Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 20.03.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
Przeprowadziłem na sobie eksperyment. Wszystko przez książkę, która w USA została bestsellerem. Kiedy ją czytałem, postanowiłem - na próbę - pobiegać boso Zacząłem od bieżni mechanicznej. Za oknem zima, a poza tym nie będę narażał stóp na kamienie, rozbite butelki i psie kupy. Za pierwszym razem odparzyłem sobie poduszki stóp, a łydki rwały mnie przez tydzień. Odezwały się mięśnie, których nigdy nie używałem - pomyślałem. Za drugim razem nabawiłem się wielkiego krwiaka u nasady lewego palucha, ale nogi rwały mnie już tylko przez trzy dni. Jest lepiej - przemknęło mi przez głowę. Za trzecim razem... naciągnąłem mięśnie prawej łydki. Pytanie Książka - "Born to Run"* ("Urodzeni biegacze") - też zaczyna się od kontuzji. Jej autor Christopher McDougall podczas joggingu doznaje urazu stopy. "To była łatwa, trzymilowa przebieżka po zaśnieżonej wiejskiej drodze. Nagle złapałem się za prawą stopę. Zabolała mnie tak, jakby przebił ją sopel lodu. Nadziałem się na ostry kamień albo gwóźdź? Kiedy wreszcie się pozbierałem i zacząłem moją biedną stopę oglądać, okazało się, że wygląda zupełnie normalnie! Ani śladu krwi. A w bucie żadnej dziury". Zbolały McDougall kuśtyka po pomoc do dr. Josepha Torga, słynnego amerykańskiego lekarza sportowego. Dostaje w stopę zastrzyk z przeciwzapalnego kortyzonu, Rzeczywiście, McDougall to wielkolud. Dwa metry wysokości, 104 kg żywej wagi. Jak przyznaje, od czasu, kiedy postanowił zostać maratończykiem, prześladują go kontuzje. „Ale z drugiej strony, pisząc do magazynu » Men's Health «, sporo czasu poświęcam na eksperymentowanie ze sportami ekstremalnymi. A będąc wcześniej reporterem wojennym, spędziłem miesiące w bardzo ciężkich warunkach. I nigdy nic mi się nie stało. Ale wystarczy krótki jogging, żebym zwijał się z bólu". Dlaczego? Według danych, które podaje autor książki, od 65 do 80 proc. biegaczy ulega kontuzji co najmniej raz w roku! Nie wytrzymują: stawy skokowe, kolana, biodra, ścięgna, mięśnie. McDougall jednak się nie zraża. Znajduje dr Irene Davis z Uniwersytetu stanu Delaware. Ta wpuszcza go na mechaniczną bieżnię i nagrywa jego przebieżkę na wideo. Kiedy autor "Urodzonych biegaczy" obejrzy ten film, z przerażenia otworzy usta. "Wyobrażałem sobie, że śmigam jak Indianin podczas polowania, a okazało się, że przypominam raczej próbującego tańczyć tango Frankensteina". - Jak biegać poprawnie? - pyta. - Ba, to odwieczne pytanie - odpowiada dr Davis. Na trop prowadzący do bardziej praktycznej odpowiedzi McDougall trafia przypadkowo. Trzy lata później leci do Meksyku z dziennikarskim zleceniem i w lokalnym czasopiśmie trafia na artykuł o "zagubionych" w górach Sierra Madre Zachodnia Indianach Rarámuri, zwanych też Tarahumara. Artykuł jest ozdobiony zdjęciem śniadolicego biegacza przypominającego Jezusa. Rarámuri "potrafią imprezować całą noc, a rano startują do biegu długiego nie na dwie mile czy dwie godziny, ale dwie doby! (...) I nie ścigają się po drogach, ale przedzierają górskimi ścieżkami". - Dlaczego oni biegają całymi dniami i nic, a ja bez kontuzji nie mogę przetruchtać nawet kilku mil? - zastanawia się McDougall. Mała podpowiedź - indiański Jezus na