Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.02.2014 w Odpowiedzi
-
Sz-cyrk na kółkach 2 Wczoraj były zapowiedzi dość pięknej słonecznej pogody,a rano całkiem sporego przymrozku.Sobota zapowiadała się też wolna,więc szybko bez nadmiernego kombinowania dogadaliśmy się z ekipą,że jedziemy do Szczyrku na Skrzyczne.Ta nowa kanapa nam przypadła do gustu,ostatnie relację też brzmiały optymistycznie. Szósta rano.Naparza budzik.Za oknem półmrok.Pierwsza myśl:"znowu do roboty".Ale nie!Dziś wolne!Narty!Zrywam się szybko i zaczynam zbierać.Kiedy wstało już słońce idę jeszcze do pokoju,żeby spojrzeć przez okno jak wygląda nasz dzisiejszy cel.Przejrzyste powietrze odsłania piękny widok: Oooo!Dobrze się zapowiada.Jednak po wczorajszych Walentynkach zaczynam czuć mdłości.Przecież ja nie mogłem zajść w ciążę!Gender to przeca pic na wodę... tak mi się wydaje,choć według niektórych mediów/posłów nie koniecznie... Tego nie przewidziałem.Trochę czasu spędzam w łazience i miałem nawet odwołać mój udział w wyprawie.Jednak już po 20 min. czuję poprawę.Wciskam na siłę jedną kromeczkę,szybko pakuję sprzęt i cisnę na umówione miejsce.Szybkie przepakowanie i tuż przed ósmą meldujemy się pod Skrzycznem.Dzięki ciepłej zimie ciągle można bez problemu parkować tam gdzie zazwyczaj zalega metr śniegu - na chodniku.Nieoczekiwanie wieje dość silny wiatr,co oczywiście niepokoi,ale z dołu wygląda to zachęcająco: Szybko zmieniamy buty na te niewygodne,zbieramy sprzęt i do kasy.Tam czeka nas mała kolejka.Zastanawiamy się tylko,czy dziś będzie jeździć ta nowa kanapa... Skoro wieje,to niestety nie jeździ!Ale jest jeszcze czynny orczyk koło FIS-a,o którego na wszelki wypadek się dopytujemy.Niestety pani z okienka informuje,że on też jest zagrożony.Trzeba jednak przyznać,że chyba ktoś pomyślał i dziś sprzedają tylko karnety punktowe.Dla wytrawnych narciarzy zazwyczaj mało się to opłaca,ale przynajmniej nie ma ryzyka poniesienia strat.Chwilę spędzamy na konsultacjach,spojrzenie na kolejkę do okienka,która rosła szybciej niż bezrobocie w Polsce i... rezygnujemy!Czemu?Bo tu czynny jeden orczyk,milion ludzi i jedna trasa.Lepiej więc podjechać kawałek do SON. Sytuacja sprzed dwóch tygodni się powtarza.Andy znów musi przebrać buty - ciężkie życie ma driver - i wskakujemy do samochodu.Po kilku minutach meldujemy się pod Golgotą.Stoi już tu trochę konserw,ale miejsca nie brakuję.Szybki gramoling,konsultacje i pozostawiamy niezbyt dobrze wyglądającą Golgotę,udając się pod Suche. Kupujemy karnet do 13.Pani w okienku mówi nam,że wyciąg na Halę Skrzeczeńską na razie nie chodzi,bo spadła lina.Usłyszeliśmy nawet,że to drzewo się oparło... Lekko speszeni ruszamy do góry.Już na Suchym wieje jak jasny gwint!Patrzymy w stronę wyciągu,a tam jednak wpuszczają narciarzy.Trasa też wygląda dość dobrze,jakby jeszcze nie ruszona.Znaczy się nie ruszona przez narciarzy. Ruszamy więc wyżej.Widać,że panowie włożyli ogrom pracy,żeby przygotować trasę pod orczykiem.Właściwie cała została sztucznie usypana łopatami!Zima mizerna,ale w SON się nie poddają i walczą.Wypinamy się z orczyka i pierwsze spojrzenia na trasę - ta wygląda zachęcająco: Faktycznie!Tak do połowy jedzie się świetnie!Im niżej tym gorzej.Gdzieś w połowie widać ogromne przetarcie,właściwie jest przejazd na szerokość narciarza.Na szczęście tam płasko,więc krecha.Dalej w większości śniegu dość,ale bardziej nierówno i więcej grudek lodu.Mimo wszystko tu nam się podoba,więc powtórka i na wyciąg.Jedziemy tak sobie,aż nagle coś tam z przodu przed nami jakby majtnęło... Tak tak,to lina.Przypomina mi się wypad sprzed może 2 lat,kiedy te spadały hurtowo i już mam obawy.Lekki uśmiech i trzeba dojechać do trasy. Mati jeszcze dopytuje jakiegoś gościa,ale niestety niczego dobrego nie usłyszał - "co jakiś czas,jak wiatr przywieje,lina spada i nic z tym się nie da zrobić".Z żalem zjeżdżamy do Suchego i dalej testujemy dolną część trasy nr 7.Niestety tu kompletna porażka!Bardzo dużo takiego ciężkiego cukru,tudzież trochę pól lodowych.Już na wstępie wyglebił jakiś narciarz.Sam czuję się niepewnie,więc asekuracyjnie do dołu.Rezygnujemy z dalszej jazdy tutaj i udajemy się w stronę Julianów.Wcześniej jakiś narciarz nam mówi,że Golgota jest tragiczna.Odpuszczamy ją sobie i ciśniemy od razu do samej góry wyciągiem nr VI.Na testy bierzemy zieloną nr 8.Tutaj nawet dość fajnie.Mam takie wrażenie,że w wyższych partiach gór trochę dosypało wczoraj naturalnego śniegu.Może szału nie ma,ale jazda wyraźnie lepsza.Ponieważ już po pierwszym zjeździe tworzy się spora kolejka,odpuszczamy i ruszamy na czerwoną nr 10. Obok niej chodzą oba wyciągi co skutkuję sporą ilością ludzi na trasie.Na szczęście to tylko takie chwilowe Tsunami,które można przeczekać/uciec/ominąć (niepotrzebne skreślić).Warunki całkiem dobre,jedynie na ściance oraz przed wyciągiem trochę sztormu na przemian z torem dla panczenów.Najlepsze jest tuż za ścianką - szeroko,twardo,ale bez lodu: Mimo szybkiej degradacji części tej trasy,jeździ się dość dobrze.Tutaj spędzamy najwięcej czasu.Jednak ogólnie średnio nam się podoba,więc rezygnujemy i powoli zmierzamy w stronę Golgoty.Ale najpierw trzeba się tam dostać.Ponieważ nie chcę nam się znów obchodzić orczyków,próbujemy przez pola,przy okazji zaliczając coś w rodzaju freeridu w 10 cm warstwie puchu.Jak wiadomo,poza trasą można spotkać wszystko,np. kabel... Od razu na myśl ciśnie mi się: "jaki kraj taki freeride"... Przemykamy jak Pendolino na polskich torach,następnie zielona ósemka i czas na ostatnią zagadkę