Ranking
- uwzględniając wszystkie działy
-
Wprowadź datę
-
Cały czas
1 Październik 2007 - 13 Październik 2026
-
Rok
13 Październik 2025 - 13 Październik 2026
-
Miesiąc
13 Wrzesień 2026 - 13 Październik 2026
-
Tydzień
6 Październik 2026 - 13 Październik 2026
-
Dzisiaj
13 Październik 2026
-
Wprowadź datę
07.10.2015 - 07.10.2015
-
Cały czas
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.10.2015 uwzględniając wszystkie działy
-
Gratuluje wyjścia! Rysy nie są bardzo trudnym szlakiem, ale dla osób które chodzą mało po górach albo trafią na gorsze warunki to potrafią dać się we znaki i sponiewierać Szacun za wyjście z Palenicy i obrócenie w 11,5h to jest całkiem dobry czas! , do tego widać, że warunki nie były dobre, chociaż mogliście trafić jeszcze gorzej bo cały tydzień było jedno wielkie lodowisko i podobno w piątek zaczęło powoli puszczać. Piątek 3.10 w Tatrach Rysy Kozia Przełęcz Zawrat A dla tych co chcą się wybierać w góry warto śledzić wątki na innych forach górskich, czytać informacje topr i polecam profil na fb "Aktualne warunki w górach" https://www.facebook.com/warunki Pozdrawiam Tomek5 punktów
-
Rysy - 04.10.2015 Udało się! Zaplanowane wejście i zdobycie najwyższego szczytu Polski - Rysów 2499 m npm zostało wykonane. Start o godzinie 7:30 rano z parkingu na Polanicy Białczańskiej - szybki marsz w stronę Morskiego Oka i jesteśmy. Jest pięknie. Nie ma ludzi, cisza, spokój i taki widok: Krótka przerwa na śniadanie i podążamy czerwonym szlakiem (lewa strona od schroniska) w stronę Czarnego Stawu. Tutaj wiatr niemal nie zdejmuje nam czapek z głów - niestety jak widać poniżej, szczyty są przykryte chmurami. Czarny Staw - kilkanaście hektarów wody, głębokość ponad 70 m - najbardziej wysunięte na południu naszego kraju jezioro - niestety jałowe... ...warunki przyrodnicze: wysokość, długość pod lodem, temperatura powodują to, że nie ma tutaj życia - nawet zarybienie pstrągiem z Morskiego Oka nic nie daje. Kierujemy się na podejście pod Rysy - krajobrazy rodem z Mordoru: Kilkaset metrów podchodzimy "schodami" po czym docieramy do pierwszych łańcuchów. Pokonujemy ok 400 metrów wymagającego podejścia z żelastwem i znajdujemy się tuż pod szczytem. Tutaj śnieg i lód - wysokość robi swoje. Zdobywamy szczyt ok godziny 13. Cała ekipa wyprawy na wspólnej fotce: Chwila radości - gratulacje i pora wracać. Wiatr się wzmaga, zaczyna się robić chłodno ale jest również plus takiej sytuacji - zaczyna się robić niezła widoczność. Poniżej widok ze strefy podszczytowej w stronę Czarnego Stawu i Morskiego Oka. Paula na najtrudniejszym fragmencie, z jednej strony przepaść, z drugiej strony przepaść - zuch Dziewczyna! Jeszcze jedno ujęcie tego miejsca z innej perspektywy i z inną widocznością: Cóż - teraz w dół... Chwilowy "korek": Przygoda dobiega końca... ...może to nic wielkiego - Rysy? Dla nas, to jest mega osiągnięcie, które rodzi w nas dumę i wiele radości. Przede wszystkim dlatego, że szczęśliwie udało się zaliczyć kolejny, najważniejszy szczyt z Korony Polski. Czy było trudno? Dla nas było. Szlak jest wymagający i niestety również dosyć pechowy - od momentu jego otwarcia zginęło na nim ponad 50 osób. PS. Czas przejścia z postojami 11 h 16 minut. Pozdrawiam marboru4 punkty
-
2 punkty
-
