Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. fundu

    fundu

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      578


  2. czepek

    czepek

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      105


  3. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 223


  4. jata_70

    jata_70

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      440


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.03.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. Beskidy w słoneczną niedzielę, czyli nieudane poszukiwania stoku bez ludzi W ostatnią niedzielę postanowiliśmy się wybrać na ostatnie nartowanie w tym roku. Najważniejszym punktem programu miała być Czantoria. Dla wielu może się to widać dziwne, ale moim celem na ten rok było „zjechać z Czantorii”. Dla kogoś kto jeździ od 4 roku życia, to górka jak każda inna. Jak się zaczyna jeździć w wieku 28 lat(pierwsza wizyta na nartach miała miejsce 6 stycznia 2011), to zakłada się, że w kolejnym roku zjadę trasą o określonym poziomie trudności. Przynajmniej ja tak miałem, że w pierwszym roku jeżdżenia chciałem zjechać z Cieńkowa czy Nowej Osady. W drugim „zaliczyć” jakąś czerwoną trasę. High levelem dla mnie była Czantoria. O „Bienkuli” czy FIS w Szczyrku nie myślałem i nie przypuszczałem, że z ludzką prędkością uda się zjechać już w tym roku(„Bieńkula”). Za rok chciałbym na koniec spróbować Kasprowego. W zeszłym sezonie jakoś nam ta Czantoria nie wyszła(a umiejętności już były). W tym roku jeden lub dwa zjazdy były obowiązkowe. Teraz żałuję, że nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale po kolei. Plan zakładał zjazd z Czantorii, a następnie wizytę na Nowej Osadzie. 11:00 w niedzielę, piękne słoneczko, na „Wiślance” na spokojnie. Pod Czantorią informacja, że parking full pełny, a na parkowanie dalsze(np. obok PKP Ustroń Polana) nie mieliśmy ochoty. Stwierdzam, że jedziemy dalej. W Wiśle już było bardziej tłoczno, ale raczej na spokojnie się jechało. Zawahałem się czy jechać stronę Nowej Osady, czy lepiej od razu do Istebnej, gdzie spodziewałem się mniejszych tłumów, ale jakoś miałem ochotę na szusowanie w Wiśle. Niestety na Nowej Osadzie dzikie tłumy. Ludzie parkowali na dole przed mostkiem. Takich ilości ludzi ja tam jeszcze nie widziałem. Nawet nie skręcałem tylko pojechałem dalej. Nie wiedzieć dlaczego liczyłem, że na Cieńkowie będzie spokojniej. Tutaj był jakiś niesamowity problem z wjazdem na parking. Szlaban zamknięty, zero informacji , 3 auta przede mną stoją i czekają aż ktoś podniesie szlaban. Prawdopodobnie był pełny parking, tylko dlaczego zero informacji?!? Nie miałem zamiaru stać w jakiejś szalonej kolejce do parkingu. Wykręciłem na wariata i pojechaliśmy do Istebnej, przez Wisłę Czarne. Pojawiła się nawet wizja jazdy do Szczyrku do SON, ale miałem ogromną ochotę na kanapę. Koło „Zameczku” 2 jakiś pilnujących panów(wyglądali na mundurowych, jeden z lizakiem). Czyżby Bronisław znowu nawiedził Beskidy?!? Droga w okolicy Kubalonki biała, oczywiście główna Wisła-Istebna już czarna. W Istebnej jedziemy od razu na Złoty Groń, bo po pierwsze taniej, po drugie jak już stać w mega kolejce, to niech posuwa się szybciej(nie ma jak wyprzęgana kanapa). Tu znowu była alternatywna wizja, aby uderzyć na Ochodzitą, ale żona mi przypomniała, że mówiłem o kanapie. Pod kasą zagaduje mnie jakiś gość, że opchnie mi karnet za 10zł(cały dzień za 29zł-czyli zyskujemy obaj), ale transakcje uniemożliwia nam pan ochroniarz, specjalnie postawiony do tego celu. Koleś od karnetu do konspiracji nie przygotowany bo zagaduję go, żeby szedł do auta(gdzie chciałem uskutecznić transakcję), a koleś oddaje karnet i idzie do auta. Kupujemy więc za 29zł dla mnie i dla żony i do kolejki. Wychodziło 15 minut na jeden zjazd ze staniem w kolejce(4 zjazdy na godzinę). Szło by to szybciej gdyby ludziska siadali po 6. Problemem