Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      15

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. Mati1981

    Mati1981

    Użytkownik forum


    • Punkty

      10

    • Liczba zawartości

      354


  3. Bumer

    Bumer

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      4 396


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      16 752


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 20.06.2014 uwzględniając wszystkie działy

  1. Rowerkiem z B-B przez Błatnią i Klimczok Witam. Dziś korzystając z wolnego dnia i pięknej pogody wybrałem się na rowerową wycieczkę ze znajomym. Trasa bardzo popularna, pewnie dobrze znana niektórym z Was...natomiast wariantów jej jest bardzo dużo. Trasa w skrócie wyglądała tak: BB-Wapienica-Błatnia-Klimczok-Bystra-BB. W sumie ponad 40 km i 1200 w pionie dało się we znaki :happy: Podjazd na Błatnią rozpoczęliśmy z Wapienicy, a dokładnie od mostka nad rzeczką poniżej zapory. Skierowaliśmy się następnie na szeroką "autostradę", których wiele od dłuższego czasu w Beskidach powstało... Niestety potem trochę pobłądziliśmy bo nie chcieliśmy jechać szlakiem turystycznym ale w końcu dotarliśmy na niebieski, którym wjechaliśmy na Błatnią. Końcówka ostra ale daliśmy radę. Krótki odpoczynek a widoki mamy takie. Teraz już trzymaliśmy się szlaku i jechaliśmy na Klimczok mijając po drodze trzy podjazdy. Najwyższy punkt trasy wjeżdzamy bez problemu:biggrin: Następnie zjazd do Bystrej zaczynamy nietypowo, tzn. nie najkrótszą drogą. Kierujemy się szeroką drogą w kierunku Szczyrku, a dokładnie osiedla "Pod Magurą" chyba tak się nazywa... podziwiając Skrzyczne. Pięknie, jak na dłoni było też widać stok Beskid i zaawansowanie prac. I tak w pewnym momencie na dużym skrzyżowaniu odbiliśmy w lewo ponownie na "szeroką autostradę" która zaprowadziła nas do samej Bystrej. Tyle na teraz, serdecznie pozdrawiam. Maciek
    6 punktów
  2. Ja natomiast zaliczyłem jedynie 50 km. Nad zalewem w Wąchocku spotkałem kajakarza na czerwonym kajaku. W pierwszej chwili pomyslałem - Mariusz! Ale nie, to był kajak z wypożyczalni, a i obsada nijak się miała do Mariuszowej!:smile: Jednopłciowa była, geje chyba.:laughing: Mati, szacun. Ja rowerkiem nie za bardzo lubię jechać pod górę. Mój wczorajszy podjazd miał jedynie nieco ponad 100m różnicy wysokości. Cóż, takie góry! Ale za to zaliczyłem 3 zbiorniki wodne i kilka razy przekraczałem rzekę! Za dwa tygodnie w Wąchocku Lotto Poland Bike Marathon. W zeszłym roku było bardzo ciężko, przy przeprawach utonęły 3 rowery. Ciekawe jak będzie w tym roku?
    5 punktów
  3. Rowerem przez Magurkę i Przegibek z BB Wczoraj pisałem o "szerokiej autostradzie" rozpoczynając wjazd na Błatnią, natomiast podobną drogę odkryłem dwa tygodnie temu jadąc na Magurkę. Wiedziałem o niej już wcześniej, ale dopiero teraz mogłem nią przejechać. Droga rozpoczyna się na Łysej Górze, tuż powyżej posiadłości z wysokim ogrodzeniem chyba pana Karwali i wije się przechodząc trochę poniżej Magurki aż do Przegibka i dalej w kierunku Międzybrodzia. Ja dojechałem tylko do Przegibka a z tego co wiem droga kończy się na razie w lesie...a pewnie docelowo w okolice jeziora będzie można zjechać. Kilka zdjęć jak to wygląda: Tak się zastanawiam, czy te drogi nie przeszkadzają "ekologom"....ale chyba nie! Tak więc trasę można zrobić sobie w obie strony, albo wjechać na Przegibek, albo tak jak ja wybrałem przez Małą Straconkę podjechać początkowo drogą asfaltową, która pnie się konkretnie ale za to nabieramy szybko wysokości:happy: Po drodze na Magurkę mamy takie oto widoki! Ogólnie na rower i krótki wypad polecam. Z centrum BB około 30 km czyli około dwóch godzinek i jesteśmy z powrotem. Pozdrawiam Maciek
    4 punkty