okładce meksykańskiego czasopisma biegł w... sandałach. Zwykłych łapciach skleconych z kawałka gumy i sznurka. Nauka Podpierając się różnymi badaniami, autor "Urodzonych biegaczy" stawia karkołomną, wydawałoby się, tezę, że za plagę kontuzji wśród dzisiejszych biegaczy odpowiada... nowoczesne obuwie sportowe. Bo upośledza stopę, przesadnie ją amortyzując. Jak to? Przecież sam wielokrotnie czytałem, że kupując buty do biegania, należy wybrać te z największą amortyzacją! Guzik prawda - upiera się McDougall. Należy wybrać te z jak najmniejszą. Albo biegać boso. "Do 1972 r., kiedy Nike wymyśliło nowoczesne buty sportowe, ludzie biegali w obuwiu na cienkiej i twardej podeszwie, dzięki czemu mieli silniejsze stopy i dużo rzadziej doznawali kontuzji " - cytuje McDougall prof. Daniela Liebermana, biologa ewolucyjnego z Harvardu. Dlaczego miękkie, wygodne buty dla biegaczy mają szkodzić? Bieganie nazywa się czasem kontrolowanym upadaniem i z mechanicznego punktu widzenia tak właśnie ono wygląda. Jak dowodził niedawno w "Nature" zespół naukowców pod kierunkiem prof. Liebermana, biegając w obuwiu na amortyzatorach, prawie zawsze upadamy na piętę, dopiero potem przenosząc ciężar ciała na pozostałą część stopy. Dla nóg i całego ciała lądowanie na pięcie to poważny wstrząs. Prof. Lieberman porównuje go do wielokrotnego (ok. tysiąckrotnego na każde 1,6 km biegu) uderzenia młotkiem z siłą równą dwu-trzykrotnej wadze naszego ciała Prof. Lieberman przeanalizował sposób biegania kenijskich dzieciaków. Ci, którzy przez większą część życia nosili buty, "biegali na piętach". Ci, którzy musieli obywać się bez butów, podczas biegu lądowali albo na przednią część stopy, albo na jej zewnętrzną krawędź. Kiedy przyjrzeć się budowie ludzkiej stopy, widać, że jej podbicie tworzy łuk. To skuteczny amortyzator, który jak sprężyna łagodzi siłę uderzenia o ziemię. Kiedy jednak zamkniemy go w bucie i osłabimy amortyzowaną podeszwą, nie ma prawa działać. - Czy jakikolwiek łuk utrzymałby most, gdybyśmy zamiast na krańcach podparli go na środku, w najwyższym miejscu? - pyta McDougall. Cena - Nowoczesny but do biegania jest jak opatrunek z gipsu - mówi autorowi książki dr Gerard Hartmann, irlandzki fizykoterapeuta zajmujący się maratończykami. - Kiedy zamkniesz nogę w gipsie, w ciągu półtora miesiąca zanikowi ulegnie 40-60 proc. jej mięśni - wyjaśnia. Obuta stopa słabnie, a dodatkowo jest "ślepa" na informacje o podłożu, po którym biegnie. McDougall cytuje też dr. Craiga Richardsa, naukowca z australijskiego Uniwersytetu w Newcastle, który w 2008 r. napisał w "British Journal of Sports Medicine" tekst podważający wiarę w to, jakoby amortyzowane buty zapobiegały kontuzjom. Richards twierdzi, że nie ma ŻADNYCH badań, które popierałyby taką tezę! Są za to badania, które udowadniają, że nowoczesne buty w istocie szkodzą. Jak pisze McDougall, już w 1989 r. szwajcarski lekarz z Uniwersytetu w Bernie dr Bernard Marti opublikował w "The American Journal of Sports Medicine" wyniki analizy urazów odniesionych przez ponad 4 tys. biegaczy w berneńskim wyścigu na 15 km. Kontuzje odniosła prawie połowa z nich i dr Marti postanowił sprawdzić, czym były one spowodowane. Okazało się, że zależały od... ceny butów. Biegacze w dobrze amortyzowanych butach