Wszystko możliwe że gadałeś z kimś od nas - byliśmy tam w kilka osób a ja w sobotę rano zajęty byłem ustawianiem roweru i nie zwracałem uwagi kto z kim rozmawia. Boxery na Magurce też są rewelacyjne. Z racji odległości staramy się ustawiać tripy tak żeby jednego dnia powyjeżdzać o własnych siłach na rowerze do góry i zaliczać maxymalną ilość zjazdów ciekawymi trailami a kolejnego już wybieramy miejsce tak że uphill możliwy był wyciągami lub autem. Chyba że jedziemy na zawody to rzeźbimy trasy z zawodów ile sił wystarczy. Na wyniki jakieś specjalne się nie nastawiam z wielu oczywistych powodów ale zabawa i klimat na takich amatorskich zawodach "bez spiny" jest super. Zresztą osobiście jestem bardzo zadowolony z faktu że jeżdżąc na rowerze enduro od zeszłego w sumie roku i mieszkając nad morzem udaje mi się lądować w połowie stawki wśród górali Co się stało synowi na trzecim oesie z Szyndzielni ? Dojechał bez problemów ? Trochę ludzi miało tam wypadki a czas przejazdu ma strasznie długi. Trochę zdjęć dostepnych dla "fejsowiczów" jest w linkach poniżej. https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1062174923794972.1073741868.584453504900452&type=3 https://www.facebook.com/Qosmioo/media_set?set=a.1026689037364656&type=3&pnref=story https://www.facebook.com/media/set/?set=a.1061620577183740.1073741867.584453504900452&type=3 i filmiki Zakręt na Szyndzielni lecą prosi - korzenie na oes-ie 42 punkty
-
2 punkty
-
Jeszcze tutaj można zamówić: DVD za 14,99 Euro https://www.jpc.de/jpcng/movie/detail/-/art/streif-one-hell-of-a-ride/hnum/8342356 Blu-Ray za 19,99 Euro https://www.jpc.de/jpcng/movie/detail/-/art/streif-one-hell-of-a-ride/hnum/83423331 punkt
-
Wyjazd to jeden wielki spontan - jeszcze w sobotę popołudniu sobie śmigałem na rowerku, a tu telefon i zaproszenie do Sącza - trzeba było Paulę, siebie szybko pakować i jechać. Wszystko na "wariackich papierach". Nieopodal Tatr wylądowaliśmy w sobotę w nocy, a o 4 rano pobudka i na Rysy Wyprawa była planowana od dawna, ale nie tak z nienacka. Maćku - spokojnie sobie Rysy zrobisz - masz o wiele bliżej w Tatry niż my. A niebawem?... A niebawem się widzimy i zdobywamy kolejne cele :applause: Nie mogę się już doczekać tego spotkania i kolejnych wspólnych przygód - oby pogoda dopisała. PS. Pozdro dla Izy :happy:1 punkt
-
Tyle wygrać! To chyba trzeba się zenic, skoro potem w pakiecie są takie podróże Wysłane z mojego LT22i przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1 punkt
-
Jaro323 czy to ja waszą grupę zagadałem na parkingu pytając czy jesteście z Gdańska i dostałem odpowiedź, że z Gdyni ?Kompleks ścieżek, tras i "singli" na Koziej Górze (Endurotrails), Cygańskim Lesie, Szyndzielni i Magurce to taki mały rowerowy, górski raj.Ja w to wsiąkłem z JaroW, moimi synami i dziesiątkami innych maniaków całkowicie.Niemalże codziennie przejeżdżamy po górach kilkanaście km.Rower w lecie (dla mnie górski), narty w zimie to wspaniale uzupełniające się sporty.Wyjazd rowerem na szczyt, potem jazda lasem w dół jest wg mnie odpowiednikiem nart turowych.Dobra, a teraz kilka zdjęć z sobotnich zawodów w których co prawda nie uczestniczyłem, ale kibicowałem synom i kręciłem się także po szczytach i lasach. Tak na prawdę codziennością nie są zawody tylko eksploracja szlaków w ciszy, spokoju i bez rywalizacji.1 punkt
-
