Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      24

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. marcinn

    marcinn

    VIP


    • Punkty

      7

    • Liczba zawartości

      5 316


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. staszek2323

    staszek2323

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      414


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 10.03.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. Kolejny dzień na nartach... Po wczorajszym powrocie z Włoch: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/17008-Forza-Vialattea?p=168958#post168958 Dzisiaj mimo tego, że nie mam nart - pojechałem w swoje "codzienne Alpy", czyli do Bałtowa. Temperatura -2, drobny śnieżek. Kocham wysokie szczyty, ale mazowieckie równiny również są dla mnie wielkie... Na miejscu jestem o godzinie 9. Zakładam buty, biorę zapasowe kijki z garażu i idę do wypożyczalni nart. Niestety zdziwienie, bo najlepsza narta jaka tu jest to Salomon X Wing sprzed kilku sezonów. Nie ma żadnych nart gigantowych :frown:: Pan się dziwi gdy biorę rozmiar 174cm (mój wzrost 176 cm) - chcę poeksperymentować. Na trasach narciarzy niewielu. Powierzchnia to lód przyprószony dwoma centymetrami świeżego puchu - jest szybko. Widok na 1 trasę: 2gą: 3cią: Wypożyczona narta jest szybka i stabilna... ...zauważam, że przy małych prędkościach ma tendencje do samoskrętu - tak jakby była zbyt mocno taliowana. Dziwne uczucie. Po jeździe nią przez dwie godziny (cena 20zł) stwierdzam - że przesadziłem jednak z długością, bądź rodzajem narty? Myślę, że z gigantką byłoby wszystko ok. Ciekawa fotka... Pakuję autko i wracam do domu przez Iłżę gdzie znajduje się XIV wieczny zamek. Bywało w nim czterech Królów Polski: Aleksander Jagiellończyk, Zygmunt Stary, Zygmunt III Waza oraz Władysław IV. ...tuż przed domem, mijam Skaryszew z odnowionym placem głównym, z dziwolągami ala "koń trojański" :biggrin: Po tym co zobaczyłem w Bałtowie. Ilości śniegu i jakości tras, śmiem przypuszczać, że spokojnie sezon narciarski potrwa w centralnej części kraju jeszcze jakieś dwa tygodnie. Wyjeżdżony powróciłem do domu. To nie były Alpy... ...ale jeśli się Kocha narciarstwo - to, wraca się do domu, po takim nartowaniu - zadowolonym. pozdrawiam marboru
    9 punktów
  2. Kolejne dni na StożkuWyjazd o 8 rano,na miejscu jesteśmy o 9.30Po drodze jeszcze musieliśmy przekonać pana z parkingu numer 3 że mamyrezerwowane kwarerki gdyż nie chciał nasz wpuścić na góre bez opłaty :stupid:Szybkie rozpakowanie się i idziemy po biletyLudzi jak na Stożek sporo,niestety trafiliśmy na zawody w sobote i niedzielePogoda słabiutka,mgła,tem na plusie,śnieg bardzo miękki,aczkolwiek wszystkie trasyotwarte,gdzieniegdzie drobne przetarcia i minerały,ogólnie to w miare sensowna jazda do godz.11potem to już lepiej było zebrać swoje zabawki i znależć sobie inne zajęcia :wink:a z tym nie było problemaPs.Pozdrowienia dla Marcina(Wid),który wyczaił mnie jak się zastanawiałem czy jeszcze raz zjechać czy nie :tongue:
    7 punktów
  3. Góra ŻarMimo,że jeszcze nie do końca wyzdrowiałem,ruszyłem dziś na narty.Kocham wiosnę!Wreszcie brak kolejek,człowiek nie marznie i jest super!Ponieważ zapowiadano deszcz,wybrałem Górę Żar,bo tam jest się na zewnątrz tylko podczas jazdy w dół i warunki narciarskie są takie jak piszą - dziś dobre!Dobre,to znaczy rano równiuteńko,ale miękko,jedynie pod laskiem i na dole,o dziwo,stok zmrożony.na początku mgła i kiepska widoczność,ale szybko aura się zmieniła:Zabrałem Rictory,które radzą sobie znakomicie z takimi warunkami,choć dziś jeszcze lepsze byłyby Coombacki... :Pierwsze 2 godziny jazdy po równym,ale już po 3 godzinach trochę nierówności,dość znacznych.Mi to nie przeszkadza,do końca z przyjemnością!Minerały?Nie na Żarze!Bardzo przyjemnie spędzony czas,bez stania w kolejce,czy tłoku w wagoniku.To jest właśnie wiosna!W "małpim geju" zawitała "łorena",ktoś miał fantazję! :biggrin:Trochę o wynalazku "rocker"...Otóż ten wynalazek jest dobry,ale!Podobnie jak w Coombackach,w Rictorach sprawdza się w puchu,ale kiedy jedziemy w ciężkim mokrym śniegu,rocker odbija się od różnych przeszkód śniegowych jak piłeczka ping pong-owa!Daję radę,ale gdyby tak był twardszy czy regulowanej twardości,na pewno mogłoby być lepiej!Może właśnie wynalazłem nowy pomysł dla producentów? :tongue:Prawa autorskie zastrzeżone!Nie wyrażam zgody na ich udostępnianie poza forum skionline.pl!
