Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 03.04.2010 uwzględniając wszystkie działy
-
Ponownie Rusin Ski i WZF.Na wstępie dziękuję Mysiałkowi i jego niezwykle uśmiechniętej i pozytywnej Żonce za bardzo miłe towarzystwo!Z bólem serca opuszczałem Was i to miejsce! :oAle od początku!Tym razem wymierzyłem w punkt,na miejscu zameldowałem się za dwie dziewiąta.Z braku czasu kupiłem karnet tylko do 13-ej - 40zł.Mysiałek z Żonką byli już nie daleko,gdzieś na wysokości Nowego Targu,zajmowali się właśnie jajami,tzn. święcili. Stok znakomicie przygotowany(zdj.1,2 i 3) - sztruksik i niezwykle twardo!Wielki banan na gębie i nawijam,oprócz mnie jeździło w tym momencie jedynie dwóch narciarzy!Tak było właściwie do 10-ej,później pojawiło się jeszcze parę osób i Mysiałek z Żonką - patrzę z krzesełka i myślę"to chyba oni,za chwilę mi pomachali i już wszystko jasne! :)Zaczęło się wspólne nawijanie i dyskusje na krzesełku.Nie ma jak to mieć znakomite towarzystwo! Ja i Mysiałek trenowaliśmy różne formy narciarstwa rekreacyjnego - ja kilka ostrych skrętów,a jak bolało to już "lalala",Mysiek po prostu się przechylał na boki... Natomiast Żonka Mysiałka była nie do dogonienia!Chyba musiałby jechać na krechę i w pozycji zjazdowej... :eek: Warunki na stoku wyśmienite!Mimo ostrego słońca,dopiero ok 12-ej wierzchnia warstwa puszczała,ale pod spodem nadal twardo i krawędzie trzymały i tak do 13-ej,kiedy to się zbierałem.Za to jak poszliśmy na browarka,to słońce tak grzało,że można by siedzieć w podkoszulku i krótkich spodenkach!!!Nie ma to jak wiosenne narty!!! :cool:Wcześniej rozważałem Soszów,ale miałem obawy o ilość nartujących... Rusin jest chyba mało znany i nie doceniany(jeszcze),zdecydowanie trafna decyzja!Co ciekawe w radiu,kiedy jechałem na Podhale,non stop mówili o deszczu,chmurach itp... Chyba ściągnęli prognozę z Anglii... :pMisal,Salwer i Bończa też musieli mieć pięknie(zdj.5).Kombinowałem z aparatem i na niektórych zbliżeniach widzę zarysy narciarzy,ciekawe czy któregoś ustrzeliłem... ;)Wesołych Świąt!5 punktów
-
CO można powiedzieć, chyba tylko: Wyjazd 1 klasa. A4 pusta ale mglista miejscami na 1 słupek. Zakopianka pusta ale obstawiona misiami. Nowy Targ święcenie jajek, potem zakup w spożywczym bułek i parówek na śniadanie Wjeżdżamy na Rusina i .... pękamy ze śmiechu 4 samochody stoją Szybko po karnet i do wypożyczalni. Za K2 Moto sl comp chcą pół ceny sklepowej ... dziękuję uprzejmie życząc powodzenia w sprzedaży Na razie je znowu wypożyczam. Zaraz widzimy Maćka i machamy mu z rozgrzewki. Pierwsze zjazdy i.........miód. Twardo, szybko (jak na tą górkę) i PUUUUUUUUUUUUUSTO !!!!!!!!!!! Maciek nie opisał jednego. Tam potrafią wyratrakować trasę. Praktycznie znaleźliśmy dwa miejsca gdzie było delikatnie nierówno, typu dołek, mała fala. Poza tym: tylko chwalić. Jak po stole. Może poza paroma małymi kalafiorami, które moja żona postanowiła pretestować: twarde sączy miękkie. Teraz jużwie: TWARDE. O 12 zaczyna być miękko ale nie dajemy się O 13 ostatnia fotka i niestety znika Maciek. Żal, no ale TCZ. O 15:30 poddajemy się. Pani w kasie twierdzi, że zjechaliśmy 27 razy. Do tej pory uważamy to za błąd... dawno tyle nie zjechaliśmy nigdzie. A to nie koniec atrakcji narciarskich. Po krótkiej wizycie w Krakowie (gdzie nieprzebrane tłumy i nie warto jechać), kierujemy się do Mihumora! Po narty dla żony. Zgodnie z opisem Michała, narty w rewelacyjnej kondycji (zero scratchy na wierzchu, narta po serwisie), w związku z czym nie ma się co targować. DZIĘKUJEMY! To szóste narty mojej żony, a jeździ 3 lata ... no ale tak to jest z kobietami! Jeszcze raz: pozdrowienia dla Maćka i Michała oraz jego rodziny! P.S. Johnny za tydzień w tym samym miejscu o tej samej godzinie?4 punkty