No to przyszedł czas na kilka fotek: Takie pyszności dają w Brnie Camping Trafoi - niesamowite miejsce Milki pod Tuxem W drodze na Tux1 punkt
-
Jako, że interesy zawiodły mnie do Wiednia, a prognozy pogody wskazywały na pełną lampę w Alpach, zupełnie przez przypadek w bagażniku mojego samochodu znalazły się narty, kije, buty i parę klamorów narciarskich. Dziś na Hintertuxie zainaugurowałem sezon narciarski. Pogoda bajka. Na górze temperatura od -5 do -2 w najcieplejszym momencie. Podają, że w sumie czynnych jest 22 km tras. My w sumie zaliczyliśmy kilka razy orczyki Olperer, ale większość czasu zjeżdżaliśmy czerwoną 4-ka do 3-ki i używaliśmy Gletscherbusa 3 do powrotu na górę. Warunki super - jak to na lodowcu, trochę twardo, ale bez przesady. Po sztruksiku jeździło się bajecznie. Wspaniały narciarski dzień. Jutro powinno być także super pogodowo, choć podobno cieplej.1 punkt
-
Tutaj jeszcze jakaś filmowa wersja wydarzeń z pierwszego dnia zmontowana przez apkę google'a: [video=youtube;dlxN0UwhcmA] Coś youtube przy wrzucaniu jakość pogorszył.1 punkt
-
Tuxik wczoraj tj. 1.XPonieważ do domu dotarłem dzisiaj ok. 2-giej na ranem, oto parę słów o tym co działo się na Tuxie wczoraj. Zachęceni przepięknym pierwszym dniem nart w tym roku, zapakowaliśmy dziarsko samochód (po nartach wracaliśmy prosto do Krakowa), śniadanko, no i po 20-kilometrowym dojeździe z Mayerhofen zameldowaliśmy się ok. 8:30 przy dolnej stacji gondoli. Jadąc do góry gondolą szybko poczuliśmy, że mimo na przemian słońca i chmurek na górze będzie wiało. Może nie jakoś super ostro, ale jak na górze wysiedliśmy w chmurze, to -9 (tyle pokazywali na tablicy) plus wiatr, to nie wyglądało najlepiej. Małe rozczarowanie: Do tego telefon z pracy, który wprowadził sporą nerwowość, bo pewien deal, który na wczoraj wieczór wydawał się domknięty, właśnie otworzył kolejny rozdział, po tym jak druga strona wstała lewą nogą i postanowiła postawić pewne nowe żądanie, które było nie bardzo do przyjęcia. No cóż, trzeba było zjechać do Tuxer Fernerhaus i wykonać parę trudnych telefonów. Przynajmniej knajpa fajna, ale nartki musiały na razie poczekać: Na szczęście po niecałej godzinie nerwowych telefonów, udaje się posklejać do kupy coś, co wydawało się, że rozsypało się jak domek z kart. Można odtrąbić sukces, no a przy okazji na zewnątrz słońce także postanowiło zagościć już raczej na dobre na niebie, choć wiatr do końca nie odpuścił. Do końca było już naprawdę nieźle: Po nartach, szybki prysznic w kwaterze, którą w zasadzie opuściliśmy rano, no i do Polski. Reasumując - dwa super extra dni na Hintertuxie. Chyba w sumie obecnie najlepsze warunki w Alpach. Pierwszy dzień absolutna bajka na 6-tke po prostu. Drugi dzień na 4+. Ocenę obniżał wiatr i poranna mgła. Wiatr miał wpływ także na odsłonięcie w niektórych miejscach sporych połaci lodu, mimo starań ekipy ratrakującej.1 punkt
-
