Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.08.2022 w Odpowiedzi
-
A jeszcze dodam piękny ddr po polskiej stronie. Na trzeźwo tego nie zbudowali! Na sami popatrzcie, wężykiem, wężykiem! Cudeńko. Droga dla rowerów Zgorzelec - Radomierzyce >> Niedów to razem 20 km pięknej, jazdy. Poruszamy się tam dosłownie tuż przy granicy państwowej. Czyli wzdłuż meandrów Nysy Łużyckiej. Miłym dodatkiem jest jeszcze parę mikrych, ale solidnie stromych, ścianek. Ciekawa linia, jakby powiedzieli freeriderzy!3 punkty
-
Berzdorfer See to jedno z najmłodszych jezior w Europie. Zalewanie wyrobiska po kopalni odkrywkowej trwało około 10 lat i ukończono w 2013r. Woda do napełnienia pochodziła głównie z 2 rzek, Nysy Łużyckiej i Pliessnitz. Na ścieżce asfaltowej dookoła jeziora oprócz rowerzystów można spotkać spore grono rolkarzy, kilka razy zdarzyło mi się minąć z osobami na nartorolkach. Oprócz Niemców zaglądają tu też Polacy i Czesi. Obie ścieżki o których wspomniał Wiesiek to ponad 35 km jazdy. Kilka statystyk... A góra (wulkan) Landeskrone to głównie bazalt3 punkty
-
3 punkty
-
2 punkty
-
Dziś koło komina. Jedno z takich miejsc, które są mniej oczywiste, znane miejscowym, fajne, a mało komercyjne. Zbiornik Wodny Wielka Stopa (nie dojedziesz na miejsce z Googlem). Oczywiście obowiązuje zakaz kąpieli, wchodzisz tylko na własne ryzyko. Obiekt jest po rewitalizacji. Tu część dla dzieci (dość płytko). Przyczajony tygrys gotowy do skoku (kąpieli). A tu już w wodzie. Fajne miejsce. Znowu w akcji. Jest tam druga większa część jeziora. Gdzie jest widokowo.2 punkty
-
Jak już trafiliśmy w tamte strony to warto odwiedzić Oybin i Jonsdorf, Hain i Krompach, połączenie trzech granic opodal. Klasztor, via ferraty, szlaki, knajpa na granicy z Krompach, czeska, warto.2 punkty
-
2 punkty
-
A dziś w Łodzi Zdechły Osa https://poptown.eu/zdechly-osa-zeby-cos-sie-dzialo/ z Wrocławia a dokładniej z Kosmosu.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Dziś taka włóczęga po górach, tak na spokojnie, niespiesznie, powolutku. Padło na pogranicze Polsko-Słowackie. Kolejna cerkiew na naszej drodze. Piękna dzwonnica. Dzwony zdobione. Szlaki dobrze oznakowane. Są miejsca spoczynkowe. Jest tam widokowo. Widokowo cd. Tu widok na Jaworzynę. c.d.n.1 punkt
-
Jeszcze raz, od początku. Piszę o zawodach bo mogę o nich pisać z pierwszej ręki. Kilka ustawień stawiałem, kilka imprez oglądam od kuchni jako TD bądź TD(A). Stawianie pierwszych kroków na rolkach to nie moja bajka, są od tego fachowcy. Po drugie : nie dostosujesz jazdy na rolkach do potrzeb narciarskich. Możesz potrzeby narciarskie uzupełniać, ale bardziej w zakresie ogólnorozwojowym niż motoryki pod dyscyplinę. Charakterysyka sprzętu, modelu ruchu sprawiają, że im im stromiej i szybciej tym od nart dalej. Tam, gdzie na nartach trzeba docisnąć na rolkach trzeba odpuścić. Rolki ustawiają inny tor jazdy - szukanie "narciarskiego" toru jazdy to średni pomysł. Czy rozwijamy dyscyplinę z dobrej strony czy złej? Promocja treningów to rola klubów/firm. W Warszawie mogę coś polecić - w kilku innych ośrodkach także. Jak pisałem, osobom początkującym przyda się bardziej jazda na rolkach bez elementów salomu - zabawa na parku, na krążkach, piłeczkach. Nie piszę w tym kontekście nazw firm/klubów - google, nauka na rolkach, miejscowość. Wystarczy.W Warszawie wiem kogo polecić choć z inline alpine nic wspólnego nie mają. Innych rolkowych ośrodków nie znam na tyle, by rekomendować. Odnośnie długich tyczek. Przy inline alpine praca z tyczką jest inna niż przy slalomie. O ile przy dzieciakach wchodzi komponent masy-energii i rzeczywiście, dzieciaki nawet SL jadą techniką "gigantową" bądź z jednym kijkiem to przy dorosłych problemu już nie