dnia: Golgota. Z góry wygląda dobrze.Nawet nie widać za bardzo lodu.To cieszy,bo mnie nie rajcuje skeleton na nartach z powyłamywanymi zębami.Ruszam bardzo asekuracyjnie,choć nie potrzebnie.Jest co prawda trochę małych muld,ale nic groźnego i można śmiało pojechać!Po wcześniejszych doświadczeniach nie mam jednak dość śmiałości. Golgota składa się z dwóch części: pierwsza i druga.Dokładnie to pierwsza do małego wypłaszczenia i druga to co dalej.Ta pierwsza,jak wspomniałem wcześniej,fajna,ale druga to już zupełnie inna bajka.Z resztą nie pierwszy raz się o tym przekonuje.Już na wstępie widać czarne pola,lód oraz obok jakby wzburzony nurt górskiej rzeki. Właściwie wygląda to jak dwupasmówka: po bokach równe lodowe pasy i na środku nie skoszony pas zieleni.Nie dziwi więc,że ludzie walczą o przeżycie,niektórzy parkują co 5 metrów,a jeszcze inni sprawdzają sprężystość tylnej części ciała.Jednak popróbowałem tej lodowej rynny i całkiem spoko. Uznajemy,że lepiej dać sobie dziś spokój,bo przyjemność to taka,jak rozmowa z teściową co ma muchy w nosie.Odsprzedajemy karnety i udajemy się do samochodu. Podsumowując,dziś nie specjalnie zadowolony,co rzadko mi się zdarza.Wiatr po części tłumaczy COS,do tego mizerna zima.Ale zastanawiam się,czy dziś pan Richter (Boss w SON),jak co rano,przejechał się po wszystkich trasach?Pod orczykami tory zlodzone i mocno przeorane.Warunki na trasach kiepskie,choć informacja na nowych elektronicznych tablicach mówi co innego.O Szczyrku chciałoby się powiedzieć:"ten typ tak ma i już".14 punktów
-
A ja po wczorajszych prezentach obiecałem swoim dziewczynom narciarski weekend :proud:Cóż narciarski to może dużo powiedziane,ale namiastke chyba zapewniłem :stupid:Tak więc zaczynamy akcje kto rano wstaje i w Istebnej na Złotym Groniu meldujemy się 0 7.20Kupujemy karneciki i pierwsi wyjeżdżamy na góre 10 min póżniejTem na lekkim minusie stok całkiem,całkiem jak na wiosenne warunkiJeżdzimy dobre 1,5 godz bez kolejek,póżniej to już można się domyśleć :stupid:O 10.15 dajemy se spokój,pora na kawke i obserwacja wydłłżającej się koleiki z minuty na minute :tongue:Jutro zdecydowanie zmiana kierunku :smile:11 punktów
-
Czekałem na relację Johnnego i teraz coś dodam od siebie.Spadająca lina stalowa 2-3 m od głowy to nic przyjemnego.Jak sobie pomyślę, że jakby to była lina ciagnąca (nad naszymi głowami) to mi ciary po plecach przechodzą i chyba kask nic by tu nie pomógł. Powrót na trasę czyli ski touring sama trasa nie była taka zła (poza niewidocznymi dwoma przewężeniami) Ciekawe czy takie incydenty sa gdzieś odnotowywane w jakiejś dokumentacji wyciągu i są do wglądu dla odpowiednich służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo.Tak się zastanawiam czy te wyciągi są przed sezonem odbierane przez dozór techniczny czy też były odebrane X lat temu i mają wieczne dopuszczenie do użytku.Jakbym był z dozoru technicznego to nie zezwoliłbym na użytkowanie tych wyciągów.I to byłby koniec SON w takiej formie i mam nadzieję, że początek nowej ery.10 punktów
-
Kasprowy - część I Dzisiejszy dzień zaczął się szybko. Po prostu, nie mogłem spać. Obudziłem się o 3 i pierwsze co, to podszedłem do okna zobaczyć jaka pogoda. Pogoda - z błękitnym niebem! :smile: Smes do expata dwie godziny później, czy podąża do Zakopanego na wspólne nartowanie? Oczywiście - tak! Super. Dzień dzisiejszy zapowiada się z nartowaniem w grupie: expat i dwóch znajomych ze Starego Sącza. Oczywiście towarzystwo dopisało i po śniadaniu, nie śpiesząc się podążamy do dolnej stacji kolejki. Tutaj kolejka do kasy nieduża, 15 minutowa. Kupujemy skipasy. Wrrrrrrrrr Cena 135zł za cały dzień to lekka przesada. Cóż - płaciliśmy w Dolomitach, płaciliśmy w Alpach - płacimy w Tatrach. Fotka kolejki i jedziemy w górę: Jesteśmy na szczycie, i: Po pierwsze, pogoda super! Gąsienicowa przygotowana rewelacyjnie. Po drugie, narciarzy jak na lekarstwo - dominują na szczycie turyści pieszy. Bajecznie i nawet gigant ustawiony, gdzie bezpłatnie sobie wykonujemy wszyscy kilka skrętów. Jedyny minus to wiatr - duje! Widoki i przejrzystość powietrza, rewelacja: Fotka z expatem: Fotka z moją Walentynką - nareszcie jest komu ją zrobić: Cudownie jest pojeździć na naturalnym śniegu. Jest równo, i jak potem się okaże do końca, nawet na ściance nie ma nierówności. To zasługa wiatru, który dosyć silnie wieje cały dzień wyrównując wszystko, gładząc. Najpiękniejsza jazda na ściance - ahhh jak pięknie! Jazda bajeczna!!!! Radość i szczęście niesamowite z jazdy :happy: Widoki...mmmmmmmm Dolna część dosyć słabo oznakowana - ale to coroczny standard, tabliczka się nie zmienia. O dziwo, dół i wąskie gardło również równe - do samego końca. Robimy przerwę na grzańca i frytki - ceny kosmos, ale nic to. Wracamy na stok i się troszkę zmienia. Aura dzisiaj wyjątkowo niestabilna - na szczęście, przeważa piękno. Zamknięta "droga" do goryczkowej:9 punktów
-
