Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.07.2020 w Odpowiedzi
-
Mój dobry Kumpel, który startuje w zawodach MTB, który na codzień trenuje zresztą na szosie... W tychże zawodach MTB, wśród amatorów często w czołówce, bądź na podium, średnią wyścigową, w trudnym terenie, często w górach, ma na poziomie powyżej 30 km/h 😮 No ale to, jak to się mówi wśród kolarzy... Koń 🐎 Zresztą były Mistrz Polski w Przełajach...teraz ściga się dla przyjemności 🙂 Także, co? By jeździć szybko, trzeba jeździć szybko. Oczywiście trenować trzeba mądrze i robić kilometry, @Ziemowit jak się wkręcisz, to przepadniesz 😉 oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu.4 punkty
-
Roweru MTB nie ma co porównywać, to szosy - dwa różne światy. Nawet w rowerach szosowych jest olbrzyma różnica... Rower Endurance jakim jeżdżę, a np. szosa Aero, to też dwa światy jeśli chodzi o prędkości. Do tego dochodzi jeszcze osprzęt, koła, waga... Wszystko ma znaczenie. Wynik jaki uzyskałem, to raczej ściganie samego ze sobą. Daleko mi do Chłopaków, którzy jeżdżą kilka sezonów więcej ode mnie na szosie. Ci z okolicy już kilka razy zapraszali mnie do ścigania, jest taka grupa co, co tydzień umawia się na ustawki... Wiadomo, że w peletonie jedzie się szybciej, ale jak patrzę na ich wynik chociażby z wczoraj, to jeszcze daleka droga przede mną, i bardzo możliwe, że nigdy nie dojdę do takiej formy. Na trasie ok 50 km, najlepszy uzyskał średnią powyżej 43 km/h 😮 No ale wstydu nie ma, jest 31...i trzeba dalej jeździć 🙂🚴♂️ najważniejsza jest frajda 👍 Pozdro...i koniecznie kiedyś zakosztuj kolarzówki.3 punkty
-
Cześć Widocznie - wybacz - jeździsz bardzo mało i krótko. Na MTB średnie rzędu 20-22km/h to przeciętne z jazdy w średnio trudnym terenie. Na asfalcie jak nie ma wiatru w ryj utrzymanie prędkości powyżej 30km/h nie jest problemem a z jazdy po asfalcie średnia powinna być w granicach 25-26km/h jak mówimy o jeździe. Asfalt - w sensie rower szosowy - to rzeczywiście inny świat z wielu względów. Waga itd... może. Ale przede wszystkim przełożenia i charakter jazdy - równa jednolita nawierzchnia na której napędzasz się i utrzymujesz prędkość. W dwójkę trójkę już jest znacznie lepiej ale np. ja wolę jeździć sam - podobnie jak Mariusz. Poza tym tam drażni mnie otoczka - koledzy z szosówek, którzy czasem ze mną jeżdżą wiedzą, że sobie należy odpuścić pewne kwestie. Zobaczysz Ziemowit, pojeździsz sobie 2-3 lata codziennie przez cały rok po 30-40 km - będziesz się z tego swojego postu śmiał. Pozdrowienia2 punkty
-
@Mitek ja nawet nie chcę próbować wyciągać średnio te 20-22km/h w średnio trudnym terenie jak to ująłeś bo się zabiję. Co do Twoich osiągów to cóż, zawstydziłeś 20 (chyba) lat młodszego człowieka. 8-10km z prędkością 27km/h na MTB na pewno zrobię bo już próbowałem, ale potem padają nogi, ale 40km z taką prędkością, może za rok? Tak z innej beczki ja się w ogóle nie bawię w żadne plany treningowe, jadę tam gdzie mnie jeszcze nie było i myślę o tym, by się dobrze ujechać a nie bić swoje "życiówki", a może powinienem?1 punkt
-
Na rowerze MTB jeździłem głównie w terenie, po asfalcie tylko fragmenty, więc nie mam porównania. Natomiast na rowerze Crossowym jak najbardziej i mam dokładnie takie same spostrzeżenia jak Ty w cytacie u góry @Mitek. Średnie rzędu 27-28 km/h robiłem na rowerze fitnessowym (pętle gdzie było i z wiatrem i pod wiatr)... Moim zdaniem na rowerze MTB można taki wynik wykręcić, ale nie jest to łatwe. Dużo łatwiej gdy na wymienionym dystansie 50 kilometrów są sprzyjające warunki...a mianowicie - mała ilość skrzyżowań, na których musimy wyhamować do zera (rower MTB rozpędzić nie jest tak łatwo jak szosy, czy fitnessa). Kolejna bardzo ważna sprawa, wiatr. Gdy jest sprzyjający, to każdy rower jedzie sporo szybciej niż