Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. mihumor

    mihumor

    VIP


    • Punkty

      14

    • Liczba zawartości

      3 592


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      16 751


  3. nord100

    nord100

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      29


  4. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      7 223


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 25.03.2011 w Odpowiedzi

  1. Pesymista Szczyrk to chyba na obecną chwilę najlepsze miejsce w Polsce do zrobienia prawdziwej stacji narciarskiej. Mała namiastka Alp. Z Małego Skrzycznego 1210m npm. trasa zjazdowa ma 3,5km. do tego bardzo dużo urozmaiconych pod względem trudności tras. Jak czytam, że pan Rychter szczypie się o 2 mln to podzielam Waszą opinię ,że nic z tego nie wypali. Żeby zrobić z Czyrnej-Solisko naprawdę dobrej klasy ośrodek trzeba co najmniej z 300 mln zł zainwestować i do tego potrzeba naprawdę porządnych inwestorów takich jak na Izerski Stóg czy Zieleniec. Czytałem w prasie wypowiedź Richtera,że jeżeli to kupi to ta ich spółka to będą chcieli zrobić naśnieżanie. Czyli stary złom pozostanie jeszcze na długo. Jak to tak będzie wyglądać to panu Richterowi życia braknie niż postawi tam jakąś kanapę. A tam trzeba z osiem kanap i przynajmniej jedną gondolę na sam szczyt. i w sezonie letnim też by zarabiali. Szkoda,że taka góra o takim potencjale znowu pójdzie w zapomnienie. Przemawia na nie korzyść jeszcze to ,że Rychter jest dość wiekowy z innej epoki. Natomiast teraz trzeba innego myślenia nowoczesnego, na tej górze można inwestować każde pieniądze w ciemno, bez obawy, że się nie zwrócą i to dość szybko.
    3 punkty
  2. InnerkremsNiedziela wita nas bezchurnym niebem, słońcem i lekkim mrozem - jest idealnie. Jedziemy do Innerkrems. Podjazd lekko podnoszącą sie do góry doliną na wąską, łagodną przełączkę na wysokość prawie 1600 m npm, tu mały parking plus parking płatny betonowy, przed dziewiąta jest tylko kilka aut. Z przełęczy startują dwa krzesła, szybkie 4 osobowe, wypinane, wznoszące nas 600 m do góry i obsługujące trasy o północnym nachyleniu; drugie, stare i wolne 2 osobowe wjeźdżające na stok południowy na wysokość około 2 tys m, tu na górze można jeździc na fajnej,szybkiej, niebieskiej trasie przy orczyku - 1900-2200 m npm, ten orczyk otwiera też możliwość do fajnej jazdy pozatrasowej po bardzo rozległym zboczu- z czego skorzystałem dzięki opadowi śniegu dwa dni wcześniej:). Ta jazda na górze była bardzo fajna, zimowe warunki i słońce, niżej na południowym stoku było już jednak słabiej i zjazd długa czerwoną trasa na przełęcz od połowy już po mokrym.My głównie jednak jeździliśmy na trasach przy szybkim krześle gdzie do konca trasy były twarde a warunki śniegowe zimowe. Na początku było naprawdę bardzo twardo a trasy przygotowane nierówno i niedbale, jak na Austrie to słabo. Krzesło wwozi na szczyt góry i można zjeżdżać dwoma czerwonymi trasami na dwie strony, obie są bardzo zróżnicowane, z miejscami trudnymi (bardzo stromo) i wypłaszczeniami, jazda bardzo urozmaicona, trasy są powariantowane a jazdę w dolnych partiach urozmaicić można dzieki orczykom. Ludzi ilości umiarkowane a od 13 tej to już zupełnie pusto, przed 16tą to juz chyba tylko ja tam jeździłem:D. To był fantastyczny dzien, pogoda, warunki, urozmaicona jazda, jazda na trzech parach nart na zmianę i kameralna atmosfera - bardzo fajne miejsce.Zdjęcia pokazujące ośrodek dodam wieczorem - będą słoneczne i ładniutkie :-)Tu mapka ośrodkahttp://www.innerkrems.at/panoramen.htmlhttp://www.skionline.pl/forum/attachment.php?attachmentid=2328&stc=1&d=1301093643
    3 punkty
  3. Puch pod kontrolą: jak szusować poza trasami - Tylko się nie przewracajcie - radzi nasz przewodnik, a my z przerażeniem patrzymy na stromy żleb przed nami. Przez pięć dni na lodowcu Stubai uczyliśmy się, jak ujarzmić głęboki śnieg i poradzić sobie w niemal każdym terenie. Po raz pierwszy uciekamy z ubitego stoku na wysokości 3150 m, przy najwyżej wetkniętej w skałę restauracji w Austrii - Jochdohle. Trawersujemy pojedynczo (by nacisk na stok nie był zbyt duży) szerokie pole śnieżne. Choć miejsce położone jest tuż przy jednej z dość zatłoczonych tras narciarskich - Gaisskarferner - już po przejechaniu kilkunastu metrów, atmosfera zmienia się nie do poznania. Robi się pusto, cicho, a wokół widać tylko ośnieżone formacje skalne. Stajemy na niewielkiej przełęczy. Przed nami prezentują się dumnie tyrolskie trzytysięczniki: Stubaier Wildspitze (3340 m), Daunkogel (3330 m), w oddali Warenkaseitenspitz (3345 m). Najbliżej nas, po lewej stronie wyrasta Schussgrubenkogl (3211 m). Przez pięć dni będziemy omijać uklepane ratrakiem stoki i trenować jazdę w głębokim śniegu. Czas zmienić nawyki Choć niektórzy narzekają, że na lodowcu Stubai miejsc do uprawiania narciarstwa freeridowego jest niewiele, my na monotonię nie narzekaliśmy. Mimo intensywnej jazdy, ani razu nie trafiliśmy w to samo miejsce. Przy pierwszym zjeździe, ciężko przestawić się z cięcia krawędziami po stoku prostym jak blat, na jazdę w śniegu, w którym narty bezlitośnie grzęzną. Zbyszek, nasz przewodnik, przed pierwszymi skrętami nie tłumaczy zbyt wiele - chce sprawdzić, jak sobie poradzimy. Zaznacza jednak, żeby cały czas trzymać ciężar ciała z przodu, a skręt inicjować rotacją całego tułowia. Potem wykonuje kilka płynnych skrętów i już jest kilkadziesiąt metrów poniżej naszej 6-osobowej grupy. E tam! Wygląda banalnie. W praktyce okazuje się jednak trochę trudniejsze... Na tej krótkiej trasie prawie każdy zalicza mniej lub bardziej efektowny upadek. Zjeżdżamy