Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Maria

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    1 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    18

Zawartość dodana przez Maria

  1. Też spróbuję się zjawić, ale jeśli się uda, to pewnie tylko na moment - trudno mi wyrwać się z Krakowa na tak długo, jak cały dzień. Szpital w domu, i to urazowy - mamę mi potrąciło auto (kierowca niewinny - starsza pani, niezbyt przytomnie chodzi) na szczęście tylko potłukło, ale na razie nie może wstawać...
  2. Cóż, wszystko przed nami... Zobaczymy, choć ocieplenia są. Ale jak tak iść kawał, zgrzać się, a potem zatrzymać na mrozie, to bywa przejmujący ziąb - to znam z turów. Bielizna odprowadzająca wilgoć - może jest taka, ale jakoś po porządnym wysiłku zawsze człek jest trochę mokry.
  3. Jeśli dobrze rozumiem, to Honza wyjaśnia, że pojęcie "długość trasy" ma znaczyć odległość w poziomie, czyli rzut trasy na kierunek poziomy, a to, po czym jedziemy - przeciwprostokątna - jest określone jako "długość trasy po stoku". To trochę sprzeczne z tym, co się narzuca jako pierwsze: podzielić różnicę wysokości przez przeciwprostokątną, którą niejako automatycznie przyjmujemy za długość trasy, nie zastanawiając się nad tym, że to "po stoku". Czyli chodzi chyba o przyjęcie innej konwencji: zamiast sinusa kąta nachylenia (przyprostokątna przeciwległa (pion) do przeciwprostokątnej, bierzemy jego tangens (pion do poziomu)). Jeśli tak się robi, to po prostu musimy się do tego przyzwyczaić. Nie chce mi się teraz szukać kalkulatora, żeby sprawdzić nachylenie na Zarabiu, ale zrobię to później, bo jestem ciekawa. Co do Rabki, w tym roku nie zdążyłam tam jeszcze dojechać - dorwało mnie ostatnio choróbsko i obowiązki rodzinne. Ale w zeszłym używałam sobie często wieczorem jak pies w studni na Polczakówce, i nie mogłam się jej nachwalić. Stok dobrze przygotowany, szeroki, ładnie nachylony, do późna dobre warunki, mało ludzi, bezpłatny parking, miło, niedrogo. Tyle, że nie każdy lubi orczyki (ja akurat lubię, bo są szybsze od krzeseł - Kasina!). Raczej nie ma powodu, by w tym roku było inaczej. Mam nadzieję sprawdzić jutro - pojutrze, jak tylko do reszty wyzdrowieję...
  4. Sprzęt nabyty - lekkie śladówki (Sklep Podróżnika, super, a właśnie wyprzedają rozmaite biegówki, śladówki itp). Wypróbowałyśmy go nie dalej niż 1 km od domu przyjaciółki, nad Wisłą. Kapitalna sprawa! Wcale nie jest to nudne, poruszać się nie po nachylonym stoku. Wręcz przeciwnie, ma się cudowne poczucie lekkości i rytmu. Małym (subiektywnie) wysiłkiem uzyskuje się dużo łatwiej wrażenie biegu - znacznie lżej, niż w zwykłym biegu na butach. Po chodzeniu na turach łatwo dać się ponieść. Oczywiście, podejście na turach to przeżycie innej natury, ale przyjemnie odkryć, że można się tak lekko poruszać . Ile szlaków stoi teraz otworem! Oby tylko te warunki się trzymały...
