Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 08.04.2013 w Odpowiedzi
-
Wspaniała wiosenna zima w SzczyrkuPo krótkiej porannej wewnętrznej walce "pracy" z nartami, wygrały te drugie.Szybka decyzja i na Julianach byłem o 9.20Dzisiejszą pogodę i warunki na stokach określiłbym jako doskonałe.Z początku lekki mróz, a tak od 11.30 lekki plus.Ludzi na stokach ilość znikoma, oczekiwania do wyciągu tyle, żeby nos obetrzeć i jazda w górę.Podczas jazdy orczykami jest czas, aby pogadać z ludźmi.Większość dzisiejszych narciarzy bacznie obserwowała pogodę i widząc jak jest urywała się z pracy, tzn. zamieniała godzinami z kolegami, brała jednodniowe urlopy itp. Jedna pani zostawiła z nianią kilkumiesięczną córeczkę, aby ponartować. Wszyscy byli zachwyceni dzisiejszym dniem.Ok. południa spotkałem Janka57 i Hupona. Miło było poznać forumowiczów osobiście.PS. Teraz czuję jak mnie czerwony dziób pali od słońca11 punktów
-
Mini WZF w IstebnejCo tu dużo pisać,nie ma to jak nartki z rańcaPo mrożnej nocy(chyba ostatniej) i dobrej jeżdzie Ernesta nie mogło być inaczejStok przygotowany miód,cud,malina i jeszcze ta pogoda :wink:Na stoku jestem po 9 i tam juz czeka Konrad(Conda) z kolegąCzas mija tak szybko że nie wiedziałem kiedy a tu już trza się zbierać,szkoda:sorrow:życiePanowie dziękuje za milo spędzone przedpołudnie,oby więcej takich dni :wink:11 punktów
-
Ostatni raz w Szczyrku! Po sobocie na mglistym Pilsku, niedzielę postanowiliśmy spędzić w Szczyrku. Warunki na stokach bardzo fajne, do końca dnia w miarę równo, ludzi umiarkowanie dużo, więc właściwie nie powinienem marudzić. No właśnie, gdzyby nie: 1. Makabra pod orczykami, wiele razy jeździłem w SONie, wiem że przygotownie torów zawsze było kiepskie, ale to co się działo w niedzielę to po prostu koszmar. Przodowały w tym wyciągi przy Bieńkuli i ten po lewej stronie z Suchego (tam moja córka zgubiła nartę w koleinie i musieliśmy zeskoczyć). Pytanie gdzie jest maszyna do robienia torów, w domu u pana R? Czemu na Pilsku potrafią, a w Szczyrku nie? 2. Kolejna decydująca o moim pożegnaniu z SONem sytuacja, miała miejsce na Julianach. Podjeżdżamy z córką pod wyciąg dokładnie o 16:30 i bramki są już zamknięte. Tłumaczę spokojnie cymbałowi z obsługi, że muszę się dostać na górę bo samochód mam na parkingu w Solisku. Dodam jeszcze, że wyciąg jeszcze działał, a ostatnie osoby weszły 10 sekund przede mną. Chłop z obsługi wzywa kierownika, który wyskakuje na mnie z otwartą gębą. Ode mnie otrzymuje słowną ripostę (nie wiele brakowało aby była nie tylko słowna), okraszoną starołacińską wiązanką (za którą musiałem przeprosić młodszą z moich niewiast). Pozostało nam zjechać przecinką przez las do parkingu. Ja wiem, że ta przecinka jest i że można nią zjechać ale część osób o tym nie wie. Jeden gość był umówiony ze znajomymi na górze Golgoty i musiał drałować pod górę pieszo. Czy nie można było pozwolić wjechać tym paru osobom? Czy koniecznie przy widnym dniu i dość dużej frekwencji, trzeba zamykać ośrodek punktualnie o 16:30? Funkcję kierownika ma piastowć chamski grubas? Niestety wczorajszy dzień zadecydował, że kończę swoją przygodę z tym ośrodkiem (z wielkim żalem) do momentu aż zmieni się mentalność właścicieli i pracowników (w co nie wierzę) lub właściciel ośrodka. p.s. Na pożegnanie pokatowałem jeszcze trochę Golgotę na wieczornej jeździe:tongue:8 punktów
-
W uzupełnieniu do relacji Andy-w.z dzisiejszego nartowania w SON-ie Od około 10.20 do południa jeździłem razem z Huponem,któremu serdecznie dziękuję za dzisiejszy dzień i pewne poświecenie z jego strony. Dzieli nas spora różnica umiejętności i musiał na mnie często czekać na trasach. Porozmawialiśmy przede wszystkim na tematy narciarskie ,ale nie tylko. Dzień super udany i nie tego nawet opóźnienie pociągu 35 minut. W domu po 3,5 godzinach jazdy ,ale w bardzo dobrym humorze.7 punktów
-
Hej Dzisiaj mimo złych prognoz też był piękny dzień.Sprawdziły się tylko częściowo,dopiero po południu zaczęło trochę sypać,ale słonko przebijało się przez chmury i było zaj..biście. Plan był taki że zwiedzamy włoską część wspólnego ośrodka Reschenpass http://www.reschenpass.net/xxl/de/home/_season/at2/index.html i prawie się udał. Jeździliśmy tu: Ośrodek obsługuje gondola,tu dolna stacja; i cztery kanapy;dwie 6-osobowe,1-czwórka i jedna wolniejsza,ale z taśmą 3-osobowa,która zresztą obsługiwała najfajniejszą czarną trasę. Wczoraj pisałem że w Nauders było bardzo mało ludzi, dzisiaj na stoku czułem się jakbym wykupił ten ośrodek tylko na własność,ludzi można było policzyć na palcach.Po sztruksie jeździliśmy cały dzień do 16:30 zresztą sami zobaczcie; A tu bardzo ciekawa i długa czerwona trasa nr1 biegnąca lasem pod gondolą Ośrodek bardzo przyjazny dzieciom,fajne taśmy w tunelu dla początkujących; i podium;6 punktów
-
Będzie krzesło:eek: Szczyrk w Beskidach będzie miał nowoczesny wyciąg narciarski, kolej linowa stanie na Hali pośredniej, pozwolenie na budowę już jest... W lecie fundamenty, jesienią instalowanie słupów, liny i siedzeń, a pod koniec roku pierwsi narciarze, taki jest harmonogram... Nowy wyciąg będzie kosztował 8,5 mil. zł. Sam zakup będzie rzędu 6,5 mil. plus do tego 2 mil. roboty budowlane. Wyciąg będzie miał 800 m długości, stok ma być też oświetlony i dodatkowo naśnieżany. Jak by ktoś nie wierzył czy aby nie majaczę to może to zweryfikować słuchając faktów RMF FM z 17.00 pon. 08.04.13 na stronie http://www.rmf24.pl/fakty/polska (po prawej jest archiwum dźwięków)4 punkty
