W całej tej sprawie nie sposób jest też nie zauważyć drugiego dna. W świat poszedł przekaz przewodnicy IVBV są cacy, reszta to czarni przewodnicy, co jest delikatnie rzecz biorąc nieprawdą. Trudno też nie zauważyć, że "zrzucając" grupy niezorganizowane - czyli normalny ruch górski na trudniejsze szlaki naraża się tych ludzi na niebezpieczeństwo. Jest to lekki paradoks - świetni przewodnicy z klientami chodzą najłatwiejszym wariantem a reszta niech to obchodzi. Uczciwiej byłoby wprowadzić koncesje dla wszystkich. Myślę, że przede wszystkim to chodzi o przewodnicki biznes jednej organizacji. Co do zasady to ludzie po górach chodzą. Po prostu. A formy są różne od grupy przyjaciół, przez sytuację gdy mniej doświadczeni uczestnicy pokrywają koszty wyjazdu doświadczonemu, czasem z lekką górką, do klasycznego przewodnictwa.
Nie zmienia to oczywiście mojej oceny działań Bąka i "owczego pędu", jego zasadniczo nieprzygotowanych do wysokich gór klientów (przynajmniej niektórych)...
Pozdro
Wiesiek