-
Wesołego alleluja W ten dzień niech się każdy buja, Bogatego zajączka, Śmiesznego psikusa, Mokrego dyngusa WESOŁEGO ALLELUJA ps. nie przesadzajcie z tymi jajkami, może to być podciągnięte pod post o treści s.....nej i wszystko usuniete :D:D2 punkty
-
Re Przedsiębiorczość należy docenić,a nie potępiać.Piszę to bez ironii, jako inicjator wątku i prywaciarz od 1978.Gdyby wszyscy forumowicze byli nią przepojeni,ceny na allegro spadłyby,zatrzymując się na jakiejs standartowej,kilkudziesięcio- a nie kilkusetprocentowej marży, zaś inni forumowicze z miejsc,gdzie Lidl nie był łaskaw zainwestować, nabyliby tanio użyteczny przedmiot,allegro zarobiłoby na prowizji,czasem może nawet fiskus...2 punkty
-
Od dzisiaj w Lidlu wracają do sprzedaży pilniki diamentowe,i proszę nie traktować tego jako primaaprilis.Kupiłem zestaw 3 pilników -150,300,400 na próbę w zeszłym roku i spisywały się bardzo dobrze,wiec teraz kupuję duży zapas,bo cena jest zupełnie śmieszna w porównaniu z pilnikami dedykowanymi do nart.Nie nadają się ze względu na wymiary do ostrzałek,idealnie działaja z zawodniczymi kątownikami.1 punkt
-
Dla lubiących żeglować, Kapitan Krzysztof Baranowski jest z pewnością tak jak dla mnie wielkim autorytetem... Ci którzy go znają wiedzą, że jest również zapalonym Narciarzem (na końcu będzie kilka słów napisanych przez Niego na ten temat), czyli "Morze i góry, ale niebo wspólne"... ...dla tych, którzy go nie znają... Małe przypomnienie (wikipedia): Krzysztof Tadeusz Baranowski (ur. 26 czerwca 1938 we Lwowie) – żeglarz, jachtowy kapitan żeglugi wielkiej, dziennikarz, nauczyciel, krótkofalowiec SP5ATV. Jako pierwszy Polak dwukrotnie opłynął samotnie kulę ziemską. Absolwent Politechniki Wrocławskiej (inżynier elektronik) i Studium Dziennikarskiego Uniwersytetu Warszawskiego (dziennikarz). 17 czerwca 1972 w transatlantyckich regatach samotnych żeglarzy z Plymouth (Wielka Brytania) do Newport (Stany Zjednoczone) na jachcie "Polonez" zajął 12 miejsce. Po czym odbył dalszą drogę dookoła świata (jako trzeci Polak, po Władysławie Wagnerze i Leonidzie Telidze). W ciągu 272 dni pokonał 35 424 mil morskich na trasie Plymouth – Newport – Kapsztad – Hobart (Tasmania) – Stanley (Falklandy) – Plymouth. Opłynął m.in. przylądki Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn. Rejs zakończył się 24 czerwca 1973 roku. Po raz drugi wyruszył w taki rejs w okresie 2 października 1999 – 30 sierpnia 2000 na jachcie SY Lady B. Rozpoczął i zakończył rejs w portugalskim porcie Villamoura, przepłynął 24 tys. mil morskich trasą równikową, zawijając do 20 portów. Szlak podróży prowadził m.in. przez Wyspy Kanaryjskie, Karaiby, Kanał Panamski, Tahiti, Australię, Seszele, Morze Czerwone i Śródziemne. Pierwszy kapitan polskiego prototypowego żaglowca - barkentyny STS "Pogoria". Prowadził "Pogorię" w regatach "TALL SHIPS' RACES 80" i w rejsie z naukowcami PAN na Antarktydę. W 1983 był pomysłodawcą, założycielem i prowadzącym Szkoły pod Żaglami na żaglowcu "Pogoria", a w 1992 na żaglowcu "Fryderyk Chopin". W latach 60. XX w. był redaktorem w Trybunie Ludu gdzie zajmował się popularyzacją nauki. Wielokrotnie występował w różnorakich programach TVP dla młodzieży (Ekran z bratkiem, Teleranek), propagując