Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Jeden karnet na całą dolinę (czyli prawie 700 km tras, z czego ponad 170 km w regionie Zillertal Arena), świetnie przygotowane stoki, dużo śniegu, brak kolejek do wyciągów, polscy instruktorzy do Twojej dyspozycji, bezpłatna polskojęzyczna opiekunka do Twoich dzieci i bezpłatne Centrum Testowe z najaktualniejszym sprzętem narciarskim i snowboardowym na sezon 2011/2012...uff sporo tego, a to nie wszystko!! Sprawdź co jeszcze czeka na Ciebie w czasie tegorocznej edycji IV The Polish Winter Holidays in Zillertal Arena. Jeśli jeszcze nie macie pomysłu na to, gdzie spędzić zimowy urlop, zapraszamy na kolejną imprezę The Polish Winter Holidays in Zillertal Arena, która odbędzie się w dniach 15-21 stycznia. Jak co roku, na naszym stoisku przy stacji Rosenalm, przez 6 dni, od godziny 9:00 do 15:00 będzie można bezpłatnie testować sprzęt narciarski i snowboardowy najlepszych producentów (m.in.: Head, Rossignol, Dynastar, Kneissl, K2, Blizzard, Burton, Endeavor, Stepchild), a o 10:00 i 13:00 brać udział w skiguidingu z polskimi instruktorami ze szkoły narciarskiej Mixtura. UWAGA: aby wziąć udział w skiguidingu musicie umieć jeździć! Jeśli chcecie się uczyć, możecie wykupić kurs u polskojęzycznych instruktorów z zaprzyjaźnionej austriackiej szkoły narciarskiej. Z kolei ci z was, którzy będą chcieli popisać się swoimi umiejętnościami szusowania, będą mogli się wykazać w trakcie narciarsko-snowboardowych Zawodów o Puchar Świstaka. Nie zapomnieliśmy też o maluchach, które nie jeżdżą na nartach lub też będą chciały od tej jazdy odpocząć. W godzinach otwarcia naszego stoiska (czyli 9:00 - 15:00) będzie czynne bezpłatne polskie przedszkole. Wspaniałe zabawki dla maluchów zapewni Dziecięce Centrum Handlowe Entliczek. Nocna jazda na sankach na torze saneczkowym Gerlosstein, na którą czekamy przez cały rok to kolejna atrakcja, której nie można przegapić! W końcu nie co dzień ma się okazję poszusować po 7 km trasie! Szykuje się szalona zabawa w prawdziwie tyrolskim stylu dla małych i dużych!! Będzie też i okazja do tego, żeby zagrać w kręgle, pojeździć na łyżwach czy spróbować austriackiej odmiany curlingu (Eisstockschießen)! Oczywiście nie zapomnieliśmy o stałych punktach PWH czyli o wieczornym ognisku (dla wszystkich darmowe kiełbaski, piwo, grzaniec czy napoje bezalkoholowe), wizycie w parku wodnym Erlebnistherme i koncertach. W tym roku swoją muzyką będzie rozgrzewać nas coverowa grupa Black Velvet. Szczegóły programu znajdziecie tutaj: http://www.zillertalinfo.eu/pl/imprezy/najblizsza_impreza/program_imprezy Źródło: www.zillertalinfo.eu
  2. Zadziwiające jak szybko życie wraca do równowagi po tak wielkiej tragedii... W ubiegłym tygodniu rozpoczęto oficjalnie zimowy sezon narciarski w japońskiej prefekturze Fukushima. Tysiące narciarzy zjawiło się na górskich stokach po obfitych opadach śniegu. I tylko codzienne odczyty pomiarów promieniowania obok prognoz warunków pogodowych przypominają, że nie jest to zwykły sezon narciarski. Japońska turystyka poważnie ucierpiała po marcowym trzęsieniu ziemi oraz tsunami, a także po wycieku z elektrowni nuklearnej w Fukushimie, będącego skutkiem kataklizmu. Lokalnie władze nie miały jednak wątpliwości, że turyści powrócą na stoki, również dzięki możliwościom oferowanym przez nowoczesne technologie: od aplikacji dostępnych na smartfony po osobiste liczniki Geigera. W dziewięć miesięcy po tragedii, turyści wracają nie tylko do Japonii, ale również do prefektury Fukushima, której