Znajdź zawartość
Wyświetlanie wyników dla tagów 'południowy tyrol' .
-
Zapraszam do realcji z tygodniowego pobytu w Południowym Tyrolu i Dolomitach. Relacja jest też na skiforum, ale wiem że część użytkowników tam nie zagląda, a poprzednia moja relacja z wyjazdu kamperowego na narty znajduje się tutaj, więc może komuś się przyda. P.S. Zdjęcia mogą się różnić ... Mieliśmy zaplanowany czas na wyjazd narciarski z początkiem lutego do Cervini / Zermatt, ale pogoda cały czas nie była optymalna na tyle, żeby liczyć na większość dni pogodnych umożliwiających bezproblemowe transfery między włoską i szwajcarską częścią ośrodka. Opóźnialiśmy wyjazd, ale w końcu musieliśmy podjąć decyzję o wyjeździe, a ponieważ Alpy zachodnie spodziewały się rekordowych padów śniegu w 3. tygodniu lutego (co się sprawdziło), wybraliśmy inny rejon Włoch tj. Południowy Tyrol i Dolomity. To rejon narciarski, w którym nie byliśmy do tej pory (aż dziwne), a strategia zakładała dojazd do pierwszego dużego ośrodka przy granicy czyli 3 Zinnen i stopniowe przemieszczanie się na południe – na ile nam się spodoba dalsze jeżdżenie w danym miejscu. Miejscówek na postój kampera jest w tej okolicy sporo, ale w większości są odpłatne, nawet jeśli są tylko parkingami dla kamperów. Celowaliśmy w miejsca noclegowe bezpośrednio pod wyciągami narciarskimi albo w odległości krótkiego dojścia pieszego żeby nie używać skibusów. Pod ośrodek 3 Zinnen dojechaliśmy późnym popołudniem w sobotę 14.02, nie było jeszcze ciemno więc mogliśmy sprawdzić pierwszą możliwą opcję na nocowanie – gruntowy nieoficjalny parking w Versciaco pod Monte Elmo. Okazało się że stoi tam klika kamperów i jest jeszcze komfortowe miejsce dla nas: Zatem pierwsza miejscówka w punkt – pyszne jedzonko w lokalnej pizzerii i nocowanie pod stokiem. Dla zainteresowanych miejscem dla kamperów: https://maps.app.goo.gl/fcNB1m4zFBnw443AA Na miejscu jest toaleta 24h w stacji kolejowej (wystarczy przejść na drugą stronę drogi) lub w ośrodku narciarskim w godzinach pracy 8:00-18:00. DZIEŃ 1 – 3 ZINNEN Na wstępie niedzielnego dnia zaliczyliśmy małą wtopę, bo sprawdziłam godziny pracy i gondola miała startować o 8:30 tymczasem gdy wyszliśmy z kampera po 8:00 to już chodziła – lekkie zdziwko, ale potem znalazłam informację o „early skiing” od 7:30 w wybrane dni i to był właśnie ten dzień. Byłam zła, że nie wiedziałam o tym wcześniej, bo wiadomo – niedziela i raczej nie ma co liczyć na niską frekwencję, a spaliśmy dosłownie pod stokiem więc można to było wykorzystać. No ale trudno, rozpoczęliśmy wjazdem na Monte Elmo 6-osobową starszawą gondolą, która od nowego sezonu będzie zastąpiona nówką jak na poniższym zdjęciu: Trasy rano piękne i równe, ale już niestety nie sztruks… Pojeździliśmy trasami w rejonie Monte Elmo – świetne, zwłaszcza czerwona 13 i 14 przypadły nam do gustu. W momencie jak zaczęło przybywać więcej ludzi, rozpoczęliśmy „Giro delle Cime” żeby dostać się do Croda Rossa. Lubimy narciarskie wycieczki, więc i ta nam się spodobała. W drodze powrotnej już było sporo ludzi, odsypów, i końcówki południowych stoków w okolicy Sexten mocno mięciutkie. Wszystkie trasy były w sumie ciekawe, średnio długie i atrakcyjne widokowo. Na koniec dnia drugi zonk: na polance przy gondoli Helmjet