Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 29.01.2011 uwzględniając wszystkie działy
-
Już wróciłam. Nie bedę robić off topa tylko powiem enigmatycznie, że siłownia to nie są jednak moje klimaty:rolleyes: Fotki są tylko oczywiście od trzeba lecieć końca... A teraz krótka relacja z wyjazdu którą jestem krewna: Termin wyjazdu: 11-18 grudnia 2010 Wyjazd się zaczął dosć pechowo bo się okazało że spryskiwacz nie działa w samochodzie więc do Cieszyna jechaliśmy na czuja bo szyby były białe od soli, potem wymieniony bezpiecznik zadziałał i mielismy spryskiwacz aż do Katschbergu. Generalnie trasa była ok, oprócz tego że rąbał śnieg i autostrady miały jeden przejezdny pas (co nie oznacza że ten pas był czarny). Jak już byliśmy za Murau to się zaczęła jazda na orientację bo śnieg dalej padał a wiart dodatkowo nawiewał śnieżek i tworzyły się zaspy więc trzeba było po prostu jechać między słupkami wyznaczajacymi drogę. Na ostatnim odcinku do Katschbergu musieliśmy się jednak zatrzymać w zatoczce i założyć łańcuchy - potem się okazało że to była dobra decyzja bo inaczej byśmy nie dostali się do Gasthofu:D Mieszkaliśmy w przepięknym miejscu - bliżej stoku nigdy nie mieszkałam: Jak widać od gasthofu do stoku mieliśmy 20 m Polecam tą miejscówkę - przy czarnej trasie numer 3. Alpengashof Bacher ma wszystko to czego potrzebowałam na tym wyjezdzie. Pokoik bardzo przytulny, ale wszędzie w alpach jest przytulnie. To co mnie uderzyło tutaj to wyżywienie. Nie jestem raczej niejadkiem ale też nie pochłaniam nieziemskich ilości jedzenia, ale ktos kto lubi dobrze zjeść i lubi alpejską kuchnię - nie będzie narzekał. Zamówiłam pokój z half-boardem żeby się nie chrzanić z łażeniem po knajpach wieczorem i z zakupami na śniadanie. Pokój z h-b kosztował od osoby 46 euro. Drogo, niedrogo? Ja oceniam że inaczej nie byłoby sensu bo: - mieszkałam na stoku - rano schodziłam na gotowe śniadanko (oczywiscie śniadanie mocno rozszerzone) a potem na nartki - pierwszego dnia zjechaliśmy na nartach prosto do kasy skipassowej - w trakcie dnia można było sobie podjechać do domku jakby jakaś awaryjna potrzeba zaistniała - mnie akurat raz tak zamarzły palce u rąk że inaczej się nie dało - po nartach brałam gorący prysznic i schodziłam na obiadek składajacy się z zupy, drugiego dania i deseru i byłam najedzona po uszy - w cenie była codzienna sauna z której nigdy nie skorzystaliśmy, ale jak ktoś lubi to mógłby pójść. Podsumowując - jakby się upierać to mogłabym nie ruszać autka przez cały tydzień i niczego by mi nie brakowało bo wszystko miałam na miejscu. Naprzeciwko gasthofu był mały domek w którym była suszarnia butów i składzik nart. Dużą wygodą było to że gasthof, pokój i składzik na narty były otwierane jedną kartą co na nartach jest wygodniejsze niż klucze. Jezdziliśmy generalnie w Katschbergu (Tschanek i Aineck) ale na jeden dzień pojechalismy też do TH. Oba ośrodki są dość kameralne i dla osób które nosi żeby zobaczyć cos nowego to po 3 dniach będzie się tam nudziło. Nam się nie nudziło bo pogoda dodawała adrenaliny. Generalnie gorszej pogody to ja nigdy nie miałam na nartach - niby było słońce ale było -15 do -22 i potwornie silny wiatr, zmiatający pył śniegu z tras który lądował niczym igiełki w mojej twarzy... Drugiego dnia kupiliśmy maseczki - przynajmniej