Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 12 Październik 2026
-
Rok
12 Październik 2025 - 12 Październik 2026
-
Miesiąc
12 Wrzesień 2026 - 12 Październik 2026
-
Tydzień
5 Październik 2026 - 12 Październik 2026
-
Dzisiaj
12 Październik 2026
-
Wprowadź datę
09.06.2014 - 09.06.2014
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 09.06.2014 uwzględniając wszystkie działy
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część V. Robi się tłoczno, a my nie lubując się w tłoku i hałasie mocniej uderzamy wiosłami by oddalić się od poniższej kampanii. Mijamy całe towarzystwo dopiero za Białą Górą, gdzie można podziwiać niezwykle malowniczą skarpę. Płyniemy, oglądamy się za siebie i nic. Nie widać towarzyszy podróży. Nawet kolejne plażowanie i kąpiele nie powodują spotkania z „naszymi”. Bar kajakowy korci, by jeszcze chwilę poczekać, ale brak kasy na wierzchu powoduje, że płyniemy dalej. Jesteśmy już prawie w Warce. Przestajemy wiosłować i łapiemy wzrokiem ostatnie chwile spływu. Mijamy most kolejowy na drodze Warszawa – Radom. Pod nim starannie wykonane graffiti. Nim dobijemy do brzegu, patrzymy dalej… …odcinka Pilicy: Warka – do ujścia nie płynęliśmy, więc żegnając się wzrokiem z rzeką, obiecujemy sobie niebawem tu powrócić. Kończymy spływ…a z wioseł strzepujemy ostatnie krople wody: Na brzegu komercyjny rwetes, a Kolega Ropuch śpi sobie w ten piękny dzień odpoczywając w cieniu. Sprzęt nieśpiesznie składamy na kawałku trawnika przy boisku do siatkówki plażowej. Chłopaki idą do miasteczka kupić coś do picia – zapasy skończyły się szybko. Co chwila patrzę na brzeg, czy nie widać pozostałej ekipy. Wypatrujemy kajakarskich żeglarzy – tylko ich. Szkoda. Szkoda, że nie dane było nam na koniec przybić jeszcze raz piątki ze wszystkimi. …może to znak, że nie warto było się żegnać na długo, a niebawem kolejna przygoda skrzyżuje nasze drogi? Krótkie, serdeczne pożegnanie z Ropuszkiem i Batyaki… …wsiadamy za kółko i powrót na początek spływu do Odżywołu, po drugie auto. Dopiero „na powrocie” było nam dane docenić i popatrzeć, na to urokliwe miasteczko, które było początkiem naszego dwudniowego spływu. Fontanna: Kościółek: Drzewiczka i Pilica, dwa dni super wypoczynku i nowych doświadczeń. Ok 80km płynięcia i przygody. Wrócimy na pewno – i na Drzewiczkę, fragment od Drzewicy do Odżywołu, i na Pilicę: Warka – Wisła. Już się nie mogę doczekać. pozdrawiam marboru5 punktów
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część III. W Porcie „straciliśmy” jednego z płynących… …zyskaliśmy drugiego, „Ropucha”, długola. Robi się coraz później, a my nie znajdujemy nic ciekawego na brzegu, co mogłoby być naszą ostoją na noc. Dopływamy do Przybyszewa, mijamy malownicze okolice rozglądając się usilnie po brzegach. Wreszcie się udaje. Mamy łąkę, wygodne miejsce do wodowania sprzętu, oraz płaską łąkę. Namioty rosną szybko jak grzyby po deszczu. Nasza załoga męczy się i szarpie z namiotem od lat nieużywanym, pompuje „starożytny” podwójny materac, wypakowuje się na noc. Komary utrudniają wszystkie te czynności… …nawet się nie spostrzegliśmy jak powstała Baza Eltecha. Nie dosyć, że szybko rozniecił ognisko, po