  5. Właśnie, to jest to - właściwe pod nosem. Znalazłam fajne forum biegówki.pl, i tam ludzie piszą, że jeżdżą i w Jurze, i nawet w Lasku Wolskim, a co by mi się podobało najbardziej, to w Puszczy Niepołomickiej, gdzie znam nieźle trasy rowerowe. Tylko trza kupić jakieś używane dechy, bo w większości tych miejsc ani mowy nie ma o wypożyczalniach.
  6. Co za rok, cholera. Ale, Mysiauku, do końca sezonu to jeszcze zdążysz zamordować tego drania gronkowca i sobie poszaleć. Teraz i tak jest parszywie, a marzec i kwiecień są jeszcze spokojnie do jazdy. Gdzieś, jednym uchem, słyszałam zapowiedź, że zima prędko się nie skończy...
  7. Dzięki, faktycznie, Zdiar powinien być OK, to dobra myśl. Ale na pierwszy, rekonesansowy wyjazd myślałam o czymś bliżej. Trzeba tylko załatwić jakieś deski .
  8. Chciałybyśmy z koleżanką spróbować trochę, zupełnie rekreacyjnie, pobiegać. Mam stareńkie drewniane dechy, ale koleżanka musi sobie coś pożyczyć. Czy ktoś się może orientuje, gdzie w pobliżu Krakowa albo w samym mieście można wypożyczyć biegówki? Może nawet lepiej w samym mieście, bo wtedy wybór miejsca jest mniej ograniczony. Ew., gdzie są dobre tereny dla zupełnie niezaawansowanych w tej dziedzinie? No, właściwe to trasa musi być zupełnie lekka, bo dziewczyna jest rekonwalescentką i czeka ją operacja kolana po wypadku rowerowym - młody dureń wjechał w nią autem swojego tatusia, więc na razie musi zapomnieć o zjazdach. Wydaje mi się, że okolice Zawoji byłyby OK, ale może macie lepszy pomysł?
  9. To już 100 lat! A pomyśleć, że znałam (z obozów żeglarskich w Jastarni) kapitana Karola Zielińskiego, który był jeszcze uczniem samego Zaruskiego. Kiedy byłam młodą kursantką, nie był nawet jeszcze staruszkiem. Szkolił młodzież i był niezrównanym mistrzem manewrówki, dużymi jachtami manewrował tak precyzyjnie, jakby to były małe żaglóweczki... Zaruski, jak pewnie wielu (ale nie wszyscy) wiedzą, był nie tylko pionierem narciarstwa, założycielem TOPR-u, ale i wychowawcą polskich żeglarzy. Ośrodek szkoleniowy w Jastarni przetrwał jakoś lata komuny, ale poszedł w rozsypkę w nowych czasach... I żeglarstwo, i narciarstwo są, owszem, domeną zapaleńców, ale też są dostępne dla ludzi powyżej pewnego progu majątkowego. Porządne szkolenia słono kosztują, i roi się od ludzi łamiących wszelkie reguły sztuki - wszystko jest (zaje)fajnie, dopóki nie zdarzy się groźny wypadek - wtedy tylko załamuje się ręce. Od czasów Zaruskiego i Karłowicza nastąpił postęp w rozwoju, ale i regres w rozumieniu sportu (choć dla nich narciarstwo było czymś więcej niż sportem). Jednak w jesieni byłam na pewnym spotkaniu żeglarzy. Opowiadano o rejsach, wspominało się dawne czasy. Ktoś grał na gitarze stareńkie piosenki. Padły słowa: Tutaj wszystko jest dalej jak trzeba, jak za Zaruskiego... Może pamięć, że i góry, i morze są tłem, na którym można zmierzyć się z własnymi słabościami, poznać siebie i wyjść z tego doświadczenia silniejszym i bogatszym, jest jeszcze żywa? Oby.
  10. I co na to wszystko napisać? Współczuję i życzę Wam cierpliwości... W końcu będzie lepiej, choć widać, że nie prędko. Trzymajcie się!
  11. Maria