normalnie. No i z tych trzech najistotniejszych rzeczy, ostatnia, to ukształtowanie terenu oraz jakość asfaltu - po płaskim, bądź lekko z góry jest ok...ale gdy mamy pod górkę na dłuższym fragmencie trasy... To bardzo szybko traci się avg... nie mówiąc gdy w asfalcie są mega dziury. Oczywiście powyższe piszę przez pryzmat własnej formy i doświadczeń...a uważam się za niezbyt mocnego rowerzystę Porównanie rower MTB 50 km = 150 km na szosie moim zdaniem nie jest trafione... Chyba, że porównujemy oba rodzaje rowerów na asfalcie i na tej samej trasie (przewyższenia)...ale nawet wówczas dałbym, to w innych proporcjach: Rower MTB 100 km, Szosa 140 km - max. Co do "treningu"... to kwestia podejścia. Jeśli ktoś jeździ dla przyjemności, nie analizuje parametrów jazdy, swojego ciała, ustawienia na rowerze - to po prostu sobie pedałuje ...ale jeśli ktoś bierze, to wszystko pod uwagę - trenuje, mniej lub bardziej profesjonalnie ale trenuje...jeśli do tego dołożymy jeszcze rowerowego trenera personalnego...to z całą pewnością można taką jazdę zadaniową nazwać treningiem. Słowo trening uważam, że nie jest zarezerwowane tylko dla zawodników W Radomiu polecam https://www.localgymsandfitness.com/PL/Radom/1384984091808719/TrenujRower Tętno, strefy, moc, interwały, jazda w tlenie, tempo, baza, jazda w trupa... rozjazd... Fajnie jest trochę pobawić się w trenowanie Jest przestrzeń do rozwoju, człowiek jest jeszcze młody, ma bowiem jedynie 46 lat Pozdrowienia serdeczne marboru1 punkt
-
Cześć To co ja pisałem o średnich dotyczy amatorów mojego typu czyli po 50 jeżdżący dla przyjemności ale nie wożący się a nie startujących i trenujących. Tu porównanie jest takie jak piszesz: na 15 km trasie teren średnio trudny - ja 43 minuty, dobry gość 31 minut - bez komentarza. Ja jestem w stanie na asfalcie na MTB pociągnąć - jak nie ma wiatru oczywiście średnią rzędu 28-29km/h na 50 kilometrach czy dłużej nie wiem, nigdy nie jechałem. W terenie mieszanym na dystansach powyżej 100, 150 km ciężko - jeżeli się jakoś jedzie a nie stoi w blokach - osiągnąć średnią poniżej 20km/h, natomiast powyżej 25km/h to już jest dobry wynik. Na asfalcie z żoną robimy średnie rzędu 27-28 km/h na rowerach MTB (Ewa na 26 cali) bez specjalnego wysiłku. Na szosie nie jeździłem, podobno różnica jest bardzo duża. Brat Ewki mówi, że 50 km na MTB to tak jak 150 na szosie. Nie wiem, wydaje mi się, że to przesada. Mariusz ma porównanie bo jeździ na tym i na tym, jak Ty to oceniasz Mariuszu? Co do "treningu"... Ja nie trenuję, zżymam się na to określenie u amatora. Po prostu jeżdżę dużo, praktycznie codziennie, bo sprawia mi to przyjemność. Jeżdżę interwałowo i szybko. Jadąc wyznaczam sobie cele typu: dogonić tego przed sobą, wjechać na tą górkę na określonym biegu itd. i daje to fajne efekty moim zdaniem. Pozdrowienia1 punkt
-
Nie bardzo wiem jak to skomentować, bo 100km przy średniej przędności 31km/h to jest dla mnie jakiś kosmos. Po przeczytaniu tego puściłem się dziś na 40km asfaltem w MTB , wiadomo, że nie ta liga, zajęło to ok. 3 godziny, byłem w stanie przez prawie cały czas utrzymywać się jak ja to określam "na powierzchni", czyli nieco ponad 20km/h, ale przekroczenie 30km/h to był dla mnie ostry wysiłek. Może na lekkiej szosie zdziałałbym trochę więcej...1 punkt
-
@marboru - Twoje osiągi coraz bardziej odjeżdżają od amatorskiego jeżdżenia rowerem1 punkt
-
Dzisiaj Paula w pracy, na drugiej zmianie, a ja? Ponieważ trochę się ochlodziło postanowiłem zrobić sobie próbę siły na 100 km. Baza w weekend została zrobiona, dzień regeneracji był... Tylko ten wiatr... By próba była miarodajna postanowiłem zrobić trzy ponad 30 kilometrowe pętle. Połowa dystansu z wiatrem, połowa pod wiatr. Ależ dostałem w kość 😮 No ale próba (łączny dystans wyszedł mi 110km) wyszła pomyślnie. Mój nowy rekord życiowy od dzisiaj: Forma rośnie 💪 To cieszy 🙂 Z kolarskim pozdrowieniem 🚴♂️ marboru1 punkt