W sobotę udało mi się zdobyć Grossglockner najwyższy szczyt Austrii 3798m.n.p.m. Nie jest to trudna góra przy dobrych warunkach pogodowych pod względem technicznym, ale jest ona dość mocno oblegana przez turystów przez co robi się dość niebezpieczna na grani podczas mijania się tym bardziej że przewodnikom średnio się chce czekać w kolejce na minięcie i cisną po ludziach wywołując niezłe zamieszanie. Po drodze na szczyt są 3 schroniska na wysokościach 2200m, 2780m i 3400m tak z grubsza, ciężko jest się zakwaterować bez rezerwacji na 2 pierwszych bo są tanie względem trzeciego na 3400, pomimo że góra jest do zrobienia w jeden dzień to my postanowiliśmy się przespać w schronisku przed powrotem właśnie na wysokości 3400 bo tylko tam znalazło się wolne miejsce koszt to z Alpenverain 24euro a bez 32 euro do tego jest śniadanie między 6:00 a 7:30 nic specjalnego ale zawsze coś. My szliśmy z pełnym wyposażeniem czyli śpiwory karimaty jedzenie picie i co się tylko dało plecak jakieś 15-20kg, tak bywa jak się niema od kogo zebrać informacji co do wyprawy, teraz przy drugim wyjściu tam zabrałbym max plecak 40l i na lekko tylko z niezbędnym sprzętem tam wyszedł niema sensu się tak męczyć. To mniej więcej tyle jak ktoś chce szczegółowo się wypytać przed wyprawą to zapraszam na priv lub tutaj. kilka fotek z tej wyprawy. na szczycie w drodze na lodowiec przeprawa przez szczeliny na lodowcu droga w stronę szczytu w porannym słońcu pozdrawiam Rafał reszta fotek LINK1 punkt
-
Wyprawę robiliśmy sami w trzech stylem klasycznym czyli wszystko z buta i na swoich plecach jakiś 28-30 kg plecaki, trasę po kolei zaczynamy od miejscowości Les Houches z poziomu 1000m.n.p.m. o godzinie 14, stwierdziliśmy ile się uda wyjść to nasze dotarliśmy na 2000m.n.p.m. i tam na dziko przy torach spaliśmy pustki były nikt nikogo nie przeganiał, z rana plan był dotrzeć do TR 3100m.n.p.m. jak najszybciej bo popołudniu miało przyjść załamanie pogody co się sprawdziło, przy TR spędzamy noc w namiocie na legalnym polu namiotowym przy masakrycznej pogodzie, rano sprawdzamy pogodę jest lepiej tylko mocno wieje 80km/h w miedzy czasie od żandarma dowiadujemy się że jak jest zamknięty Gouter to otwierają jakby w starym schronisku pokój i można się tam na 3800m.n.p.m. schronić za darmo, decyzja jest taka że idziemy do Gouter o 11 startujemy do góry po 3-4 h dochodzimy i dekujemy się w starym schronisku obok Gouter, jest tam wypas materace łóżka jak w schronisku i za darmo, po sprawdzeniu prognoz okazuje się że jak na następny dzień nie spróbujemy zdobyć MB to będziemy tam kiblować z 2-3 dni bez pogody, decyzja zapadła o 3:00 wychodzimy z nami jeszcze dwa zespoły tak samo postanowiły sami Polacy plus jeden Niemiec w sumie jeszcze 7 osób dwa zespoły i nasz trzeci o 6-tej dochodzimy do Vallota godzinę odpoczywamy pogoda jak już pisałem wiatr 100km/h ale słonecznie i zimno, o 9,15 udaje się im stanąć na szczycie cieszą się z 5 minut i trzeba uciekać bo idzie załamanie to co pisałem w poprzednim poście. Wracją ze szczytu są tak wycieńczeni i pogoda tak się pogorszyła że siedzimy do 18-tej w Vallocie niestety zaczynają się bule głowy i nudności u niektórych, nasza ekipa podejmuje decyzje że wracamy na 3800m.n.p.m. bo jak nie to 2 dniu tu będziemy siedzieć mamy germina ze śladem trasy z rana, wrócimy po omacku reszta postanowiła iść z nami ostatni na naszej linie dostał czerwoną latarkę żeby reszta mogła go widzieć i jazda w dół, poszło dość sprawnie poza paroma przygodami już pisałem w Gouter siedzimy trzy dni do poprawy pogody gdy się poprawia schodzimy w jeden dzień na parking gdzie możemy w końcu normalnie się umyć i zjeść wcześniej nie było to możliwe. Koszty wyprawy nie licząc sprzętu to niecały 1000 zł na osobę w tym jest jedzenie, paliwo, winiety, gaz