Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

kmarcin

VIP
  • Liczba zawartości

    1 110
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    19

Zawartość dodana przez kmarcin

  1. Nie zwalaj na Walentynkę, bo pewnie to Ty ciągnąłeś na kolejne stoki :wink:
  2. Zawsze twierdzę, że zdjęcia kłamią, no ale że tak wypłaszczają Harendę to w życiu bym nie powiedział. Dosłownie jak Tumlin wygląda :laughing:
  3. Spełnienia marzeń Asiek, tych nie narciarskich i narciarskich. No i dużo sztruksu pod nartą :smile:
  4. Ja tam wiem, gdzie na bank w walentynki wylądujecie :stupid: ...i niech wam materac twardym będzie :crazy: A tak serio, to na bank wyjeździcie się na maksa, czego Wam życzę.
  5. Bo ryjecie te same miejsca w skrętach co zjazd, to co tu się dziwić :crazy: Miód na oczy jak to czytam, bo boję się, że e-skipassa nie wykończę w tym sezonie :stupid:
  6. I kolejna porcja fotek z 3 dnia. Górny fragment jednej z moich ulubionych tras, czerwonej 5: I kolejna moja ulubiona trasa, tym razem górna część czerwonej 7: To jeden z głównych punktów stacji, Kammerkor: Malownicza wąska leśna nartostrada 14: I trasy przy wyciągu Szwarzlofer, tu było chyba najwięcej śladów pozatrasowych: Górny czerwony fragment trasy nr 5 i widok z samej trasy:
  7. Generalnie we wtorek to poranne powtórne wyratrakowanie stoków było zbawieniem, choć w sumie po jakimś czasie zaczęły robić się małe zaspy i muldy, mniejsze na niebieskich, a większe na czerwonych trasach. Trzeba było uważać, ale i tak jazda do samego końca była komfortowa i przyjemna. Widok z Moseralm na Steinplatte i czarną 8 wzdłuż krzesła, Górna część jest cała w muldach i nie jest ratrakowana, a dolna część jest w sumie taka jak czerwone 9 i 9a, znajdujące się po jej lewej stronie. Łącznik pomiędzy niebieską 12 a czerwoną 13: Zjazd z 16 i połączenie z 12, w tle Steinplatte: I taki widoczek: fragment czerwonej 15: fragment niebieskiej 16: odcinek po połączeniu 15 i 16, w sumie łatwy, w miarę płaski i szeroki, a większość jeździła tam bardzo asekuracyjnie i dość szybko pojawiały się zaspy: widok na fragment niebieskich odcinków tras nr 4 i 5, między nimi rynna: I dolny odcinek bardzo fajnej czerwonej 5, tu od ok 12 robiły się już zaspy i muldy: cdn.
  8. 3 DZIEŃ Po niefortunnym początku, o którym pisałem poprzednio, wracam wyciągiem na górę, dzwonię do żony, żeby nawet nie szykowali się, bo z przyjemnej jazdy nic nie będzie i będzie powtórka atmosfery z pierwszego dnia, bo póki co warunki wyglądały mniej więcej tak: Ale na horyzoncie zobaczyłem taki widok: Chyba zorientowali się, że tras nie widać, warunki są jakie są i odpalili ratraki i jeszcze raz zaczęli ratrakować trasy. Tak więc ponowny telefon do żony: szykujcie się, robią trasy, bedzie dobrze. Póki co zrobiłem kilka zjazdów i Gosia z Bartkiem wjechali gondolą na górę. No i zaczęła się jazda we trójkę. Jeździmy stałymi niebieskimi trasami nr 4, 5, 12, 16. Przez tą bramkę przejeżdża się na niemiecką część ośrodka Winklmoosalm. Póki co nie przejeżdżamy tam, tylko wracamy na część austriacką, A to droga powrotna, czerwona 15: No i wszechobecne ślady po jeździe pozatrasowej: Nawet Bartek spróbował przez przypadek, ale zakopał się: cdn.
