Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. marboru

    G.n.a.r

    G.N.A.R po polsku nadchodzi! Jeżeli nie wiesz co to G.N.A.R. to w skrócie chodzi o totalne odpięcie na stoku i poza nim. Będą to trwające tydzień teamowe (2-4 osób) "zawody", których uczestnicy będą musieli wykonać różne zadania i zdobyć dzięki temu punkty potrzebne do wygrania całego eventu. Nie ma znaczenia czy jeździsz na nartach, snowboardzie, monoski, czy sankach - event jest dla wszystkich! Listę zadań z punktacją i sposobem oceniania otrzymacie na mai...la, zaraz po tym gdy zdecydujecie się wziąć udział i wyślecie maila na: [email protected] zatytułowanego G.N.A.R., gdzie zawrzecie nazwę teamu, nazwiska uczestników i numery telefonów. Jeżeli chcesz wziąć udział a nie masz nikogo do teamu - najlepiej szukaj chętnej osoby, lub teamu, który Cie przyjmie na tablicy eventu. Aby zweryfikować czy i jak zadania zostały wykonane, należy je nagrać i w ciągu tygodnia po powrocie z Livigno (do 23ego Kwietnia) podesłać edit z zawartymi i podpisanymi punktami z listy (nie trzeba wykonać wszystkich, ale im więcej, tym więcej automatycznie punktów zdobędziecie). Jury w składzie: Michał Całka i Piotr Wojarski oceni każdy edit i nada odpowiednią liczbę punktów wyłaniając tym samym zwycięzców. Nie oceniamy jakości i edycji filmików, tylko zawartość - ważne tylko aby było na nich coś widać, więc mogą być nagrywane nawet komórkami, jednak nawet dla własnej satysfakcji oglądania i wspominania tego później mile widziany ciekawy montaż ;-) Żeby wiedzieć czego się spodziewać polecam obejrzeć film o oryginalnych zawodach G.N.A.R. odbywających się w Squaw Valley w USA: http://unofficialnetworks.com/gnar/ - wiele z zadań będzie się pokrywać, więc bądźcie świadomi, że zjazd po stoku nago, będzie wysoko punktowany. Jeżeli sami macie jakieś pomysły na zadania - wypisujcie je na ścianie pod eventem - na pewno wszystkie weźmiemy pod uwagę. Co prawda robimy to dla zabawy i po to żeby w Livigno długo zapamiętali ten tydzień pełen Polaków, jednak zwycięzcy mogą liczyć na materialne korzyści - z pewnością ciuchy od www.modestsouthwear.com, ale mamy również inne pomysły na nagrody, które przedyskutujemy wraz z zapisanymi uczestnikami. Im więcej osób weźmie udział tym ciekawszy będzie ten tydzień, więc postarajcie się aby każda osoba jadąca do Livigno była świadoma co będzie się tam dziać i zdecydowała się być tego częścią, a nie jedynie przypadkową ofiarą. Wierzymy, że macie jaja potrzebne do wzięcia udziału w tej dość nietypowej konkurencji, więc czekamy na zgłoszenia, no i do zobaczenia i totalnego urwania w Livigno! Źródło: Ski2Die.pl
  2. "Z przykrością informujemy, że nie uzyskaliśmy zgody Karkonoskiego Parku Narodowego na organizację 30 Pucharu Samotni. Powodem jest niewystarczająca pokrywa śnieżna i ochrona zagrożonych gatunków ptaków." :(