kłucia nie było czuć, ale zimno i tak było i palce u rąk i nóg zamarzały. Trasy były zmrożone choć tylko gdzieniegdzie był żywy lód ale przygotowane były super, codziennie z balkonu mieliśmy widok na zaiwaniające ratraki Trasy są w większosci przypadków szerokie i akurat jak my byliśmy to były puściutkie. Trochę więcej ludzi można było spotkać w okolicy knajp a tak to bywało ze po horyzont krzesełka czy orczyki były puste. To skoro jestem przy wyciągach to muszę wspomnieć, że najfajniejsze trasy niestety są obsługiwane przez orczyki, a na niektórych krzesłach brakowało mi (bardzo) zamykanych kapsuł-osłonek przed wiatrem... Przez wiatr niestety czarna trasa 11a z Ainecku była ciągle zamknieta i pokryta murawą - wiatr hulał i zwiewał cały śnieg... widać było że sprawa jest przegrana - chłopaki nawet tam śnieg rozwozili ale po 3 dniu dali sobie spokój. Krzesło na Aineck - 3 osobowe bez osłonki - to najgorszy wyciąg jakim jechałam w życiu i głównie dlatego ze dość długo się jechało i to w pełnym wietrze - tam niestety jest odsłonięta przestrzeń - tragedia. Jak już wjechalismy na Aineck to się zaczęliśmy zastanawiać czy to aby nie jest przypadkiem biegun polarny. Wszystko było białe albo oszronione a sople nie zwisały tylko rosły w bok - zgodnie z kierunkiem wiatru. Trasa A1 jest chyba najfajniejszą trasą tego wyjazdu. Długa (6km), szeroka, pusta i pięknie położona w lesie. Warto było się przemęczyc tym krzesłem na Aineck żeby zrobić tą trasę. Niestety codziennie nie mogliśmy jezdzić tam bo krzesło na Aineck było czasami nieczynne (wiaterek). Połączenie Ainecku z Tschanekiem mogłoby być lepiej dopracowane ale i tak dało się w obie strony przemieścić bez zdejmowania nart. Co do TH to ten ośrodek mi się bardziej podobał bo nie było wiatru:D i niemalże wszystkie trasy są położone w lesie a ja uwielbiam takie trasy. O godzinie 14:30 był jeszcze sztruksik na trasie 20, 21 i 35 - to były najfajniejsze trasy jak dla mnie. Jednak odnośnie mieszkania to zdecydowanie bardziej podoba mi się Katschberg niż TH bo TH to... raczej osada niż miasteczko i wieczorem nie ma zupełnie się gdzie ruszyć na spacer. W Katschi też pole manewru jest ograniczone ale są jakieś bary apres ski i można się przejść miasteczkiem na spacer. Ośrodki są kameralne, jak ja byłam to było pusto, cicho, bez zjazdów stadnych i to było ogromną zaletą. Brakowało mi jedyniem jakiejs bazy zakupowej - był jeden kaufhaus przy hotelu, niby wszystko w nim było a zarazem nic w nim nie było. Taki wybryk natury:confused: Miało być w skrócie a wyszło jak zawsze:rolleyes: Było super i pewnie pojechałabym tam jeszcze kiedyś (z małymi dziećmi na przykład jak już się ich dorobię) gdyby nie ten wiatr i temperatura. Nie sądziłam że te dwa czynniki potrafią tak popsuć człowiekowi humor;) Aha... w drodze powrotnej w ogóle nie mieliśmy spryskiwacza - od Katschi do Wwy.13 punktów
-