kosztujących ponad 95 dol. byli ponaddwukrotnie bardziej narażeni na urazy niż ci, którzy biegli w tanim i twardym obuwiu. Pogoń W 2004 r. wspomniany już prof. Daniel Lieberman razem z biologiem Dennisem Bramble'em z Uniwersytetu stanu Utah opublikowali w "Nature" pracę, w której zaprzeczyli utartym poglądom, jakoby w porównaniu z czworonogami człowiek był kiepskim biegaczem. Naukowcy przekonywali, że choć sprinterzy z nas nie najlepsi, to na dystansach dłuższych niż maraton nie mamy sobie równych. Jednym słowem - człowiek wyewoluował na maratończyka. Według badaczy skamieniałości dowodzą, że pierwsi przedstawiciele rodzaju Homo zaczęli biegać już 2 mln lat temu. Żeby zabić w ten sposób antylopę, wystarczy w upalny dzień zmusić ją do nieustannego galopu przez 10-15 km. Lieberman doszedł do tego wniosku, m.in. biegając ze swoim psem. Któregoś upalnego dnia zabrał go na 8-km przebieżkę, podczas której czworonóg omalże nie padł z wycieńczenia. - Podczas biegu ludzki organizm poci się i w ten sposób schładza - mówi naukowiec. - "Ubrane" w futra zwierzęta nie dopuszczają do przegrzania organizmu, ziając, ale kiedy biegną, nie mogą tego robić. Muszą stanąć. Ale jeśli widzą, że ktoś je goni, nie staną. I umrą. Istnieje nawet hipoteza mówiąca o tym, że to maratońskie umiejętności pradawnych Homo sapiens pozwoliły im wygrać konkurencję z neandertalczykami. Kiedy zmienił się klimat i lasy zostały wyparte przez otwartą sawannę, więksi i ciężsi od nas kuzyni - a więc niezdolni do biegów długodystansowych - mieli nie poradzić sobie ze zdobywaniem jedzenia. Istnieje też jeszcze ciekawsza hipoteza, autorstwa polskiego uczonego prof. Konrada Fiałkowskiego, wskazująca na to, że Homo jest przypadkiem sapiens tylko dlatego, że biegał. Bo do biegów długodystansowych potrzebował większego mózgu, w którym dodatkowe połączenia między neuronami mogłyby zastępować te, które zostały wyłączone przez stres cieplny. Nauczka O tym, że człowiek obuty biega "na piętach", przekonałem się na własnej skórze. Kiedy po raz pierwszy potruchtałem boso, walnąłem piętą, aż huknęło. Zaraz jednak skróciłem krok, zacząłem stawać na zewnętrznych krawędziach stóp i z nich przenosić ciężar ciała na całe stopy, z których potem odbijałem się mocno, prawie kopiąc się piętami po pośladkach. Skąd jednak ta kontuzja? Za bardzo chciałem, zbyt niecierpliwy byłem, za szybko i za długo biegłem jak na początek. Na swojej stronie internetowej prof. Lieberman udziela rad biegaczom chcącym "nawrócić się" na tradycyjne bieganie. Oto kilka z nich: 1. Zacznij od chodzenia na boso. 2. Kiedy już będziesz biegać, przez pierwszy tydzień rób to co drugi dzień. Za każdym razem pokonuj nie więcej niż 1,6 km. 3. Co tydzień zwiększaj dystans najwyżej o 10 proc. 4. Jeśli biegasz dużo, nie zdejmuj od razu butów. Na początek postaraj się nie biegać na piętach. 5. Bądź cierpliwy. Przemiana w bosonogiego maratończyka zajmie miesiące. - Większość ludzi uważa, że bieganie na bosaka jest niebezpieczne, ale wbrew pozorom da się tak biegać komfortowo nawet na najtwardszych nawierzchniach - przekonuje prof. Lieberman. - Wystarczy tylko "wyhodować" sobie na stopach trochę zrogowaciałego naskórka. *"Born to Run", Christopher McDougall, wydawnictwo Alfred A. Knopf, Nowy Jork 2009 Running Barefoot http://wyborcza.pl/1,75476,7662303,Bosy_maratonczyk.html?as=1&startsz=x4 punkty