jest tam brak taśmy rozbiegowej i tych bramek wypuszczających na taśmę. System oparty na jakiś słupkach metalowych jest jakiś „murzyński” wg mnie. Do tego bardzo nierówno w okolicy tych słupków, plus zjazd od bramek „karnetowych” mocno stromy. Ludzie hamowali na plecach i nartach innych. Ale nie można narzekać za 29zł(a nawet taniej o czym na koniec). Trasa w miarę spoko. Jak na ten dziki tłum to bardzo ok. Pewna część była wygrodzona dla jakiegoś slalomu dzieci. Ok 12 slalom rozebrano i dało się zjechać po bardzo równej trasie. W górnej części nie ma już tego wygrodzenia, niestety jest tam nienaśnieżone, więc i tak pozostaje jazda z prawej lub lewej strony. W górnej części bardzo drobne minerały(tak jak napisałem wcześniej nie oceniam tego wcześniej wygrodzonego miejsca, bo tam raczej łąka). Na dole bez zarzutu. Jeździliśmy 3h z jakąś 15 minutową przerwą na kiełbaskę i winko. Kolejka była minimalnie krótsza o 15. Pogoda piękna cały dzień-słoneczko i lekki mrozik. Zmyliśmy się tak wcześnie bo czekała Czantoria. Na koniec postanowiłem podejść do sprawy konspiracyjnie. Zagadałem ekipę, która przyjechała i opchnąłem karnet za 10zł. 3h zrobiliśmy więc za 19zł. Poza Szczyrkiem za 1zł, najtańsze szusowanie w moim życiu(poza pojedynczym zjazdem z Czantori, ale to się nie liczy). Na parkingu pod Czantorią pustki. W kasie niestety okazuje się, że jeden zjazd wyjdzie 9zł od głowy. Mordercza cena wobec tego, że cały dzień kosztuje 60zł. Do tego w tym pomieszczeniu z kasami gorąco jak w lipcu. Wszystko ok, ale tam się wchodzi w stroju narciarskim, który jaki by nie był fajny, średni o się nadaje do temperatur 25+. Na Czantori też nie ma taśmy rozbiegowej, są za to te bramki wypuszczające. Nie bardzo rozumiem dlaczego jak jest wyprzęgana kanapa w Beskidach to nie ma taśmy. W Białce miały. Zjazd pod krzesło mega nierówny. Wszystko rozumiem, ale braku chłopa z łopatą(czy szpadlem) nie zrozumiem. Zwróciłem uwagę obsłudze, ale popatrzeli na mnie na zasadzie „to my mamy fajną trasę i kanapę i jak się nie podoba to wypad”. Oczywiście zupełny brak kolejki. Na wyciągu byli też ludzie bez nart. Szybki wjazd na górę z pięknym widokiem na Ustroń. Trasa niestety już okrutna. Tzn. śnieg był. Chyba nie ten poziom, żeby mieć trawę wielkości boiska, ale mulda na muldzie. Właściwie to były takie kopce, zwane tutaj na forum „kopcami kreta”. Dla nas, którzy chcieli tylko „zjechać” to było tylko pewne utrudnienie, dla chcących poszaleć trasa nie do przejścia. Co chwilę ktoś leżał. Na środku trasy jechał gość z dzieckiem na oko 4 letnim(bardzo słabe umiejętności dziecka). Nie rozumiem ludzi, którzy pchają się na taką trasę z tak małym dzieckiem. Na trasie było kilka dużych minerałów, ale ogólnie trasa bez zarzutu pod względem ilości śniegu. Po wolnej jeździe dotarliśmy w okolice kasy. Drugiego zjazdu nie zrobiliśmy, bo w tych warunkach nie miało to sensu. Minusem Czantorii jest dosyć uciążliwe zejście po schodach(jakoś wchodzi się łatwiej), ale to już raczej czepianie się. Na parkingu po zdjęciu butów zameldowałem zakończenie sezony 2012/13, ale z tego co widzę za oknem to może się jeszcze jakiś wypad narciarski wydarzyć. Mimo okrutnych kolejek wypad był bardzo udany. Żałuję, że wcześniej nie pojechałem na Czantorię. Ktoś tu napisał, że najlepiej w temacie stosunku cena do ilości tras wypada SON w marcu. Po tym co widziałem w Ustroniu to za 60zł chyba dużo bardziej wolałbym Czantorię. Nie wiem jak z przygotowaniem tutaj tras(trasy, bo niebieska to chyba sporadycznie czynna). Szybka kanapa, długi stok, fajny poziom trasy, darmowy parking. Dla mnie ta trasa jakoś strasznie zawsze trudna się wydawała, a jest całkiem ok. Oczywiście, że nie jest to tak łatwa trasa jak na Nowej Osadzie czy Zagroniu, ale biorąc pod uwagę dzikie tłumy(Nowa Osada) czy morderczy dojazd(Soszów), to wole mieć trochę trudniej, a dużo wygodniej.
