Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
15.04.2014 - 15.04.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 15.04.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
Można sobie wynająć helikopter Lądowisko Do St.Moritz prowadzi piękna czarna trasa Hahnensee Z niespodziankami na trasie Pod hotel Kempinski7 punktów
-
Dolna stacja kolejki,która w 8 minut wywozi narciarzy na wysokość 2978m.n.p.m.pokonując 930m deniwelacji. 100 osobowa gondolka Na szczycie jest jedno schronisko I jeden z najpiękniejszych widoków w Alpach Piz Bernina na wyciągnięcie ręki Przełęcz Berneńska Trasy5 punktów
-
4 punkty
-
Trasy i ośrodek prezentował się mniej więcej tak W dole St.Moritz Taka kolejka też się trafiła I takie COŚ4 punkty
-
Po drugiej stronie doliny też jest gigantyczna gondola- Lagalp Która wyjeżdża na2900m i kursuje non stop do 17. Na górze jest restauracja Serwują niezłą kawę W takiej scenerii smakuje wyśmienicie. W dół prowadzą trzy trasy;dwie czerwone i jedna czarna W niektórych miejscach nawet bardzo ostre3 punkty
-
Trzeci ośrodek doliny to Pontresina-Diavolezza/Lagalp http://www.pontresina.ch/en/winter/sport/schneesport/skifahren.html?cHash=ede908bdcf361d39fc049436270f39a3 http://www.engadin.stmoritz.ch/winter/en/activities/sports/skiing-snowboarding/diavolezza-skiing/ Z St.Moritz jest parę kilometrów,można dojechać samochodem,lub bezpłatną kolejką dla posiadających skipasy. Po drodze mija się niesamowity lodowiec Po którym można sobie zjechać 10 kilometrowym szlakiem pozatrasowym3 punkty
-
Mieszkaliśmy w hotelu Laudinella http://www.laudinella.ch/en/ Jak zwykle zarezerwowany dzień przed wyjazdem,tym razem przez biuro podróży bo wyszło najtaniej-520 euro za tydzień HB Może niepozornie wygląda na zdjęciu,ale nawet najwięksi malkontenci powinni być zadowoleni. Leży w centrum St. Moritz Bad;blisko skibus,jezioro i supermarket Coop. Dużym bonusem mieszkania w tym hotelu jest możliwość kupna skipasu za 25 CHF na dzień,(Normalna cena za skipas wynosi 365 CHF za 6 dni:eek:) Jest fajna sauna na 5 piętrze i genialny pokój relaksacyjny z widokiem na jezioro i góry. Ale...restauracje przebijają wszystko,mimo ogólnej pustki w hotelu i całym St.Moritz;Tętnią życiem...bardzo dużo ludzi przychodzi tutaj wieczorem na kolację. Do wyboru w tej chwili są 4 knajpy; Pizzeria Caruso-z rewelacyjną pizzą z pieca wypalanego drewnem. Kura-japońska restauracja. Le Carnozet-serwująca lokalne przysmaki;fondue,i raclette. Stuva-bufet z sałatkami,krewetkami,łososiem ,tradycyjną deską serów szwajcarskich i deserów Oraz;nasza ulubiona Siam Wind serwująca rewelacyjną tajską kuchnię,zresztą robiona przez rodowitych mieszkańców Tajlandii; Nie spodziewałem się że będąc na nartach w Szwajcarii będę spożywał takie przysmaki,jak grilowane krewetki :biggrin: Kaczka..znowu krewetki,tym razem w curry... No i deser;Creme Brulee...i mus czekoladowy.3 punkty
-
