Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

surfing

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    4 038
  • Rejestracja

  • Wygrane w rankingu

    152

Zawartość dodana przez surfing

  1. Szczyrk i Golgota. Zima jest Jak ktoś ma auto na letnich, to warto mieć łańcuchy, dzisiaj na parkingu Gondola niektórym łańcuchy się przydały, a sam mimo zimówek trochę się nakombinowałem aby wyjechać. Dzisiaj sprzęt trochę cięższy Śniegu ok.40cm i już lekko związany z podłożem. Bieńkula rozjeżdżona przez deskarzy - skutery kursują niebieską na Halę na okrągło. Przepinka w Czyrnej i na czerwoną 1 GOPR na HS Zjazd 1 tylko dla mnie mapa
  2. surfing

    Super film :)

    Pięknie, potem kibice internetowi płaczą że Bargiel nie zjechał na strzałę z K2
  3. Szczyrk BSA 14.04.2021 18:40 na ławach dokładnie widać ile spadło śniegu, ok.30cm Solisko 14.04.21 18:45
  4. Silvretta z miękkim butem to zły pomysł, unieruchomiona pięta w miękkim bucie to duże niebezpieczeństwo kontuzji. Silvrett 404 znam dobrze bo to moje pierwsze skitury, solidny ciężki zestaw z Haganami, ale chyba muszę je sprzedać bo w tym sezonie nie skorzystałem. Mój zestaw biegówkowy - spacerowy to: buty Salomon Escape 7 Pilot CF - SNS Pilot wiązania sns pilot Mam też biegówki z wiązaniami SNS Profil ale buty Escape 7 Pilot są tak wygodne, cieple i nieprzemakalne że innych już nie używam, a w wiązaniach Profil wyciąłem miejsce na drugi bolec buta Pilot . Wiązanie sns pilot mam na nartach złamanych podczas przejścia rowu, teraz zamierzam kupić do nich nartę śladową z krawędziami i ewentualnie zrobić foki - z jednej skiturowej mamy komplet na biegówki.
  5. Najlepiej w połowie maja. W okolicy Bielska najpiękniejsze to ogrody to Pudełek http://www.azalia.pl/ po zwiedzaniu (bezpłatnym) można wypić tam dobrą kawę i zjeść pyszne domowe ciasta.
  6. surfing

    Czantoria - Ustroń

    Wygląda na to że 18.04.2021 również pojeździmy, dziwne że nie napisali o awarii może był inny powód, z drugiej strony Czantoria najwięcej zarabia w lecie.
  7. Ustroń Czantoria 11.04.2021 Miał być Szczyrk, ale rano rozpoczął wiać mocny i ciepły +18 Halny, w takich warunkach lepiej uciekać na stoki osłonięte od wiatru z lewej strony Wisły. Czantoria, śniegu na czerwonej jeszcze metr i pewnie narciarsko dzisiaj by kończyli, warunki do 11.04 na wysokości 380m to pewnie rekord ostatnich lat.
  8. surfing

    Czantoria - Ustroń

    Czantoria dzisiaj Kończyła by sezon
  9. surfing

    Czantoria - Ustroń

    Czantoria dzisiaj Kończyła aby sezon
  10. Dziękuję. Końcówka Bieńkuli jest bez podkładu na dole było 20cm śniegu, dużo luźnych minerałów i stromo czyli trzeba kręcić aż iskry polecą , po prostu szkoda sprzętu.
  11. Dzisiaj trasy w Szczyrku tura z nastawieniem na jazdę, a że zjazdy strome to uzbierało się 2300m podejścia. Sypało prawie cały czas oprócz półgodzinnej przerwy na słoneczko i zdjęcia Śniegu ok. 20 - 30cm więc niżej ostrożnie bo brak podkładu.
  12. Dzisiaj cały dzień sypało, było też pół godziny słońca
  13. Szczyrk skiturowo 05.04.2021 Start parking gondola - Małe Skrzyczne - zjazd Solisko - Golgotą na Malinów - Malinowska Skała - Skrzyczne 21,5 km i prawie 2 tyś w górę. Było wszystko, rano beton, solidny wiatr, podchodzenie zakosami, zjazd z zeskokami, do tego cały czas słonce i temperatura poniżej zera. Słowem pięknie Wiało mocno, a to akurat lubię nie chodziła gondola ani górne krzesła na Skrzyczne. Male Skrzyczne Pierwszy zjazd beton poniżej Hali. Solisko Golgotą zakosami Las przed Malinowską Skałą Malinowska Skała Skrzyczne Niespodzianka, sztruks na Fis Fis musi poczekać Kaskada ścianka, tu można poćwiczyć obskoki. Fis Grzebień Prywatny sztruks Doliny- można zjechać do Piekiełka - na wysokości Hiltona Prawie koniec, jeszcze tylko podejście na parking przy gondoli. Mapa Wesołego Alleluja.
  14. surfing