-
Góra Żar - narty wodne.Miałem jeszcze nie wykorzystane dwa karnety,więc trzeba było to jak najszybciej wyjeździć,zanim śnieg/woda wróci do jeziora.Wybrałem się późno,bo na miejscu byłem dopiero ok. 13.30,co zwłaszcza na stoku południowym nie wróży nic dobrego.Było tak gorąco,że w podkoszulku i cienkiej kurtce się pociłem! :eek:Nic to,trzeba wyjeździć swoje.Pierwszy szus i niestety strasznie "łapało" narty,ciężko było cokolwiek zrobić,kiedy ciągle coś wytrąca z rytmu.Po dwóch zjazdach zaszło słońce i... bardzo dobrze!Łapanie nart się skończyło niemal całkowicie i teraz już dużo lepiej się jeździło.Stok,mimo późnej pory,nie był nadmiernie rozjeżdżony,muldy występowały sporadycznie,tylko ten śnieg ciężki.Ludzi też niewiele,a nawet w sam raz żeby kolejka jeździła odpowiednio często,ale nie było ścisku. :)Niestety śnieg znikał w oczach,pokazywał się coraz większe czarne wyspy no i oczywiście minerały. :eek:Jeden mały incydent,że tak powiem;otóż za którymś razem stoję w tym wagoniku a tu nagle "octuje" rzadką kupą! :eek: Ktoś się z... ze strachu,czy co? :pNiemiły jest też odór,kiedy wychodzimy już z peronu na trasę - ciągnie z kibla/szamba że hej! :eek:Podsumowując:jak na taki upał warunki zupełnie niezłe,ciężko się jeździ ale tak kocham te narty...3 punkty
-
Szczyrk Czyrna-Solisko Z rana jeszcze twardo potem zaczęło topnieć. Śniegu co prawda dużo ale na trasie nr 4 już spore przetopy i potrzebne raczej narty wodne:). 7 w porządku oprócz jednego miejsca przy chacie - również przetop. Góra nie chodziła ponieważ mocno wiało. Golgota wyglądała dość dobrze. Zwinęliśmy się o 10.30gdy już zaczęło być dość miękawo. Ogólnie ludzi nie za dużo, śniegu jeszcze jest, ale jeśli będą takie temperatury to do świąt przetrwają tylko Juliany.3 punkty
-
Egzamin: Poniżej cytuję jedno z pytań, które pojawiło się na egzaminie na wydziale Chemii NUI Maynooth (National University of Ireland) Odpowiedz jednego ze studentów była na tyle wyjątkowa, ze profesor podzielił się nią ze swoimi kolegami a później jej treść przedstawił w Internecie. Pytanie: Czy piekło jest egzotermiczne (oddaje ciepło) czy endotermiczne (absorbuje ciepło)? Większość odpowiedzi oparta była na prawie Boylesa, które mówi, że w stałej temperaturze objętość danej masy gazu jest odwrotnie proporcjonalna do jego ciśnienia. Jeden ze studentów napisał tak: Najpierw musimy stwierdzić jak zmienia się masa piekła w czasie. Do tego potrzebna jest liczba Dusz które idą do piekła I liczba dusz która piekło opuszcza. Moim zdaniem, można ze sporym prawdopodobieństwem przyjąć, że Dusze, które raz trafiły do piekła nigdy go nie opuszczają. Na pytanie : ile Dusz idzie do piekła, można spojrzeć z punktu widzenia wielu istniejących dzisiaj religii. Większość z nich zakłada że do piekła idzie się wtedy, gdy nie wyznaje się tej właściwej wiary. Ponieważ religii jest więcej niż jedna i dlatego że nie można wyznawać kilku religii jednocześnie, można założyć, że wszystkie dusze idą do piekła. Patrząc na częstotliwość narodzin i śmierci, można założyć, że liczba dusz w piekle wzrastać będzie logarytmicznie. Rozważmy więc pytanie o zmieniającej się objętości piekła. Ponieważ wg prawa Boylesa wraz ze wzrostem liczby dusz rozszerzać się musi powierzchnia piekła tak aby temperatura i ciśnienie w piekle pozostały stałe, istnieją dwie możliwości: 1. Jeśli piekło rozszerza się wolniej niż liczba przychodzących do niego Dusz, temperatura i ciśnienie w piekle będzie tak długo rosło aż piekło się rozpadnie. 