Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 14.06.2015 w Odpowiedzi
-
cz.2 Zostawiam za sobą Skoczów i ruszam w stronę Wisły.Tak jak wspominałem wcześniej,trasa jest fajna,ale jedzie się szutrami.Były sugestię,żebym pomyślał o szosówce,ale tym przypadku byłaby masakra.Raz się nieco zagapiłem,a tu taka patelnia 180 stopni iiiii FLOF!!! Leżę. Szybka ocena strat,na szczęście niewielkie: lekko obtarta dłoń,łokieć i kolanko (to zdrowe). Chwila nieuwagi i bliskie spotkanie z nawierzchnią... Dziś w ogóle mój rower grawitacja ciągła wyjątkowo do dołu.Raz się zatrzymałem i nagle rower leży.Nie wiem co się stało,ale tak po prostu się wywalił. Przy okazji uwaliło mi lusterko i przestawiło róg przy kierownicy,który ni jak nie dało się ręcznie przywrócić do poprzedniej pozycji.Skąd taka siła przy tym upadku???Kowadła nie wiozłem... Ustroń mijam szybko.Niezłe wrażenie robi ilość ludzi nad tą bidną,wąską przecinką,zwaną Wisłą... Po drodze,tuż przed Wisłą znajduję fajną miejscówkę nad rzeczką,żeby sobie odpocząć,trochę się wytaplać i nabrać sił.Takie miejsce jednoosobowe... Dalej kierunek do centrum na looody! Znam fajne miejsce i to bardzo przyjemny fragment wyprawy.Jednak lody nie są w stanie odpowiednio schłodzić ciała.To nie działa jak klima.Ale jest chwila przyjemności.Przy okazji,w Wiśle dziś były jakieś zawody MTB,bo sporo ludzi jeździło z numerkami,a później nawet widziałem fragment trasy.Ale nie mam pojęcia co się działo.Ja ruszyłem do celu mojej dzisiejszej wyprawy.A tam już niedaleko. Blisko,ale najtrudniejszy fragment przede mną.Nic wielkiego,to krótki podjazd,ale po ponad 70 km jazdy i upale,daje w kość.Mimo wszystko szybko osiągam cel i wreszcie czas na odpoczynek i jedzonko.Ponoć ziemniaki mają sporo węglowodanów,więc obżarłem się frytkami.Na zaporze fajnie wieje i jest też fajna mikro knajpka.W sam raz dla umęczonego rowerzysty. Kiedy upał,to taki całus się przydaje,zwłaszcza z lodówki... Odpocząłem, zebrałem się i jazda w dół.To zdecydowanie najprzyjemniejsza część trasy! Teraz nie trzeba zbytnio pedałować,a prędkość jest.Szybko przelatuję Wisłę i Ustroń.W tym drugim jeszcze się zatrzymuję na chwilę,żeby znów obeżreć się frytkami,bo dalej pustka.Dalej kierunek podobny jak przyjechałem.Może jeszcze na Kraków? :wink: W drodze powrotnej pojechałem drugim brzegiem Jeziora Goczałkowickiego,czyli bliższym,do "moich okolic" i dalej w stronę Bestwiny.Na koniec pokręciłem się jeszcze w okolicy i czas wreszcie odpocząć i się wykąpać! Koszulka wyglądała masakrycznie: z tyłu cała biała... z soli? :eek: Cóż,upał dał się we znaki. Dziś zrobiłem nieco ponad 160 km.7 punktów
-
Do źródeł Wisły cz.1 Dziś nie miałem tyle czasu,co tydzień temu,do tego masakryczny upał,więc lajtowa wycieczka do Wisły.Najpierw jednak podwózka Żony do roboty i wreszcie można się pakować.Nabrałem wody mineralnej,2 Power Rade,rogaliki z nadzieniem,trochę technicznego ekwipunku,bo osprzęt już ledwo zipie i ruszyłem. Pierwszy etap to dojazd do Goczałkowic Zdroju - bardzo fajne miejsce dla rowerzystów.Zwłaszcza lubię śmigać tam po parku.Gorzej z główną drogą w centrum,bo ta kostka jest mało fajna do jazdy sztywnym rowerem. Zawsze z zaciekawieniem przyglądam się też na tą "deskę wodną",choć ja wolałbym narty... Dalej skierowałem się szlakiem wiślanym na zaporę,a dokładnie na Jezioro Goczałkowickie.Dość fajne miejsce na rower,a