Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 05.09.2022 w Odpowiedzi
-
Poniżej relacja z sobotniej wycieczki do mojego rodzinnego miasta Lublińca. Trasę miałem już zaplanowaną od dawna, ale zawsze cos przeszkadzało w jej realizacji, w końcu jednak się udało:-) Czwarta rano, ruszamy razem z Sylwkiem, w setupie rowerowym przybyła sakwa/płetwa na górnej rurze - po tej wycieczce mam dość mieszane uczucia co do niej. Pierwsze zdjęcie z wycieczki po prawie 2,5h jazdy z dwóch powodów, ciemno i cholernie zimno. Według prognoz temperatura miała nie spaść poniżej 8 stopni, stąd założyłem dość cienkie rękawiczki - i to był błąd bo przez pierwsze 1,5h temperatura oscylowała w okolicy 2-3 stopni. Jak tylko wyszło słoneczko, temperatura zaczęła się powoli podnosić i jazda byłaby super przyjemna. Byłaby, ponieważ z tych okolic oprócz pięknych widoków zapamiętałem nagminnie pootwierane bramy gospodarstw i puszczone samopas psy. Od małych burków radośnie poszczekujących na które wystarczyło się mocno wydrzeć, po wielkie białe bydlę, które wyleciało z jednej z tych otwartych bram i niebezpiecznie blisko biegło koło tylnego koła Sylwka. Niefrasobliwość właścicieli granicząca z głupotą. Pierwszy odpoczynek po około 75 km, kolejne będziemy robić dość regularnie co około 40-50km. Wjeżdżamy w lasy spalskie Most w Spale na Pilicy Zalew sulejowski, tu robimy drugi popas. Przy okazji zdejmujemy z siebie trochę ciuchów, temperatura już przyjemne kilkanaście stopni. I kolejny przystanek, widać, że zmieniliśmy województwo:-) Bardzo ładne okolice Rozprzy Zalew Cieszanowice na rzece Luciąży lewego dopływu Pilicy Za Trzepnicą mocno pogarsza się stan asfaltu i trwa to przez około 25km do Kołbiel Wielkich. Tyłek na tym odcinku mocno dostaje w kość. Ale okolica bardzo ładna, teren lekko pofałdowany, lasy, pola. W Żytnie 213 kilometr wycieczki. Meta zaczyna wydawać się coraz bardziej realna. W sklepie spożywczym kupujemy wodę i piwo. Po drugiej stronie ulicy zauważam Żabkę i od razu wpadają jeszcze po dwa hotdogi. Dodatkowo w tej miejscowości trasa wykręca w końcu trochę bardziej na zachód i wiatr wiejący od wschodu zaczyna wyraźnie pomagać. Stawy na Warcie w okolicach Skrzydłowa Teren coraz bardziej pagórkowaty - wjeżdżamy w północne rubieże Jury krakowsko-częstochowskiej. Za Mstowem trafiają się ze dwa krótkie podjazdy po około 10-12%. Mając w nogach prawie 250km mocno je odczuwam - uda pieką okrutnie. Ostatni odpoczynek w Częstochowie. Uda mocno zapieczone (przynajmniej u mnie). Krótki telefon do brata czy jest w domu i czy przyjmie w krótką gościnę dwóch wędrowców:-) I koniec, dojeżdżamy do Lublińca około 30 min po zaplanowanym czasie. Szybki prysznic u brata, przebieranie w cywilne ciuchy i o 20:00 wsiadamy do pociągu powrotnego "Śnieżka" relacji Szklarska Poręba - Warszawa Gdańska. W Warszawie Sylwek na rowerze jedzie do domu, po mnie przyjeżdża syn i około północy melduję się w domu. Jeszcze szybka kolacja i lulu. Podsumowując - pogoda dopisała, nie licząc porannego chłodu temperatura oscylowała w granicach 17-19 stopni, wiatr czasem trochę przeszkadzał, a czasem pomagał zwłaszcza w końcówce. Co do samej trasy to ilość szutrów/gruntówek była minimalna. Niestety słabych asfaltów, było sporo, zwłaszcza ten odcinek za zalewem cieszanowickim. Obyło się bez żadnej awarii, kapcia itp. Kondycyjnie też było całkiem nieźle, nie licząc spalenia ud na górkach za Mstowem całość bez większych kryzysów, choć mniejsze co jakiś czas przychodziły. Cel czyli przejechanie w ciągu jednego dnia 300 km osiągnięty. Sylwek już zaproponował podobnej długości trasę, ale w jego okolice czyli do Węgorzewa - w przyszłym roku jak najbardziej realne:-)5 punktów
-
3 punkty
-
Dziś relacji miało nie być, bo było tylko moje treningowe kółko po lasach. A tu taka niespodzianka. Tu lepiej go widać. To młody samiec, wyraźnie się mną zainteresował. Musiałem więc powoli się wycofać i nieco zmienić trasę treningową. To on był u siebie na kolacji, a ja tylko na gościnnych występach.3 punkty
-
Dziś moje małe Mazury. Blisko komina, czyste jeziora, las, słońce, mało ludzi. Czego chcieć więcej ? Dzieci i pies który kocha wodę, zachwyceni. Jest tam widokowo. To nie jest duży akwen wodny. Tu widok na wysoki brzeg. Leśna droga prowadzi do drugiego jeziora. Mijamy nawet własny "Krzywy Las". Jeziorko nr 2. Ptactwo wodne. Młody podczas treningu biegowego z mamą. A tu już skoki do wody. Oczywiście woda ciepła, więc jak nie popływać ?2 punkty
-
Hel, co robić jak nie wieje? Oczywiście siadamy na rower Puck Puck, też czekają na wiatr Rewa Cypel Rewski Jedziemy na Hel Hel port Najdalej na Północ, trasa Władysławowo - Jastrzębia Góra - Karwia nową ścieżką rowerową W Jastrzębiej Górze plaża solidnie poszerzona. To samo w Chałupach Karwia Niepowtarzalny zachód słońca z muzyką Chopina na plaży.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Pełna racja z drobnym wyjątkiem: dla polityków ideologia jest ważniejsza od wszystkiego innego. Będziemy marznąć, a będą nam tłumaczyli, że zawieszenie ETS byłoby jeszcze gorsze, bo planeta byłaby brudna. I ludzie to... łykną.1 punkt
-
Dziś koło komina. Jedno z takich miejsc, które są mniej oczywiste, znane miejscowym, fajne, a mało komercyjne. Zbiornik Wodny Wielka Stopa (nie dojedziesz na miejsce z Googlem). Oczywiście obowiązuje zakaz kąpieli, wchodzisz tylko na własne ryzyko. Obiekt jest po rewitalizacji. Tu część dla dzieci (dość płytko). Przyczajony tygrys gotowy do skoku (kąpieli). A tu już w wodzie. Fajne miejsce. Znowu w akcji. Jest tam druga większa część jeziora. Gdzie jest widokowo.1 punkt
-
Zamek jest dość kompaktowy, warto tam jednak wejść choćby dla widoków. Te zmieniają się wraz z wysokością, światłem. Moim zdaniem, jest tam pięknie. Trochę zbliżeń. Trochę zbroi rycerskich, fach płatnerski nie wyginie. Główna wieża zamku. Oczywiście są mury obronne. Jest też typowa toaleta. Wszystko ładnie zgrane, dobrze komponujące się w obrazek. Czy zgodne z prawdą historyczną, nie mnie już oceniać. Dużo zieleni. Obowiązkowe działa. Trasa dookoła zamku - bardzo fajna. I widok na zamek. c.d.n.1 punkt