do stacji Schaufelnieder krótkimi odcinkami. Powoli przyzwyczajamy się do zmiennego, głębokiego śniegu. Trudno, trzeba na chwilę zapomnieć o świętych prawach rządzących carvingiem i wrócić do niektórych nawyków, tępionych przez instruktorów na ubitych stokach. Staram się więc rotować przy skręcie całym ciałem, tak jak pokazuje nam Zbyszek. - Skręt zaczynamy głową, za nią idą ramiona, a na końcu nogi - tłumaczy. Faktycznie, gdy kilka razy udaje mi się wykorzystać ten, zapomniany nieco impuls skrętny okazuje się, że taki ruch ma sens. Ciężko jednak odzwyczaić się od zasady ''tułów zostaje w linii spadku stoku, a w skręcie pracują nogi''. Trzeba też zapomnieć o przykazaniu: ''obciążaj mocnej dolną nartę'' i stanąć równomiernie na obu. Po dwóch zjazdach jesteśmy tak wypompowani, jakbyśmy zjechali kilka razy z najdłuższej, 10-kilometrowej trasy. Po krótkiej przerwie w Jochdohle ruszamy dalej. Najpierw kilka zjazdów na ubitym stoku, gdzie ćwiczymy wszystko, co przyda się poza trasą, czyli rotację, równe obciążenie nart i wbicie kijka w skręcie. Różni się ono nieco od tego, stosowanego na ubitej trasie. Tam wbicie kijka jest symboliczne i ma jedynie wymusić na narciarzu wyjście w górę, które odciąży narty w skręcie. W stromym żlebie mocne wybicie się na kijku, to czasem jedyna możliwość zmiany kierunku jazdy, o czym przekonamy się niedługo. W tym celu wielokrotnie ćwiczymy też skręt z obskokiem. Wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. Do śniegu przyklejone zostają tylko dzioby. Na równej trasie łatwizna. Schody zaczną się w terenie... Śnieg, jaki jest, nie zawsze widać Przez kolejne dwa dni zaglądamy chyba w każdy zakątek lodowca Stubai. Oprócz krótkiej wycieczki na przełęcz pod trzytysięcznikiem Daunkopf, poruszamy się za pomocą wyciągów, mimo, że mamy na sobie narty skiturowe. Dzięki temu możemy maksymalnie wykorzystać czas na zjazdy. Lodowiec Stubai ma jedną ogromną zaletę. Choć cały poprzecinany jest linami wyciągów, to wystarczy odjechać zaledwie kilkanaście metrów od któregoś z nich, by trafić na piękne, nietknięte pole śniegu. Tu właśnie nieoceniona jest rola doświadczonego przewodnika. Zbyszek (przewodnik wysokogórski IVBV, właściciel szkoły narciarsko-wspinaczkowej w Niemczech) zna Stubai jak własną kieszeń. Niejednokrotnie prowadzi nas wąskimi śnieżnymi przesmykami między polem kamieni. I gdy już wydaje się, że za chwilę trzeba będzie zdjąć narty, zapakować je na plecak i iść pieszo, zza skał wyłania się szeroki stok z nietkniętym puchem. Do śniegu niestety mamy mało szczęścia. Od dawna nic nie dosypało, a warstwa zalegająca w żlebach zdążyła już przejść cały szereg zmian pod wpływem słońca, wiatru i zmiennych temperatur. Nieopodal jednej z tras prowadzących do schroniska Dresdner Hütte natrafiamy na zachęcające pole śnieżne. Wygląda pięknie. Jest szeroko, malowniczo, śnieg mieni się w słońcu. Ruszamy. Szybko okazuje się, że o zostawianiu za sobą piuropusza dziewiczego puchu możemy zapomnieć. Jazda bardziej przypomina brnięcie w gęstym budyniu. Tu nie pomoże ani rotacja, ani kijek. Trzeba mieć sporo pary w nogach, by manewrować w tej brei. - Puch oporowy - komentuje na dole Zbyszek. Niestety, szybko okaże się, że z ''puchem oporowym'' dobrze się podczas tego kursu zaznajomimy. Ze schroniska ruszamy na dół. Do samego parkingu prowadzi 10-kilometrowa trasa Wilde Grub'n, ale Zbyszek ma inną drogę. Zjeżdżamy z drugiej strony, wzdłuż trasy gondoli. Tu śnieg nie dość, że oporowy, to jeszcze mocno przewiany, tak, że miejscami tworzą się twarde zlodowaciałe punkty. Dowiadujemy się, jak na oko ocenić śnieg. Wyprasowane, nieco poszarpane fragmenty sugerują, że w takim miejscu śnieg prawdopodobnie będzie twardy i trzeba swoją sylwetką (ugięciem nóg i pochyleniem do przodu) skompensować zmianę terenu. "Oczka" wyżarte w gładkiej powierzchni to z kolei znak, że mamy do czynienia z sypkim śniegiem pod cienką, zmrożoną warstwą. Tu powinno być miękko. Po drodze mijamy ślad sporej lawiny, podmytej przez przepływający pod topniejącym śniegiem strumień. Choć jeżdżąc z zawodowym przewodnikiem czujemy się podświadomie odrobinę zwolnieni z myślenia o zagrożeniu lawinami, to wystarczy jeden taki widok, by wywołać długą dyskusję o bezpieczeństwie w górach. Robi się stromo Jeden z najciekawszych zjazdów czeka na nas po wdrapaniu się pod Daunkopf. Choć podejście nie jest strome i długie, to gdy stajemy na niewielkiej przełęczy i spoglądamy w dół, okazuje się, że tu już tak łatwo nie będzie. Zdejmujemy ze ślizgów foki, łyk herbaty, kostka czekolady i zapinamy narty. Czas zmierzyć się ze stromizną. Najmniej zachęcająco jawi się pierwszy odcinek. Z góry wygląda niepokojąco pionowo i wąsko. Przejechać trzeba lewą stroną, bo tylko tam jest wystarczająco dużo śniegu. Ponieważ z niemal wszystkich stron wąski śnieżny tor otaczają kamienie, przez kilka metrów trzeba puścić narty na krechę. Dopiero potem można zacząć się ratować bocznym ześlizgiem. - Tylko się nie przewracajcie - radzi Zbyszek (upadek na takiej trasie może skończyć się niekontrolowanym zsunięciem się na sam dół). Potem wykonuje dwa zwinne ruchy i macha do nas z dołu. Już wiemy, że wcale nie świadczy to o tym, że jest łatwo. Ruszam na dół. Po chwili najgorsze mam za sobą. Nie było tak źle. Kilka sekund i po strachu. Muszę jeszcze popracować nad promieniem skrętu - zatrzymuję się kilkanaście metrów niżej niż nasz przewodnik, który skręca niemal w miejscu. Dalej stok też nie napawa optymizmem. Śnieg zmieszany z drobnymi skalnymi odłamkami i kamieniami znowu nie pozwoli nam poszaleć - myślę. Ale tym razem pokrywa przyjemnie nas