  3. Najlepsze pomysły przychodzą do głowy przed zaśnięciem i po przebudzeniu. Kto ma coś do prze-, ob- lub wymyślenia, powinien wcześnie kłaść się spać i nie wstawać od razu, gdy sen odpłynie. Krótko mówiąc, wylegiwanie się w łóżku sprzyja inwencji, zwłaszcza gdy wokół jest względny spokój. Jak twierdził Pliniusz Młodszy, Umysł żywi się ciszą nocy. Ma to tylko tę słabą stronę, że gdy myślenie jest zbyt intensywne albo wiąże się z emocjami, wówczas pojawiają się kłopoty z zaśnięciem. Wtedy nawet obliczanie kolejnych wyrazów ciągu, o którym wspominałem w poprzednim wpisie, może nie pomóc. Wielu znanych matematyków cierpiało na bezsenność. Niektórzy uczynili z tej dolegliwości coś w rodzaju narzędzia pracy, choć często był to jej efekt. Cierpieli na nią między innymi Newton i Ramanujan, a Dodgson, czyli autor Alicji w krainie czarów, wydał nawet zbiorek „poduszkowych” zadań ułożonych podczas bezsennych nocy (Pillow-Problems Thought Out During Sleepless Nights). Książeczka jest niestety mało rozrywkowa dla współczesnego czytelnika. Większość zadań przypomina te z podręczników matematyki dla szkoły podstawowej lub liceum. Tylko kilka kojarzy się Alicją… ze względu na fabułkę zawierającą iskierki absurdalnego humoru. We wstępie autor przytacza swoje ulubione paradoksalne powiedzonka w rodzaju: Pewien człowiek miał tak duże stopy, że musiał zakładać spodnie przez głowę. Pień drzewa, które wyrosło na drodze, był tak duży, że trzeba go było omijać z dwóch stron. To drugie zdanie zainspirowało rysowników i stało się zalążkiem dziś już oklepanego motywu. Jako jeden z pierwszych wykorzystał go przed 70 laty w wersji narciarskiej Charles Addams na łamach New Yorkera. http://penszko.blog.polityka.pl/wp-content/uploads/2009/01/add_1.jpg Martin Gardner ogłosił kiedyś mini-konkurs związany z tym rysunkiem. Założył mianowicie, że sytuacja na nim przedstawiona powstała w rzeczywistości i zaproponował czytelnikom, by spróbowali wyjaśnić, jak mogło do niej dojść. Aby nie ograniczać fantazji, rysunek został okrojony do tego, co najistotniejsze, a więc widoczny jest wyłącznie fragment śladów - ich końca, czyli narciarza, nie widać. Za najbardziej „realne” uznane zostało następujące wyjaśnienie: Narciarz walnął w pień drzewa okrakiem, ale lekko, asekurując się rękami. Wcisnął jedną nartę w śnieg, by nie odjechała i wypiął ją. Nie ruszając nogą z nartą prześlizgnął się za drzewo i stojąc do niego plecami wpiął nartę, po czym ruszył dalej po stoku. Źródło: http://penszko.blog.polityka.pl Może ktoś z Forumowiczów Skionline miałby lepszą lub zabawniejszą propozycję wyjaśnienia, choćby i mocno zakręconą. Przypominam, że najlepsze pomysły przychodzą do głowy przed snem lub tuż po przebudzeniu.
  4. Polecam dla wszystkich lubiących syberyjskie klimaty oraz podróże "w nieznane" offroadowym sprzętem zmechanizowanym Słówko o pozycji zaczerpnięte z jednej z książnic internetowych: Książka „Syberia Zimowa odyseja” to wartka, pełna niezwykłych sytuacji opowieść o drodze. Autor z typową dla siebie swadą wprowadza czytelników w świat dzikiej przygody, egzotycznej kultury i niesamowitych przygód. „Syberia Zimowa odyseja” jest relacją z najtrudniejszej w historii motoryzacji zimowej ekspedycji samochodowej, z Przylądka Roca w Portugalii przez Syberię, na dalekie krańce Czukotki. Międzynarodowa, trzyosobowa, polsko-rosyjska ekspedycja w składzie: Romuald Koperski, Marian Pilorz oraz Viktor Makarovskiy swym brawurowym, ekstremalnym przejazdem, jako pierwsza w historii motoryzacji spięła zachodnie krańce kontynentu ze wschodnimi. Sami, bez wsparcia z zewnątrz, w ekstremalnie niskich temperaturach torowali sobie drogę, przez liczącą tysiące kilometrów syberyjską tajgę, doliny, przełęcze i pustynie arktyczne. Dokonali tego, czego nikt przed nimi nie dokonał.