    5 punktów
  4. Dzień Siódmy - powrót. Po basenie i relaksie w piątek, gdy zachodziło Słońce, widok z pokoju przedstawiał się następująco... Myślałem, że piękniej być nie może w Alpach... ...ale się pomyliłem. Gdy wstałem ok godziny 6 rano - moim oczom ukazał się spektakl, który nazwałem "pozłacaniem szczytów". Spójrzcie: Ciężko było wyjeżdżać. Do autokaru wsiadam o 7:30 i rozpoczynam podróż powrotną. Po kilku minutach mijam schody, po których codziennie wchodziłem do wyciągu numer 30 w Sansicario... Później mijam kolejkę gondolową i wjeżdżam do Cesany, po kolejnych podróżujących na lotnisko do Werony: Opuszczając rondo tej miejscowości ostatnie spojrzenie na znajomą dolinę... Podróżując autostradami włoskimi niemalże cały czas i do samej Werony towarzyszy mi widok ośnieżonych szczytów w oddali... Na lotnisku jestem ok 13. Zanim się się odprawiłem i trafiłem na pokład samolotu, musiałem się odnaleźć w typowo włoskim bałaganie i zgiełku. Chaos tego miejsca jest niesamowity... Na pokładzie jestem przed 15. Start się opóźnia, bo jest podobno jakiś problem z bagażami. Stewardesa mówi do wszystkich, że start się opóźni z tego powodu o pół godziny. Po pół godzinie stwierdzono, że jest wszystko w porządku i wystartowaliśmy. Jedno z ostatnich spojrzeń na Italię: Cały półtorej godzinny lot - to widok chmur. Nie zapowiada to dobrej pogody dla narciarzy na przyszły tydzień w Alpach... Tuż przed lądowaniem ukazuje się polska ziemia... ...jakie zaskoczenie gdy moim oczom ukazuje się biały śnieg: Jeszcze chwila i dotykamy kołami pasa startowego: Szybko i sprawnie jesteśmy pod terminalem i przechodzimy po bagaże. Walizki wyjeżdżają jednocześnie z nartami, które są podane w drugim końcu "sali bagażowej" lotniska - z miejsca gdzie wydawany jest bagaż niepełnowymiarowy. Nikt nie jest o tym wcześniej informowany, że tak właśnie będzie. Nart nikt nie odbiera - bo nie wie, że właśnie w tamtym miejscu będą wydawane. Z pełnych pokrowcy robi się niekształtna góra, pod taśmą nim ktoś się zorientował co się dzieje. Narty przylatują tylko dla stu osób... ...pozostali czekają ponad pół godziny i nic się nie dzieje. Idziemy się spytać, co z naszym bagażem? Odpowiedź jest spodziewana... 70 par nart nie została zapakowana do samolotu... Wyścig do działu reklamacji i półtorej godziny z załatwianiem formalności. Nieoficjalna informacja jest taka, że Włosi nie potrafili dobrze spakować samolotu i nie zmieścił się bagaż. Narty zostały w Weronie. No tak...jak coś jest nie tak - to Włosi... ehhh Dla mnie to skandal i w zasadzie Zero zdziwienia, że LOT bankrutuje... Skoro dla 70 osób będzie musiał w całej Polsce dostarczać narty kurierem. Niektórzy z pasażerów lotu 7756 na wyjazd pożyczała narty z wypożyczalni - kasą za zwłokę obciąży linie lotnicze. Czy zarobią na tym przelocie? Wątpię. Mi cała sytuacja skomplikowała dzisiejszy wyjazd na narty. W domu jestem ok 22. Podsumowując podróż. Dla mnie lot samolotem z nartami na zorganizowaną imprezę turystyczną, na narty - jest bez sensu. Ze względu na niewielką w sumie oszczędność czasu. Po drugie ze względu na problemy z bagażem. Z całą pewnością nie wybiorę się w ten sposób w Alpy. Postaram się napisać jeszcze małe podsumowanie dla Regionu i terenów narciarskich. PS. Mifilimie, niestety nie dam rady w ciągu najbliższych dwóch tygodni wyjechać na dłużej.
    4 punkty
  5. ZAWODNICZKA NASZEGO KLUBU BLKS ŻYWIEC WYGRYWA PUCHAR ŚWIATAInformacja Onet.pl Tomasz Kalemba, Eurosport.Onet.pl Odkąd trafiła do biathlonu zapowiadała się na znakomitą zawodniczkę. Potwierdziła to zresztą swoimi startami. Do historii rodzimego biathlonu przeszła jako pierwsza polska zawodniczka, która wygrała zawody Pucharu Świata. Miało to miejsce 1 grudnia 2006 w szwedzkim Oestersund. Potem jednak przyszedł głęboki kryzys. Po ponad sześciu latach Gwizdoń powtórzyła wynik z Oestersund na próbie przedolimpijskiej w Soczi, wygrywając sprint. A jeszcze kilka tygodni temu była jedną z antybohaterek polskiej sztafety na mistrzostwach świata w Novym Mescie. Jej fatalne strzelanie spowodowało, że Polki przestały się liczyć w walce o medal. Gwizdoń to najstarsza zawodniczka w naszej ekipie. 33-latka przygodę z biathlonem zaczynała równo 20 lat temu, w 1993 roku. Niezmiennie z jej karierą związany jest trener Stanisław Kępka, który do niedawna był szefem wyszkolenia w Polskim Związku Biathlonu.- Odnośnie Magdy Gwizdoń, sytuacja była jasna, bo wtedy był inny system, który pozwalał na to, że można było rozwijać i przeglądać młodzież w na wielu terenach w szkołach. Można było dla nich organizować szkolenie. Były na to środki. Można było takie perełki wyławiać - mówi Kępka w rozmowie z Eurosport.Onet.pl. - Magda odkąd trafiła do biathlonu rokowała, że będzie dobrą zawodniczką. Była przecież mistrzynią Polski w kategorii młodziczek w biegach narciarskich. W tym samym roku zdobyła też - jako młodziczka - mistrzostwo Polski juniorek młodszych w biathlonie. Jako jedyna w historii startów w IBU była na wszystkich mistrzostwach świata juniorów przez pięć kolejnych lat. Wtedy nie było jeszcze rywalizacji juniorów młodszych. Pokazywała cały czas, że jest bardzo uzdolniona i rokującą duże nadzieje zawodniczką - dodaje.Gwizdoń zatem już od juniorskich czasów rokowała nadzieje na dobry wynik. Wprawdzie indywidualnie nie zdobyła żadnego medalu, ale za to wywalczyła go w sztafecie na mistrzostwach świata juniorów.Szybko też przyszły niezłe wyniki w Pucharze Świata. W sumie aż sześć razy stawała na podium w tych zawodach.- To wszystko się dobrze toczyło i rozwijało, choć w pewnym momencie nie poszło do końca tak, jakbyśmy sobie tego życzyli. Nie wykorzystano tej sytuacji, kiedy stawała na podium zawodów Pucharu Świata, kiedy wygrywała w Oestersund. Programy szkoleniowe i trenerzy nie poszli za ciosem. Zostało to w jakiś sposób zahamowane i zmarnowane. To była nasza największa bolączka. Potencjał Magdy nie został do końca wykorzystany - mówi z goryczą Kępka.Do momentu zdobycia tytułu wicemistrzyni świata przez Krystynę Pałkę Gwizdoń była najbardziej utytułowaną polską zawodniczką. Mówiono o niej "żywa legenda kobiecego biathlonu w Polsce".W pewnym momencie jednak jej kariera znalazła się na zakręcie. Kto wie, czy przełomowym momentem nie były mistrzostwa świata w 2008 roku w Oestersund. Tam zajęła siódme miejsce w sprincie, ale mogła nawet sięgnąć po medal. Mogła, gdyby nie pomyliła trasy, jak kilka innych biathlonistek.Trener Kępka uważa jednak, że ta sytuacja nie podłamała jej. Polka zniknęła jednak na kilka lat ze światowej czołówki, do której wróciła dopiero w tym sezonie.