Witam, Chciałbym sie z Wami podzielic moim dzisiejszym przezyciem w Szczyrku na Julianach. Bylismy swiatkami jak starszy mezczyzna dostal najprawdopodobniej zawalu na stoku (z zanikim oddechu i akcji serca). Swiadkowie wsrod ktorych byli lekarze zaczeli reanimacje tego mezczyzny. Natomist Panowie z GOPRu, ktorych od samego rana widzialem na trasach szusujacych rekreacyjnie byli zupelnie nieosiagalni. Numer GOPRU to porazka, trzeba czekac klika minut zanim po automatycznym komunikacie ktos sie odezwie. GOPR dojechal pozniej niz ratownicy z karetki. Zupelnie nie wiedzieli co robic. Nie potrafili nawet zaladowac chorego na topogan. Ratownikom z karetki udalo sie w koncu wznowic akcje serca (po defiblyracji) i przetransportowali go na parking do karetki. Tu znowu panowie z GOPRu sie nie popisali Wazniejsze dla nich byly ich narty niz transport chorego. Do tego stopnia ze poprosili kogos z rodziny chorego zeby pchal topogan bo oni musieli niesc swoje narty. Panowie z GOPRU (raczej starsza kadra) sprawiali wrazenie jakby przyjechali do Szczyrku zeby sobie fajnie pojezdzic bez kolejek przy pieknej pogodzie. Widac, ze nasz slawny GOPR nadaje sie tylko do swozenia ludzi ze skreconymi nogami w kolanie i ewentualnej pomocy w zaladowaniu do prywanego auta na parkinu, czego tez dzis bylem swiadkiem pod Golgota. Strach pomyslec, ze kiedys mozna potrzebowac pomocy od tych ludzi. Mam porownanie z ratownikami w Alpach, poniewaz rowniez bylem tam swiadkiem akcji dwukrotnie. Nigdy na stoku nie widzialem ratownika jezdzacego sobie na nartach, ale za to do rannego dojezdzaj w kilka minut. Oczywiscie nastepny jest helikopter. Pozdrawiam, PS Jezeli ktos wie jak zakonczyla sie historia tego Pana to prosze i informacje.4 punkty
-
wisła- narty Moje trzy grosze.Dopiero krótko jeżdżę .Trzeci sezon,ale z prawdziwego zdarzenia to pierwszy. Sześć dni nartowania we Włoszech w dniach 10-19. 12. 2010 to najatrakcyjniejszy wyjazd w moim przydługawym już życiu. W Beskidach byłem trzy razy w tym sezonie: Nowa Osada, Soszów i Czantoria. Muszę stwierdzić ,ze ośrodki są przygotowane lepiej niż w zeszłym roku (bylem tylko 5 razy). Mimo małych opadów dobrze naśnieżone, mniej lodu i cały czas jak pozwala temperatura śnieżą. Do południa sobie fajnie pojeździłem nawet na Czantorii. Oczywiście nie chcę porównywać do tego co zastałem np. w Cervinii (dolina Aosty) . Mogę tylko stwierdzić,że w Wiśle i Ustroniu jest coraz lepiej. Nie byłem na Cieńkowie bo mi odradzono. Tam podobno zaniedbali naśnieżanie i jest kiepsko:lód i muldy. Drożyzna wszędzie jest straszna i dlatego ograniczam ilość zjazdów a w plecaku wożę kanapki, termos z kawa,czekoladę , no i buty zimowe . Taki wielbłąd na stoku.Nic tam nie kupuję a na zjazdy przeznaczam 50-60 zł.No i tak mi się podoba ten sport . Niestety kolana już nie te co młodszych narciarzy . Teraz mam szlaban a może już przymusowy koniec sezonu.Nie ma poprawy w sprawnym chodzeniu od czterech dni:mad:Oglądałem prognozy pogody dla południowej Polski na stronie brytyjskiej. Niezbyt dobre bo do 02 lutego mroźne noce (do -17)potem cieplej a od 06 luty to już w dzień plus 5-9 stopni. Bez opadów lub bardzo słabe:mad:To może być koniec sezonu 2010/2011 a dla mnie pocieszenie ,że niewiele straciłem:)3 punkty
-