  5. :D coś Go ściągnęło na prawo :D
  6. Rossi, ten w niebieskiej kurtce to Ty?... ...jak, Ty... Zamiast na nartach jeździć, to sobie fruwałeś :D
  7. Ratownicy w domu nie umierają. Wspomnienia o Kubie Stawowym Znakomity wspinacz i myśliciel Wojtek Kurtyka napisał kiedyś takie słowa: krajobraz górski przepojony jest wielkimi emocjami – dramaturgią – co skłania często do dostrzegania w nim żywej i uduchowionej istoty. Wywołuje też tęsknotę, aby pozostać jej cząstką. 22 marca 2011 roku odszedł za niebieską grań wspaniały człowiek, ratownik TOPR – Kuba Stawowy. Choć pisanie, że „odszedł”, nie jest do końca prawdziwe. Bo on nadal jest i będzie w naszych sercach. Kubuś, pisanie o Tobie w czasie przeszłym sprawia ból. I nawet słowa się nie składają. I wszystkie wydają się nieudolne. Rodzi się w człowieku wewnętrzny bunt, że to chyba pomyłka, że ty po prostu jesteś, że być może wyjechałeś na kolejne zawody i wnet się wrócisz. Nie umiem myśleć, że „coś się skończyło”. To, co się stało, jest niezrozumiałe, niepojęte. Przecież spotkaliśmy się jeszcze kilka dni temu na szkoleniu na Hali Gąsienicowej. Jeździłeś skuterem, ofiarnie pomagałeś podczas kursu dla psów lawinowych i jak zwykle śmiałeś się. Bo śmiech to było coś, czym zarażałeś. Napisał ks. Twardowski, że „uśmiech to najkrótsza droga do drugiego człowieka”. Tyś tę drogę skracał maksymalnie. Nie było osoby, która po chwili rozmowy z Tobą nie polubiłaby Cię. Ciebie nie dało się nie lubić. Ale w tym wszystkim było drugie dno. Wynikało to z Twojego pojmowania świata i życia z dystansem, podchodzenia z humorem do problemów, gdyż smutków na tym świecie jest dość. Twój śmiech wciąż wypełnia przestrzeń naszych dusz. To było niesamowite, że dawałeś innym ludziom poczucie pewności siebie, poczucie, że wszystko się uda. Dla Ciebie nie było rzeczy niemożliwych. Żyłeś jak wolny człowiek, angażując się we wspaniałe, przeróżne działalności. To było tylko dowodem, jakim byłeś pasjonatem życia. I posiadałeś jeszcze jedną cechę: odwagę. Odwagę, by żyć godnie, by żyć pięknie, by iść za głosem swojego serca. Jak wielu, którym życie „ucieka między palcami”, mogłoby iść za Twoim przykładem. Czerpałeś pełnymi garściami z daru życia. Nieważna jest ilość, lecz jakość. Ty żyłeś 26 lat. Ale esencji Twojego życia starczyłoby dla kilku osób. Często podejmowałeś się trudnych wyzwań, byłeś gotowy poświęcić się bez wahania tam, gdzie inni odczuwali lęk. Czy to była wspinaczka, narciarstwo, canyoning, eksplorowanie jaskiń czy jazda na ukochanych motocyklach, robiłeś wszystko z pasją, z miłością. Pamiętam, jak rozmawialiśmy kilka lat temu, gdy skończyłeś służbę w wojsku i zastanawiałeś się, co robić. Przeżywałeś jak każdy człowiek dylematy. I postanowiłeś pójść w ślady kochającego cię ojca – pana Janka, zawodowego ratownika TOPR. Zostać ratownikiem Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego stało się mottem Twojego życia. Twoimi „ojcami chrzestnymi” zostali ratownicy: Kuba Floryn i Krzysiek Długopolski. W 2006 roku złożyłeś przysięgę. Jej słowa zapadły Ci głęboko w serce… „(…) dobrowolnie przyrzekam pod słowem honoru, że póki zdrów jestem, na każde wezwanie Naczelnika lub jego Zastępcy – bez względu na porę roku, dnia i stan pogody – stawię się w oznaczonym miejscu i godzinie odpowiednio na wyprawę zaopatrzony i udam się w góry według marszruty i wskazań Naczelnika lub jego Zastępcy w celu poszukiwań