Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 12.11.2016 w Odpowiedzi
-
Sezon narciarski udało mi się rozpocząć w tym sezonie w Alpach. Jednak takie wyjazdy to tylko wisienka na narciarskim torcie, a narciarska codzienność to lokalne nartowanie. Dla mnie lokalne narty to głównie Czechy (choć ciągle mam nadzieję, że to się kiedyś zmieni i w Polsce nie będzie gorzej, jak za południową granicą!!!). Dzisiaj otwarto część trasy Andel na Cernej Horze w Janske Lazne. Jak na ostatnie słabe zimowe lata nie najgorzej. Trasa trochę krótka, szkoda - mogli dołożyć z 200-300 metrów i byłoby idealnie. Śniegu mają dostatek, jednak myślę, że nie zdążyli z przygotowaniem samej trasy. Pamiętam 6-7 lat temu (chyba) zaczynałem tutaj sezon 30 października i cały Andel był czynny, ale wtedy spadła spora porcja śniegu. Dziś warunki na szczycie były iście zimowe. Minus 7 i padający drobny śnieg, nie pamiętam czy choć raz w ubiegłym sezonie miałem okazję ślizgać się przy takiej temperaturze (wyjątek kwiecień w Alpach, ale na wysokości około 2500-3000m). Karnety na dziś i jutro są po 400 koron na cały dzień, innej opcji nie przewidzieli, za to parking darmowy, bramki przy wyjeździe podniesione. O 8.30 aut na parkingu niewiele, ale i trasa dostępna takowa. Ania poszła zdobywać Crną Horę pieszo, ja natomiast w gondolę i do góry. Na Hofmanky jeszcze śniegu trochę brakuje, ale niebawem.... Większość armatek i lanc śnieży... Prawdziwa zima wygląda tak... Kolejki na stoku były do przełknięcia, maksymalnie kilka minut... Niestety pierwszy dzień, krótka łatwa trasa, nie wszyscy jednak chyba przygotowali się kondycyjnie i mentalnie do uprawiania narciarstwa, a może to tylko pech i przypadek. Nie widziałem jak doszło do samego wypadku, sądzę jednak, że był bardzo poważny. Ewakuacja kontuzjowanego narciarza (chyba narciarki ) ze stoku trwała bardzo długo (około godziny, obawiam się coś z kręgosłupem). Ogólna uwaga - wszyscy bądźmy czujni i przygotowujmy się odpowiednio do sezonu, bo można go szybko zakończyć. Ku przestrodze... Nie było lodu, twardo, szybko, lekkie odsypy po bokach trasy, większość narciarzy dobrze i bardzo dobrze jeżdżąca Wody do naśnieżania nie brakuje i będzie tylko lepiej I to by było na tyle. Pozdrawiam serdecznie.8 punktów
-
5 punktów
-
5 punktów
-
Dokładnie Mario Góry Sowie - 20 września 2016 Wielka Sowa 1015m npm. Po niecałej godzinie w aucie jesteśmy w miejscowości Rzeczka. A tu? Coś dla narciarzy! Wyciągi po prawej stronie drogi: s Wyciągi po lewej stronie drogi od Schroniska Orzeł. Idziemy w górę. Droga szeroka, przez las - idziemy obok charakterystycznego obelisku czerwonym szlakiem. Po kilkunastu minutach docieramy na szczyt Wielkiej Sowy...i jak nazwa zobowiązuje? Duży ptak jest tu obecny! Piękna wieża, kościółek, ławeczki, stoliki - pięknie. Wchodzimy na górę. Widok w stronę niedawno odwiedzonej Ślęży... ...a ona wygląda dzisiaj jak najwyższa góra Mordoru. Widoki tego dnia były niesamowite. Ruda na Wielkiej Sowie 22 góra Korony Gór Polskich została zdobyta - ale my się nie poddajemy już jutro wyruszymy kroczyć ku kolejnym zdobyczom... Gdzieś tam... ...gdzieś na linię horyzontu, ku kolejnym lasom i wzniesieniom. A tutaj? Bardzo chcielibyśmy kiedyś przyjechać na narty - klimatyczne narty w Górach Sowich Słońce zachodzi a nasz, kolejny dzień w górach dobiegł końca... CDN3 punkty
