Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 22.05.2018 w Odpowiedzi
-
Hollandia hutte To kolejne schronisko wyniesione wysoko nad teren. Jest sporo mniejsze od poprzednich. Niewątpliwym plusem jest możliwość zjazdu na nartach od i pod drzwi. Śpimy tutaj na wysokości 3225 m npm czyli najwyżej podczas naszego wyjazdu. Jest też tutaj najdrożej - po doliczeniu Kurtaxy, tourentee (5 CHF/litr) i odliczeniu zniżki OeAV wychodzi coś koło 78 CHF. Nie ma też tutaj wody w kranach. Do mycia wieczorem stawiany jest baniak z kurkiem a do bieżącej higieny płyn z alkoholem do dezynfekcji. Mimo tego chyba najwyżej oceniliśmy to schronisko. Przede wszystkim kuchnia jest rewelacyjna i to nie tylko obiady (kucharzy tutaj jakiś Azjata) ale wreszcie normalne śniadania w niereglamentowanej ilości. Z mięsem, kiełbasami, dobrymi serami i pieczywem. Czyli można. Schronisko jest "przytulne", ma klimat. Pokoje - wieloosobowe piętrowe prycze. Dzień 6 - wypłata Zainwestowane 105 CHF (dzięki którym znaleźliśmy się na ca 3450 m n.p.m.) przez tydzień czekało na dyskonto czyli zjazd. Ale za nim to nastąpi to ostatnia wycieczka. Celem jest Abeni Flue. Piękna narciarska bałucha. Idziemy dłuższy czas połogim polem lodowcowym. Zmienna pogoda przegania chmury i "okoliczności" są naprawdę nietuzinkowe. Powoli zbliżamy się do Abeni Flue. Dochodzimy na przełęcz i po krótkiej dyskusji decydujemy się na zjazd. Pogoda jest niepewna - wiatr napędza w doliny niskie chmury - boimy się braku widoczności na przełamaniach lodowca przy zjeździe w dolinę. Gdyby do tego dołączył spadek temperatury, to niemała droga co nas czeka może się niespodziewanie wydłużyć. Próbujemy policzyć czas i zakładając rozsądną rezerwę powoli czas nam się kończy. Czyli definitywnie - wypłata! Zjazd jest w mgłach i przecierkach. Warun dość nietypowy - na beton (w miarę równy) spadło może 3-4 cm warstwy świeżego. Jest więc bardzo przyjemnie. Tymczasem na niebie szaleństwo - przetrze się to czy przeciwnie? Po drodze mam "nasze" schronisko, w nim dopakowujemy plecaki. Widok na naszą drogę wygląda zachęcająco. Zjazd od przełęczy jest zdecydowanie bardziej wymagający. Śnieg jest nierówny i słaby. Przy dynamicznej pracy (z ciężkim plecakiem) można jednak pozwolić sobie na ostrą jazdę. po drodze oglądamy (przy okazji odpoczywając) jeszcze różne ciekawe geologicznie formacje. Ten zjazd jest zresztą niesamowity - nad nami ciężkie chmury a w głębi doliny - sielanka Jedziemy i jedziemy a cel ciągle daleko Jeszcze wyrazista morena boczna i lodowiec się kończy. Pojawiają się drzewa, nachylenie spada ale do końca jak się okazuje są jeszcze kilometry. Jeszcze sentymentalny rzut oka w tył. Nijak nie widać, że tam na przełęczy to pewnie z sporo ponad kilometr wyżej jest. Lądujemy przy mostku, cywilizacja! Jeszcze kilkaset metrów po drugiej stronie i jest wiata przystanku (Fafleralp). Godzina 12:35 - w sam raz aby spokojnie dotrzeć do Interlaken, zwiedzić miasteczko, zjeść i pójść wcześniej spać. Szczegółami dalszej podróży nie będę Was męczył ale trudno uwierzyć, że podróż czterema środkami komunikacji zajmuje nam tylko trochę ponad dwie godziny. Na początku jest lokalny "prywatny" busik - za 10 CHF jesteśmy w Blatten. za kolejne 6 dostajemy się Postbusem do Visp. Bilet kolejowy z Visp z przesiadką w Spiez chyba około 40 CHF. Odcinek Spiez - Interlaken to kwintesencja kiczu. Jezioro nad którym jedziemy, łódki na