Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. tanova

    tanova

    VIP


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      2 774


  2. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      4 038


  3. sstar

    sstar

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      5 412


  4. mirekn

    mirekn

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2 775

    • Liczba zawartości

      1 001


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 15.06.2021 uwzględniając wszystkie działy

  1. Bardzo lubimy z Darkiem Pojezierze Meklemburskie i tamtejsze urokliwe trasy rowerowe, których jest mnóstwo. Korzystając z wolnej soboty i otwartej granicy, wybraliśmy się więc na kolejną wycieczkę w tamte okolice. Do Neustrelitz, skąd startowaliśmy, jedzie się blisko dwie godziny autem od nas z domu (niecałe 130 km), a że dzień jest długi to czasu na rower zostaje całkiem sporo. Darek zrobił tę pętlę dwa lata temu w pojedynkę. Dla mnie to nowa trasa, tylko miasteczko Mirow znałam z naszego tripu dookoła wielkich jezior meklemburskich. O samym Neustrelitz napiszę na końcu, bo rano tylko przejechaliśmy nad jeziorem Zierker See, w kierunku kanału Kammerkanal. A tytułowa historia kryminalna? Nad kanałem natknęliśmy się na trupa . No nie tak dosłownie . Trup był bardzo przystojnym i bajecznie bogatym księciem - ostatnim wielkim księciem Meklemburgii-Strelitz. Mianowicie 23 lutego 1918 r. trzydziestosześcioletni Adolf Fryderyk VI wybrał się na spacer z psem, z którego niestety nie powrócił. Dzień później ciało księcia znaleziono w tym właśnie kanale z raną postrzałową klatki piersiowej, jednak bezpośrednią przyczyną zgonu było utoniecie. Samobójstwo? Czy jednak zbrodnia? Tej zagadki niestety nie udało się wyjaśnić . Przypomina o niej jednak tablica pamiątkowa nad brzegiem kanału. W Userin zatrzymaliśmy się na chwilę nad jeziorem. Pustki - kolejna knajpa zamknięta na głucho i na sprzedaż, a pogoda wystraszyła chyba wszystkich plażowiczów . Szaro, buro i ponuro - tylko moja bluza rowerowa odcina się od tej postcovidowej, zupełnie nie-czerwcowej, depresji. Z ołowianych chmur rzeczywiście wkrótce zaczyna padać deszcz - akurat gdy dojeżdżamy do miasteczka Wesenberg. Pierwszą ulewę przeczekujemy pod wiatą na terenie domu opieki dla seniorów, drugą pod daszkiem na dziedzińcu ładnego zamku: Kręcimy się chwilę po uliczkach starówki, zaglądamy na rynek, w którego centrum rośnie krąg starych lip: A jeszcze jedna ulewa łapie nas na wyjeździe z miejscowości, gdzie nie ma za bardzo się schować, więc przeczekujemy pod drzewem. Kolejna wioska to Seewalde. Jest tam ciekawy pałac - obecnie w remoncie - z galerią ceramiki i starymi rzeźbami. Oto patron naszej dzisiejszej pogody: Kawałek dalej zaczyna się szutrowy odcinek przez las do Canow. Na skraju zagajnika znajdujemy wymarzone miejsce na piknik. Ach, jak cudnie! Pogoda poprawia się, wychodzi słońce, ale żeby nie było tak różowo, to zaczyna coraz mocniej wiać i to w kierunku przeciwnym do jazdy. A jedzie się po wzgórzach morenowych, w urozmaiconym terenie. Jeziora połączone są ze sobą siecią kanałów i śluz - ponieważ znajdują się na różnej wysokości, przez które pływają rozmaite łódki i kajaki. Często można na mostach zobaczyć takie jednostki i miejsca. Tutaj zainteresowały nas ciekawe wózki szynowe do przewozu kajaków - można skorzystać, aby nie czekać na śluzowanie z innymi większymi łodziami. Dojeżdżamy do Mirow, gdzie zatrzymujemy się na kawę nad kolejnym kanałem i na małą sesję zdjęciową koło pałacu. Odnajdujemy tutaj również obelisk ku czci naszego znajomego nieboszczyka: W pobliskim kościele znajduje się krypta książąt Meklemburgii-Strelitz, gdzie spoczywa również tragicznie zmarły ostatni potomek rodu. Z Mirow nasza trasa prowadzi prostą drogą przez