górzyste tereny były i są cenione nie tylko wśród miłośników białego szaleństwa. Podczas, gdy wokół elektrowni zamknięto teren o promieniu 12 mil, stoki niedalekich gór i funkcjonujące na nich schroniska i hotele są gotowe na przyjęcie turystów. W okresie świątecznym poziom rezerwacji osiągnął 70 proc. w porównaniu do poziomu sprzed katastrofy. Turyści to przede wszystkim Japończycy, który odwiedzali to miejsce wcześniej, ale również przybysze z innych azjatyckich krajów, głównie z Chin. Branża turystyczna musiała dostosować się do obecnych warunków: prowadzone są codzienne monitorowania promieniowania oraz testowanie produktów żywnościowych, a ich wyniki na bieżąco publikowane są na internetowych stronach rządowych. Ludzie wracają do Fukushimy na narty. Cieszymy się, że przyjeżdżają do nas całymi rodzinami. Spodziewamy się nawet 3-4 tyś. osób dziennie korzystających z naszych usług – podkreślają przedstawiciele Hoshino Resorts, który jest operatorem 28 nieruchomości hotelowych w całej Japonii. Nadchodzący rok będzie kluczowy dla japońskiej branży turystycznej, która cierpi nie tylko z powodu trzęsienia ziemi, tsunami i katastrofy jądrowej, ale również silnego jena i światowego kryzysu gospodarczego. Źródło: Dziennik Turystyczny
  3. Kto nie widział, ma szansę. Dzisiaj zaraz po północy na TVP1 godz. 0:20 Film z 1993 roku "Szaleństwo w Aspen". Treść: Dwaj przyjaciele, T.J. Burke (Paul Gross) i Dexter Rutecki (Peter Berg), rezygnują z pracy w Detroit i wyruszają do eleganckiego kurortu Aspen w Kolorado. Mają nadzieję, że tu spełnią się ich marzenia o bogactwie i powodzeniu u kobiet. Zatrudniają się jako instruktorzy jazdy na nartach. Pierwszy z nich szybko zyskuje sympatię i popularność wśród swoich kursantek. Zostaje kochankiem bogatej bizneswoman Bryce Kellogg (Finola Hughes). Wkrótce poznaje młodą dziewczynę o imieniu Robin (Teri Polo). Zaczyna darzyć ją uczuciem i porzuca starszą od siebie Bryce. Dexterowi nie wiedzie się tak dobrze. Zostaje zawieszony w obowiązkach, wpada w złe towarzystwo i zaczyna zadawać się z lokalnymi przestępcami. Ma problemy finansowe i omal nie traci życia, gdy zostaje brutalnie pobity. T.J. postanawia ratować przyjaciela. Zapominając o swojej dumie, zwraca się o pomoc do porzuconej kochanki. Link do Filmwebu: http://www.filmweb.pl/film/Szale%C5%84stwo+w+Aspen-1993-33596
  4. Nowy Rok ... przywitajcie w szampańskim nastroju, ufając, że będzie wspaniały mimo Kryzysu, mimo braku śniegu (ten czerwony z dołu trochę z tym śniegiem namieszał)!!! Miejmy nadzieję, że przyniesie niezapomniane chwile...oczywiście na nartach. Wszystkiego Dobrego Życzę dla Wszystkich Forumowiczów. marboru
  5. Dzisiaj przez przypadek trafiłem, na ciekawostkę. Na portalu TVN Meteo można sobie pooglądać polskie Ośrodki narciarskie w 3D - mapy tras narciarskich naniesione są na zbocza Gór w bardzo rzeczywisty sposób. Polecam: http://www.tvnmeteo.pl/pogoda-narty-bialajazda/polskie-osrodki-narciarskie-3d,1.html
  6. No tak... Śniegu nie ma, więc jazda po kamieniach. Wygibusy by się nie zabić... ...a w efekcie zniszczone narty - oby nie zdrowie... I na sam koniec jazdy, dla chętnych - po całodniowym nartowaniu pełni Goryczy, do Kuźnic, wszyscy będą mogli już na pieszo, zejść kotłem Goryczkowym :wink:
  7. Johnny...Ty jesteś jednak Narciarz Ekstremalny :wink:
  8. Figo...widziałem wczoraj w TV, widziałem...wszyscy płakali, w spazmach rozpaczy. Groteska... A fotka w sumie bardzo wesoła - chyba należy się cieszyć, że zmarł Ludobójca i bardzo zły człowiek?