wodzie, ośnieżone szczyty, wystrzyżone trawniki. Ładunek cukru trudny do wytrzymania. W Interlaken moi koledzy potrafią rozmawiać tylko o kiełbasie. Idziemy i kupujemy po wielkim pęcie dla każdego - na gorąco jest naszym ostatnim obiadem w Szwajcarii. Rano (jak zawsze przed 5:00) robię wielką jajecznicę - pora jechać. I jeszcze dzień w statystykach i mapach. Wejście na (pod) Abeni Flue Zjazd w dolinę. Najwyższy punkt 3851 m n.p.m. - koniec jazdy 1765 m n.p.m. Przewyższenie z góry (wypłata) - 2153 m! Odległość nie tak duża - około 20 km. Tradycyjnie pora na podsumowanie. No cóż - fajnie było! Dzięki ekipo. Pozdro Wiesiek4 punkty
-
To jeszcze ciekawostka. Może już słyszeliście o 11 letnim Alexanderze Piegza ? Zjazd z Rysów, 06.05.2018, kilka dni po mnie Pocieszające że Alex chociaż trochę pługuje przy skrętach 😀3 punkty
-
Przypominamy Państwu, że możecie korzystać z kolei w Szczyrku: ➡️Codziennie w godz. 9:00-17:30 czynna jest kolej linowa na #Skrzyczne COS OPO Szczyrk. ➡️Kolej gondolowa na Halę Skrzyczeńską w Szczyrkowski Ośrodek Narciarski w maju i czerwcu działa w soboty, niedziele i święta. ➡️Kolej linowa na #Beskid w Beskid Sport Arena Szczyrk uruchomiona zostanie od 31.05, tj. od Bożego Ciała. ... Zobacz więcej3 punkty
-
Piąty dzień - przerzut do Holandiahutte Jak już wspominałem chodząc w Alpach Berneńskich jest pewien problem z logistyką. Popatrzcie na taką uproszczoną mapę. Widać układ dróg "okalających" niebieskie pole lodowca i albo mamy do wyboru drogi kołowe po wschodniej stronie (z tysiącem zakrętów) albo zdecydowanie ciekawszą linię kolejową z Visp do Spiez (a dalej do Berna). Z Spiez jest też oczywiście połączenie kolejowe z Interlaken. Drugim istotnym czynnikiem było pytanie do jakiej rzędnej da się zjechać na nartach. Oceniliśmy, że jak dojedziemy na 1700 m npm to będzie dobrze. Popatrzmy jeszcze na przybliżenie mapy. Z pomocą przychodzi nam droga biegnąca wąsko wciętą doliną w Blatten. To chyba najbliżej podchodząca droga w tym regionie. Na czerwono obwiodłem miejsce do którego chcielibyśmy dotrzeć na nartach. Podsumowując: wracamy przez Blatten (oraz Visp, Spiez) Skoro nasza drobiazgowa analiza zaprowadziła nas do Blatten, a z Finsteraarhornhutte to pewnie pod 30 km, to warto po drodze "zaliczyć" kolejne schronisko. W sposób oczywisty narzuca się tu Holandiahutte. Ten przerzut jakoś nie budzi naszego entuzjazmu. Kilkanaście kilometrów na lodowcowej patelni. Na początek krótki zjazd, podejście na przełęcz Grunnlucke, dłuższy zjazd (do Konkordiahutte) i jeszcze dłuższe podejście do schroniska. Wspomniany zjazd byłby fajny ale zalodzony beton z rana niestety nie gwarantuje dobrej zabawy. Kombinujemy jak konie pod górę ale nic się nie da wymyślić. Zostawiamy sobie jako opcję przejście przez Abeni Flue - przy pełnych plecakach nie ma jednak parcia na ten wariant. Jest jeszcze jeden argument za Holandiahutte - chcielibyśmy mieć przegląd najważniejszych dolin Alp Berneńskich, miejsce na pewno jest warte powrotu. Wstajemy jak zawsze. Przed świtem mamy pierwszy zjazd za sobą. Jeszcze pożegnalny rzut oka na gościnne schronisko i w drogę. Na przełęczy przepinka i zjazd. Zgodnie z oczekiwaniami mamy fale Bałtyku utrwalone w lodzie. Rzuca niemiłosiernie. Ale kto mi każe tu walczyć? Kombinuję jak wprowadzić narty w ześlizg aby tracić jak najwięcej wysokości i zasuwam w niezłym tempie w dół. Kilkaset metrów dalej zauważam, że fale