-
1 punkt
-
Tym razem startujemy z Pszczyny,przez Tychy,objeżdżamy następnie jezioro Goczałkowickie i wracamy przez Goczałkowice Zdrój do Pszczyny. Rynek Pszczyna-nieopodal parkujemy samochody i stąd ruszamy. Następnie kierujemy się na Tychy, mijamy Park Wodny jedziemy dalej na Paprocanacy(świetne miejsce na rower z rodziną bądź czyste leniuchowanie na ,,plaży,, ) Ludzi mnóstwo,kawka,lody i uciekamy ... Kolejny punkt trasy to Kobiór, gdzie znajdujemy świetną trasę w lesie prowadzącą w pobliże jeziora Goczałkowickiego.Droga ta równiutka,szeroka a i widoki niegłupie . Teraz czas na objazd Jeziora Goczałkowickiego-ale po drodze trzeba było uzupełnić zapasy Druga i ostatnia przerwa to molo w Goczałkowicach-długo nie wytrzymałem bo słońce mocno dopiekało i wolałem być w ruchu. Na spokojnie już ostatnie kilometry i meta w punkcie startu Trasa na zmęczenie idealna.Przewyzszen nie było za dużo bo tylko 400m. Podrzucam podgląd trasy: Pozdrawiam Łukasz1 punkt
-
1 punkt
-
Od maja odkrywam na nowo m.in. Beskid Wyspowy. Jest to bez wątpienia mój ulubiony Beskid, który przechodziłem cały w dzieciństwie. Udało mi się wejść na Ćwiliń, Lubogoszcz oraz Luboń Wielki. Wycieczkę najlepiej zacząć od kawy po turecku... Pierwsze w tym roku borowiki ceglastopore. Jedne z moich ulubionych grzybów, rzadko zbierane. Na każdej wycieczce staram się poświęcić trochę czasu aby coś pozbierać i przywieźć do jedzenia. Grzyby, rośliny, etc. Maj, to miesiąc zbierania pędów sosny z których można zrobić syrop/nalewkę, lub surowe młode pędy poszatkować i dodać jako posypkę do np. spagetti (polecam!) Prawie jak buka...1 punkt
-
Poszlajałem się wczoraj po Beskidzie Śląskim zaliczając trzy ośrodki narciarskie (wiem, że z jedną trasą to nie ośrodek ). Trasa z Ustronia Polany przez Czantorię, Soszów na Stożek i nazad na parking pod Czantorią. Beskidzki standard grzbietem w obie strony. Pogoda super. Pomimo wcześniejszych opadów - w miarę sucho. Ludzi, jak na ten najpopularniejszy szlak mało. Schroniska po drodze czyli Soszów i Stożek czynne. (choć na Soszowie mizernie z dobrymi piwami a był pełen asortyment browaru Zamkowego z Cieszyna). Jedyna rzucająca się "inwestycja" narciarska to nowe odprowadzenia wody z niebieskiej trasy na Czantorii. Stan szlaku jak na taką popularność dobry, jedynie odcinek przy zejściu z Czantorii w stronę stacji Światowid wymaga odrobinę uwagi. Wyszło tego około 25 km i 1350 verticala. Parę fotek. Pozdrawiam mirekn1 punkt
-
Starczy już Zieleńca (w tym wątku oczywiście), pora wrócić do Ischgl. Jeszcze informacja dla skitourowców, gdyby któryś osłabł po wejściu w wyższe partie gór (np Idalp albo Alp Trida, ale nie tylko) brak bramek przy większości wyciągów. Absolutnie nikogo nie namawiam do korzystania, no chyba, że dla ratowania zdrowia lub życia. A oszczędni (ewentualnie niemajętni) jeśli nie muszą zjeść na stoku, to na dole mają do dyspozycji ciepłe jadełko w Billi za grosze (brak tylko sztućców i zastawy). Wracając do zjazdów we wtorek 7 lutego, po pierwszym samodzielnym zjeździe pod A2 i F2 do końca trzymałem się Wieśka i Jurka. Jeździliśmy trochę inną linią, bliżej F2, raz z lewej, a częściej prawej strony starej gondolki Pardoramabahn. Patrząc z Góry Pardatschgrat w stronę Ischgl, trzymaliśmy się bardziej lewej strony i było fantastycznie... Jurek i Wiesiek w akcji... Była też chwila na złapanie oddechu I dalej już do końca same piękne linie i widoki na okolice przy okazji, też przepiękne, tylko ta szybko postępująca degradacja szlaków, każdy reeder niszczy kawał pola (za każdym zjazdem) Nie wszystko jednak zniszczyliśmy, zostawiliśmy coś dla potomnych... Pozdrawiam serdecznie.1 punkt







