Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
31.07.2017 - 31.07.2017
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 31.07.2017 uwzględniając wszystkie działy
-
Uwielbiam robić nietypowe akcje i "rozwalać system". Schematy życiowe nie dla mnie. Skoro można pojeździć na nartach w lipcu i to w Szczyrku, to czemu miałbym nie skorzystać? Ale żeby nie było banalnie, postanowiłem pojechać na bikeu, Fat Bikeu. Skoro koła tłuste, tj. szerokie, to narty musiały do tego nawiązywać. Stąd decyzja, żeby zabrać najszersze jakie posiadam - 122 mm pod butem. Pozostało już tylko jakoś to wszystko upakować do plecaka. Raz już to robiłem, więc poszło w miarę sprawnie. Przy okazji wymyśliłem sposób, żeby narty nie goniły na boki: konstrukcję usztywniły kije włożone ciasno obok butów i przypięte u góry do nart. Brzmi to może niezbyt jasno, ale działa i w razie czego służę pomocą. Czas to złożyć na plecy. Uuuuuch! Ale to ciężkie! A może to ja mam słabe ręce. Na szczęście ten plecak jest sztywny i stabilny. Pierwsza próba na podwórku i jest gitara! Można jechać. Niedziela rano oznacza puste drogi, więc często cisnę głównymi, bo szkoda się dodatkowo męczyć. Mimo, że jest wcześniej, temperatura daje się we znaki. Kto by pomyślał, że jadąc na narty można zdychać z powodu upału... Na szczęście żona wymusiła na mnie wzięcie bidonu z wodą mineralną, bo ja to byłem gotowy zlekceważyć. Tankowałem na bieżąco. Upał to jedno, ale cały czas jedzie się lekko pod górkę i do tego pod wiatr. Takie dechy działają jak żagle i momentami stawałem niemal w miejscu. No la e pośpiechu nie ma. Po drodze małe przezbrojenie i pierwszy parking, który nadaje się dla tłustej opony! Przy okazji orientuje się, że kamerka wyładowana do zera... Ale dół... Cóż, fotki będą najwyżej z telefonu. Pozostaje przejazd przez Szczyrk, gdzie budzę nie małe zainteresowanie i wspinaczka do BSA. Trochę się tu przeliczyłem z siłami i wjechałem pod stację na resztkach sił. Ale jestem i to punk 10.00 jak zapowiadałem. Mimo długiej trasy i sporej ilości niewiadomych, co do minuty na miejscu. Dość często tak mam. Ponownie wszystkie oczy na mnie. Anonimowym być nie mam szans. Rowerowa część zakończona, czas na narty. Byłem ciekaw, czy dadzą rady wywieźć taki rower, bo wiele urządzeń nie jest dostosowanych do takiego sprzętu. Ale ten wyciąg jest. Tłuścioch zapakowany wyjechał tuż po mnie. Ponownie na rower i zjeżdżam w stronę śniegu. Nawet tu budzę nie małe zainteresowanie... Najważniejsze, że szybko odnajdujemy się z Darkiem, który zaliczył już kilkadziesiąt zjazdów. Teraz trzeba będzie rozpakować to całe ustrojstwo i ubrać betonowe buty. Ojej, ale trzeba się namęczyć! A to linka, a to co innego blokuję wysunięcie narty, a wszystko to w upale. Poszło! Koniec roweru, czas na narty! Śniegu dosypało, a raczej dosypali. Lodowiec się wydłużył i teraz da się już zupełnie przyzwoicie rozpędzić. Ludzi wyraźnie więcej niż tydzień temu, nawet bywa kolejka do wyciągu! Ale czapka śnieżna nie tylko dłuższa, zyskała tez na grubości. Ale najciekawsze jest to, że mimo +30 w cieniu, nie widać jakiegoś wyraźnego zmęczenia śniegu. Nie pojawiają się kałuże. Trasa wygląda, jakby temperatury nie przekraczały +5 stopni! Szok! I tak to się trzyma do samego końca! Przy okazji zrobiono mini snowpark, montując poręcz. Ale ze względu na bezpieczeństwo, musiano z tego gadżetu zrezygnować. Freestylowcy mogli poszaleć później, po oficjalnym zakończeniu działania stoku. Do całości, na ratraku, imprezę nakręca DJ. Po prosu super zabawa dla każdego! Mnie jeszcze kusiła ta 170 metrowa zjeżdżalnia, ale nie miałem ze sobą kąpielówek, do tego gdzie zostawić telefon, portfel itd... Następnym razem się lepiej zorganizuję. Ale wspomnę tu jeszcze o niezawodnej stacji BSA i... użyczeniu ładowarki do GoPro! To uratowało zdjęcia i będzie filmik! Kto by pomyślał, że akurat będą mieli ładowarkę do piątki... Chwilę po mnie, u góry pojawił się Szymonidius z bratem, a nieco dłuższą chwilę Jasiek. Wspólne fotki puszczał Leitner. Od tej pory jeździmy razem. Był oczywiście browar, bo trza się "ogrzać" i pogawędzić. Odwiedził nas jeszcze Lejtner i Jacek, choć oboje bez nart... Nie rozumiem... Gdzieś po 13-ej towarzystwo zaczęło się wykruszać, aż zostałem sam. Pozostało zjeść, spakować się i szlakiem w kierunku Chaty Wuja Toma zjechać na dół. Chciałem trasą, ale z takim bagażem nie odważyłem się. Tym bardziej po informacji od jednego sympatycznego kolegi o nachyleniu z punktu widzenia rowerzysty... Faktycznie, to była najlepsza opcja. Kilka bardziej stromych ścianek i już jestem na dole. Teraz to już łatwo, z górki i do tego z wiatrem. Ale te temperatury. Non stop tankowałem, mineralkę oczywiście! Dalej bez przygód, prosto do domciu, gdzie pierwszą czynnością była zimna kąpiel! Kolejny dzień na nartach tego lata zaliczony i bardzo udany! Sezon trwa w najlepsze... Pozdrawiam, Johnny3 punkty