zaskakuje. To, co z góry wyglądało jak gęsta breja, okazuje się bardzo przyjemnym terenem do jazdy. Jest miękko i dość równo. Wykorzystując okazję, że zrobiło się stromo, Zbyszek pokazuje nam, jak pomóc sobie w skręcie kijkami. Dwoma na raz! Brzmi tak samo abstrakcyjnie, jak wygląda, ale dzięki wbiciu przed skrętem kijków z obu stron, łatwiej jest się obrócić. Przypomina to trochę zeskakiwanie ze schodów wspierając się rękami na poręczach po dwóch stronach. Puch, na jaki czekaliśmy Ostatni dzień mamy w całości przeznaczyć na wycieczkę skiturową. Wieczorem dopadało trochę świeżego śniegu, a według prognoz cały dzień ma być pogodny i słoneczny. Wyjeżdżamy do najwyższej stacji (Schaufeljochbahn) pierwszą gondolą i zjeżdżamy 400 metrów do doliny po drugiej stronie lodowca. Tam przyklejamy foki i ruszamy. Cel: Zuckerhütl (3507 m). Niestety, zamiast słońca, niebo pokrywa coraz gęstsza mgła. Idziemy w górę za przewodnikiem, ale im wyżej, tym gorzej określić, gdzie jesteśmy. Z przodu biało, po bokach biało, z tyłu biało. Czasem tylko pojawia się odrobina szarości, gdy podchodzimy wystarczająco blisko jakiejś skalnej ściany. Docieramy do połowy drogi i podejmujemy decyzję o odwrocie. Wejście wyżej, na grań, wymagałoby spięcia się liną i stromego podejścia, a w tych warunkach to zbyt niebezpieczne. Zamiast w górę, ruszamy więc w dół. Zbyszek jedzie, jakby wchodząc zaznaczył sobie drogę kolorowym sznurkiem. My za nim. Błędnik w białej próżni wariuje. Nie wie gdzie góra, a gdzie dół. Zaczyna kołysać. Na szczęście szybko docieramy do miejsca, z którego startowaliśmy. Stąd jeszcze jedno podejście do wyciągu. I, ku naszemu zaskoczeniu, pogoda zmienia się w okamgnieniu. Wychodzi słońce, robi się cieplej. Ostatnie zjazdy dostarczają nam niesamowitej radości. Kilkudniowa walka ze śniegami o różnej konsystencji się opłaciła. Teraz, gdy dopadało trochę białego puchu, narty jadą same. Wreszcie można puścić je szybciej i cieszyć się zostawianym za sobą białym dymem. Jak poradzić sobie poza trasą? - Połowa sukcesu to odpowiednie pochylenie. Środek ciężkości cały czas musi znajdować się z przodu. Zwłaszcza w skręcie warto tego przypilnować. Pozycja powinna być niska - każdy wyprost ciała powoduje, że jesteśmy mniej odporni na niespodziewane przeszkody terenowe. Ćwiczenie: Na łagodnym ubitym stoku wykonaj jeden skręt (w prawo/lewo) z krótkiego najazdu. Wychyl się mocno do przodu i, pomagając sobie kijkiem, wykręć obrót o 360 stopni. - Ciężar ciała powinien być równomiernie rozłożony na obie narty ( 50-50 proc. lub 40-60 proc. z odrobinę większym naciskiem na nartę dolną), dzięki temu pozycja jest stabilna i trudniej o upadek. - Do skrętu (zwłaszcza w stromym terenie) wykorzystujemy rotację - ruch całego tułowia w kierunku zamierzonego skrętu. - W skręcie pomaga energiczne wybicie się na kijku. Dzioby nart muszą jednak cały czas być w kontakcie ze śniegiem. Ćwiczenie: Skręt z obskokiem. Na ubitym stoku wybijamy się na kijku i w skręcie unosimy piętki nart. - W sypkim, głębokim puchu ważna jest rytmiczność skrętów. - Podczas wyprawy poza trasę każdy uczestnik powinien mieć ze sobą podstawowy sprzęt lawinowy - detektor, sondę i łopatę. Koniecznie przed wyjściem trzeba sprawdzić prognozę pogody i informację o zagrożeniu lawinowym. W terenie nie powinniśmy poruszać się w zbyt dużej grupie. Najlepiej, gdy jest z nami przewodnik wysokogórski lub osoba dobrze znająca teren, w który się wybieramy. Autorce...Barbarze Suchy...zazdroszczę pięknej Przygody
    3 punkty
  4. No to się trochę wysiliłem i zebrałem wszystko do... w całość. Jak teraz ktoś nie trafi z Cieszyna na A1 w Austrii to... :eek: Zapraszam do lektury: Jak dojechac w Alpy
    3 punkty
  5. Jako, że sezon ten miałem niefartowny i po nieudanym wyjeździe w Alpy z różnych powodów nie udawało mi sie wyrwać w marcu wciąż w głowie miałem złapanie jeszcze kilku dni jazdy Przeglądajac prognozy można było popaść w depresję aż tu w połowie zeszłego tygodnia przebłysk nadzieji, ze wekend może być niezły. W środę wieczorem szybkie przejście od pomysłu do czynu i w piątek w południe kierunek Karyntia z pomysłem na Katschberg w roli głównej. Piatkowa pogoda poprzez całą droge nie napawała optymizmem, ołowiane chmury i ulewa, dopiero w Styrii nieco zelżało i powiało niewielkim optymizmem. No i okazało się, że słusznym. Pogoda od soboty miała się nieźle a od niedzieli znakomicie, warunki śniegowe również, po prostu było idealnie, jazda przez cztery dni do upadego po pustych i pięknie przygotowanzch trasach na Katschbergu i w Innerkrems. Co prawda we wtorek koło poudnia zaczęło się robi już robić bardzo ciepło i miejscami miękko ale i tak było jeszcze bardzo dobrze. Napiszę coś więcej o warunkach i ośrodkach i wrzucę kilka zdjęć. w każdym razie warunki do jazdy w Alpachy są nadal znakomite i to nie tylko wysoko, do 10-11 dało sie pośmigać wyśmienicie nawet na wysokościach niewiele ponad 1000 m npm i było twardo i szybko. Śniegu niestety za wiele nie ma i cały ten rarytas do zasługa przygotowujących trasy i dbajacych o śnieg. Wyżej, tak ponad 1800 m to śniegu jest jednak sporo, ponad metr i jeszcze długo będzie można jeździć
    2 punkty
  6. Z racji tego,że Szczyrk to skansen,więc na wykendy wybieram Wisłę. Nadciągam ucho co w trawie piszczy, podpytuje. I teraz Was zastrzelę Soszów też planuje drugą kanapę może w tym a jeżeli nie wypali to w drugim roku. Trasa nowej kolei to na tej tylnej najdłuższej trasie chyba niebieskiej gdzie niema naśnieżania długość tak na moje oko z dołu na sam szczyt na pewno ponad kilometr..Oby się jak najprędzej udało,byłby to ośrodek z dwoma kanapami.