-
Szwajcaria Kaszubska - Wieżyca KotlinkaWygląda na to, że końcówka sezonu w północnych rewirach zdecydowanie należy do Kotlinki! Trudno się temu dziwić bo warunki tam panujące rzeczywiście w dalszym ciągu jeszcze przypominają zimę. Chociaż dzień dzisiejszy nie pozostawił wątpliwości, że wiosna jest już tuż tuż. Tym bardziej warto było się tam pojawić. W czasie ostatnich kilku wypadów narciarskich towarzyszyło mi uczucie, że każdy z nich może być ostatnim w tym sezonie. Ale tym razem chyba rzeczywiście tak będzie. Termometr umieszczony na "dolnej stacji" wskazywał dziś +7 stopni. W tej sytuacji długo to nie potrwa.Dzisiejszy dzień przywitał nas słoneczna pogodą. Razem z bratem na stoku pojawiamy się około 10. Tym razem bez kombinowania - bierzemy karnet czasowy do 15.00 i jazda! Jeździmy praktycznie bez żadnych przerw. Stok dziś raczej miękki, śnieg ciężki. Temperatura i narciarze robią swoje. Ale wszystko w granicach przyzwoitości. Jednak warunki nie pozwalają na to żeby agresywniej pojeździć. Jazda dosyć wolna choć nadal umożliwia potrenowanie krótkich i średnich skrętów. I tak praktycznie do 15.00. Przy tej intensywności zjazdów myślę, że mogło ich być około 60-70. Na koniec posilamy się nieco przy grillu i ruszamy w drogę powrotną. Kolejny udany wypad. : Ale chyba jednak ostatni w tym sezonie. :frown::4 punkty
-
Poniedzialek 8.04 na Chopoku W tym roku to "moj pierwszy raz" na Chopoku, ale za to w pelnej lampie i przy stosunkowo pustych stokach. Warunki na polnocy niezle - trasy raczej betonowo-twarde ale nie zlodzone. Zjazd czarna z Lukovej do Jasnej wyjatkowo dobrze dzis smakowal. Przez caly dzien trasy na polnocy trzymaly fason i bylo naprawde niezle. W zasadzie to mokry snieg dalo sie odczuc jedynie na samym dole Zahradek. No poludnie pojechalismy dopiero o 13-tej i to byl wielki blad, bo trzeba bylo zaczac od rana na poludniu i przejechac na polnoc gdzie trasy byly extra do 16-tej. Poludnie o 13tej przywitalo nas ciezkim, mokrym i rozjezdzonym sniegiem. Nie spodziewalismy sie tak diametralnej zmiany w stosunku do Polnocy. Zjechalismy do krzesla i od razu wrocilismy na polnoc. Z innej beczki. Pierwszy raz zdecydowalismy sie na jednodniowy wypad na Chopok. Z KRK spod domu jechalem na parking na Bieli Put jadac zupelnie przepisowo 2:30 (mnie wiecej tak samo w druga strone). Tak wiec wyjezdzajac o 6-tej rano z Krakowa zaparkowalismy o 8:30 na parkingu. Powrot po pizzy w Happy Endzie okolice 19:30, wiec akurat na kolacje i ucalowanie dziecka przed tym zanim polozylo sie spac. A wiec z Krakowa taki wypad to spokojnie wykonalna sprawa, choc wydawalo mi sie, ze Chopok to bez noclegu nie bardzo sie oplaca. Prawda taka, ze ostatnio na Kasprowy duzo dluzej to trwalo, zanim stanelismy na gorze i zaczelismy jezdzic. Dzis poza rozjezdzonym poludniem byl jeszcze jeden powazny minus. Slowacy realizowali jakies kupony, ktore powodowaly, ze ski-pass zamiast kosztowac 26 EUR plus kaucja, kosztowal 9EUR. Operacja realizacji takiego kuponu trwala masakrycznie dlugo. Oczywiscie do tego nie wszystkie kasy byly czynne. Stalismy 40 minut w kolejce po karnet, w efekcie czego mimo przyjechania na parking punkt 8:30, na wyciag wsiedlismy rowno godzine pozniej. Organizacja pod tym wzgledem niestety fatalna. Na szczescie pogoda, warunki, zrekompensowaly ten poranny zgrzyt. Jechalem na wyciagu z miejscowym Panem, ktory byl 48 raz w tym sezonie na Chopoku i juz jest na emeryturze, ale okazalo sie ze trenowal, czy byl czechoslowackiej-kadrze alpejskiej. Strasznie mily facet i uswiadomil mnie, ze Chopok mimo masy sniegu tak naprawde w niedziele zamyka wiekszosc wyciagow. Po niedzieli zostaje jedno z krzesel na Lukova i funitel. Nie potwierdzalem tego u obslugi, ale w sumie szkoda, ze 15.04 mimo takich warunkow to juz raczej koniec sezonu na Chopoku. To tyle przynudzania na dzis wieczor. No moze dodam, ze nie chodzila gondola Grand-Jet, ale jakos ja akurat za ta trasa nie tesknilem.3 punkty
-
Kotlinka- Kaszuby 07.04.13 Nartowanie bardzo nizinne ;)Co prawda integracja z przyczyn obiektywnych nie za bardzo nam tu na północy wychodzi, to przynajmniej relacjami będziemy nadrabiać Poranne wstawanie to dla mnie istna gehenna, ale z uwagi, że wyjazd na Kasprowy nie wypalił trzeba było zadowolić się, choć namiastką narciarstwa i zerwać się w niedzielny poranek by pokosztować długo niewidzianego sztruksu. Wybór padł na Kotlinkępomimo, że obok jest bardziej znany i oblegany ośrodek Koszałkowo to te właśnie miejsce wybrałem, bo właściciel zdecydowanie lepiej dba o przygotowanie stoku.Na miejscu jestem po 9-tej, ludków jak na niedzielę niewielu to i lepiej, bo stok nie jest zbyt duży, a w tłoku to żadna jazda. Słonko świeci, śnieg twardy i lekko zmrożony, jest bajka Nawijam i nawijam te zjazdy by się rozgrzać, ale to przy stoku o długości 300 m nie jest takie proste, „dochodzę” dopiero po 15-tym zjeździe. Jednak, czemu się tu dziwić jak zjazd trwa około 35 s. a wciągnięcie orczykiem ponad 2 min. Później słońce trochę rozmiękcza śnieg, który staje się miękki i mokry i już nie tak szybki jak na początku dnia. Ogólnie wyjeździłem 5 karnetów tj. 50 zjazdów i spędziłem tam 6 godzin by poczuć coś w nogach Jak ja zazdroszczę Wam tych prawdziwych gór i długich tras. Sezonu nie kończę i z pewnością zawitam jeszcze w te prawdziwe góry3 punkty