Sexten rozłożyło się w międzyczasie stoisko Stoekli – można było przetestować narty, ale my plątaliśmy się w innych rejonach i niestety nie skorzystaliśmy z okazji… No trudno, na koniec 2x zjazd 13-tką prawie pod drzwi kampera, szybkie przygotowanie do wyjazdu i przejazd do drugiego ośrodka – Kronplatz. Pod Kronplatz jechaliśmy dobrą chwilę, bo droga była zakorkowana, dojechaliśmy po zmroku i zajęło nam chwilę gdzie właściwie stanąć pod stokiem, bo główny parking nie życzył sobie postoju kamperów. Kampery stały za to na nieutwardzonym parkingu poniżej – link: https://maps.app.goo.gl/JvkoTqgRjgxvyzkB6 Żeby było ciekawiej, przy wjeździe był zakaz kamperowania ale spytaliśmy obecne na miejscu załogi czy można stać i zeznali, że nie ma problemu. Następnego dnia okazało się że właściwy parking dla kamperów jest połączony z miejscami dla autobusów i kosztuje 16euro/noc, a my akurat przespaliśmy już nockę więc zostaliśmy w pierwotnym miejscu. DZIEŃ 2 – KRONPLATZ Kronpaltz robi wrażenie bardziej „austriackiego” ośrodka – duża stacja, duże parkingi, dużo gondoli. Cóż, poranek przywitał nas mgłą i opadami śniegu. Ruszyliśmy klasycznie na otwarcie wyciągu ale zaliczyliśmy podwójny kurs gondolą bo w kamperze zostawiliśmy portfel z kasą i dokumentami więc trzeba było po niego wrócić, a nie było się do czego śpieszyć – na górze jedna wielka mglistość. Kompletnie nic nie było widać nawet przez przezroczyste gogle (chwała Panu, że takie kupiłam przed wyjazdem). Miałam pomysł na zwiedzenie w tym czasie Muzeum Messnera, ale nie umieliśmy go zlokalizować przy braku widoczności na tym rozległym czubku góry. Poza tym na górze był tłum – dosłownie tłum jak na Krupówkach, od razu chciałam uciekać, ale zwalczyłam odruch odwrotu i przebrnęliśmy w rejon wschodnich niebieskich tras zjazdowych, które wydawały się odpowiednio bezpieczne na jazdę po omacku. Pierwszy zjazd po tym szerokim stoku był taki, że jechałam po prostu za innymi nie wiedząc kompletnie gdzie, masakra jakaś. Na szczęście w okolicy 11:00 zaczęło się lekko przecierać i potem było już tylko lepiej. Zrobiliśmy małą przerwę zmęczeni jednak tłumem narciarzy i szkółek w rejonie tych niebieskich tras i ruszyliśmy w stronę południowo-zachodnią tj. Piz de Plaies. Jak tylko wyszło słońce, stoki zrobiły się miękkie, ale przynajmniej była widoczność. Przejechaliśmy przez Furkelpass, ale zaczęłam mocno czuć lewe kolano, co mnie lekko zaniepokoiło i spowodowało że odpuściłam czarne trasy 40 i 45. Jak się okazało słusznie, bo kolano spuchło mocno i wyglądało na koniec dnia nieciekawie. Ogólnie Kronplatz mnie nie zachwycił, irytowały mnie gondole – wszędzie, nawet krótkie odcinki przejazdu odbywają się gondolami, czego nie lubię (ściąganie nart, przenoszenie, wsadzanie do kosza, zakładanie z powrotem – marnuje się czas i siły). Poza tym większość tras startuje z bardzo rozległego wypłaszczenia na szczycie, co powoduje kumulację narciarzy w jednym miejscu. Najbardziej mi się spodobała chyba trasa powrotna na parking – czarna 1-ka. Co prawda była już mocno rozjeżdżona, ale w porze popołudniowej bez słońca, trzymała się jako-tako. Z Kronplatzu wyjechaliśmy zadowoleni o tyle, że mimo porannych trudnych warunków udało się przejechać i poznać cały ośrodek. Ruszyliśmy dalej