  4. W Królestwie Enta - część II Wjeżdżamy ponownie do Królestwa Drzewca: Niestety magiczne czasy są wypierane przez teraźniejszość… Jej ślady widać wszędzie: Uzupełniamy kalorie zjadając po ciasteczku z czekoladą, obserwujemy otoczenie i dochodzimy do wniosku, że jest tu pięknie. Żałujemy, że magia przeszłości, dawnych lat wyczuwalna jest w tak niewielu miejscach… …Ent również się martwi, bo drzewa umierają… Jedziemy w stronę cywilizacji, a drogę mamy prostą. Przyroda zatrzymuje, przytrzymuje i cieszy nasze oczy. Uwieczniamy ją robiąc zdjęcia. W drodze powrotnej wiatr nam sprzyja, a asfalcik z górki. Mkniemy szybko podziwiając okoliczne krajobrazy, ostatnie, wiejskie i sielskie. Docieramy do Koziej Góry… …a tutaj brutalne zetknięcie z cywilizacją – okazałe tutejsze więzienie: Jedna z najnowocześniejszych tego typu placówek w Polsce – istny hotel 5cio gwiazdkowy. Humory dopisują – dystans szybko się skraca a my postanawiamy go wydłużyć. Robimy rundkę powrotną, dookoła Zalewu na Borkach. Ludzi, jak to w święto – masa. Robię fotkę, naszej radomskiej, miejskiej i niespływalnej rzeczki – Mlecznej. Kierujemy się w stronę domu i końca dzisiejszej przygody. Kończymy odnotowując dystans ponad 60km – jesteśmy zadowoleni. Rekonesans Radomki uważamy za udany – nie możemy się doczekać kiedy w Starym Młynie pojawimy się z kajakiem. pozdrawiam marboru
    4 punkty
  5. W Królestwie Enta - część I Po wczorajszym kajaku przyszedł dzisiaj czas na wyprawę rowerową. Nie zwykłe rowerowanie…a rekonesans na rzece Radomce w Starym Młynie: Odcinek Zalew Domaniów – Jedlińsk. Chciałem sprawdzić poniżej zapory jak wygląda teraz poziom wody i koryto mojej, „domowej” rzeki – ostatni raz w tych okolicach byłem jakieś 15 lat temu. W zasadzie, to troszeczkę zaniedbałem się jako cyklista w tym sezonie – przejechane jedyne 160km – dla porównania: kajak 186km. Nadrobiłem. Trasa wyglądała tak: Odcinek miejski przejechałem dosyć szybko z jedną małą przerwą. Po spojrzeniu na niebo, postanowiłem się chwilę zastanowić czy jest warto wyprawiać się dzisiaj tak daleko – na niebie od północy i południa nieciekawie wyglądające chmury. Deszcz w Boże Ciało, to nic dziwnego przecież. Zaryzykowałem. Po kilku kilometrach mijam jedno z charakterystycznych miejsc na trasie – miejscowość Cerekiew i tutejszy Kościół. Wiatr wieje prosto w twarz, a odcinek ok. 15km pod górkę. Cóż, po intensywnym sezonie narciarskim trochę zaniedbałem nogi – najwyższa pora je roztrenować. Oj dostały dzisiaj porządny wycisk. Docieram do Jarosławic i Sanktuarium Mniejszego Matki Boskiej Jarosławickiej i Św. Ojca Pio. Traktorzyści, podobnie jak rowerzyści – dzisiaj nie próżnowali. Za tą miejscowością wjeżdżam, a w zasadzie wjeżdżamy (jestem ze swoją Drugą Połową) w tereny leśne. Miejscami, leśna droga daje w kość – piasek, to nie jest dobre podłoże dla bicykla. Jakież jest nasze zdziwienie gdy spotykamy na swojej drodze Enta… Poza Śródziemiem i na naszej trasie rowerowej? Zaskoczenie niesamowite. Cóż – magia jest z nami, a przygoda, której w każdej wolnej chwili staramy się wyjść naprzeciw – robi nam niespodziankę. Gadamy z nim chwilę…i pytamy o pozwolenie wyjazdu z leśnego Królestwa. Pytamy również, czy w przyszłości na spływie kajakowym na odcinku pełnym drzew, między Starym Młynem i Przytykiem dużo zwałek i powalonych pni… …nie odpowiada – chyba za wiele zażądaliśmy? Docieramy na miejsce – Starego Młyna, tej składającej się z kilku zabudowań wioski gdzie centrum, to most na Radomce. Pierwsze, co zauważam, to dwóch młodych tubylców próbujących złapać jakieś ryby niezbyt dozwoloną metodą… …metodą dosyć karkołomną: Jak na zdjęciu widać – koryto jest dosyć szerokie a głębokość wystarczająca do pływania – to nas cieszy! Autor relacji na klimatycznym, drewnianym moście. Jak widać za moimi plecami rzeka wpływa do Królestwa Entów. Kiedyś, kiedyś idąc wzdłuż brzegu, można było spokojnie wejść do lasu i znaleźć sobie miejscówkę na ryby – obecnie, jest to raczej niemożliwe przez rosnącą dookoła, bujną zieleń. Kiedyś, kiedyś tuż za pierwszym zakrętem była potężna zwałka… …jak mniemam, po tylu latach – już jej nie ma? Pod mostem znajduje się skośny próg wodny i bystrze. Wody do spłynięcia tego fragmentu jest dość dużo. Ale, czy to jest aby bezpieczne? Ciekawe, co Koledzy Kajakarze na to powiedzą? W znalezionym opisie na necie – tuż za tą przeszkodą, znajdują się wbite w dno kołki… …na fotce, na zbliżeniu, tak jakby było je trochę widać: Wody nad nimi sporo – będąc ostrożnym, pewnie to odpuszczę i nie narażę Seawava – kajak przecież pneumatyczny, na taką próbę – obniosę. Zaobserwowane miejsce przed mostem do przenoski – strona prawa, wodowanie na plaży za mostem po lewej. Atmosfera tego miejsca jest magiczna… …na początku wioski Ent, na moście szum wody, prymitywnie łowiący ryby tubylcy, krowy, kot… jest klimat! Ruszamy za most i skręcamy w prawo, w poszukiwaniu brzegu rzeki w głębi lasu. Niestety roślinność zawładnęła tym miejscem i po przejechaniu kilkuset metrów – odpuszczamy. Jest po 17stej – odwrót, do domu. Mazowsze…
