Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
18.07.2018 - 18.07.2018
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 18.07.2018 uwzględniając wszystkie działy
-
To trzeba przytoczyć w całości. Ciarki ... Bartosz Styrna: Jakie są Wasze plany na najbliższe godziny? Ostatnia informacja była taka, że byliście na 7800... Andrzej Bargiel:To było wyjście związane z aklimatyzacją. To była droga Abruzzich, którą nie będę wchodził na szczyt. Wybrałem ją właśnie po to, by było bardzo szybko. Wyszedłem rano o 5, tego samego dnia wróciłem do bazy. (...) Tutaj mieliśmy mały kłopot, bo był wypadek, w który się zaangażowaliśmy. Ja dopiero o 5 rano się położyłem. Mówisz o wypadku partnera Kacpra Tekieli... (Stando Vrba został uderzony kamieniem podczas wspinaczki na północnej ścianie Broad Peak North - przyp. red.) Tak. Ale na szczęście to wszystko dobrze się skończyło. Musieliśmy go przetransportować przez lodowiec, zorganizować akcję, na szczęście mieliśmy nosze i wszystko dobrze się skończyło. Lekarz spod Broad Peak’u z produkcji filmowej, która jest realizowana, dotarł na szczęście tutaj z chłopakami i udało się mały zabieg u nas zorganizować. Położyliśmy się dopiero o 5, ale już jesteśmy wypoczęci i gotowi do ataku szczytowego. Pogoda jest różna, ale ja jestem dobrej myśli, mam nadzieję, że wszystko się ułoży i może nawet jutro będę w stanie wyjść do ataku szczytowego. Czyli możliwe, że jutro ruszycie z bazy i to będzie już to wyjście szczytowe... Tak z Januszem Gołębiem ruszymy do obozu III, stamtąd wyruszymy do obozu IV, żeby przygotować jeszcze drogę na tym odcinku i 20 lipca bylibyśmy na szczycie, jeżeli wszystko dobrze pójdzie, ale to jutro jeszcze się okaże rano. Będziemy po prostu sprawdzać prognozy i podejmować decyzje. Ale generalnie jesteśmy gotowi do ataku szczytowego i zdrowi, więc czekamy tylko na optymalne warunki. Rozumiem, że 20 lipca na szczycie, taki jest plan, i wtedy podejmujesz próbę zjazdu... Tak. Wygląda to dobrze na ten moment. Byleby nie spadło za dużo śniegu, by zagrożenia lawinowe nie było zbyt duże. Teraz nic mi nie pozostało, tylko czekać. Wydaje mi się, że mamy dość dobry timing. Dziś jest 17 lipca, jesteśmy zaaklimatyzowani w pełni. Ten sezon tu trwa do 30 lipca. Statystycznie te wejścia są między 20 a 30 lipca. My jesteśmy na ten moment gotowi, by próbować to zrobić. Jak linia zjazdu? Czy są tam jeszcze dla Ciebie jakieś tajemnice? Uważam, że te najważniejsze momenty mam rozpoznane i "zjechane". (...) Teraz potrzebuję tylko zdrowia i pogody, by się tam znaleźć na szczycie i dobrej widoczności podczas zjazdu. Czy brat będzie towarzyszył Ci, latając dronem, podczas tego wyjścia szczytowego i podczas zjazdu? Będzie. To jest naprawdę bardzo pomocne dla mnie, bo mogę rozpoznawać drogę z poziomu bazy za pomocą zdjęć z jego drona i wybierać optymalną linię. Na pewno podczas zjazdu też mogą przez radio sugerować mi i doradzać a propos drogi. Parę dni temu wyleciał na szczyt K2. To jest niesamowite, naprawdę robi olbrzymie wrażenie. Czyli był już dronem na szczycie, tak? Udało mu się dolecieć? Tak, tak. To naprawdę jest niesamowite, bo można zobaczyć tę najtrudniejszą partię - Bottleneck na 8300 metrów. Bardzo mi to pomaga i cieszę się, że jest tutaj ze mną. Mam nadzieję, że będzie na tyle dobra widoczność, by mógł znaleźć się bardzo wysoko i towarzyszyć mi podczas tego ataku szczytowego, jak i samego zjazdu. Czytaj więcej na http://www.rmf24.pl/raporty/raport-polacy-w-himalajach/bargiel/news-andrzej-bargiel-dla-rmf-fm-z-bazy-pod-k2-jestesmy-gotowi-do-,nId,26078465 punktów