-
Wiosenna Czantoria Tak się zastanawiałem,gdzie dziś uderzyć.Najpierw była opcja Pilsko,później SON,aby ostatecznie zdecydować się na Czantorię.Czemu tam?Bo mają jeden z najlepszych wyciągów w Beskidach,bo mają całkiem fajne dwie długie trasy,bo tu nie trzeba płacić za parking czy nawet toaletę (o Fuj Fujach w Szczyrku nie wspomnę),bo jest tam sklep i serwis K2 a ja chciałem co nieco się wywiedzieć... Warunki na drogach dobre,bez niespodzianek,więc już 7.35 jestem na parkingu pod Czantorią,oczywiście bezpłatnym!Stoi kilka samochodów na zapalonych silnikach,ludzie się grzeją,jakby na zewnątrz siarczysty mróz był.Mrozu jednak nie ma,a ja od razu biorę się za zmianę obuwia.Kiedy wchodzę do budynku,panie w kasie właśnie otwiera okienko,więc jako pierwszy zakupuję karnet,oczywiście całodniowy!Miła pani informuje mnie,że wyciąg powinni puścić 5 - 10 min przed ósmą.Tak też się dzieję,ale ilość zgromadzonych ludzi przed bramkami nieco nie pokoi... Puszczają wyciąg,więc jazda!Na początek trasa czerwona póki zmrożony sztruks: Przy pierwszym przejeździe na górze jeszcze mgła.Ponieważ wydaję się równo,cisnę dość szybko.Niestety im niżej (zwłaszcza zwężka u góry),tym bardzie nierówno.Bez tragedii do momentu gdzie trafiam na jakąś niespodziewankę zostawioną przez Ernesta - nagle wybija mnie mocno w górę,okręca nieco w powietrzu i ląduję na boku.Oj Ernest tutaj coś sp... : i to mocno!Następne przejazdy wolniejsze i uważniejsze.Pojawia się też słońce: Tak po godzinie trasa puszcza i robi się trochę miękko,ale za to bardziej przewidywalnie.To w sumie najlepszy moment dnia,tak do ok 11.Jest równo,ale już dość miękko.Ponieważ narty zaczynają "łapać",udaję się na szybkie smarowanko.No i zaczynają się dyskusja z panem z serwisu - pozdrawiam!Wypytuję o K2 Kung Fujas itp.,przy okazji informując o wyprzedaży w pewnym sklepie*.Pan słucha mnie z niedowierzaniem,mam w ogóle wrażenie,że ceny u niego są jakieś nieżyciowe,jakby nie miał dostępu do internetu... :wink: nartki nasmarowane,więc wracam na stok.jest lepiej,ale jakby nie do końca.Czyżbym podniósł ciśnienie i tak wyszło? :biggrin: Powtarza się scenariusz z zeszłego tygodnia - do 10 jeszcze na bieżąco,ale już ok. 11 zaczyna się zbierać sporo luda.Ruszam więc na Faturkę,orczyk przy niebieskiej trasie,a właściwie przy jej najlepszym fragmencie.Tutaj zdecydowanie warunki najlepsze w całym ośrodku i do tego zero kolejek do orczyka! Ponieważ mi się podoba,kręcę się tu dobre półtorej godziny.Nie dość,że tu ludzi jak na lekarstwo,to jeszcze mam dziwne wrażenie,że ich ubywa!Przed 13 ruszam więc sprawdzić co tam na krześle i myślę już o pauzie na grzańca.Zaskoczenie nie małe!Pod krzesłem brak jakiekolwiek kolejki! :applause: Miałem jeść,ale postanawiam jeszcze po nawijać,póki pusto.Nie rzadko jadę krzesłem sam!No dobra,czas coś zsiamać.Obieram niepozorną knajpkę na dole,gdzie w tym momencie jest pusto.Tylko jakiś człek chyba ogląda coś na smarkfonie. Ruszam dalej,mam jeszcze 3 godziny jazdy przed sobą.Niestety pogoda coś nawala,robi się dość ciemno i pojawia się nawet chwilowy mały opad śniegu.Ale widoczność ok,za to warunki na stoku już dość ciężkie,nie chodzi o nierówności,ale o ciężki mokry śnieg.Jakoś nie wierzę,żeby przy dolnej stacji było tylko +3 st... Wszystko wskazuję na dużo wyższą temperaturę.Ale Rictory radzą sobie z tym świetnie!Choć dziś być może lepsze byłyby Coombacki.Wszystko zależy gdzie,na zwężce lepsza zwrotniejsza narta: Tutaj tworzą się masakryczne Kopce,ale można to sensownie zagospodarować.Trochę tylko kondycja jakby nie do końca... Przy górze niemal do końca -1st,ale w to też nie wierzę,choć tu jeszcze się to jakoś trzyma: Nawijam do samego zamknięcia,tj. do 16.30.Ostatni wyjazd krzesłem i na górze jestem 16.32.Pozostaje zjechać i oddać karnet.Trochę padam,ale jakoś tak jeszcze bym śmignął... 16.45 oddaję karnet i czas wracać do domu.Na sam koniec jeszcze słońce zaczęło się przebijać,tak na pożegnanie.Cóż,blisko 9 godz.,więc dzień udany!Warunki znośne,jakich się spodziewałem,jak to na wiosnę.Całkiem przyjemnie! Pozdrawia niezależny reporter z Beskidów! * - brak nazwy z powodu nowego regulaminu3 punkty
-
W związku z dzisiejszą pogodą :smile: decyzja mogła być tylko jedna - narty w słońcu na pustych stokach. I tak się stało - 8:00 na Julianach, potem po kolei - Golgota, Małe Skrzyczne, Bieńkula, Czyrna, Solisko. I tu zaplanowane spotkanie z Jankiem i znowu Czyrna i M.Skrzyczne, potem Pośredni i spotkanie z Andy'm (nieplanowane), ostatnie wejście o 12:56. To był jeden z najpiękniejszych "wiosennych zimowych" dni (narciarsko, pogodowo, towarzysko :angel:) - narta pięknie trzymała od rana do końca jazdy, no i te pustki na stoku. Dwa razy "kazałem" sobie z M.Skrzycznego do Soliska bez zatrzymywania i nikogo nie spotkałem. Na Julianach też były takie sytuacje, że jechaliśmy sami z Jankiem i Andy'm.2 punkty
-
Gdyby ktoś chciał zostać na górze,żeby być jutro pierwszy na stoku,to ma gdzie spać; I jeszcze parę widoczków na koniec dnia Dzień mega udany,Nauders okazało się lepsze niż myślałem,rewelacyjne trasy,długie,urozmajcone.Każdy znajdzie coś dla siebie;i początkujący,i expert. Zaskoczyła mnie bardzo mała ilość ludzi,mimo że dziś była niedziela.Jadąc wczoraj autostradą widzieliśmy gigantyczny korek do doliny Otztal-Soelden,a tu puchy :biggrin: Jeszcze trochę statystyki; Trochę słabo bo za późno przypomniaem sobie,że przecież w komórce są fajne aplikacje do zapisu tras.2 punkty