w stronę Dolomitów żeby sprawdzić możliwość postoju na kamper parku w miejscowości La Villa w obrębie ośrodka narciarskiego Alta Badia. Na miejscu okazało się, że zostało jedno jedyne miejsce specjalnie dla nas, a ponieważ musieliśmy już przeprowadzić serwis i mieliśmy stąd parę minut spaceru pod wyciąg, postanowiliśmy zostać na min. 2 dni żeby trochę odpocząć od ciągłego przemieszczania. Namiary na kamper park: https://maps.app.goo.gl/RmLEYMuWtwC4zDGV8 https://www.camperparkingaltabadia.it/en/ DZIEŃ 3 – ALTA BADIA Rozpoczęliśmy dzionek o 8:30 przemieszczając się stopniowo z naszego peryferyjnego wyciągu Gardenaccia na główny teren narciarski Alta Badii – no proszę Państwa, co za widoki! Pięknie, po prostu pięknie! Jeździliśmy zupełnie bez planu, gdzie nas narty poniosły, dojechaliśmy tym sposobem do Arabby i potem zaczęliśmy wracać w obawie (niepotrzebnej) że mamy długą drogę powrotną do pokonania. Teren Alta Badii polecam przede wszystkim jeśli ktoś jedzie rodzinnie lub z mniej doświadczonymi osobami, ilość niebieskich tras jest powalająca. Fakt że ruch był też spory, ale to jednak połowa lutego i szczyt sezonu – nie ma się co dziwić. Warunki wyśmienite, podobnie jedzenie, no i piękne widoki gdziekolwiek człowiek oko zawiesi 😊. W rejonie Arabby za to świetne trasy czerwone z Porta Vescovo. Na następny dzień zaplanowaliśmy Sellarondę pomarańczową. DZIEŃ 4 – SELLARONDA Mając 1-dniowe doświadczenie przeprawy przez Alta Badię w stronę Sellarondy, ruszyliśmy z rana zwarci i gotowi na objazd grupy Sella. Chciałam zacząć trasę w Corvarze, ale wybraliśmy złą trasę i powtórzyliśmy podłączenie do Sellarondy jak poprzedniego dnia czyli zaczęliśmy od Passo Campolongo w kierunku zgodnym z ruchem wskazówek zegara. Miałam wrażenie że po drodze tylko przybywało ludzi, w okolicy południa dotarliśmy do naprawdę długiej kolejki do gondoli (nie pamiętam już nazwy) i zaczęliśmy odczuwać potrzebę przerwy, ale jakoś wszędzie było pełno ludzi, co nas zniechęcało i przystanęliśmy dopiero na niebieskiej 40-tce w Cofosco. Tam też trochę pokręciliśmy się po innych trasach (bocznych od Sellarondy) żeby wykorzystać czas przed domknięciem objazdu i powrotem przez Passo Campolongo i górę Cherz w stronę naszego miejsca pobytowego. Sellarondę chętnie zrobię jeszcze raz ale przy mniejszym natężeniu ruchu, nic tak nie męczy jak kolejkowanie do wyciągu – lepiej trzymać się z daleka od utartych szlaków 😉 Sellaronda raczej nie jest trudna, ale niektóre czerwone trasy, zwłaszcza popołudniu mogą się dać we znaki słabiej jeżdżącym narciarzom. Oczywiście jeśli ktoś się nie mazgai to przejedzie nawet jak odsypy robią się już powyżej kolan. P.S. Moje kolano profilaktycznie zaczęłam bandażować, bo niestety cały czas mi o sobie przypominało. Rozważaliśmy czy by się nie przemieścić w stronę Carezzy, gdzie planowaliśmy również pojeździć i nocować „na dziko” pod wyciągiem, ale ostatecznie ze względu na prognozowane duże opady śniegu pozostaliśmy w rejonie cywilizacji gdzie właściciele kamperparku zapewne zadbają o odśnieżenie dojazdu. DZIEŃ 5 – ŚNIEŻNY Co by nie pisać to w tym dniu nie było za dużo jeżdżenia. Od rana intensywnie sypał śnieg, Mój partner zaczął się źle czuć i uznaliśmy że trochę odpuścimy, ja poszłam tylko na chwilę na