-
Wczoraj miałem możliwość zwiedzić dokładnie całą stację. Przy okazji nagrałem krótki film pokazujący pracę SnowBoxa.3 punkty
-
Chłopaki już szusują po beskidzkich stokach, inni na lodowcach, a u mnie? Zero czasu i niedokończona relacja... Masyw Ślęży - 20 września 2016 Slęża 718 m npm. Po rozpakowaniu się, przenocowaniu w Karpaczu, następnego dnia postanowiliśmy zdobyć kolejne dwie Góry - w pierwszej kolejności Ślężę z Masywu Ślęży. Już z daleka to niewielkie wzniesienie, i okolica wokół niego wyglądały tego dnia wspaniale. Po przejechaniu przez urokliwą miejscowość Tąpadła ruszyliśmy z przełęczy, która się nazywa tak samo w stronę szczytu. Szlakiem żółtym rozpoczęliśmy wejście na tę pełną legend górkę. Po szerokiej szutrowej drodze prosto do celu. U góry nie tylko charakterystyczny krzyż, zabudowania jakiegoś ośrodka naukowego z wierzą radiową?... ale przede wszystkim kościółek, w którego podziemiach fragmenty, pozostałości piastowskiego zamku sprzed wieków. Ślęża to również starożytne miejsce kultu. Poganie, czarownice...a doniedawna nawet Światowid w tutejszym Domu Turysty - w 2010 roku usunięty za sprawą tutejszego proboszcza... Znajdują się tutaj również prastare rzeźby, również związane z starymi kultami - poniżej: niedźwiedź. Kilkanaście metrów za Kościółkiem znajduje się tutaj punkt widokowy i betonowa wieża. Z niej widok na wierzchołek i panorama od stronu Wrocławia. Oczywiście tutaj robimy fotki Paula Schodzimy na przełęcz Tąpadła szlakiem niebieskim pełnym skał... ... ...i bardzo ciekawego lasu z niezwykle mrocznym klimatem. Kończymy połowę planu z tego dnia znajdując bardzo rzadki, podobno jadalny grzyb. Zgadnie ktoś, jaka jest jego nazwa? 21 Góra z Korony Gór Polskich zaliczona - Ślęża. Docieramy do auta i kierujemy się w kolejne pasmo i jego najwyższy szczyt. CDN3 punkty
-
3 punkty
-
100% ZIMY ! Dziś na BK: sypało z nieba, sypało z armat, minus 2, trochę mgły i trochę wiatru, biało nie tylko na naśnieżanej trasie ale i wszędzie wokół - także na drogach. Hurra! Zima ! Ludzi więcej niż wczoraj - czasem kilka minut do wyciągu. BK wprowadza nowe standardy: od wypożyczalni i od parkingu elegancki zielony sztuczny trawniczek- coby narciarz butów nie ubłocił a i na lodzie idąc w butach po poślizgu d.py nie stłukł- brawo!. Na koniec relacji mały apel: tu jest zima! Więc na letnich gumach niekoniecznie. Trochę takich zawracających w połowie drogi na Salmopol albo i też blokujących wjazd było... Hitem był gościu który pytał obsługę wyciągu czy uda mu się na letnich zjechać na dół, w górę ledwie mu się udało... Pozdr A.2 punkty
-
2 punkty
-
Mariusz - a dzisiaj na Pitztalu wreszcie prawdziwa jazda w głębokim puchu po wczorajszych całodziennych opadach - niestety zapomniałem wziąć telefonu z kwatery i nie mogłem pstryknąć zdjęć , a szkoda....2 punkty
-
Tak, pamiętam Johnny. Whisky Cię spowalnia ale zwiększa czas aktywności, nawet do późnych godzin nocnych!2 punkty
-