jeszcze lepsze na rolki.Ja jednak dziś tylko tu zajrzałem. Najciekawsze są zawsze te Karpie,chowające się na betonowym "wypłyceniu".Nic tylko podbierak tam zanurzyć... Zapora odwiedzona,więc czas ruszać woku Jeziora.Droga niezbyt fajna,bo uczęszczana przez konserwy na czterech kołach,ale dziś ruch niewielki.Są też odcinki przyjemniejsze,jak np. przejazd przez pola szutrem. Jeśli dobrze pamiętam,to w miejscowości Strumień,remontują most na Wiśle i jest kicha.Na szczęście rowerzyści i piesi mogą przejść.Dalej skierowałem się w stronę Skoczowa i na Wiślany Szlak Rowerowy.Od tej pory jazda jest przyjemniejsza.Na tym odcinku jedzie się fajną asfaltową ścieżką rowerową.Niestety nie jest zbyt równo,a zaraz za Skoczowem nawet asfalt się kończy.Zanim jednak pojadę dalej,to trzeba by jakiś odpoczynek zrobić.Znalazłem miejsce,gdzie fajnie wiało,był cień i przyjemny widok. Na wysokości Skoczowa znów znajomy widok...5 punktów
-
Żeby nadążyć za nową świecką tradycją na forum odkopałam dzisiaj rower. Jako, że o 5 rano biegałem (pózniej to samobójstwo ?) postanowiłem tylko zapoznać tyłek z siodełkiem. Wybrałem się w tereny Johnnego. Wyszło tego 60km, czyli jak na standardy jakie wyznaczył Johnny zrobiłem rozgrzewkę ?. Poniżej kilka zdjeć zrobionych po drodze.4 punkty
-
Fajny filmik z narciarstwa "peerelu". Ta górka to dzisiejszy Kamieńsk pod Bełchatowem! Jednak był tam stok wcześniej! Fajne! http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/9025#.VXyw8lJdzOk4 punkty
-
Ale nawet z tym ich rozmachem ten wyciąg mógł zostać. Każdy kto zna ten teren i popatrzy na tę fotkę widzi,że tam gdzie stał orczyk nic się nie dzieje.2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Dzisiaj późnym popołudniem przejechałem się wzdłuż Wisły na północ - razem ponad 21km. Najpierw mijam rozwalany Most ŁazienkowskiNiektórzy na pływanie kajakiem zamiast małych, wąskich rzeczek, wolą duże i szerokie.[ATTACH]22981[/ATTACH]Plaża po praskiej stronie:Jadę, mijając Most Świętokrzyski......Średnicowy...[ATTACH]22982[/ATTACH]... Centrum Nauki Kopernik...Most Śląsko - Dąbrowski... bulwary (:stupid:) nadwiślańskie...I dojeżdżam do Mostu Gdańskiego, zadowolonego z mojego przyjazdu Czas wracać, bo robi się późno. Mijam Park Fontann. Po drodze zatrzymuję się jeszcze na wysokości Koszyka Narodowego przy małej "siłowni".Krótka, ale przyjemna wieczorna wycieczka2 punkty
-
Bo wiadomo, że nie chodziło im o to, żeby zmodernizować ośrodek, tylko wywalić ten orczyk. Wydaje mi się, że gdyby nie działania Mostostala, to on by dalej tam stał (nie dużo fłużej, ale rok na pewno). Nie zrozum mnie źle, ale (tak jak mi mówiłeś) pewnie ktoś z WUOZ-u zadzwonił do COS-u i powiedział, że jak chcą się pozbyć Mullera, to muszą to zrobić teraz. Cóż... tacy ludzie są w tym kraju...1 punkt
-
Taką fotkę na fb wypuścił COS Na Dolinach chyba już nic nie ma :(1 punkt
-
To jest Seat 6ooE, kultowy samochód lat 60/70/80 w Hiszpanii. Cośjak u nas 126p ale o bardzo pozytywnym wydźwięku. Uhonorowali! Genialne!