zaginionego i niesienia mu pomocy (…)” Kubuś, czemuś nie poczekał na nas? Czy dusza Twoja chciała z orłami się zbratać? Czy usłyszałeś halnego tęskne wołania? Czemuś nie poczekał? Tego dnia, gdyś ze swoim przyjacielem Wojtkiem, młodszym ratownikiem TOPR, poszedł na grań Giewontu, kierowaliście się głosem serca. Nie tylko, by siebie sprawdzić, ale też poznać teren, w którym kiedyś może przyszłoby wam ratować ludzi. Żeby ich nie zawieść. Byliście dobrze przygotowani do tej nietrudnej, acz wymagającej uwagi wspinaczki. Mieliście raki, liny i uprzęże. A przed wami cudowna grań w blasku słonka. To też Twoja cecha: umiejętność dzielenia się szczęściem. Przeżywanie z drugim człowiekiem tego, co dobre i piękne, to wielka zdolność. Czemuś, Kubuś, nie poczekał? Zostawiłeś na grani Wojtka, który wyciągał do Ciebie ręce. I wołał: Wróć się Kuba. Wszyscy ratownicy TOPR-u podaliby Wojtkowi ramiona, tak by prześcignąć czas i przestrzeń. I podać Ci pomocną dłoń. Zszedłbyś se, Kubuś, do doliny, spokojnie i bezpiecznie… Ty sobie już, Kubeczku, patrzysz z wysokości na nas, i śmiejesz się, ale nam w dolinach pozostał ogromny żal, wielka pustka. Tym większa, że wypełnia serca ogromnego oceanu osób. Twoich Rodziców, Agnieszki i Maćka, dziewczyny Doroty oraz przyjaciół z podwórka, z którymi dorastałeś i uczyłeś się, znajomych, przyjaciół i kolegów z TOPR-u oraz niezliczonej jeszcze liczby osób, których nawet trudno wymienić. Na cmentarzu żegnały Cię setki ludzi. Wielu z nich przyjechało z odległych zakątków Polski. To dowód na to, kim byłeś za życia. Pilot TOPR Henryk Florkowski nadleciał śmigłowcem i nakreślił symboliczny znak krzyża nad tłumami zebranych i twoją trumną, na której spoczęła lina, czekan i hak. Gdy śmigłowiec wznosił się pionowo ku niebu, wszyscy wiedzieli, że ten bezsłowny gest znaczy więcej, niż tysiące słów. Tak samo słonko wynurzyło się zza chmur i przytuliło swymi promieniami Twoją trumnę. To samo słonko, do któregoś szedł we wtorek 22 marca 2011 roku. A po Tatrach niesie się Twoja ukochana piosenka: Jaworina, chlapci Jaworina, ma mila ma modre, ma mila ma modre pod ocima… Jakub Brzosko ---------------------------------------------------------------------------------------------- Ma rację Jakub Brzosko, że pisanie o Kubie w czasie przeszłym jest rzeczą trudną, gdyż jeszcze parę dni temu razem pełniliśmy dyżur. Ileż to wspólnych tygodni służby przyszło nam razem pełnić w ciągu ostatnich lat na Kotelnicy Białczańskiej. Każdy tydzień spędzony z Kubą w pracy oznaczał, że nie ma mowy o nudzie. Ale jednocześnie Kuba, dzięki swojej nadzwyczajnej obowiązkowości oraz gotowości do wszelkich działań podejmowanych wspólnie, gwarantował pełen profesjonalizm i zaangażowanie. Zawsze emanowała z Niego wielka radość życia i taka zwykła ludzka dobroć. Ten młodzieńczy zapał i energia były do pozazdroszczenia. Ileż dobrych słów pod Twoim adresem słyszałem od poszkodowanych narciarzy, których transportowałeś do naszej dolnej dyżurki, gdy opuszczałeś ją, życząc każdemu(!) szybkiego powrotu do zdrowia. Wielu mówiło: „jaka to ujmująca osobowość, taki młody, a swoim uśmiechem i humorem potrafi zdziałać, że nawet mniej boli. To naprawdę nie były jednostkowe przypadki. Właściwie każdy kontuzjowany, któremu Kuba udzielał pomocy, miał podobne odczucia. Kuba leczył uśmiechem. Pamiętam, jak jeszcze zupełnie niedawno Kuba wybierał się na zawody jako