  9. Wiem Sławek, że powinien już z kijkami i zacznie, ale już po powrocie, bo nawet jego instruktor tak już sugerował, że można już pomyśleć o kijkach. Bartek ma 5,5 roku i tak naprawdę to w tym roku dopiero chce jeździć, bo w tamtym roku to ja chciałem, a on nie bardzo. Co nauczył się, a raczej potrafił od początku, to stabilność i nie przewracanie się nawet kiedy dość szybko jechał na krechę. Mnie za bardzo nie chciał słuchać, dlatego od Marka (Hucu) dostałem namiar na instruktora, z którym w ostatnim tygodniu przed wyjazdem przejeździł 2 godziny, a dlatego tylko tyle, że praktycznie nie było zimy i nie były czynne stoki w Kielcach i okolicy. Ale ten tydzień dał tyle, że teraz w Austrii zasuwa za mną aż miło nieważne czy po niebieskiej, czy po czerwonej, czy po sztruksie czy już w kopnym śniegu. I przez te kilka godzin robi od 12 do 19km zjazdów, a w tym czasie przewróci się może 2 razy i to nie groźnie. Tak, że już mam z niego pociechę, a faktycznie za 2, 3 lata nie on będzie się mnie pilnował, tylko pewnie ja jego :laughing: I zaraz po powrocie kije w rękę i dalsze lekcje.
  10. A 3 dzień... Zaczął się tak : : (to już kilka minut po mnie, bo to ja kreśliłem pierwsze ślady... niestety) Dziś pojechałem rano sam pojeździć. W sumie to na trasach byłem jako jeden z pierwszych, a że w nocy na wyratrakowane trasy spadło ze 20cm ciężkiego śniegu, bo puch to nie był, to narty kopały się niemiłosiernie. A w takim śniegu nie bardzo sobie radzę. Ale jak zacząłem jechać, to musiałem te 2km w dół zjechać, żeby wrócić wyciągiem na górę no i w pewnym momencie tak w połowie trasy narty mi złapało, tak że stanęły praktycznie w miejscu, a mnie wyrzuciło do przodu, tak że zanurkowałem w śnieg (dobrze, że narty mi wypięło, w sumie pierwszy raz, bo dość mocno mam skręcone na wiązaniach) i jak się zatrzymałem to kciuk mnie bolał, ale ruszać mogłem i tak że cały dzień z bólem przejeździłem. Chyba wybity jest. A skończył się tak :smile: : no i póki co tak :redface: : A więcej opisu i więcej zdjęć będzie jutro.
  11. I na koniec kilka zdjęć z lunety zainstalowanej na tarasie, gdzie patrząc w dane miejsce na horyzoncie wyświetlają się w niej nazwy szczytów. Luneta jest za free, co było miłym zaskoczeniem, bo u nas pewnie trzeba by wrzucić piątaka za minutę oglądania.
  12. No i kilka widoczków z tarasu widokowego przy Kammerkor Pierwsza moja sklecona panorama:
  13. DZIEŃ 2 Po pierwszym dniu narty zostawiliśmy w przechowalni na dolnej stacji gondoli (koszt 2e, a w szafce zmieszczą się 3 pary nart), tak że nazajutrz idziemy tylko z butami, szybkie ubranie ich i bez żadnej kolejki gondolką w górę. Tym razem mimo że pochmurno z lekkimi przejasnieniami, to żadnych opadów już nie było, trasy przygotowane super, lekki mrozik, po prostu bajka. Z tymże jeżdżenie nadal rodzinne z żoną i synkiem, kosztem zaspokojenia swojego nartowania. Ale trudno. I tak największą radością jest to, że młody dzielnie jeździ, jest zachwycony i nie ma dość. Na trasach jeździ się zupełnie na luzie, bez żadnego ścisku, tak samo jazda odbywa się praktycznie na bieżąco, bo pod krzesłami nie ma kolejek. Katujemy niebieskie, a od czasu do czasu fragmenty czerwonych. Generalnie ośrodek raczej z tych kameralnych, bo ma raptem ok. 40km tras, ale każdy znajdzie tu coś dla siebie. Są długie i bardzo szerokie trasy niebieskie, gdzie można spokojnie pojechać 60-80km/h. Jest kilka bardzo fajnych i szerokich tras czerwonych o długości od 1,5km do ponad 2,5km i jedna ponad 1km trasa czarna. Pod koniec dnia poprawiła się nieco pogoda i z tarasu widokowego świetnie była widoczna panorama Alp austriackich, może nie całych, ale widoki są świetne, a Wilder Kaiser robi kapitalne wrażenie. Tak, że oprócz zdjęć z ośrodka, poniżej będzie także kilka widoczków.