Cześć, Właśnie wróciłem z tego pięknego zakątka Alp. St. Moritz-położony w sercu Engadyny,w południowej Szwajcarii,na wysokości 1856m.n.p.m.,u stóp najwyższego szczytu Alp Wschodnich-Piz Bernina(4049m.n.p.m.) Dwukrotnie, w latach 1928 i 1948, miasto było gospodarzem zimowych igrzysk olimpijskich. Wielokrotnie organizowało mistrzostwa świata w narciarstwie alpejskim i bobslejach. Właśnie tutaj, w 1935 r., zainstalowano pierwszy wyciąg narciarski. 350 km tras narciarskich- obsługiwanych przez 57 wyciągów. 3 lodowce, 322 słoneczne dni w roku. Ośrodek narciarski położony jest na wysokości od 1750 do 3303 m n.p.m. i rozciąga się wzdłuż malowniczych jezior w dolinie Górnej Engadyny. St. Moritz - to trzy świetnie skomunikowane ze sobą sektory Corviglia, Corvatsch i Diavolezza, pomiędzy którymi posiadacze skipasów mogą bezpłatnie podróżować skibusami lub pociągiem. W regionie znajduje się 350 km tras narciarskich: 18 tras niebieskich, 61 czerwonych i 9 czarnych. Najdłuższy zjazd to freeridowa 10-kilometrowa trasą ze szczytu Diavolezza 2978 m n.p.m. przez lodowiec Morteratsch do stacji kolejowej o tej samej nazwie. Wzdłuż całej doliny pomiędzy jeziorami i malowniczymi szczytami rozciąga się 180 km tras biegowych a Engadin Ski Marathon to jedna z najpiękniejszych na świecie tras maratonów w narciarstwie biegowym.2 punkty
-
Wyjazd uważam za jeden z lepszych w moim życiu,naprawdę warto raz się szarpnąć i odwiedzić to cudowne miejsce. Pozdrawiam wszystkich :biggrin::biggrin: Piter Więcej zdjęć u mnie w galerii...2 punkty
-
Zdjęcia wypłaszczają,z dołu nie wydają się takie ostre Tutaj można się zajeździć na śmierć,zwłaszcza że śnieg jest rewelacyjny przez cały dzień Za tymi górami jest Livigno,gdzie właśnie jest free-ski. Nawet chcieliśmy się tam przejechać ale droga zamknięta,a przez tunel nam się nie chciało2 punkty
-
Następna stacja tego regionu-Corvatsch http://www.corvatsch.ch/en/ W górę zabiera nas ponad 100 osobowa gondola A potem o połowę mniejsza i już jesteśmy na szczycie. Start Taras widokowy jest na 3303m. A z niego imponująca panorama W oddali widać Monte Rosę i Matterhorn Piz Bernina I cała panorama [video=youtube;PdEP6eo9Ewo]2 punkty
-
http://www.lanovky.sk/?page=rep&id=845 Na rohaczach przed sezonem 2014/2015 postawią nową kanape 6-os leitner z parkingu1 punkt
-
Kirgiska, mega przygoda na nartach w super fajnym filmiku :smile: Cieszy oczy, cieszy... [video=youtube;k5d4LVGQ2ok]1 punkt
-
Każdy kto był w Morskim Oku i stanął na werandzie schroniska, tak jak ja, po raz pierwszy mając 7 lat, doznał tego porażającego widoku majestatu gór. Na wprost, powyżej tafli Morskiego Oka wzbijają się najwyższe polskie szczyty. To tam wspinają się taternicy wzbudzając od dziecka mój przeogromny podziw. [video=vimeo;90454621] Wiele lat minęło i dowiedziałem się, że oto są śmiałkowie co potrafią zjechać pomiędzy tymi skałami na nartach. To tam pomiędzy Mięguszowieckim Szczytem (2438m), a Cubryną (2376m) jest Hińczowa Przełęcz 2323m n.p.m., z której w labiryncie skalnych ścian jest linia umożliwiająca zjazd na nartach. Przewodnik skiturowy wycenia ten zjazd na 5, czyli jeden z najtrudniejszych w Polskich Tatrach. Ekspozycja, podcięte przepaściami pola śnieżne i żleby, nachylenie dochodzące do 50 stopni sprawia, że jakikolwiek błąd i przewrotka w tym miejscu, a nie daj boże zejście lawiny, które schodzą tam nadzwyczaj często, oznacza śmierć śmiałka tam zjeżdżającego. Filmy ze zjazdów i opowieści osób, które tam były pokazywały jedno: późnowiosenne, mokre firny i walka na zjeździe z ogromnymi nierównościami, pozostałymi po częstych lawinach schodzących z hukiem, aż po taflę jeziora - Nie, to nie dla mnie! - mówiłem przez wiele lat, ale gdzieś w