Bałtyku zamieniają się w śródlądowe a na końcu jest betonowo ale dość gładko (jak na standardy skiturowe) i tam już jazda jest przyjemna. Docieramy do Konkordii - jakoś nie ma chętnych na poranną kawę (zgadnijcie dlaczego). Tymczasem na niebie robi się bardzo interesująco. Jakieś przecierki, pędzą chmury Przepinka jest nawet w czymś na kształt słońca ale lampa nam nie grozi. W myśl prognozy to raczej możemy spodziewać się niewielkiego opadu (jesteśmy troszkę poniżej izotermy 0). Ten fragment drogi jest niezwykle efektowny. Ten spektakl umila nam monotonię tego podejścia. Z czasem chmury zagęszczają się, widoczność siada, nawet troszkę sypie. Mam wrażenie, że to Ultima Thule. Na szczęście schronisko jest tam gdzie powinno być. W zasadzie to powinienem napisać, że to my jesteśmy tam gdzie powinniśmy być. Na zakończenie mapka W statystykach wyszło razem 16 km, zjazdów było 870 m, podejścia prawie 1100 m. Można to jeszcze zobaczyć na wizualizacji (włączyłem nagrywanie z drobnym poślizgiem). Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Czasami kiedy organizuję sobie ekipkę na wyjazd, moi narciarscy znajomi mówią mi, że tym razem z takiego a takiego powodu nie mogą pojechać. Postanowiłem zatem w kilku obrazkach pokazać, że większość popularnych powodów to przeszkody czysto teoretyczne, które tak naprawę łatwo pogodzić z szusowankiem ;) P.S. sezon ogórkowy ;)1 punkt
-
Tutaj się akurat zgodzę z Tobą w 100%. Ja się po prostu pogodziłem z tym że może nie wyjść i się straci czas. Ale jak się uda - to satysfakcja większa.1 punkt
-
Oczywiście - moja najlepsza w życiu tura to były Alpy Lyngeńskie (Norwegia) daleko za kołem podbiegunowym. Z jednej strony jest chęć poznania czegoś nowego "egzotycznego" a z drugiej strony ryzyka i koszty z tym związane. W Alpach jest spora elastyczność - była dupówa - przełożyliśmy wyjazd, zero problemu. Poza tym to krótkie wyjazdy. Jak pojadę na Elbrus i Kazbek i logistykę załatwię pół roku wcześniej to pole manewru jest małe a ryzyko niezbyt udanego wyjazdu duże. Z tego punktu widzenia napisałem, że przy stosunkowo małych kosztach uzyskuje się w Alpach dobrą jakość (czyli udany lub bardzo udany wyjazd). Dlatego Alpy zostaną na razie moją bazą. Ogólnie to istotny jest płodozmian. Dla mnie to oznacza połączenie freeride, freetour i skiturów. Chciałbym aby co najmniej jeden wyjazd w roku był wielodniową turą i aby były tam elementy trochę bardziej wymagające. Do tego raz w roku Tatry (raczej Słowackie), Karkonoszy nie liczę (bo to oczywiste). No i jakiś bardziej egzotyczny kierunek bo jak sam zauważyłeś każde góry mają własną specyfikę i czegoś uczą. Podejrzewam, że mam mniej czasu jak Ty (tego co mi zostało) dlatego tak uważnie przyglądam się wyjazdom. pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć http://www2.mz.gov.pl/wwwfiles/ma_struktura/docs/zal1_zmienzaklpsych_18012007.pdf POzdro1 punkt
-
Zacny wątek. Po ponad 10 latach regularnego podróżowania mam podobne przemyślenia. Bywały wyjazdy na które była zawsze pewna ekipa, lub pewni ludzie - ale to zdecydowanie rzadziej. Mam kilku takich znajomych. Fajnie - nie każdy ma taką pracę, żeby zawsze sobie taki wyjazd zorganizować. Mnie się zdarzyło zgłosić urlop na żądanie - na taki wyjazd - już parę razy. Gdzie szukać psychiatryków? Bo tego jeszcze nie opanowałem. Czasami dochodzę do wniosku, że lepiej nikomu nie mówić - i jechać samemu. W ten sposób odbyłem wiele znakomitych podróży. Nie mam pomysłów do robienia tych memów...ale ja bym jeszcze dorzucił dwa typy ludzi - sprawdzone po wielu latach: 1) "Tak, tak pojedziemy oczywiście, ja jestem chętny. Koniecznie nie zapomnij jak będziesz jechał" - i tak w kółko przez kilka lat jak mnie ktoś widzi, po czym zawsze przy organizacji wyjazdu "nie, stary nie dam rady, daj znać kolejnym razem" i tak w kółko. 