    2 punkty
  7. Rzeczywiście chyba jutro trzeba sobie dać spokój - pomyślimy jutro o niedzieli w Zawoi
    2 punkty
  8. Czy ten wątek nie zrobił się trochę "wypaczony" ? Co ma udowodnić ? 1. Że narciarze źle dobierają długość ? Rzecz oczywista. Było, jest i będzie. A może dopuścić myśl, że również mogą dobrać nartę za długą ? Czy też należy założyć, że nie ma nart za długich ? Jest tylko psychiczny opór przed tym co "doskonałe" ? 2. Że narta krótka jest be Bzdura. Trzeba mieć świadomość "co chce się jeździć i na jakim sprzęcie i co się umie". Oczywistym jest, że dobór narty krótkiej jako tej jedynej "uniwersalnej" nie jest do "końca" prawidłowy, ale też nie należy tego negować na 100 % jeżeli ktoś ma takie preferencje. JK - nie dojrzał na zdjęciach nart dłuższych od wzrostu ? Czego to dowodzi ? Niczego. Mitek jest "wirtuozem" 210 cm - szacunek i "zazdrość". Nie sądzę abym kiedykolwiek spróbował takich nart, bo to nie ma sensu. Obecnie takie narty to jest DH, a tego nie zrobię, nie umiem i nie zamierzam. A używanie ich w innym celu to przerost formy nad treścią. I z całym szacunkiem dla umiejętności, doświadczenia i fachowości (których być może nigdy nie dostąpię) to zapraszam aby przejechać na nich to co ja zrobię na rx fire 160; to płacz nad dawno rozlanym mlekiem. Bo długość i rodzaj narty ma "kolosalne" znaczenie "jak i co się przejedzie". I nie ma i nie będzie takiego asa, że na każdej narcie wywinie tak samo wszystko co się da. Coś się skończyło - coś się zaczęło. Ot dawny kierowca Stara jeździł bez wspomagania, obecny je ma- słaby technik - w dużym uproszczeniu. Doświadczony i świadomy narciarz nie wydłuża narty. On wybiera to co chce i to co mu odpowiada. I jeżeli woli kręcić 2 - 3h dziennie na krótkiej to co z tego ? Kto powiedział, że trzeba - lepiej być uniwersalnym od wirtuozem wąskiej specjalizacji ? Bo taka nasza filozofia - dobra dla nas. Ktoś może mieć inną. Dlaczego dla zdecydowanej większości zasadny jest dobór narty do umiejetności + wzrostu, a nie do umiejętności + wagi ? Dużo powyżej jest "uproszczeń i uogólnień". Ale jest to celowe. Bo co poniektórzy zaczęli wygłaszać opinie w tonie "prawd absolutnych" jak Archanioły narciarstwa zjazdowego. Dla przykładu. Narty SL były na początku wieku dopuszczalne były dla panów w długości 155 czy tez 160 i faceci ponad 180 i więcej ochoczo na nich jeździli. A ja mam 173 i wole sl-kę 165. I co - jestem mądrzejszy / Nie - tak wolę. To nie są wybory dla wszystkich. To nie są wybory złe / dobre zawsze i wszędzie. I nie ma znaczenia, że to był APS. Dla podsumowanie wole narty dłuższe. Dla radości z jazdy i zadowolenia - nie wyobrażam sobie bez pokręcenia na krótkich. Narta za krótka - żadnej prawdy absolutnej - zależy. Narta długa zawsze lepsza - pitu, pitu. Pozdrawiam Was Narciarze Uniwersalni. Narciarz Młody i Wąski.
    2 punkty
  9. 5 dowcipasków na weekend Synek do tatusia : - słyszałem że Twój tata był debilem.... - ... no chyba TWÓJ !!!!! -puk.puk! -kto tam? -azaliż mogę wejść hrabino? -wejdź Janie, a zaliż... turniej rycerski.. już maja ku sobie ruszyć, zabrzmiały fanfary, kopie w dole, konie grzebia kopytem, gdy nagle jeden z rycerzy przykłada do ust rękawicę i woła ku drugiemu: - Ty chuuujuuu! na co drugi unosi przyłbicę i mówi: - Przebóg! rozpoznał mnie..... Zszedł Chrystus na ziemie, zobaczyc jak ludzie iżyja i trafił na dwóch kolesiów palących trawkę.. - co wy robicie? - zapytał - jointa smażymy.. - to grzech zapewne.. -ale co ty, stary, machnij sobie, poczujesz sie bosko... Chrystus dał się skusić, machnął.. po chwili popatrzył na kolesiów i pomyślał błogo: jakie fajne chłopaki, powiem im kim jestem! - Chłopaki - mówi- bo ja to jestem Jezus Chrystus.. - I o to stary chodzi, nie mówiłem, że towar zajebisty! Zestresowany biznesmen postanowił odreagować. nabył drogą kupna u dilera trawkę i zamknął się w łazience przed rodziną i tam zapalił. machnął raz. a tu ciemno widno! nieźle.. więc jeszcze raz, i znowu: ciemno - widno..ale fajnie, pomyślał i machnął jeszcze raz i znowu ciemno- widno.. wtem do łazienki raptownie zaczęła dobijać się żona: -Stefan, co ty tam robisz?! - jak to co? golę się.. - jak golę? trzy dni??
    2 punkty
  10. Przypomnijcie mi w poniedziałek, to zadzwonię do odpowiedniej osoby i się dowiem.
    2 punkty
  11. Trasy na takie zawody są specjalnie preparowane, prawdopodobnie nikt z nas na swoich nartach na takiej trasie nie pojeździłby nie mówiąc już o czymś więcej - bez względu na ich długość i rodzaj. Do tego mają narty przygotowane na jeden przejazd (zawody, przy treningu na kilka przejazdów). Do tego tam chodzi o jak najszybsze zjechanie z góry na dół w ściśle określonych warunkach czyli ciasno, agresywnie, gdzie najważniejsza jest szybka zmiana kierunku i tworzenie tzw show (ma być spektakularnie, wyjątkowo i ryzykownie o czym chyba zapominamy - czyli masa kontuzji w tym sporcie i to nie tylko przy upadkach) - to robią ludzie o najwyższych umiejętnościach i perfekcyjnym przygotowaniu fiizycznym. Jak ktoś jeździł na lodowcach w listopadzie czy grudniu to widział może trening, zawodnicy pojeźdżą godzinkę, dwie i do domku - dlaczego nie fikają po 8 godzin non stop, dlaczego kazdy od razu odpina buty?. A my piszemy o jeździe ogólnej zwykłych ludzi często uczacych się czy chcących się rozwijać, jeżdżących w różnych warunkach śniegowych. To dwa rózne światy a przykład zupełnie bezsensowny i oderwany od realiów. Taką demagogię mozna stosować na wiele sposobów: Dlaczego kierowcy F1 nie jeżdżą bolidami po miescie? Dlaczego Sebastian Loeb nie wozi swoją rajdówką synka do przedszkola? Dlaczego na kursach prawa jazdy ludzie nie uczą się jeździć autami takimi jak wyżej wymienieni, przecież Ci kierowcy są najlepsi i na pewno wiedzą co robią? Dlaczego dobrzy kierowcy nie jeżdżą na codzien rajdówkami z supertwardym zawieszeniem? Dlaczego dzieciaki w szkołach nie uczą się pływac w kostiumach "łuska rekina", przecież w takim pływa Korzeniowski i chyba wie co robi? To co robią zawodnicy nie ma wiele wspólnego z tym co robimy my, oprócz tej samej nazwy i tego,ze niby wygląda to podobnie. Niektórym może się wydaje,że to wyglada prawie tak samo .. prawie:D