do kuchenki, jofilizanty, lekarstwa, wypożyczenie namiotu, pole namiotowe 1 doba, drobne zachcianki na miejscu, pod warunkiem że nie korzystamy ze schronisk. Koszty wypraw mogą się znacząco różnić bo nigdy nie wiadomo na co trafimy np. jakby Gouter był otwarty to trzeba by było płacić za nocleg około 40 euro z "Alpenverain" bez 70e za nocleg a to już by dźwignęło koszty o 500zł itd. Odnośnie opinii że MB jest łatwą górą może tak jest jak wszytko idzie zgodnie z planem pogoda nie da w kość dla nas momentami była to walka o życie, samo to że był z nami kolega z innej grupy, który już dwa lata wcześniej tam był i zdobył MB po dotarciu do Vallota patrząc na MB bo stamtąd go w całości widać nie poznał tej góry wciskał nam że to jeszcze nie szczyt i trzeba go obejść i za nim jest MB, potem sam nie mógł w to uwierzyć że ostatnio tak lajtowo sobie tam wyszedł a teraz ciągle walka do kresu sił, dodatkowo jakby nie łatwa była ta góra pamiętajmy że to już jest ponad 4000m.n.p.m. a tam się chodzi całkowicie inaczej nie wiem jakbyś się starał to idziesz tiptopkami i odpoczywasz co chwile. Nie ma dobrego sposobu na MB no chyba że wbiegniesz w jeden dzień tak jak po nas tydzień Marcin Pawłowski zrobił to w 4:04 h patrząc z perspektywy przebytej trasy nie wiem jak to jest możliwe no ale z faktami trudno dyskutować. Jeżeli miałbym coś doradzać osobą wybierającym się tam w opcji oszczędnej tak jak my to trenować i jeszcze raz trenować ale tak na poważnie a nie że w zimie na nartach jeżdżę to wystarczy, bo jak coś pójdzie nie tak to tylko na swoje nogi i organizm możesz liczyć a odległości tam są kolosalne do przejścia i wysokość wykańcza, jak ktoś chciały się czegoś precyzyjnie dowiedzieć to pisać powiem co i jak. pozdrawiam Rafał1 punkt
-
Niestety nie udało mi się wejść na MB moja podróż skończyła się na 4360m.n.p.m. przy schronie, nie wiem ale wszytko co miało pójść nie tak się spełniło, juz przy wyjeździe dowiedzieliśmy się o zamknięciu drogi na MB ale niestety urlopy pobrane więc niema odwrotu. Na miejscu policja pouczyła nas że idziemy na własne ryzyko ale nam nie zabronią, pogoda dała się nam we znaki jak rzadko, śnieg mróz deszcz wiatr 100km/h zdarzały się okienka pogodowe ale plan był na 4 dni wyszło 8 w tym kilka kiblowaliśmy w schronie i namiocie. Kuluar sypał jak wściekły przed nami zeszła lawina kamieni 30min siedzieliśmy schowani za skałą w strachu przed przeprawą i obserwowaliśmy co będzie, nie ma dużo do przebiegnięcia jakieś 30-50 metrów ale w czerwcu podobno 4 osoby tam zginęły tak mówił policjant. Czujesz się tam jak na strzelnicy tyle że ty robisz za zająca po przeprawie szczęśliwej znowu zeszła lawina kamieni normalnie masakra, wyżej nie było lepiej od 3800m był już tylko lód czysty tak się stało jak po odwilży przychodzi wiatr i mróz jakieś -15 odczuwalne nawet raki się nie chciały wbijać, do tego posiałem czekan przy ataku, załapałem poślizg kolega mnie wyłapał na lotnej i jedyna rozsądna decyzja dla mnie to było kiblować w schronie do przyjścia reszty z ataku na szczyt. Atak na szczyt zaczął się o 7 rano przy słonecznej pogodzie z wiatrem 100km/h po 10 już nie było widać nic zacząłem się bać o resztę załogi czy wrócą cało były trzy zespoły. Dwa wróciły po omacku a trzeci mało nie zginął podobno jeden gościu spadł z grani i tylko