Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2016 w Odpowiedzi
-
Moje zakończenie sezonu Chopok sobota 30.04.2016r,tym razem jednodniowe.Bielsko sobota rano Jeleśnia Korbielów granica SK 78 przełęcz Prislop Jeździłem na południu do Kosodrzewiny, wprawdzie stok nieratrakowany, ale brak przypadkowych narciarzy i lepszy śnieg niż na północy (prawie firn po 4 dniach od opadu) plus brak kolejek do wagoników-dał mi dużo radości na zakończenie sezonu. Tatralandia na tyle zatłoczona że z trudem udało się znaleźć leżak do sjesty przed drogą powrotną do domu.Ps.Rano na parkingu w Jasnej zaparkował obok mnie srebrny SBI z PL, samotny kierowca nie potrafił nawet pozdrowić sąsiada.Pewnie to taki rodzaj osobników co kontakty utrzymują wyłącznie online, a ja nie byłem zalogowany6 punktów
-
Mariusz!Wielkie dzięki - bawiłem się podwójnie: raz gdy razem nartowaliśmy a drugi raz czytając forum. Takimi relacjami i zdjęciami zasługujesz na miano Pierwszego Propagandzisty - jestem pewien, że miejsce w busie dla Ciebie zawsze się znajdzie! Jeszcze parę słów o Kicusiu z punktu widzenia off piste. Można wyróżnić tutaj dwie części - górną: dość połogą i mało urozmaiconą oraz, po wyraźnym przełamaniu, zdecydowanie stromszą i urozmaiconą dolną. Deniwelacja ośrodka to 1050 m. Poniżej jest obszerny fragment dolnej części - to czego brakuje jest najciekawsze i najbardziej strome. Na całym obszarze jest kupę możliwości freeridowania, najlepsze są te w dolnej części (choć ze względu na warunki najwięcej pojeździliśmy na X1, zaliczyliśmy jeszcze X2, X3) Wadą systemu są kolejki do gondolki, która jest dość kluczowa dla funkcjonowania całości. Dość niespodziewanie, jak na koniec sezonu, 3 z 4 dni udało się spędzić na offpiste a wtorek na Kicusiu był naprawdę przyjemny. Po raz pierwszy zanotowałem w naszej ekipie sytuację gdy kolega jeżdżący po trasach nie miał towarzystwa do jazdy bo reszta freeridowała :laughing:. A jeszcze parę lat temu w ekipie trudno było znaleźć kogoś do offpiste...PozdroWiesiek4 punkty
-
9 Zagłębiowska Masa KrytycznaWczoraj brałem już kolejny raz udział w Zagłębiowskiej Masie Krytycznej. Dopisała pogoda i uczestnicy którym organizatorzy rozdali prawie 3000 kamizelek odblaskowych a każda kamizelka posiadała doczepiony indywidualny numer. Startowaliśmy z przed Dworca Głównego w Sosnowcu jadąc rowerami przez Będzin i Dąbrowę Górniczą. Trasa była zabezpieczona na rondach i skrzyżowaniach przez policję i inne służby więc jazda była czystą przyjemnością z metą jak co roku nad Pogorią III gdzie trochę się zakorkowało. Uczestnicy masy na miejscu tradycyjnie dostali gorącą zalewajkę z bułką oraz rozlosowano cztery rowery górskie oraz inne nagrody. Na zakończenie spadł krótki intensywny deszcz. Polecam wszystkim udział w tym wydarzeniu ponownie za rok.2 punkty
-
Widziałem te fundamenty... One powstały chyba za GAT,albo jeszcze wcześniej.Richter je odkopał,a na zardzewiałych prętach powiesił świeże peszle,żeby wyglądało na nowe... :biggrin:2 punkty
-
Przez takie towarzystwo dałbym się porwać na koniec świata, a jeśli nie na koniec to "chociaż" do Norwegii. To była najcudowniejsza 4- dniowa przygoda narciarska w moim życiu. Ciekawe czy uda się jeszcze kiedyś coś tak fantastycznego przeżyć? Zaczynać freeride z tak wytrawnymi specjalistami to prawdziwa przyjemność. Zapewne będę miał kłopot teraz wrócić na ratrakowane trasy. Czy będzie mnie to jeszcze interesować, co ze ściganiem na tyczkach? W tej chwili nie wiem. Przecież są jeszcze skitoury, też kapitalne nartowanie. Mam nad czym przez letni sezon myśleć. Jeszcze raz wam dziękuję za to kapitalne nartowanie - Wiesiek, Jurek, Arek, Boguś, Jacek i Tomek. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.2...znowu dostajemy się w obręb burzy.Czy to ta sama, która pół godziny nas ominęła bokiem? Chyba nie.Mamy niewiarygodne szczęście - znowu wali, błyska się ale obok - nas łapie jedynie deszcz... ale, czy to ważne?Bawimy się doskonale. Mijamy przepiękną, piaszczystą skarpę pełną gniazd, a w zasadzie "norek" niezwykle sympatycznych ptaszków - Brzegówek. Jest ciepło. Tak szybko jak przyszedł drugi deszcz, tak szybko wyszło słońce.Na rzece pojawiła się nowa, bardzo urocza plaża. Tutaj postanawiamy zrobić krótką przerwę na kanapkę i banana.Oczywiście nie obyło się bez sesji zdjęciowej...tym razem X zamiast z nart, jest z wiosłami. Słoneczko przebija się przez chmurki......jak my je lubimy! Nagle tuż przed nami przelatuje spory ptak, czyżby dzięcioł?Strzelam do niego z aparatu. Zbliżamy się do pierwszego mostu... Tuż za nim zaczyna się odcinek leśny. Na jego początku kwitnące jaśminy......zapach?Wiosna! Chwila nieuwagi i stajemy na mieliźnie. Nie śpieszymy się z uwolnieniem, bo przed nami kolejna burza, a my płynąc szybko moglibyśmy ją dogonić. Mimo przerwy nurt rzeki, może machamy zbyt szybko - bo odcinek Puszczy Kozienickiej przebywamy ekspresem i na trzy kilometry przed końcem spływu doganiamy trzecią i najgroźniejszą burzę.Jeszcze przed mostem drogowym i drogą do Warszawy nie pada... ...200 metrów za, dopada nas rzęsista ulewa. Ponieważ wpłynęliśmy na ujściowy odcinek rzeki, gdzie nie ma żadnych miejsc, w których moglibyśmy się skryć, dlatego, że zbliżaliśmy się do kilku sieci wysokiego napięcia - postanowiliśmy nawrócić i przeczekać pod mostem.Parę minut pstrągowania i i jesteśmy bezpieczni. Przymusowy postój trwa 20 minut. Błyskawice walą spektakularnie, grzmoty wskazują, że odległość wyładowań nie jest daleka od naszej pozycji.Udało się, przeżyliśmy!Płyniemy dalej i naszym oczom ukazuje się cywilizacja - Elektrownia Kozienice. Kilkaset metrów i wpływamy do królowej polskich rzek - Wisły.Tu, w miejscowości Kłoda, kończymy nasz spływ. Szybko spuszczamy powietrze z kajaka, pakujemy do auta i spadamy po drugi samochód.Mokrzy ale szczęśliwi.20 kilometrów przepięknej, dzikiej rzeki - przyroda jest wielka!Co kolejnym razem?Mam nadzieję, że inny projekt, projekt kilkudniowy z biwakowaniem i "harcerskim" klimatem wraz z łowieniem rybek.pozdrawiammarboru2 punkty
-
Początek sezonu 2016. Spływ Radomką, Brzóza - ujście Wisły. Cz.1Zeszły sezon kajakowy niestety nie był udany.Złożyło się na to kilka przyczyn: mało czasu, niskie stany wód, słaba pogoda w weekendy, może trochę brak chęci... nieważne. Obiecałem sobie, że w tym roku będzie dużo lepiej. Mniej roweru, więcej pływania.Od jakiegoś czasu planowaliśmy spływ w tegoroczną majówkę - niestety pogoda w kratkę a zimno odstraszało nas od realizacji planów.Aż do dzisiaj i determinacji Piotrka, Expata, że jedziemy!Z decyzją zwlekaliśmy do południa - pogoda nie była zbyt pewna.Paula zrezygnowała z pływania na rzecz roweru - męska część paczki ostatecznie nie odpuściła - olbrzymia w tym zasługa, bardzo pozytywnie nastawionego do wyjazdu, naszego Kompana i towarzysza wielu wypraw zarówno narciarskich, górskich i tych wodnych.I dobrze! Czasami motywacji brak i głos Przyjaciela, jego zapał jest wskazany.Ponieważ "Piękna" odpadła, a czasu mieliśmy mało - wyprawa tym razem na jedną łódkę.Cel również z braku czasu mógł być jeden - "moja" rzeka, Radomka.Ponieważ nie chcieliśmy się przeprawiać przez przeszkody wodne, zwodowaliśmy się za mostem drogowym w miejscowości Brzóza. Już w trakcie rozkładania sprzętu, jedno było pewne - zmokniemy.Praktycznie, z każdej strony front atmosferyczny i ciemne chmury. Odgłosy wyładowań atmosferycznych i w oddali widok ściany deszczu.Cóż? Szybko