Kasprowy - część II Fotka ze słowacką stroną: Wiatr jest mocny - chwila z aparatem, bez rękawiczek i nie czuję palców u rąk. Zawieja i zamieć śnieżna - tego niestety aparat nie potrafi uchwycić. Jest niesamowicie, bo takiej aurze towarzyszy słoneczko i gra świateł. Tatry! Piękno! Tradycyjny widok na górną stację krzesła z gąsienicowej oraz na stację meteo: Jeździmy cały czas bez zbędnej zwłoki! Warunki ani trochę się nie pogarszają - ścianka, to ekstaza narciarstwa! Potem - potem jest tylko lepiej. Raz za razem, raz za razem - czas mija niezwykle szybko. Słońce przesuwa się na nieboskłonie tworząc cudną grę świateł: Przez chwilę wiatr, tworzy totalny armagedon. Zamieć pokazuje swoją moc, przez chwilę opanowując kocioł, po którym szusujemy. Niesamowite. Jeden zjazd i totalna odmiana... ...zauważam tabliczkę TPN. Ehhh gdyby nie oni, może mielibyśmy namiastkę alpejskich ośrodków z prawdziwego zdarzenia? Kończy się dzień. Kolejny na Podhalu. Łączne dokonanie dnia, to 15 zjazdów trasą gąsienicową. Ostatni wyjazd w górę o 15:42...i zagadka: dlaczego krzesło działa tylko do 15:45? Głupota jak dla mnie. Spokojnie można byłoby jeszcze szusować - tym bardziej, że w końcówce dnia - jesteśmy rozgrzani i spragnieni więcej... Wracamy drugą w kolei kabiną kolejki w dół. Uwagę tym razem, będąc tu - nie przykuwa wcale Giewont, ale drzewa...las, który częściowo jest mocno naruszony przez niedawny, mocny halny, który połamał drzewa jak zapałki. Klimat jest niesamowity: Kończymy ten cudownie narciarski dzień, mając wrażenie, że zbyt szybko minął... ...ale zawsze, to co dobre, zawsze szybko się kończy :frown:: Ostatnia fotka: I w dół do Kuźnic, czas na porządny obiad i zimne piwo. Zasłużyliśmy.6 punktów
-
Ponieważ nigdy nie byliśmy z ekipą w Beskidach postanowiliśmy w tym roku okres ferii wykorzystać zwiedzając ośrodki w rejonie Wisły, wykorzystując ją jako bazę wypadową.Choć sam wyjazd, z powodu pogody, wisiał na włosku prawie do ostatniego dnia, finalnie stanęło na postanowieniu, że jedziemy i zobaczymy co będzie. I tak w sobotę 8 lutego koło południa dotarliśmy do wiosennej Wisły. Śniegu - poza jego pasami w mijanych ośrodkach w Ustroniu, Nowej Osadzie czy Cieńkowie - grama nie było widać, ale skoro przyjechaliśmy na narty trzeba wykorzystać to co jest.[ATTACH=CONFIG]13987[/ATTACH] [ATTACH=CONFIG]13988[/ATTACH]I tak zaczęliśmy od Nowej Osady, karnet od 18-tej i bez szczególnego czekania chwilę później jesteśmy na kanapie. Stok dość szeroki, prosty, z góry wygląda na solidnie naśnieżony. Jednak pierwszy zjazd pokazał, że temperatura w ciągu dnia bliska 10 stopniom zrobiła swoje i stok jest bardzo miękki i przy tej okazji, szczególnie w dolnej części mocno zmuldzony i kaszkowaty. Jednak pierwsze koty za płoty i trzy godzinki szybko przeleciały. Zaznaczyć należy, że ilość tras na ich mapie to ściema, bo tak naprawdę to jedna trasa plus nieczynna nartostrada, którą widać było zniwelowaną przy wyciągu. Na plus fajnie rozlokowane knajpki przy trasie.Dzień drugi to wizyta w Cieńkowie. Tu już tak dobrze z naśnieżeniem nie wyglądało: ścianka zamknięta, choć jednym czy drugim boczkiem jakoś prześliznąć się dało, ale też niżej przetarć i miejsc do omijania było sporo. Ośrodek, pomimo gorszych warunków na trasach, ciekawszy od Nowej Osady, ma kilka wariantów zjazdu, może nie jakichś super ciekawych, ale jednak są. To też ośrodek, który zapisze się w historii naszej ekipy jako ten, w którym pierwszy raz skorzystaliśmy z pomocy panów z GOPR (pozdrowienia przy okazji), gdzie po kilku godzinach bezproblemowych zjazdów, już w drodze ze stoku do samochodu, koledze przydarzyło się coś takiego jak zwichnięcie łękotki, kolano odmówiło posłuszeństwa i dla niego nartowanie na tym wypadzie się zakończyło. Po wizycie w Cieńkowie, obawiając się o dalsze warunki, podjęliśmy próby wywołania opadów śniegu za pomocą różnych płynów i ich dozowania w odpowiednich dawkach. Efekty zaczęły być już widoczne wieczorem. A nad ranem obraz, który ukazał się nam za oknem wywołał tzw. banana na naszych twarzach. Decyzja szybka, jedziemy do SON, bo tam wyżej i wydawało nam się, że opad mógł być tam największy. Na miejscu banan się pogłębił, bo i biało i słonecznie. Jako, że byliśmy z dziećmi pojawiły się obawy o wjazd na kotwicach, jak się później okazało słuszne, bo jazda z 6-latkiem po oblodzonym, nierównym torze i kotwicą pod kolanem to istna mordęga. Dlatego też ekipa po dwóch zjazdach się podzieliła i część wróciła do Wisły. My natomiast zwiedzaliśmy to co było otwarte i można było pojeździć. Warunki po opadzie były bardzo dobre, na 10 trochę twardo, 8 świeży śnieg, na którym świetnie się jechało, dalej Golgota, o którą się najbardziej baliśmy, ale była całkiem przyzwoita i właściwie poszła na raz, bez lodu i muld, może końcówka trochę słabsza była. Pozostało jeszcze Suche, a więc szybkie przedreptanie przez dróżkę, krótka jazda do góry i 7 na dół. Krótko, ale bardzo przyjemnie, śnieg bardziej miękki, ale nie za miękki, fajna jazda więc jeszcze kilka razy powtórzona i dalej powrót na Juliany. Słonko cały czas świeciło, widoki były, warunki się nie pogarszały więc i u nas banan trwał i po tym czego zasmakowaliśmy padło, że musimy się tu na jakiś weekend zjawić jak będzie dużo więcej śniegu i wszystko otwarte, jednak na pewno bez mniejszych dzieci. Po dobrych wrażeniach z dnia wieczorkiem jeszcze na godzinkę pojechaliśmy na Soszów. Godzina 20.00, ludzi prawie wcale, pięć szybkich kursów koleją i dwójką w dół. Przyjemna traska na godzinę, dwie, szczególnie do góry się można fajnie rozpędzić, jednak nie wyobrażam sobie jak wygląda dojazd do wyciągu wzdłuż drogi, wąskim odcinkiem przy większej ilości narciarzy na stoku, którzy zjeżdżają wszyscy do tej trasy. Kolejny dzień, czyli wtorek, przyniósł znów opady tylko niestety tym razem deszczu i dzień minął pod znakiem zwiedzania, bez nart. Jednak zachęceni ostatnimi modłami wspomaganymi napojami od „sponsora” postanowiliśmy, że je powtórzymy, no i powtarzaliśmy do późnej nocy. No i znów się udało, środa przyniosła całodzienny opad śniegu i choć ten dzień spędziliśmy ponownie na Cieńkowie, warunki były niełatwe, bo