reprezentant TOPR. Musiał wcześniej skończyć dyżur i upierał się, że Jego tata przyjedzie na zastępstwo. Powiedziałem, że tylko wtedy, jak Janek będzie chciał, gdyż seniorów należy oszczędzać. Przyjechał Janek z małżonką, gdyż Zdzisia jeszcze właściwie nie była na Kotelnicy. Mam w pamięci i w oczach, jaka była uradowana, gdy Kuba posadził ją na skuter i pokazał miejsce swojej pracy. Gdy po peregrynacji Kotelnicy czekaliśmy wspólnie pod dyżurką na Kubę pakującego swój sprzęt, Zdzisia powiedziała do mnie: „Wiesz, tak mało mogę nacieszyć się moim Kubą, bo cały czas jest poza domem”. Przy pożegnaniu rzekłem: „Poczekaj, już niedługo sezon zimowy kończy się i będzie w domu…” Dlaczego, Kuba, moje słowa nie ziściły się? Mam w pamięci wrześniowe szkolenie z dynemą, gdy Kuba zapakował mnie w trójkąt w środku ściany a lina przypominała grubą sznurówkę. Odwróciwszy się, rzekł: „Liczę na to, że wytrzyma.” Jego uśmiech potwierdził to. Kuba, dziękuję Ci za wszystko. Wybacz, nie byłem w Kościelisku w czwartek – miałem dyżur. „Myśl się łamie w ułomnym kształcie słowa”. Piotr Jasieński „Szuwar” -------------------------------------------------------------------------------------------------- Hej Giewoncie, Giewoncie, kie umierał będę, jesce poźrem na cie… I poźrołeś, Kubuś, z bliska, źol ino ze tak wcas… Rodeś widział ten wierch jak zoden. Ani się dziwić, bo piykniejsego nie nońdzies na świecie. Rodeś go widział – tak mi godali Twoi przyjaciele, rówieśnicy, co tu w tłumie stojom. Oni to upytali mnie, coby Cie w ik imieniu pozegnać. „Ujek! Przepowiedzcie co, bo nom ze zolu słowa bez garła nie przeńdom…” Tak rzekli Twoja koledzy, coście razem wyrośli, styrmali się pierwej po jasieniak, pote po turnickach, jeżdziyli na motorak, cieszyli się sobom. Zapatrzony w ojca, wstąpiyłeś do Tatrzańskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, coby nieść ludziom pomoc, boś nigdy nikogo bez pomocy nie ostawiył… Hej, polaniarscy chłopcy, mali, ale śmieli, idom do Giewontu, choć się śniyzek bieli… Posedłeś na samom grań, coby zjechać na linie scyrbinom i poźreć, jako oświetlić krziz na beatyfikacje Jana Pawła. I nie fto inny, ino on, zawołał na Ce i rzok „Kubuś, niechoj…” Rodzi ku niemu będziemy haw razem świętować… Rusyłeś po wierchu, idzies na niebieskie polany, a coby Ci się sło lekce, niek ci zagrajom koledzy góralskom nute… Jan Karpiel Bułecka ------------------------------------------------------------------------------------------------- Kuba był nasym przyjacielem od najmłodsych roków. Razem my se chodziyli do skoły, w hole, na styrmanie, do jaskiń, na motor, na baciarke. Z Kubusiym cas zawsze wesoło płynom. Chłop był jak dąb, mocny ciałem i duchem. Zawse chyntny do pomocy, wyciongoł rynke do kozdego. Za tom jego uśmiychniyntom gymbusiy i serce ze złota kochali go syćka, młodzi i starzy. Potrafił zjednać se kozdego, był dusom towarzystwa. Miłość do gór mioł w sercu zapisanom i pielengnowoł jom staranniy. Nigdy siy nie wywyższoł, zawsze godny i honorowy. Wziyno go wcas, za wcas. Nie naciesylimy siy nim dość. Ale bedziyme bocyć i jesce siy ta razem syćka zyjdziyme (…) Gdy wsiadoł na swój ukochany motorek, buzia mu się śmiała od ucha do ucha. Cieszył się terenowymi wyprawami (…) Był bardzo aktywnym człowiekiem. Nie da się opisać, jak potrafił pociesyć drugą osobę. (…) Bubuś był dla mnie jak Brat i mimo że czasem się wadziliśmy, to zawsze, bez