    Trasy rowerowe dla "elektryków"

    Jacku w tym wątku masz kilka inspiracji wycieczek rowerowych po naszej okolicy. Mnie ciekawi czy elektryk zrobi tą trasę bez podładowania akumulatora? Polecam super pętlę wykorzystującą większość MTB Trial w naszej okolicy, start i meta na Bielskich Błoniach Trasa: Bielsko - Szczyrk - Zbójnicka Kopa - Czyrna - Klimczok - Szyndzielnia - Kozia Góra - Błonie Bielsko. Szczegóły https://mapy.cz/s/bavakufemo ale GPS nie łapie całej szerokości serpentynek na zjazdach. Pętla ok 50 km na rowerze tradycyjnym, ciekawe czy elektrykowi wystarczy baterii?
  15. Jan Mysłajek Szczyrk Nie wiek, lecz pasja – na nartach przez życie reportaż Tomka Sowy historiasportu.info Starszy mężczyzna żwawo przechadza się po swoim warsztacie. Proponuje kawę. Zastanawia się, od czego zacząć. Mijają minuty i jego opowieść nabiera barw. Różnych. Raz jasnych, gdy wspomina sukcesy, dzieciństwo, pracę. I ciemnych: beskidzko-zakopiański spór, kontuzje, wyrzucenie z kadry. – Może gdybym nie był takim lokalnym patriotą, to wycisnąłbym ze swojej kariery więcej – zastanawia się Jan Mysłajek. Ale nie żałuje. Przecież całe jego życie kręci się wokół nart. Są dla niego jak tlen. Dzięki nim wie, że żyje. Jasiek, chłopak na bukowych nartach Jan Mysłajek wojny, wyzwolenia i odbudowy kraju nie może pamiętać. Miał wówczas kilka miesięcy. Na świat przyszedł 27 maja 1944 roku, w jednej z chałup na zboczach Skrzycznego – góry, którą za parę lat pokocha. W domu rodzinnym miał jedną pamiątkę po Niemcach: cztery pary nart, tak zwanych „klejonek”, na których wojskowi umilali sobie okupację. Nie wie dokładnie, jak trafiły do rodziny. Ojciec Janka pracował w lesie, zaś mama zajmowała się domem. Mysłajkowie prowadzili niewielkie gospodarstwo, w skład którego wchodziły dwie krowy i pięć owiec. Nie byliśmy majętną rodziną. Mój ojciec nie mógł sobie pozwolić na zakup nowych nart, czy butów. A już tym bardziej na jakieś wsparcie finansowe w czasie, kiedy zaczynałem sportową karierę. Nie był wyjątkiem. Szczyrk nie był aż tak mocno kojarzony z turystyką. Co prawda w miejscowości znajdowała się baza noclegowa, ale nieporównywalnie mniejsza, niż ta obecna. Miejscowość wżynająca się pomiędzy Klimczok i Skrzyczne była typową, beskidzką wioską. Ludzie pracowali w polu, wypasali owce, albo karczowali okoliczne lasy. O każdy grosz trzeba było mocno się starać. Przełom nastąpił w styczniu 1958 roku, kiedy uruchomiono kolej krzesełkową na Jaworzynę, pierwszą tego typu w kraju. Dwa lata później rozbudowano ją o kolejny odcinek, na szczyt Skrzycznego. Na końcu pojawiły się orczyki. Narciarstwo dało mieszkańcom szansę na mentalną zmianę: zamiast rolnictwa gro osób przebranżowiło się i rozpoczęło działalność usługową. Rosnąca liczba turystów sprawiła, że w 1965 roku, przy ulicy Górskiej, pierwsi goście nocowali w kultowym hotelu „PTTK”. Rozwój pomógł też zmienić status Szczyrku – w 1973 roku uzyskał prawa miejskie. Dzieciństwo Janka przypadło na lata pięćdziesiąte. Czasy były takie, że dzieci najpierw musiały skończyć robotę, a dopiero później mogły myśleć o nauce i przyjemnościach. Kolejność nie jest tutaj przypadkowa. Latem chłopcy biegali za piłką, jeździli na rowerze. Zimą uprawiali narciarstwo, lecz posiadanie profesjonalnego sprzętu było rarytasem. W ruch szły więc ojcowskie piły, heblarki i inne sprzęty do obróbki drewna. Do tego jakiś sznurek, albo drut i parę gwoździ. Właśnie