Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      12

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      3 572


  3. mig12345

    mig12345

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      1 387


  4. rung

    rung

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      111


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 05.05.2018 w Odpowiedzi

  1. Kolejne pożegnanie zimy - tym razem niezbyt oryginalnie, bo na Stubaiu, czyli tam gdzie pół forum Ale parę obrazków wrzucę i napiszę, że nie było tak strasznie z dojazdem i pakowaniem (jeśli się przyjechało odpowiednio wcześnie), z pogodą było tak jak na większości moich lodowcowych "3-dniówek" (1 dzień słońca, 1 dzień chmur i 1 dzień opadów) i jeszcze, że mieszkałem w Telfes, a właścicielka apartamentu codziennie po nartach witała nas kieliszkiem schnappsa i pokazała nam, gdzie mieszka Adreas Kofler i Gregor Schlierenzauer W ogóle mieszkanie było git. Całe piętro, 2 sypialnie + salon, 3 łazienki, kuchnia, duży balkon ze świetnym widokiem (pierwsze zdjęcie poniżej), garaż, narciarnia z suszarką do butów. Przy 4 osobach wyszło 30 euro/noc (ze sprzątaniem i podatkami). Piszę, bo pani mówiła, że jakby kto był zainteresowany, to żebym przekazał e-mailowe namiary na nią, więc jakby ktoś coś, to mogę wysłać na priv. Lokum nazywa się Haus Früh.W zimie jest to 5 minut od ośrodka Schlick 2000 Sklepy i restauracje też w zasięgu pieszym. Polecam, bo to jedno z sympatyczniejszych miejsc, w jakich ostatnio byłem.
    6 punktów
  2. Kolarz widmo... Rzecz działa się między godziną 2 a 3 nad ranem. Totalnie puste drogi, lekko oświetlone przez księżyc. Kiedy na drodze było trochę łatek bądź innych nierówności, dość często oglądałem się za siebie, żeby przy moich manewrach wymijających, kogoś nie wypchnąć z drogi. Nie słyszałem jak mnie doganiał, bo rower szosowy należy do wyjątkowo cichych, a do tego wiatr skutecznie zagłuszał nawet samochody. Czułem się dobrze, spanie mnie nie brało. Pewnie zmierzałem do PK-5, czyli piątego Punktu Kontrolnego. Gdzieś w połowie trasy między PK-4 a PK-5, dogoniła mnie para kolarzy, a właściwie kolarz i "kolarka". Chwila dyskusji i zaczęli mi powoli odjeżdżać. Po następnych 20 minutach zniknęli za horyzontem. Ale niedługo po tym dogoniłem ich w jakiejś miejscowości, bo ów kolarz miał jakiś problem techniczny, czy coś w tym rodzaju. Zapytałem asekuracyjnie czy wszystko ok i po twierdzącej odpowiedzi ruszyłem dalej. Byłem pewien, że szybko mnie dogonią i znowu uciekną... Minęło jakieś pół godziny, jak dostrzegłem za sobą lampkę rowerową. Na dość długim zjeździe. Takowe najczęściej pokonywałem całkiem na luzie i nie forsowałem tępa. Aby było powyżej 30 km/h. Po pierwsze - dobrze wykorzystać każdą fałdkę terenu do odpoczynku, po drugie - nawet przy mocnej lampie widoczność jest ograniczona,a uszkodzić cienką oponę kolarki nietrudno. Byłem pewien, że zaraz zostanę wyprzedzony, ale nic takiego się nie dzieję. Kiedy spodziewany czas wyprzedzania znacząco został przekroczony, ponownie oglądam się za siebie i... pusto! Ciemno i nikogo nie widać. Może mi się coś przywidziało? A może jednak byłem szybszy z górki? Po kilku minutach ponownie oglądam się za siebie i tym razem jestem pewien, że będę lada chwila "machnięty". Czekam, jadę blisko krawędzi jezdni, ale nic... Znowu patrze za siebie, a tam ciemno i nikogo dostrzec nie mogę. Może to samochód w oddali. albo jakaś przydrożna lampa spowodowała takie wrażenie? Mija kolejne kilka minut i znowu widzę kogoś za sobą, tym razem dokładnie się przyjrzałem. Tak, teraz będę wyprzedzany! Znowu mija dłuższa chwila i... znowu nikogo za mną nie widzę! Tym razem miałem 100 % pewności. Czyżby jakieś halucynacje, choć nie czuję jeszcze zmęczenia??? Trochę się zaniepokoiłem i przestałem się oglądać za siebie. Wtedy, tuż przed PK-5, słyszę głosy i dogoniła mnie owa para. Razem odnajdujemy ów punkt kontrolny. Podbijamy karty, idziemy jeść, pić i nieco odpocząć... Ciągle jednak mnie intrygowało, czy ktoś za mną jechał, czy miałem jakieś zwidy. Chwilę później słyszę, jak ów Pan z dziewczyną, co dojechali ze mną na punkt rozmawiają o lampce... Nie wytrzymałem i się spytałem: - To Wy mnie co chwila doganialiście i znikaliście? - Ciągle lampa mi się wyłącza... nie wiem co z nią... - usłyszałem. Wszystko jasne, więc już byłem spokojny o mój stan umysłowy...