- Magda w tym sezonie zrobiła dwukrotnie większą pracę niż w poprzednim. Ostatnie sześć lat nie była trenowana, tylko męczona. Teraz wykonała dużo więcej pracy, cięższej, a przecież jest zawodniczką starszą. Nic nie odpuszczała. Na bazie świeżości nie biegałaby tak równo i dobrze jak teraz. Ona w ten sposób będzie biegała do końca sezonu. Tego się nie obawiam. Trzeba było wykonać tę ciężką pracę. Jest mniej zmęczona, inaczej biega niż wtedy, kiedy mniej trenowała - mówi Trener Kępka, któremu Gwizdoń zawierzyła i wróciła do indywidualnych treningów z nim od 1 kwietnia 2012 roku.W poprzednim sezonie Gwizdoń ledwie znajdowała miejsce w kadrze na zawody Pucharu Świata. Startowała słabo. Dlatego też wcześniej wróciła do kraju, by trenować pod okiem swojego klubowego trenera.- Pojechała na ostatnie dwa Puchary Świata do Skandynawii przed mistrzostwami świata w Ruhpolding. Pojechała tam walczyć o udział w tej imprezie. Gdyby tam się nie zakwalifikowała, być może byłby to dla niej koniec kariery. Dlatego popracowała. Zmieniliśmy program treningów. Pojechała do Skandynawii, gdzie była liderką polskiej reprezentacji. Strzelała bezbłędnie, miejsca były wysokie i wywalczyła miejsce w kadrze na MŚ, gdzie pokazała bardzo dobrą dyspozycję - wspomina Kępka.To właśnie ten szkoleniowiec wyciągnął ją z dołka, w jakim się znalazła. Od 1 kwietnia ubiegłego roku Gwizdoń realizuje jego plan treningowy, który ma rozpisany co do minuty. Zgodził się na to trener kadry i szef wyszkolenia Adam Kołodziejczyk oraz Polski Związek Biathlonu. Jak widać, to się opłaciło, bo z Gwizdoń znów trzeba się liczyć na biathlonowych trasach.- Z tej szarości, w jakiej się znalazła, można było wyciągnąć ją wcześniej. Dzisiaj jest czołową biegaczką wśród biathlonistek. I to jeszcze nie jest koniec. Jeżeli do igrzysk w Soczi wszystko będzie w porządku i będziemy dalej tak pracowali, to ta forma powinna być nie gorsza niż w tej chwili. A jeśli uda nam się jeszcze ustabilizować strzelanie, co też jest istotną sprawą, bo u niej każde pudło mniej, to walka o medale, to może być naprawdę znakomicie - przekonuje Kępka.Szkoleniowiec ten rzucił na szalę swój cały trenerski autorytet. Ale opłaciło się.- Kariera Magdy jest długa. Ma na koncie wiele medali MP i wiele osiągnięć na arenie międzynarodowej. Jeśli dzisiaj widzimy, że po pięciu-sześciu słabych latach, Magda dalej podejmuje walkę i wciąż widzi szansę zaistnienia w biathlonie, wierzy w siebie i wie, że stać ją na więcej, to znaczy, że to jest zawodniczka, która ma charakter. Nie boi się wyzwań, nie boi się pracy. Jest zaangażowana we wszystko co robi. Dostała szansę od związku i mogła popracować indywidualnie. Gdyby związek wówczas odmówił wówczas, to nie byłoby tego sukcesu – ocenia Kępka.Gwizdoń wygrała w Soczi, gdzie za rok odbędą się zimowe igrzyska olimpijskie. To będzie prawdopodobnie dla tej zawodniczki ostatni start na tej imprezie. Na razie biathlonistka z Lalik nie myśli jeszcze o igrzyskach, ale wciąż ma wielkie niespełnione marzenie. Nie ma na swoim koncie ani medalu olimpijskiego, ani mistrzostw świata.
    3 punkty
  6. Siedzę sobie właśnie po pierwszym dniu nartowania we Włoszech i zastanawiam się, czy moje świętokrzyskie stoki trzymają? ...hahaha, chyba jestem jakiś nienormalny jednak :stupid: Ponieważ to pierwsza moja podróż samolotem na narty, to może zacznę od niej. Tą tygodniową opowieść nazwałem: "Forza Vialattela". Tytuł taki, ponieważ region w jakim jestem nosi właśnie nazwę Vialattela. http://www.snowcarbon.co.uk/sites/default/files/Vialattea-Piste-Map_2012%20at%201600_4.jpg Najbardziej znana miejscowość: Sestriere. Najładniejsza nazwa masywu górskiego: Monti Della Luna. 400 km tras zjazdowych. Odległość od Radomia - ponad 1700km. Wybór transportu mógł być tylko jeden - samolot. Podróż zaczynam o godzinie 8 rano w sobotę. Na parkingu, gdzie zostawiam auto (cena 100zł za tydzień) jestem ok 10:00. Lot zaczynam z lotniska "Szopena" o 12:15. Pierwszy niedogodność takiej podróży, to bagaż. Narty lecą bez opłat, natomiast limit na bagaż podstawowy: 16kg, bagaż podręczny: 5kg (i tu praktycznie mieści mi się jedynie elektronika). Od czasu wyjścia z domu, do momentu kiedy wchodzę na pokład samolotu upływa 4 godziny. Czasy oczekiwania, odprawy itd, są dramatycznie długie. Opuszczam Polskę w pełnym słońcu. PaPa Stolico... Jak widać w Centralnej części kraju śniegu nie ma... ...choć po kilku minutach lotu wydawało mi się, że przelatuję nad Górą Kamieńsk i śnieg jak najbardziej tam był. W naszych Górach również z lotu ptaka biało. Czechy mijam szybko i za oknem pojawiają się Alpy. Jakby ktoś się pytał jaka jest pogoda... ...to taka: I teraz zagadka, dla Was... ...czy ktoś może wie co to za lodowiec? A może ktoś rozpoznaje ten Ośrodek narciarski? Lot trwa ok 1,3 godziny... i po podziwianiu niezmierzonej ilości Gór zbliża się lądowanie. W pewnym momencie było nisko nad szczytami... Na lotnisku w Weronie (tutaj organizator podróży mnie wywiózł) jesteśmy do ok godziny 17:30. Johnny masz pozdrowienia od Krzyśka... ...Świat jest mały i na lotnisku spotykam mojego rezydenta z Kronplatzu :smile: Przesiadka w autokar: I dalsza podróż do miejsca przeznaczenia, do hotelu w miejscowości San Sicario trwa do godziny 22:00. Łączny czas podróży to 14 godzin i jest zdecydowanie za długi!!! Podsumowując: Plusem byłby czas, jeśli samolot wylądowałby np. w Turynie, a nie w Weronie...ale nie jest. W Hotelu jestem zmęczony. Duży minus - ograniczenia wagowe w samolocie. Ale... ...budząc się rano i widząc z hotelu, taki widok... Szybko zapomniałem o niedogodnościach dnia poprzedniego.