    5 punktów
  2. było równiuteńko, piękna słoneczna pogoda, odrobinę wiało na górze wymarzone warunki :laughing: tylko kanapy mi brakuje
    4 punkty
  3. Kolejna świetna relacja znaleziona na powder.pl. Tym razem dotyczy Sudetów i Śnieżnika, w masywie którego byłem nie tak dawno: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/16351-Czarno-G%C3%B3rskie-Igraszki?highlight=czarnog%F3rskie+igraszki Oto ona: Dzień na Śnieżniku Śnieżnik powinien wzbudzać nasze zainteresowanie już przez wgląd na samą nazwę. To jednak nie wszystko – znajdziemy tam ciekawy teren do jazdy. To dobry cel na weekendowy wypad ale też na jednodniowe wyjście. Tytułowa góra wznosi się w Sudetach na wysokość 1425 m n.p.m. Mieliśmy do dyspozycji niestety tylko jeden krótki dzionek. Pół biedy jakbym był lokalesem, który wstając o normalnej porze, po śniadaniu, melduje się u podnóża tej góry. Mnie budzik wybił ze słodkiego snu już o czwartej, wlałem w siebie kawę, wsiadłem do auta żeby pokonać 250 km do Kletna leżącego u stóp Śnieżnika. Trzy i pół godziny za kółkiem i już jestem na miejscu. Przywitał mnie Tomek Gola, który dziś pełnił rolę przewodnika. Na nartach spotkaliśmy się pierwszy raz. Po kilkudziesięciu metrach podejścia za nim, wiedziałem też, że żeby nadążyć muszę włączyć turbo. Chłopak foczył jak zawodowy skialpinista. A wycieczka miała być lajtowa... Wydzieranie do przodu to przywara fotografów. Zawsze chcą być pierwsi, żeby móc zrobić zdjęcie wtaczających się na szczyt swoich towarzyszy. Tempo mamy więc dobre. Zamiast iść szlakiem uderzamy za śladami innych narciarzy po lewej stronie potoku. Po około dwóch kilometrach przechodzimy na drugą stronę i napieramy na stromy stok, który wystawia na ciężką próbę zdolność trzymania naszych fok. Przebijamy się przez gęstwinę młodnika do szlaku w okolicy przełęczy. Tutaj czeka na nas szeroka autostrada, która prowadzi do schroniska. Uwielbiam odwiedzać schrony w polskich górach poza weekendami i innymi okresami kiedy po górach kręci się dużo turystów. Zamawiając żurek można spokojnie pogadać z gospodarzem, choćby o pogodzie i innych pierdołach. Posileni wspomnianym wyżej, klasycznym daniem ze schroniskowego menu, ale też nieco rozleniwieni złocistym płynem, ruszamy w kierunku szczytu Śnieżnika. Po wyjściu na zewnątrz słońce atakuje nasze oczy. To miłe w odróżnieniu od ryku skuterów, którymi się właśnie zabawia dwóch kolesi na polanie ponad schroniskiem. Foczymy w kierunku szczytu. Po drodze mijamy grupę Czechów na biegówkach. Pogoda jest w sumie nie najgorsza. Stalowe chmury wprawdzie wiszą nam nad głowami, ale najważniejsze, że nie mają tendencji do zsuwania się coraz niżej i zasłaniania widoku. Szczyt Śnieżnika zgodnie z sudecką specyfiką jest płaski prawie jak patelnia. Mogę sobie wyobrazić, że zabłądzenie tutaj we mgle, kiedy teren właściwie nie daje podpowiedzi w postaci charakterystycznych punktów, jest niebezpiecznie łatwe. Teraz mamy ten komfort, że widać gdzie mamy jechać. Właściwie to byłoby gdyby nie specyficzna wypukła konfiguracja terenu przed miejscem do którego zmierzamy. Nie przejmuję się jednak zbytnio nawigacją, bo te sprawy ogarnia Tomek. Jedziemy do Wielkiego Leja. To dość znana wśród miejscowych skiturowców formacja, w której przy specyficznych warunkach drzemie lawina. Trzeba uważać. Po dojechaniu na miejsce okazuje się, że środek pola śnieżnego wygląda jak stok przy wyciągu, którego właściciel oszczędza na ratrakowaniu. Mówiąc wprost – wszystko jest przejeżdżone, po puchu nie ma już nawet wspomnienia. Na szczęście na lewo rozciąga się teren będący systemem polanek, które rozdzielają grupy świerków. Tam śnieg jest nietknięty. Pierwszy długi skręt na białej połaci jest testem dla warunków. Okazują się być naprawdę niezłe. Puchu wprawdzie nie ma po kolana, ale jego warstwa gruba na 20-30 cm jest na tyle zwarta, że krawędzie nie przebijają się do twardego podkładu. Jedziemy robiąc sobie nawzajem trochę zdjęć. W kilku miejscach można sobie skoczyć. Nachylenie jest na tyle duże, że jeśli nawet dowaliłoby puchu po uszy nie byłoby problemów z napędzaniem desek. Grawitacja powinna dać tutaj radę. Dojeżdżamy do lasu i charakterystycznej ścieżki przecinającej stok Śnieżnika. Tu śniegu jest już wyraźnie mniej. Las przecięty wąwozem i urozmaicona rzeźba terenu wokół dawałaby fantastyczne możliwości założenia ciekawej linii. Kiedy jest twardo takie okoliczności przyrody nie są najlepszym poligonem do jazdy. Odbijamy nieco na lewo i zjeżdżamy kawałek świerkowym lasem do wyraźnej leśnej drogi stokowej. Tu już warun jest naprawdę słaby – twardo. Przy czym na samym dole skorupa na śniegu miała tendencję do zapadania się i jazda wymagała sporej gimnastyki w postaci inicjowania skrętu w powietrzu, jakby jechało się w tatrzańskim żlebie. Na drodze kleimy foki i już nie tak raźnie, jak na początku dnia, ruszamy do góry. Przecinamy stok, którym zjeżdżaliśmy. Zadzieramy głowy do góry i komentujemy ciekawe miejsca do zjazdów, których tu nie brakuje. Trzeba będzie wrócić na