przytomność ostatniego ich uratowała bo skoczył w drugą stronę i całą trojkę wyhamował udało się im wrócić ale przerażeni byli na maksa. Wracaliśmy po lodowcu po omacku z GPSem jedno mleko było zabraliśmy na lotną jeszcze dwóch bo się bali sami, co było robić przecież trzeba pomagać co się później potwierdziło bo gościu na końcu naszej lotnej wpadł do szczeliny tak po pachy ale kupel przed nim go wyłapał padając na glebę bo zdążył to zauważyć i wyciągnęliśmy go potem już było spokojnie. soryy za taki chaos w tym pisaniu ale tyle się tam działo że trudno to ogarnąć może kiedyś się spotkamy to Ci to opowiem na spokojnie po kolei, na koniec dopełnił wszystkiego już przy schodzeniu od Tetrusa spadający kamyk wielkości domu. W czasie naszego pobytu byli tam tylko Polacy i Ruscy dwa namioty i pustki totalne. LINK do fotek z okienek pogodowych pozdrawiam RG ps. wszytko to nie zmienia faktu że w 2017 jadę jeszcze raz tam I film [video=youtube;7gx8C9NaeGM]1 punkt
-
W ostatnia sobotę zrobiliśmy sobie szybki wypad na Kończystą, a że zapowiadali załamanie pogody po południu z domu wyjechaliśmy o 24:00 dodatkowo zabraliśmy rowery na odcinek z parkingu do schroniska. Niestety niezbyt pozwoliło nam to na ogólne przyspieszenie wyprawy bo po drodze na Słowację trafiliśmy na wypadek i ponad godzinę byliśmy w plecy, można powiedzieć że z czasem wyszliśmy na zero. Trasę na szczyt zrobiliśmy przez Przełęcz pod Osterwą, Tępa, Stwolska Przełęcz by o 7:00 stanąć na szczycie Kończystej powrót trasą przez Dolinę Złomisk do schroniska gdzie zameldowaliśmy się o 10:30. Poniżej kilka fotek z naszej wyprawy i LINK do reszty zdjęć Na Przełęczy pod Osterwą Odbijamy w lewo na Tępą docieramy na Stwolską Przełęcz a teraz głazami na szczyt Kończystej by w końcu osiągnąć nasz cel koniec wędrowania pieszego przy schronisku zaczynamy zjazd na rowerkach do samochodu (co bym dał żeby tak można z Morskiego Oka wrócić ) resztę zdjęć jak pisałem w linku, ogólnie fajna wyprawa szkoda że niema na ten szczyt szlaku bo naprawdę fajne miejsce, choć mogło by już tam nie być takiego spokoju jak teraz. ps. po powrocie z Kończystej przy schronisku podsłuchaliśmy ciekawą rozmowę odnośnie planowania wycieczki zaznaczam że byliśmy tam o 10:30 do 11:00 i powoli sprawdzały się prognozy pogody nadciągała ulewa co było widać i potem czuć , dwóch starszych panów koło 50+ mówi do swoich wybranek " są dwie opcje gdzie idziemy Rysy lub Koprowy możecie zdecydować gdzie idziemy" nie wiem czy ci ludzie cokolwiek wiedzą o planowaniu takich wypraw ale włos się jeży przy takiej beztrosce. pozdrawiam Rafał1 punkt
-
Kozi, Kozia, ZawratRazem z żoną i znajomymi wybraliśmy się w piątek 7 sierpnia do Doliny Pięciu Stawów, do schroniska docieramy o 23 o czołówkach, na nocleg nie ma co liczyć, nawet gleba jest zajęta w schronisku, dlatego rozbijamy się z karimatami na tarasie przed schroniskiem (częściowo jeszcze ławki były wolne) wskakujemy w śpiwory i zasypiamy. Pobudka o 5:30, na spokojnie zbieramy się, oraz jemy śniadanie... większość ludzi dalej śpi.O godz. 7 rano wyruszamy na Kozi Wierch, tempo mamy spokojnie, raczej dostosowujemy do żon . I tak po godz. 9 meldujemy się na szczycie Koziego Wierchu... pogoda piękna! na podejściu nie było za gorąco, widoki cudowne! kilka osób na szczycie. Siadamy i celebrujemy piękne