żeglarstwo. Od roku 1977 był komentatorem TVP. ...starczy... -------------------------------------------------------------------------- Jak wiadomo również Pan Kapitan był pomysłodawcą oraz założycielem Legendarnej już Szkoły pod Żaglami... ...w chwili obecnej pomysł został reaktywowany. Powołana do tego celu została Fundacja. Trwają eliminacje młodzieży na Rejs na Karaiby. Więcej poczytać można na stronie fundacji: http://www.szkolapodzaglami.org.pl/ Oczywiście, można również pomyśleć o przekazaniu na ^^^ 1% podatku. -------------------------------------------------------------------------- W chwili obecnej można nabyć w księgarniach niedawno wydaną pozycję "Zapiski najemnego żeglarza" - pierwsze wydanie rozeszło się "na pniu"... O czym jest Książka: "Autor zaciąga się na żaglowiec pasażerski niemieckiego armatora "Atlantis". Poprzedni kapitan do ostatniej chwili nie wie, że ma być zwolniony, a nawet gdy się o tym dowiaduje nie bardzo rozumie za co się go zwalnia. A jest to już siódmy kolejny kapitan na tym statku. Krzysztof Baranowski staje przed trudnym zadaniem - w ciągu paru godzin musi wyciągnąć od swojego poprzednika jak najwięcej informacji – jak się okazuje większość wiadomości jest zniechęcająca. Armator życzy sobie, żeby nowy kapitan wychodził jak najszybciej, czyli w środku nocy. Z duszą na ramieniu Baranowski wypływa – mimo usterek, mimo niechętnej załogi, mimo braku znajomości statku. Barkentyna "Atlantis" ożywa, gdy wsiadają pasażerowie. Ale dla kapitana to dodatkowa zgryzota. Nie zaniedbuje on swoich obowiązków wobec pasażerów, co opisuje z przymrużeniem oka, ale równocześnie musi sobie poradzić z niesnaskami w załodze profesjonalnej. Ma świadomość, że ktoś donosi armatorowi o wszystkich jego posunięciach, ale chyba donosy nie są na tyle obciążające, by kapitana zwolnić. Zwolnieni zostają inni członkowie załogi... „Atlantis” ma płynąć na sezon zimowy na Bahamy, ale armator zmienia plany i decyduje się sprowadzić żaglowiec do Hamburga. Jest wyjątkowo sroga zima, ale Baranowski bezpiecznie doprowadza statek do stoczni, zdegustowany jednak tym, że zamiast pływania pozostaje mu nadzór stoczniowy w charakterze dozorcy. Składa rezygnację czym budzi zdumienie armatora, bo jest pierwszym kapitanem, który nie został zwolniony." Polecam ^^^ -------------------------------------------------------------------------- Więcej o Kapitanie, jego Literaturze można poczytać na Jego stronie internetowej: http://www.krzysztofbaranowski.pl Tu ^^^ również można nabyć dostępne pozycje...uwaga...wraz z autografem autora. Na koniec kilka słów, (rozwinięcie tytułu posta) Kapitana z Jego Strony: Morze i góry, ale niebo wspólne Choć trudne do zdefiniowania, ale jest coś wspólnego w narciarstwie i żeglarstwie, że tak wielu narciarzy żegluje i prawie wszyscy żeglarze jeżdżą na nartach. I nie jest to li tylko wymienność sezonów, gdyż niektórzy jeżdżą latem ma lodowcu, a inni pływają zimą na ciepłych wodach. Musi to być inny łącznik, te obie dyscypliny należą do sportów przestrzennych. Co to jest sport przestrzenny czujemy, gdy poniżej ośnieżonego stoku widzimy otwierającą się dolinę rozświetloną słońcem, która dosłownie leży nam u stóp. Czujemy to gdy dookoła rozciąga się pusty horyzont ledwo widoczny w poświacie księżyca, a nad głową kopuła rozgwieżdżonego nieba. Ten łącznik zamyka się w głębi nas samych, to doznania estetyczne sprawiają, że potrafimy być szczęśliwi i na nartach i na żaglach. Nie czułem się szczęśliwy, gdy