    5 punktów
  3. Fantazje GPS Tuż przed owym ultramaratonem zakupiłem GPS Garmin, bo nie wyobrażałem sobie nawigowania z mapy na tak długiej i miejscami pokręconej trasie. Zajęło by to zbyt wiele czasu, a w nocy pewnie by mi nerwy zszarpało... Owy GPS to taki najbardziej podstawowy Garmin Edge Touring, z kolorowym wyświetlaczem, służący w zasadzie jedynie do nawigacji. Można tam podpiąć czujnik kadencji i chyba tętna, ale mi to obojętne. To nieistotne. Czasu na poznanie urządzenia wiele nie miałem, ale udało mi się wgrać trasę ultramaratonu, czyli to co najważniejsze. Po dotarciu na miejsce, dzień przed startem, spróbowałem nawet czy mnie właściwie poprowadzi. Tylko początek trasy. Tak, prowadził! Rogalik na twarzy pełen. Następnego dnia odpowiednio wcześniej go włączyłem, żeby zdążył złapać sygnał z satelitów i od startu właściwie prowadził. Tak też było - od samego początku jak po sznurku! Nie różni się to niczym od urządzeń tego typu w samochodach. Przynajmniej sposób pokazywania itp. , bo tu mamy konkretny akumulator i pełną wodoodporność. Cały dzień nie miałem z nim najmniejszych problemów, mogłem się całkowicie skupić na jeździe. Jedynie musiałem go doładować, bo jednak bateria starczała max na 15 godzin, a ja wiedziałem, że będę jechał co najmniej 24! Wszystko szło znakomicie aż do punktu PK-4 na 334 km, gdzie ze względu na brak opieki nad naszymi rumakami, musieliśmy je wnosić do wewnątrz budynku. W tym momencie wyłączył się mój GPS. Myślałem, że tylko chwilowo "usnął", ale niestety. Załączam go ponownie i muszę całą procedurę rozpoczynać od nowa. Znaczy się otworzyć plik i dać mu przeliczyć dane. Kilka minut oczekiwania i chyba jest ok. Tere fere... Wyskoczył błąd przeliczania i się wyłączył. Procedurę powtórzyłem ze 3 razy, ale za każdym razem bez rezultatu. Masakra - pomyślałem. Jeszcze w nocy taki problem... W końcu nieco zmieniłem procedurę i choć nie ruszył jak trzeba, to pokazywał mnie na mapie i czy jestem na właściwej trasie. Jest trudniej, ale tak da się jechać bez większego problemu. Wspomagam się też innymi zawodnikami, których niemal non stop widziałem bliżej lub dalej ode mnie. Nice! Bez trudu docieram do PK-5, choć znalezienie budynku było nieco trudniejsze. Pomogła mi owa para kolarzy, o których już wcześniej wspominałem. Ja miałem lampę, oni sprawny GPS. Powinienem już nic nie robić ze swoją nawigacją, ale mnie coś kopnęło, żeby jednak spróbować. Tym razem ruszył! Radość nieopisana! Do mety już tylko nieco ponad 100 km, robi się widno, a jedyny mankament w postaci szwankującej nawigacji wydaje się nie istnieć. Choć do myślenie dał mi inny kolarz, którego GPS też nie chciał odpalić. Również "Garniak", choć