2. Jeśli piekło szybciej się rozszerza niż liczba przychodzących tam Dusz, wówczas temperatura i ciśnienie w piekle będzie spadać tak długo aż piekło zamarznie. Która z tych możliwości jest bardziej realna? Jeśli weźmiemy pod uwagę przepowiednie Sandry, która powiedziała do mnie: "prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię", jak również to, że wczoraj z nią spałem, możliwa jest tylko ta druga opcja. Dlatego też jestem przekonany, że piekło jest endotermiczne i musi być juz zamarznięte. Z uwagi na to ze piekło zamarzło, można wnioskować, że żadna kolejna Dusza nie może trafić do piekła, a ponieważ pozostaje jeszcze tylko niebo, dowodzi to też istnienia Osoby Boskiej, co z kolei tłumaczy dlaczego Sandra cały wczorajszy wieczór krzyczała: "O, Boże!". Student otrzymał ocenę ' Bardzo dobry ' .3 punkty
-
Czy są jeszcze jakieś granice?Jak nie można zjechać,to można przelecieć! :eek: [YOUTUBE] [/YOUTUBE] i jeszcze taki fajny filmik znalazłem : [YOUTUBE] [/YOUTUBE]2 punkty
-
Ponieważ dzisiaj ostatni dzień Zimy... ...za oknem +15 i zapowiadane są kolejne ciepłe dni w Centralnej Polsce... Ponieważ wielu Forumowiczów już zakończyło nartowanie w tym Roku. Pora otworzyć wątek podsumowujący Sezon. Oczywiście wielu z Nas jeszcze pojeździ , wielu nadal to robi:) ...posty można przecież edytować i końcowe, wypady, ośrodki i dni zawarte w podsumowaniu można zmieniać. ...no i oby jeszcze Zima nie odpuszczała...to edycji pojawi się więcej Fajnie byłoby, gdyby każdy wpisując się w tym wątku podał informację ile dni spędził na nartach w 2009/2010, w jakich Ośrodkach - miejscowościach spędził czas na "Deskach", co dla niego wydarzyło się szczególnego w czasie mijającej Zimy. No to cóż... ...może zacznę od siebie. -------------------------------------------------------------------------- Jak dotąd dni spędzonych na Nartach w Sezonie 2009/2010 na liczniku mam: 39 - nie powiedziałem jeszcze ostatniego zdania - mam nadzieję zakończyć tę Zimę w Austrii (kwiecień) - spełniło się... , może uda się odwiedzić jeszcze Kasprowy - kto wie? , może nawet nie raz ??? ...a na początku był Telegraf... Zaliczone Ośrodki: 1. Telegraf, Kielce - wielokrotnie. Jedna z moich relacji z tego miejsca: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=11 2. Szwajcaria Bałtowska - wielokrotnie. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=13 3. Sabat Krajno, okolice Św. Katarzyny - wielokrotnie. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=25 4. Baba Jaga, Bodzentyn - wielokrotnie. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=11 5. Niestachów. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=17 6. Tumlin. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=11 7. Stadion, Kielce. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=11 8. Szrenica, Szklarska Poręba. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=15 9. Góra Kamieńsk, okolice Bełchatowa. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=11 10. Nowa Osada, Wisła. Relacja z Wisły: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=14 11. Soszów, Wisła. Relacja: ^^^ 12. Stożek, Wisła. Relacja: ^^^ 13. Kasprowy Wierch, Zakopane. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=5 14. Nosal, Zakopane. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=4 15. Szymoszkowa, Zakopane. Relacja: ^^^ 16. Harenda, Zakopane. Relacja: ^^^ 17. Witów. Relacja: ^^^ 18. Koziniec, Czarna Góra. Relacja: ^^^ 19. Hawrań, Jurgów. Relacja: ^^^ 20. Góra Chełm, Myślenice. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=9007&page=3 21. Małe Ciche. Relacja: ^^^ 22. Kotelnica, Białka Tatrzańska. Relacja: ^^^ 23. Rusiński, Bukowina Tatrzańska. Relacja: ^^^ 24. Tydzień w Pitztal, Lodowiec Pitztal Glacier oraz Rifflsee. Wydarzenia szczególne w mijającym Sezonie dla mnie to: Uaktywnienie się na forum Skionline. Uczestnictwo w Targach Zima 2010. Relacja: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=10656 Co jeszcze?... ...to już pewne - pierwszy wypad w Alpy (kwiecień) - spełniło się, miejsce jeszcze nieznane - Pitztal. Ale o tym pewnie jeszcze napiszę i to niedługo. Zachęcam do wpisów i pozdrawiam marboru2 punkty
-
Zawsze byłem ciekawy w jaki sposób ręcznie się robi narty... No i znalazłem takie oto ciekawe filmiki: [YOUTUBE] [/YOUTUBE] [YOUTUBE] [/YOUTUBE]2 punkty
-
Uprzejmie donoszę, że na przełomie styczeń/luty 2011, odbędą się na stoku Laworta w Bieszczadach, Pierwsze Mistrzostwa Polski w Speedridingu. W konkurencji "extreme slalom" udział weźmie 15 zawodników. pozdrawiam2 punkty
-
http://skiwojownik.pl/ przedstawiam wam fajną stronkę na która natrafiłem dzięki opisowi na gg naszego kolego Bobic-a bardzo fajna strona i te treningi!! pozdrawiam twórców tego portalu:)1 punkt
-
nasz moderator ma dziś urodziny choc data nie widnieje w kalendarzu wszystkiego najlepszego:)1 punkt
-
Śniegu,śniegu i jeszcze raz duuużo śniegu!Aby zdrówko i kondycja dopisała,a i w życiu wszystko się układało po myśli!1 punkt
-
Przeglądając dzisiaj stronę http://z-ne.pl natknąłem się na bardzo ciekawy artykuł dotyczący historii zawodników Klubu SN PTT Zakopane w tym postaci Pani Heleny Marusarz. Postanowiłem przytoczyć w całości te kilkadziesiąt zdań, zamieścić link z kilku powodów. Kobieta, o której mowa była rzeczywiście nie tylko świetną narciarką alpejską, skakała również na nartach, była patriotką i bohaterką II WŚ, była Piękna (patrz zdjęcie - pierwszy link z końca posta). Ponadto jej osoba jest mniej znana, pozostaje w cieniu z powodu jej brata Stanisława...(dla mnie z tej fantastycznej rodziny sportowców znany był do dzisiaj tylko on). Oto artykuł: " Jeśli o Stanisławie Marusarzu można powiedzieć, że był "królem skoków narciarskich", to ulubioną konkurencją jego siostry Heleny był bieg zjazdowy i w tej konkurencji okazała się talentem, jakich mało. Podobnie jak reszta rodzeństwa była zawodniczką klubu SN PTT Zakopane. Była kobietą o wyjątkowej urodzie Urodziła się 17 stycznia 1918 r. w Zakopanem. Od małego zdradzała wielki talent i ciągnęło ją do nart. - "Stasek, kiebyk to jo mioła takie narty, to byk syćkich nabiła" powiedziała mi z filuternym uśmiechem 8-letnia wówczas siostra Helenka po moim pierwszym zwycięstwie w konkursie skoków w kategorii juniorów