względu na porę dnia i nocy, mogłam na niego liczyć. (…) Kiedy na planie pracy ustalanym przez Naczelnika widzieliśmy w swoim składzie Kubę Stawowego, od razu wiedzieliśmy, że tydzień, który spędzimy wspólnie, będzie niezwykły, że będzie to tydzień pracy naznaczonej uśmiechem i radością. Zresztą takie reakcje wzbudzał nie tylko u współtowarzyszy ratowników, ale u wszystkich – począwszy od obsługi kolei, karczmy przy wyciągu, a skończywszy na turystach czy narciarzach, którzy widząc go po raz pierwszy, urzeczeni byli jego pogodą ducha i nieznikającym uśmiechem. Kuba, choć dyżur pełnisz teraz gdzie indziej, to na naszych dyżurach i w naszych sercach na zawsze pozostanie Twoja roześmiana gęba. Fragment cytatów i wspomnień o Kubie autorstwa licznej grupy przyjaciół Źródło: Fragmenty przedstawione pochodzą z Tygodnika Podhalańskiego Przejmujące
  8. Konkurs ten nazywa się 'Defi Folly' i odbywa się we Francji. Jego uczestnicy walczą o jak najdłuższy dystans przejechany po powierzchni jeziora zanim utoną... [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Spróbował by ktoś z Forumowiczów?
  9. ...sam sobie był winny 12-letni narciarz wjechał do legowiska niedźwiedzia Dla grupy chłopców z graniczącej z Norwegią szwedzkiej prowincji Härjedalen miała to być jedna z ostatnich wypraw tego sezonu narciarskiego. Jej dramatycznego zakończenia nikt się nie spodziewał. Przy granicy szwedzko-norweskiej niedźwiedź zaatakował młodego narciarza. Chłopiec znajduje się obecnie w szpitalu z ranami nóg i pleców. Oko w oko z niedźwiedziem Internetowy serwis norweskiej gazety „Aftenposten” podaje, że według ustaleń szwedzkiej policji, nieświadomy zagrożenia 12-latek wjechał do gawry niedźwiedzia. Jego dwaj koledzy, widząc, że kompan zniknął i słysząc odgłosy walki, próbowali zrobić wszystko, by odciągnąć zwierzę na bok. Głośno krzyczeli, wymachiwali kijkami i nartami. Niedźwiedź poranił dwunastolatkowi nogi, dziecko ma też zadrapania na plecach. Po kilku chwilach zwierzę zostawiło ofiarę i uciekło. Chłopcy wraz z rannym dotarli do większej grupy ludzi i wezwali pomoc lekarską. Dwunastolatek został przewieziony do szpitala w szwedzkiej miejscowości Østersund. Jak dowiedzieli się dziennikarze norweskiej „Adresseavisen”, w chwili przyjazdu do szpitala był przytomny, a lekarze określili jego stan jako dobry. Chłopiec był w szoku. W piątek został poddany operacji. Sezon na niedźwiedzia Zdaniem Kevina Kirka, odpowiedzialnego za przygotowanie dla turystów terenu, na którym doszło do wypadku, młody narciarz miał niesamowitego pecha. Wjechał na śpiącego niedźwiedzia, a gwałtownie wystraszone zwierzę zareagowało agresywnie. Kirk uspokaja, że nie istnieje zagrożenie dla turystów. Policjanci oraz służby leśne zdecydują wkrótce o dalszych losach pechowego niedźwiedzia. Podejrzewają, że zwierzę od lat żyło w spokoju tuż obok szlaku turystycznego. Prawdopodobnie niedźwiedź zostanie przeniesiony w bardziej odludne miejsce. Przełom marca i kwietnia to zwykle czas, w którym niedźwiedzie brunatne budzą się ze snu zimowego i szukają pożywienia. To właśnie wczesną wiosną najczęściej dochodzi do spotkań ludzi z tymi zwierzętami. Według „Aftenposten”, w latach 1995-2007 w całej Szwecji odnotowano 18 przypadków ataków niedźwiedzi na ludzi. Dwa wypadki były śmiertelne. Źródło: Sylwia Skorstad, Wirtualna Polska
  10. mihumor - niezły ten awatar Rossi a fan - fantastyczny.