Wyjątkowo szybko wystartował sezon narciarski,więc wyjątkowo musiał być rozpoczęty. To z resztą "wisiało w powietrzu" i dziś kolejny nietypowy pomysł został zrealizowany.Nawet nie zdążyłem się przygotować... Długi czas myślałem, jak przytroczyć narty do roweru, żeby oszczędzić plecy. Kilka pomysłów miałem, ale z lenistwa żadnego nie wypróbowałem. W końcu uznałem, że nie będę kombinować jak koń pod górkę i najzwyczajniej odpowiednio spakuję plecak. Miałem tylko obawy o sztywność całej konstrukcji i przede wszystkim jak całość zachowa się podczas jazdy. Zwłaszcza podczas silnego wiatru. No i czy nie będę miał problemu z utrzymaniem prostego toru jazdy. Czy moje ramiona mnie nie zniszczą? Sporo pytań, na które można uzyskać szybką odpowiedź jedynie w praktyce. Nie ma więc co tu wiele myśleć, tylko do dzieła! Plecak spakowałem wieczorem, żeby rano nie tracić cennego czasu. Już go używałem do skialpinizmu ("skibeskidnizmu"), więc wiedziałem, że się nieźle sprawdza na wyprawach. Pozostało przemyśleć ubiór, bo to dość trudny temat, kiedy temperatury oscylują w okolicach zera stopni. Przede wszystkim nie wiedziałem na ile się zgrzeje podczas podjazdu. Ostatecznie ubrałem dwie dość cienkie warstwy, dodatkowo pakując spodnie wodoodporne i taką prostą jupkę, która w razie czego dobrze chroni od wiatru, ale też opadu. Po ostatnich przemyśleniach i pakowaniu wystawiłem rower na zewnątrz, przy okazji badając temperaturę na czuja. Jest dobrze! Przymrozku nie było, więc ubiór trafiony. Przynajmniej bez plecaka... Chwytam ręką plecak i mały szok - on waży 3 tony! Wrzucam na ramie, odpowiednio zapinam, dopasowuję, podskakuję, wiercę się i stwierdzam, że chyba dobrze leży. Pozostało włączyć pewną aplikację na smarkfonie i ruszam. Trochę niepokoją mnie jedynie siwe chmury, które wszystko mogą zniweczyć. Obawy co do pogody szybko się potwierdziły - nie ujechałem jeszcze 2 km jak zaczęło padać. Tyle przygotowań i mam od razu zawracać? Dopóki siąpi, jadę dalej. Na wysokości Bielska-Białej opad ustaję, za to drogi mokre jak po mocniejszym deszczu. To nie problem. Bardziej obawiałem się zachowania plecaka i jego wpływu na jazdę. Na szczęście ten spisuję się doskonale! Nie goni na boki, nie wpływa na tor jazdy, a nawet niewiele zmniejsza prędkość przelotową. Czyli po płaskim nie ma problemu. Trzeba więc uwiecznić nietypową podróż, a raczej podróżnika. Chwila zabawy i ruszam dalej,bo czas ucieka, a ja chciałem być choć blisko czasu otwarcia. Ponownie przez centrum Bielska-Białej, koło Ratusza, odkąd to już szlakiem rowerowym w kierunku Szczyrku. Tuż na wylocie z B-B natrafiam na dosłownie może 100 metrów błota, którego nie da się w żaden sensowny sposób objechać. Ale dla mojego grubasa to żaden problem. Może jeden - na tym etapie nie chciałem być uwalony z błota. Cóż, nie ma wyjścia, trzeba to przejechać. Pokonałem błotko, wypłukałem opony w słusznej kałuży i ruszyłem dalej. Teraz to już tylko jazda asfaltami i brukami, w sumie aż do centrum Szczyrku. Jedynie każda górka daje się we znaki, bo bagaż waży... Tempo spadło. Prawdziwa próba miała dopiero nadejść. Im bliżej celu, tym bardziej zwiększa się nachylenie. Do Golgoty jeszcze całkiem spokojnie, choć już tu miałem obawy. Jedynie zaczynam się za bardzo grzać, jest więc powód żeby zrobić pauzę pod Golgotą, przy okazji sprawdzając co tam słychać? Zrzuciłem z siebie jedną warstwę, bo warunki do "przemeblowania" tutaj są doskonałe - jest stół z ławeczkami. Ale od razu robi mi się zimniej, więc szybko wracam na trasę. Zaczyna