ludziach, którzy, pewnie tuż przed nami opuścili to miejsce – postawił trójnoga z kociołkiem, zrobił surviwalowy leżak, swój namiot…naciął drzewa to jeszcze zrobił popis kulinarny rodem z programu MasterSzef. Kiełbaski, jedzonko, piwo i niesamowici ludzie. Rozmowy, gwiazdy i smak biwakowego życia – coś cudownego. O świcie wstaję jako pierwszy. Nasz obóz śpi… Udaję się na spacer i sesję foto. Ptaki śpiewają a widoki są niesamowite. Trafiam na urocze starorzecze, słucham ptaków i patrzę jak opadają poranne mgły. Wracam do biwaku gdzie zaczyna się powoli budzić cała ekipa. Sprzątaniem i suszenie na mazowieckiej łące. Resztki po wieczerzy: Kociołek: Frytki pozostały na śniadanie… …żałuję, że nie było mi dane zakosztować. Dwa dmuchańce, w tym mój opuszczają „bazę” znacznie wcześniej z obawy na tempo płynięcia. Leżak Lecha: Poranna krzątanina… …a później „walka” ze stadem krów i koni. Bitwa wygrana, głównie za sprawą Czołga – nie mylić z organizatorem.4 punkty
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część I. Weekend upłynął mi wiosłem… …poniżej relacja z 80km spływu kajakowego Drzewiczką (Odżywół) – Pilicą (Warka). Dzięki naszemu narciarskiemu forum poznałem wielu super znajomych…podobnie stało się dzięki innemu (mam nadzieję, że JC nie będzie „zazdrosny”) – Forum Wodnemu. Ludzie na poziomie, super mili, uczynni i ciekawi. Zarażeni swoją pasją i pozytywnym stylem życia. Dzięki nim przeżyłem super przygodę – za co już podziękowałem. A było, to tak: Decyzja o dwudniowym spływie z Forum Wodnym zapadła po domowych negocjacjach. Telefon do Kolegi Bociana, pytanie: czy ma sprzęt biwakowy, wolny weekend oraz chęci? …i już pędzimy na miejsce zbiórki – do Warki. W sobotę rano jesteśmy nad brzegiem Pilicy. Tutaj się poznajemy. Jest Czołg, Batyak z drugą połówką, Qbowy, dwóch Eltechów, Ted oraz Pointer – Marek przybył razem z nami, po przepakowaniu aut w Radomiu. Organizator, którego wszyscy do końca spływu poszukiwali,skombinował transport na punkt startu dla większości z nas. Do końca nie wiadomo co się z nim stało tak naprawdę i czy w ogóle był? A może jednak go nie było, a był forumowy spontan? Szybkie przepakowanie – i podróż do „Portu Ulaski”. Tutaj dołączają do Ekipy: Wanienka i Ropuch. Zostawiamy sprzęt biwakowy, by nam nie zawadzał na zwałkowej Drzewiczce – gnamy do Odżywołu, szykujemy sprzęt i zaczynamy naszą wodną podróż. Już na samym początku mamy zwałkę. Dzielnie walczy Wanienka z drzewem a później idzie lightowo – Eltech niczym Rambo podnosi drzewo i przepływamy wszyscy przez przeszkodę. Pogoda cud, miód, marzenie. Świeci słoneczko, humory dopisują. Po kolejnej przeszkodzie w postaci drzewa płyniemy przez niewielki mostek i bystrze. Rzeka jest tutaj niezwykle urokliwa… …i niebezpieczna. Za jednym z zakrętów, nurt niespodziewanie przyśpiesza, na dnie prawdopodobnie jakaś przeszkoda, dodatkowo grube pniaki w poprzek robią swoje. Kabinę zalicza Kanu. Chłopaki lądują w wodzie. Młody Eltech wychodzi bez szwanku, starszy – kosztuje w ten upalny dzień co nieco wody prosto z rzeki. Całe szczęście tylko dla ochłody. Nic groźnego nikomu się nie stało. Załoga kanu szybko się zbiera, ogarnia łódkę, pakuje