Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Maria

    Maria

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      1 223


  2. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 774


  3. Mitek

    Mitek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      7 273


  4. Greg

    Greg

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      580


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.09.2020 uwzględniając wszystkie działy

  1. W sobotę razem z Darkiem przejechaliśmy 3 Ultra Gryfus Turystyczny Ultramaraton Rowerowy dookoła Zalewu Szczecińskiego. Pobudka o 4.45, śniadanie, szybki gramoling i przy świetle księżyca jedziemy autem z rowerami na szczecińską Łasztownię. O 6.00 odbieramy pakiety startowe u organizatora. Ja miałam start o 6.30 - w pierwszej grupie szosowej, Darek o 8.05, więc spora różnica i sporo miał chłopak do nadrobienia. Trasa prowadziła zgodnie z ruchem wskazówek zegara, więc najpierw jechaliśmy część niemiecką, a powrót - stroną polską. Na starcie: Na starcie lekko kropi, ale przejazd przez (rozkopany) Szczecin jest jeszcze w miarę na sucho. Im bliżej granicy, tym bardziej pada i deszcz będzie nam towarzyszył, aż do popołudnia. Podłączam się pod grupę ze Stargardu, która jedzie podobnym jak ja, spokojnym tempem. Pierwszy punkt kontrolny jest w Ueckermünde, gdzie trzeba zrobić zdjęcie przy ławeczce. Potem kolejny, gdzieś na parkingu pod Bugewitz - tym razem z punktem żywieniowym (pączki, batony, napoje) i wolontariuszkami z Gryfusa, które podbijają pieczątki na karcie kontrolnej. Jadę dalej - już solo - w kierunku Anklam, gdzie na rynku robię kolejne zdjęcie do dokumentacji: Na moment przestaje padać, gdzieś nawet nieśmiało próbuje przebić się słońce, ale zaraz ustępuje miejsca ołowianym chmurom i kolejnej fali deszczu. Na dodatek zaliczam - na szczęście niegroźną, ale nieprzyjemną - przewrotkę, zahaczając kołem krawężnik w miejscu, gdzie kończy się ulica i przechodzi w ścieżkę rowerową. Deszcz chyba wystraszył niemieckich urlopowiczów z wyspy Uznam, bo od samego Anklam do mostu w Zecherin na B 110 utworzył się gigantyczny korek aut wyjeżdżających z wyspy. Początkowo jadę asfaltową DDR-ką, równolegle do szosy, ale już za mostem szlak rowerowy odbija w szutrową drogę przez las. Trochę kiepsko na szosowe opony, więc decyduję się jednak pojechać asfaltem. Na szczęście w kierunku na wyspę jedzie mało samochodów, więc nie będę jakoś wybitnie utrudniać kierowcom życia. Jak się potem okazało Darek na tym szutrze złapał gumę i zmieniał dętkę, więc chyba słusznie, że zjechałam. Droga do Świnoujścia dłuży się, a pogoda mocno daje się we znaki. Potrzebuję regeneracji. W Świnoujściu jest kolejny punkt kontrolny w Berliner Döner Kebab (jeden ze sponsorów) przy promenadzie. Niektórzy tylko łapią jedzenie na wynos i szybko jadą na prom. Ja potrzebuję dłuższego odpoczynku przed drugą połową dystansu, ciepłego posiłku i gorącej kawy. Po około 20 minutach dojeżdża Darek, przemoczony do suchej nitki. Ja jechałam w kurtce, on w ciuchach kolarskich - na szczęście ma rzeczy na zmianę i na szczęście przestaje padać. Na promie: Nawet nie widziałam morza, no cóż - niech będzie port w Kanale Piastowskim: Nudny i trochę uciążliwy fragment trasy wzdłuż ruchliwej DK 3 do Wolina mija nawet całkiem dobrze. Jedziemy szerokim poboczem, ale ruch jest duży - TIR-y, samochody, autokary. Od Wolina - znacznie spokojniej, bo zjeżdżamy w lokalną drogę do Stepnicy. Nawet wiatr, który wieje tam ZAWSZE znad Zalewu, nie jest specjalnie uciążliwy. Stepnica i kolejny punkt kontrolny - z kanapkami. Stąd mamy 50 km do celu. Zmęczenie już daje się we znaki - drętwieją ręce od kierownicy, czuję kolana i siedzenie. Okolice Goleniowa: Ostatni odcinek jedziemy już po ciemku. O ile do granic Szczecina jest jeszcze w miarę, to na końcowych 15 km dopada mnie jednak kryzys. Mam już zawroty głowy, muszę się co jakiś czas zatrzymywać, a jazda ruchliwą wlotówką do miasta jest dość stresująca. To było długie 15 kilometrów! 