    4 punkty
  6. Ciekawostka prawie narciarska z Gór Świętokrzyskich http://www.dalekieobserwacje.eu/tatry-i-babia-gora-z-swietego-krzyza/
    2 punkty
  7. Trochę odbiegliśmy od głównego wątku, ale co tam. O bezpieczeństwie na drogach powinno się mówić jak najwięcej. W temacie świateł: Moim zdaniem jazda na światłach w dzień jest pożyteczna. Jest to moje zdanie i nie wymagam tego aby wszyscy się z tym musieli zgodzić. Prawdą jest, że żarówki przepalają się częściej. Fizyki nie da się oszukać. Prawdą jest, że samochód z zapalonymi światłami pali więcej paliwa. Fizyki jak wspominałem wcześniej nie oszukamy:wink: I to dla mnie jedyne minusy. Reszta to plusy. Moje przemyślenia są następujące: Obowiązek jazdy na światłach powoduje, że nie ma problemu z decyzją czy zapalić światła czy nie. Dawniej było tak, że w pogorszonych warunkach widoczności nie wszyscy zapalali światła bo przecież "nie trzeba". Samochody jadące w słoneczny dzień na drogach wiodących przez lasy są dużo wcześniej widoczne. Dużo rzadziej zdarzają się przypadki jadących po zmroku bez świateł (zapominalscy). Piesi których tu przytaczaliście również wcześniej zauważają samochody z zapalonymi światłami. Wg mnie to już wystarcza aby ten przepis utrzymać. Co do jazdy ze spalonymi żarówkami to nie dopatruję się tego w przepisach a w ogólnym olewactwie kierowców. Przecież jak zatrzyma go policja to powie, że jak wyjeżdżał to świeciła. Zresztą równie często widzę kierowców bez świateł stopu, a tu odniesienie do jazdy na światłach jest żadne. Dużo gorsze od jazdy ze spaloną żarówką mijania jest jeżdżenie z wadliwymi lampami (szczególnie w nocy). Kto trochę jeździ po naszych drogach to zna problem świecących w "niebo" świateł mijania. Ludzie lepią reflektory byle tylko świeciły. A jak............. sami wiecie. Jeden oświetla asfalt na metr przed samochodem drugi oślepia auto z przeciwka. To jest nagminne. Dodatkowo dochodzą do tego drgające jak galareta światła niektórych tirów i auta z reflektorami z anglików - przecież on widzi:smile: Szczerze wam powiem, że kierowcy za mało uwagi poświęcają prawidłowemu oświetleniu swojego samochodu. Mnie często zdarza się jeździć po zmroku i dobrze ustawione i mocne światła to podstawa. Niestety nie wszyscy zwracają na to uwagę. Co do wyższego spalania spowodowanego jazdą na światłach, to dużo więcej paliwa tracimy przez złą jazdę (brak płynności, niepotrzebny pośpiech itp.), ale to jakoś nikomu nie przeszkadza. Pozdrawiam
    2 punkty
  8. Kolejny raz trafił mi się samotny rowerowy powrót do domu.... panie pozostały w gorach, ale 'ktoś musi pracować by byczyc mogł sie ktoś'.....:happy:Skorzystałem wieć z kolejnej okazji pozwiedzania pasma Czantorii - ale niejako od kuchni , czyli od strony Trzyńca i Nydka, moich ulubionych rowerowo okolic. Tym razem padło na gorę Ostry - sąsiada Małej Czantorii. Niby niepozorna.... ale jak sie okazało całkiem, całkiem.... Początek tradycyjny - wspinaczka z Ustronia na przełęcz pod Tułem - kilka km pod gore. Pod drodze łąki z wysokimi trawami lasy, i wygodna najpierw asfaltowa, potem szutrowa droga... i na końcu rozległy widok na Zaolzie. Widac też dzisiajszy cel - Ostry. By tam sie dostać trzeba gdzieś przejechac granice do CZ. Można prostą drózką w kierunku Nydka, ale tam niedawno juz byłem. By nie powtarzać - spróbuję od strony leśniczówki w Lesznej... tym bardziej, że mapa krakowskiego Compassu wskazuje że przez granice prowadzi tam utwardzona scieżka. Wiec próbujemy... najpierw trochę w dół, a potem szukam tej śieżki. Po chwili gps wskazuje że to ona..... :smile: Z tym że utwardzenie okazuje