bardziej wypasiony (tak mi się wydawało). Pamiętałem z wcześniejszej analizy, że będę jechać wzdłuż rzeki i stawów. Tak też było, choć pewien szczegół się nie zgadzał... Ale tego nie dostrzegłem. Do myślenia powinno mi też dać miejsce, gdzie musiałem przejechać kawałkiem po szutrach koło jakiś garaży - szutry na trasie wyścigu szosowego? Kawałek dalej dojechałem do skrzyżowania, które już raz pokonywałem i tu włączyła się czerwona lampka. Ale telefonu od żony brak... Czyli może część wspólna (takie były) i jest ok. Pokonuję karkołomny podjazd i nabieram kolejnych wątpliwości. Jest tez telefon od żony: - Jesteś po drugiej stronie mapy! Powtarzasz trasę! W tym momencie niezły dół, ale sądziłem, że strata niewielka. Niestety, kiedy sprawdziłem na telefonie, gdzie miałem wgraną całą mapę i mogłem zobaczyć gdzie jestem, szok! Jeszcze większy dołek! Odnajduje też jednego zawodnika, którego GPS tak samo wyprowadził w pole. Powrót do trasy, gdzie się zgubiliśmy, nie ma sensu. Dzwonię więc do organizatora i ustalamy, że mamy wracać trasą, którą zaczynaliśmy. To dodatkowe 50 km, ale przynajmniej mam jeszcze szanse ukończyć zawody w limicie czasu do BBT. Ponownie jadę po śladzie, tylko pod prąd. GPS protestuje i chcę się wyłączyć. Ale jakoś docieram do PK-6 i to w dobrym czasie. No! Może teraz już choć po śladzie do mety. Niestety GPS na siłę próbuję mnie posłać na "drugi krąg", tj. powtórzyć trasę! Kolejne próby nie przynoszą rezultatu i muszę nawigować manualnie z rozpisek, które wcześniej przygotowałem. Znowu błądzę i jedyną nadzieją jest Smartfon z wgraną mapą. Po kilku błędach, w końcu orientuję się jak mam cisnąć do mety i ostatecznie moje problemy się kończą. Czy tylko ja i mój kompan mieliśmy problemy? Oczywiście nie! Mnóstwo ludzi przestrzeliwało skręt na 40 kilometrze i później wracało nawet 20 km z powrotem! Wielu ominęło punkt kontrolny i np. gość wracał 10 km. Ale chyba wszystkich przebił osobnik, który startował razem ze mną. Myślałem, że dawno mi odjechał, po czym gdzieś go widziałem na trasie, studiującego na poboczu drogi mapę... Jak się później dowiedziałem, kolega jeździł wszędzie, tylko nie po trasie zawodów! Trudno powiedzieć co miał na myśli jego GPS... Po dłuższym czasie błądzenia, poddał się i ruszył najkrótszą drogą do Parczewa. Było mi go żal - wywalił kasę, plany miał jak ja, ale wszystko wzięło w łeb z powodu nawigacji... Wnioski nasuwają się same - lepiej nie ufać w 100% nawigacji! podobnie jak tej samochodowej...
    4 punkty
  4. Ostatnie zabytki w Wiśle to orczyk na szczycie Soszowa i stare krzesła na Stożek i Palenice. Reszta ( 7szt?) to nowe '4'. Co prawda nie fullwypas ale sensownie dobrane do stoków.