    2 punkty
  7. Śnieżyca... Dzień 6 - ostatni :-( Niestety ostatni dzień, to najgorsze warunki pogodowe dla narciarza. Mgła, ciepło i intensywne opady śniegu - kolejny raz pogoda na Skionline się sprawdziła...szkoda. O 9 rano zamiar jest ambitny - powtórzyć Sauze D'Oulx. ...mijam ulubioną karczmę - pusta. Wyciągam się na samą górę. Mijam kapliczkę...a tak swoją drogą, ciekawe co to za Święty strzeże z tego miejsca narciarzy? Czerwoną... Dostaję się do Czarnej... I już mnie nie ma w Sansicario. Warunki coraz gorsze. Kręcę się na oślep kilkoma trasami by poddać się i zapragnąć Bombardino. Wracam... 48 pod krzesło 11... Jestem na Szczycie, po stronie Sansicario. Zjeżdżam 21 by skosztować włoskiego trunku. Spędzam tu dosyć sporą chwilę i wyjeżdżam na najbliższe hotelu trasy. Jazda raczej jest walką a nie przyjemnością, choć miejscami tak jakby było widać trochę więcej. Taka jazda daje mi w kość... ...najbardziej drobniutki tnący twarz śnieg. Kapituluję... ...i trafiam z powrotem do karczmy. Tym razem Bruschetta. Ostatni zjazd Vialattelli... Wkładam narty i buty do boksu... I idę na basen się zrelaksować. Jakoś smutno... ...smutno, bo jutro czas wyjeżdżać. Smutno, bo Słońce wyszło...tak jakby chciało mnie pożegnać tutejszymi pięknymi widokami. Podsumowania wyjazdu będzie jeszcze czas. A teraz popatrzę jeszcze chwilkę i zrobię ostatnie fotki. pozdrawiam, jeszcze z Włoch marboru
    2 punkty
  8. kasza w Kamieńsku .zachęcony porannym słońcem i 12 stopniami na termometrze ruszyłem do Kamieńska, zobaczyć jak mają się warunki na tamtejszej górce.od rana dość twardo, przyjemnie, a potem jak to bywa przy wysokich temperaturach - kasza :biggrin:.jednak nie było na co narzekać, 4,5 godziny fajnej jazdy, żyć nie umierać!na samej górze przy orczyku kilka przetarć, ale na spokojnie do ominięcia :.ludzi na stoku - jak widać.. tłumy!
    2 punkty
  9. Dzień I - Sauze D'Oulx Dzisiejszy dzień zaczynam o 7:30. Śniadanie i jestem o 8:30 w pierwszym skibusiku, który wywozi mnie nie tak daleko pod krzesełko nr 30, które jest dla mnie oknem na Vialatteaowy Świat. Dzisiejsze alpowanie i plan z nim związany to trasy położone po lewej stronie masywu Górskiego przy jakim mieszkam, czyli Sauze D’Oulx. Przy wyciągu jestem, jak ten jeszcze nie został uruchomiony, i jako jeden z pierwszych jadę w górę. Krótki zjazd, i znowu w górę… Warunki są wspaniałe i cóż…mam znowu wrażenie, że znajduję się w narciarskim raju. Początek dnia jest dosyć tłoczny, ponieważ wszyscy chcą się dostać w takie miejsca, które dają możliwość rozjechania się w miejsca docelowej jazdy. Warunki są tak genialne, że zanim wyciągnę aparat i zrobię więcej fotek – mija dużo czasu. Twardo, śniegu brud, sztruks… …tylko jeździć!!! Jadąc cały czas w prawo docieram na koniec tras Sauze D’Oulx – trzy wyciągi talerzykowe. Trasy przy nich to coś pięknego. Po zrobieniu w tym zakątku wszystkiego… …trafiam na tutejsze zwierze, które dotkliwie gryzie mnie w rękę… Mimo, że jest bardzo ciepło i wywietrzniki w moim nowym uniformie są na Maksa pootwierane, sople trzymają się nieźle: Zjeżdżam na sam dół (w tle miasteczko) i tu pod krzesłami miękko…ale tylko ostatnie 100m trasy. To, co tu, nie da się nie zauważyć, to mnogość ustawionych tyczek: Wciągam się w górę szukając swoich „miejscówek”. Jedną z nich jest czarna 16. Mimo, że jest weekend i na stokach wielu Włochów… …to można znaleźć swoje enklawy, gdzie pasja wychodzi z krwi człowieka i można bardzo ostro pojechać. Wyjeżdżam na samą górę… …i po zrobieniu „prawej” strony, wracam na stoki San Sicario, gdzie jeżdżę do 16, w pełnym Słońcu. Trasy do końca trzymają, a trasy 72, 74 nawet na koniec dnia są idealne. Katuję je, katuję…a one nic. Więc, co? Ustąpiłem i zjechałem na dół, do hotelu. Z okrzykiem Forza Vialattea pozdrawiam Was wszystkich po pierwszym dniu w Raju. marboru
    2 punkty
  10. Chopok 4-5 marca, po kilku latach nieobecności w tym miejscu. Główny plan to zwiedzenie południowych stoków. Celowo wybrałem 2 dni z najlepszą pogodą i nie zawiodłem się, poza silnym wiatrem drugiego dnia. Nocleg w tzw. "hotelu" Garni (1*) w Liptowskim Mikulaszu. Innym bym nie raczej polecał - dość obskurny barak, ale tani (15E/os.) i zawsze w marcu są miejsca bez rezerwacji, więc można czekać na słoneczko i w drogę. Minusem jest jakość dróg na Słowacji - zdecydowane pogorszenie, co już zauważył niejeden forumowicz.Najbardziej zaskoczyła mnie ilość ludzi. W hotelu byliśmy prawie sami, cały Liptowski Mikulasz opustoszały, za to w Jasnej pełnia sezonu (a to dni robocze!). O 8.40 parking w Zahradkach już zamknięty, o 9 także ten główny w Jasnej. Raz zdążyliśmy, a raz musieliśmy jechać dalej w kierunku hotelu Liptov i gdzieś tam po drodze był taki pseudo-parking na 20 aut. Ktoś pisał w styczniu, że za parking skasowano go 6 Euro, wg mnie wszystkie zawsze były bezpłatne (tak jak i teraz). Za to na parkingach sam lód!Narty:Czynne wszystkie trasy poza nr 4 oraz 3 i 6 (te dwie czarne niby czynne, ale nie ubite). Warunki b. dobre, jedyne drobne przetarcia na trasie 33 na południe, ale z dwa tygodnie jeszcze będzie przejezdna. Pierwszego dnia, mimo tłoku, kolejki do wyciągów nie przekraczały 5 minut, ale wszystkie jeździły pełne, włącznie ze starym, 2-os. krzesłem na Konsky Grun. Ludzi na trasach dość dużo, choć bywały też trasy puste i równe do końca jak np. 31a i 36 po południowej