-
No to zaczynamy zabawę:biggrin: w Nauders http://www.nauders.com/pl Cześc,poranek przywitał nas chmurami i mgłą,a nawet zaczęło troszkę pruszyć. Ociągając sie ruszyliśmy na stok,od hotelu w którym mieszkamy jest to jakieś 800m,ale busy kursują co dzieięć minut. Widok z dołu był bardzo ponury;gondolki wywożące narciarzy ginęły we mgle,ale co robić,przecież przyjechałem tu jeździć.Wsiadamy pełni złych przeczuć,bowiem wszystkie prognozy nie dawały złudzeń na udany dzień.Wyjeżdzamy do góry i niespodzianka,nad mgłą jest całkiem nieźle; Rzut oka na tablicę; wszystko chodzi. Z gondolki przesiadamy się na krzesło i podziwiamy trasy Jest nieźle,jest po czym pojeździć. Przeważają trasy czerwone;długie i ciekawe Na czarnych też można poszaleć;trasa nr 25 - 70%nachylenia I wszędzie pusto,ludzi mało albo bardzo mało.Na czarnych jeździmy praktycznie sami.Przygotowanie tras-ideał.2 punkty
-
Pozdrowienia ze słonecznego Nauders: Po 9 godzinach jazdy z Krakowa zastaliśmy takie oto widoczki; Jutro o 8:30 zaczynamy zabawę. Twraz basen,sauna i takie tam :biggrin::biggrin::biggrin: cdn pozdro1 punkt
-
Doskonały filmik :happy: Świetna jazda!!! I po co komu szerokie deski??? :biggrin: :applause: :applause: :applause: [video=vimeo;63015232]1 punkt
-
Wprawdzie miałem już kończyć prace,ale napije się jeszcze twoje zdrówko Aressi :smile: Sto lat1 punkt
-
1 punkt
-
może to do nie do mnie, ale napiszę: - dojazd: dosyć daleko od cywilizacji, z Feichten (najbliższa wioska) ok. 40 minut skibusem po urokliwej krętej drodze, najpierw wzdłuż sztucznego jeziora, a potem w górę serpentynami - na dole czeka kanapa, ok. 2 km, ze stacją pośrednią, wzdłuż kanapy trasa z wariantami niebiesko-czerwonymi, nie za szeroka - po wyjeździe kanapą mamy trzy opcje: orczyk z lewej, orczyk po środku i gondola po lewej - orczyk po lewej wiedzie do jęzorka lodowca i kolejnego krótszego orczyka, w sumie dosyć szeroka trasa niebieska ok. 2 km plus jakieś warianty raz z lewej raz z prawej - orczyk pośrodku, dosyć długi, też ok 2 km, trasa niebieska - gondola wywozi na najwyższy punkt, ładne widoki na dolomity, trasa w dół niebiesko-czerwono-czarna w zależności czy jedziesz bardziej po prawej czy po lewej, też ze 2 km Generalnie patrząc, to są tam 4 trasy, niektóre niezbyt szerokie. Świetne miejsce do nauki dla początkujących, albo na jeden dzień, gdy się bytuje gdzieś w pobliżu. Był to mój 5 dzień nartowania, więc jakoś nadmiernie nie nabijałem już kilometrów, a przejechałem każdą traskę po kilka razy.1 punkt
-
Przesadzasz marboru. Brawa należą się Tobie bo będąc doskonałym narciarzem czerpiesz radość z jazdy po świetokrzyskich i lubelskich, krótkich stokach i dodatkowo uatrakcyjniasz relacje ciekawostkami historyczno-geograficzno-turystycznymi związanymi z okolica gdzie znajduje się S.N. :applause::applause:Do 60 dni na nartach brakuje ci 4.:applause: Może się uda osiągnąć ta liczbę.1 punkt
-
Od dawna szukałem na necie ciekawej wyprawy free bądź turowej do Chin. Udało się :smile: Znalazłem świetną, polską, narciarską relację z Wyprawy na Mustang Atę. Oto ta przygoda: Mustang Ata, czyli narciarski raj w środku lata W maju 2012, dojeżdżając do Chamonix, odbieram telefon - dzwoni do mnie znajoma z propozycją wyjazdu narciarskiego na Mustang Atę w Chinach z piątką znajomych. Kończę rozmowę skupiony na najbliższych celach, po głowie zaczynają jednak chodzić te Chiny, które zawsze chciałem zobaczyć. No i jeszcze ta nazwa… Mustang Ata. Temat niczym bumerang wraca po powrocie z Alp. Ekipa jest zmotywowana; widać, że dla wszystkich jest to przygoda, na którą mają chrapkę. Zobaczyłem zdjęcie góry i wiedziałem już, że chcę tam pojechać. Wyprawa nabiera rumieńców pod koniec czerwca i pomimo niedyspozycji jednego z uczestników decydujemy się pojechać w piątkę (Paulina, Magda, Marek, Andrzej i ja). Ale zaraz… nie pojadę przecież na Mustang Atę (7546 m.n.p.m) z moim podstarzałym sprzętem turowym. Wystarcza jedna rozmowa z Jackiem Grzędzielskim z Salewy i dostaję na wyprawę sprzęt do testowania. Jeśli chodzi o sprawdzenie zestawu to nie mam innego wyjścia, jak zrobić to w Tatrach w lecie, ponieważ cały lipiec pracuję jako instruktor. Niosę więc na Halę Gąsienicową zielone Dynafity TLT 5 TF, w których spaceruję z tyłu Betlejemki, żeby sprawdzić czy mnie przypadkiem te cuda nie obcierają. Narty to oczywiście Dynafity z linii Mustang Ata, wiązania Dynafit Vertical ST Stoper , kije węglowe Dynafit, dwa zestawy fok, harszle… uff, mogę jechać. 