zaczynałem jeździć na nartach w wieku 6 lat. Próbowałem sam, bez dobrego wzorca i bez nadzoru instruktora. Nogi mi się plątały i doczepione do nich narty zawadzały jedna o drugą. Prawdziwe góry wydawały się odległe, choć mieszkałem w Szczawnicy, a potem w Nowym Targu. Dopiero lata szkolne, a potem studenckie we Wrocławiu sprawiły, że z chęcią jeździłem do Karpacza i Szklarskiej Poręby, by poćwiczyć styl zwany wówczas „biodrówką” na drewnianych nartach mocowanych do buta rzemieniem zwanym „langrimenem”. Bliżej było mi nad Odrę i tam znalazłem swoje miejsce w sekcji żeglarskiej AZS. Był to niezwykły klub, bo przyjął mnie, wówczas nastolatka, na wychowanie i to nie tylko żeglarskie. We wszystkie święta, a w szczególności na Sylwestra i Wielkanoc wyruszaliśmy wspólnie pod Łabski Szczyt lub na Halę Szrenicką, by się bawić i jeździć na nartach. Ciągle byłem samoukiem, gdy w modę wkraczał śmig, a narty ozdabiały bezpieczniki Markera. Postanowiłem poprawić swój styl zapisując się na kurs pomocnika instruktora odbywający się na Hali Gąsienicowej. Zetknąłem się wówczas ze znakomitymi ludźmi, instruktorami wykładowcami wśród których wspominam eleganckiego Andrzeja Dulskiego, elokwentnego Andrzeja Ziemilskiego czy jowialnego Tadeusza Żabę. Dojrzałem wówczas do życiowej formuły studenta, który spędza dwa miesiące w roku na nartach i dwa miesiące na żaglach. W tej formule dość szybko zrobiłem potrzebny staż instruktorski i zdałem egzamin. Studia techniczne na Politechnice Wrocławskiej nie zrobiły na mnie wrażenia, więc z rozpędu zapisałem się na studia humanistyczne w Warszawie – dziennikarstwo zapowiadało dużo wolnego czasu, którego potrzebowałem, by realizować wspomnianą już formułę również po studiach. Zawodowa praca redaktora, na co w końcu się zdecydowałem, pozwoliła mi wystartować w narciarskich mistrzostwach Polski dziennikarzy, a to z kolei otworzyło tzw. wielki świat. W owych czasach, w połowie lat 60., gdy wyjazdy zagraniczne były utrudnione, czołówka dziennikarzy jeżdżących na nartach była zapraszana na podobne mistrzostwa świata do kolejnych krajów. W ten sposób zjeździłem na nartach Szwajcarię, Niemcy i Francję, o Czechosłowacji nie wspominając. Startując w tym roku na Mistrzostwach Świata Dziennikarzy w Abetone we Włoszech i patrząc na listę miejscowości, które były gospodarzami tych imprez ze zdumieniem skonstatowałem jak długą miałem przerwę - minęło już kilkadziesiąt lat od mojego pierwszego startu i dawni przyjaciele już nie jeżdżą, a ci którzy jeżdżą narzekają, że ich bolą kolana, łamie w krzyżach i serce wysiada. Ale wciąż jeżdżą, i to lepiej ode mnie. Formę dawnych lat gdzieś po drodze zagubiłem; zdradziłem narty pływając w coraz dłuższe rejsy. Już nie tylko była to kwestia sezonu, kiedy pływało się zimą na Karaiby, a latem po Bałtyku. Całoroczne rejsy oceaniczne całkowicie wykluczyły jazdę na nartach. Ale ile się za nimi natęskniłem stojąc na pokładzie w czasie nocnych wacht nikt się nie dowie. I oto gdy już opłynąłem świat w jedną stronę (z zachodu na wschód), a potem w drugą (ze wschodu na zachód), doszedłem do wniosku , że w trzecią (z północy na południe lub odwrotnie) fizycznie się nie da, bo na drodze stoją lody Arktyki i lądolód Antarktydy. Wróciłem tedy do dziennikarzy jeżdżących na nartach, wystartowałem w zawodach i okazało się, że zajmuję jedno z ostatnich miejsc, a wygrywają ze mną nie tylko młodsi i sprawniejsi, ale również ci starsi, których kiedyś lałem w każdym przejeździe giganta i