    3 punkty
  5. Brak nachalnej reklamy...? Kilka tablic przy drodze ( 'krolowa bedkidow' :-) ) to ciut malo... poza tym to stok samorządowy ( o ile coś się nie zmienilo) i całoroczny. Ma realizować uchwały a dopiero potem zarabiać. .... Obłożenie letnie i turystow pieszych jest znacznie większe niż zimowe. Może narciarze nie są im do szczęścia potrzebni? Zauważ tez ze powodzenie mają stosunkowo łatwe trasy (NO, klepki Cienkow Istebna). Za czasow orczykowych trasa na soszowie była czarna, dopiero później zczerwieniala..... Po prostu sam wyciąg przestał być samograjem jak w latach 90 tych. Trzeba się się teraz postarać.
    3 punkty
  6. Parę fajnych video znalezionych w sieci Zjazd z samej przełączki, więcej śniegu w żlebie niż w naszym przypadku. Zjazd Bargiela z samego szczytu 10.05.2017 (zamarznięty Czarny Staw) Skialpiniści pomagają człowiekowi w adidasach zejść w Rysie, dostaje raki, czekan i szkolenie.
    3 punkty
  7. Wydaje mi się, że kończą się czasy "każdy sobie rzepkę skrobie"... Jeśli wiślańskie ośrodki nie zrobią realnej konkurencji dla Gopassa ( wspólna całosezonówka ), to będą co raz bardziej odczuwać obecność TMR-u. Szczyrk szybko się rozwija, będą nowe koleje i trasy. Jest darmowy skibus, który już chyba nawet z Bielska-Białej dowozi narciarzy. Tymczasem we Wiśle i Ustroniu, część ośrodków opuściła wspólny Wiślański Skipass, o skibusie też na razie ani słychu... Choć na razie nie wiemy jakie są przyczyny sprzedaży Soszowa...
    3 punkty
  8. Wczoraj została wydana decyzja środowiskowa na rozbudowę SON etap II (zapewne chodzi o budowę nowej kolei, trasy i modernizacji istniejących) https://www.bip.szczyrk.pl/res/serwisy/pliki/18326557?version=1.0
    2 punkty
  9. Dodam kilka fotek. Lodowiec, który pęka i czasami coś odlatuje na dół. Słychać było trzaski. Odłamane bryły lodu na śniegu, zaraz obok naszego przejścia Ostatni płaski kawałek dojścia do szczytu Ważne zdjęcie z Matternhornem w tle, który w końcu zobaczyłem. Ze szczytu Alpubela widać całą dolinę Zermatt i Monte Rose
    2 punkty
  10. Finsteraarhorn od strony Lodowca Fiescher ciekawy projekt, będę Wam kibicował Finsteraarhorn atakowałem latem 2005 roku, niestety załamanie pogody uniemożliwiło wejście na szczyt. Auto zostawiliśmy na Przełęczy Grimselpass 2165m i podchodzili Lodowcem Oberaargletscher na Oberaarjoh 3223m i dalej Lodowcem Studergletscher przez przełęcz Gemslicke 3335m i Lodowiec Fieschergletscher do schroniska Finsteraarhornhutte 3048m. Następnego dnia doszliśmy lodowcem na Hugisattel ok 4000m. i zabrakło jedynie 250m skalnej grani. Oberaargletscher i przełęcz Oberaarjoch Oberaarjoch Finsteraarhorn widziany z Lodowca Studergletscher trawersowanie Lodowca Studergletscher, z tyłu Oberaarhorn widok z przełęczy Gemslicke na Lodowiec Fiescher - w środku Grünhornlicke (przejście na Konkordiaplatz) z prawej Gross Grünhorn, z lewej Gross Wannenhorn zejście z przełęczy Gemslicke Gemslücke widziana z Lodowca Fiescher Finsteraarhorn widziany z Lodowca Fiescher czyste i wygodne schronisko Finsteraarhornhütte POWODZENIA
    2 punkty