Śnieżnik. Najlepiej na weekend z noclegiem w schronie – dochodzimy do wniosku. Już na rezerwie sił wdrapujemy się z powrotem na szczyt. Przed nami jeszcze jeden zjazd, który jednak jest dla nas totalną niewiadomą i będzie się odbywał „na azymut”. Powrót na parking w Kletnie drogą naszego podejścia nie byłby zbyt atrakcyjny pod kątem zjazdu. Dlatego wprost z kopuły szczytowej obieramy kierunek na charakterystyczne miejsce gdzie schodzą się potoki. Mijamy na samej górze kilka oblepionych śniegiem i szadzią małych świerków, które w tej formie przypominają mnichów wędrujących w pokutnych worach. Niżej teren nieco się załamuje, można jechać szybciej. Tylko raz, jeszcze dość wysoko, zatrzymujemy się żeby zrobić zdjęcia. Na szczęście robi się już powoli ciemno i warunki nie kuszą do wyciągania aparatu z plecaka. Można poświęcić się jeździe. Ta okazuje się wręcz genialna – tego się tu nie spodziewałem. Małe luki pomiędzy drzewami nie dają możliwości planowania linii nawet na kilkadziesiąt metrów w przód, ale jakimś cudem, okazuje się, że po minięciu kolejnego gałęzistego świerka jest kolejna mała polanka na założenie jednego, bądź dwóch skrętów. Jadę za Tomkiem, puch wzbijany spod jego ślizgów ląduje bez przerwy na mojej twarzy. Nawet na moment nie tracimy płynności. Czad! Wyjeżdżamy po świetnym kawałku na leśną drogę. Jedziemy nią kilkadziesiąt metrów, po lewej pojawia się przecinka. Porozumiewawcze spojrzenie wystarcza żeby ustalić dalszą „marszrutę”. Gonimy kilkumetrowym paskiem śniegu przecinającym młodnik. Za chwile wylatujemy do znanego nam z podejścia miejsca. Jesteśmy w dolinie potoku. Stąd już na krechę, po swoich śladach, jedziemy prosto na parking. To był świetny wypad! Niepozorna kopulasta górka jaką jest Śnieżnik kryje na swych stokach mnóstwo genialnych linii. Przy odpowiednich warunkach śniegowych nawet najbardziej wymagający narciarz znajdzie tu warianty przejazdów, które wymalują uśmiech na jego twarzy. Tekst: TomekDębiec/ Powder.pl Zdjęcia: Tomek Dębiec TomekGola/ Fikcja.pl
    2 punkty
  4. Pójść za ciosem... Po świetnym narciarskim weekendzie: Parchatka: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15838-Polska-warunki-narciarskie-2012-2013?p=169321&viewfull=1#post169321 Rąblów: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15838-Polska-warunki-narciarskie-2012-2013?p=169325&viewfull=1#post169325 Konary: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/17113-Nartowanie-w-cieniu-Zamku-Krzy%C5%BCtop%C3%B3r?p=169396&viewfull=1#post169396 Poszedłem za ciosem i postanowiłem rozpocząć tydzień narciarsko. To była szybka decyzja - wieczorny trening w Kazimierzu. Dlaczego akurat to miejsce? Po pierwsze - nie byłem nigdy w tym Ośrodku wieczorem. Po drugie - czynny jest do 22. Po trzecie - obniżono cenę karnetów o 5zł, 2godzinny kosztuje 25zł, 3godzinny 30zł. Wyjeżdżam z domu tuż po godzinie 17. Temperatura na zewnątrz 0 stopni. Mam obawy, jakie będą warunki? W sumie to nie są nawet Góry Świętokrzyskie...jest nisko, nizinnie. Na miejscu jestem po godzinie 18stej i od razu na samym początku zdziwienie, na parkingu sporo aut - nie będę zatem sam na stoku. Gdy się przebieram czuję zapach ogniska... ...to specyficzne miejsce z wyczuwalnym, niesamowitym klimatem. Ognisko w wąwozie, górka, drzewa...świadomość bliskości Królowej polskich rzek - Wisły...i przyjemny zapach ogniska, palonego liściastego drzewa. Jeszcze dobrze nie założyłem butów, a już jestem zadowolony z wyboru miejsca dzisiejszego treningu. Pierwszy rzut oka na stok... Gdzie jest Bałwan? ...zniknął!!! Czyżby to był znak zbliżającego się końca sezonu i wiosny? Jadę w górę. Patrzę, jak są oświetlone obydwie trasy. Wszystko pięknie: Wieje. Jest spory wiatr, który powoduje odczuwanie zimna. Pierwszy zjazd i już wiem, że będzie dzisiaj ostro i agresywnie. Jest mega twardo, równo - tak jak nartoholicy lubią najbardziej. Jadę do góry drugim talerzykiem... ...a tutaj, piękny widok na rozświetlone Puławy: Łagodniejsza niebieska trasa: Widok na początek trasy czerwonej wraz z światełkami, oddalonego kilka kilometrów, miasta: Jazda jest świetna. Narty trzymają, choć w końcówce łagodniejszej trasy, na lodzie jest jeden zong i mnie kładzie - puszcza krawędź... ...przegiąłem jak zwykle. Często tak mam gdy warunki są wyśmienite - jadę na krawędzi ryzyka. Jeżdżę raz jedną, raz drugą trasą. Mimo wiatru i chłodu, już po pół godzinie czuję, że jestem dobrze rozgrzany. Krótka przerwa na "autoportret": I dalsza jazda... Kolejna fotka: Spojrzenie na górną stację wyciągu... Tak rewelacyjne warunki na trasach prawdopodobnie są spowodowane przez popołudniowe ratrakowanie. O godzinie 21 miejscami jest sztruksik: Czas mija nadzwyczaj szybko. Wszystko dlatego, że nartowanie w blasku Księżyca niczym nie ustępuje jeździe w blasku Słońca. Ma swój urok, niesamowitą aurę. Oddaję karnet, odbieram kaucję i patrzę ostatni raz na stok, otoczenie... Narciarze, po udanym dniu - grzeją się przy ogniu. ...a ja? Wracam do domu zadowolony, że... Poszedłem za ciosem.