specjalnego. Pojechałem na doszkolenie w Towarzystwie Narciarskim Wojtka Fica na lodowiec w Kaunertal. Kiedy zobaczyłem ośnieżone góry w pełnym słońcu, kiedy spróbowałem skrętu na dobrze przygotowanej trasie, kiedy zachłysnąłem się mroźnym powietrzem przypomniałem sobie, że przecież kocham to od zawsze. Minęło półtora roku od tego momentu. W ciągu ostatniego sezonu spędziłem na nartach ponad miesiąc. I chociaż ciągle jestem czynny zawodowo, prowadzę miesięcznik żeglarski „Jachting”, już zbliżam się do formuły młodzieńczych lat – na razie tylko miesiąc na żagle i miesiąc na narty. Ale jestem na dobrej drodze, by się naprawdę rozjeździć. PS. W tym roku mój własny mini Rejs po Krainie Wielkich Jezior Mazurskich zaczynam 17 lipca.1 punkt
-
Ciekaw jestem, kto z Was pamięta 17 dzień lutego 1980 roku ? W Tatrach wiało równo, kolejka nie chodziła. Koledzy mieszkali w pokojach gościnnych na dworcu PKP w Zakopanem. Graliśmy w brydża, a przez megafony na peronach Naczelnik Stacji Zakopane odczytał komunikat o zdobyciu Mount Everestu zimą. Dzisiaj wypatrzyłem tę rozmowę z jednym z Bohaterów tamtego dnia: http://wyborcza.biz/biznes/1,101716,7611126,Nie_wciagam_prezesow_na_osmiotysieczniki.html pzdr misal1 punkt
-
Nie wiem czy czytaliście już o zmianach jakie chce wprowadzić MSWiA, jeśli nie to zapraszam do lektury http://polskalokalna.pl/wiadomosci/malopolskie/zakopane/news/zmiany-na-narciarskich-stokach-juz-niedlugo,1460454 .1 punkt
-
1 punkt
-
No, a co powiesz profesorom w robocie jak wrócisz po świętach, że co, że byłeś na święta w Tauplitz, przecież poumierają ze śmiechu:D Darku, to nie o to chodzi;)1 punkt
-
Jim Tracy, który trenował reprezentację USA kobiet w narciarstwie alpejskim nieoczekiwanie zrezygnował z pracy. Opiekę nad kadrą sprawował przez ostatnie dwa sezony. W sumie Tracy w sztabie szkoleniowym ekipy USA przepracował ponad dwadzieścia lat. Jego podopieczne czterokrotnie stanęły na podium 21. Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver. Lindsey Vonn zdobyła złoty medal w zjeździe i brązowy w supergigancie, natomiast Julia Mancuso srebrne medale, w zjeździe i superkombinacji. Ukoronowaniem sezonu było wywalczenie przez Vonn Kryształowej Kuli za zajęcie pierwszego miejsca w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Za: PAP1 punkt
-
Aby to życie się poczęło to już nie chcę wprost powiedzieć i dosadnie jakie świństwa trzeba robić1 punkt
-
Myślałem zrobić zdjęcie pamiątkowe na tle Kasprowego i zadać podchwytliwe pytanie "ilu skionlinowców tu widzicie"... PS.Ja myślałem o Świnicy.1 punkt
-
:Dale te Święta związane są z życiem:rolleyes:A z jajka powstała najpiękniejsza Kobieta świata-Helena Trojańska;)1 punkt
-
To zależy:rolleyes: Patrząc z perspektywy kupującego jak najmniej, a jeżeli chciał bym sprzedać to jak najwięcej, po prostu w myśl zasady "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" Jeżeli szukasz tu odpowiedzi w postaci danych matematycznych to za bardzo nie ma sensu, bo przekrój osób uczestniczących w forum jest bardzo duży, ktoś może dać za takie buty 300 zł i ani grosza więcej bo jak da więcej to nie będzie maił za co żyć, a ktoś da kila razy tyle i bo go na to stać.1 punkt
-
To jest ciekawa narta:rolleyes:i długość do promienia skrętu jak dla Ciebie najbardziej optymalna.Pozostałe leciwe i dłuższy promień,przy braku długości;)Ale jeśli nie wybiersz się na wiosenno-letnie narciarstwo,to się wstrzymaj,śledź allegro w okresie letnim,wtedy można wyłapać fajne narty,które sprzedają narciarze,którzy potrzebują kasy na letni wyjazd;)1 punkt