widoki na D5S i Halę Gąsienicową, zaczynają się schodzić ludzie, oraz pierwsze osoby które robią "Orlą Perć". Po niecałym godzinnym odpoczynku schodzimy w dół, żona chce kończy na dzisiaj wycieczkę i wraca do schroniska, znajomi udają się na Zawrat, a ja samotnie pędzę przez Pustą Dolinkę na Kozią Przełęcz by zejść nad Zmarzły Staw i spotkać się z nimi na Zawracie robiąc pętelkę. Startuje o 11:15 i o 13:30 melduje się na Zawracie, znajomi czekają ok 20-30min. Podchodząc pod Kozią Przełęcz spoglądam na taterników, ach... może jeszcze w tym roku uda się zrobić Wrześniaków albo Motykę, a dzisiaj tylko turystycznie mogę ich pooglądać . Szlak na Kozią Przełęcz od D5S jest dosyć wymagającym szlakiem jak na kryteria turystyczne, na pewno zejście w warunkach mokrych lub zalodzonych jest dosyć niebezpieczne, trzeba uważać. Podejście jest uważane za najtrudniejszy szlak dojściowy do OP, oraz najtrudniejszy poza OP (razem z Przełęczą pod Chłopkiem) i z tym mogę się zgodzić . Przed samą przełęczą szlak żółty łączy się z czerwonym OP niestety od Pustej Dolinki tylko ja podchodziłem, a OP "karawany" ludzi więc tak sobie postałem z 10min, aż w końcu zacząłem iść i mijać się w mniej dogodnych miejscach. Zejście na stronę Hali Gąsienicowej jest dużo łatwiejsze, jedyny problem może być na płytach na których są klamry, ale w dobrych warunkach szlak jest stosunkowo łatwy (porównałbym do żlebu/kominka pod Szpiglasową Przełęczą). Na koniec został mi ostatni odcinek podejścia Nowym Zawratem. Szlak prowadzi grzędą oraz kilkoma kominkami. Nie jest problematyczny, ale zejście w złych warunkach może być niebezpieczne. Trochę zatorów się jednak porobiło, więc tak jak na Czerwonej Ławce podchodzę po skale nie dotykając łańcuchów, przy suchej skale pewniej czuje się dotykając skały niż żelastwa. Gdybym miał ocenić trudności to Kozia Przełęcz od HG 3/5,Szpiglasowa 3-/5, Zawrat i Czerwona Ławka 4, Kozia Przełęcz od D5S 5/5, Rohatka 3+/5.W porównaniu do poprzedniego weekendu tym razem było na lajcie i tak o godz. 15 wracamy do schroniska pokonując 12km i 1400mH. Następnego dnia wracamy przez Świstówkę do Moka, krótki odpoczynek nad stawem i powrót asfaltem na parking.PozdrawiamTomek1 punkt
-
Czerwona Ławka i Rohatka cz.2 Schodząc do Zbójnickiej Chaty spotykamy "towarzyszki" doliczyliśmy się bodajże 17 :-) Znowu w bardzo krótkim ok 1h docieramy do Zbójnickiej Chaty Szybka decyzja... Oczywiście Rohatka :-D i najpierw ścieżką po kamieniach Potem po piargach docieramy na przełęcz Od razu rzuca się w oczy zejście, czyli łańcuchy i klamry które najprawdopodobniej służą do wejścia, a z boku był łańcuch zejściowy Schodzę pierwszy po klamrach... ludzi brak! totalna pustka! to lubię w górach Krótki kominek I lecimy na Polski Grzebień po drodze mijając ogromny płat firnu :-) Na przełęczy podziwiamy masyw Gerlacha i Zadniego Gerlacha... ach kuszą! już mam obraną drogę Tatarki :-) (dlatego ta droga ponieważ można legalnie wejść bez przewodnika) mam nadzieję, że uda się zrealizować w tym roku. Schodzimy Doliną Wielicką do Domu Śląskiego Krótki postój pod DŚ... no cóż nogi chcą wejść do... :-P A przed nami trochę jeszcze zejścia... i tak o równej 21 meldujemy się w Starym Smokovcu. Nogi jak z waty ok 8h samego marszu, 28km i 1850mH robi swoje :-) ale lubię takie wyrypy :-) Podsumowując