-
Wszystko wskazuje na to, że będzie jazda po śniegu. Właśnie kręcimy kolejne imprezy na weekend. DJ już grzeje płyty na ratraku ? Ale 100 % nigdy nie jest pewne, więc lepiej nie obiecuj tego, a jakoś dobrze zapowiedz. Na BSA jest też kilka innych atrakcji. Dzięki za spotkanie z ekipą skionline.pl i za Wasze dobre słowo ?3 punkty
-
Dzień szósty - pejzaż z wulkanem w tle... Właśnie zauważyłem, że dzień trzeci mieliśmy dwa razy hahaha, to pomyłka. My już w Polsce - w domu. Końcówkę wyjazdu mieliśmy dosyć napiętą czasową, stąd obsuwa w relacji. W piątek był dzień relaksu - udało się trochę posnurkować, udało się przeczytać książkę, pograć w piłkę wodną - ale przede wszystkim udało się zrobić kilka fotek z wulkanem w tle. Stromboli o zachodzie słońca... w przed dzień rejsu na niego i na inne Wyspy Liparyjskie (ojjj zanim materiał z tego rejsu obrobię, to minie dobra chwila). Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć z tego dnia Na horyzoncie najbardziej aktywny wulkan Europy - Stromboli: Pejzaż z "Damą" i wulkanem Calabria nocą... Rybka ustrzelona pod wodą Drugi pejzaż z wulkanem i łódką W sobotę byliśmy zdecydowanie bliżej... ...ale o tym, w ostatniej części relacji pozdrawiamy marboru i Paula3 punkty
-
2 punkty
-
Darek, przepraszam Cię, ale nie wyrobiłem się przez inne zajęcia. Dziś postaram się poprawić.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dzień czwarty - rowerowa wycieczka do Pizzo. Nadrabiam zaległości z wczoraj - dzisiaj dzień odpoczynku nad basenem, ale ileż można pływać, grać w piłkę wodną i się prażyć? Przerwa w chłodnym, klimatyzowanym pomieszczeniu z piwkiem. Wczoraj zrobiliśmy ponad 54 kilometrów rowerami MTB do oddalonego o ok 25 km od naszego hotelu - Pizzo. Do południa temperatura była znośna ale później wróciły do nas włoskie upały - daliśmy radę! Wracając do tematu wycieczki - Pizzo podobnie jak Tropea - oczarowuje. Pizza w Pizzo - mistrzostwo świata! Zapraszam do krótkiej fotorelacji z tej wyprawy: Ryneczek? Uwielbiam takie klimaty - poniższa fota, uważam, że jest jedną z lepszych jakie mi się udało zrobić Zjeździliśmy całe miasto, zjedliśmy lunch - dotarliśmy na sam koniec cypelka wychodzącego w Morze i... ...zażyliśmy kąpieli! Na początku z rowerkiem Upał dawał się we znaki więc można było zrobić nietypowe zdjęcie, znanej rowerzystce Pytałem o publikację tego zdjęcia... dostałem odpowiedź, a co kiedy masz mi takie fotki robić, jak będę stara Pełne zaskoczenie. Tak więc publikuję... @Góral spod Skrzycznego coś dla Ciebie Pizzo to szereg uliczek i niesamowitego klimatu. Nie wszystkie są ultra wąskie, ale wszystkie mają klimat. By dojechać do celu musieliśmy z poziomu Morza przedrzeć się przez niezłe, sięgające ok 150 m npm wzniesienia. Tutaj można było uchwycić aparatem nieco inny charakter Calabrii. Spójrzcie na poniższe zdjęcie - jedna strona spalona...a poniżej w dolinie rzeki stado owiec - ale tego chyba nie widać... Centralna szara plama za charakterystycznym drzewkiem W samym Pizzo, również było trochę wspinania na najniższych przełożeniach... ...a tu już na samym dole Uwielbiamy takie miejscowości, i takie klimaty. Klasyczna fotka Pauli z wakacji: Wąskie uliczki również są. Po pizzy przyszedł czas na kąpiel Marzenie o błękitnym skuterku... Widoczek z góry w stronę wody i zamku: Zamek z bliska i z dołu Podjazd... ...zjazd "Nasza" plaża w Pizzo - widok? Zobaczcie sami: Oddycham pełną piersią... Radość z osiągnięcia celu i z fantastycznej wycieczki rowerowej Jeden z uroczych kościółków - do tego najważniejszego nie dotarliśmy... cóż mądry człowiek po szkodzie Ci co byli w Pizzo wiedzą, o jakim kościele piszę. Po drodze skończyła się nam woda By nie wracać pod górę do miasta postanowiłem, że się zaopatrzymy po drodze na jednej z dwóch mijanych stacji... okazało się, że na stacjach benzynowych zero napoi, zero sklepów... masakra jakaś. Ponad 10 kilometrów przejechaliśmy mając jedynie pomarańczę. Na szczęście udało się dotrzeć, do czynnego w porze sjesty markeciku - smak Coli i wody - bezcenne! Poniżej fotka... zwróćcie uwagę, że Cippola kosztuje jedynie 1 EUR Reszta relacji prawdopodobnie po powrocie do Polski - mamy napięty plan. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula1 punkt