    2 punkty
  12. Cześć Widzisz Ty nie zauważyłeś a ja ucze juz sporo lat. Co innego dziecko poczatkujące, zaczynające, o którym piszesz, a co innego dziecko jeżdżące. Mój syn w marcu skończył 9 lat i to jest jego 7 sezon na nartach. Zaczynał w wieku 2 lata i 10 m na nartach 80 cm. Po trzech pełnych sezonach dostał narty 110 cm wtedy około -5 cm adaptacja w ciągu jednego zjazdu i w tym momencie pożałowałem że nie kupiłem120 cm. Następna zmiana po dwóch sezonach na narte 140 (Rossignol RSX) wtedy około +10 cm. Adaptacja jakieś 2-3 godziny w Bełchatowie. Obecnie jeździ na tych nartach śmigi - jeszcze troche bałaganiarskie, poza trasą w sniegu 30-40 cm nie puchu tez daje radę. Córka zaczynała wcześniej i tu zmian przyszła szybciej ale jest konkretniejszej budowy. Obecnie 6 lat i narta 110 cm z którą robi co chce w tym złym znaczeniu, każdy ruch przenosi się na narty i w przyszłym seoznie bedzie zmiana na +5 minimum. Dzieci nie mają irracjonalnego starchu przed długością, bardzo szybko sie adpatują. Wielokrotnie zauwazyłem, że dzieci na nartach dobranych do wzrostu lub nieco ponad miały zdecydowanie piorządniejszą technikę, bardzo szybko eliminowały podpieranie wenetrzną, znacznie wcześniej jeździły w sposób kontrolowany skretem cietym. Krótkie narty ale nie za krótkie na poczatku to po prostu normalnych schemat ale dla dziecka już jeżdżącego narta do wzrostu to powinien byc prawie standard. Rusek - nalezy raczej pisac Rosjanin - kulturalniej chyba - mógł miec właśnie jeżdżace dziecko. To, że Ty czegos nie zauważyłeś nie znaczy, że to nie jest słuszne. Jeżeli chcemy wychowac samodzielnego, dobrego technicznie narciarza nie ma co sie bać długości - będzie tylko plusowało w przyszłości. Co innego gdy dziecko ma sie bawic w slizganie wtedy dobór obojętny choć na stromszych stokach, w twardszych warunkach na krótkich nartkach dzieci będą miały kłopoty - tak samo jak dorosli. Austiacy czy nie Austriacy w schematyzm wpada każdy. Sam zreszta rgumentowałeś - z czym w pełni się zgadzam - że nie ma narty niebezpiecznej, więc jak to jest? Pozdro Cześć Nie - chodzi o to aby wybierac narty świadomie. jak ktos bierze slalomke to jest jego wybór ale jak ma 185 190 wzrostu i wybiera 155cm to jest to wybór zły, chyba, że jest doświadczonym narciarzem i z premedytacja bierze taka narte do jakichs specjalnych celów. Jak ktoś mając 185 cm wzrostu iadekwatna wage wybiera gigantkę 168 cm argumentując, że on chce w ten sposób osiągnąć narte pośrednia to jest to wybór zły. Jak ktos słabo jeździ i wybiera narte freeridową +5 cm do wzrostu to jest to wybór zły. Itd itd. Chodzi o to żeby wybór była świadomy. Ktoś kto raz czy dwa razy sie przejechał na narcie prawidłowo dobranej i stwierdził, że mu się źle jeździ i wrócił do długości np -20 cm do wzrostu po prostu nie wie jak się jeździ na na tej dłuższej narcie. Adaptacja techniki jest procesem i im lepszy narciarz tym szybsza adaptacja - to bardzo dobry miernik poziomu wyszkoenia narciarza. Po dwóch zjazdach narciarz przecietny nawet nie wie jak ma zmieniac technike aby wykorzystac narte w pełni a ekspert siada i jedzie po dwóch minutach. Pozdrawiam
    2 punkty
  13. Szwajcarscy inżynierowie mają powody do świętowania. Maszyny drążące Gotthard Base Tunnel, najdłuższy tunel kolejowy świata, przebiły się właśnie przez ostatni odcinek skał w zachodniej części tunelu. Więcej--->http://forsal.pl/artykuly/499037,gotthard_base_tunnel_najdluzszy_tunel_kolejowy_na_swiecie_zdjecia.html Więcej fot--->http://forsal.pl/grafika/499037,63322,gotthard_base_tunnel_najdluzszy_tunel_kolejowy_na_swiecie_zdjecia.html
    2 punkty
  14. jeśli ktoś lubi to czemu mu zabraniać jeździć na krótkich nartach każdy wybiera to co lubi i na czym się dobrze czuje , ja jak jade na 2 godziny jazdy rano to zabieram najkrótsze narty jakie mam ale jak jade na cały dzień to zabieram coś jeszcze , a co do długości i promienia skrętu to raczej się tym nie przejmuję kupując narty na wszystkim się da zjechać i na wszyskim da się pojeździć tylko trzeba odpowiednio dobrać się z warunkami i nartami
    2 punkty
  15. Troszkę akademicka dyskusja sie wywiązała, a przyczyna takiego postępowania ( ekipa looli i ja również) jest prosta - pogoda. Jeden nie znosi kaszy i dodatnich temperatur na stoku (to ja), inny ma alergię na orczyki. Samo życie, dobrze, że wszyscy nie mamy takich samych oczekiwań, bo wtedy bylibysmy wszyscy w jednym miejscu i dopiero byłby tłok ;-)
    2 punkty
  16. TH mieliśmy w planie na wtorek, po drodze do chaty niby. Jednak od wtorku zapowiadali duże ocieplenie i doszedłem do wniosku,ze dolne trasy w TH szybko puszczą a na Kornocku cały dzien to mi sie jeździć nie chciało. Do tego musiałem sie zwinąc koło 14 tej do PL; a na Kachbergu mogliśmy zacząć jeździć już o 8.30 czyli prawie godzinkę wcześniej niżbyśmy wystartowali na TH. Taka suma czynników mniej istotnych albo po prostu to, że dobrze sie jeździło na Katschi w te dni i jakoś tak ta opcja została wybrana a pozostałe argumenty to tak na usprawiedliwienie tylko:D. Jakbyś się wybierał to daj znać, Artur będzie chętny myślę, nieźle go poganiałem i przy okazji przestawiłem na trochę dłuższe narty bo na tych jego sc-tkach to sprawy kiepsko rokowały:cool:
    2 punkty
  17. No to masz zbyt krótkie narty. A to, że się męczysz... być może nie trafiłeś na puch, w którym te narty czuja się na przysłowiowa ryba. Oczywiście nie piszę, że musisz zmienić narty, bo to Twoja sprawa. Niestety to nie jest prawidłowo dobrana długość. A co jazdy między drzewami... to wszystko zależy od tego, co masz pod nartami, a nie na jakiej długości jeździsz.
