie napiszę bo to zależy do czego porównać i jak kto jeździ, nie są złe na taki warunek - lepsze od slalomek, gorsze od moich allmountain, narta sztywna generalnie i za muldami nie przepada ale dramatu nie ma , jeśli porównać do Fischera to narty generalnie podobne, z tej samej bajki, Nordica nieco lepsza i też trudniejsza trochę. Volkla nie znam z autopsji
    1 punkt
  21. "W Szczyrku warunki narciarskie (jak na polskie warunki) są dobre a nawet bardzo dobre." Potwierdzam, byłem dzisiaj na Skrzycznem. Nie jeździłem tam za często (ostatnio chyba 5 lat temu) bo nie było normalnych (czasowych) taryf, ale w tym sezonie się pojawiły, wziąłem 4-ro godzinny (45 zł). "Zjeździłem" wszystkie trasy, te od Jaworzynki do dolnej stacji też. FIS, Kaskada - rewelacja, ale najlepiej było na Dolinach - wszystko perfekcyjnie ubite, mało ludzi i bezwietrznie (bo na Skrzycznem mocno wiało).
    1 punkt
  22. W Szczyrku warunki narciarskie (jak na polskie warunki) są dobre a nawet bardzo dobre.A konkretnie w SON. [ATTACH=CONFIG]6006[/ATTACH]
    1 punkt
  23. z góry przepraszam za słownictwo, ale to jedyny sposób chyba żeby Admin zwrócił uwagę na ten wątek, do chu.a czy można podliczyć je..ną punktację generalną??? nie mówię tylko o ostatnim weekendzie, ale zaległych gdzieś tam wcześniej pozdro i gratulacje ziom
    1 punkt
  24. Gdy kurier Józef Uznański zobaczył, że na Kasprowym Wierchu czekają Niemcy, wyskoczył w nartach z wagonika kolejki w skalisty, piekielnie stromy żleb i brawurowo zjechał w dół. Esesmani otworzyli ogień, ale chybili, a spuszczone za śmiałkiem psy porwała lawina. Słynny skok przeszedł do historii, tyle że w ogóle mogło go nie być. Józef Uznański, najodważniejszy z odważnych, żył w Zakopanem i był legendą Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego. Ma na koncie brawurowe wyczyny ratujące turystów w górach, jako pierwszy polski ratownik dokonał kilkusetmetrowych zjazdów na linie z użyciem zestawu Grammingera (tzw. szelek), wytresował też pierwszego w Polsce psa do ratownictwa lawinowego, był niezwykle cenionym przewodnikiem. Ale poza stolicą Tatr Józef Uznański słynie głównie z wydarzenia opowiadanego od kilku dziesięcioleci kolejnym pokoleniom młodzieży na lekcjach historii i turystom wjeżdżającym z Kuźnic na Kasprowy Wierch. Chodzi o słynny skok w przepaść z wagonika kolejki górskiej i zjazd na nartach pod gradem niemieckich kul. Urodzony w 1924 roku Józef Uznański był zakopiańczykiem z dziada pradziada, nic więc dziwnego, że od najmłodszych lat ukochał góry i narciarstwo. Jako dziecko podziwiał i uczył się "białego szaleństwa” od legendarnych sportowców tamtych czasów: Bronisława Czecha, Heleny Marusarzówny i jej brata Stanisława, a że odwagi mu nie brakowało, nie tylko szusował po stokach, ale i z Wielkiej Krokwi skakał. Józef Uznański, czerpiąc wprost od swych mistrzów, już jako 15-latek był w składzie reprezentacji Polski i uchodził za niespotykany talent. Mimo to nie było mu dane wystartować na mistrzostwach świata, które odbyły się w Zakopanem w lutym 1939. – Chociaż wyniki miałem bardzo dobre, uznano, że jestem za młody – wspomni po latach. Na złamanie karku Beztroską młodość pod Tatrami przerwała wojna. Niemcy zakazali nie tylko polskiej mowy, ale i jazdy na nartach, pozwalając korzystać jedynie z krótkich desek. Sam Józef Uznański od 1942 roku był kurierem Armii Krajowej, co dziwić nie może, bo