zakamarkach głowy chodził mi szalony plan, którego nie śmiałem nawet głośno zdradzić. - Czy nie dałoby się zjechać tego w puchu? - Co?!!! Szaleństwo, niemożliwe, to nie Alaska i film Jeremiego Jones'a!!! - takie miałem czasem myśli... Wybieranie się tam na puch to ogromne ryzyko i niewielu chyba je podejmuje. Latami zdobywana wiedza i doświadczenie freeridowe pozwalało mi jednak sądzić, że jest to możliwe. Potrzeba tylko idealnego zgrania książkowych warunków pogodowych, przy których następuje opad śniegu. Wiem, taki dzień zdarza się niezwykle rzadko. Jak wiecie zimą, my freeriderzy pogodę sprawdzamy ok 20 razy na dobę. Wiemy gdzie spada każdy płatek śniegu i w jakich warunkach... Tak i tej rzekomo "słabej" zimy te obserwacje nasiliły się do granic absurdu. Ale to dobrze. Od kilku dni wiedziałem, że w naszych górach dzieje się coś dziwnego jak na tą porę roku. Coś co pozwoliło w końcu uwierzyć, że oto nadchodzi czas spełnienia się Wielkiego, Szalonego i Niemożliwego Marzenia: zjazd Hińczową na wprost w puchu! - zjazd marzenie każdego freeridera. Może to być teraz, ten jedyny raz w życiu! Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że siadł tam opad w warunkach mogących zapewnić bezpieczeństwo wejścia i zjazdu. Tyle mówi teoria z książki, a góry i lawiny to żywioł jak trzęsienia ziemi - nieprzewidywalny. Telefony do znajomych - każdy odmawia, podając prozaiczne powody. Nie róbcie mi tego, czekałem wiele lat na ten dzień... Cóż, sam nie pójdę. Okazja "dobrych" warunków przemija bezpowrotnie, aby za kilka dni powtórzyć się w podobny sposób - spada opad wg książkowej teorii - bezpieczny dla aktywności ludzkiej w wysokich górach. Info z weekendu od instruktorów kursu lawinowego pod Mokiem jest dobre: stare śniegi stabilne. Nowe opady będziemy musieli ocenić sami. Znów gorączkowe poszukiwania śmiałka, co podejmie ze mną wyzwanie. Jedyny możliwy dzień to środa - wiadomo nikt nie może. Ale oto jest telefon od Majki: - Mam, załatwiłam urlop, jedziemy! - Super, Maja jest świetną narciarką, wiele lat się wspina, a do tego jest instruktorką na kursach lawinowych. Jej wiedza przyda się jak nigdy. Idealny partner tej szalonej wycieczki. Nie śpię spokojnie przez najbliższą noc. Przecież możemy nie wrócić do domu żywi ... co my robimy..? Morskie Oko o poranku wita nas bezchmurnym niebem, lekkim mrozikiem i... 5cm opadem śniegu. Hmm, za mało na bezpieczny zjazd, jeśli tam będzie betonowe podłoże... - takie było info z ostatniego weekendu. Ruszamy, po przejściu pierwszego żlebu wchodzimy na Mięguszowiecki Kocioł. I tu zdziwienie, świeżego śniegu jest co najmniej 20-30cm. Kopiemy pierwszy profil, badamy warstwy i kolejne zdziwienie: wszystkie opady są stabilnie ze sobą powiązane. Czyżby książkowa teoria się sprawdzała? Pora wykonać decydujący krok: przekroczyć pole śnieżne w/w kotła. Jeśli ruszy jakakolwiek lawina, spadniemy kilkadziesiąt metrów z lodospadu na skały... Od tego miejsca wchodzimy w teren gdzie góry mogą zabrać nam wszystko. Głęboki oddech, kolejne przeanalizowanie wszystkich zmiennych i... ruszam. Serce w przełyku, brnę przez śnieg nie myśląc: - Tutaj jest jak na polu minowym - nie wiesz czy i gdzie czai się śmierć... Docieramy do kolejnego żlebu, w którym poschodziły już lawiny, widać urwane niewielkie deski przy skałach, ale