  14. Oj, te filimiki to sobie na deser zostawię, na spokojnie po powrocie do domu :smile:
  15. Dzisiaj już było super, a wieczorem napiszę parę zdań więcej i dodam kilkanaście zdjęć :happy:
  16. No i zaczęło, pierwszy wyjazd do Austrii, a dokładnie w rejon ośrodków na pograniczu Tyrolu i Salzburglandu, tj. Waidring-Steinplatte (http://www.bergfex.pl/waidring-steinplatte/), Fieberbrunn (http://www.bergfex.pl/fieberbrunn/), Pilersee (http://www.bergfex.pl/pillersee/) i Lofer (http://www.bergfex.pl/lofer/). Większość pewnie będzie pukała się w głowę, że co to za wybór kiedy dosłownie 25km od Waidring są m.in. Kitzbuhel, SkiWelt, Saalbach-Hinterglemm-Leogang. A wybór był jak najbardziej świadomy, a głównie podytkowany tym, że jadąc z żoną i dzieckiem priorytetem były jak najłatwiejsze niebieskie trasy dla nich, a w Waidring, Lofer czy Fieberbrunn to one zdecydowanie dominują. Naszą bazą wypadową jest Waidring, a od apartamentu do dolnej stacji gondoli na Steinplatte mamy jakieś 250 metrów. No ale od początku. DOJAZD: W sobotę po 4 rano wyjechaliśmy z Kielc, a do pokonania było ok. 900km. W sumie jechaliśmy prawie 13 godzin, ale w Znojmie jak syn zobaczył kinderland, to razem z szybkim spacerem po sklepach przerwa zajęła nam 2 godziny. Do tego jeszcze dwie przerwy ok. 30 minutowe, tak że można przyjąć, że w 10 godzin spokojnie dojedzie się. Mimo, że sobota, ferie, to droga przebiegała bez problemów, przez Polskę szybko, przez Czechy prawie zgodnie z przepisami,choć jazdę utrudniała mgła, a przed Brnem dodatkowo spory wiatr. Wjeżdżając do Austrii wiosna. Słońce i temp. ok. 12'c. I w stronę Salzburga ruch umiarkowany, bez przerwy 140-160 na liczniku zresztą jak wszyscy. Za to w przeciwnym kierunku (od Salzburga) praktycznie przez całą drogę od Sankt Polten aż za Linz sznur wlekących się jeden za drugim samochodów z boxami na dachach. Pierwszy śnieg za oknami samochodu można było, zobaczyć dopiero przed Salzburgiem, a im dalej w góry tym widoki coraz bardziej zimowe. Zdjęć z tego dnia póki co nie będzie, bo robiłem w rawach, a w netbooku nie mam programu do ich obróbki. DZIEŃ 1. W nocy zaczął padać śnieg i tak padał, padał nie chcąc przestać. Ponieważ to wyjazd rodzinny to nie wsiedliśmy do pierwszej gonodoli, a trochę później. Na początku mały zonk przy kupowaniu skipassów, nie chce zaakceptować transakcji kartą. Żona wróciła się po swoją, a ja chwila pomyślunku i dobrze, że przy dolnej stacji było ogólnodostępne wifi. Wejście na konto i okazało się, że zagraniczne limity mam ustawione na 0. Szybka zmiana i po chwili skipassy zapłacone. Tak, że od razu jedziemy na górę, a że nie było żadnej kolejki jesteśmy tam po 8 minutach. Na górze świeżego, lepiącego się do butów i nart śniegu napadało ze 20-25 cm, tak że wszystko co pewnie przed wieczorem było wyratrakowane zostało zasypane. Widok, niby widać wszystko, ale zero kontrastu, wszystko się zlewa, nie wiadomo gdzie trasa a gdzie nie i za diabła nie mogę perspektywy mapki przełożyć na stan faktyczny. W końcu powoli ruszamy. Dość że nie widać gdzie trasa, to jeszcze wszędzie zaspy i kopki ze śniegu, muldy, tak że przyjemność z jazdy mała, a dla żony i synka to wielka męczarnia. Po ciężkich bojach dotarliśmy do dolnej stacji najdłuższego krzesła, którym wjechaliśmy na górę. Mały miał dość, tak że oni zjechali gondolą na dół, a ja zacząłem jeździć po trasach, które nadawałyby się dla nich. Generalnie większość tras, to trasy dość łatwe o długości ok. 1500-2000 metrów, bardzo szerokie, ale dzisiejsze warunki nie pozwalały pojeździć tak jakby chciało się. Jest też kilka dość wymagających, ale szerokich tras czerwonych i bodajże dwie czarne. Ale dziś były usłane muldami i kopami śniegu i odpuściłem je sobie, bo byłaby to jazda bez przyjemności. Dużym plusem są szybkie wyprzęgane krzesła 4, 6, 8 część z osłonami i część podgrzewana. Tak że debiut na austriackich stokach ze względu na warunki taki raczej słabo udany, no ale mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. A poniżej kilkanaście zdjęć z dzisiejszego dnia.