wyjęte z wody pogubione fanty i z niefortunnej przeszkody… …kontynuuje płynięcie. Ta kąpiel, na początku dnia, powoduje w całej „ekipie” większe skupienie w trakcie dalszego pływania. Kolejna zwałka i wygibasy Czołga. Jak prawdziwy sztukmistrz, z humorem, nie wypuszczając z ust p… …pokonuje niczym łódź podwodna, chowająca kiosk pod wodę w czasie zanurzenia, zwisający nad wodą pniak. Teraz na szlaku mamy chwilę spokoju. Mijamy malownicze zabudowania, pokonujemy niezwykle urokliwy zakręt, „łokieć”. Dopływamy do kładki zawieszonej tuż nad wodą. Ted górą pokonuje przeszkodę przenosząc swój pneumatyczny kajak, reszta odnajduje wąskie przejście po lewej stronie. Po wstępnych „wygibusach”, przy przenosce, pozwalamy sobie zjeść drugie śniadanie. Zatankowani w kalorie, kończymy przerwę i zaczynamy od kolejnych przeszkód – powalonych konarów drzewa, oraz zniszczonej kładki, nad którą, nad głowami zwisa jakiś kabel, drut. Meandrujemy, a na brzegu pojawiają się tajemnicze budowle tubylców. Czyżby jakieś miejsce kultu? Odcinek Drzewiczki:Odżywół – Nowe Miasto nad Pilicą wbrew pozorom nie jest łatwy. Rzeka kręci, a przeszkód co niemiara. Ted kombinuje, co z tym „fantem” zrobić? Organizatora spływu nikt nie widział…ale, kąpiel na zwałce tak… Załoga Seawava, bez założonego skega męczy się na kolejnych zakrętach. Mimo problemów ze sterownością, jest czas na dokumentację zdjęciową…a szlak pokazuje nam, jak potrafi być pięknie na Mazowszu.4 punkty
-
Kusiło, i pojechałem. Do Kazimierza Dolnego mam około 100km. Start był o godz. 8. Zakładany plan, jedziemy do Iłży, potem Ciepielów, Janowiec, prom do Kazimierza i kwatera. Plan został zrealizowany, o 15 meldujemy się na kwaterze. W sobotę z rana było trochę zimno i była mgła, która zanikła juz w Iłży. Dalej jazda odbywała się beż żadnych kłopotów, poza jedną złapaną gumą. Pogoda wspaniała. Ekipa liczyła 11 rowerzystów plus wóz techniczny ( Lublin) z kierowcą. Zaliczyliśmy Kazimierz, spotkaliśmy ekipę radia RMF, które właśnie nadawało z rynku w Kazimierzu, pogościliśmy się na kwaterze i w knajpach, no i poszliśmy spać. Rano przystąpilismy do realizacji planu "powrót". Tym razem droga wiodła z Kazimierza wzdłuż Wisły do promu koło Solca n.Wisłą, dalej Lipsko, Iłża i dom. Było niesamowicie gorąco.Plan drugiego dnia został zrealizowany, czego potwierdzeniem jest to, że piszę relację. Zdjęcia i filmiki nie oddadzą tego co widzieliśmy i przeżyliśmy. Trzeba sie przełamać i samemu spróbować. Mogę Was zapewnić, że widoki na trasie sa wspaniałe. Nawet nie wyobrażacie sobie ile wspaniałych miejsc może być na takiej 100 kilometrowej trasie. Polecam każdemu.Następny wyjazd- sierpień, Żegiestów. A co, można jeżdzić tam zimą? Mozna i latem!1. Stąd był wyjazd. Poznajecie co to za góra w oddali?2. Ekipa na rynku w Ciepielowie3. Prom w Janowcu4. rynek w Kazimierzu Dolnym5. Prom koło Solca n. Wisłą4 punkty