-
W tym roku postanowiłem pojeździć na nartach w miesiącach, w których nie miałem jeszcze okazji tego robić. Lipiec był jednym z nich więc w ubiegłym tygodniu spędziłem 3 dni w Zermatt. Oto garść refleksji O logistyce Samotna podróż z Polski do Zermatt autem to finansowe morderstwo i duży wysiłek;) Na szczęście moja siostra mieszka ok. 100km przed Szwajcarią po drodze z Wrocławia, więc mogłem podróż tam i z powrotem podzielić sobie na dwa dni. Ale koszty paliwa, winiety (40CHF) musiałem już ponieść sam. Do i ze Szwajcarii wjeżdżałem przez Bazyleę. Okazało się jednak, że nawigacja prowadzi mnie do przeprawy pociągiem (dodatkowy koszt) i w ostatniej chwili przeprogramowałem nawigację, co zaowocowały dłuższą ale nieprawdobodobnie malowniczą podróżą przez Grimselpas i wjazdem samochodem na ponad 2100mnpm. W drodze powrotnej od razu odpowiedni ustawiłem nawigację i wracałem autostradami, najpierw jadąc na zachód w stronę Lozanny, a następnie przez Berno. O miejscowości Zermatt jak wiadomo wyłączony jest z ruchu samochodowego, więc samochód zostawiłem na parkingu w Tasch (54CHF za 3 noce) i do Zermatt dojechałem z tobołami pociągiem (16CHF za podróż w dwie strony). Na miejscu po miasteczku poruszają się niemal wyłącznie elektryczne taksówki i dostawczaki, a większość hoteli oferuje transfer z i do dworca. Miejscowość położona jest pięknie, między stromymi ścianami doliny, a z góry groźnie spogląda na nie Matterhorn. Hotel Jagerhof, w którym się zatrzymałem i który z czystym sumieniem mogę polecić, położony był bardzo wygodnie, 5min pieszo od centrum a 10min od stacji wyciągu. O ośrodku narciarskim. W lecie wyciągi ruszają o 7.15 a jazda na nartach możliwa jest do 13.00. W górnej części miasteczka znajduje się stacja, z której baaardzo długą gondolą wjeżdża się na ok 2800mnpm, a stamtąd wagonikiem na 3880 gdzie wskakuje się już w narty. Zasadnicza część ośrodka to Plateau Rosa, gdzie znajduje się kilka równoległych orczyków i kilka równoległych tras, długich na ok. 1800m. Po włoskiej stronie znajduje się jedna trasa (7) Nie jest to jakaś ekscytująca jazda, ale ze względu na porę roku nie narzekałem Ośrodek chwali się 23km tras, ale wlicza to pewnie dojazdówkę ze szczytu do orczyków i zjazd z Plateau Rosa do dolnej stacji wagonika. Ta ostatnia część jest dość płaska, a w dobrym stanie jest tylko w godzinach porannych, potem robi się grząska i miękka. Wydaje mi się że o tej porze roku ciekawsze trasy oferuje jednak Hintertux, ale ze względu na wysokość trasy na Plateau Rosa dobrze się trzymają, a nawet podczas upalnych dni w dolinach, popołudniowe burze przynosiły w okolicach szczytu warstwę świeżego śniegu. W zasadzie to jazda w Zermatt nie różniła się zbytnio od mojej kwietniowej wyprawy na czeskiego Pradziada. Podobieństw jest wiele: - do obydwu ośrodków nie dojechałem autem - kilka równoległych, prostych tras - orczyki - widok na majestatyczną górę - jazda do 13.00 - miękki, wiosenny śnieg Skoro zatem Pradziad nazywany jest "Morawskim Lodowcem", to ja niniejszym mianuję Zermatt "Szwajcarskim Pradziadem" A cały letni zjazd można zobaczyć tu: Drugiego dnia sprawdziłem zjazd z Plateau Rosa możliwy na stronę włoską (Cervinia). Dzień wcześniej pani z obsługi wyciągów po szwajcarskiej stronie nakłamała mi, że po stronie włoskiej nic nie ma. A tymczasem trasa ta strasznie mi się spodobała! Długa na blisko 3km, szeroka, ze śniegiem w całkiem dobrej kondycji. Dodatkowo prawie nikt po niej nie jeździł. Być może dlatego, że jej minusem jest utrata czasu potrzebnego na wjazd powrotny. Jak się okazało, wyciągi po włoskiej stronie mają oprócz statusu "open" i "closed" tryb "stand by". Wygląda to tak, że po zjeździe na włoską stronę na stacji nie zastałem nikogo - ani turystów, ani obsługi, a wszystkie wyciągi stały nieruchomo. Musiałem znaleźć pana i panią z obsługi, którzy specjalnie dla mnie odpalili wyciąg i kilkudziesięcioosobowym wagonikiem wwieźli mnie z powrotem na górę. Jeden zjazd/wjazd zajmował prawie 30min, więc przy krótkim czasie otwarcia ośrodków szkoda mi trochę było czasu. 3 dniowy karnet (181CHF) ważny jest zarówno po stronie szwajcarskiej jak i włoskiej. Cała "włoska" trasa: Subiektywnie reasumując. Podobało mi się bardzo - dobre warunki śniegowe jak na lipiec, brak tłoków (głównie kluby/zawodnicy, narciarzy rekreacyjnych - niewielu) i niesamowite widoki. Na regularne wizyty w Szwajcarii raczej sobie nie pozwolę, ale kiedyś chętnie wrócę, może na jakąś końcówkę sezonu, kiedy liczba otwartych tras jest jeszcze spora a pogoda już wiosenna2 punkty
-
Cześć Taki styl opisu/przekazu to zupełnie nie moja bajka. Powiedziałbym nawet, że nieco mnie śmieszy i drażni. Najśmieszniejsze jest jednak to, że trafia w sedno. Dokładnie wiem o jakie uczucia mu chodziło. Dlatego właśnie warto żyć. Przydałoby się jeszcze - to dla mnie bardzo ważne - aby móc z kimś się tym dzielić się w tym właśnie momencie. Dlatego tak podziwiam samotną walkę bo dla mnie byłaby ciężka do zniesienia. Pozdrowienia i szacunek wielki2 punkty
-
2 punkty
-
Cześć Wczoraj porządkowałem z Amelką stare zdjęcia i ku swemu zdumieniu znalazłem coś takiego: Na zdjęciu miałem jakieś 6, może 7 lat. Jak widać wagonik stał wtedy w tym samym miejscu co na zdjęciach w prezentowanym przez kolegę Geralda artykule. Można zobaczyć, ze na moim zdjęciu wagonik jest "kompletniejszy" - zachowała się część poszycia dachowego (blacha falista), która była elementem budowy dachu wagonika, a której nie ma już na zdjęciach późniejszych. Niestety nie jestem w stanie zidentyfikować dokładnie miejsca gdzie ten wagonik stał ale Gerald pisał, że już go nie ma. Przypadkowo i nieświadomie dotykałem HISTORII. Szkoda, że nikt nie zadbał aby trwała. Ja niestety jeszcze wtedy nie myślałem takimi kategoriami. Zdjęcie oczywiście dedykuję Marcinowi. Pozdrowienia serdeczne2 punkty
-