7500 metrów n.p.m. to nie przelewki. Paulina, Magda, Marek i Andrzej aklimatyzują się wstępnie w Alpach, ja przyjeżdżam do Kirgizji cztery dni wcześniej i aklimatyzuję się do 4600 m w pięknej dolinie Ala-Arcia . Czuję się świetnie, miejscowi Rosjanie są wyjątkowo gościnni, a ściany tak piękne, że aż nie chce mi się jechać nigdzie indziej… ale cóż, trzeba schodzić, bo z Polski wyleciała już ekipa. Od razu po przylocie wszyscy ruszamy wynajętym busem z Biszkeku do Chin. Podróż przez dzikie kirgiskie i chińskie doliny i płaskowyże trwa pełne dwa dni i tak docieramy do Kaszgaru, milionowego miasta w Chinach, gdzie po szybkim przepaku jedziemy dalej Karakorum Highway w kierunku naszej góry. Po kilku godzinach jazdy docieramy do Subax (3600 m n.p.m.) i oczom naszym ukazuje się po raz pierwszy Lodowy Ojciec, jak zwą Mustang Atę miejscowi Urgowie i Kirgizi. Miny nam rzedną , a smaczku dodaje rozmowa z dwójką bardzo solidne wyglądających Włochów (tylko jeden wszedł na szczyt), którzy skwitowali pogawędkę słowami, że torowanie po pas w świeżym śniegu przez kilkanaście kilometrów do najlepszych zabaw na pewno nie należy. Po tej rozmowie decydujemy się jeszcze na szybkie aklimatyzacyjne wyjście w deszczu na 4000 m i już spokojnie śpimy w betonowych jurtach Subax. Kolejny dzień wita nas słoneczną pogodą. Bagaże odjeżdżają w Jeepie, a my pomału idziemy w kierunku bazy głównej pod Mustang Atą, znajdującą się na 4400 m n.p.m. W bazie spory ruch albo raczej przestój po tygodniu złej pogody - wszyscy zeszli i jest tu około setki fanów tego niecodziennego zajęcia, jakim są narty w środku lata. Pełen przekrój narodowości, ale przeważają Europejczycy. Nowo przybyłymi nikt się nie interesuje, nie ma tu już tej kirgiskiej gościnności, jest za to jest komercja w chińskim wydaniu. W bazie panuje spory bałagan, wszędzie walają się śmieci, z toalet nie sposób skorzystać tak są zanieczyszczone, a na środku bazy po prostu mamy sporych rozmiarów regularne wysypisko śmieci. Niejadalne na dłuższą metę, tłuste i słone jedzenie, wszechobecny brud i śmieci, woda prosto z lodowca, która w żaden sposób nie jest filtrowana. My też nie mamy szczęścia - nasza messa to stary wojskowy namiot bez podłogi, za to z kałużą na środku i krzesłami dla krasnali. Długo tu nie chcemy bawić, na następny dzień planujemy więc pierwsze wyjście na 5100 m. Zostawiamy depozyt i wracamy do bazy. Kolejnego dnia dochodzimy ponownie na 5100 m i zostajemy już na nocleg. Jest cudownie. Przed nami góry po horyzont, nad nami piękne słońce i orły, a do tego sprawdzona podczas wcześniejszych wspólnych wyjazdów ekipa… więc póki co nie ma żadnych kwasów. Marek zaczyna bardziej narzekać na ból głowy, więc zostawiamy depozyt na 5550 m i wracamy na jeszcze jeden nocleg z powrotem na 5100 m. Nowy dzień przynosi lepsze samopoczucie i spokojnie osiągając 5550 m, w dobrych humorach spędzamy tu noc. Pierwsze objawy wysokości zaczynają dawać mi się we znaki i rano nie jestem tak rześki jak każdego poprzedniego dnia. Swoje zrobił też 20-kilogramowy plecak. Jednak po dłuższej chwili dobre samopoczucie wraca i foczymy na nartach w kierunku nieodległej bariery seraków, które jakoś będziemy musieli pokonać. Towarzyszą nam tragarze niosący część bagaży. Kiedy jednak docieramy na pole usiane szczelinami, wszyscy błogosławią linę, jaką uparłem się zabrać pomimo komentarzy w stylu „taka łatwa góra”, na której „nikt nigdy nie widział lawiny” . Szczeliny są całkiem konkretne, a lawina sporych rozmiarów zatrzymała się metr przed naszą ścieżką. Okazuje się więc, że tak zupełnie lajtowa to ta góra jednak nie jest. Na wysokości 5900 m wszystkim wyraźnie spada tempo. Dochodzimy do 6200 m i po nocy, która dla jednych była łatwiejsza, a dla innych mniej ciekawa, schodzimy na zasłużony odpoczynek do bazy. Wygląd bazy oraz atmosfera w niej panująca po raz kolejny nie zachęcają do dłuższego pobytu. Wszystkie wyprawy zjechały już na dół i zostaliśmy tylko my. Temperatura w bazie spada o około 10 stopni i zaczyna wiać. Według prognozy, od 20 sierpnia na naszej górze robi się zimno. Świeci jednak piękne słońce i wydaje się, że nic nas nie odwiedzie od stanięcia na szczycie. Jednak Marek po noclegu na 6200 m ma już dość i nie chce tam wracać; wie, że przy takim samopoczuciu na sześciu tysiącach nie rokuje to na wejście na szczyt. Dobrze radząca sobie Magda decyduje się zostać z Markiem dla towarzystwa w bazie, bo w końcu mieli wejść razem i, jak twierdzi, bez Marka jej wejście na szczyt się nie liczy. Wytrzymujemy tylko jeden dzień tzw. restu. Jedzenie sięgnęło dna - zgniłe warzywa smażone na starym oleju, brak podstawowych produktów i obojętność Chińczyków na prośby ugotowania czegoś po ludzku. Nasz kucharz jest tu od ponad dwóch miesięcy, wszyscy już wyjechali tylko Polacy każą mu tu siedzieć po sezonie, a przecież w połowie września jedzie na dwa miesiące pod K2. Szybko uciekamy więc na górę i w jeden dzień dochodzimy do 6200 m, gdzie spędzamy nocleg i rano kierujemy się do ostatniego już przed atakiem szczytowym obozu nr 3. Namiot rozbijamy na 6600 m zamiast na 6800 m i kładziemy się wcześnie spać, bo o 2 w nocy czeka nas pobudka. Szczyt wydaje się być na wyciągnięcie ręki. Jesteśmy na tym kolosie sami, a w bazie zostały tylko trzy osoby. Prognozy pogody zapowiadają słońce, ale i zimno okraszone nieprzyjemnym porywistym wiatrem, więc pewności co do wejścia nie mamy. Przez całą noc naszym małym namiotem targają niezapowiedziane burze śnieżne i przekonani o dużym opadzie śpimy do rana. Jakie jest jednak nasze zdziwienie, gdy na zewnątrz naszym oczom ukazuje się tylko 5-centymetrowa warstwa świeżego śniegu. Najwyraźniej, resztę zalegającą na lodowej skorupie zabrał ze sobą silny wiatr. Jest za późno na atak i w kapitalnych warunkach śniegowych zjeżdżamy na 6200 z zamiarem powrotu kolejnego dnia. Może uda się wejść nawet trochę wyżej, przenocować i w końcu przystąpić do ataku? Niestety, wygląda na to, że noc na 6600 m, spędzona w przedsionku namiotu, totalnie mnie załatwiła i padam ofiarą