22.16. Jesteśmy na mecie. Bardzo szczęśliwi. Zmieściłam się w regulaminowym czasie, nawet z 1,5 h zapasu i chyba dobrze rozłożyłam siły. Jest ogromna satysfakcja. Spośród 200 uczestników tylko dwie osoby się wykruszyły z powodu awarii roweru. Większość pojechała ten ultramaraton sportowo - najlepsi w czasie niewiele ponad 8 godzin, ale było też sporo osób, które jechało tak jak my - spokojniej, bardziej turystycznie - jakieś grupy koleżeńskie i ze dwie inne pary. Zakładałam, że powinnam przejechać 250 km w +/- 15 godzin i tak się stało, bo miałam czas 15 h:36 minut,(czas nie uwzględnia przeprawy promowej), co biorąc pod uwagę kiepską pogodę i fakt, że nadłożyłam kilka km gubiąc w pewnym momencie drogę, jest moim nowym życiowym rekordem. Fajna była przygoda, daliśmy radę. Aplikacja z mapką i nieco zawyżonym kilometrażem. W rzeczywistości było to ok. 255 km.
    1 punkt
  2. Gorale z Gronia chętnie się podłączą do takiej "dudkodajni" jak Kotelnica. Gron to straszne zadupie było, teraz niewiele lepiej chyba. Bylem tam kiedyś dawno 2 tygodnie na obozie, bez wyciągu, bez dostępu do cywilizacji i bez ogrzewania - tylko nogi i kopny śnieg, warunki kapitalne byly i paczka niezła wiec było fajnie ale zadupie straszne.
    1 punkt
  3. Cierpliwości... Dyskusja zeszła na rozważania, czy góry powinny być łatwo dostępne dla wszystkich, ktoś rzucił (bardzo reprezentatywnym) tematem Moka. Dodałam do tego swoją uwagę. Natomiast mój szanowny polemista zaczął rozwlekać ten temat, pisząc nb. prowokacyjne bzdury, a teraz mnie zarzuca offtop. Cierpliwości...
    1 punkt
  4. Nie chcę tu odbiegać za bardzo od tematu. Tyle napiszę, że niezależnie od tego, w jakim celu są hodowane, nie znaczy to że można je zamęczać. A tam fiakrzy tak je mordują, że częste są padnięcia na trasie, nie mówiąc już o naruszaniu zasad podanych na cytowanej stronie. Na pewno znasz ten temat, chyba nie ma człowieka chodzącego po górach, który by nie znał. Twoje posty chyba są tylko znakiem dziwacznej przekory.
    1 punkt
  5. Nie bardzo wierzę w miarodajność naszych statystyk zakażeń, natomiast w interesie nas wszystkich jest, żeby niepotrzebnie nie narażać siebie i innych. W końcu chcemy, żeby w zimie była w miarę normalna sytuacja, żebyśmy mogli bez przeszkód wyjechać na narty, prawda? @Mitek ok, rozumiem i przyjmuję do wiadomości, choć nie sama nie jestem aż tak ortodoksyjna. Również pozdrawiam!
    1 punkt
  6. Cześć Bo Tatry ( jak każde góry zresztą) nie są dla każdego a dla wybranych. Oczywiście są wypadki turystyczne i taternickie związane z zaawansowanymi formami tych działalności ale większość to głupota i pewność siebie niezorientowanych leszczy. Tak jest w każdej działalności turystycznej, o czym pisałem setki razy. Upowszechnienie jest związane z drastycznym spadkiem jakości i dlatego powinno się za wszelką ceną blokować napływ do turystyki ludzi przypadkowych, jednorazowych wycieczkowiczów itd. a promować obecność ludzi zaangażowanych, chcących się edukować i nabierać doświadczenia. Pozdrowienia
    1 punkt
  7. Wszystko zależy, ile więcej dowalą z ceną. Na plus jest ogarnięcie całej doliny na jednym karnecie, bez żadnych, dodatkowych opłat. Te dodatkowe atrakcje - OK, ale umówmy się, albo na narty, albo oglądać motocykle Cen w szczycie sezonu się nie obawiam, bo nie przyjdzie mi do głowy, żeby jechać tam w sylwestra, czy też ferie. W Soelden po sezonie jest i tak wystarczająco drogo, a alternatyw w tym czasie sporo. Ryzyko mrozu -25 stopni w lutym - trochę większe, niż na mniejszych wysokościach. Jeżdżę tam w kwietniu, na koniec sezonu, na prognozę pogody. Nigdy nie wtopiłem, jedne z najlepszych nartowań w życiu 😎 Może dzięki tym dynamicznym cenom nie będzie drożej, niż w poprzednich sezonach....
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...