Koniecznie przeczytajcie - pięknie napisane, a przy okazji po raz kolejny okazuje się że jabłka to jeden z lepszych energetyków, Macka też ratowały w ciężkich momentach. Maciek wie jakie ja stosuję energetyki Cezary Urzyczyn 13 lipca o 18:00 - Co pan dostał za to drugie miejsce? Zapytał mnie młody wolontariusz gdy siedzieliśmy na mecie. - Co ja dostałem pytasz? A masz 10 minut ? - To Ci powiem. Dostałem całe mnóstwo skarbów i cały kosz nagród. Jak zamknę oczy widzę łąkę i las w oddali. Zielony horyzont, właściwie nie tylko zielony ale mieniący się wszystkimi odcieniami. Z herbacianym zachodem i różowym wschodem. Nigdy nie wiedziałem, że zieleń ma tyle odcieni. Dostałem całe kilometry polnych kwiatów, które ścinałem moimi kołami. Aż mi było ich szkoda. Przez ból mięśni czuje ogromną radość z pokonania KOGOŚ WIELKIEGO. Ten ogromny przeciwnik siedział we mnie przez cały ten czas. I szeptał: nie uda ci się! Zejdź; zatrzymaj się, popłacz się i zaklnij. Czasami krzyczał mi w głowie przez korzenie i szczypał pokrzywami i komarami. Uderzał w nadgarstki i walił w tyłek. Od czasu do czasu rzucił gałąź w koła i sypnął miałkim piaskiem. Piekło gdy batożył mnie ostrymi trzcinami po spoconych rękach. Taki z niego WAŁ! A gdy było już naprawdę źle - zatrzymywałem się i jadłem wtedy wiśnie z dzikiego sadu, jadłem jagody. A najbardziej zapamiętam trzask miękkiej skórki świeżo zerwanego jabłka, która pękła nadgryzana z ogromnym apetytem. I ten sok który spływał mi po zgłębieniach brody. Kwaskowy i soczysty sok leciał po brodzie i na koszulkę. Najlepszy taki energetyk. Po każdej z nieprzespanych nocy otrzymywałem nagrodę w postaci brzasku. Gdy wyczekiwany łagodny róż poranka rozświetlał moją drogę. Gdy mogłem zgasić lamkę i pomyśleć: oto jest dla mnie prezent w postaci nowego dnia. Kolejnego dnia, w który mogę robić to co bardzo lubię. Gonić horyzont by sprawdzić co jest za nim.2 punkty
-
Ja to powiem tak: są kilogramy, które warto zabrać i takie, których warto się pozbyć. Przedni amor zdecydowanie zwiększa komfort na tak długim dystansie, po za tym możemy jechać z większym ciśnieniem w przedniej oponie, przez co na asfaltach jesteśmy szybsi. Każdy kto próbował tłuściocha bez amora i z, powie Wam, że lepiej jak on jest. Co jeszcze warto zabrać? Jak już wcześniej wspominałem, np. dużo wody, czy prowiant. Jak nas odetnie na odludziu, lekki rower w niczym nie pomoże. Mi raz brakło przed Sandomierzem i ratowałem się wcinając nie do końca dojrzałe jabłka, Co jak co, ale tu sadów nie brakuje... Czego nie warto brać? Sakwy boczne na widelec! Na asfaltową wyprawę, taką spacerową ok, ale kiedy przyszło przedzierać się przez krzaki, albo jechać 3 dni pod mocny wiatr, sporo przeklinałem. Koło Świecia mieliśmy bardzo trudny techniczny odcinek. Raz zerwało mi sakwę i wciągnęło między koło a lagę widelca. Rower stanął w miejscu, ale na szczęście jechałem wolno i nic się nie stało. Zamiast nich, wolałbym jedną dużą, taką zapełniającą trójkąt ramy. Pakunki by weszły tak samo, ale żagiel z czoła mniejszy i łatwiej by było przez te krzaki. Co jeszcze raczej bym nie brał na zawody? Namiot. Wziąłem swój taki "pół namiot" do ręki, ważący nieco ponad 1 kg i od razu rzuciłem w kąt. Również śpiwór zajmował za dużo miejsca, a przy zapowiadanej pogodzie nie był potrzebny. Lepiej zabrać lekką i o minimalnych wymiarach folię NRC. Z tego ludzie nawet namioty robią! Ja zabrałem jeszcze zgrabny i lekki pokrowiec na rower, oraz małą pompowaną poduszkę. Jednak