się 'drobną' przesadą, tym bardziej że za chwile czeka mnie jej ciąg dalszy.... Gdzieś tu powinna być granica.... na razie raczej resztki jakiejś przecinki poprzedzielane odcinkami podsychających torfowisk porośnietych tatarakiem.... nieco błądzę... szukam, gdzieś tu musi być! Alternatywą jest przedzieranie sie z rowerem przez zarośla a to mało mi się uśmiecha....W końcu jest i granica: i JEST też ciąg dalszy 'utwardzonej ściezki'... :laughing: Zaraz obok płynie strumyk i w ciekawy, niezauważalnie w wysokich trawach sposób, kilka razy zamienia się ze scieżką miejscami. Dowiaduję się o tym gdy coś mokrego wlewa mi się do buta....:smile: próbuję jechać, ale na wąskich oponach to beznadziejna sprawa, szybko sie poddaję...Po chwil i słychać szczekanie - i wracamy do cywilizacji. Z grubsza oskrobuję z błota rejon hamulców.... i w drogę. Tym razem poł godziny podjazdu - solidne 7-13 st jak pokazuje elekronika.... za to po fajnej nawierzchni. Udaje mi się nie umrzeć przez końcem góry, w nagrodę dostaję 7 km w dół do Vendryny i Trzyńca..... REWELACJA.Reszta to juz dość nudna siłownia na świeżym powietrzu z nawiewem, czyli przejazd szosowy do Rybnika przez Cieszyn, Frysztad, Jastrzebie. Przy południowym wietrze szybko ubywa km. Z CZ do PL wracam znacznie bardziej zadbanym 'przejściem granicznym'... :laughing: (to okolice Skrbeńska koło Godowa). Polecam wszystkim te okolice, tym bardziej, że wiekszość je 'zna' oglądając z okna samochodu, w czasie jazdy z Cieszyna w kierunku Jabłonkowa...
    2 punkty
  9. Po środowym kajaku, wczorajszym rowerze – dzisiaj w piątek przyszedł czas na pieszą wycieczkę – wycieczkę do serca Gór Świętokrzyskich. Na początku w planach było wejście na Łysicę – najwyższy szczyt „masywu” ale ponieważ odcinek na 612m szybko minął i jest to niecałe 3km ze Świętej Katarzyny, postanowiliśmy przedłużyć marsz do Kakonina oraz powrót z ponownym zdobyciem świętokrzyskiego serca. W ten sposób pokonaliśmy łącznie ponad 17km w 4 godziny. Jadąc autem od strony Bodzentyna pięknie widać cel naszej podróży. Parkujemy auto pod Klasztorem i wchodzimy na szlak. Pogoda jest niepewna, a my w plecaku oprócz napojów, w razie czego mamy sztormiaki – jak się później okaże, niepotrzebnie się asekurowaliśmy, deszczu nie było. Bilet wstępu do Świętokrzyskiego Parku Narodowego dla dwóch osób kosztuje 13zł. Kasa znajduje się zaraz za poniższą bramą. Tuż za nią po lewej stronie miejsce zbrodni hitlerowskich z okresu II Wojny Światowej, po prawej obelisk: Zaraz na wprost kapliczka oraz źródełko. Ostatni raz byłem w tym miejscu jakieś 7lat temu, i na początku traktu nie było takich udogodnień jak pomosty w, z reguły, wilgotnych miejscach. Pniemy się w górę, dookoła puszcza i piękny zielony, naturalny misz masz z aktorami pierwszoplanowymi w postaci drzew. Zwierząt żadnych nie widzieliśmy, ale dziki są tu z całą pewnością…
    1 punkt
  10. Rowerem po jurajskich trasachTo i ja się pochwalę małą wyprawą.Dzień przed przed Bożym Ciałem, po robocie wyjechaliśmy z Bielska w kierunku Jury Krakowsko-Częstochowskiej, scislej bardziej Częstochowskiej do Mirowa.Zamek w Mirowie Po wieczornym ognisku i nocy w "agroturystyce" wybraliśmy się w 6 osób na piękną wycieczkę rowerową po nowiutkich ścieżkach asfaltowych oraz leśno-polnych duktach. 17 latek od razu odłączył się od nas bo z wapniakami jeździł nie będzie i na swoim ekstremalnym góralu pognał w strone Janowa i Złotego Potoku. My w stronę Żarek. W Żarkach widzieliśmy zespół starych stodół z kamienia (foto brak) oraz zaliczyliśmy kawę i lody. Z Żarek udaliśmy się w stronę pustelni w Czatachowej. Następnie w stronę Niegowej i Bobolic Odrestaurowany zamek w Bobolicach i pstrąg na talerzu Z Bobolic wrócilismy do pobliskiego Mirowa, gdzie zapakowaliśmy nasz sprzęt i do domu.W sumie przejechaliśmy w bardzo rekreacyjnym tempie ponad 25 km w pagórkowatym przepięknym rejonie Polski.17 latek przejechał 56 km w nieco tylko dłuższym czasie.Polecam wszystkim te okolice. Są wspaniałe krajobrazy, ciekawe budowle, mili ludzie. Wszędzie jest bardzo czysto.Widzieliśmy tylko skrawek tego co można zobaczyć, dlatego jeszcze tu wrócimy.