stronie - krótkie, ale dość strome. Jeśli komuś nie przeszkadzają orczyki (czy właściwie talerzyki) to polecam! Natomiast zdecydowanie odradzam wjazd wyciągiem na Zadne Derese - najdłuższy wyciąg na Słowacji (1600m), ale pochyły i zlodzony tor z dziurami. Ogólnie na południowym stoku mniejszy tłok, ale trasy strome i to na dużej długości. Opustoszała też czarna trasa nr 7 po stronie Jasnej - wszyscy z Lukovej jadą w kierunku nowej gondoli na Chopok i chyba przez to. Nadal moim numerem jeden jeśli chodzi o trasy, pozostaje falista i widokowa 12-tka w Zahradkach. Wzdłuż trasy nr 5 wycięto sporo lasów - chyba będą poszerzać, wycięto też las pod nową trasę od "5" w kierunku Luczek, gdzie ma stanąć nowa gondola i tam ma powstać główna baza parkingowa, co rozwiążę problem przepełnionych parkingów.Drugiego dnia pogoda zapowiadała się pięknie, ale z powodu silnego wiatru nie działały obydwie kanapy na Lukovą. No to przeprawiamy się talerzykiem (duża kolejka) w stronę Jasnej, a tam jeszcze większa kolejka do nowego "cuda" w postaci kolejki szynowej o przepustowości 300 os/h (zwykły wyciąg talerzykowy przewozi 900 os/h, więc to raczej bezużyteczny bajer). Na szczęście włączyli też talerzyk obok krzesła na Lukovą - też duża kolejka i połowa narciarzy zasuwała pieszo na Priehybę wzdłuż trasy nr 2. Kolejki w Zahradkach na 10 minut stania, o godzinie 14.00 wyłączono z nieznanych przyczyn kolejną kanapę, co sprawiło że działała tylko ta na Priehybę. Gondola na Chopok bez oczekiwania, ale przy takim wietrze to raczej ekstremalna przygoda. Trasa z Chopoka to sam beton, po którym przewalał się śnieg - fantastyczne uczucie jechać po takiej "poduszce śniegowej" frunącej po trasie wraz z wiatrem, ale początkującym nie polecam. Na południowej stronie można z rozłożonymi rękami jechać czarną trasą na krechę, bo i tak wiatr hamuje - też fantastyczne uczucie!Generalne wróciłem bardzo zadowolony. Chopok w marcu, przy ładnej pogodzie, można porównać z niektórymi ośrodkami alpejskimi (np. Zell am See - nawet dość podobna "kopuła"). Infrastruktura bardzo się zmieniła, gondola "Funitel" na Chopok to najbardziej trafiona inwestycja - działa praktycznie zawsze i umożliwia przejazd na drugą stronę bez względu na pogodę. Pytanie to pewnie padło już ze 100 razy, ale jak dodać więcej niż 5 zdjęć?
    1 punkt
  11. jesteś niemożliwy ....hahaha hardcore. pozdrawiam ze słowacji
    1 punkt
  12. Kup Tyskie zgarnij karnet .... to była promocja kupujac 8 piw puszkowych można otrzymać karnet na 2 godziny jazdy na Pilsku w godz od 9-13. wymiana odbywa sie w recepcji Hotelu JONTEK. fajnie majac 2 kupony mozna spędzić pół dni na Pilsku - w cenie zakupionego piwa. Rano trasy fajne po ratrakowaniu.około 12 już miękki snieg. na koniec zjazd z Pilska poprzez buczynkę na sam dół. miejscami były narty wodne. zapowiadaja jeszcze opady sniegu więc znowu trzeba uderzyć na PILSKO.
    1 punkt
  13. Co do kapliczki to ja mam takie zdjęcia
    1 punkt
  14. Francja po raz pierwszy. Montgenevre. Dzisiejszy dzień nie nastrajał mnie optymistycznie. Po pierwsze prognozy pogody, po drugie widok o poranku za oknem. Mleko. Mimo wszystko postanowiłem zaufać warunkom przedstawionym na najlepszym portalu narciarskim w Polsce...czyli? I dzisiejszy dzień przekształciłem we francuski dzień. Delikatne opóźnienie na starcie - awaria skibusa i niestety nie jestem pierwszy pod wyciągiem. Startuję 9:20 trasą 70 do gondoli 36, która zwozi pod krzesło 37 i potem 38. Po drodze raz jestem w chmurze, raz nad nią, bądź pod nią. Widok na trasę 22 Monti Della Luna: Szybki zjazd trasą 93 i 91, wyciąg 44 i 99bis, która prowadzi do gondolo-krzesła 87. Jestem we Francji. Jadąc już na górę zauważam, że trochę się krajobraz zmienia. To może dziwne, ale wydaje mi się, że nawet inny gatunek drzew obrasta tutejsze zbocza. Jestem na szczycie Serre Thibaud 2550 m npm: Niebieska dojazdówka i na pierwszy rzut - czarno-niebieska Trais Scies. Warunki fatalne - tak jakby, nie była wcale przygotowana, nie widziała ratraka. Puch i kopce - wszystko naraz. Kolejne spostrzeżenie - czarna francuska jest naprawdę czarna, a nie tak jak włoskie, bordowe... Ciągnę w górę krzesłem 102. Kolejny nieprzygotowany i fatalny Czarnuch "Chaberton". Trasy Tetras i Myrtilles - zamknięte. Trasa, a czuję się jak poza trasą. Ilość śniegu... Widoczność raz dobra, raz zła. Spadam na dół nartostradą widokową Baisses pod wyciąg 81. Zaliczam trasę Montquitaine i ponownie w górę. Stąd widok na miasteczko Montgenevre: Sufinem i Reservoirem podjeżdżam jeszcze raz pod 87. Zaliczam czerwoną Marmottes, która jest jak czarna. Niebieskimi dostaję się na krzesło dwuosobowe 84. Jestem na Chalvet 2680 m npm. Na "nóż" idzie czarna "3 fourneous": Przygotowana jest znakomicie. Jazda na maksa. Zaliczam talerzyk 86 skąd nieziemskie widoki: Niebo jak widać się przejaśnia. Robi się ciepło. Zjeżdżam niesamowicie fajną trasą "Chalwet", później "Reservoire pod wyciąg 82 po drugiej stronie miasteczka. Ogólne wrażenie "prawej" strony? Bardzo fajna! Gdyby pogoda i przygotowanie tras było ok - to mógłbym spędzić tu cały dzień. Jestem już na Le Mandarine. Widok? Cudo... W stronę miasteczka: Zjeżdżam na sam dół pod kolejną krzesło-gondolę 99. Robię trasę pod nią i wyciągam się ponownie. Kolej na Czarną 94. Świetna i świetne warunki! Góra - 94. La Bois i jestem na krześle 103, które