takie, ręcznie robione, bukowe deski Jasiek dostał od taty. Musiały wystarczyć. Nieżyjący już Andrzej Niedoba, reportażysta i spiker Telewizji Katowice, tak pisał o początkach narciarskiej pasji chłopca: Szkoła była na dole, Jasiek mieszkał na górze, żeby było łatwiej tata Rudolf zrobił mu narty (…). Tak mu te drzewionki zasmakowały, że w tej szkole na dole zawsze był najpierwszy. (…) Miał 12 lat, a na stoku Skrzycznego, przez ojcowskie pole wytyczono trasę zjazdową. Gdy ogłaszano zawody, brał swoje klepki i stawał na starcie.2 Ze Szczyrku, hen dalej, w świat Początkowo narty były dla młodego Mysłajka idealnym środkiem lokomocji. Z czasem, stały się częścią życia, odskocznią i… narzędziem korygującym. Miałem dziesięć, może jedenaście lat, jeździłem na tych deskach do szkoły, do „Dwójki” w Górnym Szczyrku. Startowałem na nich w szkolnych zawodach, z których większość wygrywałem. Narty stały się moim hobby. W niczym mi nie przeszkadzały. Ba! Miałem krzywe nogi, a jak szusowałem, to mówili mi, że to niemożliwe, że mam je proste! Do dzisiaj nie wiem dlaczego. W 1958 roku czternastoletni Janek zapisuje się do szczyrkowskiego LZS-u. Trafia pod skrzydła Eugeniusza Kanika, a jego talent połączony z pracą błyskawicznie przynoszą sukcesy. Mniej więcej w tym czasie odnosi też pierwszą, poważną kontuzję – na Hali Goryczkowej, gdzie w wielkim skupieniu przyglądał się manewrom starszych narciarzy. Podpatrywał, jak „kręcą”. Po zakończeniu obserwacji wjechał na trasę z zamiarem powtórzenia większości ruchów. Pech chciał, że upadł nieszczęśliwie i złamał nogę. Trafił do zakopiańskiego szpitala. Drugi, ciężki uraz również przytrafił mu się w Stolicy Tatr, na trasie FIS II. Była zima roku 1964. Dojeżdżał do hopki i zamiast ją minąć, najechał na nią. Prędkość sprawiła, że poleciał ponad trzydzieści metrów i lądując pokiereszował kolano. Wspominając kontuzje zawsze powtarza, że to jego największe porażki. W 1959 roku zdobywa jeden z dwunastu tytułów mistrza kraju (w różnych kategoriach wiekowych i grupach). Później startuje w Innsbrucku, ale to nie to austriackie miasto robi na Mysłajku największe wrażenie. Jak na prawdziwego narciarza przystało, serce zabiło mu mocniej, a twarz ozdobiła nieopisana radość, gdy w 1963 roku mógł wpiąć narty i pędzić po stromiznach słynnej trasy w Kitzbühel, tej najtrudniejszej na świecie. Nie tylko sam zjazd zrobił na nim wrażenie. Do Austrii Janek wyjeżdżał jako kadrowicz, jedyny reprezentant z Beskidów. W Biało-Czerwonych barwach błyszczał już od trzech lat. Razem z nim na zawody pojechali Andrzej Bachleda-Curuś, Ryszard Ćwikła i Bronisław Trzebunia – wszyscy trzej pochodzili z Zakopanego. Po zjeździe, w którym Szczyrkowianin zajął siedemnaste miejsce, któryś z trenerów, w formie ciekawostki, pokazał im pensjonat znajdujący się nieopodal stoku. Jego właścicielem był Toni Sailer, trzykrotny złoty medalista olimpijski z Cortina d’Ampezzo i wielokrotny mistrz świata. Dziewiętnastoletni Mysłajek nie miał pojęcia, że startował w miejscowości legendy narciarstwa. Był tym zachwycony. Wielki, sportowy świat otwierał przed nim swe wrota. Tak mu się przynajmniej wtedy wydawało. Zagraniczne eskapady poszerzyły horyzonty i znajomości szczyrkowskiego asa. W 1967 roku „Atomic”, znany na całym świecie producent sprzętu sportowego, zagwarantował mu sześć par nart. I to rocznie! Tym samym, w trudnych czasach Polski Ludowej, otrzymał gwarancję sprzętową, której