    2 punkty
  5. masz tam swego super instruktora - czemu nie poprawi twej sylwetki. jezdzisz poprawnie. ale tak jak pisze Gregor za sztywno góra. za mało pracy biodrami.moja rada zdjąc kijki.1. jadac naciskamy od wewnatrz na górne kolanko.. 2 . dwie raczki na but dolny. 3 zbieranie grzybków do stoku. 4 krakowiak 5. cyrkiel 6.kijki z przodu w poziomie i jazda węzykiem.. i wiele innych figur ktore zna TWOJ INSTRUKTOR...... ja tak ucze... swoich.....andrzejski.pl . inne pytanie czy grałas w kadrze .. czy znasz moja koleżanke Monike Zembowicz z BKS STAL BB
    1 punkt
  6. Niemieckich ośrodków nie znam ale z tym wypadem do Austrii to rzeczywiście niezły pomysł. Przecież z Monachium to już przysłowiowy "rzut beretem", a możliwości przeogromne. Wydaje mi się, że jedyna trudność to na jaki austriacki ośrodek się zdecydować. Przy odrobinie dobrej organizacji mogą spokojnie zdążyć na pierwsze krzesło, a jeśli będzie słoneczko to do 16:30 pojeżdżą jak nic! I na kolację spokojnie zdążą do Monachium (chyba, że skuszą sie na austriackie papu). Z Monachium do Flachau jest 2 godziny jazdy jeśli nie ma żadnych utrudnień. Warto nad tym pomyśleć. Tym bardziej, że do Ga-Pa jest godzina jazdy , a do Oberstdorfu .... 2 godziny! A jaka różnica w ofercie! A we Flachau teraz jest tak: http://webtvpicture.feratel.com/picture/36/5219/CFEA3AC2-3629-4745-B006-6E9D96154AA5.jpeg?design=feratel&dcsdesign=feratel4 http://webtvpicture.feratel.com/picture/36/5216/07C8288A-B123-4B14-B54C-4DF74A48A3AF.jpeg?design=feratel&dcsdesign=feratel4&ap=1
    1 punkt
  7. Takim ośrodkiem na jeden dzień blisko Monachium może być Spitzingsee-Tegernsee. Bliżej niż Ga-Pa, pogoda ma być jutro lepsza, karnety tańsze, bliżej zdecydowanie niż ośrodki w Austrii. Przejeżdżałem jadąc do doliny Ziller i widoki w tej okolicy były piękne, także same górki wyglądały zachęcająco. Na jeden dzień bym się tam zatrzymał. Oczywiście wszystkie wymienione ośrodki austriackie dają większe możliwości. Ale na jeden dzień ... ja bym się skusił. Chociażby z samej ciekawości i dla widoków.
    1 punkt
  8. Ja bym pojechała tam gdzie będzie ładna pogoda - maja jeden dzień nartowania i rzut beretem do wielu ośrodków. Jutro w Ga-Pa ma padać śnieg więc będzie marnie. W Kitz (1,5 h) ma być trochę słońca trochę chmur wiec już nieco lepiej. A może do Ski amade (Flachau/Wagrain ma dojazd autostradowy ok 2h jazdy) bo tam ma jutro być praktycznie lampa.
    1 punkt
  9. Z tym Oberstdorfem to se wymyślili:rolleyes::, przecież z Monachium to kawał drogi, a ośrodek...:tongue: Tego GaPa nie znam, ale jakoś tak nie mówi to do mnie, nawet nie lubię jak tam Puchar Świata gości, to fajne jest ale na Turniej 4 skoczni:stupid: Myślę że wybór padł jakby automatycznie że są w Monachium w Niemczech, więc trzeba poszukać czegoś w Niemczech, z nie zastanowili się że do Austrii jest kawałeczek, a tam w podobnej odległości jak GaPa ośrodków masa, a w takiej odległości jak Oberstdorf to HO!!!HO!!!! Np:Kitzbühel, St. Johann in Tirol, SkiWelt, Steinplatte, to kilka w okolicy tych bardziej znanych, a jest tego jeszcze więcej, dokładając paręnaście km można wylądować w Zillertal, a co się tam do jazdy na nartach znajdzie to raczej nie muszę wymieniać:
    1 punkt
  10. Zdarzyło mi się w latach siedemdziesiątych uczestniczyć w rajdzie narciarskim organizowanym przez PTTK z Międzygórza na Śnieżnik. Rajd był okazją do zdobycia Górskiej Odznaki Narciarskiej PTTK (w tamtych czasach jakie by nie były) było wiele działań i inicjatyw motywujących do uprawiania turystyki (w tym narciarskiej). Po kilkugodzinnej wędrówce dotarliśmy (podobnie jak autor cytowanego artykułu) do schroniska i na szczyt Śnieżnika, gdzie można było zdobyć punkty do wspomnianej odznaki narciarskiej. Polegało to na "zaliczeniu" łuków oporowych (skręty w jeździe pługiem z przenoszeniem ciężaru ciała z jednej narty na drugą oraz zatrzymani się pługiem w jeździe w dół stoku na pewnym odcinku (co po nabraniu pewnej prędkości wielu sprawiało dużo problemów). W końcu ruszyliśmy w dół do Międzygórza - niestety nasz przewodnik pomylił leśne ścieżki i do autokaru dotarliśmy dopiero o świcie (4 - 5 rano). Dzisiaj, po czterdziestu latach miło się wspomina.