2) Ktoś się umawia, i regularnie jak już jest wszystko ustalone - rezygnuje. Ktoś wymyśli memy? 🙂 Jednoczenie...miałem (i mam) paru świetnych znajomych, którzy nie zawiedli. 😉1 punkt
-
Cześć Mariusz a próbowałeś zakładać ortezę na jakieś długie spodnie, np. taki lekki bawełniany dres albo podklejać tejpami miejsce gdzie przylega? Może wtedy nie będzie spadać. Współczuję Ci tej ortezy bo sam w podobnej jeździłem na nartach i jest to wyjątkowo upierdliwe i niemiłe, uciska blokuje dopływ krwi i w ogóle do dupy. Ja mam luz bo już mogę normalnie chodzić. W piątek pierwszy raz pojechałem na rowerze na małą wycieczkę i przeżyłem szok! Od ponad dwóch lat pierwszy raz jeździłem i nic mnie nie bolało podczas jazdy - to naprawdę wielkie szczęście! Pozdrowienia1 punkt
-
Zawody Pucharu Świata w Spindleruv Mlyn z 11.03 (gigant) i 12.03.2011 (slalom) zapisały się w historii PŚ w sposób szczególny. wymienię kilka z nich. Jak już wcześniej zaznaczył @pawelb91 to było pierwsze pudło Vonn w gigancie (nawiasem mówiąc kolejny gigant [w Lenzerheide się nie odbył] to były zawody w Soelden i tam pierwsze zwycięstwo w gigancie Lindsey). 11.03 to przede wszystkim debiut i pierwszy start w PŚ16 letniej Mikaeli Shiffrin. 43 miejsce w gigancie (na 45 które ukończyły). Dzień później w slalomie była 32 i zabrakło Jej tylko 0.05 sek. by awansować do 2 przejazdu. Dodam, że startowała w tych zawodach nasza Katarzyna Karasińska zajmując 41 msc. i wyprzedzając o jedną lokatę Brittany Phelan z Kanady. Ktoś może powiedzieć, a któż to ta Phelan, no niby nic nie osiągnęła, a Jej najlepszy występ to 15 miejsce na IO w Sochi. Jest jednak jedno ale - Brittany w 2015 roku zmieniła dyscyplinę i z narciarstwa alpejskiego przeniosła się do Skicrossu. I to był strzał w 10. W Pjongczangu Phelan zdobyła srebrny medal, przegrywając tylko ze swoją koleżanką Kelsey Serwa. Wcześniej podobną drogę wybrała "Kula Gigantula" Dagmara Krzyżyńska, po sezonie 2008 i kto wie jakby się to potoczyło, gdyby sezon przed IO w Vancouver 2010 poważna kontuzja nie zakończyła Jej kariery😢. Wracając do Szpindlerowego Młyna, to zakończyła tu ściganie, moja ulubiona narciarka ANA JELUSIC (23 msc w slalomie) to też ostatnie zawody kiedy Lindsey Vonn i Maria Riesch (później jeszcze Hoefl) były wielkimi przyjaciółkami. Kolejne zawody to kończące sezon 2010/11 Lenzerheide, a tam odwołane z uwagi na pogodę ostatni supergigant i gigant. Przypomnę punktację generalną Pucharu Świata za sezon 2010/11: 1 Maria Riesch - 1728 pkt. 2 Lindsey Vonn - 1725 pkt. 3 Tina Maze - 1139 pkt. Nie rozumiem tylko dlaczego swoją złość za porażkę Lindsey skierowała do Marii, decyzja o odwołaniu zawodów należała przecież do Fis-owskich sędziów i organizatorów (Szwajcaria). Punkty gromadzi się cały sezon, a nie tylko w finale, zwłaszcza gdy zawody tak są uzależnione od pogody jak dyscypliny alpejskie. Wypada jeszcze wspomnieć o medalistach ze 11 i 12 marca 2011r i nie były to narciarki przypadkowe Gigant 11.03.2011 1 Viktoria Rebensburg 2 Denise Karbon 3 Lindsey Vonn Slalom 12.03.2011 1 Marlies Schild 2 Kathrin Zettel 3 Tina Maze Trochę fotek ze slalomu: Ana Jelusic przed startem i na trasie (co za dynamit) Frida Hansdotter Nicole Hosp Michaela Kirchgasser Sarka Zahrobska Maria Riesch Susanne Riesch Przez moment myślałem, że to Mikaela Shiffrin, ale to chyba Resi Stiegler Lindsey Vonn Kathrin Zettel Tina Maze No i my byliśmy Pozdrawiam serdecznie.1 punkt
