Ja to powiem tak: są kilogramy, które warto zabrać i takie, których warto się pozbyć. Przedni amor zdecydowanie zwiększa komfort na tak długim dystansie, po za tym możemy jechać z większym ciśnieniem w przedniej oponie, przez co na asfaltach jesteśmy szybsi. Każdy kto próbował tłuściocha bez amora i z, powie Wam, że lepiej jak on jest. Co jeszcze warto zabrać? Jak już wcześniej wspominałem, np. dużo wody, czy prowiant. Jak nas odetnie na odludziu, lekki rower w niczym nie pomoże. Mi raz brakło przed Sandomierzem i ratowałem się wcinając nie do końca dojrzałe jabłka, Co jak co, ale tu sadów nie brakuje...
Czego nie warto brać? Sakwy boczne na widelec! Na asfaltową wyprawę, taką spacerową ok, ale kiedy przyszło przedzierać się przez krzaki, albo jechać 3 dni pod mocny wiatr, sporo przeklinałem. Koło Świecia mieliśmy bardzo trudny techniczny odcinek. Raz zerwało mi sakwę i wciągnęło między koło a lagę widelca. Rower stanął w miejscu, ale na szczęście jechałem wolno i nic się nie stało. Zamiast nich, wolałbym jedną dużą, taką zapełniającą trójkąt ramy. Pakunki by weszły tak samo, ale żagiel z czoła mniejszy i łatwiej by było przez te krzaki.
Co jeszcze raczej bym nie brał na zawody? Namiot. Wziąłem swój taki "pół namiot" do ręki, ważący nieco ponad 1 kg i od razu rzuciłem w kąt. Również śpiwór zajmował za dużo miejsca, a przy zapowiadanej pogodzie nie był potrzebny. Lepiej zabrać lekką i o minimalnych wymiarach folię NRC. Z tego ludzie nawet namioty robią! Ja zabrałem jeszcze zgrabny i lekki pokrowiec na rower, oraz małą pompowaną poduszkę. Jednak jak tylko jest możliwość, lepiej nocować na kwaterze - ciepła kąpiel i krótki, ale treściwy sen, zdecydowanie przyspieszą regenerację i pozytywnie wpłyną na kolejny dzień zmagań. Pomijam już nawet czas potrzebny na rozłożenie i poskładanie namiotu, do tego rankiem mokrego...
Co jeszcze? Zabrałem za dużo ciuchów! Zwłaszcza ciepłych, ale tu podszedłem nieco asekuracyjnie. Lepiej mieć niż ewentualnie zmarznąć. Jednak większość w ogóle nie użyłem.
PS. Sorry, że mało piszę, ale jeszcze dochodzę do siebie.