na wodę i przed siebie. Na pierwszy rzut oka widać, że rzeka się zmieniła i żyje - nowe zwałki, nowe przeszkody w wodzie, nowe drzewa mocniej nad nią pochylone. Cisza, spokój, czyste powietrze, zero ludzi, dzika natura...pięknie!Wydawać by się mogło, że jedyni intruzi, to my...choć kaczki wzbijają się do lotu w ostatniej chwili i niemalże w zasięgu wiosła. Pierwszy deszcz i obrzeża burzy dopadają nas przed upływem pierwszej godziny spływu. Niestety z pośpiechu zapominam z domu wziąć fartuchów......szybko zakładam sztormiak - Expat, moknie... Plaża, na której robiliśmy popas w zeszłym roku, praktycznie przestała istnieć - został niewielki pasek piasku. Mijamy znajome i niezwykle urocze miejscówki.Tutaj jakby czas stanął w miejscu... Jakaż ta rzeka jest śliczna! Ile tajemnic z przed lat skrywa, ile jeszcze zdoła przed nami odkryć? Co chwilę manewrujemy pomiędzy przeszkodami, non stop jest co wiosłami robić - jest ciekawie.Nie tylko w wodzie, ale na brzegu również......huśtawka i skok do wody - kto czegoś takiego nie robił w dzieciństwie? Wspomnienia wracają... Ależ cudnie dookoła......tak blisko miasta, a tak dziewiczo! Mijamy jakieś zabudowania, jakąś wioskę... jaką? Kto by się tam zastanawiał? Niebo ponownie ciemnieje...2 punkty
-
Majówka z ŻonkąPrzez ostatnie 3 dni śmigaliśmy z Żonką na rowerach,mimo nieco kiepskiej pogody.Jednak udało się nieco oszukać zapowiadane deszcze. Pokonaliśmy w tym czasie ok. 85 km,głównie po naszych okolicach. Najdłuższą trasę zrobiliśmy dziś - 44 km. Okazuję się,że moja lepsza połówka spokojnie daje radę i chyba dość szybko będziemy razem robić o wiele dłuższe trasy. Brawo Dżonka! :applause: Przy okazji dziś dokręciłem 2000 km. Do wypełnienia planu pozostało jedynie 8000...2 punkty
-
Nierozłączna trójka Niektórzy to nie tylko zjeżdżali, ale nawet latali na nartach... Ja też tam byłem, choć tylko w roli reportera.... The end. Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Śniegu mieliśmy pod dostatkiem JurekByd z Wujotem omawiali już plany na przyszły rok Narto-terroryści dali sobie upust na zaśnieżonych polach...2 punkty
-
2 punkty
-
Kaprun - Kitzsteinhorn W ostatni dzień narto-terroryści dowożą nas kilkanaście minut po 8 do Kaprun. Osobiście dla mnie, to powrót w to miejsce po 18-tu latach. Pogoda wreszcie nas rozpieściła, dużo słońca, doskonała widoczność, niewielki wiatr i temperatura około - 7 stopni. Ludzi jak na ten lodowiec niezbyt dużo. Do tego po wczorajszych opadach śniegu warunki off piste prawie doskonałe. Narciarstwo free, to w takiej ilości dla mnie nowość. Muszę trochę popracować nad swoją techniką, bo jeżdżę zbyt siłowo, a trzeba więcej dobrej techniki. W porównaniu do jazdy trasowej, wysiłek jest mega większy, ale to do czasu - za rok będzie lepiej. Do tego jeśli uda się zrealizować pewne plany skiturowe, to myślę, że za rok będzie sporo łatwiej poruszać się w takich warunkach jak dzisiaj (czyli wtorek). A zresztą niech przemówią foty....2 punkty
-
W poniedziałek jazdy skończyliśmy nieco wcześniej i po obiedzie było trochę czasu na pospacerowaniu po okolicy. Poszliśmy zwiedzać miasteczko z Tomkiem. Mieszkaliśmy w Obervellach. Można powiedzieć, że pod takim drzewem się wychowywałem Naszą bazę z resztą miasteczka łączyła taka ścieżka Zakamuflowana baza tak się zowie A z bliska tak wygląda Pożegnanie z Molltalerem i już narada nad miejscem wtorkowego jeżdżenia W celu wybrania właściwego miejsca na narty, korzystają z takiego między innymi sprzętu Zapowiadało się, że na wtorek będziemy mieli super warunki, musimy tylko zdążyć na pierwszy poranny pociąg i rano po 6 meldujemy się pod rampą załadunkową. Ostatni dzień spędzimy na lodowcu, ale nie będzie to Molltaler Gletscher.....2 punkty