mimo, że padał śnieg to ciuchy były mokre jak przy sporej ulewie ponieważ temperatura koło 0 powodowała, że śnieg na ziemi leżał, ale już na ubraniu czy krześle była woda. Dało się też lepiej pojeździć na ściance, jednak tu mocno wkurzaliśmy się na deskarzy. Ich zjazd, a właściwie spych powodował, że cała kilkucentymetrowa, nieubita warstwa śniegu, po którym na nartach dało się jechać, po jednym zjeździe (spychu) parapeciarza odkrywała na nowo ziemię i do jazdy trasa się już nie nadawała. Po tym dniu wyjeżdżeni, ale też mokrzy z nadziejami patrzyliśmy na prognozę na czwartek. Sprawdziła się, mrozik był, śnieg ze środy pozostał, niebo czyściutkie, nic tylko pozostało ruszyć na Skrzyczne. Już sam wjazd nawet starym krzesłem dał świetne wrażenia, przede wszystkim wizualne. Trasy pod nim są przygotowywane, jednak śniegu na nich jeszcze sporo brakuje. Dojazd do Jaworzyny i już widać, że inni się dobrze bawią. Nowa kanapa, wypasiona, jak widoki ze Skrzycznego. Trochę podziwiania widoków i zjazd FISem, trasa bardzo fajna, szeroka, ludzi sporo, warunki niezłe jednak czym później tym gorzej się robiło. Ścianka się mocno zmuldziła, a przejazd na Kaskadę i sama Kaskada ze zjazdu na zjazd koło południa robiły się coraz bardziej oblodzone. Mimo tego wrażenia pozytywne. W międzyczasie zjechaliśmy też zamkniętym Ondraszkiem i tu mniej więcej do przejazdu pod krzesłem było ok, jednak dalej masakra, czułem się jakby ktoś miał moją laleczkę voodoo i kuł ją co sekundę, bo takie odczucie towarzyszyło nartom, które miałem pod nogami, a to przenosiło się na mnie. Tej trasy póki co nie polecam. I tu pierwsza wizyta w Beskidach się zakończyła, wrażenia raczej pozytywne, chociaż w Wiśle przydałoby się coś większego, bo ośrodków sporo, ale wszystkie małe. W Szczyrku z kolei tak jak wszyscy piszą, trasy świetne jeno uciążliwe dostawanie się na nie (poza Skrzycznem). Pewnie jeszcze się tam pojawimy, ale przy lepszych warunkach śniegowych.PozdrawiamArtur5 punktów
-
Wczoraj rano wyskoczyłem do Kamieńska. W nocy był jakiś tam przymrozek więc miałem nadzieję na sensowną jazdę po względnie twardym. Zabieram "żwirowe" gigantki, bo nie toleruję allmountain :biggrin: i tuż przed 9 jestem pod stokiem. Niestety warunki od samego początku kiepskie, bardzo miękkie. Pojeździłem 3 godzinki, ale jazda gdy woda chlapie spod nart na twarz nie jest zbyt fajna, chociaż na nartkach nie przybyło rys mimo paru przetarć :wink:. Jak zwykle kilka zdjęć:5 punktów
-
No to jesteśmy po pierwszej ''randce''. Wrażenia po jeździe rewelacyjne. Naprawdę bardzo fajne deski.Podobno nie wybaczają błędów- czyli albo jeżdżę bezbłędnie:stupid:,albo większość ''fachowców'' na nich nie jeździła,lub pisze pierdoły.Podobno toporne i wymagają nie lada siły. Nie jestem gladiatorem-ważę 80-82 kg i od listopada do początku lutego woziłem się służbowo po akwenach słono-wodnych,gdzie niestety nie miałem praktycznie żadnej aktywności i moje przygotowanie do sezonu było niemalże zerowe.Od powrotu odbyłem 7 treningów łącznie z wczorajszym i nie miałem żadnego problemu z dociśnięciem,szybkim przechodzeniem z krawędzi na krawędź i stosunkowo płynnym i precyzyjnym uwijaniu się między bramkami. Praktycznie od pierwszego zjazdu nie sprawiały żadnego problemu i czułem się na nich bardzo pewnie i stabilnie.Jest dynamit przy wyjściu ze skrętu.Warunki oczywiście nie były rewelacyjne,ale nazwałbym je średnimi.Były miejsca miękkie,ale w większości skrętów było się na czym zaprzeć i nie było żadnego problemu z utrzymaniem zadanego toru jazdy. Jak dla mnie narta kompletna i dająca sporo radości i frajdy podczas jazdy zarówno między bramkami jak i w jeździe dowolnej(chociaż aby w pełni cieszyć się i czerpać z jazdy dowolnej potrzeba fajnej alpejskiej trasy-Lange Polana Piste Neue Targ nie spełnia niestety tych wymogów)4 punkty
-
3 punkty
-
4 DZIEŃ KTO RANO WSTAJE TEMU PAN BÓG DAJE... SZTRUKS, SŁOŃCE I PUSTE STOKI Tak, tak, po wczorajszym porannym falstarcie, dzisiaj pogoda i warunki na stoku wynagrodziły mi wszystko. Część wyciagów rusza o 8:30, część o 8:45, a część o 9, więc niedługo po 8:30 melduję się na górze, a przed sobą mam raj. Na stokach jeszcze bardzo niewielu narciarzy, wszędzie sztruks, równiutko, a do tego widać, że za kilka-kilkanascie minut słońce rozgoni chmury. Ponieważ jestem bez żony i synka, którzy dojadą pewnie za ok. 1,5 - 2 godziny, postanawiam wyjeździć się na świetnych czerwonych trasach biegnących z samej góry Steinplatte, aż po dolne stacje ośrodka, czyli na trasach 5, 6, 7, 9 i 9a. Jadąc z samej góry mają one od 1,5km do ok. 3km długości i poza samą górą przebiegają głównie w szerokich leśnych przecinkach. Jazda tak fajnie idzie, że w ciągu godziny robię ok. 12km zjazdów. Non stop góra-dół bez żadnych kolejek czy tłoku na stokach. Poranny sztruksik, to lubię" Czerwone trasy nr 9 i 9a: W tle czarna 8, odcinek dolny, ratrakowany: W dole górny odcinek 9, najbardziej płaski, ale piękny widokowo: Widok ze Steinplatte na początek czerwonych 6 i 7: Ulubiona czerwona 7 ze Steinplatte w kierunku Kammerkor: I czerwona 3 z Kammerkor: cdn.3 punkty
-
3 punkty
-
No i kilka widoczków z tarasu widokowego przy Kammerkor Pierwsza moja sklecona panorama:3 punkty
-
Film w wczorajszego wypadu na Skrzyczne nagrany nową kamera Drift Ghost S - polecam rozdzielczość 720. Nagranie nie było w żaden sposób poprawiane. Coś YT ma problem z odtworzeniem obrazu - może jeszcze konwertują film, ale po zmianie rozdzielczości działa. [video=youtube;K9SxteUCEwM]3 punkty
-
2 punkty
-