ma. Płytsza praca bioder, wyższe prowadzenie rąk, bardziej aktywne odesłanie tyczki (ciekawostka - na wertikalu niektórzy zawodnicy drugą odsyłają zewnętrzną stroną kijka), wszystko to sprawia, że trening na długich ma sens większy niż kolanówki - dochodzi do tego brak degradacji nawierzchni, większa powtarzalność ruchu. Co ważne w tej opowieści tyczki to 40-50% jednostek treningowych - reszta to jazda płaska, zadaniówka, skatepark, praca na płaskim czy pochyłym piłeczki/krążki i tego typu zabawy - prostsze do stawiania niż kładzenie czterdziestu podstaw po 12 kilo każda . Wybacz, że cieszę się z tego, że Polska gości finał Pucharu Świata, że mamy mocną kadrę na Mistrzostwa Europy, wciąż jeszce "ważnego" Mistrza Europy Masters, że młodzież na którą stawiamy pojawia się w czołówce imprez mistrzowskich. Grono osób wstaje o 5 rano żeby robić treningi zanim rowerzyści i piesi przegonią nas z ulic - mało to lubimy ale cieszy nas, że są efekty. I szczerze to przywykłem i nie robi na mnie wrażenia, że komuś to przeszkadza. Pozdrawiam, M.1 punkt
-
Krótka relacja z małego świata InlineAlpine .. tym razem słońce, Adriatyk i Otwarte Mistrzostwa Włoch (WR) oraz Puchar Świata w Tortoreto. Reprezentacja Polski skromna - dwie panie, dwóch panów. W piątek inspekcja trasy w ramach obowiązków Jury, spotkanie z organizatorami, świetne plany a wieczorem prezentacja ekip na promenadzie - Mazurek Dąbrowskiego na ziemi włoskiej plącze historie. Sobota - Italian Open. Betonowe kloce na dojazdowych drogach chronią nas przed atakiem terrorystów. Wszelkie odmiany policji i służb, 20 gaśnic, cuda wianki .. tyle, że barierek na trasie brak a rampa startowa w budowie - co gorsza z przygotowanych elementów można zbudować skocznię a nie rampę po której ktokolwiek zjedzie. Kontemplacja widoku na morze i siłami międzynarodówki trenersko-sędziowskiej ustawiamy 500m barierek rampę na sobotę odpuszczając. Na dole kolejna prowizorka z pomiarem czasu i strefą hamowania - zaczynam się do prowizorki przyzwyczajać. Pierwszy przejazd - w dziewczynach Junior C Iga na prowadzeniu. Bartek ok, Magda stabilnie, Michał jak to Michał szaleje. Drugi przejazd "polski" - stawianie slalomu na tak szybkim asfalcie i ciekawym profilu było ciekawym doświadczeniem. Z niepokojem obserwuję przedzjeżdżaczy, którzy nie radzą sobie z delikatnymi skrótami na środku. Na szczęście później jest w miarę ok - to WR i odrobina selekcji musi być. Koniec końców mamy pierwsze miejsce Igi dające tytuł Mistrzyni Włoch w kategorii Junior C a zawody kończymy już przy lampach po zapadnięciu zmroku. Zmęczeni zawijamy do miasta na dekorację. Niedziela - Puchar Świata. Organizatorzy już się ogarnęli a my oswoiliśmy prowizorkę. Jest lepiej - transmisja na żywo, rampa, barierki. Pierwsze ustawienie zbiera żniwo - Włosi zaszaleli, pojawiają się nawet pomysły przestawienia trasy i restartu. Jury zgodnie odmawia i przepędza pesymistów. Gubi się Iga, gubi się Bartek. Michał ekwilibrystycznie, Magda z przygodami, ale wchodzą do drugiego przejazdu. Stok powoli wchodzi w nogi, Hiszpanie drugie kółko ustawiają spokojnie - wszystkie panie dojeżdżają, gubi się tylko dwóch panów wyraźne przez zbyt gorące głowy. Zawody kończymy z punktami PŚ choć czas Michała po raz kolejny pokazuje, że dwa równe przejazdy dadzą szansę na pierwszą dziesiątkę TOP10. Zdjęć w sieci jak zawsze dużo - filmy również do znalezienia (#inlinealpine #tortoreto). W najbliższą sobotę Spiska Wieś pod Popradem i Mistrzostwa Słowacji - bardzo liczna reprezentacja z Polski, więc powalczymy. A na horyzoncie Mistrzostwa Europy w Villablino (ESP) gdzie jak wszystko wskazuje również pojawimy się dość licznie choć głównie w kategoriach juniorskich. Pozdrawiam, M.1 punkt