-
Rafał, Przepłaciłeś 50 zł. - karnet 15 zjazdów Jazda do ostatniego krzesła - suuupeeer ! Od 15 twarde muldy w kotle i w szyjce. Do końca piękne słońce na Beskidzie i tam było twardo i równo. Po lunchu (ok 15:00) nie było już prawie wcale ludzi. Musieliśmy jeździć do końca , bo kolejka do zjazdu w dół była przeogromna. Za to o 17:10 wsiedliśmy do pierwszego wagonika. Też dziękuję za miłe spotkanie na nartach. Wesołych i Zdrowych Świąt pzdr misal1 punkt
-
Kasprowy Wierch Dzisiaj na Kasprowym mroźno z rana i piękne słońce. Śniegu w Gąsienicowej zaskakująco dużo; rano twardzielstwo, od 12 trochę bardziej miękko i w szyjce problem z muldami. Ale to tylko ten jeden minus. Poza tym fajne zjazdy z Misalem i Salwerem z Beskidu - twardo i wymagająco. Prawdziwe alpejskie nartowanie w Wielką Sobotą - podziekował. PS. Apropos kosztów jeżdżenia na Kasprowym - moje wyliczenie: 42 zł bilet góra/dół 65 zł karnet 10 zjazdów 6 zł busy w dwie strony parking 0 Także tanio nie jest, ale do przeżycia, bo i jazda na nartach jest tam satysfakcjonująca.1 punkt
-
http://montana-international.cms1.ch/Produkte/Aufbewahrungssysteme/Ski/FlipClipWandmontage/tabid/1390/Default.aspx pozdrawiam1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Misal chcielibyśmy by coś się zmieniło na tej Górze na lepsze, sądząc po opisie podobało Ci się, zastanawiam się czy ktoś z dyrekcji PKLu będzie coś chciał zrobić dobrego po lekturze naszych postów(na pewno ktoś to czyta) z ww wypadów? No ale jak się to mówi kto bogatemu zabroni :D?1 punkt
-
Bilety na Kasprowy rezerwowałem rok temu. Jak przyjechałem do Zakopca to komplet czekał na mnie w recepcji - bilety tylko do góry - nigdy, do wczoraj, nie zjeżdżałem wagonikiem. I tak: Bilet do góry - 42 zł Opłata rezerwacyjna 10 zł. Pytam się w kasie w Kuźnicach, czy mogę ten bilet wymienić na taki góra-dół za dopłatą 10 zł. Odpowiedź brzmi: NIE, kupi pan bilet na zjazd na górze - za 26 zł. Karta dzienna - 70 zł. Pan Ryszard - 15 zł. (jeździmy w dwóch, liczę połowę) Kibelek na Górze 2 zł. Razem: 165 zł. 5 dni nartowania = 825 zł. (~211 ojro):eek: Skipass Stubai 5 dni z 7 - 173 ojro Pytanie: Co ja tutaj robię ? Odpowiedź: Enjoyjuję życie :D:D Zjazd kolejką z nartami - bezcenny. Za rok jestem tu znowu pzdr misal1 punkt
-
1 punkt
-
Nosal dzisiaj - pustki absolutne. Przez prawie godzinę jeździłam sama, po 10 zjawiły się jeszcze 2 osoby, a do 12 jeździło w porywach do 4 narciarzy. Kiedy podchodziło się do krzesełka, najpierw się siadało jak król na tronie, a potem obsługa uruchamiała wyciąg (zacytowałabym dowcipne powiedzenie górali z obsługi, ale boję się, że zostanie ocenzurowane , i ludzie sobie pomyślą, że jakieś straszne świństwa wypisałam ). Czegoś takiego w każdym razie jeszcze nie było - cały Nosal dla siebie ! Do ok. 11 śnieg b. dobry, potem trochę puściło. Warunki pewnie oceniono by różnie - ratrak porobił "progi" między poszczególnymi ścieżkami, różniące się nieco wysokością. Miłośnikom jazdy karwingowej raczej by to nie przypadło do gustu, a ja to po prostu potraktowałam jako imitację żlebów . Co najważniejsze - popadywał śnieg! Na dole ciapowaty śniego-deszczyk, ale na górze wyraźnie białe! A że Nosal ma tylko trochę ponad 1100 m wysokości, to wyżej na pewno był to porządny, uczciwy śnieg. Pogadałam też z TOPR-owcami, którzy twierdzą, że katastroficzne wiadomości o rychłym końcu sezonu (przynajmniej skiturowego) są mocno przesadzone. W górach śnieg zmrożony, twardo i oblodzenia. W Zakopanem zdumiewające pustki - co jest chyba dobrą wiadomością dla wybierających się na Kasprowy (kolejki do kolejki raczej można się nie spodziewać).1 punkt