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Kozia G. i okoliczne ścieżkiMa rację Mati, że Kozia z rana jak śmietana.Ale Kozia z wieczora wróży amora :biggrin: (jak jeszcze dasz radę po powrocie).Ja jestem początkującym "góralem" rowerowym więc wszystko co nowe bardzo mnie jara i JaroW także z którym ostatnio pomykam po okolicy.W ciągu ostatnich 13 dni byliśmy 9 razy na Koziej, 3 razy na Cybernioku pod Szyndzielnią i kilka razy na Dębowcu.Jeżdżenie po górkach wciąga, a jeszcze bardziej zjeżdżanie po scieżkach-singlach.W naszej okolicy jest ich po prostu mnóstwo. Można przez miesiąc jeździć i codziennie zjeżdżać inną trasą lub ich wariantami.JaroW to prawdziwy endurowiec co prędkości i trudnych odcinków się nie boi. Ja na "ściankach" schodzę z maszyny a i z prędkością się jeszcze całkiem nie dogaduję.Za jakiś czas trzeba będzie się zmierzyć z Magurką i Skrzycznem. Dzisiaj na razie odpuszczam jazdę ze względu na 32 stopnie w cieniu.Poniżej kilka fotek i jedna z mapek tras.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Mi wczoraj podczas wieczornej przejażdżki przyszedł spontaniczny pomysł na przejażdżkę odrobinę większego kalibru dziś. Trasa już częściowo przejechana wcześniej, podjazdy zaliczone,ale na MTB. A różnica pomiędzy MTB, a "szosą" jest taka, że to co w pierwszym przypadku jest wyprawą, to w drugim przypadku jest popołudniową igraszką ;-)Beskidy, okolice Jeziora Żywieckiego, ale bez jakichś ekstremów, więc początkowy transfer pociągiem. Planowy wyjazd 9.39. Na dzień dobry psikus na stacji kolejowej w Skawinie - na tablicach podany peron 1, zaś tuż przed przyjazdem komunikat: "pociąg ze stacji blablabla do stacji blablabla, wjedzie na tor przy peronie drugim"... nosz super, uwielbiam takie wycieczki w podkuwanych butach :]W Małopolsce, mało gdzie się jeszcze ostały pociągi, ale przynajmniej jak już coś jedzie, to na eleganckich składach. Więc wsiadam do jednego z ostatnich nabytków województwa, w środku klima, kierunek B-B, ja wysiadam w Andrychowie. Po drodze, między Wadowicami, a Andrychowem zastanawiam się czy jednak nie wysiąść z pociągu, bo na rowerze chyba byłoby szybciej ;-) Wysiadka dość nieprzyjemna - z klimatyzowanego pociągu na rozgrzany peron, no tak, godz. 11...Mój pojazd techniczny odjeżdża... A ja zostaję sam z moim wehikułem... Początek z Andrychowa w stronę Przełęczy Kocierskiej. Słońce praży nieznośnie, a klimatyzacja pod górę nie działa ;-) Sam podjazd dość znany i ceniony, jako że na samym początku trasy, więc udaje się "zrobić" na raz i w nienajgorszym tempie. Tereny ładne, ale nie chciałem się zatrzymywać na zdjęcia przed przełęczą, a potem na horyzoncie pojawił się inny kolarz, a dystans zmniejszał się bardzo powoli, więc już niestety nie można było się zatrzymywać, tylko trzeba było gonić :-)Udaje się doścignąć zawodnika na samej przełęczy, potem długi i bardzo fajny zjazd w stronę Żywca. Nawierzchnia na tyle dobra, że nie czuć zbytnio prędkości, ale jak na liczniku pojawia się "6", to już trzeba sobie powiedzieć: prrrr... szalony. Cały czas mam nadzieję, że wreszcie w tym roku uda się skończyć sezon na zero (w upadkach) :>Po zjeździe zaczyna się jazda wokół zbiornika wodnego - cały czas hopki góra - dół. Nie lubię tego odcinka. Potem małe zabłądzenie i wreszcie zaczyna się podjazd pod narciarski Żar. Po drodze krótki postój przy dolnej stacji kolejki... I dalej ostro w górę. Tym razem już na kilka razy, ale jest w miarę znośnie. No, nie licząc pogody - na szczycie góry nomen omen Żar, piecze straszliwie. Przed wyjazdem w domu, położyłem tynk (z kremu) w dużej ilości, ale zapowiada się, że nie wystarczy :] Wokół jak to na Żarze, pełno latających i sporo kolarzy. Czas na kilka ujęć: Pizza i w drogę...Dalszy ciąg