najbliższy wyciąg z zamiarem dotarcia do Badii na La Crusc, ale tam nie dotarłam bo moje kolano przypomniało mi szybko, że jazda popołudniu po opadzie 0,5-metrowym nie jest dla niego najlepszym treningiem przed ostatnim dniem narciarskim, kiedy to miało być znowu pogodnie. Po powrocie z nart około 17-tej opady się uspokoiły i wszyscy kamperowcy rzucili się do odśnieżania. A było co odśnieżać. Na szczęście mieliśmy ze sobą drabinę, chyba z godzinę odśnieżaliśmy kampera i najbliższe otoczenie żeby nazajutrz móc wyjechać. Na szczęście wszyscy współpracowali pożyczając sobie sprzęty odśnieżające – bardziej wydaje łopaty, drabiny etc. Przez kamperpark przed południem przejechała kopara, a potem wieczorem drugi raz wywożąc to co wygarnęliśmy na drogę z zatoczek postojowych. DZIEŃ 6 – ALTA BADIA W piątek rano było jeszcze pochmurno, ale miało się z biegiem dnia rozpogadzać. Mojego partnera rozłożyła choroba, prawie przestał mówić, więc nie pojechał na narty bo bał się że nie będzie w stanie potem kierować samochodem. Pojechałam więc sama, najpierw realizując wczorajszy pomysł dotarcia do Badii, gdzie jest piękna, łagodna i długa niebieska trasa z nową gondolą. Mogę polecić jeśli ktoś chce się zrelaksować. Rano jeździłam tam praktycznie sama, jak zaczął się ruch szkółek narciarskich, przejechałam z powrotem na główny teren Alta Badii kierując się zasadą jazdy tam gdzie najmniejszy ruch. Dojechałam znowu do góry Cherz, ale widząc narciarskie mrówki i rozjeżdżone stoki po drugiej stronie Passo Campolongo, postanowiłam zostać po swojej stronie przełęczy. Wróciłam trochę wcześniej żeby mój luby już nie musiał długo czekać, zjedliśmy obiadek z zapasów kamperowych i zaczęliśmy podróż powrotną, która przebiegła sprawnie, z noclegiem po drodze w Austrii przed autostradą. Wracaliśmy to samą drogą, którą przyjechaliśmy czyli: Bruneck / Brunnico, Villach, Graz, Wiedeń, Katowice. Droga powrotna przebiegała spokojnie, nie piszę ile trwała bo kamperem jedzie się inaczej niż osobówką i też zatrzymuje się na trochę dłużej żeby sobie np. przygotować posiłek czy kawkę, herbatkę, etc. Dojechaliśmy do domu przed 18-tą w sobotę czyli w bardzo przyzwoitym czasie. PODSUMOWANIE: Wyjazd bardzo udany, poza moimi problemami z kolanem i chorobą która nas teraz męczy już w domu. Finansowo: · nocowanie na kamperparku 4 x 42,60 zł (nocowanie + opłata klimatyczna) = 170,40 euro · winiety – jak dla osobówki · paliwo – spalanie 11,1l/100km (2 x ok. 890km) = 260,94 euro (+ jedno tankowanie w PL ok 300zł) generalnie tankujemy na tańszych stacjach po drodze sprawdzając w aplikacji fuelflash; mamy ogrzewanie z diesla więc trochę też schodzi na postoju (ale niewiele) · karnety – 2 x Dolomiti Superski na 6 dni (436 euro – niestety kupowaliśmy z dnia na dzień, a jest drobna zniżka przy zakupach min. 2 dni wcześniej) = 872 euro Najdroższe są karnety narciarskie, tutaj się nie powalczy, jedzenie we Włoszech jest w przyzwoitej cenie – to już wg indywidualnych preferencji.
-
Witajcie. Możliwe, że uda mi się w tym roku poszusować we Włoszech, dlatego poszukuję informacji na temat Rittner Horn i okolic. Z góry dziękuję za wszelkie info, porady oraz wskazówki. A może jednak warto pojechać gdzieś obok lub połączyć jakieś ośrodki o ile będzie czas ?