prawa strona żlebu jest nieruszona. Im wyżej tym więcej śniegu. W kolejnym po pokonaniu szerokiego na 1,5m zwężenia między skałami, sypkiego śniegu jest już 50cm. Nachylenie 47 stopni - nie chcę myśleć jak to ruszy w dół... Kopiemy kolejny profil - warunki bez zmian. Stabilnie... Brniemy w górę. Na Galerii Cubryńskiej (wielkie pola śnieżne górujące tuż pod granią szczytów, nad Morskim Okiem) śniegu jest już 60-70cm. Ze strachu mierzymy nawet nachylenie (33 stopnie) - uff nachylenie w miarę bezpieczne, może te masy śniegu nie zjadą z nami na te największe urwiska? Śnieg jest sypki i puszysty jak na Alasce, zapadamy się po uda, siły ubywają szybko. Krótka przerwa na obiad w przepięknej scenerii wysokich Tatr i ruszamy dalej. Zaczyna się mglić, szczyty znikają w chmurach, ale oto po 5h ciężkiego brnięcia wychodzimy na przełęcz. Siadam i oddycham z wielką ulgą... uff na wpół już ocaleni. Jeszcze tylko zjazd... I w tym momencie cały kocioł Morskiego Oka znika w gęstej mgle. Siedzimy na przełęczy 2,5h czekając na rozejście się tej zasłony, podziwiając przepiękne tańce chmur nad graniami Tatr Słowackich. Maja cały czas milczy, ja gadam jak najęty od rzeczy - każdy inaczej reaguje na stres. Jak rzucić się w tą przepaść, jak zjechać, skoro nic nie widać? Szkoda też tego bajkowego śniegu, bo jazda byłaby boska...W pewnym momencie Maja zauważa widmo Brockenu. Hmm każdy wie, że jak zobaczy się je w górach to jest to zła wróżba... dopiero zobaczenie go po raz 3ci czyni nas w górach nieśmiertelnym. Wpatruję się w nie dłużej i... coś niemożliwego - widmo jest potrójne!!! Pora więc jechać! Słońce zachodzi za Cubryną, zapinamy się, czekany w dłoń, jakby miały coś pomóc, ale mgła nie ustępuje. Stoimy na grani czekając na jakąkolwiek widoczność... minuty mijają, godzina już prawie 17... Nagle mgła rozrzedza się i widać na 20m - nie ma wyjścia. Zaciągam ręczny hamulec - przy tej widoczności nie można tutaj pozwolić sobie na brawurę. Rzucam się w czeluść pierwszy, licząc, że już na Galerii Cubryńskiej mgła się rozstąpi i bezpiecznie dojadę do pierwszego żlebu, nie gubiąc się w labiryncie skał... Nic takiego, mgła na Galerii gęstnieje, jest jak mleko, widoczność na parę metrów, trochę błądzę, błędnik szaleje, staram się nie zgubić śladów podejścia, to jedyny bezpieczny drogowskaz do domu... Po drodze skaczę upatrzoną wcześniej skałkę, ale za wolno najechałem i wpadłem na lądowaniu po pas w puch, który mnie prawie zatrzymał. Po chwili, jadąc po śladach podejścia wpadam do żlebu, podcinam kontrolnie pierwszym wjazdem śnieg pod kątem 45 stopni i widząc, że nie zsuwa się kontynuuję zjazd. Jazda jak w raju, mój freeridowy NS Raptor niesie jak poduszkowiec, po bokach mijają mnie pionowe, skaliste ściany, jest jak w Mordorze. Doganiają mnie zsuwy mas śniegu – myślę będę szybszy... nic z tego, są jak pendolino, uciekam pod skały, żeby ze sobą mnie nie zabrały. Nachylenie prawie 50 stopni... Docieram do sławnego przewężenia, pod deską słyszę lód i skały ledwie przykryte przez resztki zsuwającego się śniegu. Można pokonać je tylko na krechę. Nachylenie nie jest duże, ale to tu trzeba uważać najbardziej - stromizna kolejnego żlebu, w połowie odkrytego do żywego lodu, po którym zjechały ostatnie opady, może przy upadku nie pozwolić na bezpieczne zatrzymanie