Dziękuję za dobre słowa Wszystkim dziękuję za miłe przyjęcie. Jankowi dziękuję ponadto za krzepiący przykład udanego późnego debiutu. Istotnie na nartach można jeździć długie lata. Pamiętam, jak w zeszłym roku podziwiałem z perspektywy krzesła pewnego narciarza. Mknął jak szatan pięknymi krótkimi, ciętymi skrętami. Sądzę, że nie wyglądałby źle nawet przy moich/naszych internetowych idolach - Haraldzie Harbie czy Klausie Mairze. Żałowałem, że nie mam przy sobie żadnego sprzętu, którym mógłbym go sfilmować. Traf chciał, że chwilę później jechaliśmy w górę na tej samej kanapie. Poznałem owego dżentelmena po wdzianku, kasku i nartach. Najbardziej zaskakujący był jego wiek - ogorzałe lico i zadzierżysty szpakowaty wąs rotmistrza wskazywały na oko +- 60. Wzruszony załkałem zatem, wygłaszając coś w rodzaju egzaltowanej laudacji na jego cześć. On zaś uśmiechnął się pod rotmistrzowskim wąsem i odparł skromnie, że owszem jakoś jeździ, ale jego brat, który na krakowskim AWF napisał doktorat o narciarstwie, to dopiero zasuwa! - Nauczyć się prawidłowo jeździć, a potem to już kiedy się da i gdzie się da, a najlepiej w Dolomitach - poradził mistrz, a chwilę później pomknął jak strzała. Westchnąłem rozmarzony, widząc już siebie pod lazurowym niebem zjeżdżającego z jakiejś Marmolady, ścigającego się z alpejskim wiatrem. Kto wie, może na 40 urodziny (raptem za dwa lata), które akurat wypadają w marcu, zrobię sobie mały prezent i przebiegle zmyliwszy pogonie, wyruszę w kierunku wskazanym przez mojego mentora. Pozdrawiam.2 punkty
-
WZF na Stożku. Ferie to czas mojej "hibernacji narciarskiej" i zazwyczaj nie jeżdżę,lub z rzadka.Ale kiedy Marboru dał znać,że będzie w okolicy,oczywistą oczywistością był koniec snu zimowego.Niestety pierwsze wieści nie zachęcały,w "topowych" ośrodkach we Wiśle sporo ludzi,kolejki i szybko rosnące muldy.Po konsultacjach wybór padł na Stożek. Chciałem być jednym z pierwszych na stoku,więc wstałem bardzo wcześniej.Drogi czarne aż do samej Wisły i w niej samej,później po skręcie na Stożek coraz więcej śniegu,a ostatni kilometr to już jazda po śniegu i lodzie,ale bez problemu docieram na najwyższy parking dostępny dla wszystkich.Samochodów może 5... Ponieważ nie było sań ani żadnego busika czy jeepa,poszedłem pieszo ostatnie kilkaset metrów,taka rozgrzewka,kiedy jest -14st.,się przydaje. Kiedy docieram na miejsce,krzesełko jeszcze stoi,więc robię kilka fotek,bo aura przepiękna!Zakupuję karnet do 13-ej i jazda na krzesełko!Wypatrzyłem Marboru,ale właśnie siadał na krzesełko i mi zwiał. A widoczki były takie: Po pierwszym zjeździe postanawiam zaczekać na górze i tu bez trudu się poznajemy.Stopniowo poznaję też resztę ekipy. Jeździmy po wszystkich trasach,również tej... zamkniętej!Strasznie mało ludzi,może ze 20 by do 10-ej naliczył! Na pierwszy ogień czerwona - przygotowana zupełnie przyzwoicie,z czasem tylko gródek lodowych przybywa i oblodzeń,które psują nieco obraz.Ale widać,że ośrodki jeszcze "leczą rany" po niedawnej odwilży.Następnie czarna - jak dla mnie zdecydowanie lepiej,więc tu kieruję się najczęściej.Co ciekawe,mimo upływu czasu,ciągle nie ma muld czy nadmiernych oblodzeń,ciągle jeździ się fajnie i bez kolejek,tylko na wypłaszczeniu zbierają się niewielkie minerały i robi się brązowo: W końcu postanawiamy przetestować niebieską,która jest... zamknięta.Mimo to jeździ tam nie mało wiela luda.O dziwo jest nieźle!Jest parę gorszych miejsc,ale bez problemów.Dopiero ostatni jej odcinek jest bardziej zmineralizowany i tu zdecydowanie odradzam!A wygląda to tak: Więcej jednak tam nie jedziemy,nadal puczymy czarną i czerwoną,z przewagą na tą pierwszą.Jest godzina ok. 12.30,ciągle jazda bez kolejek ale mamy dość,po ok 20 zjazdach nogi siadają!Razem z Marboru chcemy do baru! Pojawia się najstarszy