wielu mogło mu pozazdrościć. Zresztą, przedstawiciele austriackiej firmy polubili Janka. Kilka lat później jej założyciel, Alois Rohrmoser, wpadł nawet na pomysł współpracy pozasportowej. Przedsiębiorca, miał szerokie kontakty i dowiedział się, że w Szczyrku otwarto kilka nowych wyciągów. Skoro były trasy, to będzie potrzeba zakupu i serwisowania nart. Mysłajek miał zająć się przygotowaniem desek. W autoryzowanym punkcie. Nie obyło się bez kłopotów. Praca serwismena wymagała przejścia odpowiednich szkoleń, a te, przez trzy tygodnie, miały odbywać się w siedzibie austriackiego producenta. W okresie PRL prywatne wyjazdy zagraniczne były mocno utrudnione, dlatego Rohrmoser wysłał do Janka specjalne zaproszenie, które przyśpieszyło proces przyznania wizy. Narciarz przyswoił wiedzę i po powrocie do kraju chciał rozpocząć pracę. Chciał, lecz nie mógł, a na przeszkodzie znów stanęły ówczesne, absurdalne przepisy. Urzędnicy przyjmujący dokumenty drapali się po głowach, pytając, co do diabła robi ten cały „serwismen”. Przecież nie ma takiego zawodu! Mysłajek przekonywał, że jest, tłumaczył z czym się to je. W końcu stanęło na tym, że w sumie, to taki ślusarz i wysłano go na sześciotygodniowe przyuczenie do cechu. Tak rozpoczęła się długa, trwająca do dziś praca przy serwisowaniu nart. Spod jego rąk wychodziły dawne – ponad dwumetrowe – zjazdówki, a później nowocześniejsze „carvingi”. Reperował różne wiązania: kandahary, markery i w końcu skrzynkowe. Został naocznym świadkiem sprzętowej ewolucji. Beskidy kontra Zakopane – rywalizacja, w której nie było zwycięzców W świadomości polskiego kibica Andrzej Bachleda-Curuś zajmuje miejsce szczególne. Myślisz polskie, męskie narciarstwo – mówisz jego nazwisko. Dla Jana Mysłajka Zakopiańczyk również jest tym najlepszym. Bronią go liczby i osiągnięcia. Niemal przez całe lata sześćdziesiąte panowie widywali się na stokach. Rywalizowali ze sobą, lecz zdarzało się, że przed zawodami międzynarodowymi dzielili też hotelowy pokój. Dziś o byłym rywalu wyraża się bardzo ciepło. Nigdy zresztą nie miał pretensji do pozostałych kolegów z tras. Oni niczemu nie byli winni. Miał żal do działaczy i części trenerów. Dlaczego? W PZN-ie regiony nie były traktowane nierówno. Trochę tak, jakby ojciec jedno dziecko kochał bardziej, drugie mniej. Najprościej rzecz ujmując: było dopieszczane i bogate Zakopane i biedne, zsuwane na bocznicę Beskidy. Sporo utalentowanej młodzieży wywodziło się przecież ze Szczyrku, czy z Bielska-Białej. Te miasta miały swoje kluby, ale ciągle brakowało w nich pieniędzy. Zdarzały się sytuacje, że jechaliśmy z Zakopiańczykami na wspólny obóz i oni wyjeżdżali kolejką po kilka razy. Ich kluby było na to stać. My wyjechaliśmy dwa, trzy razy i koniec. W swoich opiniach Janek nie było odosobniony. Podzielali je dziennikarze lokalnych gazet. W „Kronice Beskidzkiej”, w numerze 9 z 1967 roku, redaktor Tadeusz Patan grzmiał: Skrzyczne – to przecież najtrudniejszy w kraju poligon dla alpejczyków. Bezdewizowy! Kto z niego korzysta? Turyści. Śląscy działacze narzekają, nie bez przyczyny, że przygotowanie i zabezpieczenie trasy jest kosztowne i pracochłonne. (…) Zakopiańskie kluby – pieniędzy mają dość! A jednak przekładają swoje, jak mówią Austriacy, tatrzańskie „kinderschussy”: FIS I i FIS II. Co stoi na przeszkodzie, by mniej uprzywilejowana elita polskich zjazdowców jeździła, jak sezon długi, na Skrzycznem? Nic. Tylko wówczas