na małej skoczni w Jaworzynce. W nagrodę otrzymałem wtedy piękne narty turystyczne. Korzystał z nich potem starszy brat Janek i kuzyn Andrzej. Dla Helci były jednak zbyt duże - wspominał Stanisław Marusarz. Łącznie w latach 30. aż siedmiokrotnie zdobywała mistrzostwo Polski w konkurencjach alpejskich. Helena uzyskiwała świetne wyniki w latach 30., nic też dziwnego, że jej zdjęcie znalazło się w prasie obok nazwisk i fotografii innych znanych w Europie i świecie narciarzy polskich, jak Bronisław Czech i Stanisław Marusarz. Swój sukces powtórzyła w mistrzostwach Polski, rozegranych w latach 1936-1939. Dodatkowo zwyciężyła podczas wielkich zawodów narciarskich o mistrzostwo Podhalańskiego Okręgu PZN. Wiązała duże nadzieje ze startem na zawodach FIS 1939 r. w Zakopanem. Niestety, podczas treningu biegu zjazdowego na Hali Goryczkowej wpadła na szałas i złamała rękę w nadgarstku, o starcie więc nie było mowy. Wróciła jednak jeszcze tego roku na narciarskie trasy, bowiem zakwalifikowano ją na wyjazd na zawody FIS do Feldbergu w Niemczech. W biegu zjazdowym najlepsza okazała się Christl Cranz z Niemiec, która aż trzykrotnie zwyciężyła podczas FIS-u w Zakopanem. Helena chciała teraz wziąć na niej rewanż. Swoją klasę pokazała w czasie slalomu. Tak przejazd Heleny wspominał Jan Kula, wtedy 17-letni skoczek z SN PTT: - Gnała na tych "zubkowych" hickorowych nartach, że tylko kurzyło pomiędzy bramkami. Nie potrąciła ani jednej. Jechała pięknie. Burza oklasków, nieustające owacje wśród kibiców wystarczyły już za oficjalną ocenę. Później śmigały inne zawodniczki, przewracały niejednokrotnie bramki, gubiły szybkość. Była to już nie ta klasa. W ogólnej klasyfikacji zawodów w Feldbergu Helena w slalomie zajęła drugie miejsce, za Niemką Christl Cranz, ale wyprzedzając zdecydowanie resztę rywalek. Bardzo się cieszyła ze swojego sukcesu. Nie przypuszczała wtedy, że będzie to ostatni start w jej karierze... Warto dodać, że Helena Marusarz była kobietą o wyjątkowej urodzie. Na pokazie mody sportowej na zakopiański FIS, zorganizowanym w Warszawie, piękna góralka wzbudziła ogromny zachwyt. Stanisław Marusarz wspominał: - Jako przedstawicielka płci pięknej zwracała powszechną uwagę. Siostra była urodziwą, wysoką, zgrabną blondynką o pięknych nogach. Ujmowała ciepłym spojrzeniem, a jej dziewczęcość podkreślały długie do kolan warkocze, upinane w kok. Mężczyźni słali jej uwodzicielskie spojrzenia, nie żałowali słów adoracji. (...) Helcia przyjmowała objawy hołdu ze strony kolegów z dużą przyjemnością, ale zawsze czuła się z nimi lepiej jako kumpel do wspólnej zabawy niż jako partner do flirtu. Miała duże poczucie humoru i nigdy niesłabnący zmysł zabawy. Nie inaczej było w czasie pobytu w Schwarzwaldzie. Zamieniała np. nasze buty, wystawione do czyszczenia przed drzwiami pokoju hotelowego; innym razem zaszyła mnie i kolegom nogawki w spodniach narciarskich (gdy zeszliśmy na kolację w ubraniach cywilnych) i rękawy. W czasie II wojny światowej Helena Marusarz była kurierką Komendy Głównej Związku Walki Zbrojnej i Oddziału Łączności Konspiracyjnej "Zagroda" z bazą kurierów "Romek" w Budapeszcie. Podczas jednego z przejść została schwytana na słowackiej granicy i wydana Niemcom. Była więziona w Muszynie, Nowym Sączu, w zakopiańskiej siedzibie gestapo "Palace", w Tarnowie i w Krakowie na Montelupich. Torturowana wielokrotnie, nie zdradziła żadnej z tajnych informacji. 