się i człowiek spada w przepaść... Zaciskam zęby, nie ma na co czekać, skok, krecha i już jestem w tym "śmiercionośnym" kuluarze – tutaj czekam na Majkę, która szaleje w każdym skrawku puchu - jej też jedzie się bajecznie, aż musiałem ją troszkę przystopować z tą brawurą Bezpiecznie docieramy na Mięguszowiecki Kocioł, mgła się rozstępuje - widząc, że przeżyliśmy "strefę śmierci" popuszczamy ręczny i w bajecznym puchu śmigamy wprost do tafli Morskiego Oka... Uff żyjemy, padamy ze zmęczenia, ręce drżą... i rośnie wiara, że nawet niebotyczne marzenia się spełniają. Hińcza poszła w Powder'ze przez duże „P”. Zjazd był bajkowy i ze względu na „alaskański” warun i towarzyszące mu emocje na pewno będzie w moich top 3 zjazdów życia. Drugiego dnia serwując sobie dla relaksu zjazd z Rysów stwierdziliśmy, że Matka Natura wie co robi - opasała Mięguszowieckie Szczyty mgłą, aby nas nie poniosła brawura na zjeździe, bo mogłoby to skończyć się źle... a przecież spełnione Wielkie Marzenia muszą się dobrze kończyć... tylko trzeba cierpliwie czekać [video=youtube;NCiPUQaFGw8] Relacja i filmiki: Mariusz "Vasya" Gaweł http://www.trzymetrypuchu.pl/1 punkt
-
Wyzwanie dla Michała aby znaleźć jakąś proporcjonalną do tych bredni nagrodę :eek: :biggrin:1 punkt
-
Andrzej zgadzam się z Tobą jak tam nie wytyczą jakiejś nowej trasy ( tylko gdzie : ) to na stoku zrobi się ciasno Poza tym zastanawiam się co daje to nowe krzesło ? komunikacja z parkingu na samą górę już jest ( dolny orczyk + kanapa ) , a to nowe tylko zwiększy ilość narciarzy wywożonych na samą górę stacji , ale bez zwiększenia areału narciarskiego . Takie trochę "białczańskie" myślenie1 punkt
-
Cena na skipasy jest niestety cały czas stała.Dlatego opłaca się znaleźć miejscówke oferującą skipas po obniżonej cenie. Tu masz listę hoteli; http://www.engadin.stmoritz.ch/winter/en/skipass-inclusive/ Warto też przeglądnąć oferty biur podróży,czasem mają niezłe promocje. Można znależć też tańszą ofertę,np; http://www.interhome.com/switzerland/engadine/st-moritz/apartment-chesa-ova-cotschna-1214-ch7500.310.2/ ...ale,bez jedzenia,które na miejscu jest niestety dużo droższe niż u nas.No i trzeba drożej zapłacić za skipas-co summa sumarum nie wychodzi już tak atrakcyjnie. Naprawdę warto wziąć hotel z HB,bo w Szwajcarii zazwyczaj obsługa i jedzenie jest na najwyższym poziomie.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Pewno interesują was ceny na stokach-tanio nie jest :eek: Pizza Normalne żarcie : Picie... Lepiej poleżeć sobie na leżaczku :biggrin: I....poczekać na kolację w hotelu.1 punkt
-
Mozna to przeniesc do watku "troche do smiechu"...1 punkt
-
Ale jaja...ale jaja... :biggrin::tongue:1 punkt
-
W stronę Zakopanego jeżdżę co tydzień/dwa ale tam tylko parkuję ponieważ piękne są Tatry, a samo Zakopane niestety nie wykorzystało swojej szansy... brud, smród, kicz, jaka to przepaść jak patrzy się na piękne Tatry a u podnóża taka skrajność. Chociaż liczę cały czas na to, że się to zmieni . A i też polecam Rusinową! a szczegolnie jak idzie się na Krzyżne i zejście do D5S!1 punkt
-
A taka fajna kameralna stacja to była. Gdzie Ci wszyscy narciarze podzieją się po zejściu z kanap bo raczej miejsca w dolinie na całkowicie nowe trasy brak.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