    1 punkt
  11. W sercu Gór Świętokrzyskich – Część III Święty Mikołaj! Tak, w ciepłych porach roku siedzi sobie spokojnie w Górach Świętokrzyskich i odpoczywa – to z miejscem jego pobytu w Laponii – ściema. Od tego miejsca szlak wyraźnie prowadzi w dół i zejście jest bardziej strome. Napotykamy na swojej drodze strumyk z krystalicznie czystą wodą. Po wyżłobionym korycie widać, że w czasach dużego opadu atmosferycznego potrafi się on przerodzić w całkiem silny potok. Mija jakieś piętnaście minut i docieramy do wyjścia z Świętokrzyskiego Parku Narodowego w Kakoninie. Tuż za nią drewniana osada, a w niej: …i nawet byśmy tu zjedli, ale klimat tego miejsca psuje włączony na cały regulator Dr Alban…o nie – takiej muzyki i hałasu, to nie lubimy! Schodzimy parę metrów niżej do tutejszej atrakcji: Chata piękna, ale niestety zamknięta. Zerkamy przez okienko, co w środku i stwierdzamy, że prawie jak u naszych babci... Podziwiamy architekturę tutejszej osady, mimo, że budynki są nowe – zrobione z dużym smakiem. Za stodołą jest kawałek łąki, gdzie spokojnie przy dłuższej podróży można rozstawić namiot i przenocować. Wracamy na szlak i powrotną trasę pokonujemy ekspresowo. Mijamy szczyt Łysicy i schodzimy w dół, ostatnim fragmentem trasy. Kolejna nowość, której wcześniej tutaj nie widziałem, to poręcze na najstromszej części szlaku. Myjemy ręce przy źródełku… …i kończymy Świętokrzyską przygodę w sercu tutejszych Gór. Z pewnością tu wrócimy – pozostaje nam do zrobienia, również bardzo dawno nie odwiedzana przez nas, Łysa Góra i Święty Krzyż. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  12. W sercu Gór Świętokrzyskich – Część II Dzisiejsza pogoda sprzyjała pieszym wycieczką i podchodzeniu do góry – nie wiadomo kiedy i jesteśmy już przy gołoborzu. Gołoborze – przekładając na prosty język, to sterty kamieni, które powstały w wyniku mrozu przez pęknięcia dużych fragmentów skał…oczywiście miliony lat temu – nie uświadczysz tu piachu ani żwiru. Podchodzimy jeszcze kilka metrów i widzimy zjawisko w pełnej okazałości… Patrzę, patrzę i oczyma wyobraźni widzę przed sobą białą przestrzeń, pokrytą śniegiem, między drzewami wytyczona trasa narciarska z trzema wariantami zjazdu… …północny stok – idealnie by pasowało… Między drzewami można dostrzec rozległą panoramę. Dokładamy kolejnych kilkanaście metrów w pionie i osiągamy cel – Łysicę i wysokość 612m npm. Jak widać, wierzchołek zwieńczony jest okazałym krzyżem, na którym widnieje taki oto napis: Z tego miejsca dokładnie widać jak zarasta zielenią gołoborze, również stąd, jako, tako można coś zaobserwować, na wprost, pomiędzy drzewami. Robimy sobie razem, z moją Drugą Połówką przerwę, podczas której decydujemy się na zejście drugą stroną grani do Kakonina. Ta strona, w porównaniu do tej od Świętej Katarzyny jest łagodna i doskonale nadawała by się na podjazd i zjazd rowerem – w głowie od razu rysuje się taki plan… Po drodze spotykamy tutejszego uśmiechniętego, bardzoooo starego Enta… Patrzę na GPS i Endomondo – mamy niezłą średnią marszu – ponad 6,50km/h. Napotykamy ciekawy „schodek”. Na przewróconym pniu cała masa hub. Marsz tutaj, to czysta przyjemność – teren łagodny a turystów w tej części jak na lekarstwo. Docieramy do miejsca kolejnej krótkiej przerwy z drewnianą, klimatyczną kapliczką. Nie uwierzycie, kto się w niej schował…?