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część IV. Zakładam skeg i wyruszamy w ślad za Ropuchem, który schodzi pierwszy na wodę. Wiosłowanie, płynięcie zdecydowanie zmienia swoje oblicze. Kajak niesiony siłą dwóch „rockersów” jest super sterowny. Od samego rana, piękne okoliczności przyrody. Szybko robi się nieznośnie upalnie. Za pierwszym mostem, na plaży robimy pierwszy postój. Chłopaki chłodzą się kąpielą, a ja cykam kilka fotek. Dobre światło pozwala wydobyć na fotografii robionej zwykłym, małym aparatem głębię zieleni. To co mi się bardzo podoba na Pilicy, to to, że na brzegach, co jakiś czas, występują bardzo dobrze opisane tablice wraz z podstawowymi informacjami o szlaku wodnym. Odpływamy… …a tuż za nami „Batyaki” podpływają do tego samego miejsca. Żagiel, jego konstrukcja – to, jak cały kajak, z tym wygląda na wodzie? Rewelacja! Lewa, prawa, lewa, prawa…czas mija szybko. Okolica coraz bardziej urozmaicona. Przed Białobrzegami i starym mostem na drodze krajowej numer 7, pojawiają się malownicze, niedostępne wyspy. Nurt niesie nas dosyć szybko, pojawiają się „komercyjne” spływy i kajaki. Co jakiś czas wyprzedzamy któryś z nich. Upał zachęca do ochłodzenia w wodzie… …zatrzymujemy się na niewielkiej, piaszczystej wysepce na posiłek, kąpiel z nadzieją, że być może reszta ekipy nas dojdzie. Autor niniejszej relacji: Do wczorajszego dnia nie wiedziałem, że Bociany potrafią nurkować… …a wiadomo, jak Bocian się relaksuje, to po wodzie pływa Ropuch: Niedoczekawszy się na horyzoncie znajomych kształtów pływadeł ruszyliśmy w dalszą podróż. Pogaduchy z Ropuchem, wskazówki co do pływania – dla nas mało doświadczonych stają się bardzo cenne i motywujące do pracy nad techniką wiosłowania.3 punkty
-
Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część II. Dopływamy do drogi i jakiejś miejscowości. Oddajemy kolejne pokłony, wszyscy jak jeden mąż, uważając, by nie poobijać głów o metalową kładkę dla pieszych. Następna kładka tuż przed krótkim łąkowym fragmentem. Tą nazwałem „Makową”: Zbliżamy się do końca tutejszej rzeczki. W ujściowym fragmencie, nurt dzieli się na dwa. Zmyleni opisami internetowymi – wybieramy stronę prawą…baranią… No i po chwili spływ zalicza postój. Elektrownia wodna, bez możliwości wodowania sprzętu na drugiej stronie. Mamy do wyboru – bądź przenoska ok 400m, lub powrót, pod prąd i lewa strona nurtu wraz z przenoską przy jazie. Wracamy kilkaset metrów pstrągiem. Ekipa odbija od brzegu: Cóż…barany na brzegu ostrzegały, ostrzegały… A my? No… meczeliśmy, meczeliśmy… Przy przenosce nie tylko czarna wełna, ale również inne okoliczności przyrody. Piękny, nie bojący się kajakarzy, konik. Jaz lewego rozgałęzienia Drzewiczki jest absolutnie niespływalny. Kończymy zwałkową, usłaną atakującymi gałęziami, konarami drzew Drzewiczkę – w sumie nazwa rzeki zobowiązuje. Dostaliśmy w kość przez ok 17km. Kajaki pneumatyczne, sztywne, kanu – wszyscy dali radę, choć nie wszystkim przypadło do gustu drapanie po plecach przez tutejszą przyrodę. Nurty obydwóch rzek, będących celami naszej wyprawy łączą się na wysokości Nowego Miasta nad Pilicą. Zmieniają się warunki płynięcia. Jest znacznie szerzej, spokojniej i bez przeszkód. Po sporym wysiłku fizycznym, teraz można sobie trochę odpocząć podziwiając jakże inny krajobraz. Niewielki, zielony, nowy mostek na Pilicy. Kolory… Słońce coraz niżej, a my wiosłujemy do „Portu Ulaski” po sprzęt biwakowy oraz na chwilę przerwy. Krajobraz na