-
Pierwszy raz byłem w Alpach i ani razu nie byłem w restauracji, nic nie jadłem i nic nie piłem.Faktem jest też, że nie było nawet czasu pomyśleć o knajpie, a co dopiero pójść. Piłem i jadłem tylko to co dostałem w bazie, toż to prawdziwy szok. U terrorystów wszystko odbywa się błyskawicznie. Wyżywienie było super. Ledwo wstaliśmy, a już były gorące parówki, kiełbasy i jajecznica, do tego różne sery i serki, pomidory, ogórki, papryka, szczypiorek i wiele innych dodatków. Nikt nie chodził głodny. Po przyjeździe z nart w parę minut i jedzenie gotowe, zanim się wykąpaliśmy, już talerze na stołach i gorące posiłki, zupy - flaczki, gulaszowa, grochówka z wkładką (po prostu genialna), do tego krokiety. Jeszcze codziennie wieczorem Jurek przygotowywał wspaniały twarożek z papryką, pomidorami, cebulą i rzodkiewką. Po posiłkach talerze i sztućce błyskawicznie lądowały w zmywarce i ani śladu po posiłkach. Wieczorem sprawdzanie warunków na kolejny dzień i wybór ośrodka na który jedziemy rano. Wszystko dokładnie zaplanowane. Nie można się do niczego doczepić. Warunki mieszkaniowe doskonałe. Spaliśmy po 2 osoby w pokojach z łazienkami. Jedynie Aras (musi być ważną postacią w tym ugrupowaniu) spał sam i do tego z telewizorem, ale jak przyszedł groźny Wujot to i tak wszyscy musieli oglądać MŚ w Snookerze. Jeśli gdzieś Ich spotkacie uważajcie, są niezwykle przebiegli, mnie jak tylko byłem w busie zrobili pranie mózgu (z wami pewnie zrobią to samo - nikt się im nie oprze). Teraz z niecierpliwością czekam, kiedy będą nowe przyjęcia do organizacji narto-terrorystów i gotów jestem na wszystko by się dostać. PS Nie bierzcie wszystkiego dosłownie, trochę w niektórych sprawach mijam się z prawdą, np. sadystyczny Wujot - to tak naprawdę bardzo miły i sympatyczny gość, do tego świetny narciarz, mający doskonałą kondycję i dlatego ciężko jest utrzymać Jego tempo. To samo dotyczy reszty grupy.Ale jeśli spędza się co roku od 60 do 100 dni na nartach (prawie wszystko w Alpach) to nie ma się co dziwić! O kosztach nie będę pisał bo i tak nikt mi nie uwierzy. Ale Chopok nie jest jedyną alternatywą na niedrogie nartowanie.2 punkty
-
Niedzielny wieczór nie napawał mnie optymizmem, ale najważniejsze jak będzie rano. Miałem opracowane trzy warianty rozwoju wydarzeń na poniedziałek. 1. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i jeździmy do oporu. (ten najbardziej mi przypadł do gustu) 2. Jemy śniadanie, wsiadam do busa i zjeżdżam raz lub dwa i dalej robię za fotoreportera (nie najgorzej, ale i bez rewelacji) 3. Jemy śniadanie, nie wsiadam do busa i pije cały dzień ( to najgorsza z wersji) Rano budzę się z lekkim bólem kolana po bokach i od spodu. Na śniadanie zjadam jednak 2 razy po setce ketonalu i jedziemy na Molltaler. Idąc do kreta stwierdzam - nic mnie nie boli. Wjeżdżamy kretem na górę i widać już, że warunki nie będą rewelacyjne. Temperatura około -15 C. Mocno wieje i pada. Na górze działa tylko gondola, inne wyciągi stoją. Cały dzień spędzamy na trasie nr 9. Trasa dosyć szybka, niezbyt trudna i dość szeroka, ale w porównaniu do off piste - strasznie nudna. Ważne, że ja daję radę. A tutaj polska ciekawostka Parę razy na krótką chwilę troszkę widoczność się poprawiła A na dole wydawało się, że jest tak pięknie.... niestety to tylko pozory Pozdrawiam serdecznie.2 punkty
-