się kluczowa wspinaczka, której najtrudniejszy moment to ten obok knajpy, gdzie można złowić Pstrąga. Mimo to ani przez chwilę nie muszę zrzucać biegu na najwolniejszy. Jeśli gdzieś staję, to tylko po to, żeby zrobić zdjęcia. No, czasem to mi robią foty... Za tym odcinkiem jest wiele wypłaszczeń i raczej mało męczące nachylenie. Przynajmniej dla roweru górskiego. Dojazd do Ice Areny staje się już formalnością. Myślałem,że jednak będzie dużo gorzej. Po drodze nachodziły mnie jeszcze wspomnienia, jak tu 2 lata temu się wspinałem praktycznie o jednej nodze, po kontuzji narciarskiej. Wtedy trochę mnie to kosztowało. Ale nie ma co rozciągać relację, bo Biały Krzyż tuż tuż! Jeszcze chwilę i jestem! Najtrudniejsza część wyprawy za mną! Przynajmniej tak mi się wydaję. Na miejscu od razu dostrzega mnie Darek (Góral spod Skrzycznego). Wcześniej wspomniałem,że czasem mnie fotografują... Oczywiście na posterunku czuwał już Jacek, który wcześniej zrobił mi fotkę podczas podjazdu. Jeszcze się nie przebrałem,a już "zahaczył" mnie Rafał (SPEED). Ice Arena przyciąga! Zwłaszcza o takiej porze roku. Gramolenie zajęło, bo brak tu miejsca na komfortowe przebranie się, kiedy nie ma kawałka suchej ławeczki czy stolika, ale też pierwszy raz nie jestem samochodem. Miałem też obawy czy mi buty za bardzo nie stwardnieją od zimna, ale na szczęście dało się wcisnąć stopę. Nawet mi nie zmarzła. Pozostało przypiąć dla bezpieczeństwa tłuściocha i jadymy! Ale znów to uczucie jakby człowiek nic o jeździe na nartach nie wiedział... Do tego ostre jak brzytwa krawędzie. Wziąłem slalomkę, bo najkrótsza i najłatwiejsza do spakowania. Acha! Nie wspomniałem,że nie kupiłem karnetu. Zdecydowałem się na takie naciągane toury, jak przed rokiem. Wspomnę o pogodzie, bo ta okazała się być na prawdę dobra! Temperatura z rana tak bliska zera stopni,a nawet na takim małym plusie. Mrozu nie czuć. Warunki na stoku dobre, a jak na tą pogodę to nawet bardzo dobre. Równo, dość twardo, bez żadnych gródek lodu i przede wszystkim bez kamieni. Później, przy końcu trasy, nieco zaczęła wystawać trawa, ale bez strachu o uszkodzenie sprzętu. Ludzi garstka, żadnych kolejek do wyciągu. Dziś można było się nacieszyć jazdą, choć stok krótki... No to parę fotek: Zjechałem i wyszedłem kilkanaście razy. Chyba 12, może 13, 14... Muszę sprawdzić na smarkfonie. Trochę udało mi się pojeździć, ale nie powiem żebym się nasycił. Raczej ziarenko zasiane i chciało by się więcej! Ale jak tu narzekać, kiedy mamy 11 listopada? Było miło, czas wracać, bo dobre 2 godziny jazdy przede mną. W tym momencie zostałem jeszcze rozpoznany przez pewnego czytelnika naszego forum - Marka i mieliśmy sympatyczną pogawędkę. Może zdecyduję się tu założyć konto? Marek, śmiało! Pozdrawiam. Wyszedłem ostatni raz i znów to przebieranie i pakowanie... To chyba najgorszy punkt dzisiejszego programu. Ale ponieważ robi mi się zimo, a w drodze na dół się nie zagrzeje, zakładam ową jupkę. Oczywiście początek zjechałem stokiem narciarskim. Przyczepność opon wzorowa, ale w głębszym, nie ubitym śniegu nawet szeroka opona potrafi zatonąć. Jednak na tyle mi się to spodobało, że chyba następnym razem pojadę bez nart... Ostatnie fotki i czas wracać. Droga powrotna to już totalny light! Początek non stop w dół i