tym fragmencie rzeki – jak na Mazurach. Most tuż przed: Kilkunastu kilometrowy fragment Pilicy mamy zaliczony. Strudzeni, ale zadowoleni odwiedzamy Wanienkowy „kawałek nieba”. Przed naszą imprezą Gospodarz obiecał, że ostatni na pomoście otrzyma nagrodę niespodziankę w postaci cd ze świetną muzyką… …otrzymuję, tak jak zresztą przypuszczałem nagrodę. Hura! Jestem ostatni, który stawia nogi na „redzie” tutejszego portu. Cóż – wiosłowanie w kajaku pneumatycznymbez skega potrafi mieć pozytywne aspekty. Ponieważ wiemy, że jesteśmy ogonami spływu, szybko z Kolegą Bocianem pakujemy Seawava i wypływamy przed całą grupą. Machamy na pożegnanie Wanience i jego drugiej Połówce. Dziękujemy za gościnę, dziękuję za nagrodę. Mam nadzieję, że niebawem, ponownie, spotkamy się na szlaku. Nabijamy kilometraż, by w drugim dniu spływu było łatwiej, przyjemniej i krócej. Płyniemy, płyniemy…a Słońce powoli zachodzi oświetlając nasz ślad na wodzie.3 punkty
-
Kolejny raz trafił mi się samotny rowerowy powrót do domu.... panie pozostały w gorach, ale 'ktoś musi pracować by byczyc mogł sie ktoś'.....:happy:Skorzystałem wieć z kolejnej okazji pozwiedzania pasma Czantorii - ale niejako od kuchni , czyli od strony Trzyńca i Nydka, moich ulubionych rowerowo okolic. Tym razem padło na gorę Ostry - sąsiada Małej Czantorii. Niby niepozorna.... ale jak sie okazało całkiem, całkiem.... Początek tradycyjny - wspinaczka z Ustronia na przełęcz pod Tułem - kilka km pod gore. Pod drodze łąki z wysokimi trawami lasy, i wygodna najpierw asfaltowa, potem szutrowa droga... i na końcu rozległy widok na Zaolzie. Widac też dzisiajszy cel - Ostry. By tam sie dostać trzeba gdzieś przejechac granice do CZ. Można prostą drózką w kierunku Nydka, ale tam niedawno juz byłem. By nie powtarzać - spróbuję od strony leśniczówki w Lesznej... tym bardziej, że mapa krakowskiego Compassu wskazuje że przez granice prowadzi tam utwardzona scieżka. Wiec próbujemy... najpierw trochę w dół, a potem szukam tej śieżki. Po chwili gps wskazuje że to ona..... :smile: Z tym że utwardzenie okazuje się 'drobną' przesadą, tym bardziej że za chwile czeka mnie jej ciąg dalszy.... Gdzieś tu powinna być granica.... na razie raczej resztki jakiejś przecinki poprzedzielane odcinkami podsychających torfowisk porośnietych tatarakiem.... nieco błądzę... szukam, gdzieś tu musi być! Alternatywą jest przedzieranie sie z rowerem przez zarośla a to mało mi się uśmiecha....W końcu jest i granica: i JEST też ciąg dalszy 'utwardzonej ściezki'... :laughing: Zaraz obok płynie strumyk i w ciekawy, niezauważalnie w wysokich trawach sposób, kilka razy zamienia się ze scieżką miejscami. Dowiaduję się o tym gdy coś mokrego wlewa mi się do buta....:smile: próbuję jechać, ale na wąskich oponach to beznadziejna sprawa, szybko sie poddaję...Po chwil i słychać szczekanie - i wracamy do cywilizacji. Z grubsza oskrobuję z błota rejon hamulców.... i w drogę. Tym razem poł godziny podjazdu - solidne 7-13 st jak pokazuje elekronika.... za to po fajnej nawierzchni. Udaje mi się nie umrzeć przez końcem góry, w nagrodę dostaję 7 km w dół do Vendryny i Trzyńca..... REWELACJA.Reszta to juz dość nudna siłownia na świeżym powietrzu z nawiewem, czyli przejazd szosowy do Rybnika przez Cieszyn, Frysztad, Jastrzebie. Przy południowym wietrze szybko ubywa km. Z CZ do PL wracam znacznie bardziej zadbanym 'przejściem granicznym'... :laughing: (to okolice Skrbeńska koło Godowa). Polecam wszystkim te okolice, tym bardziej, że wiekszość je 'zna' oglądając z okna samochodu, w czasie jazdy z Cieszyna w kierunku Jabłonkowa...3 punkty