    1 punkt
  13. Niedaleko Chańczy leżą Kurozwęki. Po kajakowym wysiłku możecie się tam posilić np. stekiem z bizona! Czerwone porteczki ( pozdrawiam) byłyby chyba zadowolone z takiego zakończenia kajakowania! :smile:
    1 punkt
  14. Bumerze, gdybym był w Twoich okolicach, to zapewne dałbym znać. Mój czerwony kajak pewnie w niedzielę będzie widoczny nad Zalewem w Chańczy. Dzisiaj, ponieważ mam urlop, może jakieś chodzenie po Górach Świętokrzyskich? Właśnie zastanawiam się. Mati, super wyprawa - piękne rowerowanie górskie. Z niecierpliwością czekam na kolejne opisy i fotki.
    1 punkt
  15. Dodam jeszcze dla uzupełnienia prezentację planów budowy stoku Beskid w trakcie konferencji z września 2013 Są tam odpowiedzi na nurtujace Was pytania. Na dole stoku powstanie stacja dolna krzesła, które bedzie wyjeżdżało z budynku, w którym znajdą się także kasy, gastronomia i pomieszczenia techniczne. Na lewo od krzesła stanie wyciąg dla początkujacych. Drugi krótki wyciag stanie na górnej polanie. Całość bedzie oczywiście oświetlona. Zgodnie z planem w tym roku ma stanąć 6-osobowa kanapa, ale otwarcie może nastapić dopiero w sezonie 15/16. [video=youtube;ciozoe4Zh2g]
    1 punkt
  16. Szczyrk budowa stacji narciarskiej Beskid w Szczyrku Korzystając ze świetnej pogody wybrałem się śladami Andiego-W i spenetrowałem inwestycję Beskid w Szczyrku. Wszystkie zdjęcia możecie oglądnąć w galerii Szczyrk budowa stacji narciarskiej Beskid w Szczyrku Widok na dolny odcinek trasy Górna polana, na której ma stanąć wyciąg orczykowy (widok od prawej strony) Górna polana, na której ma stanąć wyciąg orczykowy (widok od lewej strony)
    1 punkt
  17. Jeden zalew i cztery rzeki. Część III Jedzonko, zwiedzanie brzegów – obserwacja zwałki i ustalamy logistykę jej pokonania. Decydujemy, że tato wsiądzie do kajaka z drzewa, a na drzewo wejdzie z brzegu – z jego drugiej strony nie ma gałęzi i boimy się, że nie da rady bez ich asekuracji. Nim ruszymy dalej, sprawdzam z brzegu co na nas czeka dalej. Słyszymy drogę i samochody – to znaczy, że jesteśmy niedaleko Mniszka i trasy Radom – Piotrków Trybunalski. Płyniemy jakiś kilometr przeciskając się między brzegami, walcząc z coraz silniejszym nurtem – zaczyna się robić płytko. Dopływamy do przeszkody i płycizny… …skeg wbija się w dno – decydujemy, że wracamy. Mamy przecież jeszcze odnaleźć Radomkę i Garlicę. Z prądem płyniemy bardzo szybko – dopiero teraz jesteśmy świadomi jaką pracę wykonaliśmy. W tą stronę – nawet nie ma szansy zrobić zdjęcia – krajobraz przesuwa się bardzo szybko – Endomondo pokazało najwyższą prędkość, prawie 13km/h. Wracamy i zaraz po połączeniu Jabłonicy i Szabasówki dostrzegamy bardzo ciekawy korzeń, który został przez nas przeoczony wcześniej. Robimy fotkę starego mostu, po którym z obydwóch stron zostały jedynie murowane filary. Na niebie „chińskie” znaczki… Wpływamy na duże starorzecze, płyniemy, płyniemy i domyślamy się, że to Garlica – ale czy aby na pewno? Piękne miejsce. Spore ryby