las, wzdłuż naszyjnika mniejszych jezior i kanałów, łączących je z Müritz. Droga jest z kostki betonowej, ale bardzo równiutko ułożonej, więc jedzie się komfortowo. Nie jestem pewna, czy to jest dla mnie wymarzony standard drogi przez las - chyba wolę mimo wszystko bardziej naturalne nawierzchnie, ale droga pełni funkcje dojazdowe do kilku gospodarstw położonych nad jeziorami, więc ok, kto bogatemu zabroni? Na pierwszych kilku kilometrach jest jeszcze trochę ludzi z pobliskich kempingów, a potem - pusto. Wszystko fajnie, jednak znów zaczęło niestety padać. Wyciągamy kurtki przeciwdeszczowe i jedziemy dalej. No to takie tęczowe widoki w nagrodę: Dzwony w Babke obwieszczają, że mija właśnie osiemnasta. A obok kościoła, pod rozłozystym dębem znajdujemy obelisk upamiętniający poległych w I wojnie światowej. Sporo takich na Pomorzu - po jednej i drugiej stronie granicy. Domykamy dużą pętlę w Useriner Mühle i jeszcze robimy małe "oczko" po drodze do Neustrelitz przez Lindenberg. A na koniec - trochę zmarznięci - robimy jeszcze rundkę honorową po Neustrelitz. Miasto zostało założone jako książęca rezydencja w XVIII wieku. Zachowało się w nim wiele barokowych i klasycystycznych zabytków oraz piękny park. Zadziwiła mnie nieco rzeźba dwóch pięknych młodzieńców w pozie dość jednoznacznej: I widok na rynek: W sumie wyszło nieco ponad 90 km ze sporym przewyższeniem - jak na tereny nizinne. Ale taki urok pojezierzy. Drogi w ok. 90% utwardzone, trochę szutrów i parę skoków w bok w jakieś piaszczyste dojścia nad jeziora. Wciąż mamy wrażenie, że ten region Niemiec jest taki trochę nieodkryty i mało znany w Polsce. Chyba niesłusznie. Pozdrawiam serdecznie.
    2 punkty
  2. Zdjęcie nie moje, ale fajna zagadka... http://projektyprzygodowe.pl/wp-content/uploads/2020/01/kozia-przelecz-zima/kozia-przelecz-trudnosci-1024x767.jpg z zagadki nici... No chyba, ze strona?
    1 punkt
  3. Zjazd z Rysów od strony polskiej (od strony słowackiej zjeżdżałem wiele lat temu) zawsze odkładałem ze względu na długie dojście do miejsca gdzie można założyć narty, udało się to w czerwcu 2021. 04:30 parking Palenica Białczańska 06:30 Morskie Oko, przerwa na śniadanie ale trzeba wiedzieć że schronisko czynne dopiero od 08:00, tutaj utworzyła się grupa 10 osobowa chętnych do wejścia na szczyt, z tym że 6 osób czekało do 08:00 na wypożyczenie czekanów - tempo mieli b. dobre bo spotkaliśmy się na szczycie jak zbierałem się do zjazdu. Na zdjęciu dorysowałem linię zjazdu. Dalej w drogę o 07:00 07:45 Czarny Staw 08.30 tutaj można zapiąć narty 09:10 zakładam raki i obserwuję taki widok - dodam że na nogach mieli trampki, na szczęście udało mi się chłopaków przekonać do odwrotu. Po drodze przyjrzałem się dokładnie na Zachód Grońskiego i tylko upewniłem że to nie dla mnie. Warunki zarówno do podejścia jak i zjazdu trudne, śniegu od kilku dni nie przymroziło, przy podchodzeniu stopa zapada się po kolana lub więcej, udeptane było tylko od schodzących i stopnie co 50cm, więc trochę się ponaciągałem 11:30 Prawie szczyt 12:20 i miejsce rozpoczęcia zjazdu Zjazd, początek stresujący bo wszystko odjeżdżało z pod nart, tworzyły się lawiny rynnowe Niżej już lepszy firn (na górze było sporo świeżego), na dużej rynnie tak mocno wygięła mi się narta że tył wypiął, na szczęście narta nie odjechała. Przy Czarnym Stawie oczekiwał komitet powitalny. 15:30 17:00 Powrót na parking po 13 godzinach. Zapisałem zjazd 2400m vertical 890m
    1 punkt
  4. a strona rejestracyjna dalej sp....a pomimo zaznaczenia, że "No permanent residence in Slovakia", i że po szczepieniach i z ubezpieczeniem UE formularz chce wskazania miejsca do odbywania kwarantanny. Jak na kraj, któremu podobno zależy na turystach to ......... Pozdrawiam mirekn
    0 punktów
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...