  11. Mitek trochę spalił dowcip Fanatyku - :) fajnie, że się złapałeś... ...no i chyba tylko Ty się złapałeś W zeszłym roku złapało się kilku forumowiczów więcej...żart był skonstruowany jako bardziej prawdopodobny. Odnośnik do linka w którym z kolei jest odnośnik do 1 kwietniowego linka: http://www.skionline.pl/forum/showpost.php?p=112935&postcount=30
  12. Prawie posikałem się ze śmiechu... smażą sie 2 jajka na patelni -jedno mówi : ale tu gorąco drugie na to: -o ku...wa gadajace jajko
  13. Rossi dzięks za Relację Jestem w szoku ile jeszcze mają tam śniegu :eek:
  14. Właśnie wróciłem z pracy... ...i jestem w szoku. Miałem dzisiaj spotkanie biznesowe z Prezydentem Kielc Panem Wojciechem Lubawskim. To czego się dowiedziałem przez przypadek - wywołało u mnie bardzo dużego Banana na twarzy. A mianowicie... - Miasto Kielce właśnie otrzymało dotację Unijną na Mega wypasiony Ośrodek Narciarski. Koszt inwestycji to 30 milionów złotych. Ośrodek będzie usytuowany w Paśmie Łysicy nieopodal miejscowości Jeziorko. Stacja górna 4osobowej Kanapy ma się mieścić w okolicy szczytu Księża Skała 550m n.p.m. Trasa ma mieć ok 50 metrów szerokości, 1750 metrów długości oraz różnica poziomów wyniesie UWAGA - ok 280 metrów. Wraz z Ośrodkiem Narciarskim powstanie również Centrum Edukacji Ekologicznej oraz Mini ZOO, wraz z olbrzymią ptaszarnią gdzie będzie można oglądać Ptaki Drapieżne występujące w Polsce i nie tylko. To "mini miasteczko sportowo-ekologiczne" łączące w sobie ważne dla społeczeństwa: Sport oraz Ekologię - ma być ewenementem na skalę Polski. Tak, tak - cały Kraj musi brać przykład ze współpracy władz samorządowych, lokalnych Kielc oraz Dyrekcji Świętokrzyskiego Parku Narodowego Jutro na ten temat ma się ukazać obszerny artykuł w Echu Dnia. Strasznie się cieszę, że już nie będę musiał gnać na Południe by pojeździć w doskonałych warunkach.