  11. 1 maja świętowałem z kolegą Przemkiem na Rysach. Udało się trafić w warunek idealnie. Nawet Rysa odpuściła w słońcu po 14, co w sumie było kluczowe. Zjeżdżaliśmy w dół około 16 i całość góry była już miękka, warunki rewelacyjne. Krótka relacja zdjęciowa. Tatry widziane rano z Gliczarowa, generalnie wiosna. 1 maja, przed 8 rano 80% parkingu już zajęte. Na asfalcie do Moka było tłoczno. Tak idziemy kiedy nie ma śniegu Widok ze schroniska. Po lewej kocioł, nasz cel. Śnieg do zjazdu zaczynał się od Czarnego Stawu. Śnieg pod wodą w Czarnym Stawie. Przepinka z trekingów na buty skiturowe Stok nad Czarnym Stawem z bliska Towarzyszyła nam 30-osobowa wycieczka z Serbii/Czarnogóry, musieliśmy ich wyprzedzić :-) Żleb Rysa Podejście na Niżne Rysy, szczyt główny z lewej. Bula pod Rysami Najtrudniejszy zjazd Zachód Grońskiego, bardzo dobrze widoczny z kotła. W żlebie Rysa Przełączka na końcu żlebu, tutaj już bardzo wąsko, szerokość 2-3m. Początek podejścia na szczyt z łańcuchami Widok ze szczytu Zdobywca na szczycie Zjazd w kotle i widok na dolny żleb Resztki lodu z Czarnym Stawie Weszliśmy na sam szczyt bez nart, ale zjazd jest dopiero ze żlebu Rysa. Musieliśmy odpuścić górną wąską część ze względu na dużą ilość pieszych. Tam i tak nic poza zsuwem nie da się zrobić. Zjazd zaczęliśmy trochę niżej po rozszerzeniu się żlebu. Było emocjonująco chwilami i było pięknie. Warto raz się pomęczyć 5h z nartami i butami skiturowymi na plecach. Całość tury zajęła nam 12h z długimi postojami i kontemplowaniem gór. Pojechałem w Tatry tylko na jedną dobę na jeden zjazd, trochę dłuższy niż BSA Piękny kocioł i piękny górny żleb. Dla porównania warunków można spojrzeć na letnią relację Marboru
    1 punkt
  12. Finsteraarhorn – najwyższy szczyt Alp Berneńskich (4274 m n.p.m.) oraz trzeci pod względem wybitności szczyt w Alpach. Leży w Szwajcarii, na granicy kantonów Berno i Valais. Jest najwyższym szczytem kantonu Berno i zarazem najwyższym szczytem Alp leżącym poza głównym łańcuchem. W 2001 r. cały masyw Finsteraarhornu wraz z okolicznymi lodowcami został wpisany na listę światowego dziedzictwa. Wierzchołek można zdobyć ze schroniska Finsteraarhornhütte (3048 m). Szczyt otaczają lodowce Fieschergletscher na zachodzie, Unteraargletscher i Oberaargletscher na wschodzie oraz Unterer Grindelwaldgletscher na północy. Północno-wschodni filar góry ma wysokość 1000 metrów. Plan jest następujący - punkt startu to Jungfraujoch (wjeżdża się kolejką za jedyne 107 CHF). Dalej Konkordiahutte (1) tam dwa dni, póżniej Finsteraahornhutte (2) tam też dwa dni w tym jeden wejście na Finsteraarhorn. Dalej Holandiahutte (4) nocleg i zjazd do Blaten. Są też jakieś podwarianty. Do odjazdu zostało 13 godzin! pozdro Wiesiek
    1 punkt
  13. A małe dzieci na czym się mają uczyć? Od razu na gondole? Chyba się nie rozumiemy. Jak do Ciebie kanapy w Wiśle to relikty PRL to Twoja sprawa.
    1 punkt
  14. W tym sezonie byłem kilka razy w Istebnej (na Złotym Groniu i Zagroniu). Byłem też na Nowej Osadzie, Cieńkowie i Skolnitach. Skolnity, wiadomo - puste jak zawsze. Pomimo, że przy głównej drodze, w centrum Wisły, blisko dworca. W innych ośrodkach, pomimo, że ludzie byli - to jakby jednak było ich nieco mniej niż w poprzednich latach przy podobnych terminach, przy podobnych warunkach (nie mówię o okresie feryjnym). Może tylko tak trafiałem? Nie wiem.