Jest PIĘKNIE!!! O ile się nie mylę, jesteśmy w tej chwili na 8 miejscu w klasyfikacji medalowej - przed Chinami i tuż za Norwegią :stupid: Kasai to prawdziwy gigant! Wcale bym bardzo nie protestował, gdyby to on zdobył złoto. To znaczy nie do końca tak w sensie, gdyby Kamil z jakichś względów nie wygrał, to gdyby Kasai zajął jego miejsce, to chyba wtedy byłby to najlepszy scenariusz Życie go nie oszczędzało (jego matka spłonęła w pożarze domu i coś tam było, że zdobędzie dla niej medal na IO i będzie skakał tak długo, jak będzie trzeba, ale medal dla matki zdobędzie - dziś osiągnął cel, zdobył swój pierwszy medal olimpijski, mimo że to juz jego 7 Igrzyska). Tu jest sprawa zagmatwana, a dotyczy dwóch marek: Sport 2000 i Fluege.de. Sport 2000 czyli firma, która się właśnie przebija do narciarskiego świata po długiej walce. Tak naprawdę to narty Fischera, tyle że sprzedawane jako marka własna sieci sklepów sportowych z zachodniej Europy. Obie strony zyskują, bo Fischer chciał mieć alternatywną markę, a firma Sport 2000 chciała się reklamować. Problem w tym, że to miejsce na nartach jest według przepisów zarezerwowane dla reklam producentów sprzętu, a nie np. sklepów, i FIS początkowo tych nart nie dopuszczał. Spór toczył się od trzech lat, Fischer wytykał FIS-owi, że robi mu problemy, choć jednocześnie dopuścił narty Fluege.de, które niby są nową nazwą starej dobrej Germiny, ale też reklamą portalu rezerwacji lotów i wycieczek. O ile w PŚ już obie marki są dopuszczone, o tyle na IO nie ma prawa być żadnych logotypów sponsorskich - jedynie nazwy producentów. Myślę, że własnie dlatego nie ma żadnych napisów na tych nartach. Chociaż... nie tak do końca - Janek Ziobro ma jeden napis :stupid:2 punkty
-
To ja uzupełnię relację Marcina :)Na złotym mieliśmy się zameldować dość wcześnie, ale niestety w Żorach mieliśmy nieplanowany postój i wymianę autokaru... Na Złotym zameldowaliśmy się dopiero po godzinie 10. Jak to wszystko wyglądało, zobaczyć możecie na zdjęciach. Słoneczko, więc przyjemnie, ale szybko zaczęło odpuszczać, po 13 to dla dzieciaków były góry i doliny a nie trasa (zwłaszcza na stromym). Dużo ludzi, więc w kolejce tłoczno - co prawda 6-osobowa kanapa szybko jeździ, więc przepustowość duża, niemniej jednak ścisk był, a na trasie w pewnym momencie takie mrowisko, że jakby w pobliżu był SB, to nie obyłoby się bez użycia granatów Jak zwykle sporo nieodpowiedzialnych pajaców, w których obudził się duch Fernando Alonso i południowe słońce rozgrzało najwidoczniej ich temperamenty i chęci zaspokojenia niespełnionych ambicji wzięły górę nad zdrowym rozsądkiem - na szczęście obyło się bez poważnych wypadków, ale uwierzcie mi, nie wiem, jaka siła miała tę trasę w swojej opiece w dniu dzisiejszym, bo widziałem akcje, jak z tego filmu: Prawie jak na Złotym - kończące się np. przejechaniem komuś po nartach jadąc "na przecinaka".Po 12 miejscami zaczął wyłazić lód. Później zaczęły się pojawiać całe strefy lodu i gliny - głównie na stromym.ZAWODYWarto podkreślić, że odbywały się tam również zawody. Rozstawiony był też "gigant" (najlepszy czas u kobiet: 17 sek, najlepszy czas u mężczyzn: 15,60 sek.) - do wygrania atrakcyjne nagrody! Za 3 miejsce kask z heada i bon zakupowy o wartości 400 zł, co za drugie - nie usłyszałem, a za pierwsze miejsce gogle z heada i bon o wartości 500 zł. Nagrody przyznawane dla trzech najlepszych w dwóch kategoriach: kobiet i mężczyzn. Jutro będą te same zawody (między 10:00 a 12:00) będzie można przejechać. Dodatkowo, ok. 11:30 - 12:00 będzie jakiś konkurs "nie związany z jeżdżeniem, w którym do wygrania narty head o wartości ponad 3 000 zł". A jako wisienka na torcie: jak ktoś przejedzie z flagą (logo szamponu czy żelu pod prysznic) w samych kąpielówkach, to otrzyma półroczny zapas tego produktu. Dziś jeździł jeden facet w samych majtach. A jako ciekawostka i hit dnia dzisiejszego: kask z autografem samej LV!2 punkty
-
2 punkty
-
Johny, Andy jeździłem z wami chłopaki. W połowie trasy na halę Skrzyczeńską spadła lina, czyli byliśmy za wami. Jutro umieszczę filmik, tylko go muszę zgrać. Doskonała zabawa na Golgocie na super naostrzonych nartach od Sz.......ski. Polecam2 punkty
-
Warunki oraz relacja z dzisiaj, z Kasprowego Wierchu, w wątku "Walentynkowa wyprawa": http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/18833-Walentynkowa-wyprawa2 punkty
-
warunki Kasprowy - luty 2014 Kontynuując nieco przygasły wątek - warunki na Kasprowym są obecnie całkiem OK. Ilość śniegu w kotle gąsienicowym (a w zasadzie na Beskidzie) można zobaczyć tutaj: www.youtube.com/watch?v=sWHO9vRfugk Kręcone w czwartek 13 lutego 2014 około południa. Puch znikł w czwartek po południu (deskarze zryli), od tego momentu pozostaje już tylko jazda po trasie (warunki super - twardo, szybko), albo po rozjeżdżonym jak kartoflisku Beskidzie (ale tylko po stronie kotła Gąsienicowego). Dalej na Beskidzie oraz bezpośrednio pod wyciągiem na Gąsienicowej sporo kamieni (narty dwa razy w serwisie po kilku dniach jazdy, ale co tam). Dalsze wyjścia w góry raczej ze szkodą dla sprzętu. Z kolei na Goryczkowej do czwartku było bardzo słabo, ale od czwartku już jest super. Zjazd do podstawy kotła możliwy bokami w puchu (dziś już pewnie całkiem rozjeżdzony), sama trasa uratrakowana, wyciąg rzecz jasna nie chodzi (od buli w dół trochę wystają miejscami kosówki). Nartrostrada bardzo dobrze przygotowana na sam dół (cała trasa + nartostrada uratrakowana). Korzystać, póki jest z czego, bo jak nie spadnie ze 20 cm to za kilka ciepłych dni Goryczkowa będzie przetarta (nawet, jak nie puszczą wyciągu, bo sporo osób zjeżdża na dół na nartach zamiast pudłem). Filmu z goryczkowej nie wrzucam, bo kręciliśmy w jakiejś hiper-rozdzielczości i się godzinami ładuje. Pzdr.2 punkty