  9. Ja uważam, że nie ma sensu porównywać cen z poszczególnych Ośrodków. Turystykę alpejską zacząłem stosunkowo niedawno i staram się jeździć (planować) za każdym razem inne miejsce. A tych miejsc jest tyle...że obawiam się, że starczy do końca życia :happy: Różnice w cenach o jakieś 400, 500zł moim zdaniem dla kogoś, kogo stać na wyjazd "w jedynym słusznym kierunku" - to nie jest z reguły niewiadomo jakie obciążenie. Jednego jestem pewien...i niejednokrotnie się przekonałem... Jeśli planować tygodniowy wypad - to tylko w Alpy! Broń Boże planować tego typu wypad w Kraju...po pierwsze z reguły wychodzi drożej, a warunki...cóż - wszyscy wiedzą jakie są warunki u Nas.
  10. Lepiej popatrzeć na Skionline, niż klikać w "tajemniczy" link :wink: A tak swoją drogą...oj kliknął by, kliknął :wink: tą L.V.:happy:
  11. Jedna z ostatnich sesji Lindsey dla włoskiego Sport Week. Śliczna - nie ma co.
  12. Johnny 14 dni na nartach w tym Sezonie...a jeszcze zimy nie ma :happy: Idziesz na rekord :biggrin:
  13. Trekkies from Hell, krótki filmik o początkach freeskiingu. [video=youtube;_MC_4dQOPYM] [video=youtube;WaIfFdbrHTA]
  14. Na początku do zmian nie byłem przekonany... W chwili obecnej przyzwycziłem się, i mi się podoba :happy: Chyba każdy człowiek, ma coś w sobie takiego - że do zmian podchodzi negatywnie...a potem dopiero dostrzega, że nie są takie straszne :wink: Brawo Jacku za decyzję i sprawny proces!
  15. Również chciałbym przekazać Najlepsze Życzenia Świąteczno-Noworoczne dla wszystkich Kochających Narty Skimaniakó i Skimaniaczek :happy:
  16. Jutro Rusza Bałtów w świętokrzyskim :smile: W Święta będzie mały trening :happy:
  17. Ewo wszystkiego najlepszego z okazji Twoich 24 Urodzin Zdrówka, spełnienia marzeń, 100cm śniegu pod nartami i 100lat na Stokach
  18. Szew137 Stoki, które podałeś widnieją na liście od dawna :happy: Kaka - dzięki za aktualne linki :happy: Na liście mamy już 68 Ośrodków Narciarskich w "Nizinnej" Polsce.
  19. Zbliża się kolejny sezon ski-turowy w Tatrach. Na zachętę, tekst o samotnym wejściu na nartach na Jarząbczy Wierch. „Wartość współżycia sam na sam z przyrodą – w górach czy na morzu – polega między innymi na tym, że niezmiennie panujące w tej przyrodzie prawa umożliwiają alpiniście czy żeglarzowi, chociaż nie docelowo, to jednak samodzielne kierowanie własnym losem. W podporządkowaniu się koniecznościom natury można widzieć prawdziwe wyzwolenie człowieka”. W 1995 r. Wojciech Szadkowski odbył jedną z ładniejszych wycieczek ski-turowych. Zmierzył się sam na sam z Jarząbczym Wierchem w Tatrach Zachodnich. Piękna, całodniowa ski-tura. Najważniejsze – oprócz interesującej trasy – atmosfera bycia samemu w sercu Gór. I poczucie wolności. Polecam przeczytać. Bycie sam na sam z Górami ma swój niepowtarzalny smak. Jest z pewnością pewną strefą intymności, dającą silniejsze doznania i przeżycia, niż wycieczka w grupie. Najsilniejsza jest wtedy Przygoda. I liczą się głównie własne umiejętności i możliwości. Wtedy wszystko od Ciebie zależy: podejście, zjazd, decyzje są tylko Twoje, a odpoczywasz gdzie chcesz. Wolność, niczym nieskrępowana, to dominujące uczucie takiej wyprawy. A właśnie takiej wolności potrzebujemy przecież bardziej niż kromki chleba. Góry dają ją nam, „na tacy”, wystarczy tylko sięgnąć. No to sięgnąłem po nią bardzo sobie cenię takie wycieczki narciarskie. Opisana wycieczka miała miejsce w 1995 r., podczas pięknej i wyjątkowo śnieżnej zimy. A takie wtedy bywały w Tatrach niemalże rok w rok. Wielka to przyjemność móc