  15. Ja też zmieniłem właśnie. Postanowiłem również się nie odzywać w tym wątku, no chyba, że będę miał kolejny filmik ze swoją jazda. Troszkę Panowie - moim zdaniem za mocno się napinacie i wzajemnie nakręcacie - a chyba nie o to chodzi? Tak jak Mitek napisał...internet to, chyba nie miejsce na takie dyskusje...bo niepotrzebnie wywołuje negatywne emocje i odczucia. Spotkanie na Stoku z całą pewnością miało by dużo bardziej przyjazny charakter Jeśli kogoś uraziłem swoim pisaniem - to Przepraszam Bardzo zrobiłem to nieświadomie Pozdrawiam bardzo serdecznie. PS. Dla mnie autorytetem jazdy na nartach jest Hucu...widziałem Go nie raz jak jeździ ...szczerze mówiąc chciałbym kiedyś być na jego poziomie. Przy tej okazji Marku - szacun!!! No i udanego nartowania - pewnie w nocy wyjazd - nie zapomnij po wyjeździe wpaść na kawę
  16. ...dobrze, że zaznaczyłeś na Stoku
  17. To jest Twoja Ocena, szanuję ją - ale się nie zgadzam. I tak prawdę mówiąc - to dyskutować w necie na ten temat nie ma co. Najlepiej się zwyczajnie spotkać na Stoku, pojeździć, poprzyglądać cały dzień a potem przy grzańcu pogadać o Naszej wspólnej jeździe Pozdrówka Soczku
  18. Ojcem Artur Hajzer nadal jest Jest też Matka ...Kinga Baranowska. Był również Syn...Piotr Morawski, strasznie zdolny Himalaista...niestety zginął Mitku gdybyś chciał o Nim poczytać, to jest na forum wątek na Jego temat: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=10695&highlight=piotr+morawski Pozdrawiam
  19. Ooo ja mam 5? Myślałem, że 6 W sumie po tym sezonie chyba należy mi się 6 Jarku - dzięki jeszcze raz za filmik. Myślę, że umieszczenie swojej jazdy na Skionline to duża odwaga i za to wielkie brawa ponieważ, nie każdego stać na to by poddać się publicznej krytyce. Osobiście uważam, że Ci, którzy mimo wszystko odwagą się wykazują - zwyczajnie są świadomi własnej niedoskonałości... ...ale zazwyczaj to Narciarze z pasją i ambicją na znaczną poprawę swoich umiejętności. Pozdrawiam Mariusz
  20. Dostateczna - zgodzę się, że to trochę po bandzie. Jak dla mnie jest to Dobra jazda - dobra ale dynamiki, ostrości w niej nie ma wiele (pewnie jest to spowodowane kontuzją i ucieczką od ryzyka). Górka również zbyt ostra to nie jest. Patrząc na jazdę Jaro - nie wydaje mi się np by jeździł lepiej ode mnie (filmiki gdzieś są w wątku - z tym, że bez bramek...na tyczkach jeździ się troszkę inaczej niż po pustym Stoku)... ...i według mojej oceny Jarku - 7 Skala Forum (na tyle sam się oceniasz) to zdecydowanie za dużo. Bardziej obiektywną oceną byłoby 6... ...no bo gdyby zostawić Ci tą 7demkę - to taki Hucu Marek musiałby sobie według mojej oceny wpisać 11 w 10 stopniowej skali ...nie obraź się tylko proszę - bo miałbym z Ciebie doskonałego Kompana do ścigania Pozdrawiam Serdecznie Gitarzystę Jarka
  21. Noooo bo już się martwiłem Teraz musisz nadrobić forumowe zaległości
  22. Alpejski PŚ: Vonn zarobiła najwięcej Amerykanka Lindsey Vonn zarobiła najwięcej w cyklu alpejskiego Pucharu Świata sezonu 2010/11. Na jej konto wpłynęło 357 165 euro. Za nią uplasowała się zdobywczyni Kryształowej Kuli Niemka Maria Riesch - 354 263 euro. Wśród mężczyzn najlepiej zarabiającym był zwycięzca klasyfikacji generalnej Chorwat Ivica Kostelic - 325 551. Najlepiej zarabiający narciarze alpejscy: mężczyźni 1. Ivica Kostelic (Chorwacja) 325 551 euro 2. Didier Cuche (Szwajcaria) 199 943 3. Jean-Baptiste Grange (Francja) 153 280 4. Michael Walchhofer (Austria) 124 606 5. Aksel Lund Svindal (Norwegia) 115 633 6. Carlo Janka (Szwajcaria) 114 686 kobiety 1. Lindsey Vonn (USA) 357 165 euro 2. Maria Riesch (Niemcy) 354 263 3. Marlies Schild (Austria) 207 867 4. Tina Maze (Słowenia) 180 047 5. Elisabeth Goergl (Austria) 137 123 6. Tanja Poutiainen (Finlandia) 132 040 Źródło: PAP
  23. Zniknął... Rossi - Where are you? Cały dzień Go nie było... ...oby było z Nim wszystko w porządku...bo taka długa nieobecność od wczorajszego wieczora jest jakaś podejrzana
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...