-
No to myślę Marcin, że na tym etapie już dość dobrze wiesz w co grasz i bądź świadom, że wszedłeś w tą grę z własnej, nieprzymuszonej woli, oraz , że już z niej nigdy nie wyjdziesz. :biggrin: Będzie tylko gorzej....tzn. lepiej :stupid:2 punkty
-
Walentynki - Nosal...ufff, to koniec nartowania na dzisiaj Już pierwszego dnia, gdy podążamy do kwatery, moja Walentynka chce zobaczyć, osławioną trasę - Nosala. Wiele jej opowiadałem, że to taki podhalański Telegraf...tylko troszkę większy... Myślicie, że popuściła? Nie! Po Harendzie i Poroninie, na koniec walentynkowego dnia - Nosal! Podjeżdżamy na tutejszy parking i niemiła niespodzianka, bilecik. 1 godzina kosztuje 2zł, więc nie jest źle. Po czterech godzinach intensywnej jazdy kupujemy karnety punktowe, a nie czasowe. Jeden wjazd głównym orczykiem - 3zł. Idziemy... Troszkę niefortunne podejście, ślizgamy się butami wspinając do góry - jest ślisko i niebezpiecznie. Nie wiem, kto wymyślił coś takiego? Nochal od dołu wygląda tak: Ładny! No i podobny do "naszego" nizinnego Telegrafu...czujemy się jak u siebie. Do wyciągu, zero ludzi: Talerzyk jest mega szybki, wyrywa z butów i ciągnie w górę z super prędkością. ...taki wyciąg "wariat". Dopinam buty... ...i jazda w dół. Górna część - przetarcia do ziemi, drobne kamyczki + lód i cukrowe kopczyki. Niczego innego się nie spodziewałem na tym stoku o godzinie 16. Jeździmy lewą stroną tuż przy wyciągu i tu jest w miarę ok. Bardzo żałuję, że pojedyńcze, archaiczne krzesełko nie jest czynne i nie można wjechać i potem zjechać z samego szczytu. A w zasadzie, to dlaczego? Czemu właściciel zaparkował samochód w dolnej stacji tego wyciągu zamiast go uruchomić? Podobno taka sytuacja trwa od dwóch lat. Cztery lata temu śmigałem jeszcze tym wyciągiem, delektując się technologią i pomysłowością polskich inżynierów. Cóż? Komercja. Widocznie Strama postawił tylko i wyłącznie na ośle łączki i szkółki narciarskie - czyli kasę! A to błąd... ...bo przecież ta Góra - to legenda! I ignorancją jest to, że możliwość zjazdów z samego szczytu mają tylko uczestnicy zawodów i imprez przygotowywanych przez Właściciela (info uzyskane z kasy) - na co dzień, jedynka nie działa. ...a tam za mną, kawałek porządnego zjazdu - się marnuje: ehhh, ot Polska. Przy zachodzie słońca nieco się rozjaśnia... Oby jutro było słonecznie. W planach Kasprowy. Walentynka szczęśliwa z powodu popróbowania Nochalowego stoku... ...a ja szczęśliwy, że przy kolacji mogę to razem z nią świętować. Nie tylko dzień zakochanych, ale również zdobycie Harendy i Nosala właśnie, przez moją drugą połówkę. Z tego powodu warto przechylić naparstek, orzechowego napitku. uff, do 21 udało mi się napisać wszystkie relacje...tylko, do tej godziny miałem czas. Ehhh dobrze, że to Święto jest tylko raz w roku...hahaha. pozdrawiam marboru2 punkty
-
Generalnie we wtorek to poranne powtórne wyratrakowanie stoków było zbawieniem, choć w sumie po jakimś czasie zaczęły robić się małe zaspy i muldy, mniejsze na niebieskich, a większe na czerwonych trasach. Trzeba było uważać, ale i tak jazda do samego końca była komfortowa i przyjemna. Widok z Moseralm na Steinplatte i czarną 8 wzdłuż krzesła, Górna część jest cała w muldach i nie jest ratrakowana, a dolna część jest w sumie taka jak czerwone 9 i 9a, znajdujące się po jej lewej stronie. Łącznik pomiędzy niebieską 12 a czerwoną 13: Zjazd z 16 i połączenie z 12, w tle Steinplatte: I taki widoczek: fragment czerwonej 15: fragment niebieskiej 16: odcinek po połączeniu 15 i 16, w sumie łatwy, w miarę płaski i szeroki, a większość jeździła tam bardzo asekuracyjnie i dość szybko pojawiały się zaspy: widok na fragment niebieskich odcinków tras nr 4 i 5, między nimi rynna: I dolny odcinek bardzo fajnej czerwonej 5, tu od ok 12 robiły się już zaspy i muldy: cdn.2 punkty
-
3 DZIEŃ Po niefortunnym początku, o którym pisałem poprzednio, wracam wyciągiem na górę, dzwonię do żony, żeby nawet nie szykowali się, bo z przyjemnej jazdy nic nie będzie i będzie powtórka atmosfery z pierwszego dnia, bo póki co warunki wyglądały mniej więcej tak: Ale na horyzoncie zobaczyłem taki widok: Chyba zorientowali się, że tras nie widać, warunki są jakie są i odpalili ratraki i jeszcze raz zaczęli ratrakować trasy. Tak więc ponowny telefon do żony: szykujcie się, robią trasy, bedzie dobrze. Póki co zrobiłem kilka zjazdów i Gosia z Bartkiem wjechali gondolą na górę. No i zaczęła się jazda we trójkę. Jeździmy stałymi niebieskimi trasami nr 4, 5, 12, 16. Przez tą bramkę przejeżdża się na niemiecką część ośrodka Winklmoosalm. Póki co nie przejeżdżamy tam, tylko wracamy na część austriacką, A to droga powrotna, czerwona 15: No i wszechobecne ślady po jeździe pozatrasowej: Nawet Bartek spróbował przez przypadek, ale zakopał się: cdn.2 punkty
-