to już głównie nabijanie kilometrów ruchliwymi drogami, byle do domu...W planie miałem pojechać tradycyjnym skrótem Czaniec - Andrychów, ale przegapiłem skręt, psiakrew... Autem nigdy nie mam z tym problemów, a na rowerze przy znacznie mniejszej prędkości się udało...Zatem przejazd przez Kęty, Andrychów, do Wadowic. Tam skrótem w kierunku Brzeźnicy i Skawiny, ale i tutaj mylę drogę zjeżdżając z obwodnicy Wadowic o jedno rondo za wcześnie. Konsultacja z panem GiePeeSem i powrót na właściwą drogę.Jeszcze jedna kilka mniejszych podjazdów i tor wyścigowy, czyli DK44 do Skawiny. Na szczęście w niedziele mało tirów jeździ. Końcówka ile fabryka dała, bo na liczniku blisko do poprawienia drugiej cyfry ze średniej. I w końcu dom... uffAuuuu... piecze :]1 punkt
-
Do Iłży - wyjazd prawie hardkorowy ;-) 124 km Cz. 2. Iłża rowerem zdobyta: Zdobyta drugi raz - pierwszy, to był październik zeszłego roku po ciemku, wieczorową porą. Robię przerwę na pyszne tutejsze lody, rozglądam się dookoła i jest mi dobrze. Gwar małych miasteczek, w dzień targowy jest niesamowity. Klimat miejsca pozytywnie mnie zaskoczył. Ilością krzątających się ludzi, aut, kolorów, światła - stop klatka z tamtych chwil była dla mnie esencją wycieczek w miejsca bliskie ale nieodkryte na co dzień. I Iłżanka: Czysta, wijąca się pośród zieleni, tętniąca życiem, tworząca w ten upalny dzień osobliwy mikroklimat. Jest "Ona" w kajakowych moich planach - pytanie, czy pneumatyk podoła tej wąskiej i raczej płytkiej rzece? Pewnie niedługo się przekonam. Jadę w stronę Lipska i dojeżdżam w miejsce, gdzie często bywam zimą... ...po drodze do Szwajcarii Bałtowskiej i na narty. Tym razem wybieram kierunek południe i Radom. Upał daje się we znaki ale teraz odcinek ponad 20 km mam z delikatnym wietrzykiem w plecy - jedzie się bardzo przyjemnie. Ruch samochodowy jest niewielki i mogę sobie pozwolić na długie fragmenty jazdy "bez trzymanki". Robię kolejną przerwę na 80km w miejscowości Wojsławice. Pochłaniam kolejnego loda i całą butelkę chłodnej wody, druga ląduje w pustym bidonie. Przekraczam trasę Radom - Puławy i kieruję się w stronę radomskiego kurortu. Po drodze sianokosy i mazowieckie klimaty: Setny kilometr wypada na plaży :smile: Siczki przez Iłżę zdobyte: Wracam do domu a ostatnie 20km to mordęga. Ukrop, temperatura w cieniu ok 30 stopni - to nie są dobre warunki do jazdy na takie dystanse. Kolejna dłuższa przygoda z dwoma kółkami z pewnością będzie zaplanowana bardziej rozsądnie, w taki sposób by w 100% czerpać przyjemność z jazdy. Męka na rozgrzanej smole - to nie dla mnie...ja jestem raczej zimowy ziom :biggrin: pozdrawiam marboru1 punkt
-
Do Iłży - wyjazd prawie hardkorowy ;-) 124 km Cz. 1 Johnny katuje ekstremalne odległości, a ja spokojnie wkręcam się w sezon :wink: Zaliczone pierwsze 1100km w sezonie i codzienna jazda po kilka kilometrów...a że w długi weekend miałem czasu nieco więcej - Paula już nie pisze się na tasiemce - postanowiłem wyprawić się do Siczek (taki kurort z wodą w okolicach Radomia) przez Iłżę (zupełnie nie po tej stronie miasta). Trasa wyszła odległościowo jak dla mnie bardzo fajnie - 124 km (mój nowy rekord odległości) ...ale w upale jedna nie była przyjemna. Początek ok godziny 8:30 i pogoda jeszcze znośna. Dosyć szybka jazda, delikatny wiaterek w twarz i odrobina ochłody w mijanych fragmentach lasu. Poniżej fotka w