  17. Oj tam slalom synchroniczny to nie był, tylko wyszedł taki ósemkowy 8 ze zbiegającymi się torami jazdy :stupid: I ważne nie jak zjeżdżasz, tylko jak upadasz :crazy: A tyle bicia piany był w temacie ostatnio na forum :laughing:
  18. Oni tam nie narzekają na brak śniegu :stupid:
  19. ooo Tumlin :happy: A jak jeździsz to Ci nie powiem, bo się nie znam :stupid: Ale są tu tacy co się znają, wszystko wyłapią i wypunktują.
  20. Andi dziecko prędzej wysunie się pod pałąkiem niż pochyli do przodu przy zamkniętym pałąku. A do tego dochodzi jeszcze strach. A co dopiero, kiedy pałąk był nie opuszczony. Po krawężniku przejdziesz bez problemu, a po krawędzi 3-4 piętrowego bloku, która jest szersza niż krawężnik podejrzewam, że już nie tak łatwo i pewnie.
  21. Obsługa wyciągu powinna być od tego, żeby cały czas nadzorować przebieg jazdy wyciągu, a już na pewno na dolnej i górnej stacji. A widzę, że często jest tak, że Ci na dole i na górze siedzą w ciepłych budkach, coś czytają czy zajęci są zupełnie czymś innym niż obserwacją tego co dzieje się na wyciągu. A różne rzeczy mogą się wydarzyć. Ktoś może zwyczajnie zasłabnąć, może elementami ubioru czy też np. plecakiem zaczepić o jakiś element krzesła i nie będzie mógł zjechać, albo zjedzie częściowo trzymany ciągle przez krzesło (mi tak np. zdarzyło się w Tyliczu, gdzie elastyczny sznurek plecaka ugrzązł mi między pałąkiem a krzesłem o czym nie wiedziałem. Zjechałem z krzesła, a po ok 10 metrach coś mnie nagle przytrzymało, odwracam się, a w tym momencie ten naprężony sznurek pękł przy krześle i jak mi nie strzeli w okolice żeber. Miałem kurtkę, polar, coś tam jeszcze a bolało i siniaka zrobiło sporego. Gość z obsługi zatrzymał wyciąg, bo widział co jest i wyleciał z budki, bo obserwował co się dzieje). Obsługa na dole jeśli już dopuściłaby takie dzieci do samodzielnej jazdy, to powinna ich usadzić i zamknąć pałąk jednocześnie informując górę, żeby pomogli tym tym dzieciom zejść z wyciągu. Ale dla mnie i tak powinna osoba dorosła jechać z dziećmi, bo to w sumie dzieci, zaczną się wygłupiać, wiercić i o tragedię nie trudno.
  22. Nigdy w tym Kamieńsku nie byłem, a widzę, że jak nie ma za dużych tłumów i są fajne warunki to można się wyszaleć.
  23. Eeeee a mogłem tam być, tylko cholera obowiązki... w Radomiu Mariusza :sorrow:
  24. Żeby nie było, że my górale niskopienni jacyś niegościnni jesteśmy, to zawsze jak ktoś przejazdem czy nie przejazdem, to można się spotkać, ponartować na słynnym Telegrafie :stupid: , a i napić się też by było co :wink:
  25. Tak czytam i oglądam te Wasze relacje, to w tym momencie chyba najlepsze warunki są w górach... świętokrzyskich :crazy: Warunki na trasach świetne, dookoła wszędzie biało, pogoda super, do południa lekkie plus, od 15 na minusie. Aż żal patrzeć na okolice Zakopanego czy Szczyrku :sad:
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...