Nasz rowerowy weekend kręcił się wokół zawodów Endutotrails w Bielsku-Białej.Ja nie startowałem, ale towarzyszyłem w sobotę młodszemu synowi Marcinowi w objeździe niektórych nieznanych nam jeszcze odcinków oraz częściowo w czasie zawodów.Marek nie starował bo nie chciał ryzykować przed maturą, ale też towarzyszył Marcinowi zjeżdżając po tych samych trasach bez pomiaru czasu oraz na dojazdówkach.W dzisiejszych 1 majowych zawodach brało udział 250 zawodników. Większość to amatorzy i pasjonaci rowerowego enduro. Było tez trochę byłych i obecnych zawodników.Zawody polegały na dotarciu (w założonym maksymalnym czasie) na szczyty 4 okolicznych górek i zjeździe na czas do punktu pomiarowego.Brzmi to banalnie, ale takie nie jest. Zjazdy są dość karkołomne, na dużych stromiznach usianych kamieniami, korzeniami, często z błotem. Przejazdy przez strumienie też były.W sumie dzisiaj kto ukończył rywalizację to zrobił 40 km po górach i 1700 m przewyższenia.Marcin zaliczył 3 gleby, ale na szczęście niegroźne. Gorzej było ze skurczami, które groziły nawet wycofaniem się z imprezy, ale dał radę.Zajęte miejsce jeszcze nie jest znane, ale i tak z czołówką szans nie miał. Enduro jeździ dopiero od niespełna roku i ma z tego wielką radość. Ja też mam :biggrin: . Gdyby nie wiosenny rower to śmigałbym teraz pewnie na Chopoku.objazd tras 1 maja, dzień zawodów2 punkty
-
W poszukiwaniu Wielkiego ŁuguW rezerwacie Miodne, między Radomiem a Zwoleniem, byliśmy już trzy razy na rowerach. Niestety, każda z tych wypraw okazywała się porażką. Dlaczego? Ponieważ nigdy nie udało nam się odnaleźć Wielkiego Ługu. Czym on jest? Największym bagniskiem Puszczy Kozienickiej i zarazem największym zbiornikiem wodnym prawie 100 hektarowego Rezerwatu Ługi Helenowskie wchodzącego w skład Rezerwatu Miodne. Skąd wcześniejsze porażki? Ano stąd, że oznaczeń w samym lesie jak na lekarstwo...a właściwą drogę wśród setek dróg leśnych odnaleźć niezwykle trudno.Początek naszej podróży, to wiele chmur i niewiele słoneczka.Wjazd do Puszczy Kozienickiej i mazowieckie klimaty: W samym lesie mrok i wilgoć.Zagubiona gdzieś w środku boru myśliwska ambona: Jedziemy po mapie, jedziemy niby zgodnie z zapisanymi na kartce wskazówkami a docieramy nie do tego Ługu......nie żałujemy - odnaleziony Ług, nosi nazwę Okrągły i jest niezwykle piękny. Wracamy na asfalt i szukamy na czuja innej drogi leśnej.Druga próba i bingo!Tuż przy zarośniętym trakcie zauważamy Wielki Ług Helenowski. Droga nie jest prosta. Co chwilę napotykamy na przeszkody......powalone drzewo: Wędrujący pomiędzy bagniskami strumień przez który, należało przeprowadzić rowery. Czysta woda, śpiew ptaków i charakterystyczny zapach torfu... Docieramy na miejsce.Niestety droga do platformy widokowej na Wielkim Ługu jest zalana - mimo wielu prób obejścia podmokłego terenu - suchą nogą nie da się przejść.Musimy poczekać na porę suchą. Podejrzewam, że późnym latem będzie można powtórzyć wycieczkę - drogę przecież już odnaleźliśmy i znamy. A wygląda to mniej więcej tak... Przyroda tego miejsca czaruje swoją naturalnością. Bagno jest bajkowe, groźne ale również niezwykle urodziwe. Żegnamy Rezerwat Miodne - wiemy, że tu, w tym sezonie rowerowym wrócimy. Kilka ciekawych miejsc, niezwykle urokliwych wciąż na nas czeka... Wracamy do domu a dookoła mazowieckie, nizinne klimaty. Kończymy jazdę z wynikiem ok 60 km. Jak na 5 dzień na rowerze w tym roku - jest ok.pozdrawiammarboru2 punkty
-
Mam podejrzenia, że po tej relacji Mariusza trafiłem na listę zainteresowań CIA, NSA, CBA itd. :angry:Dopowiem jeszcze parę szczegółów do pierwszych dwóch dni. Molek (czyli Molltaler Gletscher) to popularny karyncki lodowiec który możemy znaleźć na paru karnetach sezonowych. Na początku sezonu można tutaj na spotkać tłumy sportowców z różnych narodowych reprezentacji (w tym i naszej). Ale oprócz tej "sportowej" strony jest też ta druga - off pistowa. To całkiem przyzwoite miejsce gdzie można zaczynać swoją przygodę z jazdą przy i poza trasową. A ponieważ czasem nie ma wyboru (z racji pogody czy sezonu) i tylko lodowce