    2 punkty
  18. Tak "na czucie" tylko napiszę, co podejrzewam - bo danych za mało. Może chodzi o to, że te jazdy pozatrasowe były w dość stromym terenie - stąd taka refleksja. Nieobyty ze stromym ma często ochotę "przytulić się" do stoku a tu trzeba odważnie wyjść do przodu, żeby było OK - i to właśnie piszący mógł usłyszeć od przewodnika/instruktora. Podejrzewam, że to może być podświadome pomieszanie różnych czynników - ekspozycji z rodzajem śniegu ...? ...a jeśli do tego były to zleżałe śniegi, taki typ wiosenny - to tym bardziej
    2 punkty
  19. Dzień pierwszy - sobota 19.03 - KatschbergPogoda rano średnia, na Alpenpanoramie też nie ma miodów ale i tragedii również nie. O 8.30 jesteśmy już na Katschbergu, na przełęczy -2 i choć pochnurno to sprawy wygladają dobrze. Zaczynamy na Tschanecku, na rozgrzewkę kilka razy czarna traska koło 6 osobowej kanapy, twardo strasznie ale bez lodu, póxniej testyujemy po koleji wszystkie czerwone trasy przesuwając sie po zboczu w kierunku Karyntii az do tras przy orczykach. Generalnie wszystkie te trasy są bardzo fajne, no może małą wadą jest ich długość (1-1,5km), niemniej warunki sa cudowne, ludzi mało więc trudno narzekać. Koło południa pojawia się słońce i pogoda sie klaruje, przeskok na Ainecka, najpierw czerwona na prze4łęcz, dla mnie za łatwa, później czarna i tu jest lepiej niż dobrze, robie ją kilka razy w systemie na raz. Później na Aineck i zjazd w stronę Lungau, no i tu niespodzianka bo jest miękko. Od strony północnej mocno popadało śniegiem i jeździ sie po naturalnym co ma swoj urok i swoje plusy, moze niekoniecznie popołudniu. Na koniec wracamy na Tschanecka przekonani,że tam też będzie miękko, słonce zachodzi i zaskoczenie, twardo i sporo lodu, na czarnej jazda jest trudna, zwłaszcza na ostatnich nogach wiec koło 15 tej na dożynki przejeźdżam na czerwoną pod drugie,szybkie krzesło, koło 16tej mam totalnie dosyć, jeździłem ciągiem bez żadnej przerwy - ot co znaczy gdy człowiek mocno wyposzczony:D Wieczorkiem wrzucę kilka fot z tego dnia
    2 punkty
  20. Zarejestrowałem się na stronach UEFA i złożyłem zamówienie na kilka meczy,gdzie w większości będą grali nasi. Szczena opadała po podsumowaniu: 1570 ojro! :eek: Lepiej do Andory polecieć - pomyślałem... Teraz czekam na wyniki losowania,ktoś jeszcze? Zawsze można część sprzedać/zamienić...
    1 punkt
  21. Wydaje mi się, że jest tu pewna sprzeczność w dyskusji. Przecież nie ma tu krytyki i potępiania w czambuł doboru narty za krótkiej ( boco to znaczy? brak tu jasnej granicy) czy nawet za długiej, jest kwestia świadomości takiego wyboru i bardzo błędnych pojęć i opinii, które wrosły gdzieś i stały się czymś na kształt mądrości ludowej. Zgadzam się z Mitkiem, że chodzi tu głownie o tzw świadomość wyboru, dobry narciarz wybiera co mu pasuje bo potrafi to ocenić i ma sprecyzowane oczekiwania wobec nart (długość, rodzaj,sztywność,przeznaczenie), słabszy tego nie ma i niewłaściwy dobór długości nart jak i ich rodzaju utrudni mu rozwój i znacznie go spowolni. I to jest jakiś tam wniosek jak dla mnie. U nas często stawia się ludzi, którzy zrobili tylko nieco więcej niż pierwszy krok na krótkie narty SC wmawiając im, ze to świetny wybór i najlepsze dla nich narty. Napiszę czarno na białym, to nie są złe narty - tylko w zbyt wielu przypadkach źle dobrane. Dodam tylko, że osobiście nie jeżdżę na nartach dłuższych niż mój wzrost i nie idzie mi w tej dyskusji o samą kwestię długości nart oderwaną od innych danych, bo to by było za duże uproszczenie
    1 punkt
  22. Ta koszulka, która ma Lindsey nie jest od Head-a a z tej firmy :http://www.underarmour.com/shop/us/ zwróćcie uwagę na logo na rękawie.
    1 punkt
  23. No to czeka cię ciężki wybór:D Rossi są najgorsze spośród tej czwórki, Elan zawsze fajna przyjazna narta łatwa w skręcie, Fisherki również bardzo dobre z dual radiusem, testowałem je tylko na przygotowanej trasie, nie wiem jak idą w gorszych warunkach. Volkl jest najbardziej uniwersalną nartą spośród tej czwórki najwięcej pod butem, kanty ze stali naprawdę dobrej jakości, trzymają kierunek w każdych warunkach, jeśli jeździsz w Polsce to chyba najlepsza propozycja. Osobiście już 4 lata dojeżdżam jej poprzednika AC2 i narzekać nie mogę.
    1 punkt
  24. Zacznijmy od tego że dolina przywitała nas bardzo wiosennie - śniegu nie widać a temperatura wieczorem +7. Pierwszy dzień na lodowcu niestety nieczynna cała góra z powodu wichru tak więc jeździliśmy w niższych partiach a konkretnie na trasie 2 i 17 i na sam dół 1a. Oczywiście cały dzień w chmurach. Śniegu na lodowcu bardzo mało! Dzień drugi i trzeci bardzo udane pogoda generalnie słoneczna, temperatura wysoka a nawet za wysoka (10st), ludzi dużo ale wszystkie wyciągi działają więc jest gdzie poszaleć. I w te dni w zasadzie zjeździliśmy całą górę lodowca, niemal wszystkie trasy i poza trasy - w tym roku ze względu na ogromną ilośc ludzi na stokach i na to się skusiłam. Oczywiście z rana trasy super po południu już rozjeżdżone i gdzieniegdzie płaty lodu. Dzień czwarty jedziemy na Rastkogelbahn z zamiarem przedostania się później na Penken. Niestety działa tam tylko jeden orczyk pomimo że wszystkie trasy przygotowane, może ze wzglądu na wiatr więc pozostaje nam przejazd na Eggalm i tam zjazdy niestety ludzi znów dużo i trasy dośc mocno rozjeżdzone. Temperatura oczywiście na mocnym plusie, zaczyna padać deszcz. Znajomi byli na penken i tam wszystko zamknęli ze względu na wiatr. Dzień piąty obudził nas deszczem w dolinie, na lodowcu pada śnieg ale dość mokry bo temp. nadal na plusie. Trasy mocno rozjeżdzone. Podobnie jest w dzień szósty tylko dodatkowo zamknęli górę lodowca bo znowu wicher. Reasumując wyjazd ze względów pogodowych może niedo końca udany ale jednak pojeździliśmy co oglądając po drodze w tym roku nie wszędzie jest możliwe. pozdrawiam
    1 punkt
  25. Cześć Juice dopuszczamy możliwość wyboru narty za długiej - przykład w postach. Nie chodzi tu o świadomy wybór, krótkiej narty to jest rzecz gustu. Chodzi o nieświadome wybieranie narty za krótkiej kierując się skrzywiną obiegową opinią. Przeciez pisałem w postach, ze ta krucjata nie dotyczy ludzi, którzy znakomicie jeżdżąc wybrali sobie nartę 155 cm np do funu - to właśnie świadomy wybór. Wybór nieświadomy natomiast to branie allrounda 155 dla fgościa 180 pod hasłem o lepszym manewrowaniu, to kupowanie narty za krótkiej gdy dłuższą miało się na nogach dwa czy trzy dni i praktycznie nic się o takiej narcie nie wie. Pewnie nie chciało Ci się czytać wszystkich moich postów (rozumiem tez bym nie dał rady ) ale są tam przykłady ludzi, którzy bronili się przed dlużsżą nartą a niemalże zmuszeni do jej uzywania po pewnym czasie stwierdzili, ze to jest właściwy dobór. To tak jak z jazdą poza trasą dopóki nie pojeździsz (nie chodzi o jakiś incydentalny zjazd czy dwa) nie zroumiesz o co chodzi, nie nauczysz się - "tez bedzie zawsze mnie to nie kręci" Jeszcze jedno -to nie ma nic wspólnego z Twoimi sugestiami typu "przeminało z wiatrem" chodzi o czas teraźniejszy a raczej o przyszłość nawet. Długość narty nie ma żadnego znaczenia. Znalazłem taki film: Co sądzisz? Pozdro