uciekają nam sprzed dziobu… …to pewnie krasnopióry wygrzewające się na słońcu. Głębokość – wiosło nie sięga dna, chociaż dookoła pełno zielonego badziewia i brei – wydawać by się mogło, że jest tu płytko. Zwężenie oraz bagnisko zniechęca nas do drążenia tematu. Wracamy do głównego nurtu, gdzie po chwili dostrzegamy prawdopodobnie Radomkę. Czy na pewno? Sprawdzilibyśmy gdyby nie przeszkoda…a ponieważ czas nas nagli, to rezygnujemy z jej pokonania, eksploracji wąskiego kanału, którym pewnie daleko byśmy nie popłynęli. Cel wyprawy uważam za osiągnięty – cztery rzeki, ich położenie, topografię mogę powiedzieć, że już znam – kajakiem dalej, w górę pewnie i byłoby można płynąć… …ale jedynką i ze świadomością pchania sprzętu przez miejsca płytkie, bądź z maczetą w ręce – karczując trzcinę. Czy warto? Zjadamy na wodzie ostatnie zapasy. Wpływamy na zalew, a tutaj: wmordewind i spora falka. Wiosłujemy dzielnie, a brak pokładu powoduje, że raz po raz, rozbryzgująca o dziób woda chłodzi nasze opalone nogi i ręce. Kończymy spływ zaliczając 16km. Suszymy kajak, a promienie operują dosyć mocno. W podłodze zwiększa się ciśnienie – zawór bezpieczeństwa zaczyna popuszczać powietrze. Pakujemy sprzęt do auta i ruszamy do domu. Obydwaj szczęśliwi – ojciec i syn. Dopisała pogoda, woda… a razem spędzony czas pozostanie w nas na zawsze. Super dzień, super przygoda! pozdrawiam marboru
    1 punkt
  18. Jeden zalew i cztery rzeki. Część II Pytam taty, czy zadowolony z pływania – a on uśmiechnięty od ucha, do ucha – mówi, że super! Cieszę się. Uzupełniamy płyny, robię fotkę najmocniej wysuniętego w górę fragmentu Szabasówki, który wyeksplorowaliśmy. Wracamy. Dopiero teraz, w drodze powrotnej zauważamy, że jeden z brzegów, to ponad trzymetrowa skarpa. Ślicznie tu. Nurt jest wolny, a drzewa i krzaczory jakby się nam kłaniały. Jesteśmy przy mijanej wcześniej odnodze… Jak mniemam – wpływamy na Jabłonicę. Od samego początku da się wyczuć, że prąd jest tutaj wartki. Wąsko i zakrętasy. Daję „z krzyża” mocno i wbijam się w górę rzeki. Kilkanaście zakrętów – pierwsza ciekawostka: kładka. Pochylamy nieco głowy i płyniemy dalej. Pojawiają się zwężenia – sprawdzam głębokość: ok. 1,5m…to daje nam nadzieję, że pstrągowanie nie skończy się szybko. Mijamy pięknego dęba. 90 stopni Coraz ciężej mi się płynie… …tata pomaga, ale główny motor napędowy siedzi z tyłu. Szerokość Jabłonicy, to ok. ¾ Seawava. Mijamy kolejną kładkę – tym razem nie trzeba się pochylać. Meandrujemy i dziwimy się, że na nizinach taka wartka, wąska i głęboka rzeczka. Trafiamy na pierwszą zwałkę – udaje się jakimś cudem ją przejść bez wysiadania z kajaka. Zaraz za nią jest druga – olbrzymie drzewo… …pod pniem jest miejsce na kajak – szybka decyzja – płyniemy. Kajak dołem, a my we dwóch przez drzewo, asekurując się, łapiąc gałęzi dajemy radę górą. Jestem dumny z taty, a on się cieszy, że jest taki dzielny i mimo swojego wieku śmiga po zwałce jak kozica. Zaraz za, piaszczysta plaża – robimy przerwę.