    Nosal nie chce oceny...

    Z ust mi to wyjąłeś! A, przyznam, że i to pojedyncze, zabytkowe krzesełko ma swoje zalety. Nie wjedzie nim tłum . Więc kiedy tak się zdarzy (a zdarza się często), że nie chodzi orczyk do połowy stoku, to jest tam w miarę pusto. Parę razy się zdążyłam w tym sezonie przejechać, rano jest wspaniale. Niestety, orczyk do połowy chodził, i później roiło się od narciarzy z bożej łaski. Jedni wprost wyrażali swoje uczucia: "Po co ja tu się znalazłem" (słyszałam na własne uszy, w dwu różnych językach - pora prawosławnego Bożego Narodzenia), drudzy walili się co dwa skręty, ale najgorsi byli ci, co zdołali się pięknie rozpędzić na tyłach, zanim matka natura zaaplikowała im przyciąganie ziemskie... Wtedy pozostawał już tylko odwrót do karczmy... Co do Kasprowego, faktycznie, raczej spoko. Większość wjeżdżających to natury kontemplacyjne: popatrzyć, napić się herbatki, znowu popatrzyć i zjechać wagonikiem. Narciarzy była mniejszość.
  12. No właśnie, wydaje mi się, że żadne przepisy nie pomogą, jeśli nie będzie odpowiedniego wychowania. Kask - OK, może uratować w sytuacji krytycznej. Ale dlaczego do tak często do takich dochodzi, kiedy wystarczyłoby odrobinę: odpowiedzialności, wyobraźni, prosta pamięć o tym, że prócz nas są inni ludzie? I przygotowania fizycznego i mentalnego ludzi, którzy w końcu uprawiają sport, a często nie wiedzą, co to słowo znaczy... Przykre, ale jestem raczej pesymistką. Nie wierzę, żeby jakiekolwiek przepisy spowodowały wzrost bezpieczeństwa na stokach. Pełen ekwipunek będzie dla wielu raczej powodem do popisania się: co ja mam, i jakiej firmy, i rozgrzeszeniem dla nieodpowiedzialnego zachowania. Dodatkowo, łatwość związana z jazdą boiskową (wyciąg mnie zawiezie na górę - najlepiej krzesło, bo po co się męczyć na orczyku, a potem już tylko w dół, jak się da) czyni większość stoków dostępną dla każdego. Sorry, wiem, że piszę rzecz kontrowersyjną, a większości z użytkowników forum to nie dotyczy. Większość z nas stara się doskonalić, a poza sezonem przygotować się do niego jak najlepiej. Niestety, dotyczy to jednak bardzo wielu z ludzi, których spotykamy na stokach. Fajnie, że narciarstwo się rozwija. Szkoda, że w dużej mierze jednak jako moda, nie sport. Dlatego uważam, że tury, to jest to. Tyle, że trzeba opanować technikę, a do tego trzeba też ćwiczyć na wyciągach. Na szczęście, są też mniej uczęszczane.
  13. Maria

    Gogle

    Po prostu moje okulary są bardzo skomplikowane. Można zdaje się mieć gogle ze szkłami korekcyjnymi, ale nie sądzę, by optyka mogła być odpowiednia. Właściwie tylko w jednych moich zwykłych okularach czuję się jako-tako, trudno by to było powtórzyć. No, a nie jeżdżę w nich na nartach - co by to było, gdyby mnie prasło akurat na nie:mad: (nie jeżdżę raczej zbyt powoli)? Albo, po prostu by spadły:rolleyes:? Soczewki są przynajmniej bezpieczne, nie zranią, nie wypadają - można w nich nawet pływać. Co do szkła w obiektywach aparatów, nie znam się na tym. Na mój chłopski rozum - nie wiem, jaka jest, oprócz właściwości optycznych (tu, przy grubszej soczewce, wszelkie drobne różnice właściwości materiału mogą grać większą rolę niż przy cienkich), podatność na odkształcenia - soczewki w okularach są raczej niezbyt grube, i chyba mniej narażone na naprężenia. Tyle wiem, że nad wszelkie soczewki mają wady, i nie darmo chwali się lustrzanki, bo zwierciadła, przy precyzyjnym wykonaniu samej powierzchni, dają znacznie doskonalszy obraz.
  14. Maria