grawitacja pracuję. Rozwijam nawet blisko 60 km/h,chociaż raczej unikam takich rekordów z bagażem. Właściwie tak aż do granic mojej wioski się jedzie, więcej lub mnie z góry. Teraz już nie ma presji czasowej. Robię sobie jeszcze parę fotek,przy okazji odkrywając nowość na szlaku i tak piękny dzień dobiega końca. Miałem wiele wątpliwości, jak się zabrać do tematu, ale ostatecznie spontan wszystkie rozwiał. Chyba czasem nie ma co kalkulować, tylko iść na żywioł. Na koniec kilka fotek z trasy: Pozdrawiam, Johnny2 punkty
-
Obecne zniżki z Chopoka i Tatrzańskiej Łomnicy w sumie można szusować 8 dni.2 punkty
-
Może odpalą coś w Strbskim Plesie za tydzień jak się uda naśniezyć wystarczająco? Od wtorku ładują śnieg na Solisku a na dole to tak z przerwami, ale teraz zapowiada się kilkudniowy ciąg1 punkt
-
Po pogodzie wnoszę - relacja z soboty: http://katowice.tvp.pl/27703946/w-beskidach-wystartowal-sezon-narciarski1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Ja bym tego śmiganiem bał się nazwać. Na snowboardzie ciężko z tej "górki" zjechać, raczej trening utrzymania równowagi. Dla narciarzy bezkijkowców i deskarzy pozostaje intensywne machanie skrzydełkami i jakoś do dołu może dojadą (dojdą). Narciarze z kijkami mają zdecydowanie lepiej - na kijach to już tam jest prawie jazda.1 punkt
-
Tam wyglada droga na Salmopol. -3C i pada śnieg. I wiecie, że znalazł się Miszcz, który próbował wyjechać na letnich oponach??? Oczywiście dojechał ok 300m powyżej Golgoty i zablokował drogę1 punkt
-
Dzięki! Znajduję jakiś obiekt, gdzie da się ustawić kamerkę i włączam funkcje automatycznego robienia zdjęć. Można ustawić ją tak, że robi zdjęcia co pół sekundy! Później pozostaje przejechać kilka razy, a następnie przesortować kilkaset zdjęć...1 punkt
-
1 punkt
-
Nie no co za koleś! Pojechał na narty rowerem! Szacun! PS. Jak robisz te fotki na których widać Ciebie w plenerze ? Ustawiasz kamerę i jedziesz sobie ? Bo zgaduje, że nie ma nikogo z Tobą. Tak sobie siedzę w ten piątkowy wieczór, oblewam zwycięstwo naszych, tak patrzę i w sumie nie dowierzam Pss. Ma chłop cojones !1 punkt
-
Johnny, fajny "triathlon" (rower, narty, skitoury) zrobiłeś Wszystkim, którzy nartowali dzisiaj należy się WIELKI SZACUN!1 punkt
-
Maciek, jeszcze raz gratulacje, super wyprawa! Połączenie jazdy rowerem z nartami to coś pięknego :-) Sam po powrocie do domu wyszedłem jeszcze trochę pokręcić... Cieszę się oczywiście z postępów Oli i jej podejścia do tematu. Dzięki za fotki. Pozdrawiam Wysłane z mojego ALE-L21 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Ja to chodzę na wszystko,ale... ...lepiej chodzę po dodaniu procentów...1 punkt
-
1 punkt
-
Bardzo oryginalna porada. Czyli gdzie ? Obojczyk czy usta bez różnicy ? Raptem tylko 15 centów różnicy w tej okolicy. To się dziwi NIE - INSTRUKTOR Piotr.1 punkt
-
1 punkt
-
Aktualna sytuacja na trasach http://www.jasna.sk/pl/urlop/narciarstwo-nizke-tatry/jasna-live/1 punkt
-
Cudo :-) Portillo to chyba stałe miejsce treningów austriaków i amerykanów w tym okresie... kiedy byłem tam 2 lata temu - też ich widziałem :-) Zazdroszcze wyprawy bardzo i łza mi się w oku kręci - kiedy czytam relację! pzdr, Nelis1 punkt
-
Świetne foty Mario, szczególnie monochromatyczna Paula robi wrażenie!1 punkt