jest bardzo wolne... Czy może ktoś wie, co to za ośrodek narciarski w tle powyższego zdjęcia? Robię sporo fotek z niesamowitym krajobrazem i szybko spadam na dół czerwono-niebieską. Czas nagli - boję się, że nie wyrobię się z drogą do hotelu. Kolejna cyferka "ku szczytą" zaliczona - 105. Stąd zielono-niebieską w duł, pod orczyk 104...który niestety jest nieczynny. To komplikuje czasowo sytuację, bo jest prawie 14:40. Lecę w dół aż pod krzesło 90 skąd przebijam się La Valon do 94, potem La Traverse pod 95 skąd prowadzi droga z powrotem na Włoską stronę. Na wysokości 2560 m npm znowu "kaplica" z warunkami... Podsumowanie "lewej" strony...jak dla mnie nudno. Generalnie płasko. Po fatalnym zjeździe 100 ponownie w górę 41ką. Kolejny raz na tym wyjeździe zaliczam bardzo długą, kilku kilometrową nartostradę. Tym razem wariant z czerwoną 22. Ponownie dwa wyciągi łącznikowe 37 i 36 i jestem w Sansicario. Czas: 16:00. Chodzi krzesło 35, więc jadę. Zjazd 78 i przerwa. Piwo w knajpce przed ostatnimi szusami Olimpica. Do hotelu wracam 17, sporo później niż zwykle. Ufff ...piszę, piszę... A za oknem znowu mleko... pozdrawiam i do jutra marboru
    1 punkt
  15. W śnieżycy i puchu - dzień czwarty. Sansicario. Wstaję jak zwykle o 6:45 i pierwsze co, odsłaniam zasłonkę. Niestety spojrzenie nie zwiastuje niczego dobrego. Śnieg + mgła i jest zdecydowanie gorzej niż wczoraj. Jaki plan? Wszystkie trasy Sansicario. Oczywiście pod krzesełkiem niema nikogo, poza mną. Czekając jak Pani wpuści mnie by wjechać na górę, robię kilka fotek. Zdjęcia okolicy, po późniejszym wgraniu do kompa - nie nadają się do pokazania. Ściana mgły. Narty i kijki przed pierwszym wjazdem: Wjeżdżam na górę krótkim krzesełkiem nr 30 i pojawia się nadzieja, widoczność się poprawia: Niebieską dojazdówką numer 70 jadę po kilkucentymetrowym puchu. Pod śniegiem jest twardo - więc jazda inna, ale bardzo przyjemna. Wciągam się wyżej i niestety, im więcej metrów w górę tym gorzej... Robię z tego wyciągu trasy: 78+Olimpica, ...72+74, 72, 79. Wciągam się wyżej 31ką. Robię 72+76 a potem połowę czarnej Olimpica. Im wyżej tym gorsze warunki i więcej puchu. Ludzi na stokach prawie w ogóle. Na jednej z tras puchu po kolana. Na dole przejaśnienia. Końcówka czarnej - super przez dwa kolejne zjazdy... Wciągam się wyciągami 35, 31 i 33 na samą górę. Wysokość 2701 m npm - M. Fraiteve. Zadyma niemiłosierna. Śnieg, wiatr, ziąb, mgła. Część tras zamknięta. Przedzieranie się do Sauze D'oulx nie ma sensu. Robię 79 alta i całą Olimpicę - wojując klasycznie w puchu. Początek 79 alta - masakryczny. Potem jest lepiej. Mimo wszystko - mi się to podoba!!! Zmęczony walką zatrzymuję się na przekąskę i małe piwko w Soleil Boeuf. Po przerwie dalej katuję wszystkie możliwe trasy Sansicario. Narciarzy przybywa, więc robią się spore muldy. Mi to absolutnie nie przeszkadza. Najlepsze są dolne fragmenty czerwonej Olimpica, 74, 72. Na 79 mimo sporych opadów - duże przetarcia. Pod koniec dnia jeszcze kilka prób ze szczytu wyciągu 31 - wyżej nie ma sensu. Narciarsko jestem wyjeżdżony. Bardzo dobra lekcja jazdy w trudnych i ciężkich warunkach. Na koniec dnia - ostatni zjazd. Spotykam chłopaków z Polski w super śmiesznych strojach!!! Ci to dopiero mają humor! Smok i Superman: O 16:20 zjeżdżam na skibusa. Pisząc relację wyglądam przez okno. Przez szczyty przetaczają się chmury...oby przetoczyły się do jutra. pozdrawiam z Włoch marboru
    1 punkt
  16. Dębowiec (i nie tylko) - płynieDzisiaj naszła mnie chęć obejrzenia jak w temp +14 stopni trzyma się Dębowiec. Niestety widok nie napawa optymizmem.Nart nie miałem, ale zapytałem o opinie schodzących ze stoku starszych panów i twierdzili, że nie było źle.Na stoku i wyciągu było może z 10 osób. Promocji w kasie nie było żadnej.Mimo, że mieszkam 2-3 km od ośrodka jakoś nie miałem chęci tam jeździć w tym sezonie i dopiero dzisiaj pozaglądałem w różne kąty.Infrastruktura jest godna górki 3 razy dłuższej. Toalety na poziomie, parking mały, ale porządny i jak na razie darmowy.Małpi gaj robi wrażenie. Obok są ogólnodostępne przyrządy do ćwiczeń.Jest wypożyczalnia nart. Nigdzie nie widziałem gastronomii.Ośrodek jest krytykowany za koszt budowy niewspółmierny do wielkości górki.Zobaczymy co przyniesie przyszłość.A tu felieton o Dębowcu podsumowujący sezon z lokalnej strony:http://www.bielsko.biala.pl/aktualnosci/24437/debowiec-gorka-na-chwile
    1 punkt
  17. mrozik Od soboty-niedzieli 09-10.03.13 powrót mroźnej pogody w całej Polsce.http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=12375&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1 http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=12560&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1 http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=x5348&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1 http://www.weatheronline.co.uk/weather/maps/city?LANG=en&CEL=C&SI=mph&CONT=euro&LAND=PL&REGION=0001&WMO=12625&LEVEL=52&R=0&NOREGION=1 Marzec ma średnie temperatury poza górami plus2-4 stopnie a w górach od 2 w niższych górach do minus 2 wysoko. Te temperatury jakie maja być to nic nadzwyczajnego jak na tą porę roku. Śniegu ma trochę też spaść.Czyli dobre wiadomości dla marcowych narciarzy. Mnie to nie cieszy bo czekam już na plus 15 stopni. Rower przygotowany do sezonu. Pozdrawiam
    1 punkt