pozostają w grze to tym bardziej warto je zinwentaryzować. Najciekawszy (moim zdaniem) zjazd nie został tutaj zaznaczony. Zaczynamy go na Scharecku - początkowo jedziemy równolegle do czarnej "4" a później stromszym kotłem dojeżdżamy do trasowej "5" niewiele powyżej stacji krzesełka. Na schemacie niezbyt to widać ale jest tam 700 m przewyższenia - po odliczeniu startu i końca zostaje z 600 m do zjechania. Czyli przyzwoicie. Początek zjazdu w osi stoku jest dość płaski, im bardziej odjedziemy na prawo (patrząc w dół) tym robi się stromiej - pod samymi ścianami jest na pewno 45 stopni i nie warto zbyt blisko podjeżdżać. My wyznaczyliśmy sobie linię do 30 stopni i tam się poruszaliśmy. Dalsza część jest zdecydowanie najciekawsza - szeroki dość stromy kocioł. Można tu znaleźć kupę wariantów o różnym nastromieniu. Jak jeździłem tam w listopadzie to była dosłownie jedna dość wąska dróżka wśród skał a teraz można było jeździć wszędzie. Co dobrze widać na szkicu Mariusza. Kolejnym wartym uwagi miejscem jest krzesełko Alteck - zjazd prowadzi niezbyt czytelnym żlebem (na zdjęciu Mariusza z lewej). Ponieważ ten stok jest nasłoneczniony to będzie tam się szybciej przetwarzało czy rozpuszczało. Można także spokojnie jeździć pod "powrotnym" krzesłem PanoramaBahn - jedynie trzeba uważać na przecięciach tras (można spaść z bandy). Te dwa opisane miejsca wymagają sporo śniegu i na początku sezonu raczej tam się nie pojeździ. Jeszcze więcej śniegu musi być na bardzo ciekawym zjeździe pod gondolką zakończonym stromym efektownym żlebem - tego ostatniego nie było szans zjechać mimo ogólnie niezłych warunków śniegowych.Podsumowując - szału nie ma ale nie jest źle i na pewno można sobie tutaj fajnie pojeździć pamiętając, że to bardziej warunki jak miejsce decydują o radości z jazdy.PozdroWiesiekDodam jeszcze jedno ciekawe zdjęcie z Molka Jak widać nawet na terenie stacji narciarskiej na terenie wydawałoby się dość bezpiecznym potrafi zejść "niezła" lawina - tutaj nawet na trasę ("4"). Jakaś świadomość, że jazda nawet w pobliżu stoku nie musi być bezpieczna plus odpowiednie wyposażenie powinna wszystkim "bawiącym" się w freeride powinna przyświecać...W2 punkty
-
W akcji Boguś Niestety podczas kończącego narciarskie zabawy zjazdu przytrafił mi się niechlubny wypadek. Na niewielkiej prędkości wjechałem na śnieżną deskę. Obróciło mnie tyłem do stoku i poleciałem na plecy. Niestety pięty nart skrzyżowałem i upadając nie zdążyłem dociągnąć prawej narty do lewej (wyszedł mi styl V) i w tym momencie prawe kolano przeszył duży ból. Trwało to ułamek sekundy i kiedy czułem, że zaraz trzaśnie coś w kolanie... w ostatniej chwili zadziałało jednak wiązanie. Markery uwolniły jednak mój prawy but z narty. Markery to wiązania które towarzyszyły mi niemal w mojej całej narciarskiej karierze (poza nielicznymi wyjątkami - obecnie kupuję narty z wiązaniami firmowymi producenta nart). Myślałem, że to koniec jazdy dla mnie (pierwszy raz w 51 letniej zabawie w narciarstwo). Kolano jednak dalej bolało, do tego coś się zepsuło w narcie - wiązanie i skistoper. Podjechał Jacek naprawił mi nartę i po chwili próbowałem zjeżdżać na nartach w dół. Zamiast jazdy był to jednak w zasadzie ześlizg do stacji pośredniej. Wszyscy terroryści mnie ubezpieczali (dzięki) aż do samej stacji. Na stacji pośredniej (będąc chyba jeszcze w szoku) wsiadłem do gondoli, jednak zamiast jechać na dół, kolejny raz zasuwałem do góry. A mieliśmy być pod tunelem przed 16.20, bo kolejny pociąg o 17.20 dopiero. Reszta grupy zjechała na dół czarną S-5. A mnie nie ma. Niestety wszyscy byli w plecy o godzinę. Nikt jednak nie miał do mnie o to pretensji (kolejny raz dzięki). A że to terroryści doskonali, to kiedy wreszcie dotarłem na dół, czekał na mnie worek z lodem, pomogli mi ściągnąć but narciarski i obłożyli prawe kolano lodem. Niestety w przeciwieństwie do Janka na Kasprowym, na szczęście zrobili to co najważniejsze w takiej chwili, teraz już zawsze będę wiedział co w takim momencie należy zrobić. Niestety co dalej z nartowaniem - dla mnie niewiadoma, wracamy do bazy. Tam gdzieś pod mostem (tak naprawdę wiaduktem).... ukryta nasza baza!2 punkty