miejscu, które nie raz już prezentowałem w zimowej aurze w relacjach narciarskich, w drodze do świętokrzyskich stoków. Teraz zgoła inaczej - kwitnąco: Ciepło, dookoła zielono i buchający żarem asfalt - choć godzina dopiero ok 10siątej... Chwila przerwy przy okolicznych stawach dała odrobinę wytchnienia i wilgoci. Stary młyn? W czasie tej wycieczki maki przykuwały człowiekowi wzrok do siebie. ...nie to, że byłem na głodzie jakimś :wink: Przedmieścia Iłży witają mnie wielkim piecem garncarskim. Odrobiną patriotyzmu: A przede wszystkim tutejszym zamkiem, a w zasadzie ruinami zamku.1 punkt
-
troche asfaltu, nieco lasu.....Wczorajsza pogoda wręcz zmuszała do wycieczki. Od jakiegoś czasu chciałem zobaczyć postępy odbudowy kośćiólka na Stecówce.... Miejsce znane wszystkim, który kiedykolwiek mieli styczność z Beskidem Slaskim, to od zawsze główny punkt przystankowy na szlaku na Baranią, zarówno od Wisły jak od Istebnej i od Kubalonki. Kościółek spłonął w grudniu 2013- prawie do fundamentów... wraz z wspaniała snycerką miejscowych stolarzy-artystów i rzeźbami Konarzewskich.... Odbudowa ma się całkiem ok, na szczęście upadł pomysł by odbudować go jako murowany (zgroza!) Docieram tam od strony Kubalonki szosowym podjazdem.... Okazuje się, że w Święto nie był to najlepszy pomysł, ale mimo to nie zostałem rozjechany przez setki samochodów i dziesiątki motocykli.... Głębce: Nowa droga Przełęcz Kubalonka Skoro już byłem w tym rejonie to miałem okazję sprawdzić mocno reklamowaną (przez 'wyciągowców' z NO i Cienkowa) trasę rowerową połaczoną z wyjazdami wyciągami (NO- zjazd do Cienkowa- Wyciągiem na Cienków- zjazd do Zapory). Oczywiscie wypadła mi ona 'pod włos' czyli z podjazdami na rowerze.... :-)O ile Kubalonka przeszła bez wrażeń to podjazd pod Cienków obnażył moją lichą kondycję.... w dodatku błądzę w podwórkach co kosztuje kolejne podjazdy... :-) ale w docieram do karczmy przy wyciągach w jednym kawałku i nawet umiem oddychać- nie jest źle.... :-)Scieżka na Cienków Wyzni Osrodek narciarski - wersja letnia Potem już zjazd do Malinki i podjazd trawersujacy Czupel (Klepki)Klepki od góry: Skocznia z nietypowej perspektywy Tu juz błądzę na potęgę ale dzięeki temu znajduję taki urokliwy 'singel' ciągnący się prawie 2km bez szczególnych podjazdów za to z kilkoma przenoskami przez potoki i bagienka.... Singiel wyrzuca mnie na nowe trasy na Nowej Osadzie... podłoże wyrównane, ubite walcem wibracynym..... Jesli będą dobrze naśnieżone to moga okazać sie sympatyczną alternatywą głownego stoku..... Trasa 'odwrotna' czyli ze wspomaganiem podjazdów wyciągami powinna być przejezdna dla każdego rowerzysty, może poza kilkoma pod/zjazdami pomiędzy NO i Klepkami - głownie z powodu stromizny i luźnych kamoli... dla wytrawnych 'gorali' będzie swietna zabawa. (ja te miejsca zaliczyłem z buta...moj rower jest mało gorski)http://www.gpsies.com/map.do?fileId=tyscujiuguompscchttp://www.cykloserver.cz/tipy-na-vylety/detail/?d=180170Przy okazji dyskusji o GPS- wydaje mi się że cykloserver podaje przewyższenia bardziej sensownie.PozdrawiamM1 punkt
-
1 punkt
-
Ja dzisiaj przejechałem tylko 9km :stupid: Ale to tak dla odprężenia ;-) Za to pojeździłem po Morskim Oku Z domu pojechałem wałem siekierkowskim Do Trasy Siekierkowskiej I przez Sobieskiego do parku Morskie Oko To jest to właściwe Morskie Oko A to taka podróbka :tongue:1 punkt