uczestnik wyprawy(celowo nie zdradzam imienia) i... "przecież jest dopiero wpół do trzynastej,jeździmy!" Mimo wszystko ruszamy do szklanego baru.Zamówiłem gulasz,był na prawdę smaczny!Jak najbardziej mogę polecić! Tak przy okazji nie wyobrażam sobie lepszego napoju na rozgrzanie jak grzane wino!!!To tak w temacie alkoholu na stoku. Ogólnie było fajnie,chyba polubiłem to miejsce.Jazda do ostatniej chwili,jak piszą na swojej stronie,bez kolejek!!! Na koniec tradycyjna zagadka;kto jest kto * : * - nie dotyczy Marboru Marboru,dzięki za miłe towarzystwo!!! Pozdrówka dla całej ekipy!!!2 punkty
-
No i zarejestrowałem się. Ukłony dla forumowiczów. Narciarz ze mnie żaden. W zeszłym roku, przymuszony przez własne dzieci zażyłem lekcji u genialnego instruktora Jędrka. Geniusz jego polega nie tylko na umiejętności przekazywania wiedzy, ale również budowaniu, że tak powiem, morale. Dzięki niemu przełamałem wewnętrzne opory i nauczyłem się w miarę bezpiecznie dla siebie, a przede wszystkim dla innych transportować z góry na dół. Prawdę powiedziawszy, najważniejszym powodem, dla którego zdecydowałem się przypiąć narty, była konieczność podsadzania mojej najmłodszej latorośli na krzesło wyciągu. Jednak owa potrzeba chwili sprawiła, że oto niespodziewanie okazało się, iż jazda (słowa tego użyłem nieco na wyrost:)) na nartach sprawia mi sporą przyjemność. Debiut na stoku był trudny. Po trzech dniach spędzonych na ćwiczeniach na oślej łączce, kiedy już wydawało mi się, że dam sobie radę na tej większej górce, okazało się, że rzeczywistość jest nieco bardziej skomplikowana. Po serii widowiskowych upadków (tata, żyjesz? odezwij się) sponiewierany zlazłem na dół na piechotę z nartami w garści. Po tym upokorzeniu urągającemu godności człowieka i obywatela chciałem już cisnąć narty w kąt, mówiąc sobie w duchu: coś dla ciebie koziołeczku ta zabawa nie jest zdrowa. Jednak mój najmłodszy synal (podówczas siedmiolatek) ponownie zaczął się domagać podsadzania go na to przeklęte krzesło. Chcąc nie chcąc musiałem więc wrócić na stok. Wreszcie udało mi się jakoś zjechać bez wywinięcia orła, co prawda zatrzymując się co i raz, by złapać oddech oraz roztropnie rozeznać się w sytuacji. Potem było już jednak coraz lepiej. Zacząłem zjeżdżać z jednym jeno przystankiem (przed ostatnim stromym odcinkiem, celem uspokojenia skołatanych nerwów i upewnienia się, że na drodze nie napotkam leżących pokotem dzieci), aż wreszcie któregoś razu zjechałem ciurkiem. No i jakoś poszło. Jeździłem coraz pewniej i szybciej. Coś tam nawet zacząłem próbować wycinać. I kiedy już wydawało mi się, że za chwilę zacznę jeździć jak jakiś Klaus Mair bez mała , całkiem znienacka skończyły się ferie... Ale, rok minął jak z bicza strzelił i za chwilę znów jadę z trójką małoletnich narciarzy w góry. Tym razem cieszę się na ten wyjazd, bo po raz pierwszy wybieram się tam z zamiarem jeżdżenia, nie zaś sterczenia na dole jak gwizdek i czekania, aż się małolaty zmęczą. Trochę przydługa wyszła mi ta epistoła. Może ją przeczyta taki sam lamus jak ja, który zastanawia się, czy w pewnym wieku warto w ogóle zaczynać zabawę z nartami. Opowiadam zatem: warto. Odwagi! Avanti!1 punkt
-
Nie, widać na zdjęciu zresztą, po założeniu na oczy trzeba je tak... na boki trochę żeby siadły:D i jest ok:)1 punkt
-