    1 punkt
  11. Laskowa 17.03.201317.03.2013 byłem w Laskowej. Około godziny 14:00 gdy dotarłem na miejsce, stok na stromych odcinkach był już pokryty muldami ze świeżego śniegu. Nie było lodu, przetarć i kamieni :laughing:. Podjazd do czytników wyciągu - na bieżąco. Co ciekawe, mały wyciąg talerzykowy (stok do nauki) był bezpłatny - taka promocja :biggrin:. Cztery godziny minęły błyskawicznie w popołudniowym słońcu i trzeba było zbierać się do domku.
    1 punkt
  12. Pilsko 18 Marca. Byliśmy dziś przygotowani na jazdę od 8 do 20 jednak pani przy kasie zprostowała nasze plany. W tygodniu wszystkie wyciągi łącznie z babą do 16 czynne. Trasy nie wszystkie czynne. Dolna 5 standardowo zamknięta ale da się zjechać(w jednym miejscu należy przeskoczyć malutki strumyczek i na samym końcu ominąć niewielką ilość kamieni). Zielona 4 kompletnie nie przejezdna. Reszta tras to warunki poprostu idealne, twardo. Jazda poza trasami była także jak najbardziej polecana - dało się znaleźć sporo nieprzetartych kawałków. Ludzi malutko maks 30 sekund czekania. Koło południa zaczęło się miejscami pojawiać sporo lodu ale mnei to nie przeszkadzało zbytnio- wole to niż muldy.Niestety wyciąg na samą góre z powodu wiatru zamknięty ale na kopiec można było wjechać. na sam koniec udaliśmy się zbuta na niemal szczyt pilska i śmig na dół przez buczynkę. Nie polecam tej trasy bo więcej podchodzenia niż jazdy.Ktoś pisał że niby na 1 kamienie a to nie prawda bo było super. Po całym dni, 85km przebytych(łącznie z wyciągami),całkowitym braku kolejek i trudnych pogodowych warunkach stwierdziliśmy że do 20 nie dalibyśmy rade ale właściciel na koniec sezonu z powodu zamknietych tras, wyciągów i krótszych godzin funkcjonowania powinien przygotować jakąś promocje.
    1 punkt
  13. PILSKO 17 marca na parkingach straszny tlok. wiele aut miało juz opony letnie więc było ciekawie. ludzi mnóstwo. piekne słońce..NA pilsku na samej górze jeden czarny punkt z lodzikem i tam wiele osob miało glebę.W południe wiele osob wykonywalo podejscie na sam szczyt Pilska by zobaczyc TATRY. okolo 12 godz jedna kobieta zjeżdzała zamknieta trasa 5 wzdłuż wyciagu krzesełkowego i podobno wjechła w dzire w tej drodze. Skutery GOPR -u wywiozły ja potem na lądowisko obok Hali Miziowej.nastepnie żółty śmiglowiec -zabrał do Szpitala. Jazda na trasie zamkniętej czy po lesie zawsze niesie dużę ryzyko. Znowu jezdziłem na DARMOWEJ KArcie za promocje piwa TYSKIE.- aczkolwiek nie pije tego piwa.BRAT lubi ten złocisty napój.
    1 punkt
  14. Wczoraj byłem, Bieńkula z kamieniami przed wypłaszczeniem, trasa nr1 zamknięta, na niektórych trasach przetarcia, golgota idealna, ogulnie można bardzo fajnie pośmigać bez zbędnego ryzyka poharatania nart ale nie wszędzie. [video=youtube;q7Q36x-4xGA]
    1 punkt
  15. w sobote z Bugim i Aklimem uderzylismy na Pilsko.Bardzo duzy opad, snieg mega puszysty, kopny i malo wyporny.na plaskich fragmentach ciezko bylo sie rozpedzic, bo bardzo hamowal. do tego sporo przewianego sniegu. Pokrywa miejscami od 10cm do ponad 100cm swiezego puchu.Pod spodem stary podklad, zmrozony i twardy, takze praktycznie jechalo sie po tym twardy podlozy, w puchu po pas warunki dosc ciezkie, przed to nie pewne podloze, ktore krylo mnostwo niespodzianek. pare zdjec ode mnie
    1 punkt
  16. ??? mozesz jakos to rozwinac? Magnus dal Ci dobra porade. Przede wszystkim, odloz kije i pocwicz bez nich. Tzw krakokowiak. Podczas skretu w lewo, lewa reka idzie do gory i lekko do przodu, a prawa na biodro i wpycha to biodro w strone skretu. Osiagniesz dzieki temu ten Cshape, o ktorym pisal Magnus.. w skrecie w prawo analogicznie, zamieniasz rece. Poza tym, mozesz opierac obie rece na kolanach troche z boku i rowniez wciskac kolana do skretu, jedziesz wtedy na niskiej pozycji, z ugietymi kolanami. Wazne jest by nie naciskac z przodu na kolano, a z boku - skret w prawo, naciskasz z lewej strony na kolana i wpychasz do srodka skretu - analogicznie, przy skrecie w prawa strone. Gdy przechodzisz ze skretu w skret, wyjdz mocno do gory z kolan, unies wyprostowane rece do gory i spowrotem zejdz na dol naciskajac na kolana. Gdy jezdzisz z kijami, za bardzo sie usztywniasz. napieta gora, rece sciagniete do srodka, do tego mala praca stawu biodrowego, powoduja, ze skrety, wykonujesz przez prace tulowia. Jadac z kijami, sprobuj rozluznic rece, nie sciagaj ich tak mocno do srodka i nie opuszczaj. wyobraz sobie, ze trzymasz przed soba, skrzynke pelna piwa - mniej wiecej tak powinny wygladac rece z kijkami. Generalnie, jezdzisz poprawnie, bledy ktore robisz, nie sa trudne do skorygowania, troche cwiczen i zauwazysz znaczaca poprawe.