właśnie wtedy skończył 18 lat, a pochodził z typowej podhalańskiej rodziny – religijnej ipatriotycznej. Kurierzy podczas niemieckiej okupacji pełnili nieocenioną rolę, przerzucając górskimi szlakami na Słowację i dalej ku Węgrom lub z obu tych kierunków do Polski broń i amunicję. Najsłynniejszy epizod w życiu Józefa Uznańskiego miał miejsce na początku 1944 roku. 20-letni góral wjeżdżał koleją linową na Kasprowy Wierch. Był luty, zimno i bardzo śnieżnie. Tylko tyle wiadomo na pewno. – Wersji wydarzeń, które miały wówczas miejsce, jest dziś równie wiele jak odmian legendy o smoku wawelskim – uśmiecha się Antoni Kroh, zakochany w Tatrach etnograf, historyk kultury i obyczajowości Podhala, znakomity pisarz i gawędziarz. Wedle słów samego Józefa Uznańskiego, wypowiedzianych trzy lata temu przy okazji otwarcia odnowionej kolei na Kasprowy Wierch, podczas jednej z partyzanckich wypraw na Słowację został ostrzeżony przez konduktora, że na górze Niemcy trzepią każdego przyjezdnego. Młody kurier wiedział, że znalazł się w tarapatach, bo był na liście poszukiwanych, więc musi uciekać. Ale jak uciec z wagonika jadącego kilkadziesiąt metrów ponad 50 metrowymi tatrzańskimi świerkami?! Jedyną drogą był skok z wagonika, który przed przybiciem do stacji końcowej na Kasprowym zwalnia. Uznański chwilę wcześniej kucnął, udając, że poprawia narty, a gdy prędkość podwieszonego na linie wagonika spadła, zaś wysokość zmalała do niespełna dziesięciu metrów - skoczył w dół. Nawet kaskader miałby problem, by wyjść z takiego skoku cało, tymczasem Józef Uznański zdołał jeszcze poszusować skalistym odcinkiem w dół i umknął Niemcom. Czy w ogóle zauważyli ten skok, czy otworzyli ogień i spuścili psy, które w podawanej z ust do ust opowieści zginęły pod wywołaną hukiem i ich własnymi łapami lawiną – nie sposób dziś rozstrzygnąć. – Jedne wersje mówią, że ten brawurowy zjazd miał miejsce przed stacją pośrednią na Myślenickich Turniach, częściej wskazuje się jednak Żleb pod Palcem, tuż przed stacją końcową na Kasprowym – wyjaśnia Antoni Kroh. Fatalne zauroczenie W swojej książce "Sklep Potrzeb Kulturalnych” (Prószyński i S-ka, 2010) Kroh przytacza zupełnie inną wersję tej barwnej opowieści. – Proszę ją cytować, po to jest, ale zastrzegam, że nie podejmuje się żadnego rozstrzygania, jak było naprawdę – słyszymy od mieszkającego w Nowym Sączu autora. Oto jaką opowieść pomieścił we wspomnianej książce: "Po przyjściu do Muzeum Tatrzańskiego (…) byłem nowy. Jak wiadomo, z nowego należy przynajmniej raz zrobić durnia, taki panuje obyczaj, na przykład nowego ucznia posyła się do pokoju nauczycielskiego po cosinus, a potem śmiechu co niemiara. Ktoś wskazał mi mężczyznę w goprowskiej kurtce, że to właśnie on wyskoczył z kolejki, więc żebym jako historyk wypytał go o szczegóły i opracował to naukowo. Niewiele myśląc, podbiegłem do człowieka, przedstawiłem się i poprosiłem o spotkanie, bo chciałbym ustalić pewne fakty, związane z jego słynnym wyczynem. Spojrzał na mnie uważnie, podumał chwilę, sapnął, sprężył się wewnętrznie, a następnie zapytał, czy chcę w mordę. – Dziękuję, nie – odpowiedziałem uprzejmie. Na tym zakończyła się rozmowa, pozostawiając zrozumiałe uczucie niedosytu. Więc następnego dnia poprosiłem Różę Drojecką (pracownicę Muzeum Tatrzańskiego w Zakopanem – red.), wspaniałą gadułę, wiele jej zawdzięczam, aby zechciała mi wyjaśnić, czemuż to mój