-
Maso Corto na forum kojarzy się przede wszystkim z nartami… w sumie mi też, choć nigdy na nartach tu nie byłem. Kojarzy się również z lodowcem i górami. Po pobycie na Cyprze (uzupełnię blog) gdzie miałem temperaturę +42 zdecydowanie na drugą odsłonę wakacji wybrałem chłodniejsze, bardziej puste i piękniejsze dla oka miejsce - Maso Corto. Przyjechaliśmy wczoraj o 23 i zaraz jaka odmiana? Temperatura +4 i padający śnieg z deszczem, a w górach śnieg. Co będziemy tu robić? Aktywnie spędzimy 10 dni. Trekkingi, trzytysięcznik, lodowiec, rowery, narty?… będzie się działo. Ponieważ plany są ambitne, a pogoda niepewna, obserwujcie ten wątek by zobaczyć, co udało się zrobić, a czego nie? Oczywiście polecam również swój Kanał na TikToku, gdzie codziennie wrzucam nowe materiały. Dla tych, którzy jeszcze go nie widzieli, wystarczy wpisać: nogi bolo i wcisnąć obserwuj - będziecie na bieżąco. Pochwalę się również, zbudowaną już, w dość krótkim czasie społecznością wokół mnie. To prawie 900 osób… jak nic będę sławnym influenserem jak @JC 😃 Wracając do wątku… …dzień pierwszy nie był szczególnie udany jeśli chodzi o pogodę. Co udało się zrobić? Poznać, tą urokliwą osadę, mały trekking z rzutem oka na ferratę, którą będziemy tu robić. Złapaliśmy okno pogodowe i pojeździliśmy na rowerze szosowym. Zapraszam na krótką fotorelację z pierwszego dnia 😊 Tutejszy Matterhorn: U góry świeży opad - to dobrze, ponieważ w planach tego wypoczynku jest również wyprawa skiturowa ⛷️ Szum potoku i wodospadów przyciąga wzrok: Tu mieszkamy 😊 Aparthotel, którego właścicielem jest Sepp, a samo miejsce jest dość znane na pewnym kanale na You Tube 🤪 Idziemy w górę pomimo siąpiącego delikatnie deszczu. Jest cudownie rześko, górsko i jakże inaczej niż na rozgrzanym Cyprze. Pomimo kontuzji nogi (nadciągnięty mięsień przywodziciel dwugłowego uda) idzie mi się w górę dość sprawnie. To dobrze, bo miałem wiele obaw co do mojego pobytu w górach w tym roku. Myślę, że nie będzie źle 💪 a zdrowie dopisze. Dochodzimy do kaskad… jest ich tu bardzo dużo wzdłuż tras narciarskich. Co chwila kręcimy video na TikToki, cykamy jakieś zdjęcie, kręcimy materiały dla jednego z bardziej znanych tu forumowiczy 🤪 Pięknie, zielono, a powietrze dla płuc jest cudowne. Tego mi było trzeba 👍 Niesamowite miejsce… tym bardziej, że przez wodospad wiedzie via ferrata Larix, którą będziemy szli. Kilkaset metrów w górę i po trasach narciarskich docieramy z powrotem do hotelu. Wychodzi słońce, więc co? Paula ciśnie na rower - idziemy 🚵♂️ Mimo, że jest tylko +10, ruszamy lekko ubrani. Zjazd jest chłodny, ale podjazd będzie gorący. Postanawiamy zrobić krótką rundę, 20 km nad jeziorko, a nawet nieco niżej. Na tym odcinku przewyższenie to ok 500 metrów. Cóż? Noga kontuzjowana, nie mogę ryzykować dłuższego zjazdu, a potem wymagającego podjazdu. Delikatnie. Kolory zniewalają 🙂 Lago Di Vernago z bliska: Na tamie i kawałek za, jest asfalt, więc robię tam wycieczkę. Paula gna prawie 70 km/h w dół nie patrząc na moje plany i szwankującą nogę… chyba będzie rozwód 😄 Kontenpluję miejsce… i jednak kusi dalszy zjazd: Skusił… zjeżdżam niżej 2 kilometry, bo noga na to pozwala. Tempo spokojne, a potem pod górę, ostrożne, delikatnie i wolno. Na powrocie zatrzymuję się w tutejszym miasteczku. Bardzo urokliwym, noszącym tą samą nazwę co jezioro, Vernago. Cisnę powolutku w górę… I co? Hardcorowiec mnie dogania 😄 Mija, a potem będzie się wokół mnie kręcić. Oszczędzając się w czasie kontuzji jadę konsekwentnie lekko po tych +10% w górę i często zatrzymuję się na zdjęcia. Przerwy mi dobrze robią. Na kolację udaje się dotrzeć przed ponownymi opadami deszczu. Rekonesans w górach i na rowerze zrobiony mimo słabej pogody. Szczęśliwi kończymy pierwszy dzień pobytu. Co będzie dzisiaj? Zachęcam do śledzenia niniejszego wątku i mojego kanału, nogi bolo na TikToku. Pozdrawiam serdecznie Mariusz, marboru 🙂
- 31 komentarzy
-
- 11
-
-
-
- masocorto
- maso corto
- (i 10 więcej)
-
Przed Wami drugi film z położonego w Dolomitach ośrodka Carezza. Czy w Carezzy są trasy dla początkujących i dzieci, jakie atrakcje czekają na stokach na nasze pociechy? Tego dowiecie się oglądają ten film. Odwiedzę dwie doskonałe restauracje, w których pysznie zjecie, a na koniec zabiorę Was na przejażdżkę na dachu kolei linowej Tiers, skąd można podziwiać panoramę Rosengarten. Opowiem także, ile kosztuje taki przejazd. Zapraszam do oglądania.