No i zaczęło, pierwszy wyjazd do Austrii, a dokładnie w rejon ośrodków na pograniczu Tyrolu i Salzburglandu, tj. Waidring-Steinplatte (http://www.bergfex.pl/waidring-steinplatte/), Fieberbrunn (http://www.bergfex.pl/fieberbrunn/), Pilersee (http://www.bergfex.pl/pillersee/) i Lofer (http://www.bergfex.pl/lofer/). Większość pewnie będzie pukała się w głowę, że co to za wybór kiedy dosłownie 25km od Waidring są m.in. Kitzbuhel, SkiWelt, Saalbach-Hinterglemm-Leogang. A wybór był jak najbardziej świadomy, a głównie podytkowany tym, że jadąc z żoną i dzieckiem priorytetem były jak najłatwiejsze niebieskie trasy dla nich, a w Waidring, Lofer czy Fieberbrunn to one zdecydowanie dominują. Naszą bazą wypadową jest Waidring, a od apartamentu do dolnej stacji gondoli na Steinplatte mamy jakieś 250 metrów. No ale od początku. DOJAZD: W sobotę po 4 rano wyjechaliśmy z Kielc, a do pokonania było ok. 900km. W sumie jechaliśmy prawie 13 godzin, ale w Znojmie jak syn zobaczył kinderland, to razem z szybkim spacerem po sklepach przerwa zajęła nam 2 godziny. Do tego jeszcze dwie przerwy ok. 30 minutowe, tak że można przyjąć, że w 10 godzin spokojnie dojedzie się. Mimo, że sobota, ferie, to droga przebiegała bez problemów, przez Polskę szybko, przez Czechy prawie zgodnie z przepisami,choć jazdę utrudniała mgła, a przed Brnem dodatkowo spory wiatr. Wjeżdżając do Austrii wiosna. Słońce i temp. ok. 12'c. I w stronę Salzburga ruch umiarkowany, bez przerwy 140-160 na liczniku zresztą jak wszyscy. Za to w przeciwnym kierunku (od Salzburga) praktycznie przez całą drogę od Sankt Polten aż za Linz sznur wlekących się jeden za drugim samochodów z boxami na dachach. Pierwszy śnieg za oknami samochodu można było, zobaczyć dopiero przed Salzburgiem, a im dalej w góry tym widoki coraz bardziej zimowe. Zdjęć z tego dnia póki co nie będzie, bo robiłem w rawach, a w netbooku nie mam programu do ich obróbki. DZIEŃ 1. W nocy zaczął padać śnieg i tak padał, padał nie chcąc przestać. Ponieważ to wyjazd rodzinny to nie wsiedliśmy do pierwszej gonodoli, a trochę później. Na początku mały zonk przy kupowaniu skipassów, nie chce zaakceptować transakcji kartą. Żona wróciła się po swoją, a ja chwila pomyślunku i dobrze, że przy dolnej stacji było ogólnodostępne wifi. Wejście na konto i okazało się, że zagraniczne limity mam ustawione na 0. Szybka zmiana i po chwili skipassy zapłacone. Tak, że od razu jedziemy na górę, a że nie było żadnej kolejki jesteśmy tam po 8 minutach. Na górze świeżego, lepiącego się do butów i nart śniegu napadało ze 20-25 cm, tak że wszystko co pewnie przed wieczorem było wyratrakowane zostało zasypane. Widok, niby widać wszystko, ale zero kontrastu, wszystko się zlewa, nie wiadomo gdzie trasa a gdzie nie i za diabła nie mogę perspektywy mapki przełożyć na stan faktyczny. W końcu powoli ruszamy. Dość że nie widać gdzie trasa, to jeszcze wszędzie zaspy i kopki ze śniegu, muldy, tak że przyjemność z jazdy mała, a dla żony i synka to wielka męczarnia. Po ciężkich bojach dotarliśmy do dolnej stacji najdłuższego krzesła, którym wjechaliśmy na górę. Mały miał dość, tak że oni zjechali gondolą na dół, a ja zacząłem jeździć po trasach, które nadawałyby się dla nich. Generalnie większość tras, to trasy dość łatwe o długości ok. 1500-2000 metrów, bardzo szerokie, ale dzisiejsze warunki nie pozwalały pojeździć tak jakby chciało się. Jest też kilka dość wymagających, ale szerokich tras czerwonych i bodajże dwie czarne. Ale dziś były usłane muldami i kopami śniegu i odpuściłem je sobie, bo byłaby to jazda bez przyjemności. Dużym plusem są szybkie wyprzęgane krzesła 4, 6, 8 część z osłonami i część podgrzewana. Tak że debiut na austriackich stokach ze względu na warunki taki raczej słabo udany, no ale mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. A poniżej kilkanaście zdjęć z dzisiejszego dnia.1 punkt
-
Jako, że zauważyłem iż pewien popularny na tym forum jegomość porwał panią w brązowym wdzianku (a właściwie to w różowym teraz) na walentynkową wyprawę: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/18833-Walentynkowa-wyprawa to znając swoją złośliwą naturę musiałem się wbić w ten sypiący czerwonymi serduszkami klimacik i narobić troszkę zamieszania. Środa, krótkie spojrzenie na prognozę pogody i mamy...zapowiedź słonecznego okienka na Kasprowym. Krótka decyzja, parę smsów i...jechane! Startujemy z Radomia o 4:20 na złość wszystkim tym co twierdzą, że wyjazd z centralnej Polski na jeden dzień w tatry jest bez sensu. Licznik w aucie gnie się max w prawo a mnie popycha naturalna ludzka chęć poprzeszkadzania zakochańcom. A co? Zazdrość to też ludzkie uczucie, czyż nie? Wstaje słońce... Zapowiada się piękny dzień! Na parkingu w Zakopanym jestem już o 8:30. Zbyt dociekliwym chcę zaznaczyć iż pewne odcinki były teleportowane przy pomocy Wehikułu Czasu Woodiego Allena (btw biedny Ajgor sparaliżowany po 2 godzinnym orgazmie). Płacę trzy dychy bo w cenie mam transport do Kuźnic. Co prawda w jedną stronę, ale od dawien dawna mówią, że lepszy Rydz niż nic. Szybkie przebranie, buty, gogle....cholera! Nie wziąłem czapki Radomiaka ani szalika! Ależ ze mnie doopa! Kuźnice, szybki telefon do zakochańców i...wiesz...śniadanie jemy itp....to jedzcie dalej. Tyle mnie widzieli.... Na górze świetnie warunki, hala Gąsiennicowa przygotowana wręcz rewelacyjnie. Zjeżdżam dwa razy zanim wspomniani wcześniej maruderzy pojawiają się na stoku. i jeszcze jedno... Parę szybkich, ciepła strawa i czas wracać bo 14 wybija nie ubłagalnie a dzieci w domu pod opieką...babci. Dobrze by było panią zwolnić koło 20tej. Zjazd na dół, szybka podjeżdżawka na nartach na parking i...lecimy! Jako, że od zawsze czuję nieprawdopodobny sentyment do Rabki Zdrój (kiedyś postawię tam chatę z bali...wiem nawet gdzie) a słońce świeci niemiłosiernie to następuje tzw krótka piłka...co prawda obowiązek wzywa, ale w głośnikach leci George Michael - Round Here...trudno...! [video=youtube_share;GntqUZcUqVs]1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dębowski też dzisiaj dał czadu komentując wyczyn Bródki :applause: :applause: :applause:1 punkt