Czerwona Ławka nie jest taka straszna ja szedłem bez dotykania łańcuchów tylko klamry i skała, nie sprawiało to żadnego problemu. Porównałbym to do naszego Zawratu, na pewno CzŁ jest łatwiejsza od Koziej Przełęczy z D5S. Rohatka nie stwarza problemów technicznych, tylko króciutki kominek gdzie trzeba popatrzeć przy klamrach gdzie postawić nogę, ale brak ekspozycji, zejście mniej przyjemne bo po piargach. I jeszcze jedno spostrzeżenie... słowackie schroniska są brzyyyydkie! :-) Pozdrawiam Tomek p.s. niestety musiałem podzielić relację na 2 części ponieważ można tylko 12 obrazków wrzucić :-)1 punkt
-
Jaki nie ten poziom? WKT robisz, MB zaliczone, a MSW to kawał wspinania! te 3 rzeczy dla mnie robią na prawdę duże wrażenie :-). Sam powoli przymierzam się do WKT i właśnie MSW bo na nim drogi mają po 800m, a to już na prawdę sporo, a i wycof trudniejszy w przypadku załamania. Dla mnie szacun! :-) Co do materiałów to właśnie mam z taternika, niestety nie mam opracowań WC. Wrzucaj relację z MB! :-) czekamy! :-P udało Ci się wejść przed tym zamknięciem DG? dużo się sypało? Krótkie dwie relacje może komuś się przydadzą ;-) Czerwona Ławka i Rohatka cz.1 1 Sierpnia wybraliśmy się ze znajomymi na Słowację, plan był taki... żony idą do Chaty Teryego i z powrotem, a my lecimy przez Czerwoną Ławkę i schodzimy niebieskim do Starego Smokovca. Lubię planować, ale nie lubię schematów :-P i nakładania sobie "ram", więc zerkam na mapę co dałoby się jeszcze zrobić gdybyśmy z Szymonem mieli dobry czas... i tak mój palec wędruje na Rohatkę i Polski Grzebień :-) o! to mi się podoba! ale pożyjemy zobaczymy na razie został więc pierwotny plan :-). Wszystkie fotki kolegi Szymona. Piękna pogoda i startujemy o 10 ze Starego Smokovca Dochodzimy do Chaty Zamkowskiego* w dosyć dobrym czasie 1h i 10min Lecąc dalej do Terinki spotykamy "szerpów" robi to wrażenie! Mija kolejna 1h i 10min i lądujemy w Terince! Piękna okolica Doliny Pięciu Stawów Spiskich, spoglądamy też na Łomnicę. Trzeba się nawodnić :-) i przy okazji uzupełnić poziom węglowodanów za pomocą Kofoli :-P Ruszamy dalej i po ok 30min docieramy do rozwidlenia szlaków na Czerwoną Ławkę (na lewo) i Lodową Przełęcz (na prawo) Tam idziemy :-) - Czerwona Ławka, niektórzy mówią, że po Grani Rohaczy i Trzech Kopach jest to najtrudniejsza trasa tatrzańska na Słowacji Łańcuchy są dwukierunkowe, więc mijanki nie sprawiają problemów, ludzi też dużo mniej niż po naszej stronie Słynne klamry Z góry wygląda to tak: I w ten oto sposób po kolejnych 30min od rozwidlenia szlaków (1h od schroniska) lądujemy na przełęczy, czas jak dla nas b.dobry. *poprawione ;-)1 punkt
-
Muszę zaprotestować ( oczywiście jako inzynier:smile:). Piszesz, że ślizg wypije? A ja mówię, że smar rozpuści się w wyższej temperaturze i jako rozpuszczony, czyli płyn, odparuje? Oczywiście, ociupinka płynnego smaru wniknie w ślizg. Piszę odparuje, szczególnie w wyższej temperaturze. Jak gruby jest ślizg? Może 2mm, a smarujesz go warstwą smaru grubości do 1mm. Znaczy się wypije 50% swojej objętści? Masz komorę, wykonaj następujące doświadczenie. Posmaruj kawałek blachy stalowej smarem, (możesz także masłem), i wstaw do komory tak jak to robia z nartami. Sprawdż ile blacha (!!!) wypije smaru (albo masła, bo smaczne)! Uwierzysz, że blacha pije smar?1 punkt