rozmówca tak się rozeźlił. I usłyszałem, co następuje: Józek był bardzo przystojnym chłopcem i świetnym narciarzem. Gdyby nie wojna, na pewno zostałby olimpijczykiem. Baby na niego leciały. Na Kasprowym Wierchu był posterunek niemieckiej straży granicznej, dowodził nim jakiś poczciwy Tyrolczyk, który miał córkę. (…) Stary zorientował się, że jego córka kręci z Józkiem, dowiedział się, co za jeden, dopadł go na Krupówkach i odbył z nim zasadniczą rozmowę. Chciał rzecz załatwić jasno i uczciwie. Powiedział, że osobiście nic do niego nie ma, nie ma też nic przeciwko Polakom, ale jest wojna; jeśli gestapo się dowie o romansie, to dziewczyna skończy w Oświęcimiu za mieszanie ras, Józka rozwalą, a on sam pojedzie na front wschodni, skąd jak wiadomo się nie wraca. Więc jeśli kochasz dziewczynę, to jej nie narażaj. Skończy się wojna, to róbcie sobie co chcecie, ale teraz poczekajcie. Nie ty jeden ją kochasz. (…) Trzy razy księżyc odmienił się złoty, a tato już wiedział, że jego argumenty nie na wiele się zdały. Więc zasadził się na chłopaka. Udał, że wyjeżdża, córka zawiadomiła Józka, że, jak wy to dzisiaj elegancko mówicie, dziupla wolna, próchno się wysypało. Józek wsiadł do ostatniej kolejki. Tymczasem tato zaczaił się z trzema kamratami, żeby mu spuścić manto. Józek wjechał na górę, zobaczył, kto na niego czeka na peronie, więc otworzył okno wagonika, trzymając się zewnętrznej barierki wysiadł na drugą stronę, a zanim trzej panowie obiegli budynek, przypiął narty i poszusował im przed nosem na Halę Gąsienicową do Brońci Bustryckiej. Gdyby go chcieli zastrzelić, zrobiliby to bez trudności, mieli go jak na patelni, ale nie myśleli robić mu krzywdy, tylko przepłoszyć. Oczywiście, nie byli to żadni gestapowcy, tylko grenzschutze, Tyrolczycy, zwyczajni ludzie”. Więzień własnej legendy Tak wspominała to Róża Drojecka, która Józefa Uznańskiego znała latami i mógł jej opowiadać, jak było. Nie tylko skok, ale samo wyjście z wagonika jadącego tuż pod szczytem Kasprowego jest wyczynem nie lada, co potwierdzi każdy, kto widział stromizny i skały tworzące krajobraz ostatniego odcinka trasy kolei linowej. Ale skąd w tej historii brawurowy skok i zjazd pod gradem kul? Weźmy ponownie w dłonie książkę "Sklep Potrzeb Kulturalnych” i oddajmy głos pani Róży: "Kiedyś przyjechała do Zakopanego delegacja ratowników francuskich, zdaje się z Chamonix, Józek się nimi opiekował, wjeżdżali na Kasprowy, pewnie wcześniej trochę wypili. Francuzi jak to Francuzi, zadzierali nosa, że we Francji wszystko najlepsze, więc Józka zeźliło. Chciał im zaimponować, opowiedział więc o tym skoku do żlebu, w końcu, Antosiu, przewodnicy są głównie od tego, żeby opowiadać bajki, to należy do ich rzemiosła, im który lepiej bajdurzy, tym jest lepszym przewodnikiem, panowie to uwielbiają. W takich chwilach nie chodzi przecież o prawdę historyczną. Francuzów zatkało, kazali sobie powtórzyć, napstrykali zdjęć, a potem w jakiejś francuskiej gazecie ukazał się wielki artykuł o Józku i jego bohaterskim wyczynie, związek byłych Maquis dał mu jakąś odznakę honorową. Jak się nasi podskakiewicze dowiedzieli, że mają w Zakopanem takiego bohatera, zaczęli na wyprzódki o nim wypisywać coraz to nowe dyrdymały. To było jak lawina, niepodobna było się wycofać, bo trzeba by odesłać Francuzom order, a to już byłaby gruba kompromitacja. (…) Teraz Józek jest bohaterem narodowym, nie ma innego