12 września 1941 r. rozstrzelano ją w Pogórskiej Woli tuż za rogatkami Tarnowa, co potwierdził miejscowy wywiad AK. Miała zaledwie 23 lata. Po 17 latach przeprowadzono, pod nadzorem brata, prace ekshumacyjne. Jej prochy uroczyście pochowano 27 listopada 1958 r. na Cmentarzu Zasłużonych na Pęksowym Brzyzku w Zakopanem. Odznaczona pośmiertnie Orderem Virtuti Militari, a w 1967 r. Krzyżem Walecznych. Jej imię nosi ulica w Krakowie, Zakopanem, Gdańsku, Jastrzębiu-Zdroju, Łodzi oraz kilka szkół w Polsce, w tym na Podhalu: SP nr 1 w Zakopanem i szkoła w Zębie. Od 1946 r. w Zakopanem organizowano międzynarodowe zawody o Memoriał Bronisława Czecha, a od 1949 r. także Heleny Marusarzówny, które w latach pięćdziesiątych znalazły się w kalendarzu największych imprez narciarskich FIS. Dzięki temu pamięć o pięknej Helenie, świetnej narciarce i patriotce, która do końca pozostała wierna swoim ideałom, wciąż trwa. " WOJCIECH SZATKOWSKI http://z-ne.pl/s,doc,26971,1,1767,piekna_helena.html główne źródło: Dziennik Polski - www.dziennik.krakow.pl - 2007/11/14 -------------------------------------------------------------------------- Spójrzcie na zdjęcie...myślę, że nawet dzisiejsza Lindsey Vonn ustępuje Naszej Legendzie: Pięknej Helenie "Alpejce" urodą.1 punkt
-
re Maria gdyby moja żona tworzyła takie poematy to bym był szczęśliwy ale i tak jestem bo jak ładnie napisałaś świat bez nart [nic nie] wart pozdrawiam Andrzej1 punkt
-
1 punkt
-
Wszystkiego najlepszegp i spełnienia marzeń, szczególnie tych narciarskiech.1 punkt
-
Tyż sie dołącze:) Stopy wody...., sorry to nie to forum:D:D:D Ale może i wody tylko w innym stanie a to da się wyleczyć?????????1 punkt
-
Wszystkiego najlepszego!Duuużo śniegu,duuużo nartowania,duuużo zdrówka i spełnienia marzeń i żadnych zmartwień!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Co to jest Facebooka? Brzmi groźnie:eek: W każdym razie co by to nie było muszę uwierzyć Ci na słowo że Misal ma urodziny;) Więc i ja dołączam się do życzeń1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
A Ty skąd wiesz? Masz jakieś służby specjalne,czy to jest może wiedza operacyjna? ======================================================= Michał - STO LAT !!!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Wszystkiego naj, naj, najlepszego...czyli zawsze 40 cm śniegu pod nartą :) Przy okazji - dzięki za pomoc.1 punkt
-
1 punkt
-
Johnny ostatni skoczek z pierwszego filmu to Jamie Pierre...a ten skok to rekord Świata w tej ekstremalnej dyscyplinie... ...ten filmik nie jest cały... ...cały jest tu: http://www.milanos.pl/vid-2106-Jamie-Pierre---rekordowy-skok-z-duzej.html Koleś potem wstał i pojechał dalej... Ogólnie bardzo ciekawa osobowość narciarstwa ekstremalnego. Posiada bardzo ciekawą stronę, na którą od czasu do czasu sobie patrzę (co jakiś czas umieszcza tam fajne filmiki) - polecam: http://www.jamiepierre.com/inside.html1 punkt
-
Miałem wczoraj okazje pogadac z miejscowym goprowcem. Nieszczęsnik miał kask, zmiażdzył za to klatkę piersiową - nie nadawał sie nawet do reanimacji. Wnioski niech każdy wyciągnie jakie chce i potrafi. ['] Michał1 punkt