    1 punkt
  26. Ja tam wolę na BBC lub RTL wszystko obejrzeć niż słuchać przynudzania Borowczyka.
    1 punkt
  27. Długość wyciągu ma mieć 1200m ma być przedłużony do granicy z Czechami tak mówili pracownicy z obsługi wyciągu na pocieszenie wszystko tereny prywatne. I zatwierdzona inwestycja z każdej strony.
    1 punkt
  28. Moja propozycja... Blizzard G-Force G-Three IQ na dwa sezony i przesiadka na model wyżej. 167 lub 160cm.
    1 punkt
  29. Fischer Progressor 8+ bardzo ok Elan Waveflex 12 a nawet 14:D super nartki inne znam tylko z opisu Ja wybrałbym Elana http://www.skiteam.pl/narty/Elan/ dobra cena 12-ki
    1 punkt
  30. Żadna z tych nart do fun-u sie nie nada, chyba, że w stylu "radosny goryl" - jesli chodzi oczywiście o jazdę bez kijów ale to pytanie masz post wcześniej. Do funu to może RC4 race SC ale to zależy ile ważysz i przede wszystkim jak jeździsz. Jesli jeździsz powiedzmy średnio to sugerowałbym najpierw nauczyć sie to robić dobrze a nawet bardzo dobrze a dopiero później przechodzić na krótką nartę radykalnie taliowaną i uczyc sie jazdy fun, inaczej to będzie próba drogi na skróty i tak naprawd dobrze funu nie pojedziesz, znam to z własnych doświadczeń niestety. Ale by otrzymać poradę to musisz więcej napisać o sobie, swojej jeździe i umiejętnościach bo tak to wróżenie z fusów jest.
    1 punkt
  31. Moja córka jeździła ten sezon na 140cm, ma 141 cm wzrostu i waży 32 kg, była bardzo zadowolona, jej jazda zwłaszcza jeśli idzie o tempo i pokonywanie trudnych tras bardzo się poprawiła, troszkę się obawiałem czy da radę bo mizerna jest ale nie było problemu. Z tym, że ona to raczej sie nie uczyła i ma już kilka sezonów za sobą a trasę zjedzie każdą bez żadnej obawy - zwłaszcza na tych nartach
    1 punkt
  32. 1 punkt
  33. ……………..
    1 punkt
  34. Nie ma to sensu, bo Jan Kowal napisał - najwieksza zagadka jest jak krawedz zewnetrzna z rocker - czyli jest to lewa krawędź, lewej narty przy skręcie w lewo i prawa krawędź, prawej narty w prawym skręcie - bo tak są zbudowane Elany Amphibio. No chyba, że jechałby z narami założonym odwrotnie. Każdy Ci powie, że podstawową zasadą jazdy carvingowej jest równe obciażanie obu krawędzi. I nie ma takiej możliwość, żeby omawiana krawędź pracowała (miała styczność ze śniegiem) tylko w 1 %, bo to by oznaczało, że jeździ sie tylko na narcie zewnętrznej w skręcie.
    1 punkt
  35. Z puchem to raczej tylko z gęsim lub kaczym poobcujesz, a jeżeli chodzi o to u nas raczej nie Grizzli, tyko niedźwiedź brunatny (Ursus arctos), ale trzeba uważać, gdyż jest drapieżny, ale do ataków na ludzi dochodzi niezmiernie rzadko, przy czym są one najczęściej pozorowane. Podczas ostatnich stu lat zanotowano dziesięć przypadków poranienia ludzi przez niedźwiedzie w Tatrach Polskich i na Podtatrzu. W 1927 roku miały miejsce jedyne dwa śmiertelne wypadki. W 2007 roku zdarzyła się sytuacja odwrotna, gdyż to właśnie turyści zabili półtorarocznego niedźwiedzia, co było pierwszym takim przypadkiem w historii Tatrzańskiego Parku Narodowego. Przyjemnego szusowania na tym misiu.
    1 punkt
  36. dokładnie tak jak koledzy napisali , sposób jazdy poza trasą to wypadkowa bardzo wielu zmiennych ( świeży śnieg , twardo , stromo , muldy ,szeroko , wąsko , drzewa itd ) do których musimy dostosować swoją technikę . Tutaj już nie ma lipy i niech mi ktoś wierzy albo nie ( Janek i Gajowy pewnie się ze mną zgodzą ) to takiego obycia w terenie nie można się nauczyć w ciągu 2-3 sezonów na nartach chociażby nie wiem jakie kto miał talenty w tej dziedzinie dane od Najwyższego:) . Co oczywiście nie oznacza ,że każdy musi lubić i czuć taką jazdę pozdr
    1 punkt
  37. Jak sprzedany to niema co żałować ktoś na tym zyskał, żałować to by można jakby przepadł niewykorzystany. pozdrawiam
    1 punkt
  38. No cóż, kłaniają się podstawy jazdy na krawędzi. Jeżeli Ty jeździsz tak, że Twoja krawędź wewnętrzna w 99% nie pracuje, to proponuję porozmawiać z pierwszym lepszym instruktorem i podszkolić się trochę, przynajmniej teoretycznie. No ale jak się skacze po 10 m ze skrętem w powietrzu... to przepraszam, bo ja na takim poziomie nie jeżdżę i być może się nie znam. Proponuje posłuchać Luki co ma do powiedzenia na temat konstrukcji narty. [YOUTUBE]w4Lk81aZBJ4[/YOUTUBE]
    1 punkt
  39. ………………...