  18. Kasprowy Wierch 04.03.2013 Już od dłuższego czasu myślałem o nartach na Kasprowym, wczoraj wreszcie się udało. : Pogoda-marzenie, lekki mrozik, lampa bez jednej chmurki przez cały dzień. Wyjazd o 5:00 z Katowic, 7:45 na rondzie, wypożyczenie nart, przejazd busikiem (3 dutki) i ustawiamy się ok. 8:30 w kolejce do kolejki. 0,5h oczekiwania do kasy karnet dzienny z wjazdem KL 100zł) i ok. 9:30 meldujemy się na górze. Najpierw śmiganie na Gąsienicowej, potem po godzinie Goryczkowa, na koniec jeszcze 2 zjazdy Gąsienicową i zjazd nartostradą z Goryczkowej do Kuźnic(14:30). Podsumowanie: widokowo - marzenie polskiego narciarza, narciarsko - było fajnie, ALE Gąsienicowa słabo przygotowana (liczne wzdłużne nierówności), Goryczkowa w dolnym odcinku to jazda figurowa na lodzie, sporo wąskich odcinków, gdzie nie dało się "pokręcić". Ogólnie na Goryczkowej lepiej mi się jeździło. Stara infrastruktura mi nie przeszkadzała, choć przy pierwszym przejazdem Goryczkową tak dostałem krzesełkiem w goleń, że dziś mam fioletową pamiątkę. Zdjęcia:
    1 punkt
  19. SON w sobotę Wybrałem się 5 raz w tym sezonie do SONu. Tym razem w sobotę. Pojechałem z kolegą, który był pierwszy raz z SON, a w poprzedzający wtorek(albo środę) był na Pilsku. Zaparkowaliśmy na Julianach, gdzie byliśmy o 7:45. Pierwsze "odbcie" na wyciągu było o 7:57. Na początek machnęliśmy 2 przejazdy na Pośrednim(wszystko bardzo równe wg mnie) i od razy pojechaliśmy w drugi koniec tego ośrodka. "Golgota" wyglądała super. Kolega pomknął szybko. Ja jeżdżę dużo wolniej. Ale po chwili też byłem w Solisku. Następnie Suche, Hala, Czyrna, Małe Skrzyczne, Czyrna-"Bieńkulą", gdzie zjechałem pierwszy raz w życiu. Później kolejny raz "Bieńkula"(jak dla mnie pierwszorzędne utrzymanie trasy) i jeszcze parę innych zjazdów. Wszędzie na początek był sztruksik, niestety powyżej Hali mgła. Kolega twierdził, że trasy całkiem równe, ale na Pilsku były równiejsze. Ok. 10 na wszystkich trasach zaczął pojawiać się śnieg typu cukier, a do tego robiło się tłoczno. Przed 11 przemieściliśmy się ponownie na Juliany, gdzie niestety kolejka do V była na kilkanaście minut stania, a do IX było coś czego jeszcze nie widziałem w SON, czyli kolejka do wyciągu do połowy stoku. Ludziska stali kolejce jak dla mnie prawie do parkingu. Wjechaliśmy na górę i w dobrym tempie zjechaliśmy do auta(nadal nienajgorsze warunki). W tą sobotę zaliczyliśmy 19 wjazdów. Kolega dokonał niebywałej rzeczy, bo ma odbicie o 10:19 dwa razy. Wychodzi, że zrobił 20 wjazdów, ale na pewno było ich 19. W tym czasie(3h6min) zrobiliśmy 17419m. Ja liczę te jazdy wg długości wyciągów. Długość wyciągów liczę wg geoportalu. W czasie mojego wypadu w środę zrobiłem 31627m w czasie 4h52min. Ja z soboty miałem lekki niedosyt. Kolega chciał jechać na bieg Kowalczyk, a do tego stanie w kolejkach stawało się nieznośne. O ile mogę zrozumieć ludzi, którzy pchają się do Szczyrku w weekend, to ludzi korzystających z bramek ekspresowych nie zrozumiem nigdy. Gdybym miał zapłacić 9zł(45pkt razy dwa) za wyciąg to wolałbym jeździć na Dębowcu przez cały dzień za ponad 100zł. Na koniec na nasze miejsce na parkingu, a byliśmy 10m od stoku, czatowały już 2 samochody(mało się nie pozabijali). Żartowaliśmy, że trzeba było zrobić licytację i skasować za parking. Jak ktoś chce sprawdzić to mój karnet to SON33817. Kolegi SON797. Wcześniej jeździłem na karnecie żony. Ma numer SON21966. Mam jeszcze nadzieję na jeden wypad do SON. Tym razem za złotówkę. Po tym napiszę jakąś dłuższą recenzję.
    1 punkt
  20. Telegraf 05.03.2013 bez marboru z jakiegoś powodu :)a według mnie było całkowicie inaczej:1 kolejki koszmarne2 śniegu nie zmrozili3 ludzi na stoku na maxa4 wszyscy pytali gdzie jesst marboru
    1 punkt
  21. Kielce - TELEGRAF - 05.03.2013r Wiosna pełną parą chyba nadchodzi, bo dziewczyny powoli kozaki zrzucają, nogi pokazują, prawie wszędzie stopniał śnieg, no prawie... na szczęście kielecki Telegraf trzyma się jeszcze zimowo, nawet lepiej niż zimowo, bo i pogoda przepiękna, a warunki na stoku... po prostu wymarzone. Z Michałem (Mifilim) ponownie wybraliśmy się właśnie na Telegraf, żeby ponartować intensywnie od 10 do 13. Po wieczornym ratrakowaniu i nocnym mrozie, dzisiaj było naprawdę ekstra. Równo, nawet twardo, sztruksik, zero kamieni, lodu. Warunki naprawdę wymarzone. Do tego może ze 40 narciarzy na stoku, zero kolejek, tłoku na trasie. Przez 3 godziny jazda na maksa góra-dół. Ok 11:30-12:00 na górze po zjeździe z krzesełka i na dole przy wyhamowaniu przed bramkami zrobił się cukier i zaspy, ale w niczym nie przeszkadzały. Jak zwykle odpaliłem aplikacje w telefonie i dziś w sumie zjechałem 33 razy, zrobiłem góra-dół 28,51km... no i jest mój nowy rekord 87,93 km/h :happy: Trzy godziny zleciały bardzo szybko, ale jutro powtórka z rozrywki :happy: A ogólnie to tak dzisiaj wyglądał Telegraf. wjazd krzesłem na górę i rzut oka na trasę i kolejne z wyciągu Tu Mifilim jedzie sobie elegancko na kanapie No i widok z góry z panoramą Kielc A tu godz. 13 i ostatni rzut oka na stok z dołu I tak sobie czytam Wasze narzekania na stoki w Beskidzie śląskim, żywieckim, na warunki, stan ich przygotowania. Tu do pełni szczęścia (nie mówię o Alpach czy Dolomitach) wystarczyłaby ze 2 razy dłuższy stok, ale jeśli chodzi o warunki, to dzisiaj było naprawdę fantastycznie mimo, że od kilku dni wiosna.