stwierdzić, iż sprawy, o których myślało się przed laty, a które pozornie tylko poszły w zapomnienie, odżywają po latach i to w postaci być może doskonalszej. Dojrzalszej. Lepiej przemyślanej niż przed 16 laty, kiedy byłem beztroskim 29-latkiem, który chłonął jedną wyprawę tatrzańską po drugiej, nie dbał o zdrowie:), a każdy prawie skręt wykonywał na granicy ryzyka:). Teraz nie jestem jeszcze ski-turowym starcem, zmierzającym nieuchronnie ku narciarskiej emeryturze:), ale pewne sprawy odczuwam mocniej i zdecydowanie inaczej niż wtedy. Tekst ten pisany po wielu latach od wyprawy pokazuje jednakże te same emocje, odczucia, które zanotowałem wówczas w pamięci. Przynajmniej taką mam nadzieję. Ruszam... 5 maja i 5 rano – pobudka. Za oknem świeci już słońce. Gośka niedbale przykryta kołdrą. Żal wychodzić z ciepłego łóżka, gdzie leży taka dziewczyna:). No, ale cóż. Wstaję, rytuał wycieczki, jak zwykle: zaparzam kawę, pakowanie plecaka, coś przegryzam i w drogę. Pakuję do auta narty. Wtedy jeszcze można było samochodem dojechać na Polanę Huciska. Kilka zdań o celu mojej wycieczki, Jarząbczym Wierchu. Jarząbczy Wierch (2137 m), po prostu Jarząbczy, wznosi się nad Doliną Jarząbczą, Jamnicką i Raczkową, sąsiaduje z wysokimi szczytami Tatr Zachodnich, jak Raczkowa Czuba, Kończysty Wierch i Starorobociański Wierch, ma dwa wierzchołki. Przez niższy z nich biegnie granica polsko-słowacka. Nazwa szczytu pochodzi od starego góralskiego rodu Jarząbków. Znajduje się w grani głównej pomiędzy Kończystym Wierchem (2002 m), od którego oddzielony jest Jarząbczą Przełęczą (1954 m), a wierzchołkiem Łopaty (1958 m) – oddzielony od niej Niską Przełęczą (1831 m). Wzdłuż wymienionych szczytów i przełęczy biegnie granica polsko-słowacka oraz szlak czerwony, biegnący główną granią Tatr. Jarząbczy wznosi się nad Dolinami: Raczkową (a konkretnie: Zadnią Raczkową), Jamnicką (na terenie Słowacji) i Jarząbczą (po stronie polskiej). Najwyższy jego wierzchołek znajduje się po słowackiej stronie. Jest to całodniowa wycieczka narciarska warta polecenia dla bardziej wprawnych turystów tatrzańskich. Ze szczytu doskonale widać pobliskie Rohacze, Starorobociański, Bystrą i Błyszcz, masyw Barańca i inne szczyty Tatr Zachodnich. Widok ze szczytu bardzo rozległy i piękny. Zimą, a zwłaszcza na wiosnę, przy sfirnowanych śniegach, Jarząbczy to cel ładnej wycieczki ski-turowej. Pamiętajmy jednak, że przy dużych opadach śniegu z jego stoków schodzą potężne lawiny śnieżne. Ja idę z nartami na plecaku w krótkich spodenkach Krowim Żlebem, a potem Krowińcem. Pogoda jak marzenie. Na grani ubieram jednak długie spodnie – wszak jeszcze na grani króluje Pani Zima. Moja droga do góry... Znawca turystyki wysokogórskiej w Tatrach, Józef Oppenheim, tak pisze o wycieczce tej części Tatr Zachodnich w swoim przewodniku z 1936 roku: „Przepiękne przejście wysokogórskie, nadające się raczej do robienia wiosną, wymaga bowiem możliwych śniegów na grani i ustalonej pogody. Od narciarza ponadto wymaga nie tylko pełnego opanowania techniki zjazdowej, ale i dużej wytrzymałości”. Od schroniska zjeżdżamy kilkaset metrów w dół aż do wylotu Doliny Jarząbczej. Tu zakładamy foki, skręcamy w prawo i podchodzimy Jarząbczą w stronę Trzydniowiańskiego Wierchu, mijając po drodze Niżnią Jarząbczą Polanę (charakterystyczny krzyż żelazny) i Kamień Papieski. Szlak podejściowy wyprowadza nas dalej w stronę Jarząbczych Rówienek, potem ostro skręca w lewo (mostek) i przez Jarząbcze Szałasiska, już bardziej stromym terenem, wznosimy się długimi