przeziębieniowej fali gorączki. Musimy zjechać do bazy i choć jeszcze mamy czas na powrót na górę to zdaje się, że wzmagający się wiatr w górnych partiach i odczuwalna temperatura w okolicy -40 Celsjusza skutecznie nam to uniemożliwią. Gdyby baza była komfortowa i dawała tak potrzebny odpoczynek to mielibyśmy jeszcze szansę. W tym układzie nie mamy jednak złudzeń, dla nas to koniec. Z dołu przychodzi Turdubek, jedyny solidny tragarz, jakiego udało nam się poznać i pomaga nam znosić ciężkie plecaki. Razem z Pauliną rozkoszujemy się jazdą, mknąc w dół po stoku przygotowanym jak marzenie - kilka centymetrów puchu na betonie, bosko! W bazie czekają Marek i Magda, a wraz z nimi napięta atmosfera napędzana przez niezadowolenie kucharza. Całość stosunków między nami a agencją zaczyna przypominać sen o Polsce sprzed 30 lat, a że do mieszanki dyktatury z komunizmem kategorycznie nie chcemy wracać, kończymy naszą wyprawę. Jeszcze tylko jedno solidne zatrucie w restauracji w Kaszgarze, które wszystkich nas mocno przetyrało i już grzecznie wracamy do Polski - nie takiego złego miejsca na ziemi . Tym razem się nie udało, ale jesteśmy z powrotem, cali i zdrowi. Na Mustang Atę część z nas na pewno będzie chciała wrócić, bo jazda na nartach po bezkresnych przestrzeniach jej stoków to kapitalne, głęboko zapadające w pamięć przeżycie. Znamy już patenty, wiemy jak się przygotować, a wyjazd po sezonie dał nam niezapomniane chwile bycia z Lodowym Ojcem sam na sam – uczucie, za którym wszyscy już bardzo tęsknimy… Warto zapamiętać: W tej części Chin, nie ma możliwości zorganizowania akcji ratunkowej z użyciem helikoptera. Wszystkie helikoptery należą bowiem do wojska, które nie użycza ich cywilom. Na miejscu nie ma też żadnych służb ratunkowych, więc trzeba liczyć na własny zespół, czy też słono opłacanych tragarzy, którzy jednak nie mają kompetencji w leczeniu chorób wysokościowych. Konkrety? 1 kilogram ekwipunku, wyniesiony lub zniesiony z 4400 m na 6600 m kosztuje 45 $ !! Kalendarium 12.08.12 - Przylot do Biszkeku 16.08.12 - Baza pod Mustang Atą 21.08.12 - 6200 m 24.08.12 - 6600 m 26.08.12 - Kaszgar 09.09.12 - Powrót do Polski Piotr Sztaba Instruktor Taternictwa Polskiego Związku Alpinizmu Źródło: salewa.pl1 punkt
-
Spóźnione,ale szczere! Wszystkiego najlepszego i jak najwięcej soczystych dni na nartach!1 punkt
-
Takie zaległe, ale szczere życzenia, żeby Ci się: Wszystkie marzenia narciarskie i nie narciarskie spełniały. Narty dobrze się ślizgały, a krawędzie ich trzymały. Stoki zawsze Cię witały i wyjeździć się dawały, a kontuzje omijały :smile:1 punkt
-
Gdzie znajdziesz lepsze trasy narciarskie w Beskidach? W przyszłym sezonie znowu tam zawitasz.Bo według mnie atrakcyjniejszych tras nie ma żadna S.N. w całych Beskidach . Nie tylko w Beskidzie śląskim i żywieckim. Szwagier był w tm sezonie w wychwalanej na Forum Jaworzynie krynickiej stwierdził ,że trasy w SON są atrakcyjniejsze. Gdyby nie te przestarzałe wyciągi ,niestety:mad:: Dziękuję za dzisiejsze wspólne nartowanie w SON-ie Huponowi i Andy-w czyli Andrzejowi i Andrzejowi:smile::smile: Warunki co najmniej dobre a jak na datę w kalendarzu to super:smile:Wieczorem coś więcej napiszę ,ale bardziej liczę na Andiego-w i Hupona ,doskonałych narciarzy z kilkudziesięcioletnim stażem. Pozdrawiam. Janek1 punkt
-
Bo po prostu może się komuś tam podoba. Ośrodek jest mały, ale bardzo sympatyczny. Ja osobiście lubię klimat malutkiego Feichten. Mały ośrodek to i mało ludzi - tak jak dzisiaj:cheerful: pozdrowienia z Kaunertal dla całego forum:applause:1 punkt
-
Nic dodać , nic ująć Relacja Marcina chociaż krótka trafia w sedno:) Warunki rewelacyjne, towarzystwo wyborowe, pogoda na medal! Również dziękuję Wam za miło spędzony czas! ps po pauzie zjechaliśmy jeszcze trzy razy, strasznie wolno szedł wyciąg... na serwis yariski też zdążyłem1 punkt
-
Jak wyzej, jestem na Stubai od czwartku do poniedzialku. Plan byl aby odwiedzic rowniez Pitztal, ale pogoda widocznie nie chcial nam podarowac tego dnia.Po calonocnej jezdzie autem nie udalo mi sie zasnac na dluzej niz 5 minut wiec wybor na pierwszy dzien padl na Schlick2000. Jazde zaczelismy od 13:00Tego dnia pogoda dopisala. 36 godzin na nogach, ale jakos przezylem. Wieczorem pomogl mi zasnac szkocki bimber :wink:Dzien drugi, wyspani i wypoczeci wiec tylko Stubai. Pogoda do 14:00 byla piekna, potem juz slabiej :sad:1 punkt
-
Pogromcy mitów. Dwie takie samy narty RC4 WC Fis komórka, ostatni rocznik ze specyfikacji R21, długość 193 cm, stan nart jedna nówka, druga prawie nówka: Ostrzenie: Prawie nówka 88 na 0,5 (narty Juice), nówka podniesienie na 100% 0 stopni krawędź na 100% jakiś kąt ostry (sprawdziłem dopiero dziś) ale jaki ten kąt jest to raczy wiedzieć tylko ten co ostrzył to w fabryce (narty moje). Dwóch jeźdźców jeden bardzo dobry rider amator (Juice), drugi trochę gorszy, ale chyba nie taka ostatnia melepeta (lokiec3). Parametry fizyczne podobne ok 175/75-80 kg. Stok (czerwona Chromovka): lekko przetarty około południowych godzin drobne nierówności i odsypy, twardy spód, niewiele wylodzeń. Grzechem byłoby nie pozamieniać się na deski wiedząc, że jedna ma podniesienie krawędzi a druga nie (to wiedzieliśmy wcześniej) tym bardziej, że rozmiar buta mamy taki sam. Po zamianach oboje doszliśmy z Juice do tych samych wniosków. Kto zgadnie jakich?:biggrin: Pozdrawiam.1 punkt
