Andrzej,
Sprawa jest prosta - zawsze jedziemy na dwa samochody. jeden zostawiamy na końcu spływu, a drugim zasuwamy w górę rzeki skąd rozpoczynamy przygodę.
Jak jest nas więcej - to wtedy jedno auto zostaje na końcu spływu, dwa jadą na start - później, po zakończeniu spływu kierowcy jadą po auta, które zostały porzucone na starcie.
Przy naszym kajaku, "dmuchańcu" podróżowanie "na wodę" możliwe jest komunikacją miejską - kajak pakowany jest do plecaka 24 litrowego. Spokojnie można go założyć na plecy bądź bardziej funkcjonalne jest użycie małego wózka. Moi kumple z pneumatykami tak robią - jadą pociągiem, busem, PKSem na początek spływu, a koniec pływania planują tak, by podobnie wrócić środkiem transportu publicznym.
Pozdro.