    Gogle

    Chyba rzeczywiście nie, choć może trochę (W sumie oczy mi nie łzawią jakoś przeraźliwie, na ogół jest OK). Nie próbowałam jeździć bez nich, bo nic bym nie widziała. Może ktoś jeździł w okularach, i ma porównanie? Może się kiedyś wybiorę na krótki wypad w okularach, wtedy napiszę.
  15. Maria

    Gogle

    Homar, dzięki, muszę tego poszukać. W sumie z tym łzawieniem nie jest tak najgorzej, może to kwesta przyzwyczajenia. W normalnych warunkach da się wytrzymać, czasami w ogóle nic się nie dzieje, natomiast przy silnym wietrze, a jeszcze kiedy miecie ostrym śniegiem, jest gorzej. Właściwie dlatego jednak potrzebuję gogli. Co do soczewek, Soczku, zgadzam się, że są dobrą rzeczą, w ogóle nie wyobrażam sobie jazdy w okularach.
  16. Maria

    Gogle

    A ja mam pytanko totalnie laickie. Mam, niestety, marny wzrok (duża różnica między jednym okiem a drugim, astygmatyzm). Jeżdżę w soczewkach, które nie są złe, ale nie korygują wady dokładnie (tylko samą krótkowzroczność). Próbowałam na początku gogli, ale w każdych (żółte Salice, nie z najtańszych, potem tanie Reusch) miałam wrażenie, że widzę znacznie mniej plastycznie nierówności terenu. No, i spasowałam, jeżdżę teraz z gołą gębą, co nie zawsze jest komfortowe;), ale mam jakiś opór przed założeniem gogli. Czy ktoś z Was miał podobny problem? A jeżeli tak, czy znalazł jakieś wyjście? Może właśnie jest to kwestia dobrego filtra polaryzacyjnego? Fakt, że mam też niezłe goglo-okulary przeciwsłoneczne z takim filtrem (bez tego na wiosnę murowane porażenie nerwu wzrokowego), i to są jedyne, w których tego efektu nie stwierdzam.
  17. Maria

    Mosorny Groń - i co dalej?