    1 punkt
  15. Soszów nie był na wiślańskim skipassie. Czantoria była ,ale od chyba dwóch sezonów nie jest. Jak zbankrutuje Skolnity to do Wisły nie będę miał po co jeździć pociągiem. Rozmawiałem z kilkoma narciarzami w SMR. Kiedyś jeździli do Soszowa i na Czantorię!? SMR z nowymi wyciągami ich zachwycił mimo kolejek. Byłem na Czantorii w czasie lutowych mrozów. Były pustki. Po dwóch dniach przy podobnej temperaturze w SMR i tam tłumy. Jaki wniosek?!
    1 punkt
  16. To odwiedź Czantorie w sezonie letnim. To jest wyciąg który zarabia więcej w sezonie wiosna jesień niż w zimie. Jest to ewenement to fakt. Kasa się liczy to prawda ale są takie wyciągi które przy normalnych inwestycjach nie muszą się obawiać konkurencji Szczyrku. Skolnity, stożek, no i faktycznie ten Soszow mają ciężkie czasy przed sobą..
    1 punkt
  17. Nie wiem jak Soszów, bo nie byłem, ale ogólnie w Wiśle i Istebnej rzeczywiście dało się odczuć obecność Słowaków w Szczyrku. Chyba tylko Nowa Osada cały czas miała pełno ludzi. A o Skolnity już nie chcę mówić ;). Jak oni to wytrzymują?
    1 punkt
  18. Opowieść z dreszczykiem..... takie lubię
    1 punkt
  19. Trzeba zamknąć wreszcie ten Saastal! W ostatni dzień pogody (czyli dzień po Fluchthornie) czekał na nas Alphubel - 4206 m. Skład wycieczki był tym razem skromniejszy - Kamil (kskuski), MarioJ, Jacek i ja. Punktem startu jest krzesło nad Langfluh - chyba 2900 m npm. . Z dołu Alphubel wygląda dość niepokojąco - zastanawiamy się gdzie jest wejście. Ale ponieważ przed nami ciągną dosłownie tabuny narciarzy to problemu nie ma. I w rzeczywistości też go nie ma. Niektórzy nawet nie wchodzą na górę i zjeżdżają szybciej Po drodze jeszcze takie urokliwe widoki na Allalinhorna Po łagodnym podejściu pod samą kopułę szczytową zaczyna się zdecydowanie stromiej. To był ten moment, którego obawiałem się patrząc z dołu. Jednak nie trzeba zdejmować nart a w dodatku jest komfortowy szlak wydeptany przez poprzedników - wystarczają więc same harszle. Końcówka to płaskie spokojne podejście Widoczność na górze jest trochę ograniczona ale nie jest źle. Chwilę podziwiamy i zaczyna się zjazd A teraz wizualizacja z traku. Miałem nadzieję, że wrócimy wariantem oznaczonym czerwonymi kropkami ale szreń była masakryczna. zjechaliśmy trasą. W statystykach wyglądało to tak 1306 m podejścia , 2451 m zjazdu, razem 16 km drogi. około 6 godzin (z przerwami) a po ich odliczeniu 4 godz. I jeszcze na zakończenie chcę Wam pokazać teren który ujeżdżaliśmy przez kolejne dwa dni - gdy opad śniegu odciął nam możliwości wycieczek. Teren jest naprawdę niezwykły. popatrzcie. Dociekliwi znajdą tutaj liczne ślady działalności lodowca - strome moreny boczne, głęboko wcięte koryta rzeczne. A ponieważ w tym roku spadło dużo śniegu to jazda była dosłownie wszędzie. Narysowałem parę (fioletowych) naszych linii. teren dosłownie nie do zajeżdżenia i piekielnie urozmaicony ze bardzo stromymi kawałkami. Jeszcze gwoli kronikarskiej dokładności należałoby powiedzieć, że w jednym z tych ostatnich dni MarioJ i Jacek zafundowali sobie wycieczkę z Saas Almagell do zapory (i dalej do Saas Fee). Niżej podpisany uznał, że są granice masochizmu i wybrał jazdę po morenach. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  20. Kolejna wizyta u rehabilitanta i zmiana jego nastawienia Okazało się, że w obwodzie - najszersze miejsce na udzie - utrata masy mięśniowej 4 cm obwodu... przy kolanie 1 centymetr i wygląda to źle. Kazał jeździć na rowerze stacjonarnym, chodzić na basen - ćwiczyć więcej, używać jednej kuli. Na chwilę obecną stosuję jedynie więcej ćwiczeń, dlaczego? Lekarz prowadzący powiedział, że do końca 6 tygodnia zero roweru, zero mocniejszych obciążeń nogi a jeśli chodzi o chodzenie o kulach, to albo wcale, albo o dwóch - absolutnie nie o jednej. Do 10 maja (kolejna wizyta u lekarza) mam zamiar stosować się to zaleceń tej osoby z tych dwóch. Do rehabilitanta tracę zaufanie i chyba po 10 maja nastąpi zmiana. Ponieważ piękna pogoda, z ćwiczeniami przeniosłem się na trawnik Po przeczytaniu mnóstwa materiałów, filmów na YT postanowiłem wprowadzić sobie mocniejszą wersję rehabilitacji mięśni chorej nogi. Treningów mam teraz kilka: 4 razy po 45 minut w ciągu dnia ćwiczenia z piłką, naprzemiennie (co drugi dzień) spacery o kulach minimum 1 kilometr i ćwiczenia w wodzie minimum 25 minut. Po kilku dniach zmiany cyklu ćwiczeń czuję, że są spore, pozytywne zmiany. Zakwasy bolą Relaksuję się cały czas głównie w W3: Sprzęt do dalszej części rehabilitacji jest. Czekam na pozwolenie... ...choć gdy się przymierzałem, to na chwilę obecną zgięcie w kolanie (ok 100 stopni) nie pozwala mi na kręcenie bez odczuwania bólu Wczoraj pierwsza krótka wizyta u znajomych Jeden wyjazd i wyrwanie się w inne otoczenie i tyle radości! Ciągnie wilka do lasu i do piłki... ...najczęściej uprawiana dyscyplina "sportowa" teraz, to skrable Kalorii do organizmu dostarczam cały czas i... ...niestety chudnę - inaczej tracę masę. Myślę, zmiana wagi o 5 kilogramów, to głównie straty w nodze Pozdrawiam serdecznie marboru
    1 punkt
  21. Polecam wywiad ze szwajcarską Mistrzynią Świata w MTB, która jeździ w polskim zespole Kross Racing Team. Powinno dać się czytać bez płacenia. http://wyborcza.pl/AkcjeSpecjalne/7,163311,23326329,jolanda-neff-mistrzyni-swiata-w-kolarstwie-gorskim-w-polsce.html Jesteś świetną zawodniczką, może po prostu wszyscy uczą się od ciebie? – Nie. Mamy znakomitą, luźną atmosferę, a przy tym każdy – od mechanika, przez fizjoterapeutę, po menedżera – ciężko pracuje. Nasz mechanik dłubie przy rowerach od wczesnych godzin porannych, czasem nawet do północy. Zdarza się, że menedżer mówi: „Zostaw, nie pali się, zrobisz jutro”, on upiera się, że nie, musi być zrobione dziś. Bo chce, żeby sprzęt był przygotowany perfekcyjnie i nie było żadnych niespodzianek w ostatniej chwili. Potem mechanik mówi menedżerowi, że powinien się już kłaść, a on jeszcze kończy maile do sponsorów. Wszyscy pracują niezwykle ciężko, ale są w dobrych humorach. To jest świetne.
    1 punkt
  22. Tatry Zachodnie dobra alternatywa 3 maja, bez tłumów korków i kolejek. MAPA Rohacka Dolina podjazd asfaltem na rowerze- 600m w górę na 12km , dałem radę na moim trekingu, nagroda termy Orawice
    1 punkt
  23. było dużu grzybów i czarnych jagód
    1 punkt
  24. Hala Skrzyczeńska - rozpoczęto prace ziemne rozszerzające instalacje do naśnieżania Zbójnicka Kopa -geodeci wytyczyli nowe trasy i ślad kanapy.