    1 punkt
  17. Zazdroszczę możliwości pośmigania Spróbuj krótkich skrętów i tylko kolanami pracuj z jednoczesną pracą tułowia więcej skrętów wykonasz podczas zjazdu ... Chodzi mi o coś takiego: lub Powodzenia życzę i trzymam kciuki...
    1 punkt
  18. Więcej luzu. Pracuje zawsze tylko połowa ciała, wewnętrzna skrętu odpoczywa. Z tym kibelkiem to już nic nie mówiłem bo jak zwykle tu się mówi "kolana i biodra do przodu" praktycznie we wszystkich postach dot oceny jazdy. Pozdrawiam.
    1 punkt
  19. Szukałem i znalazłem filmik o który mi chodziło Looknij na to: . Jak tylko wchodzisz na krawędź to wspomóż się wychyleniem tułowia w drugą stronę C-shape 0:44 z filmiku. Mocniej zakrawędziujesz i nie będzie tyle ześlizgu... Ile lat już jeździsz? Długie skręt mi się podobają zniwelujesz ześlizg i będzie pięknie jak dla mnie . Odnośnie reszty wypowiedzą się pewnie Starzy Wyjadacze... Pozdrawiam
    1 punkt
  20. Narty wewnętrznej w skręcie się nie dociska, a wręcz odwrotnie. Najbardziej podoba mi się Twój ślad. Długo jedziesz w skręcie i po tym szybka zmiana krawędzi z zaakcentowaniem odciążenia, to jest ok. Nogi litera x - przypadłość większości pań na nartach. To wysuwanie nogi wewnętrznej w skręcie chyba też jest zbyt mocne zwłaszcza w prawym skręcie jest to mocno widoczne. Ręce szerzej. Ładna kurtka. Popróbuj pojeździć na narcie zewnętrznej lekko unosząc nawet wewnętrzną potrzebne tu jest czucie równowagi - progres będzie duży. Pozdrawiam.
    1 punkt
  21. Szczyrk-Skrzyczne-FIS Witam. Dziś jeździłem z rana na trasie FIS ze Skrzycznego, warunki jak na zdjęciach. Bomba:smile: Warunki bardzo dobre panują na trasie FIS, Dolinach i na części trasy Kaskada(dojazd do Jaworzyny). Nie wiem jak trasy się trzymały po godzinie 10:00 bo już mnie tam nie było ze względu na obowiązki rodzinne. O 9:30 stałem do orczyka na Skrzyczne z 5 minut, wcześniej bez kolejki. Zjazd na dół oczywiście krzesłem, za darmo! Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszego dnia, szkoda że tej zimy było tak mało tak pięknych i słonecznych dni... Pozdrawiam Maciek
    1 punkt
  22. Po godz.16-ej słońce zaczyna chować się za szczytami, temperatura spada, zaczyna być chłodniej co powoli coraz to bardziej odczuwam a pod nartami zaczyna skrzypieć i robi się całkiem miło i twardo Jest pięknie – śmigam cały czas ze szczytu zatrzymując się co jakiś czas, aby napatrzyć się na te widoki. Jeżdżę tak do samego końca – 16:55 – ostatni wjazd na szczyt i po chwili orczyki w tym dniu już zamierają. Mam świadomość, że to już koniec, więc siedzę sobie jeszcze na górze i w taki dzień żal po prostu rozstawać się z tą górą.