    Cieszę się, też robiłam tam wypady w ciągu tygodnia, albo na 1 dzień w weekend. A w dodatku zaletą Zawoi jest to, że można do niej z Krakóffka dojechać omijając całkowicie narąbaną Zakopiankę. Kiedyś, po czterogodzinnym powrocie tąże Ojciec kazał mi (żartem, oczywiście): Napisz 100 razy "Rozumny człowiek nie jeździ w niedzielę po Zakopiance", i powieś sobie nad łóżkiem
  18. Z całym szacunkiem, Łokieć, ale nie sądzę, by to byli marynarze. Ci umieją stać twardo na nogach, choć "kiwa jachtem, kiwa":D Ale że cudny filmik, święta prawda:D. Hucu, nie bądź taki skromny, to naprawdę duża sztuka tak opuścić krzesełko. Dlatego osobiście jednak wolę łorcyki;)
  19. O, też zdążyłam! Wszystkiego najlepszego!
  20. Kapitał, to chyba za dużo powiedziane;). Ale może zróbmy nasz zlot, i będzie można trochę wydać.
  21. I to jest to co tygryski lubią najbardziej!:D:D Zwłaszcza, że ostatnio odczuwałam nienaturalny nadmiar forsy, i to niepokojące zjawisko pewnie też ma szansę się skończyć.
  22. O ile dobrze pamiętam, jako dziecko jeździłam tam na łyżwach. Czyli tor wtedy był, tyle, że mrożony naturalnie...
  23. W Krakowie, na Zakopiance, przed samą stacją Orlenu po prawej stronie w kierunku gór jest (nie zawsze otwarty) mały sklepik - serwis. Pan ostrzy mi tam narty całkowicie ręcznie, i robi to doskonale. Przypuszczam jednak, że robi to dlatego, że kupiłam rzeczone narty (świetne) właśnie u niego. Ale piszę, co wiem, a nuż wiadomość się przyda:).
  24. Parę kawałków, żeby Mysiauek nie musiał się sam poświęcać... _____________ W czasie zjazdu absolwentów profesor pyta dawnego ucznia: - A, ty Jasiu, ile masz dzieci? - Ośmioro! - odpowiada z dumą pan Jan. - No tak - mruczy nauczyciel - w klasie też nigdy nie uważałeś... __________________ W domu wybuchł pożar. Żona z mężem wybiegli na ulicę czekając na straż pożarną. - Nie ma tego złego... - Mówi żona. - Po raz pierwszy od dziesięciu lat wreszcie wyszliśmy gdzieś razem... __________________ Na Uniwersytecie Jagiellońskim było czterech bardzo dobrych studentów, radzili sobie świetnie na wszystkich egzaminach i testach. Zbliżał się egzamin z chemii, miał być w poniedziałek o 8.00. Studenci byli tak pewni siebie, że przed egzaminem zdecydowali poimprezować u kolegów z uniwersytetu w Poznaniu. Było super, ale ostro zapili w weekend i jak zasnęli w niedziele wieczorem,to obudzili się w poniedziałek ok. 12.00. Na egzamin oczywiście nie zdążyli, ale postanowili zabajerować profesora. Tłumaczyli się, że w weekend pojechali do kolegów z uniwersytetu do Poznania, aby pogłębić wiedzę i wymienić się doświadczenia, niestety w drodze powrotnej, gdzieś w lasach złapali gumę, nie mieli koła zapasowego i bardzo długo czekali na pomoc. Dlatego niestety wrócili do Krakowa dopiero koło południa. Profesor przemyślał to i mówi: -OK,możecie przystąpić do egzaminu jutro rano. Bardzo zadowoleni z siebie studenci pouczyli się jeszcze trochę wieczorem i na drugi dzień przyszli na egzamin pewni siebie. Profesor posadził ich w czterech osobnych pokojach, a asystenci rozdali pytania. Cały test był za 100 punktów. Na pierwszej stronie było zadanie za 5 punktów, które wszyscy rozwiązali bez wysiłku. Na drugiej stronie było tylko jedno pytanie, ale za to za 95 punktów: "Które koło?" _______________________ Mężczyzna wchodzi wieczorem do lokalu. Spostrzega siedzącą przy barze atrakcyjną kobietę. Podchodzi i zagaja: - Co porabiasz, ślicznotko? Ona patrzy mu w oczy i odpowiada: - Co porabiam? Dymam, kogo popadnie. Wszystkich jak leci! Starannie, na wylot i wszędzie! W domu, w biurze, nawet tutaj dymam. Uwielbiam dymać kogo się da! Od kiedy skończyłam naukę, nie robię nic innego. Na to on: - No proszę, coś podobnego! Bo ja też jestem prawnikiem. A pani w której kancelarii pracuje? _______________ Sędzia do oskarżonego: - Czy przyznaje się pan do winy? - Nie, wysoki sądzie. Mowa mego obrońcy i zeznania świadków przekonały mnie, że jestem niewinny...
  25. Dzięki, SB. Białka lepsza niż nic, ale szczerze mówiąc, trochę nudne trasy. A ze stronki wynika, że czerwona trasa nieczynna. Tak, że myślałam raczej o Szczyrbskim Plesie, tam chociaż na Interski można trochę pojeździć. Tyle, że z kolei trzeba się wlec straszny kawał drogi, a wypadałoby coś jeszcze konstruktywnego zdziałać w poniedziałek prócz nart:). Dlatego pomyślałam o Jurgowie, przynajmniej coś nowego, a przy tym orczyku trasa figuruje jako czerwona. Ano, zobaczymy.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...