wzrosła by ranga Skrzycznego i Szczyrku. Mysłajek mógłby zagrozić Bachledzie. Rosłyby nowe talenty. Więc od samej góry prowadzi się politykę. Skrzyczne w odstawkę. Zakopiańczycy ripostowali. Twierdzili, że w Beskidach w mają kompleksy i siłą starają się o miejsca w kadrze. Najlepiej więc spór rozstrzygnąć na stokach. W sportowej walce.Byli cięci na Beskidy. Teraz mogę powiedzieć, że ja im jakoś nie pasowałem. Może dlatego, że potrafiłem z nimi wygrywać. Związkowa kostucha dopadła go w 1966 roku. Dwa lata przed igrzyskami olimpijskimi w Grenoble, igrzyskami, na które Janek mógł pojechać, ciągle przecież znajdował się w kadrze Polski. Sytuacja uległa jednak zmianie. Sportowiec wraz z rodzicami rozpoczął budowę domu. We wrześniu 1966 roku reprezentanci rozpoczynali obóz przygotowawczy do sezonu. Mysłajek nie mógł w nim uczestniczyć. Nadarzyła się bowiem okazja, by rozpocząć pracę. Udało mu się załatwić – trudno dostępny wówczas – cement i zamierzał wylać fundamenty. Później znów miał wrócić do kadry. Zobowiązał się również, że na czas absencji będzie trenował i konsultował się z trenerem klubowym. Taka sytuacja nie była jakimś novum. Reprezentanci kraju, w różnych dyscyplinach, robili sobie podobne przerwy. Ot, choćby kobiety na czas ciąży i macierzyństwa. Wracano również po kontuzjach, prywatnych perturbacjach. W sporcie ważna jest przecież aktualna forma i wyniki, a te Janek miał. Kilka dni po zgrupowaniu do Szczyrku nadeszła wiadomość: Mysłajek został wyrzucony z kadry i miał oddać reprezentacyjny sprzęt. Szok! Lata 1967 – 1969 czas największych, sportowych trumfów Szczyrkowianina. Od 1958 roku w beskidzkich miejscowościach rozgrywano duże, międzynarodowe zawody zwane dumnie Pucharem Beskidów. Przez ponad dwadzieścia lat impreza organizowana była pod egidą FIS-u, co nadawało jej dodatkowej wartości. Boje toczyły się na stokach, trasach biegowych i skoczniach, a o ich prestiżu niech świadczy fakt, że jednym ze zwycięzców był Jiří Raška – czechosłowacki mistrz i wicemistrz olimpijski w skokach narciarskich. W Pucharze Beskidów Janek tryumfował trzykrotnie, w czasie, kiedy nie był już kadrowiczem. Najszerzej komentowaną edycją była ta jubileuszowa – dziesiąta. W lutym 1968 roku lokalni kibice czekali na pojedynek Mysłajek – Zakopiańczycy. Było już po igrzyskach w Grenoble, na które Szczyrkowianin nie wyjechał, choć wyniki miał kapitalne. Na swoim terenie, na Skrzycznem miało dojść do rewanżu. W prasie, na ulicach i w prywatnych rozmowach pompowano balonik. Huk jaki towarzyszył jego pęknięciu przez kilka dni nosił się po beskidzkich szczytach. Kilka tysięcy sympatyków narciarstwa obległo w sobotę na Skrzycznem trasę slalomu – giganta, by podziwiać legendarną już technikę czołowego zjazdowca świata, rewelacyjnego Andrzeja Bachledy. Już długo przed startem do tej pierwszej konkurencji jubileuszowych, X Zawodów Zjazdowych o Puchar Beskidów, trasa oblepiona była sympatykami narciarstwa, którzy nie bacząc na padający deszcz czekali godziny 13:09, kiedy wystartować miał olimpijczyk Ryszard Ćwikło oraz 13:10, kiedy z numerem „10” miał jechać Bachleda… Próżno czekali widzowie. Po ósemce jechał (zresztą znakomicie) Jan Mysłajek z nr 12, olimpijczycy nie stanęli na starcie.4 Przyczyną nieobecności miały być warunki pogodowe. W ciągu kilku godzin deszcz zmył lwią część śniegu z trasy. Trenerzy obawiali się, że reprezentanci kraju nabawią się kontuzji, a przecież sezon