wyjścia, udziela wywiadów, ale jak go zaczepi o ten skok zakopiańczyk, to się denerwuje. Chciał ci dać w mordę, bo cię wziął za miejscowego, powinieneś się cieszyć. Myślał, że znasz całą prawdę i z niego drwisz”. Czy taka właśnie była prawda? Nie rozstrzygniemy. Pewne wydaje się za to, że i tak w zbiorowej pamięci przetrwa opowieść o bohaterskim kurierze i wystrychniętych dzięki jego odwadze na dudków Niemcach. Tym bardziej, że historia inspirowała m.in. twórców filmu "Znicz olimpijski” z 1969 roku. Nie znaleźli jednak odważnego, który skoczyłby z wagonika do Żlebu pod Palcem, dlatego scenę nakręcono na początkowym odcinku kolejki nad Kuźnicami. Słynny kaskader Krzysztof Fus przypłacił to upadkiem i bardzo długim pobytem w szpitalu. Cierpienie jego było daremne, bo karkołomna scena ostatecznie nie weszła do filmu. – Za to turyści od tego czasu pokazują sobie dwa miejsca skoku Józefa Uznańskiego – opowiada Antoni Kroh. – Róża Drojecka jest już po tamtej stronie, a ja z kronikarskiego obowiązku zawarłem w książce jej opowieść, zupełnie różną od tego, co mówi powszechnie znana wersja wydarzeń i co opowiada sam Józef Uznański. Niech każdy wierzy w to, co wyda mu się bardziej prawdopodobne, bo nie dojdziemy już przecież, jak było – raz jeszcze zastrzega autor "Sklepu Potrzeb Kulturalnych”. Źródło: www.nto.pl ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Zmarł Wczoraj RIP
    1 punkt
  25. Jako,że niezbadane są wyroki boskie,a tym bardziej nie zgłębione są moje decyzje podejmowane na gorąco itp.:stupid:O godzinie 8-mej (z minutami) rano podjąłem decyzję, jadę zobaczyć skansen SON.Szybki telefon do SB i szybka decyzja jedziemy obaj.Ponieważ w SON na razie nie ma krzeseł ni gondoli to nie czułem się zobligowany aby być na tzw. "pierwsze krzesło":smile:Parkowanie w Czyrnej 5 zeta,rozgrzewka w postaci podejścia ,i do kasy,była 10:20 kiedy udaliśmy się do kolejki,której to tak de facto nie było.Kilka czy kilkanaście osób nawet taka zrzęda jak ja (jeśli chodzi o stanie w kolejkach) nie narzeka i pokornie posuwa się do przodu.Pod orczykami różnie.Na tych odcinkach z Czyrnej gorzej,na wszystkich innych dobrze i dobrze z plusem ,przejechane ratrakami bądź tą cudowną maszynką.Wszystkie trasy zjazdowe były ratrakowane i było na nich nieźle.Oczywiście Ernest i każdy inny Stefan z ratraka jeszcze duuuuuuuuuuużo musi się uczyć,i milion kubików śniegu przemieścić,aby można by napisać kiedyś,że jest to zrobione dobrze.Bardzo ładnie są poszerzone końcówki tras 2 i 3 z Hali Skrzyczeńskiej do Czyrnej.To miły gest w stronę tych słabiej jeżdżących,którzy to zawsze tam przechodzili gehennę,na tych [ATTACH=CONFIG]5973[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]5974[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]5975[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]5976[/ATTACH][ATTACH=CONFIG]5977[/ATTACH]wąskich gardłach.Do godziny 13:00 zdążyliśmy przejechać wszystkie trasy i wyciągi.A to znaczy ,że nigdzie nie napotkaliśmy kolejek,a to bardzo pozytywne odczucie kiedy zjeżdża się z góry i nie napotyka się się na potworną bułę ludzi.Pogoda była ładna choć na Małym Skrzycznem troszkę wiało.Na koniec wpadliśmy odwiedzić i poznać osobiście naszego kolegę (KubaBB),chwilkę sobie pogadaliśmy i było miło
    1 punkt
  26. Wspomogę filmem :[video=youtube_share;eGRhwMaOzt0]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...