-
Pogoda jaka była w Sportgastein nie pozostawiła nam wyboru (i bardzo dobrze). Oczywiście wszyscy rzucili się poza trasy na off piste. A jak off piste, to w rolę naszego przewodnika przeistoczył się....... tyrański,katowski, krwawy, nieczuły,bestialski,bezwzględny i nieugięty...... Wujot. Sama jazda była fantastyczna, szkoda, że tylko do 16. O trasach w Sportgasteinie nic nie potrafię powiedzieć, działała tylko jedna gondola, ale każdy zjazd był inny (i oto chyba chodzi). Co tam wszyscy wyprawiali trudno opisać, ale zapewne bawili się świetnie. W akcji Wujot W akcji Jacek W akcji Tomek2 punkty
-
Na niedzielę narto-terroryści przygotowali małe zmiany. Ich szef JuerkByd odpalił dwukołową rakietę i pognał gdzieś do Włoch. Musi być niezły twardziel, bo pogoda zapowiadana na ten dzień miała być bardziej zimowa niż wiosenna. Zrobił ponad 400 km i zwiedzał nawet Cortinę d,Ampezzo. Za kierownicą naszego czerwonego bolidu usiadł chodzący własnymi drogami Aras znany też w światku terrorystów jako Fikol. Na stoku widywany jest w kurtce Ski Team Austria (co zapewne też coś znaczy). Aras ponownie zawiózł nas w miejsce sobotnich tortur. Mogliśmy popodziwiać widoki z parkingu w stronę lodowca i okolic. Wydawało się, że pogoda fajna i niezła widoczność. Austriacy widząc jednak busa terrorystów i bojąc się, że przeoramy znowu ich narciarskie piękne pola, zamknęli wszystkie wyciągi i mogliśmy się tylko oblizać na myśl o ponownym nartowaniu. Narto-terroryści są doskonale zorganizowani. Krótka narada, przeglądają laptopy, tablety, smartfony i już mają plan B. Nawracamy i przebijamy się w stronę jakiejś góry. Po zapłaceniu 34 ojro (w dwie strony) wjeżdżamy na coś takiego... Wszyscy udajemy się do wagonu piętrowego i po 20 min wyłaniamy się z tunelu po drugiej stronie góry Po wyjeździe z kolejnego (tym razem drogowego tunelu) widoki nam się diametralnie zmieniają Jacek,Tomek,Wiesiek,Boguś i zamykający auto Arek gotowi na walkę w kolejnym ośrodku Dwoma gondolami dostajemy się na szczyt Kreuzkogel - 2686 mnpm. Gondolami nieźle kiwa, ale najważniejsze, że działają. Na szczycie wita nas zimowa sceneria z małym dodatkiem wiatru...2 punkty
-
Część Forum pojechała na Świętą Górę Narciarzy, część na Świętą Górę Słowaków, a ja z rodziną rowerami na Świętą Górę Grabarkę (oczywiście nie z Warszawy). Dzisiaj przejechaliśmy prawie 40km po okolicznych pagórkach wraz z pobliskimi miejscowościami i wioskami. Niby niewiele, ale na pożyczonych (:eek:) rowerach to naprawdę dużo. Zepsute przerzutki, krzywa kierownica i odpadające siodełko to dodatkowe rowerowe atrakcje. Nie wzięliśmy swoich, bo wczoraj przyjechaliśmy pociągiem, jak było już ciemno i chłodno. Dzisiaj rano padał drobny deszcz. Potem się rozpogodziło. Kilkanaście stopni powyżej zera i brak wiatru powodowało, że jechało się w miarę przyjemnie. Z Mielnika, gdzie mieszkamy, pojechaliśmy w stronę Radziwiłłówki. [ATTACH]31982[/ATTACH]Potem prosto w stronę Grabarki. Po drodze mijaliśmy mnóstwo przydrożnych krzyży - katolickich i prawosławnych. Po sześciu kilometrach asfaltu wijącego się przez las i pagórki, dojechalismy na miejsce. Tędy co roku w dniach 16-19 sierpnia wchodzą na kolanach pielgrzymi. [ATTACH]31981[/ATTACH]Przynoszą krzyże - swoje smutki i radości. Zostawiają je tutaj i umocnieni wracają do siebie.Góra Grabarka zasłynęła w 1710r., kiedy to 10000 mieszkańców okolicznych wsi zostało w cudowny sposób uzdrowionych z cholery. "W podzięce Bogu za cud zbudowano na tym miejscu drewnianą kapliczkę Przemienienia Pańskiego. Cerkiew przebudowywana, remontowana, upiększa*na dotrwała do 1990r, kiedy to podpalona spłonęła doszczętnie. Nowa cerkiew została wyświęcona w 1998r. Jest już murowana."