-
Mysiauek, przyjechać zawsze możesz. Spróbujesz, albo Ci spasuje i wkręcisz się na dobre, lub spasujesz. Kolejny superoes, VII eliminacja, na torze w Miedzianej Górze bedzie 26.07 2014. Na stronie www.superoes.pl i na stronie Automobilklubu Kieleckiego masz wszystkie dane. Tam też znajdziesz info o zapisach, które z reguły zaczynaja się w poniedziałek na 2 tygodnie przed imprezą.1 punkt
-
Standartowo relacja co tu dużo mówić Ps.Kolejność części poprawna,w końcu :wink: i te frytki :tongue:1 punkt
-
Panowie odchodzimy od tematu. To nie chodzi o policję a o tego gostka. Dla mnie to potencjalny zabójca i koniec kropka. To co on wyprawia na tym filmie wygląda jak gra komputerowa ale niestety nią nie jest. Jedna rzecz mnie tylko rozbawiła. Taki koleś, jazda na maksa, szaleństwo w oczach, pełna adrenalina, walka o zwycięstwo i życie aż tu nagle............"NOKIA TUNE" Myślałem, że padnę. Żeby choć jakiś motyw "szybcy i wściekli", chociaż jakiś trash metal, kur...a chociaż zwykły dzwonek:smile: Nie!!!!!!!!!!!! NOKIA TUNE:biggrin::biggrin::biggrin: Jaki dzwonek taki kierowca:wink: Pozdrawiam1 punkt
-
Mitek, nie zacząłbyś używać emotikonów? Chyba nie tylko ja nie wiem kiedy sobie robisz jaja. Gdy SB lub MB (dawniej Figo :biggrin:) używają buziek od razu wiadomo o co chodzi.1 punkt
-
To jeden z głównych argumentów Policji odpierającej zarzut opieszałości w działaniach mających na celu identyfikację sprawcy oraz słabo funkcjonującej prewencji opartej na systemie monitoringu bądź rutynowych patrolach na ulicach. Chociaż sam jeżdżę szybko i regularnie przyjeżdżam na krakowskie nocne (Ciebie artix kojarzę ze streetracing ;-) ) to w pełni popieram zakwalifikowanie tego czynu jako przestępstwa (nie wykroczenie) i przykładne zastosowanie kary pozbawienia wolności. Odebranie prawka nic nie da bo gość, który ma na koncie ucieczki przed policją, 89 mandatów, jest znany z cargo i ewidentnie chce pokazać, że przepisy go nie dotyczą nie będzie wahał się przed prowadzeniem bez uprawnień. Przeglądając fanpage autora i bohatera filmu można odnaleźć wiele wychwalających pod niebiosa jego umiejętności komentarzy. Wyobraźcie sobie teraz, że kilka osób w różnych częściach Polski wpadnie na pomysł nagrania czegoś podobnego ? Niekoniecznie mając takie umiejętności i tyle szczęścia.1 punkt
-
1 punkt
-
jeśli nowe odrodzone Pilsko ma być 666 metrowym najtańszym krzesłem 4 osobowym (choć tu przyznam rację, taka trasa "pytka" nie potrzebuje nic lepszego, wyprzęgalnego) to pewno ta naprawa wystarczy, gwarancyjna :laughing: Po co mam jechać 100km do Korbielowa, jak takich "pytek-wyciągów" pod Krakowem mam od groma, i w całej Polsce też ich nie brakuje.1 punkt
-
