Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 14 Październik 2026
-
Rok
14 Październik 2025 - 14 Październik 2026
-
Miesiąc
14 Wrzesień 2026 - 14 Październik 2026
-
Tydzień
7 Październik 2026 - 14 Październik 2026
-
Dzisiaj
14 Październik 2026
-
Wprowadź datę
27.05.2019 - 27.05.2019
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.05.2019 uwzględniając wszystkie działy
-
Jak co roku pobiegałem tydzień po Bieszczadach. Co roku jeździmy tam na tydzień po "Zimnych ogrodnikach" i zawsze pogoda była wzorowa. W tym roku tragedia. Lało cały czas ;). Z uwagi na ciągłe opady ograniczyłem działalność do rejonu Dołżyca - Falowa - Kalnica, pasmo Chyrlatej i Otryt. Trasy codziennie w okolicach 20 km. Głównie stokówki i leśne ścieżki, mniej znakowanych szlaków. Pomimo trudnych warunków trzymałem dzielnie Beskidzkie tempo. W rejonie Otrytu i Łopiennika uwaga na niedźwiedzie ! Parę fotek Pozdrawiam mirekn3 punkty
-
A Andy Hampsten w Giro '88 - już trochę lat temu - też nie miał tam łatwo - obecnie jak się okazuje jest coś takiego, jak UCI Extreme Weather Protocol, który nie pozwala na powtórkę tego, co wydarzyło się na tamtym etapie: https://www.uci.org/docs/default-source/rules-and-regulations/extreme-weather-protocol.pdf?sfvrsn=244a2706_8 . Passo di Gavia miało być najwyższym punktem tegorocznego Giro. Przez weekend miało padać tam śniegiem - nie wiem na ile to się wydarzyło - więc organizatorzy się w końcu poddali. Problemem oprócz samych przepisów UCI było dodatkowo zagrożenie lawinowe. Patrząc na te zdjęcia, to trudno uwierzyć, że jeszcze jakiś tydzień temu organizatorzy liczyli na to, że na 60% peleton tamtędy przejedzie. Tu parę zdjęć z "rowerowej eskapady" Hampstena z 88 roku: A tu rower, który poniósł Amerykanina do zwycięstwa: W pewnym sensie, aby upamiętnić to wydarzenie, firma z ciuchami kolarskimi Rahpa wypuściła kolekcję Gavia 88: https://www.rapha.cc/at/en/stories/the-gavia-collection3 punkty
-
A tu przy okazji znalazłem coś jeszcze dla miłośników dwóch kółek i nart - da się to wszystko ładnie połączyć 😉 :1 punkt
-
1 punkt
-
Przejrzałem sobie listę wymaganego sprzętu na Mount Everest podaną przez jedną z agencji. Podają tam rodzaj produktu, opisują krótko oraz podpowiadają rekomendowane, przykładowe modele. Petzl Attache - lekki karabinek zakręcany 56g Petzl Ride Axe - lekki skiturowy czekan 250g Black Diamond Raven - drugi zalecany model czekana Petzl Vasak, PLUS a pair of Petzl Leopard LLF’s - zalecane lekkie raki stalowe (800g) + drugie lekkie aluminiowe (330g) Petzl Altitude Harness - lekka uprząż 160g Nie chodzi mi do końca o modele, których część ja akurat też lubię i używam. Ale ciekawostką jest że zalecają w Himalaje lekki sprzęt wspinaczkowy podobny do tego który my stosujemy na skiturach. Po pierwsze droga na Mount Everest nie jest technicznie bardzo wymagająca, po drugie obniżają wagę tam gdzie to tylko możliwe.1 punkt
-
Dzisiaj przekręcone prawie 132 kilometry Najpierw lody w Szydłowcu z Paulą i od 76 kilometra solowa jazda... ...pod wiatr nieźle dostałem w tyłek. Sprawdzając możliwości roweru rozpędziłem go do ok 60 kilometrów na godzinę - szedł jak w masło 😮 W weekend na nowym sprzęcie przekręcone ok 270 kilometrów. Nie jest źle Pozdrawiam marboru1 punkt
-
Do Iłży i przed siebie - 126 kilometrowy S-Worksa Mapka trasy - jazda z Paulą i w tempie Pauli. Pierwsze kilometry i trochę kręcenia śrubokrętem - poluzowały się koszyki od bidonów na nierównościach. Pełne i ciężar zrobiły robotę. 20 kilometrów i okazuje się, że przestają przeszkadzać klamkomanetki, twarde wpinanie się butami szosowymi w pedały DA. Niesamowite wrażenie, to elektryczny napęd... Dział to bajecznie, szybko sprawnie zmieniane są przerzutki. System koryguje ustawienia tak, by łańcuch nie tarł o nic. Bajka! Na nierównościach? Amortyzator działa świetnie, płynnie i gdyby człowiek na niego nie patrzył, to nawet by się nie zorientował, że on pracuje 😮 Siodło i patent Speca, to druga zaleta roweru... Generalnie Karbon robi niesamowitą robotę. Po przejechaniu 126 km na różnych drogach, również mega dziurawych, czułem się tak jakbym wyjechał na krótki 20 kilometrowy rozjazd. Zero jakiegokolwiek dyskomfortu. Dzisiejszy dzień był piękny Na nogach i na rękach mamy już opalone rękawki Paula wypatruje bociana: W Iłży przerwa na lody Bruku dużo nie znalazłem W tle tutejszy zamek: Rower wzbudza ciekawość...a ja to wykorzystuje, proszę zainteresowanego by strzelił nam wspólną fotkę: I jeszcze jedno ujęcie Jutro powtórka z rozrywki. Oby pogoda dopisała! Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula PS. @WojtekM jedno ładowanie = 3000 km jazdy.1 punkt