zakosami w górę. Następnie skręcamy w prawo i mijamy lawiniasty żleb. Ostatni etap podejścia prowadzi stromym stokiem Szerokiego Żlebu na Trzydniowiański. Jest to teren lawiniasty i przy zagrożeniu lawinowym droga ta nie jest zalecana do podejścia, jako mniej bezpieczna niż wejście przez Kulawiec. Przy pewnych śniegach należy przekroczyć żleb (tu uwaga!) i poruszać się grzędą po prawej jego stronie (patrząc od dołu). Przy twardych, zmrożonych śniegach należy podchodzić z nartami przypiętymi do plecaka. Natomiast przy firnach lub śniegach wiosennych można wejść na nartach na sam szczyt (czas podejścia z Polany Chochołowskiej ok. 2–2,5 godz.). Bezpieczniejsze podejście na Trzydniowiański Wierch prowadzi tzw. Kulawcem. Od schroniska zjeżdżamy w dół aż do Polany Trzydniówka, stąd skręcamy w prawo (za znakami koloru czerwonego), zakładamy foki i najpierw połogo, potem coraz stromiej wznosimy się drogą leśną zakosami przez tzw. Krowieniec, a następnie bardzo stromą przecinką, z początku dość wąską, rozszerzającą się ku górze, idziemy przez Kulawiec (zakosy) aż do granicy lasu. Tu teren robi się łagodniejszy i idąc w górę przez kilka niedużych wzniesień, łatwo osiągamy wierzchołek Trzydniowiańskiego (ok. 2,5 godz. podejścia z Polany Chochołowskiej). Droga bardziej nużąca, ale bezpieczna. Z Trzydniowiańskiego W. idziemy na nartach w stronę Czubika (trawersując jego zbocza od strony Jarząbczej lub granią), a potem przez Przełęcz Dudową i dalej stromym stokiem osiągamy szczyt Kończystego Wierch (2002 m), od Trzydniowiańskiego Wierch – 1 godz. Stąd szlak naszej wycieczki skręca w prawo, na zachód. Długa, ponad kilometrowa grań łączy Kończysty Wierch z Jarząbczym. Na nartach można dojść do Jarząbczej Przełęczy i położonej nieco dalej Kopy Prawdy. Ponieważ powyżej grań się zwęża, to narty przypinamy do plecaka i w butach, a nawet najlepiej w rakach (w zależności od warunków śnieżnych) poruszamy się granią w stronę Jarząbczego. Ja szedłem bez raków, ponieważ majowy śnieg był tak miękki, że nie było potrzeby ich używania. Słońce pali. Jak latem. Kropla mojego potu błąka się nieśmiało po moim czole i spływa do ust. Ma słono-gorzki smak. Za nią spływa kolejna. Zbliża się 13, jest już bardzo gorąco. A picie mi się już skończyło... Wargi wyschnięte, ślina robi się gęsta. A więc taki jest mój świat? Słodko-gorzki. Uśmiecham się do siebie:) Nie, nie tylko ma taki kolor. Jest bardziej kolorowy, tak jak dzisiaj góry, skapane w słonku. Ale z goryczy tej soli wynika to, co robię. Mój narciarski świat. Wart zmęczenia, potu, wysiłku. Jeszcze 50, 40, 30 m, grań zakręca łukiem w prawo i jestem na szczycie Jarząbczego. Sam. Wbijam narty). Po chwili odpoczynku wbiegam jeszcze na pobliską Raczkową Czubę (2194 m) i wracam do nart. Zjazd. Przed każdym tego typu zjazdem radzę koniecznie założyć kask i dokładnie sprawdzić, czy narty są dobrze zapięte. Ja kasku nie miałem:)), ubrałem więc zastępczo czapkę dopiąłem narty i ruszyłem. Ze szczytu zjeżdżamy granią na wschód w stronę Kończystego W. Górna partia wymaga uwagi i należy bardziej trzymać się stoku od strony Doliny Raczkowej, nie zaglądając zbytnio na stronę Jarząbczej. Potem jest już łatwiej – dojeżdżam do Kopy Prawdy i Jarząbczej Przełęczy. Zatrzymuję się, tędy planuję zjeżdżać. Oglądam drogę zjazdu: jest dobrze wyśnieżona. Jest tylko jedno „ale” - stok pokryty jest zlodowaciałym, bardzo twardym śniegiem. Decyzja.... Takie sytuacje są trudne. Jestem sam, stok stromy, upadek w takim terenie to nic dobrego. Stanąłem na grani przed szerokim