Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 30.07.2018 w Odpowiedzi
-
Widzę że nie jestem jedyną osobą która szuka muzyki po "krajach". Chociaż Afryka nigdy nie leżała w większym polu moich zainteresowań, nie znam tamtej sceny muzycznej. Jedynie z Afryki dorzuciłbym jeszcze znanego algierskiego wokalistę - któremu udało się raz wystąpić w Polsce (w 2000 roku) - Chalid Hadżdż Ibrahim znanego bardziej jako Cheb Khaled. Na pewno każdy kojarzy jego utwór "Aisha".2 punkty
-
To ja Wam opowiem triathlonową historię z innej bajki.Brat mojego kolegi,z przeszłością dobrego narciarza i motocyklisty torowego,postanowił po kontuzji kolana zostać triathlonistą.Nie miał żadnych ograniczeń finansowych ani czasowych,wziął więc trenerów do każdej z dyscyplin,schudł kilkanaście kilo,bo był potężnie umięśniony i poświęcił się tylko treningowi.Niestety wysiłki i nakłady wystarczyły tylko na 33 miejsce w kategorii 35 w Ironmanie Gdynia 2017,co było sporym zawodem,bo ambicje były dużo większe. Tak więc droga na szczyt nie jest łatwa,nawet jeśli czasu i pieniędzy mamy ile chcemy...2 punkty
-
Żeby to u mnie miało sens, to musiałbym w ogóle zdecydować, że biorę się poważnie za treningi. Koledzy teamowi często zarzucają mi, że ja sobie jeżdżę, a nie trenuję. Pewnie coś w tym jest, ale napinka na wyniki zaczęła mi psuć przyjemność z jazdy. Nie lubię presji, co nie oznacza, że sobie z nią nie radzę. Często mi mówią, że jakbym bardziej profesjonalnie potrenował, mógłbym trochę namieszać tu i ówdzie. Ale chyba zapominają, że ja mam ponad 40 lat i raczej to już nie wiek do robienia kariery. Oczywiście to nie znaczy, że nie mogę osiągać dobrych wyników. Niestety, ale na treningi, jak sam zauważyłeś, trzeba mieć też odpowiednio dużo czasu, a to u mnie największy problem. Na starty w zawodach potrzeba też nie małych pieniędzy, już o tym pisałem. Pewnie swoje plany/starty jakoś sfinansuję, ale żeby coś więcej? Nie ma szans. Jeśli będę się wybierać na Teneryfę, dam znać. Może uda się poznać Mistrza?2 punkty
-
Dzięki za powyższe ! Bardzo ciekawe to co podrzuciłeś. Nowoczesne , lekkie i tak jak napisałeś w sam raz aby polubić klimaty jazzowe i jak dla mnie fajne do samochodu. To może ja coś od siebie. Co prawda nic odkrywczego dla osób , które "siedzą w temacie" ale lubię wszystko co jest związane z tym Panem Pozdrawiam1 punkt
-
Zawsze mnie fascynował fenomen Rammstein w Polsce. Mają w sobie ten teutoński pierwiastek Zapodam teraz całkiem świeży polski jazz (z tych dobrych płyt co ich nie ma). Zacznijcie od tego momentu i do końca (jak się spodoba). Świetna kapela aby polubić jazz - intrygująco, zmiennie, inteligentnie no i jednak współcześnie. pozdro Wiesiek.1 punkt
-
Nieśmiertelnym utworem, który towarzyszył mnie oraz moim znajomym na wyprawy w Alpy jest ballada "Ohne dich" zespołu Rammstein. Jeśli ktoś nie zna, polecam koniecznie obejrzeć z teledyskiem.1 punkt
-
1 punkt
-
Zapewne jak we wszystkim - wszystko trochę zależy od sprawności biznesowej ale też trochę szczęścia. Bargiel wchodzący na K2 miał tam poprzyklejane trochę tych logo z RedBullem na czele. Co pozwala zapewne sfinansować takie K2 i na życie też coś zostanie. Nie mam wątpliwości, że w kraju bogatszym niż Polska takim sportowcom wybitnym, ale jednak "niszowym" - z triathlonem to pewnie nie do końca racja w takim np. USA, choć u nas to ciągle jednak nisza - na pewno jest łatwiej. Takiemu Panu Karasiowi gdyby mieszkał w Kalifornii zapewne łatwiej byłoby sfinansować wiele życiowych potrzeb, a może także fanaberii. Sprawdziłem pod kątem Twojego pytania - w większości zawodów Ironman pula nagród wynosi w okolicach $15.000-$30.000. Jest kilka wyjątków - na czele z Kona na Hawajach, gdzie pula nagród wynosi $650.000. Najlepsi zarobili w 2017 roku z nagród $150.000-$300.000. Do tego dochodzą sponsorzy. Z emeryturą u sportowca łatwo nie jest. W sportach olimpijskich jeżeli zdobędziesz medal, to masz ten "bonus", że masz stypendium olimpijskie z PKOL - to pewnie jest dzisiaj ok. 2700 PLN brutto/mies wypłacane od 40go roku życia. Swoją drogą - skoro @Sariensis znacie się z Mistrzem - czy on w ogóle bierze pod uwagę start olimpijski, czy jest poza selekcją do kadry?1 punkt