    1 punkt
  25. Wczoraj z Pawłem (Mostostalem) wzięliśmy kawałek SONu. Ważyło to ze 100-200kg i zmieściło się do Pandy Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
  26. Moja niedzielna trasa Mało znany most na Wiśle Góra Pałac Myśliwski, Promnice Plaża Tychy Paprocany Zapora Goczałkowice
    1 punkt
  27. Ćwiczenia z piłką wyraźnie mi służą Nareszcie poczułem, że mam mięśnie w operowanej nodze - zakwasy! Robię sobie teraz 3 sesje treningowe, w ciągu dnia, po 25 minut. To zdecydowanie wystarcza. Bardzo powoli ale czuję, że zachodzą pozytywne zmiany. A dzisiaj? Dzisiaj pełen relaks Odpoczynek... Nie pamiętam już kiedy tyle miałem czasu by ten czas aż tak zwolnił... Oczywiście wolelibyśmy gdzieś aktywnie spędzać czas - no ale po naszych kontuzjach obydwoje potrzebujemy ładowania baterii No i systematycznie przeglądam i czytam klasykę komiksu, której ostatnio przybyło nieco w biblioteczce Ciepło, piękna pogoda...aż człowiekowi serce rośnie... Przed słońcem chowam się pod jabłonią... ...w której praca wre i naturalna muzyka wycisza. Jutro rehabilitacja. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
    1 punkt
  28. Uzupełnię Fluchthornową relację Mariusza. Na początek Kamil - jest. Widok na północ Teraz przyjrzyjmy się wariantowi zjazdu do jeziora (co go nie zrobiliśmy). Z mojego punktu widzenia wyglądało to tak. Podnosząc punkt widzenia wychodzi, że całkiem przyjazna propozycja to była. Narysowałem ją górą moreny bocznej - to chyba byłby lepszy wariant. Końcówka to jest już droga. Troszkę tu wygląda jakby było niewielkie podcięcia nad drogą ale myślę, że w terenie jest jakiś prosty zjazd do niej. Szczególnie przy większej ilości śniegu. Teraz pytanie - czy ten wariant narciarsko jest lepszy? Chyba nie, ale widok na jezioro (co prawda zamarznięte) może być dodatkową atrakcją. W naszym konkretnie przypadku być może nie było tam w górnej części kociołka szreni - bo jeszcze pewnie słońce operowało (choć też niekoniecznie). Ale bez wątpienia jest to trzeci wariant co go można (niekoniecznie z samej góry) zrobić. Jeszcze wyrysowałem prowizoryczny profil - widok z południowego-wschodu Wychodzi mi, że nachylenia powinny być w okolicach 50% - choć przekonałem się, że w takich teoretycznych profilach wychodzi mi przeważnie łatwiej jak w rzeczywistości. Czyli są trzy zróżnicowane piękne zjazdy do Saas Almagell. Troszkę, żal mi dupsko ściska, że tego ostatniego nie zrobiliśmy. Dwie godziny wcześniej tak łatwo bym tego nie odpuścił... Na zakończenie jeszcze widok południowej grani Fluchthorna - widać, że innych prostych wariantów raczej nie ma. Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  29. Witam, Właśnie jesteśmy w Jasnej. Nie wygląda to na razie za ciekawie. Dziś dla przykładu po północnej stronie otwarta tylko niebieska Biela Put. Na Łukową dziś wyciąg zamknięty. Zahradki dopiero od piątku i to tylko trasa nr 1. Dziś padał cały dzień śnieg i deszcz ze śniegiem i trochę wiało dlatego wyciąg na Łukową był podobno zamknięty. Słowacy nie śpieszą się z otwieraniem kolejnych tras i wyciągów także jak wyjazd w grudniu to lepiej pomyśleć nad wyjazd w Austrię. Ja jestem zawiedziony. Po tym jak widziałem jak od 2 tygodni śnieżą na Zahradkach to myślałem że otworzą od 08.12 trasy przy tej stacji a tu lipa. Jutro ma się pogoda poprawić to może chociaż trasę 1b z Łukowej otworzą. Pozdrowienia z Chopoka.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...