Padło dziś na Korbielów konkretnie Pilsko.Jeździłem od 8 do 13.Co tu dużo pisać. Tak jak napisane na stronie tak na miejscu. Odcinek 5 od Hali Miziowej do Szczwiny kiepski, bo lodu sporo miejscami i kamieni (jest ostrzeżenie u góry), jednak jak ktoś ma "umiejętności" to sobie mógł pojeździć. Trasy wyratrakowane pięknie. Ludzi? Mało, jak na weekend i ferie. Z rana bez kolejek, potem od czasu do czasu stanie na max 2 minuty:rolleyes:Pogoda? Alpejska dosłownie :)Fotki z telefonu robione na szybko.Aparat został w aucie na dole. Nikomu się nie chciało po niego zjechać1 punkt
-
Nie potrzebujesz żadnych winiet, czy to po Czechach, czy po Słowacji dotrzesz na Raczę drogami nie płatnymi.1 punkt
-
Po pierwsze na dole pod krzesełkiem (tym w lesie) masz fajną czarną trasę. Po drugie nawet jak wieje, ale od strony Katschberg'u to można spokojnie śmigać po trasach na górze wzdłuż gondolki. Górna stacja gondoli ma ściany z przezroczystego tworzywa o modyfikowanym ustawieniu. Jak z jednej strony wieje to robią wyjście z drugiej i jest miodzio. Są tam trasy czerwone, oraz jeden odcinek czarny który przynajmniej w styczniu był "nie ratrakowany"!!! To było takie małe zaskoczenie - jest trasa, jest tablica że czarna, tylko jak wjedziesz i już nie ma odwrotu to stwierdzasz, że nieco tu głęboko w tym śniegu. No to mnie uspokoiłaś. UFFFFFF Od wczoraj zachodzę w głowę jakim cudem mogłem Wróżki na stoku nie zauważyć!!!!!!!!!!!! Toć to na skrajną ślepotę zakrawa.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Kowal79 tak nie próbowałem ale sądzę że na koniec Hinterglemu to około 4 godz na spokojnie , choć pewnie da się szybciej. a gdzie będziesz mieszkał w końcu? mam sporo mapek itd . jeżeli chcesz to mogę coś Ci wysłać ale bez problemu dostaniesz je tu http://www.saalbach.com/pl/winter/prospekty.html ja wysłałem tylko trochę za późno i przyszły mi prospekty jak już byłem na miejscu ale Ty masz jeszcze kupę czasu.. codziennie na kamerki spoglądam , piękna pogoda.. a kolega od wczoraj na Stubaiu , też piknie tylko mróz... korci żeby jeszcze raz pojechać w tym roku , korci..1 punkt
-
Od strony Margareten nie ma problemu - krzesło biegnie lasem i jest osłoniete przez las. Wadą jest to, że jest dość wolne. Więc jak wieje, to 11a staje się niedostępna (tzn, raz można, ale potem nie wrócisz na górę), ale za to jest wspaniała A1. Teraz podobno otworzyli dodatkową trasę z gondoli. Więc jest co tam robić. Ja żeby uniknąć częstej męczarni na wolnym krześle, lubię górny orczyk, który daje najlepszą efektywność jazdy1 punkt
-
11a może być niedostępna z tego powodu, że Aineck to pojedyncza góra w okolicy, nieosłonieta żadnym pasmem i często tam wieje. A wówczas jedyne krzesło z Katchberga na Aineck może być wyłączone i Aineck z 11a jest niedostępny. Nawet to że Aineck jest dostępny z drugiej strony dzięki gondoli nie rozwiązuje tematu, bo przy nieczynnym krześle od strony Katchberga zjazd 11a oznacza, że nie ma czym wrócić na szczyt. Samochodem dookoła to jest kilkanaśćie km Nie obawiaj się 11a będzie czynna, jedynie może być problem wiatru na Ainecku1 punkt
-