-
1 punkt
-
Słowa dotrzymuję, Spotkałem dzisiaj na Górze panią Zofię Majerczyk-Rumińską (poguglujcie Zofia Majerczykówna). Lara Gut przyjeżdża na doroczny zjazd Rodu Gut-Mostowych do Poronina w tym roku. Termin zjazdu: 3-6 czerwca 2010. Jak Bugi będziesz grzeczny, to załatwię Tobie zaproszenie. pzdr misal P.S. Jakby komuś nie chciało się guglować: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,96856,794733.html1 punkt
-
Egzamin: Poniżej cytuję jedno z pytań, które pojawiło się na egzaminie na wydziale Chemii NUI Maynooth (National University of Ireland) Odpowiedz jednego ze studentów była na tyle wyjątkowa, ze profesor podzielił się nią ze swoimi kolegami a później jej treść przedstawił w Internecie. Pytanie: Czy piekło jest egzotermiczne (oddaje ciepło) czy endotermiczne (absorbuje ciepło)? Większość odpowiedzi oparta była na prawie Boylesa, które mówi, że w stałej temperaturze objętość danej masy gazu jest odwrotnie proporcjonalna do jego ciśnienia. Jeden ze studentów napisał tak: Najpierw musimy stwierdzić jak zmienia się masa piekła w czasie. Do tego potrzebna jest liczba Dusz które idą do piekła I liczba dusz która piekło opuszcza. Moim zdaniem, można ze sporym prawdopodobieństwem przyjąć, że Dusze, które raz trafiły do piekła nigdy go nie opuszczają. Na pytanie : ile Dusz idzie do piekła, można spojrzeć z punktu widzenia wielu istniejących dzisiaj religii. Większość z nich zakłada że do piekła idzie się wtedy, gdy nie wyznaje się tej właściwej wiary. Ponieważ religii jest więcej niż jedna i dlatego że nie można wyznawać kilku religii jednocześnie, można założyć, że wszystkie dusze idą do piekła. Patrząc na częstotliwość narodzin i śmierci, można założyć, że liczba dusz w piekle wzrastać będzie logarytmicznie. Rozważmy więc pytanie o zmieniającej się objętości piekła. Ponieważ wg prawa Boylesa wraz ze wzrostem liczby dusz rozszerzać się musi powierzchnia piekła tak aby temperatura i ciśnienie w piekle pozostały stałe, istnieją dwie możliwości: 1. Jeśli piekło rozszerza się wolniej niż liczba przychodzących do niego Dusz, temperatura i ciśnienie w piekle będzie tak długo rosło aż piekło się rozpadnie. 2. Jeśli piekło szybciej się rozszerza niż liczba przychodzących tam Dusz, wówczas temperatura i ciśnienie w piekle będzie spadać tak długo aż piekło zamarznie. Która z tych możliwości jest bardziej realna? Jeśli weźmiemy pod uwagę przepowiednie Sandry, która powiedziała do mnie: "prędzej piekło zamarznie niż się z tobą prześpię", jak również to, że wczoraj z nią spałem, możliwa jest tylko ta druga opcja. Dlatego też jestem przekonany, że piekło jest endotermiczne i musi być juz zamarznięte. Z uwagi na to ze piekło zamarzło, można wnioskować, że żadna kolejna Dusza nie może trafić do piekła, a ponieważ pozostaje jeszcze tylko niebo, dowodzi to też istnienia Osoby Boskiej, co z kolei tłumaczy dlaczego Sandra cały wczorajszy wieczór krzyczała: "O, Boże!". Student otrzymał ocenę ' Bardzo dobry ' .1 punkt
-
Z tych wymienionych to najbardziej chyba te Rossignole ale nie jestem pewny bo to jakiś model niekatalogowy, do twoich parametrów narty 170-175 cm, te Spirit Edition są za krótkie i do tego to narty damskie, Salomony beda dla Ciebie chyba za trudne choć to bardzo fajne narty i godne uwagi.0 punktów