-
Wracając do 9 kilometrowej serpentyny, vertical jest około 800 metrów i do tego spora kilkuset metrowa przepaść, ja uwielbiam takie szlaki komunikacyjne (zwłaszcza gdy siedzę za kierownicą😁). Punkt poboru opłat oczywiście był nieczynny, w sezonie zimowym gdy punkt jest czynny można również uniknąć opłaty, wystarczy na dole kupić karnet narciarski. Zgodnie z planem docieramy o 8 na parkingi, tu jednak spora i raczej przykra niespodzianka. Parkingi już w sporej części pełne, a wyciągi chodzą i wożą już narciarzy. Ludzi sporo, więcej jak w sobotę (tak mi się wydaje). Myślałem (błędnie), że w Austrii będzie jak w Szwajcarii gdy np uruchomiali nową kanapę w Lauchernalp i też można było jeździć w całym ośrodku za darmo. Sztruksu nie widzieliśmy (być może był z samego rana). Temperatura mocno dodatnia, na szczytach powyżej 1700 m 7 stopni, na dole stacji powyżej 10. Przez to, że noc była ciepła, śnieg był bardzo grząski i mocno trzeba się było napędzić by łatwo skręcać. Na trasach tłoczno, zwłaszcza rano. Im później tym mniej narciarzy na trasach, a więcej w knajpie (to raczej standard, nie tylko w Austrii). Czynne były trzy kanapy, na Hasing, na Vorgipfel i w kierunku Leckerplan (tam tylko do połowy bo orczyk w stronę szczytu wyłączony) Wokół wyciągów trasy niebieskie, czerwone i czarna. Mimo drugiej połowy maja, wysokiej temperatury sporo osób jeździła przytrasowy freeride, widziałem też spore grono skiturowców. Najciekawiej wyglądała 5a z Hasing i tam spędziliśmy najwięcej czasu... Można było pośmigać jak za młodych lat... Z uwagi na hamujący, ciężki i grząski śnieg, jazda na krawędziach była utrudniona, ale w końcu nie zawsze trzeba jeździć carvingiem. Zaliczyłem jedną glebę, co na trasach zdarza mi się bardzo rzadko (raz na parę sezonów). Przy pierwszym zjeździe na czarnej zmuldzonej trasie była przekopana szeroka na jakieś 3 metry i wysoka na 2 m jakby droga, zauważyłem ją w ostatniej chwili. Próbowałem jeszcze przeskoczyć z jednej bandy na drugą, zabrakło mi jednak jakieś pół metra wysokości i przez 2 bandę nie przeleciałem... Między Vorgipfel a Hasing po prawej stronie jest świetny teren offpiste. Podobałby się pewnie Wujotowi, MarioJ i innym fanom jazdy pozatrasowej... Ania zadowolona po zjeździe trasą 5a Centrum ośrodka... Jazda była dosyć wymagająca fizycznie, pora odpocząć w jakiejś knajpie, nic jednak z tego nie wyszło. Tłok był większy jak na trasach i nawet nie wszedłem do środka. Szkoda było czasu, lepiej pojeździć. Napoje i kanapki mieliśmy jeszcze z domu. Zwrot z pod knajpy był szybki... Wróciliśmy dalej katować coraz bardziej rozjeżdżone trasy Czy warto było przejechać prawie 500 km by pojeździć w tłoku i miękkim śniegu, te fotki chyba nie pozostawiają wątpliwości... Jeszcze z moim upadkiem wiąże się jedna historia. W plecaku miałem napój w puszce (nie było to piwo). Początkowo myślałem, że tak mokro się czuję po upadku. To jednak puszka i plecak okazał się przemakalny, kurtka i bielizna też nie powstrzymała napoju; najgorsze, że napój był słodki. Na szczęście jak jadę swoim samochodem, wszystkiego od butów, nart ciuchów itd mam co najmniej w podwójnej ilości. Szacunek dla Austriaków za to, że chciało im się uruchomić powtórnie już zamknięty ON i do tego oddać go narciarzom we władanie na 2 weekendowe dni, do tego całkowicie za darmo. Już z uwagi na ten fakt, odwiedzę go w bardziej narciarskim terminie... Pozdrawiam serdecznie!!! PS Czy to już koniec nart w sezonie?.....hm1 punkt