    1 punkt
  22. Monti Della Luna - Claviere. Dzień Trzeci. Dzisiejszy dzień niestety nie wita mnie piękną pogodą. Pierwszy rzut oka za okno i już wiem, że nie będzie kolorowo tak jak w pierwszych dniach pobytu. Nad szczytami chmury, w prognozie opady śniegu. Plan na dzisiaj to Monti della Luna, czyli wszystkie wyciągi i trasy po stronie włoskiej w miejscowości Claviere. By tam się dostać zjeżdżam trasą 70, następnie 79, tak na rozgrzewkę, a potem powtarzam 79 + 71. Zamysł jest taki by do gondoli 36 dostać się na stację pośrednią i przejechać obok olimpijskiego toru bobslejowego. Niestety 71 jest zamknięta. Ponieważ Polak jest uparty - próbuję. Niestety - oznaczenia tras są takie, że gubię drogę i dojeżdżam na nartach pod parking górnej stacji gondoli jakimś szlakiem. Wsiadam do kabiny i zjeżdżam w dół do miejscowości Cesana, gdzie przesiadam się w krzesło i przez ulicę, wciągam się na masyw Monti Della Luna. Wsiadam na kolejne krzesło - 38 a następnie 39. Stąd widok na czerwoną trasę 23: Docieram w miejsce Colle Bercia, gdzie górne stacje mają trzy krzesełka 39, 41 i 42. Zaczyna padać śnieg i pogoda staje się coraz bardziej uciążliwa. Mimo to humor dopisuje... Zjeżdżam czerwoną z powyższej fotki pod krzesełko 40, by wyciągnąć się na wysokość 2293 m n.p.m. Przy dolnej stacji przykry widok, ofiara słabych warunków na stokach: Zjazd czerwoną 104 (czarna 102 zamknięta) a potem 100 po omacku... Końcówka trasy numer 100 pomiędzy krzesłami 40 i 41 zupełnie płaski - nie wiem skąd na mapie kolor czerwony? Wciąga mnie krzesełko 41 i pokonuję trasę 95 by kolejny raz wjechać tym wyciągiem. Teraz trasa 93. Po drodze sprawdzam co z czarną Crace? Zamknięta. Po niebieskiej 91 podjeżdżam do 43ki - i w górę by zaliczyć całość 91. Kolejne krzesełko to 44 gdzie zatrzymuję się na dłuższą chwilę. Górna stacja, to "granica" włosko francuska. Pilnuję się by nie przekroczyć dzisiaj granicy ponieważ karnet Vialattela ma tylko jeden dzień francuski - a ten dzień nie nadszedł jeszcze... Na początek trasa czerwona Gialla + czarna Gialla bis. Później trzykrotnie czarna 99 gdzie na puściutkim stoku trenuję śmig hamujący. Ponownie zaliczam całą Giallę. Dwukrotnie czerwoną 98 wraz z 91. ...niebieską 98 i wciągam się na sam szczyt wyciągu 42. Pogoda się pogarsza. Padający śnieg wbija się boleśnie w nieosłonięte części twarzy. Zjazd 93 bis i pora kierować się do hotelu. Ponownie jestem na szczycie Colle Bercia, skąd najpierw niebieską 90 alta, potem czerwoną 22 podążam do "mety". Widoczność drastycznie spada. Jadę w chmurze, śnieg pada coraz gęstszy. Dojeżdżam do Sagna Longa, malutkiego "zimowiska" dla narciarzy. Stąd zaczyna się kilku kilometrowy zjazd bardzo płaską nartostradą 90 bassa do krzesełka 37. Po drodze mijam przepiękny domek... ...i teraz kilka kilometrów takim zjazdem: Wsiadam do gondoli i udaję się do Sansicario. Teraz marzę o jednym, coś zjeść i napić się gorącej herbaty. Wjeżdżam taśmą pod krzesło 35, zjeżdżam czarną 78 do knajpki w Soleil Boeuf. mmm zziębnięty ogrzewam się i smakuję jedzenie z gorącym napojem. Poezja jak smakuje. Teraz tylko w dół do skibusa. Na czerwonej Olimpica co najmniej 5 centymetrów świeżego puchu. Docieram do hotelu... Chwila odpoczynku i siadam do relacji. Sącząc ostatni łyk Orzecha laskowego (wtajemniczeni będą wiedzieli o co chodzi) - kończę pisanie. Rzut oka za okno. - mgła i niestety nie widać poprawy pogody... ...oby noc zmieniła istniejący stan rzeczy, bo jutrzejsze nartowanie i plany - są od pogody uzależnione. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  23. Pragelato i Sestriere część I Drugi dzień, podobnie jak pierwszy przywitał mnie Słoneczkiem. Super! Plan na dzisiaj to Pragelato oraz Sestriere. Podobnie jak w niedzielę – jestem przy pierwszym wyciągu jeszcze przed jego uruchomieniem. Jadę pierwszą kanapą. Szybko w górę, by odnaleźć trasę Cresta, potem 27 bis i 46. Cały zjazd z M. Fraiteve powyżej wymienionymi ścieżkami jest niebieski. To bardzo długa i piękna nartostrada… …oczywiście pokusiło wyjechanie poza trasę. Skończyło się niegroźnym upadkiem. Śnieg poza trasą ma delikatną warstwę lodu, a pod spodem puszek. Narty zjazdowe niestety nie nadają się za bardzo do takich warunków. Poniżej na zdjęciu widać, że jako tako się utrzymuję…a kijek, po przebiciu warstwy lodu cały się swobodnie zapada… Dalsza jazda już po sztruksiku, w stronę widocznych na zdjęciu tras w Sestriere: Jest pięknie, widokowo. Robię bardzo dużo zdjęć. Skały + jaskinia: Trasa 46 kończy się asfaltem, i by przebić się dalej należy zejść jakieś 150m z buta do pierwszych tras po drugiej stronie doliny. W górę jadę wyciągiem 16, po czym na jego szczycie widzę mapkę z oznaczonymi kierunkami jazdy. Widząc przepiękne warunki zjeżdżam na dół… … i przy ponownej podróży krzesełkiem postanawiam pojechać niebieską Paltemouche do Pragelato. Zjeżdżając w dół widzę jakieś krzesełko, i bardzo wąską trasę zjazdową w tej miejscowości. Krzesełka nie mam na mapie Vialattelli, więc pojawiającą się pokusę dławię w sobie i wracam z powrotem piękną, dużą gondolą. Śmigam kolejne razy krzesłem 16 testując liczne tutejsze trasy… Kolejne krzesło to 20. Wciągam się nim i mym oczom ukazuje się Sestriere w całej okazałości…wraz ze Snowparkiem:
    1 punkt
  24. Pragelato i Sestriere część II Widząc sporą ilość ludzi, szybko zmykam czarno czerwoną 4ką pod krzesło 17, które wyciąga mnie do trasy 31 i „szczytowego” orczyka. Jadąc nim, widoki są zapierające dech w piersi: Śniegu jest tu sporo. Jestem na narciarskim „szczycie” M. Motta 2823 m n.p.m. To raj! Czarna 31… … …później czerwona 8 i tak dwa razy pod rząd. Przemieszczam się na trasy Alpette. Orczyk na M. Sises nie działa niestety. Jest tu dosyć gwarno mimo, że trasy oznaczone kolorem czarnym. Przy wiosce olimpijskiej brak polskiej flagi… Skrzyżowanie krzeseł 24 i 26 z widokiem na szczyt 2600 m n.p.m. Ponieważ czas nagli – zaliczam dwie trasy i zaczynam się ewakuować. Tym bardziej, że trasa olimpijska jest zamknięta. Sportowcy trenują… Z dołu wypatruję szwajcarskie naszywki na kurtkach, ale – czy to Szwajcarzy? Nie wiem. Uciekam gondolą 28 na swoją „stronę mocy”. Zjeżdżam jeszcze trasą 82 do pośredniej stacji gondoli i kolejne zjazdy kończące dzień odbywam w San Sicario. O 16 kończę ten cudowny narciarski dzień. Twarz mimo filtru 50 spalona… Pozdrawiam marboru
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...