Taki mój "nurburgring". Pojechałem w miarę dobrze, to i na filmie załapałem się jedynie na 2 sek. Znaczy się 2,02 to ja od tyłu!:smile: No i po co się "mordować na ulicach" jak Gruzini?:smile:1 punkt
-
W Zillertal byliśmy w drugiej połowie marca, ale jakoś dopiero teraz, jak skończył się sezon narciarski, zebrałem się żeby coś na ten temat napisać. Ponieważ chcieliśmy dzieciakom pokazać wszystkie ośrodki narciarskie w Zillertal, więc codziennie odwiedzaliśmy inny i dlatego my też zdążyliśmy zwiedzić tylko tę część od strony Kaltenbach, a do Hochfügen na sam koniec dnia wyskoczyliśmy sobie w dwójkę z synem tylko na jeden zjazd. Mam podobne wrażenie jak kolega Łokieć. Trasy się krzyżują, miejscami się bardzo zwężają, ta sama trasa na jednym odcinku jest stroma, a trochę dalej jest całkiem płaska, ogólne wrażenie jakby bałaganu. W moim odczuciu to był najmniej atrakcyjny ośrodek narciarski w dolinie Zillertal, chociaż nie wykluczam, że moje odczucia byłyby może inne, gdy nie było tak gorąco i nie byłoby ciężkiej, topniejącej "kaszy" na niżej położonych odcinkach tras. Dokładnie tak! To był właśnie ten zjazd, który w charakterze premii na sam koniec dnia zafundowaliśmy sobie z synem Cud, miód i orzeszki - palce lizać! Jeśli reszta Hochfügen wygląda tak samo atrakcyjnie, to ten ośrodek faktycznie może być wart swojego miejsca w piątce najlepszych ośrodków narciarskich na świecie - http://www.skiresort.info/best-ski-resorts/1 punkt
-
Cześć Mordercy hmmm. Wiesz w normalnym ruchu i normalnej jeździe widzę tyle różnych bezmyślnych i niebezpiecznych zachowań, że jak ktoś tak przegina (mówię o kierowcy samochodu z kamerą ) to przynajmniej wiem, że jest skupiony na tym co robi. Mnie to nie rusza. Wolę skoncentrowanego, szybko jadącego pirata niż bezmyślnego nie zwracającego uwagi na innych "normalnego" kierowcę. Pozdrowienia Pozdro1 punkt
-
Kamienna – pierwsze starcie. Część I. Pogoda w dniu dzisiejszym od rana nie rozpieszczała, umiarkowana temperatura i duży wiatr. W planach było przepłynięcie Zalewu w Brodach Iłżeckich… Jezioro Brodzkie - zbiornik retencyjny na Kamiennej w województwie świętokrzyskim, położony na Przedgórzu Iłżeckim. Zapora powstała w 1964 roku, a w 1986 została przebudowana. Zbiornik pełni funkcje przeciwpowodziowe i rekreacyjne. Zapora ziemna o wysokości 7,1 m ulokowana jest w miejscowości Brody. Zbiornik ma powierzchnię 260 ha, długość 5,3 km i maksymalną głębokość 6 m. Pojemność całkowita wynosi 7,3 mln m³, natomiast pojemność użytkowa 5 mln m³. Zwierciadło wody znajduje się na wysokości 195 m n.p.m. …oraz wpłynięcie, pod prąd w rzekę Kamienną – do napotkania pierwszej nieprzepływalnej przeszkody. Kamienna – rzeka w centralnej Polsce należąca do środkowomałopolskiego regionu hydrologicznego, lewobrzeżny dopływ Wisły. Na prawie całym odcinku płynie przez województwo świętokrzyskie, jednak jej źródło oraz ujście rzeki znajdują się na południowych krańcach województwa mazowieckiego. W okolicach Bałtowa tworzy przełom przez skały mezozoiczne. Długość 138km. Żródło: wikipedia.pl Decyzja zapadła późno, więc nad wodą byliśmy grubo po 12stej. Szybkie rozkładanie sprzętu i na wodę… …i jak się później okazało – silny wiatr pokonał moją drugą połówkę – zmarzła niesamowicie