Brat go namówił http://www.miropeto.sk to żarcik oczywiście. Wydaje mi się, że wszystkiego po trochu, a dochodzenie do tego punktu płynne. Często chwila jest czujna, a potem dużo przyjemności, choć ryzyko niezaprzeczalne, ale niekoniecznie tak duże jak nam się wydaje. Miejsce kultowe. To pisałem ja. Śmieję się, że, gdy Luis Stitzinger https://blogs.dw.com/adventuresports/index.html%3Fp=35599.html zdobywał Nangę ja przedzieram się przez jakieś strumienie i wykroty... ale to też ma swój urok, ew. jest ceną za eksplorację, która jest chyba głównym atutem tego typu akcji, a w niej wszystkiego po trochu, a jak już zjedziesz to szczęście pełne, trza to przeżyć... lub nie. Skitury są jakieś inne, spróbujesz i nic nie smakuje już tak samo:-)