Ostatnio:confused: Środkowy odcinek Gletscherbusa na TUXie to działa tam już od parunastu lat, czyli był wybudowany w ubiegłym wieku, tak że żadna to nowość, a i nie można tego zakwalifikować do konstrukcji rzadko spotykanych bo jest tego trochę: Soelden, Ischgl, St. Anton... Wiesz:rolleyes:, To ja chyba bywam w innej Austrii niż Ty, bo widuję całą masę 2 os starych krzesełek i to w takich miejscach że aż się prosi o wymianę bo tworzą 'wąskie gardło" ośrodka, a takich ośrodków które nie mają takiego problemu, lub kilku problemów w postaci starego wolnego krzesła to jest dosłownie garstka. Mało tego - można nawet jeszcze napotkać 1 os krzesła i to na chodzie:rolleyes:1 punkt
-
1 punkt
-
Trasa przy wyciągu fajna, szeroka i nie jest płaska, ale za to dość krótka. Trasa tzw dookoła płaska i lipna. Super miejsce do nauki oraz jeżdżenia z dziećmi.1 punkt
-
Pogoda faktycznie nas nie rozpieszczała, ale prawie zawsze można znaleźć odpowiednie miejsce do śmigania. 11'tego śmigałem nieco po 3, a potem kiedy się mocniej ją zamgliło przeniosłem się na 6. Nie było jeszcze najgorzej choć nie zawsze wiedziałem po czym jadę. Kolejne dni to przeplatanka pogodowa, ale kiedy wiało na szczycie, śmigaliśmy wzdłuż gondoli na Ainecku - mało ludzi, widoczność dobra - na co tu narzekać. A jak słoneczko przygrzało kolejnego dnia to przenieśliśmy się na 11a (była czynna i dobrze przygotowana!!!) - no tego dnia to już było bosko. Potem jednego dnia to nawet deszcz nam jazdę obrzydził (poddałem się, jeżdżę dla przyjemności nie z musu), ale w sobotę 15 do południa (bo potem był transfer w Dolomity) śmigaliśmy w słoneczku po czarnej 21. Ja tam nie narzekam - nie było źle.1 punkt
-
No ale takiego sznyta to tępą nartą nie zrobisz:cool:, czyli nie chwaląc się coś tam jednak umiem;)1 punkt
-
Gogle POC Iris Comp No więc jestem posiadaczem Gogli POC Iris Comp i choć na razie zbyt wiele okazji do testów nie było to mogę już powiedzieć że jestem szczęśliwym posiadaczem tych gogli:). Ten model gogli jak wiadomo wyposażony jest w 3 wymienne pojedyncze szyby: niebieską żółtą neutralną Wymiana nie jest skomplikowana, choć jednak trzeba poświęcić na to kilka minut i nie jest to czynność którą można zrobić jadąc krzesełkiem czy gondolką, ale w barze już i owszem. Do wymiany szyby najlepiej wyposażyć się w cienkie materiałowe rękawiczki to uchroni szybkę od upalcowania. Obudowa gogli jest bardzo elastyczna co czyni je odpornymi na uszkodzenie/zniszczenie. Używam je w komplecie z kaskiem Carrera i przyznam że znakomicie się integrują z tym kaskiem, a rozwiązanie techniczne na gumie w postaci pokrycia sylikonem wewnętrznej jej strony działa również pomimo iż kask jest innego producenta. Jak na razie miałem okazję jeździć z szybą niebieską i neutralną. Niebieska szyba znakomicie zdaje egzamin w warunkach ograniczonej widoczności(zamglenie, utrata kontrastu). W takich warunkach super wyostrza obraz i uwidacznia nawet niewielkie nierówności na stoku. Natomiast w jeździe pod słońce jak dla mnie jest zbyt przepuszczalna i jestem oślepiany przez słońce. Szybę neutralną(bezbarwną) testowałem podczas jazdy przy sztucznym oświetleniu. Co tu dużo mówić po prostu rewelacja, nareszcie widzę podczas jazdy na oświetlonych stokach. Dodam że było to na stoku gdzie mówiąc delikatnie oświetlenie nie jest z najwyższej półki. Jak wspomniałem na początku szyby są pojedyncze. Obawiałem się tego trochę i jeszcze za wcześnie żeby wystawiać w tej kwestii pozytywne oceny, ale ani razu mnie jak na razie nie zawiodły, nie zaobserwowałem żadnego parowana. Ciekawostką jest jeszcze oprócz standardowego pokrowca typu worek, dodatkowy pokrowiec z gumką który naciąga się na korpus gogli. Można tego używać jako zabezpieczenie przed uszkodzeniem szyby gdy gogle są założone na kasku, lub podczas opadów śniegu np. jadąc krzesełkiem żeby nam nie zanieczyściło szyby. Ciąg dalszy testów nastąpi....1 punkt