u góry, a w dole wąskim i stromym żlebem, opadającym wprost do Doliny Jarząbczej. Góra stoku była wylodzona. Próbowałem ją nartą i usłyszałem tylko chrobot, jakby tarcia po lodzie, czy też szkle. Zastanawiam się chwilę. W mojej głowie trwa dylemat myśli i wyborów. - Przecież możesz jechać na Kończysty W. i zjechać granią i łatwym terenem na Czubik i Trzydniowiański – mówi mi jedna moja połowa. Druga stwierdza stanowczo: - Jedź tędy, po stromym, jesteś w formie, dasz radę. Dylemat, co robić trwał dłuższą chwilę, myślę z dziesięć minut. Wreszcie mówię głośno, trochę dla dodania sobie odwagi: - Jadę stromym, niech się dzieje, co ma się stać. Ruszam, pierwszy skręt – chrobot po lodzie, drugi – taki sam, trzeci też. Ledwo utrzymuję równowagę. Mięśnie napięte do granic, palą jak diabli, taka jazda męczy mnie okropnie. Nie zatrzymuję się jednak. Jadę jednak ostrożnie. Niżej jest lepiej, gdyż twardy śnieg przechodzi we wspaniały firn. Jakaż zmiana, jakaż szczęśliwa dla mnie metamorfoza. Teraz jest mój czas, jadę na całego. Festiwal skrętów, lekki (kontrolowany szał radości), wspaniałe uczucie wolności i precyzji ruchu, skrętu na dużej prędkości. Dojeżdżam do końca stromego – a więc decyzja była dobra. Staję chwilę, bo jestem solidnie zmęczony. Poniżej kosówki, jarzębiny - wspaniały teren, jadę długim skrętem. Dojeżdżam do lasu, pełnego brudnego, pokrytego igliwiem śniegu. Szus. Wypadam na Jarząbcze Rówienki. W dole słyszę szum potoku. Śnieg się kończy, zaraz za jego krańcem pełno krokusów. Kładę się przy nich, podkładam plecak pod głowę i patrzę w niebo. Teraz spokojnie spoglądam na trasę „wyrypy”. Ładna droga podejścia, jeszcze ładniejszy zjazd. Odpoczynek w takim miejscu to kolejna nagroda za wylany pot. Trwa to godzinę. Powroty... Powoli, jakby od niechcenia, schodzę w doliny. Niechętnie. Dzień chyli się ku końcowi, robi się chłodniej, co przyspiesza decyzję powrotu. Na Huciskach solidnie zmęczony pakuję się do auta i wracam do domu. Kilka słów podsumowania. Wycieczka na Jarząbczy jest niezwykle urozmaicona. Oferuje strome podejścia oraz wiele atrakcji wycieczki ski-turowej: długi zjazd granią (z Jarząbczego na Jarząbczą Przełęcz), potem stromym stokiem (ok. 40), żlebem, z szybkim szusem dnem Doliny Jarząbczej). To wszystko kwalifikuje go do miana jednej z ładniejszych wycieczek ski-turowych w tym rejonie, a na Polanie Chochołowskiej wiosną czekają na nas kobierce z krokusów. Czegóż chcieć więcej. Dane techniczne zjazdu: Początek zjazdu: Jarząbczy Wierch (2137 m). Nachylenie stoku: maksymalnie 35-40°. Przewyższenie:1100 mDługość zjazdu:6 km. Długość trasy wycieczki: ok.13 kmStopień trudności S2 + Zagrożenie lawinowe: Uwaga szczególnie w Szerokim Żlebie Czas podejścia: ok. 4 godzin Czas zjazdu: 1 godzina. Najlepsze warunki: marzec–maj. Tego dnia Góry wyraźnie mi sprzyjały. Narty w górach stały się z czasem esencją mojego życia. „Młodość potrzebuje jakiegoś objawienia. Dla mnie były nim góry. To bardzo ważne, żeby coś pokochać, by nie zgubić tych wartości, dzięki którym życie różni się od wegetacji” - mówi słynny francuski wspinacz, Gaston Rebuffat (1964). I ma całkowitą rację. Źródło: Watra, W. Szadkowski
  20. marboru

    Siemanko

    Witaj, pisz i...i bądź grzecznym Hooltajem forumowym :wink:
  21. Widziałem, widziałem :smile: ...warunki śniegowe musiałeś mieć fatalne jak ja miałem złe...przed moim pobytem spadło troszkę puchu - lepiej, dużo lepiej będą mieli Ci co właśnie w tym tygodniu śmigają.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...