-
1 punkt
-
Witaj u nas Fizyk! Niestety nic mądrego nie poradzę w nurtującej Cię kwestii. Mam możliwość to ja sobie nagrywam. Wiem,że to nie załatwia sprawy,bo czasem przesuwają konkurencje i nie wszyscy mają możliwość nagrywania. Kwestia komentowania. Dzisiaj błysnęła Monisia niesamowicie. Kiedy po minimalnym błędzie którejś z zawodniczek wytłumaczyła jasno i precyzyjnie wszystkim oglądającym; mniej więcej w ten sposób... - chodzi w tym wszystkim o to aby zmieścić się między bramkami :biggrin: to tak jakbyśmy nie wiedzieli o co chodzi :tongue: teraz już będziemy wiedzieli :laughing:1 punkt
-
1 punkt
-
Spóźnione ale szczere życzenia na te 18 urodziny zdroooofka i wszystkiego naj. :biggrin:1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
I ja się dokładam do życzeń-STO LAT:happy:I białych dywanów aż pod sam dom:cheerful:1 punkt
-
Bardzo wszystkim dziękuję za pamięć i wspaniale życzenia :cheerful: :cheerful: :cheerful:1 punkt
-
Ja tylko uzupełnię relację marboru z Harendy i Suchego. Jak zaparkujemy w którymś z wymienionych, to do drugiego mamy z 300 metrów piechotą bez potrzeby odpinania nart i jazdy z 10 km:) Wspólny karnet aż się prosi. Ja śmigam z uczącymi się dzieciakami to te dwa ośrodki są dla mnie jak znalazł -jeden ostrzejszy dla techniki i jeden dla relaksu i nauki. Dodając kwatery 50 i 300 metrów do ośrodków to już miód na moje nartowanie1 punkt
-
Walentynki - Suche Poronin Odczytałem semesa od Johnnego...że najlepsze termy, to... Maciek, też myślałem, że w Walentynki będzie lightowo i sobie na kąpiele skoczę jakieś ciepłe... A gdzie tam - na narty! Nie ma zmiłuj, nie ma zlituj - jeździmy! Mija 20 minut, od kiedy wybyliśmy z Harendy, a już parkujemy w Suchem. Parking, podobnie: znowu darmowy - mega pozytyw, w porównaniu np. z taką Krynicą. Tutaj zaczynamy od ciepłego serka z żurawiną, grzańca i frytek - trzeba uzupełnić płyny i kalorie. Odwiedzamy darmowy wychodek i do kasy... ...a przy kasie - całus! Jeden całus dzisiaj przy Pani kasjerce, to 10% zniżki. Wykonujemy czynność fizjologiczną...i pytamy, czy jak się dziesięć razy pocałujemy, to czy plastik dostaniemy za darmo. Nie ma tak dobrze. Otrzymujemy bonifikatę do naszych karnetów dwugodzinnych i spadamy pod kanapę. Ludzi umiarkowana ilość - dużo mniej niż wczoraj na Litwince. Kolejek nie ma, a ruch do kanapy normalny. Podoba mi się! Jest klimat i już wiem, że te pierwsze odwiedziny w tym miejscu - nie będą ostatnie. Zbiornik na wodę, ośla łączka z drugiej strony stoku - wszystko pięknie rozmieszczone. Przy krześle jest główna trasa, od górnej stacji kolejki są dwa rozgałęzienia, jedno w prawą stronę patrząc z wyciągu, i lewą gdzie jest wyciąg talerzykowy i spory kawałek integralnej części ośrodka. Układ ośrodka przypomina nam czeski Paprsek: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/16351-Czarno-G%C3%B3rskie-Igraszki?p=162338&viewfull=1#post162338 , w którym byliśmy w ubiegłym sezonie. Górna stacja: Robimy dwa kroki na "grań" i przed nami, z drugiej strony górki widać zakopiankę i Zakopane: W lewo, w prawo?... No jak, to gdzie? Za różowymi portkami... Początek jest naprawdę szeroki. My jeździmy najczęściej środkiem. Jest w miarę równo przez cały nasz pobyt i jest dynamicznie, ostro na krawędziach. Skręt krótki - to jest to! Nachylenie ośrodka jest takie, jak lubię najbardziej - prędkość spora i przy wjeździe na ostatni, najbardziej stromy fragment skaczę sobie na nierównościach. Coraz bardziej się nam podoba - jeździmy jak w transie. Ludzi coraz mniej i jazda jest bez zbędnej zwłoki. Ten fragment Xsom leży najmocniej: Zaczyna się delikatnie przejaśniać. Ok 15 słoneczko wychodzi zza chmurki i jest widniej, bardziej radośnie na Świecie. Walentynkowe Suche kończymy jak na to święto przystało - całusami! Pytam, co dalej? Termy? A gdzie... ...jedziemy dalej, na kolejny stok! Ehhh a marzyły mi się romantyczne Walentynki z delikatnymi nartami...cóż, widocznie, to nie ja jestem w tym związku przodowym Skimaniakiem.1 punkt
-
no to można spokojnie rozpocząć nowy cykl przygotowań pod start w Pyeongchang :smile:1 punkt
-
Wstawiłem wyniki kombinacji mężczyzn - pogrom typujących :sorrow: Brawa dla Zampy - otarł się o medal, szkoda Maćka.1 punkt
-
Gdyby mu się powiodło jakiekolwiek miejsce na podium to Ondrej rozbije Bank :wink:1 punkt
-
Neureuther miał wypadek: http://eurosport.onet.pl/zimowe/narciarstwo-alpejskie/soczi-2014-kandydat-do-zlota-w-slalomie-moze-nie-wystartowac-w-igrzyskach/m482d1 punkt
-
I kolejna porcja fotek z 3 dnia. Górny fragment jednej z moich ulubionych tras, czerwonej 5: I kolejna moja ulubiona trasa, tym razem górna część czerwonej 7: To jeden z głównych punktów stacji, Kammerkor: Malownicza wąska leśna nartostrada 14: I trasy przy wyciągu Szwarzlofer, tu było chyba najwięcej śladów pozatrasowych: Górny czerwony fragment trasy nr 5 i widok z samej trasy:1 punkt
-
1 punkt
-
Tradycyjnie STO LAT! Dużo zdrówka i troszkę pieniążków.:angel: No tak żeby dzięki tym pieniążkom można było ze zdrówka korzystać.:applause:1 punkt
-
1 punkt
-
No no dwa pierwsze miejsca. Nieźle w końcu Tina się odnalazła i brawo Dominika Wysłane Tapatalkiem1 punkt
-
I na koniec kilka zdjęć z lunety zainstalowanej na tarasie, gdzie patrząc w dane miejsce na horyzoncie wyświetlają się w niej nazwy szczytów. Luneta jest za free, co było miłym zaskoczeniem, bo u nas pewnie trzeba by wrzucić piątaka za minutę oglądania.1 punkt
-
1 punkt