    1 punkt
  19. Jeden zalew i cztery rzeki. Część I Pomysł popłynięcia pstrągiem w poszukiwaniu wpływającej do Zalewu Domaniowskiego Radomki zrodził się po analizie mapy i tego co można znaleźć na Google Maps i zdjęć satelitarnych. Nawet mi, tubylcowi, który od lat dziecinnych łowił rybki w okolicach Mniszka nie przyszło by do głowy, że misz masz cieków wodnych w tej okolicy i najszersze koryto – to niekoniecznie Radomka. Płyną tu oprócz poszukiwanej: Jabłonica, Szabasówka i Garlica. Wszystkie cztery tuż przed Jeziorem łączą się – w Radomkę a potem „Domaniów”. Fotki z kosmosu przekonały mnie, że zadanie nie będzie łatwe… …dlaczego? Dlatego, że Radomka tuż przed połączeniem z ww ciekami to najwęższa rzeczka – jej szerokość jest taka, ponieważ działanie człowieka i mnogość stawów rybnych w okolicy uregulowały ją, odbierając przy tym masę wody. Skąd więc w dalszej części, za zalewem, pozostała nazwa: Radomka? Ponieważ, ta odnoga jest najdłuższa. Drugim powodem kierunku spływu i pstrąga, to opis całości spływalnej mojej radomskiej, domowej rzeki. Zamierzam ten szlak kajakowy opisać w szczegółach od tego właśnie miejsca do ujścia. W poprzednich relacjach przedstawiłem fragment Jedlińsk – Ryczywół. Ostatnio stwierdziłem, że żyję zbyt szybko zapominając o tym co najważniejsze – najbliżsi. Zbyt mało czasu spędzam z mamą, tatą…a nawet jak go spędzam, to są to wizyty na obiad, grilla itp. …zawsze nie ma czasu by spokojnie pogadać, poodpoczywać…zwyczajnie pobyć razem ze sobą. Na spływ dzisiaj spróbowałem, z powodzeniem zaprosić mojego 68 letniego tatę Teda. Nasza trasa została odznaczona przez satelitę w sposób następujący… …nie wiem jak to się stało, ale Endomondo nie odznaczyło całości naszego pływania? Krótkiego wpłynięcia na Szabasówkę. Seawave ze względu na zapowiadane słoneczko i temperaturę optymalną do pływania +22 nie został wyposażony w pokład. Start dokładnie z miejsca dziewiczej wyprawy mojego Gumotexa. Zalew Domaniowski przywitał nas brakiem fali i wiatru. Pierwsze odczucia bez góry kajaka – mniejsza sztywność i stabilność. Płyniemy w stronę początku Jeziora i w oddali, pomimo prognoz bez opadów – deszcz. Tata w swoim życiu, tylko kilka razy, pływał w kajaku, więc na początku poznaje się ze sprzętem pneumatycznym i wiosłami. Na starcie czuje się dosyć niepewnie, później radzi sobie nie najgorzej. Wiosłuje delikatnie robiąc przerwy i podziwiając tutejszą przyrodę. Zwiedzamy wysepki. Pojawia się wiaterek pchając nas w pożądanym kierunku. Wydaje nam się, że jesteśmy już na rzece… Pamiętając o tym, że Radomka płynie tutaj bardzo wąskim i prostym kanałem od strony lasu, płyniemy w prawo przy pierwszym takim miejscu – jakieś 500 metrów po zwężeniu toru wodnego. Kilka pociągnięć wioseł i spotykamy ścianę trzcin przed sobą – wracamy, to nie tu. Radomki musimy szukać dalej – po prawej burcie. Pstrąg nie jest uciążliwy, bo nurt jest bardzo łagodny – pomykamy do przodu. Rzeka meandruje leniwie, a dookoła żywego ducha. Cisza, spokój. Spotykamy oficjalny znak… …jesteśmy zaskoczeni, bo od co najmniej kilometra wydaje się nam, że jesteśmy poza Zalewem. Cóż – nie będziemy się kłócić – fachowcami od oznaczeń dróg wodnych – nie jesteśmy. Miejscami robi się wąsko i amazońsko… …by po chwili znowu się rozszerzyć. Napotykamy wędkarzy. Proszę tatę, by nie wiosłował, sam delikatnie dotykając wodę kieruję Seawava przy brzegu z daleka od spławików. Niestety Pan parkujący autem tuż przy skarpie, obsługujący wędziska z tego faktu jest niezadowolony. Pyta: - łowisz ryby? Odpowiadam: - łowię. Nieznajomy: - oby i Was kiedyś spotkało przepłoszenie ryb! Pytam ja: - czy uważa Pan, że z Pana powodu i jego wędkowania powinniśmy wyjść z kajakiem na brzeg i go, idąc na palcach przenieść? Odpowiada mi cisza. Mówię dowidzenia i jeszcze przez jakieś dwieście metrów, staram się, mimo wszystko wiosłować najciszej jak potrafię. Idzie mi to dosyć nieźle skoro Jaskółki dają się sfotografować z dosyć bliska. Po jakimś kilometrze spotykamy kolejnego „moczy kija”. Z wyglądu – tym razem stwierdzam, że to miejscowy. Siedzi w krzakach i widząc nas krzyczy oburzony: - uwaga na wędki!!! Odpowiadam – uważam. Mijam jedną, mijam drugą za 20m, mijam trzecią za kolejne 20m…mijam trzecią i czwartą… Bez komentarza – Kłusownik (łowić można na dwie wędki). Odpływamy. – jestem zniesmaczony postawą swoich „kolegów” po kiju. Rozwidlenie, miejsce spotkania dwóch nurtów rzek. Kierujemy się w prawo licząc na to, że to Radomka… …niestety nie. Nurt meandruje i nie przypomina kanału widocznego z satelity. To musi być Szabasówka. Robi się płytko, pojawiają się przeszkody w postaci rosnących w stronę lustra wody drzew. Skeg zawadza o żółciutki piasek. Po jakimś kilometrze lądujemy na plaży skąd postanawiamy się wycofać. Robimy przerwę na drugie śniadanie. Bułeczki smakują wyśmienicie, a komary zaraz po posiłku wyganiają nas z tego końca świata.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...