jak tylko jest możliwość, lepiej nocować na kwaterze - ciepła kąpiel i krótki, ale treściwy sen, zdecydowanie przyspieszą regenerację i pozytywnie wpłyną na kolejny dzień zmagań. Pomijam już nawet czas potrzebny na rozłożenie i poskładanie namiotu, do tego rankiem mokrego... Co jeszcze? Zabrałem za dużo ciuchów! Zwłaszcza ciepłych, ale tu podszedłem nieco asekuracyjnie. Lepiej mieć niż ewentualnie zmarznąć. Jednak większość w ogóle nie użyłem. PS. Sorry, że mało piszę, ale jeszcze dochodzę do siebie.2 punkty
-
1 punkt
-
Cześć Dzięki serdeczne ale z pewnością nie przeczytam całości. Zerknę na zdjęcia pewnie i tyle. Nie mam pędu do poznawania świata czyimiś oczami, nie piszę relacji ich nie czytam. raczej nie robię zdjęć - starta czasu a chwili i tak nie uchwycisz w tym, dokładnie tym momencie. Jak będę chciał się czegoś dowiedzieć to zapytam się Johnnego. Idea imprezy bardzo mi się podoba i w przyszłym roku kto wie? A jakby Rybelek jeszcze chciał. Pozdrowienia1 punkt
-
1 punkt
-
Właśnie o tym przeładowaniu wspominałem. Wszystko co ciężkie, albo duże gabarytowo i da się bez tego przeżyć, od razu odrzucałem. Duża sakwa tylna jest praktyczna i z niej bym nie zrezygnował. Trzeba po prostu wziąć minimum. Co do mistrzów - jeszcze trzeba mieć taka kondychę jak oni, żeby móc planować jazdę bez snu. Dwie noce bym wytrzymał, ale i tak do Gdańska w tym czasie bym nie dojechał. Skoro moja podróż musiała trwać dłużej, to też musiałem mieć nieco większy bagaż niż oni. Sprzęt. Pojechałem na tłusto, bo taką miałem ochotę, a nie dlatego, że ten rower miałby być najlepszy. Choć na piaskach, których nie brakowało, sporo odjeżdżałem. Przy okazji udowodniłem niedowiarkom, że fatem można to przejechać i to w dobrym czasie!1 punkt
-
Dzięki wszystkim za wsparcie! Nawet jak nie miałem możliwości zaglądnąć tutaj, wiedzialem, że dzieje się w temacie! Jakże inaczej wygląda podróż w wygodnym Pendolino! Gdzie pani obiadek podaje... Kwalifikacje do BBT mam już załatwione w kwietniu, po Maratonie Piękny Wschód. Tu walczyłem o kolejne, do MRDP "Zachód", ale niestety chyba braknie 20, może 30 km. Jednak jak przejadę BBT w limicie, kwalifikacje dostanę. Spokojna głowa. Ostatnia nockę postanowiłem jechać, bo mógłbym nie zdążyć na pociąg. Po za tym to była zagrywka taktyczna i wyprzedziłem parę osób. Maraton okażą się być najtrudniejszym w Polsce! To mówi śmietanka ultrasów! Ponoć BBT przy tym to niedzielny spacerek. Moj wynik przeszedł moje najśmielsze oczekiwania (ponoć 35 na 200 startujących), a doświadczonych ultrasów wprawił w osłupienie. Oni myśleli, że w ogóle nie dam rady, zwłaszcza jak poznali trasę na własnej skórze. Wielu dobrych zawodników pozostawiłem sporo za sobą. Teraz ja dojeżdżam do domu, a większą część ludzi ciągle walczy na trasie. Niektorzy mogą nie zdążyć do soboty na godzinę. 16:00, do kiedy to meta będzie funkcjonować... Niezłe wrażenie zrobiła na nich moja jazda nocna, bez choćby krótkiej drzemki, do tego "wydajna". Kojarzycie MabaOnBike? Została co najmniej 200 km za mną, choć mocno się stara i robi dobre 200 km na dzień. Jeszcze raz to powtórzę: trasa jest mega wymagająca! Takie atrakcje bywają, ale na dystansach nie większych niż ok 50, 60 km...1 punkt