-
1 punkt
-
Po nartach zrobiłem jeszcze mały rekonesans wokół jeziora,już we Włoszech Są tam dwa małe ośrodki które należą do wspólnego skipasu Reschenpass http://www.reschenpass.net/ które chcemy zwiedzić jutro. Jezioro z wieżą:eek: Ortler w oddali A to już Nauders. CDN..mam nadzieję że pogoda pozwoli:confused::1 punkt
-
Sympatyczny niedźwiadek-iglo Trasy prowadzące do gondoli,do dolnej stacji Po czterech godzinach jazdy,przyszła pora na lancz:confused:: Znalazłem miłe schronisko gdzie podawali pyszną lazanię prawie na dwie osoby. Po południu pogoda poprawiła:biggrin: się leżaki czekały i niech czekają,trza jeździć:biggrin:1 punkt
-
Sami widzicie,że już na wysypisko śmieci:biggrin:coś wiem,że dzwonią,ale w którym kościele:wink:Przepraszam:eek:1 punkt
-
1 punkt
-
ja już chyba po nartach w Polsce,Arek przepraszam-w piatek byłem w godzianch rannych i wczesnych popułodniowych na Weżycy,ja też Cię szukałem,ale nikt nie rzucił sie jazdą,żebyś to był Ty:wink:O 18.00 byłem już w domu:biggrin:W sobotę Kotlinka,ale slo}ce i temperatura w okolicach '5 st.C zrobiły swoje.Ludzi mało,wyjeździłem swoje:eek:A dziś rano patrzę na kamerkę z Górki Chrobrego,wygląda ok.I jest ok,rano twardo,nawet trochę lodu,narciarzy garstka,głównie zapaleńcy,których wcześniej widzialem.Pozdro dla pana Jana:rolleyes::nie wiem czy czyta forum,ale gość formatu Śp.Niko Nie mam zdjęć i filmu,ale zabawa przez weekend była prawie taka :biggrin: ,ale jak Żywiec:biggrin:Dziś koniec na Górce Chrobrego:mad::1 punkt
-
dzisiaj warunki na chopoku byly idealne. lekki mrozik, co prawda nie bylo slonka ale bylo na prawde niezle. na szczycie oczywiscie mgla zeby zwyczajowi stalo sie zadosc ale po przejechaniu kilkuset metrow w dol widocznosc byla super. dzisiaj jezdzilem po poludniowej stronie chopoka trasami do lukovej ivszczerze powiedziawszy byl to strzal w 10. zdecydowanie mniej ludzi na stoku, trasy tym samym ok godz 13 byly w zdecydowanie lepszej kondycji anizeli po polnocnej stronie. polaczenie trasy 33a i 33 pozwalalo sie wyszalec do woli. na jutro zapowiadaja identyczne warunki pogodowe jak dzisiaj1 punkt
-
Słoneczny dzień pełen niespodzianek Już wczoraj zapadła decyzja gdzie spędzę narciarską niedzielę - Tumlin. Pobudka z samego rana, śniadanie i wyjazd w stronę świętokrzyskiego. Zbiórka na miejscu o godzinie 10. Bankomat i w trasę... ...jeden patrol, drugi patrol, trzeci patrol...i 200zł + 6 punktów...później czwarty i pod samą górką piąty patrol Policji. Jakaś masakra. Cóż, nawet na doskonale mi znanej drodze i przy z reguły zgodnej z przepisami jeździe zdarzyła mi się chwila zapomnienia, roztargnienia. Trudno. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że spóźniam się na Stok. Marcin i Michał już są...na szczęście i oni mają delikatną obsuwę. Decydujemy się na karnet 3 godzinny. Przy kasie krótka rozmowa Michała z Właścicielem stoku...i za zasługi (reklamowanie świętokrzyskich Stoków na Skionline) dostajemy w sumie trzy karnety z rabatem 10zł. Dzięki Michał! Te trzy dychy - moje dwie i Marcina, to Twoja zasługa. Swoją drogą - to nie pierwszy raz Właściciel: http://tumlinsportski.pl/ robi coś takiego. W zeszłym Sezonie jako stałemu klientowi również liczył sporo mniej za wjazdy. Brawo za pro klientowskie podejście! Zaczynamy jeździć. Pogoda: Jest bardzo ciepło, słonecznie i wiosennie. Niebo jest cudownie błękitne, a powietrze nad wyraz przejrzyste. Sam stok oczywiście miękki. Trzeba uważać... ...ja nie uważam, narta puszcza - i leżę. Chłodny i mokry śnieg chłodzi przyjemnie. Narciarzy było dzisiaj w Ośrodku kilkunastu. Nasza ekipa liczy pięć osób. Po ponad godzince jazdy przerwa na kawę, colę i pogaduchy. Atmosfera jest niedzielno, wiosenno, leniwa. Fajnie! Obok nas odpoczywa i patrzy na śmigających narciarzy, taki oto Stwór: Wracamy na stok. Wymiana nart i jeżdżę na takich oto Headach: Są szersze i w takich warunkach jakie dzisiaj były - jeździło się dużo pewniej niż na moich Xach. Jednakże przy ostrej jeździe i na twardym - jak dla mnie taka narta byłaby zbyt miękka i lekka. Na cukrze - naprawdę fajna na niej jazda. Polecam do rekreacyjnych, spokojnych szusów. Jest coraz płynniej na stoku...a cukrownia dostarcza coraz więcej cukru... ...mimo wszystko - jest to jeden z tych dni narciarskich, który jest warty zapamiętania. Zapamiętania, ponieważ w jego trakcie znowu pojawia się nad świętokrzyskim stokiem UFO... ...tym razem jego lot śledzony jest przez helikopter. Powoli kończymy jazdę. Pierwszy "wykrusza" się Marcin...a cała reszta, wraz ze mną niedługo później. Ostatni zjazd, to "spacerek" po nieczynnym krótszym stoku, z którego pięknie widać całą okolicę oraz miasteczko Tumlin. Ostatnia fotka ze Stoku świadczy o tym, że aura zimowa, mimo wiosny na świętokrzyskich stokach jeszcze trwa: Jak długo? Dopóki będzie śnieg. Przy oddawaniu karnetów, właściciel powiedział, że jak tylko będzie można jeździć, to wyciąg będzie uruchamiany. Pytanie - czy zapowiadane ocieplenie i deszcz nie zmasakrują do reszty tutejszych stoków? Pewnie tak... Cóż? Pozostają Tatry, Chopok, Tatrzańska Łomnica. Absolutnie Sezon się jeszcze nie skończył! Żegnamy się wszyscy zadowoleni z bardzo miłego spotkania i rozjeżdżamy do domów. Jest 14 i wiadomości na trójce w radio. Znowu niepokojące wieści z kontynentu azjatyckiego i Korei Północnej... ...na szczęście jesteśmy przygotowani