jeszcze się nie skończył. Sfrustrowani, lokalni fani narciarstwa alpejskiego gwizdali i krzyczeli w stronę Zakopiańczyków. Oliwy do ognia dolewali redaktorzy niektórych gazet, snując teorię, że olimpijczycy obrazili się na publikę. Mijali się z prawdą. Sam Andrzej Bachleda-Curuś, zaczepiony przez jednego żurnalistę powiedział:Jan Mysłajek? Dziś był doskonały! Ktoś naszemu narciarstwu musi dać impuls W 1972 roku Janek po cichu liczył na wyjazd na igrzyska. Znów się nie udało. Jego kariera sportowa stanęła na ostatniej prostej. Otwierały się też nowe możliwości, oczywiście związane z ukochaną dyscypliną. Zawodniczą karierę zakończył w 1973 roku. Oprócz pracy w swoim serwisie trenował młodzież, w „Kolejarzu” Bielsko-Biała. Od narciarstwa nigdy nie odszedł. Nie potrafi. Stał na czele dwóch szczyrkowskich klubów: TKKF, a później LZS „Sokół”, organizował zawody rowerowe, Ligę Miejską w piłce nożnej, Puchar Szczyrku, „Family Cup”. Był też miejskim radnym. Działacz pełną gębą – chciałoby się powiedzieć. W ostatnich latach Jan Mysłajek zmagał się z problemami zdrowotnymi. Walczył dzielnie, tak jak na stoku, dzięki czemu nadal – bardzo trzeźwo – spogląda polskie narciarstwo alpejskie.To sport elitarny. Mimo, że w Polsce masowo uprawia go prawie cztery miliony osób, to do dziś nie doczekaliśmy się medalistki lub medalisty olimpijskiego. Wszystko rozbija się o pieniądze: to drogi i niedostatecznie dofinansowany sport. Może jakiś pojedynczy talent, za którym stoją pełni pasji rodzice, kiedyś to pociągnie. Popatrzcie na skoki. Tam wystrzelił Adam Małysz. Jego sukcesy wywołały lawinę: młodzież garnęła się do treningów, znaleźli się sponsorzy, bo na bazie sukcesów można było się wypromować. Potem te „Lotos Cupy” i szukanie następców mistrza. To się udało. Kilkuletni proces zrodził Kamila Stocha, Piotrka Żyłę, Dawida Kubackiego czy Kubę Wolnego. Myślę, że nawet, kiedy ci chłopcy skończą kariery, to skoki przetrwają. Narybek jest. A w narciarstwie alpejskim? Przecież mamy lepsze warunki niż przykładowo Brytyjczycy, a sukcesy odnosimy rzadko. Jeszcze raz powtórzę, że na nartach jeździ parę milionów Polaków. Ktoś musi tej dyscyplinie dać impuls. Może Maryna Gąsienica-Daniel? Janek cieszy się, że Szczyrk się rozwija. Słowacy wzięli się za stoki i od kilku lat, zimą do miasta ciągną tłumy. Żałuje tylko, że przez lata do porozumienia nie mogli dojść nasi, lokalni. Może to kwestia tutejszych charakterów? Bo górale to przecież twardzi, uparci i trochę zazdrośni ludzie. Nie zmienia to faktu, że i tak wspaniali. Na koniec dodaje: Na nartach, jeszcze pojeżdżę! Wiek nie gra tu roli. Chodzi o pasję. Nie ważne czy „klejonki”, czy „carvingi”. Jak narty pokochałem za dziecka, tak kochał będę do ostatnich dni!
  16. Skolnity- Soszów -Jawornik -Skolnity trasa
  17. Wiślański klasyk: Stożek-Soszów-Czantoria
  18. Zakupiłem Foki Dynafit Speedskin Speed w 2018 kompletując sprzęt na THR, dalej dobrze się trzymają, klej jak nowy i dają radę na mokrym z ponownym klejeniem. Czantoria i Poniwiec w niedzielę spokojnie bez zakosów.
  19. Gratuluję pięknego sprzętu, narty z foką przerabiałem ale wolę łuskę, a smar w tubie biorę na dłuższe spacery. Nie wiedziałem że Salomon wskoczył w system NNN - to zdecydowany pozytyw, wreszcie jakiś wszechstronny standard, na pewno ułatwi to zakup używanych nart z wiązaniami. Biegówki już schowane na lato.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...