i cel został osiągnięty częściowo. Zalew przepłynęliśmy w połowie i jedynie wokół wyspy. Poniżej mapka z trasą. Pierwsza fotka i widać ludzi wody, żeglarzy. Oprócz kabinówki, dostrzegamy również WindSurfera. Wieje – szkoda, że nie mam żagla na swoim sprzęcie… ...niestety prędko go nie będę miał – w sklepie na D brak Tribordów. Pompka ręczna mnie kiedyś wykończy – nim zwodowaliśmy kajak z piaszczystej plaży nieźle musiałem się nagimnastykować… …eh chyba trzeba zainwestować w elektryczne dmuchadło. Kierujemy się w stronę Kamiennej. Mamy doczynienia z Wmordewindem – raz, po raz, przychodzą szkwały, fala jest dosyć spora. Wiosłowanie jest ciężkie, a zdobywanie przestrzeni trudne. Dopływamy do pierwszego mostu… Za nim, to jeszcze zalew, czy może już rzeka? Zmienia się szerokość zbiornika. Pojawia się spora ilość wędkarzy na brzegach. Na wodzie – śliczne grążele. Wiatr jest tak silny, że gnie rozłożyste liście rośliny. Najwyraźniej spadła głębokość, bo zielone wychodzące z wody gęstnieje. Robi się malowniczo. Trochę dalej czujemy pod wiosłami dno. Na szczęście skeg nie zahacza o dno. Pojawia się wodny „trawnik”: Dopływamy do drugiego mostu – tutaj już chyba na 100% jest Kamienna…a może jeszcze nie? Wiosłowanie staje się jeszcze trudniejsze – pod wiatr i pod prąd. Z przodu fotograf, z tyłu silnik – kajak powoli płynie przed siebie.1 punkt
-
Kamienna – pierwsze starcie. Część II. Robi się coraz bardziej dziko i jakoś tak tajemniczo… …to gra świateł, szum wiatru, chmury... …im dalej tym jakby mroczniej… …drzewa zaczynają się kłaniać… …przekraczamy bramę innego świata… Pierwsza zwałka wydaje się, że zakończy pstrągowanie… …w ostatniej chwili dostrzegam wąski przesmyk po lewej stronie – kajak ledwo co się mieści, daję radę. Jasna huba przykuwa naszą uwagę na parę chwil. Drzewa gęstnieją… …i przenoszą nas w świętokrzyską puszczę amazońską. Dziką i wszech zieloną… Zakręt, a za zakrętem nurt zdecydowanie przyśpiesza pokazując delikatne bystrze… Jednoosobowy silnik zaczyna słabnąć – łódź staje w miejscu mimo wiosłowania. Rusza drugie wiosło i pokonujemy kolejną przeszkodę… …pstrąg choć tłusty i duży – daje radę. Jak za chwilę się okaże – nie na długo…1 punkt
-
Kamienna – pierwsze starcie. Część III. Za kolejnym zakrętem pokazuje się kolejne bystrze. Tym razem jest ono nie do przejścia płynąc pod prąd pneumatykiem. Kamienie, silny nurt, gałęzie + zwałka „na horyzoncie”. I jeszcze jedno foto z bliska: Odkręcam dziób w stronę nurtu i odpływamy – kończymy płynięcie pod prąd Kamienną. Szkoda, że tak szybko, bo rzeka Kamienna w tym fragmencie jest świetna. Z pewnością odcinek Starachowice – Brody zrobimy niebawem! Tym czasem trzeba wracać. Ten sam fragment rzeki, w drugą stronę – a jakby inaczej… …czyż to nie jakaś magia? Tak… Kamienna ma coś wspólnego z czarami… …i nawet brama do tego świata inaczej wygląda przy wyjściu: Mijamy most i przepływamy do XXI wieku… …wita nas cywilizacja: Płyniemy teraz szybko – niesieni wiatrem i prądem. Kaczki i łabędź – tutejsi mieszkańcy. Kierujemy się do zalewu rozmawiając o zadziwiającej przyrodzie i krajobrazie tutejszego miejsca. Jesteśmy we dwoje zaskoczeni – pozytywnie.1 punkt