na ewentualny atak!!! Wracam przez miejscowość Samsonów. Krótka przerwa przy ruinach Wielkiego Pieca: Przy którym niewątpliwie warto się zatrzymać na chwilkę. W drodze powrotnej, termometr przy trasie szybkiego ruchu, numer 7 wskazuje temperaturę +7 stopni, zaś temperatura asfaltu to +26. Patrole poznikały... ...więc podróż przerywana jest tylko i wyłącznie z mojej inicjatywy. Jedna z kilku przerw, przy starych wiejskich zabudowaniach przypominających dworek szlachecki: Docieram do domu w pięknym wiosennym słoneczku. Mega udany narciarski dzień pełen niespodzianek. Dziękuję Chłopaki za super spotkanie, pogaduchy i możliwość popatrzenia sobie kolejny raz na Waszą doskonałą jazdę - tym razem w płynących okolicznościach przyrody. Pozdrawiam serdecznie i do następnego razu! Cieszy mnie, że ekipa Skionlinowych Narciarzy nizinno-świętokrzyskich potrafi się mocno integrować. marboru1 punkt
-
To zależy w jakich warunkach jeźdźisz... Jeżeli po płaskim i miękkim, trochę po stromym, ale nie na lodzie, to Head się spisze, bo jest łatwy. Dynastar to to samo co Rossignol, który kiedyś był gniotem... Może teraz się to zmieniło Zresztą tak naprawdę, to nie ważne jakiej firmy masz nartę, byle żeby była dobra. One tylko z zewnątrz wyglądają tak samo. Osobiście to polecam Ci Voelkla, chyba najłatwiej dostępna dobra narta. W Polsce masz dwa modele do wyboru, Racing i tzw. WorldCup, który jest 400zł droższy. Na tych sportowych nie jeździłem, ale tzw. WorldCup'y (w rzeczywistości PODOBNO EuropaCup) sprawują się mega. Trzymają na lodzie po stromym, na dziurze też nie ma problemu. Niezłe też są Stoeckli. nawet lepsze, tyle, że droższe.1 punkt
-
1 punkt
-
Wszystko zostało powiedziane. Miło było Was poznać osobiście. Andy zapomniał jeszcze o dwóch poznanych kobietach jakie były z Piotrem i marcinnem. To co Ernest postawił na bienkuli to najwyższy stopień zaawansowania operatorów ratrakow z Alp to malo. Widać ze Ernest musiał sie doktoryzowac w temacie stawiania balwanow ratrakiem na trasie. Reszta tras twarda aczkolwiek dość dziwny śnieg. Ni to trzyma ni to nie trzyma. Po raz kolejny zwalam winę na bbry. . . chociaż po namyśle w drodze powrotnej doszedłem do wniosku, ze takie problemy mam tylko na pilsku i ewentualnie na bardzo twardych trasach (o czym pisał em wczesniej). Po chyba 15stu latach w niebywania na stokach w Szczyrku, mogę powiedzieć ze ponownie wlaczam kwarantannę. Mam dosc tego miejsca i polecam je tylko masochistom lub kochającym orczyki.1 punkt
-
SON 6 kwietnia Dzisiaj wyjazd do Szczyrku. Na stoku spotkałem Mysiauka, Marcinna i Piotra_67. Miło było pogadać z Piotrem, pojeździć z Mysiaukiem i posiedzieć w barze z Marcinnem i Mysiaukiem. Niestety aura niemalże wszytko zepsuła. Do południa na Małym Skrzycznem totalna mgła, a poniżej mgła z marznącą mżawką na goglach. Widoczność momentami beznadziejna, więc z jazdy wątpliwa przyjemność. Do wyciągów wchodziło się niemalże na bieżąco. Warunki dość dobre, nawet twardo, ale na Bieńkuli "Ernest" postanowił sobie bałwanki porobić bo pozostawiał miejscami pryzmy śniegu wysokie na dobre pół metra. Zdjęć nie robiłem bo w tej mgle nie było sensu.1 punkt
-
I na koniec jeszcze Test nart Fischer ktore wypozyczyl moj kolega. Zawsze to nowy model w pamietniku testow : [video=youtube_share;w196tbVjG5w]1 punkt
-
Relacja troche opozniona ale powinna byc dokonczona.Ostatni dzien to byla niedziala. Tak ostatni bo plany zostaly zmienione. Moi towarzysze postanowili odpuscic poniedzialek, i wyszlo w koncu ze wyruszylismy w kierunku Szwecji w niedziele wieczorem :angry: Moje auto, hotel zaplacony.... jestem wkur.... do dzis. Te pare godzin w poniedzialek znaczyly dla mnie bardzo wiele. Pogoda miala byc i byla idealna, i mial to byc raczej ostatni dzien jazdy w tym sezonie :sad:Tak to jest jak na narty wybiera sie... no wiecie, z ludzimi innego pokroju niz MY !A wiec niedziala rano, szybki przeglad kamerek i osrodkow w poblizu Stubaital. Postanawiam wybrac cos nowego i pada na Axamer Lizum.( jak sie okazuje w poscie nizej, pomylilem osrodki i wyladowalismy w MuttererAlm :stupid: )To byl strzal w 10. Mimo zapowiadanej zlej pogody, widocznosc na gorze bardzo dobra, a slonce walczy bardzo skutecznie z chmurami.Ludzi 0, chyba wystraszyli sie zapowiedziami zlej pogody, wiec cale trasy praktycznie tylko dla naszej trojki.Piekna trasa, cos w stylu gigntowki. Kazdy zjazd byl nie zapomniany. Carwing, skoki i zabawa ze stokiem. Nie uzywalismu praktycznie kanapy. Caly czas gondola ktora bardzo szybko wiozla nas na gore bez zadnych kolejek. [video=youtube_share;3gutHOyr_-0] Fajna mjejscowka i na pewno bede chcial tam powrocic.A wiec sezon zakonczony :frown:: Juz mysle o kolejnym i moze o znalezieniu ekipy na miano maniakow jak ja, aby jezdzic do upadlego bez wzgledu na pogode i inne okolicznosci.A teraz pozostalo nam tylko marzyc i carving na rolkach do pierwszego sniegu :laughing:1 punkt
-
Po nartach jakas kolacja w Innsbrucku Dzis juz pogoda katastrofa, mgla i ostre opady niegu, moi towazysze sie poddali po pierwszym zjezdzie z Jochdohle do parkingu na dole. Ja zostalem jeszcze troche i pocisnolem trase z samej gory do parkingu jeszcze raz. Dzis odwiedzilismy tez basen w Neustift aby zregenerowac sily przed jutrem. Czuje ze bedzie extrema, ale ja tam zostaje caly dzien :stupid:Jutro kolejny dzien na Stubai1 punkt