    1 punkt
  40. Wyszukiwarka noclegów na zillertal.at chyba jedna z najlepszych. Mozesz tam sortowac po cenie i po lokalizacji. Do roboty a nie czekac na gotowca:D
    1 punkt
  41. Proponuje poczytać to: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=newsy&id_txt=4276 i oglądnąć to: [YOUTUBE]1AUTHSm_xLU[/YOUTUBE]
    1 punkt
  42. fajnie opisane "siłowanie się " z jazdą off piste , z jednym tylko trudno mi się zgodzić : "Połowa sukcesu to odpowiednie pochylenie. Środek ciężkości cały czas musi znajdować się z przodu. Zwłaszcza w skręcie warto tego przypilnować" wydaje mi się ,że środek ciężkości powinien być raczej centralnie nad środkiem nart ew. lekko przesunięty do tyłu , a tu autor pisze , że cały czas musi znajdować się z przodu:confused: .Być może to kwestia mojej niedoskonałej techniki a może nart wyposażonych w różne wynalazki typu camber , rocker itp , i wtedy faktycznie można na nich pojechać w głębszym śniegu będąc wychylonym do przodu , no ale nie wiem bo jeszcze na takich nie jeździłem ,
    1 punkt
  43. IMHO mijasz się z prawdą, tak delikatnie ujmując. Wiesz co różni dziecko od dorosłego? Dziecko jest ciekawe wszystkiego, prawie wszystko co nowe, wesołe, związane z zabawą go raduje. W tym momencie oddaje się temu co go nakręciło, oddaje się w 100%. Po drugie dziecko nie zawsze jest świadome swoich wyborów. Dorośli są w większości świadomi i mają bardziej wyrobione zdanie na temat tego co sprawia im przyjemność. Zaręczam Ci, że wielu naprawdę dobrych, a nie doskonałych, narciarzy zjedzie nawet kilometr poza trasą bez większych problemów, ale nie czują szczęścia po takiej zabawie. Co wtedy? Zmuszać... bo teraz jazda poza trasami jest jedynie słuszna i na czasie? To samo tyczy się długości nart... Ty w większości podkreślasz jakieś skrajności o dorosłych na nartach dla dzieci. Czy to jest w/g Ciebie wykładnik złego doboru nart? Bo moim raczej skrajna głupota i nic więcej. Napiszę tak, ja od wielu lat preferuję pewien typ urody u kobiet mimo, że jako dojrzewający chłopiec zachwycałem się każdą ładną kobietą. Skoro wiem jakie kobiety mnie kręcą to zdania w tej kwestii nie zmienię choćby 100 innych chłopów wkładało mi do głowy, że inne są piękniejsze. Z jazdą na nartach jest dla mnie jak z obcowaniem z kobietą... było ich wiele (jak dla mnie), a nawet i teraz może być wiele , ale prawdziwą przyjemność obcowania mam tylko z jedną, no góra dwoma.
    1 punkt
  44. Bacledova Ski Wciąż świetne warunki. Ludzi mało. Moja relacja http://www.skionline.pl/pogoda/?co=pogoda&id_miejscowosci=373 Ogłoszenie na FB, że 25-27 i 2,3 jeszcze jeżdżą i koniec sezonu.
    1 punkt
  45. Salomon np. w swoich tabelach doboru nart nie bierze pod uwagę wzrostu narciarza, istotna jest waga. http://www.salomoncertification.com/download.jsp . Tabela jest w pierwszym linku na stronie 39.
    1 punkt
  46. Nooooo Rossi pełen szacun:) Nie znam się specjalnie na funie, ale bardzo mi się podoba (a w moim przypadku rzadko kiedy podoba mi się jak ktoś jeździ funem, bo częsciej ludziom tylko sie wydaje że tak jeżdżą) Pozdrawiam
    1 punkt
  47. Ostatnio mialem okazję ujeżdżać drugą slalomkę Fischera tj. RC4 Race SC Pro z sezonu 08/09, nartę dosyć popularną, na temat której często zadawane są pytania, więc postanowiłem podzielić się wrażeniami ponieważ samemu założyłem je na nogi w celach przetestowania. Miejsce testu: Szczyrk Czyrna-Solisko, trasy niebieskie i czerwone łącznie z Golgotą Czas testu: 9-12 Pogoda i warunki: Słoneczie, bez opadów, temp na plusie. Trasy dobrze przygotowane z czasem pojawiło sie lekkie zmuldzenie. Do narty podszedłem ostrożnie ponieważ nigdy wcześniej nie dosiadałem nart z grupy Race a dotychczas jeździłem na SX9 Atomica. Pierwsze co dało się od razu poczuć to łatwość w jaką narty inicjują skręt i szybkie przechodzenie z krawędzi na krawędź. Uczicie było wręcz niesamowite, odnosiłem wrażenie na początku jakbym przesiadł się na łyżwy a nie na narty, albo narty zabawkowe przez co początkowo czulem się troszkę niepewnie No ale skoro race to race. więc postanowilem im zaufać i przeskoczyłem na Golgotę by trochę je przycisnąć. Wyraźna zmiana twardości od razu dała odczuć się na stromej trasie, która zaczynała byc juz lekko zfatygowana (lekkie muldy, niezbyt twardo). Dobre trzymanie krawędzi pozwalało pokonać trasę w sportowym stylu na który moja SX9 by mi nie pozwoliła. Z małymi muldami radziła sobie bez większych problemów, gorzej było w trakcie ostatniego zjazdu gdzie zmuldzenie zwłaszcza na dole było znaczne i należalo się przerzucić na klasyczną technikę jazdy, w której to nie było już tak przyjemnie, lecz nie ma co się dziwić gdyż przeznaczenie tych nart jest całkiem inne. Pomimo tego resztę trasy pokonałem śmigiem, dzięki tym deskom wwykonywało się znacznie łatwiej niż w dotychczas ujeżdżanych. Dużo gorzej juz ze śmigiem carvingowym ponieważ narty słabo oddawaly energię i wykonując serię bardzo krótkich skrętów zamiast charakterystycznego odbicia na drugą stronę było zaledwie lekkie dźwignięcie, więc reszte roboty trzeba było wykonać siłą i energią swoich mięśni, chyba że zawiódiodły mnie umiejętności ale na swojej SX9 potrafię wygiąc i wyzwolic takie odbicie że czasem trzeba się ratować po drugiej stronie. Ponieważ bardzo lubię wycinać szerokie łuki w stylu gigantowym także pod tym kątem przeprowadzałem test i ku mojemu zaskoczeniu zadziwiająco bardzo dobrze sobie w nim radziła. Uchem przy stoku nie da się w nich jednak pojechać, ale podobnie wcześniej służą do tego inne narty. Jeżeli chodzi o dynamike i przyśpieszenie także należą sie slowa uznania słabo jeżdżący powinni uważać żeby przypadkiem nie uciekła kiedyś spod tyłka. Nie było także problemów przy jeździe na wprost, nie miałem wrażenia żeby mialy mnie zaskoczyć czymś nieprzyjemnym. Podsumowując: Napewno fajne deski dla umiejących jeździć dobrze na krawędziach, ze średnim przygotowaniem fizycznym. Na plus zaliczam: dobre trzymanie, przyśpieszenie, jazdę długim skrętem i radzenie sobie w nienajlepszych warunkach. Na minus napewno brak odbicia w krótkich skrętach. Oczywiście wszystkie opisane doznania są moimi osobistymi więc jeżeli ktoś jeździ na tych nartach na codzień i poznał ją znacznie lepiej niż ja proszę niech wypowie swoją opinie na ich temat. Pozdrawiam P.S Podziękowania dla Antibes'a za użyczenie nart, gdyz to jego deseczki byly przedmiotem testu.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...