    1 punkt
  23. – zachęcony szybko pakuje się z powrotem na orczyk i postanawiam uderzać już na sam szczyt. W międzyczasie znowu słychać warkot silników – czyżby kolejny wypadek??? – nadlatuje Eurocopter, ale tym razem czarny: - jak się później okazuje (z informacji od GOPR-owców)– prywatny – ktoś na terenie pomiędzy Babą i pierwszym orczykiem wylądował sobie (może kogoś zabrał?) i potem poleciał na Miziową – fajnie – jedni wchodzą, inni wjeżdżają, jeszcze inni sobie na Miziową wlatują:tongue: (czyżby właściciel na narty sobie przyleciał:wink:)No ale jedziemy dalej. Szybki przeskok na kolejny orczyk (pod orczykami bardzo fajnie – zero nierówności ani żadnych problemów) i jesteśmy już ponad Buczyną. No to teraz Płaj – widoki cudowne: Ale ten talerzyk zawsze wzbudza mój uśmiech::biggrin: - niby najprostszy wyciąg, ale niejeden musi sie z nim zaznajomić, zanim porządnie chwyci i ruszy:tongue:W końcu „przepłajowienie” mam za sobą – skręcam w lewo - w las- w kierunku Szczawin – a tu uuuuuu – pierwsza górka zaraz za zakrętem – obdarta, trawiasto i dużo kamorów – omijam to wszystko prawą stroną i dalej już o.k. aż do samych Szczawin. Dojeżdżam do orczyka – a tu zdziwienie – praktycznie bez kolejek – słońce pięknie świeci, na niebie parę chmurek –no to fruuu szybko na Miziową:smile:W czasie jazdy na orczyku zauważyłem, że na czarną wskoczyło parę osób – dojechały do rozkopanych wertepów, przystanęły a później to już same upadki i ich ciężka przeprawa – poniżej wertepów natomiast bardzo dużo świeżego, nieubitego śniegu – w sam raz dla pozatrasowego szaleństwa:smile:Z Miziowej udaje się na szczyt i jestem na 5-tce. Ta trasa to jest po prostu miooooodzio:biggrin: Jest pięknie, nic – tylko śmigać w dół:smile: Jedynie górka przed samym zjazdem do schroniska dosyć oblodzona a prawa jej strona wyłączona z użytku (z orczyka widać, że zrobiło się w tej części trawiasto, więc słusznie, że ogrodzili, choć niektórzy nie chcąc śmigać po lodzie przeskakują taśmę i tamtędy zjeżdżają do schroniska).Przy orczyku na szczyt – standardowa – weekendowa kolejka – ale idzie szybko - góra 5-10 min. Ja jadę 5-tką dalej aż do Szczawin. Tu trasa wygląda na rozkopaną, jest też trochę lodu, zwłaszcza ścianki oblodzone i lekko zmuldzone, ale póki co fajnie się jeździ i nie odczuwam tego jakoś tak mocno. Wracam na szczyt, wybieram Kopiec i czerwoną trasę zaraz za schroniskiem – tu już gorzej, dość mocno zryta i oblodzona, przeskakuję więc na talerzyk i na niebieską- ta poza niewielką ilością lodu – bardzo fajna i przyjemna. Parkingi były pełne, ale jakoś na trasach tłoku nie ma a od godz. 14 coraz to mniej już ludzi. Po godz. 15 trasa nr 5 z Miziowej do Szczawin już mocno zmęczona i oblodzona – dlatego śmigam głównie ze szczytu do Miziowej – tu jedynie ta górka przed schroniskiem cała już oblodzona – ale można przeżyć:smile:Pogoda – na zmianę, słońce, chmurka, a z niej leniwy śnieżek, znowu słońce, znowu chmurka ale ogólnie rzecz biorąc - przewaga ładnej pogody i bajkowego klimatu:smile: Fotki ze wczoraj:
    1 punkt
  24. Sobota - PilskoOd paru dni po opadach śniegu na weekend zapowiadano piękną pogodę – w takim razie nic innego jak tylko trzeba zawitać na Pilsko:happy:Rano szybkie zbieranie i lecę na garaż – wsiadam do samochodu, próbuje ruszyć a tu nic – auto jak przyspawane do podłogi. Ręcznego nigdy w zimę nie zaciągam - więc co jest - staram się ruszać do tyły/przodu – dalej nic! Czyżby umycie samochodu i wstawienie go do na parę dni do garażu zblokowało tylne bębny/koła???-sic! – co teraz??? – powiedziałem sobie – ooooo nie – takiej pogody i takich warunków ja dzisiaj nie przepuszczę! – czas mija, więc wracam szybko do domu, ładuje się w moje wysłużone, miejskie wozidełko - i dalej szybko na trasę – kieruję się A1 na Żory, potem „wiślanką” na Skoczów, stamtąd na Bielsko i z Bielska na Żywiec- ten ostatni odcinek trasy po zimie standardowo jak ser szwajcarski a o szybkim przemieszczaniu się można już zapomnieć (tym bardziej z wytęsknieniem przyglądam się postawionym konstrukcjom pod przyszłą S69). Przez te wszystkie poranne przeboje docieram do Korbielowa grubo po godz.11. Drogi czarne, przyjemne, jedynie Szczyrbok przykryta warstwą śniegu i lekko oblodzona, więc trzeba uważać – pnę się w górę, a tu wszystko już zabite – jest Śląsk, jest Warszawa, przyjechało też Zakopane – ni ma gdzie zaparkować Dojeżdżam ponad parking przy krześle na Strugach i postanawiam zawrócić – jadę a tu po obu stronach ulicy wszystko na full! Na szczęście na wysokości Baby wyjeżdża zaparkowane auto, więc szybko pakuje się na zwolnione miejsce. Wyciągam sprzęt z auta i zaczynam się szykować. Nad głowami nagle słychać warkot silników – nadciąga żółty Eurocopter LPRu i kieruje się w stronę Pilska: – o-ho – ktoś już dzisiaj zakończył jazdę – po chwili GOPR skuterami na sygnale Szczyrbokiem jeździ tam i z powrotem. Pod koniec mojego „gramolingu” wszystko staje się jasne:
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...