-
Carezza, to ośrodek narciarski położony u podnóża Rosengarten w Południowym Tyrolu we Włoszech. Mimo, że nie oferuje setek km tras, ma wiele zalet, które docenią zarówno zaawansowani jak i początkujący narciarze i snowboardziści. W tym odcinku zapoznam Cię z trasami dla zaawansowanych, opowiem o doskonałym spa do odpoczynku po intensywnym dniu na białym, a także podpowiem na jakich zasadach, bezpłatnie korzystać z tutejszych kolei i wyciągów mieszkając w Val di Fassa.
-
Na narty do Maso Corto Jeżeli oglądałaś / oglądałeś pierwszy odcinek, to wiesz, że wybór Aparthotelu w Maso Corto w czasie świąt, był strzałem w dziesiątkę. Doskonałe warunki, włoska pogoda, miłe towarzystwo, przystępne ceny i smaczne jedzenie - to zalety pobytu w tym położonym wysoko w górach Południowego Tyrolu ośrodku narciarskim. Zapraszam Cię na drugiego vloga z Maso Corto, w którym pokazuję uroki tego miejsca, świetne trasy oraz restauracje, które powinieneś odwiedzić w trakcie narciarskiego urlopu.
-
- 2
-
-
- narty
- maso corto
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Od kilku sezonów planowałem ten wyjazd. Nareszcie się udało. Przez trzy dni mmy okazję jeździć wokół Sellarondy, aby odkryć sekrety tej jednej z najbardziej znanych karuzeli narciarskich w Alpach. Mimo, że objazd masywu Sella zajmuje ok 4 godziny, naszym celem (moim i Pawła) jest sprawdzić, gdzie warto pojechać i co zobaczyć spędzając tygodniowy urlop w Dolomitach. To pierwszy etap podróży dookoła Sellarondy, w który skupiliśmy się na regionach Alta Badia i Val Gardena położonych w Południowym Tyrolu. Następny w przyszłym sezonie
- 65 odpowiedzi
-
- 3
-
-
- sellaronda
- włochy
-
(i 3 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Lubisz ośrodki kameralne, położone w pobliżu uroczych miejscowości? Merano 2000 będzie dobrym wyborem dla Ciebie, w którym połączysz przyjemność jazdy na nartach lub desce z możliwością poznania interesującego miasta, jakim jest Merano, w którym poznasz, to co najlepsze w Południowym Tyrolu we Włoszech.
- 2 komentarze
-
- 1
-
-
- narty
- merano2000
-
(i 2 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Gitschberg - Jochtal w Południowym Tyrolu we Włoszech (Vlog215)
JC dodał wpis na blogu → w JC w podróży
Gitschberg - Jochtal, to średniej wielkości ośrodek narciarski, położony w Południowym Tyrolu we Włoszech. Gischberg i Jochtal tworzą huśtawkę tras narciarskich o długości ponad 50 km, gdzie każdy znajdzie "TĘ" trasę dla siebie. Mamy tu wiele wariantów zjazdów dla początkujących, ale także strome trasy dla bardzo wymagających, gdzie można liczyć na ponad 70% ściany. Do tego wspaniałe widoki, mniejszych ruch i położenia w pobliżu autostrady i wjazdu do doliny Pustertal. Dodatkową zaletą ośrodka jest to, że należy do regionu Dolomity Superski, więc zakupiony skipass uprawnia Was do jazdy na Kronplazu, w 3 Zinnen lub innym z ośrodków np. wokół Sellarondy.- 2 komentarze
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl
-
Z albumu: Seceda, Val Gardena - Południowy Tyrol, Włochy
© skionline.pl