-
Finsteraarhornhutte Ciekawi byliśmy czy drugie schronisko będzie równie dobre jak pierwsze. Czekało nas drobne "rozczarowanie" bo w zasadzie pod każdym względem okazało się lepsze od poprzedniego. Czasem symbolicznie a czasem znacząco. Największym plusem (dla mnie) okazały się sale. Zamiast długiej pryczy osobne koja, usytuowane równolegle do korytarza, do tego przepierzenia między poszczególnymi łóżkami a w nich boxy na rzeczy. Razem cztery półeczki na człowieka! Po prostu rozpusta. Dolne spania są na wysokości podłogi a górne 140-150 cm. Wygodnie się wchodziło i schodziło i było powietrze nad głową. Jeszcze po własnym wieszaku na rzeczy (plus haki przed sypialnią na plecaki). Drugą przewagą okazały się jeszcze lepsze obiady. Ekipa zgodnie ogłosiła tu zwycięstwo nowego miejsca. W śniadaniach był remis - czyli dalej beznadzieja. Ale marsztee (herbata na drogę) też na tutejszy plus. Troszkę lepiej było też w kwestiach sanitarnych - woda też ciurkała i nie trzeba było trzymać cały czas sprężyny. Czwarty plus to lokalizacja. Jakkolwiek Konkordia była mega położona i widoki były powalające to tutaj (dla mnie) było jeszcze lepiej. Powyżej lampimy się na nasz opisany już zjazd z Wyssnolen (najniższy z grupy). Z prawej był oszałamiający widok na zamkniętą ścianami Grunhorna kotlinkę Ale chyba największym plusem nowego lokum było to, że nie trzeba było dymać po absurdalnych schodach. Człowiek jak człowiek zjeżdżał (ewentualnie podchodził), zrzucał narty i wystarczyło pokonać jeden schodowy bieg. Czyli jak widać szło ku lepszemu. Z taką nadzieją (czy słuszną?) mieliśmy już niedługo wykonać przerzut do Holandiahutte. Ekipa - dzieci Roberta Naszym guru był Rober jeden z pierwszych (a może i pierwszy) skiturowców w Polsce. Myślę, że mogę zrobić mu tutaj reklamę - zajrzyjcie na stronkę i przeczytajcie króciutki życiorys. Jest się od kogo uczyć! Wszyscy byliśmy "wychowankami" Roberta - ja chyba najstarszym - zaczynaliśmy razem prawie 10 lat temu. Adam (też z Wro) oraz Ania (Kraków) trochę młodszymi. Zupełnym świeżaczkiem był Wojtek z Tczewa, który zaliczał dopiero drugi alpejski wyjazd. Na szczęście formuła wyjazdu była "przyjacielska" i wspólnie podejmowaliśmy decyzje. Zasadnicze emocje minęły (bo Finsteraarhorn zaliczony) ale ostrzyliśmy sobie jeszcze kły na ostatni (zjazdowy) dzień. Czyli będzie jeszcze całkiem fajny ciąg dalszy Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Ale Cię niosło... Chyba ponad śniegiem leciałeś... Jak pierwsze wrażenia? PS. Dobrze, że żeś cały, bo grozą powiało z tym wysokim lotem...1 punkt
-
Nikogo nie zainteresował temat? Ciekawe? Wydawało mi się, że elektroniczne winiety wzbudzą zainteresowanie? Ja używam aplikacji ASFINAG od kilku lat, kiedy płacę za dodatkowo płatne odcinki i tunele. Kilka razy zaoszczędziłem w ten sposób sporo czasu na kolejkach do bramek. Jedyny mankament, który widzę w zakupie winiet elektronicznych, to fakt, że nie będzie można ich kupić "w ostatniej chwili"1 punkt