-
Kocham Cię POLSKO:o Może doczekam takich czasów ,że Heniu wraz z kolegami po wspaniałym dniu na nartach zamiast powiedzieć "aleśmy kur.a wydymali tych frajerów" dojdą do konkluzji: "ale z nas ku..a buraki''.1 punkt
-
Wezwanie do wypełnienia obiecanych czynności A przepraszam, Po którym weekendzie? Majowym może co:rolleyes:1 punkt
-
Bardzo ciekawy wątek. Też się nad tym zastanawiałem ile może kosztować np taki wyciąg na Cieńkowie. Zastanawiałem się nad tym i z ciekawości policzyłem dzienne obroty takiej kasy przy wyciągu. Przepustowość wyciągu 2000osób/h Przyjęta faktyczna ilość ludzi na godzinę ujmując cały tydzień wekendy i dni pracy : 800osób na godzinę i 500osób popołudniu Karnet 8-14 - 60zł Karnet 14-21 - 50zł Myślę że śmiało można liczyć 800x60zł+500x50zł=48000+25000=73000 PLNów:eek: Idąc za ciosem w domu już próbowałem sobie policzyć koszty obciążeń Koszty obciążęń Wyciąg energia przyjmuję 0,35zł/kW (myślę że zawyżone): 250kW/h x 13h = 3250kWx 0,35zł = 1140zł Konserwacja 300zł/dzień Ratrak - niech spala 50l ON na 1h pracy pracuje ok. 4godzin to daje 50 l x 5zł/l x 4h= 1000 zł Konserwacja 20zł/dzień Armatki śnieżne stok 1000m długości 6 armatek które pracują po 6 godzin, pobór mocy 16kW/h, pobór wody 380l/min http://dziegielow.pl/361,armatka-sniezna-demac-tris.html to daje 36x 16 x0,35+ 36x0,380 x 60 x 6zł/m3= 202zł+4925zł=4130zł Konserwacja 50zł/dzień Konserwacja czytnika ski pasów 50zł/dzień Amortyzacja i inne koszty napraw i UDT wyciągu, ratraka, armatek i czytników myślę że 2000zł/dzień to już chyba przesadziłem ale nie jestem tutaj specjalistą więc tyle pozostawiam Obsługa: kasa 2 osoby, parking 2 osoby, wyciąg dół 2 osoby, wyciąg góra 1 osoba, ratrak 1 osoba, armatki 2 osoby to daje 10 osób x 20zł/h x 13h= 2600zł Parking odśnieżanie = 200zł/dzień Kontenerowe sanitariaty 1 szt wraz z wodą i energią 150zł/dzień Inne koszty 1000zł Podsumowując koszty obciążeń: 1140+300+1000+20+4130+50+50+2000+2600+200+150+1000=12640PLNów Dzienny zysk???!!!:eek: 73000-12640=60360 PLNów Zwracam uwagę że nie poruszam tutaj żadnej infrastruktury typu, knajpa, wypożyczalnia itp. uważam że w przypadku tego samego właściciela tylko tą kwotę podwyższać. Bo co drugi narciarz wyda tam swoje 5 zł ilość narciarzy (800 + 500) no i parking jest tu darmowy:D Minimalna ilośc narciarzy w ciągu dnia to 210 bo przy tylu pokrywa się kwota obciążeń.:eek: Idąc dalej zakładam że w sezonie jest tylko takich dni 50 50 x 60360zł=3.018.000 zł :eek: Jeśli inwestycja jest warta 10.000.000 zł to wychodzi na to że zwraca się po 3-4 latach. Koszty bez dzierżawy gruntu pod stok, który może przedłużyć ten okres o jakiś rok, no jeszcze ratrak i armatki ale to może wydłużyc okres o około pół sezonu. Czy gdzieś popełniłem błąd?? Jeśli nie to jest to bardzo dochodowy interes i trudno zrozumieć tak często przez wszystkich opisywany Szczyrk. Co sądzicie na ten temat?? Może to przenieść na osobny wątek??1 punkt