-
1 punkt
-
Szanowny Geraldzie, nie wiem jaka jest Twoja rzeczywistość ale moja polega na faktach, własnych obserwacjach i przeżyciach. Nie dalej jak 3 tygodnie temu byłem przez tydzień w Cervinii i dokładnie 5 lipca 2018 miałem taką przygodę: Jedziemy 1 kolejką o 07:00 na Testa Grigia, pogoda nienajlepsza silny wiatr telepie dużą kabiną na górze ok.3500 widać niewiele ale czasami silny wiatr przegania chmury i widzimy część szwajcarską ośrodka - GESCHLOSSEN, pisze na sznurkach przecinających doskonale przygotowane trasy. Nie stanowi to dla nas problemu bo mamy na dzisiaj inne plany, zakładamy raki, narty na plecy i podchodzimy w kierunku Breithorna. niestety na grani Gobba di Rollin mgła (chmura) gęstnieje, wiatr się wzmaga, robi się zimniej. Jesteśmy zupełnie sami na ogromnym białym siodle Breithornplateau. Rezygnujemy ze szczytu, jedziemy w dół i robimy przerwę w budce górnego orczyka - oczywiście nie ma tu człowieka bo ośrodek oficjalnie zamknięty. Jak to w górach pogoda wbrew naszym oczekiwaniom poprawia się, widać zjazd do kotła z orczykami i nawet jadący wagon kolejki na Mały Matterhorn, "popatrz mówię otwarli szwajcarską stronę" Jedziemy zupełnie sami w doskonałych warunkach do Trockner Steg 2939m - dolna stacja kabiny na Mały Matterhorn. Tu okazuje się że otwarli ale tylko dla pieszych bez nart, 2 pracowników wyskakuje z budki i krzyczy "GESCHLOSSEN, NUR OHNE SKI" Rozpoczynają się długie pertraktacje, telefony, przybiega kierownik górnej stacji, dzwoni do szefa, rozmawiam z szefem w międzyczasie pogoda się poprawia i zezwalają nam na wyjazd. Na górnej stacji zostajemy przejęci przez Bergwacht, który towarzyszy nam na skuterach do miejsca widocznego na zdjęciu czyli granicy szwajcarsko - włoskiej , tu kończy się szwajcarska odpowiedzialność za nasze życie. po włoskiej stronie bajecznie nikt się nami nie interesuje odpoczywamy na dolnej stacji Laghi Cime Bianche to tyle faktów pozdrawiam serdecznie1 punkt
-
1 punkt
-
Christian Scott subtelny i na pewno wart posłuchania. Co do hard/heavy/trash/speed/breakcore/itd bo tak to mniej więcej szło to też to przeszedłem - jak jest dostatecznie głośno to zawsze robi wrażenie. Ale ogólnie to mam to na razie za sobą. Ale chciałbym skręcić w inną stronę, poznając różnych mało znanych a świetnych wykonawców z Polski (których nikt nie zna) można zadać sobie pytanie czy tylko my tak mamy. Dlatego co jakiś czas "próbkuję" jakiś region np. RPA, Kenię albo Bali, Peru/cokolwiek (ale szczególnie Afrykę) przesłuchując komplet artystów uznanych tam za najciekawszych. Można szoku dostać ile jest interesujących wykonawców, często z doskonałą świadomością tego co gra świat w tym i awangarda akademicka. Jakiś czas temu zainteresowałem się sceną bejrucką i cóż tu mówić naprawdę jest co słuchać. Oprócz tej tanecznej muzy w katalogu wytwórni która to wydała jest bardzo dużo doskonałej muzyki improwizowanej i tym też warto się zainteresować. Tutaj kawałek płyty, który zdecydowanie przypomina charakterem improwizowane kawałki z twórczości Kammerflimmer Kolektief (Niemcy), jednej z najbardziej nieszablonowych formacji około jazzowych. Ale to jest dla koneserów. A teraz Kinszasa (Kongo) równie energetyczna i równie "współczesna" kapela. No i jak ci ludzie się ruszają! Jak się spodobało to następny kawałek Pozdro Wiesiek1 punkt
-
0 punktów