(grabarka.pl). [ATTACH]31979[/ATTACH] [ATTACH]31980[/ATTACH] Pod Grabarką, przy cudownym źródełku, kupiliśmy sękacz - w Warszawie też można kupić, ale podlaski (i suwalski) jest najlepszy Ruszamy w stronę Siemiatycz. Dookoła lasy i pola. Czasami przecinamy podlaską wioskę. Kolorowe chaty z drewna z tulipanowym ogródkiem i otwartą bramą. Na Mazowszu takich wsi jest już coraz mniej. [ATTACH]31976[/ATTACH] [ATTACH]31977[/ATTACH] [ATTACH]31978[/ATTACH]Dosyć szybko docieramy do Siemiatycz. Są tu trzy świątynie: cerkiew, kościół i Biedronka. Stamtąd prosto z zakrętami do Mielnika. I nad Bug Stamtąd jeszcze na 5minut nad kopalnię kredy - już nieczynną. [ATTACH]31975[/ATTACH]Jutro już wracamy, może pójdziemy na gokarty. Chociaż pod górkę łatwo raczej nie będziePozdrawiamPS Rozpisałem się trochę jak na taką krótką wycieczkę rowerową, ale przyzwyczaiłem się po nartach :wink:2 punkty
-
Eee tam... Przyszedł Byrcyn z TPN-em i zablokowali narciarzy. Tak na serio to sezon 3 miesięczny na wys. ok.1900m jest jakąś tragedią1 punkt
-
Może uda się Ciebie ściągnąć na któryś z projektów dwudniowych. Jeśli się któryś z kolegów "wysypie", to pakujesz plecak i przybywasz :cheerful:1 punkt
-
Projekt Maewan to cztery lata, wieloetapowej, podróży dookoła świata. Narty, wspinaczka górska, skitury i freeride na nartach. Pomysłodawcą jest Erwan Le Lann, który jednocześnie pełni funkcję kapitana jachtu Maewan. Wraz ze swoim zespołem ma na celu opłynąć kulę ziemską w poszukiwaniu dziewiczych linii narciarskich ale nie tylko... Poniższy film opowiada o pierwszej części ich przygód, między Islandią i Grenlandią, z załogą złożoną między innymi z eksperta żeglarskiego, ekstremalnych narciarz freeride, alpinisty i kamerzysty. Poruszają się w nim wzdłuż wybrzeża Grenlandii, co robią? Spójrzcie! Ten film po prostu powala i miażdży! Opowieść... ...ujęcia z jachtu w czasie sztormu, ujęcia ze szczytu masztu...a potem Grenlandia, skitury, przepiękne Góry i zjazdy! Mistrzostwo Świata. Filmik jest świeżutki - został opublikowany jakiś miesiąc temu. Się chłopaki z Francji bawią... Tłumaczenie z francuskiego na angielski tylko wchodząc na filmik bezpośrednio do kanału You Tube. [video=youtube;oPv8PepssRo]1 punkt
-
Film super -chłopaki potrafią jeździć i poruszać się w górach... Zauważyłem Verticale, ATK i Kingpiny - narty szerokie (koło 100). A w kwestii "porwań" - nigdy nie wiadomo kiedy coś może się skończyć - pomysłów jest dużo a czasu tak mało. Czyli chwytaj karpia:biggrin:. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Tak,to J.Goczałkowickie,a dokładnie zapora. Można je objechać,co często czynię,ale nie ma jakiejś ścieżki rowerowej.Niestety są tylko szlaki rowerowe,które częściowo biegną po głównych drogach. To jezioro jest jednak dość spore i objazd tegoż to ok 50 km...1 punkt
-
Wymieniałem wiązania w moich Armadach dwa razy.Pierwszym razem po prostu wkręciłem w te same otwory i bez problemu przejeździłem rok. Następnym razem zakładałem wiązania skitourowe - narty były wiercone i kołkowane. Nie odczułem żadnej zmiany.1 punkt
-
Jest prawie nieprawdopodobne aby rozstawy otworów "pasowały" do różnych wiązań, szczególnie skiturowych. Ale to nie jest problem. Stare otwory po prostu kołkujesz a nowe wykonujesz tak aby były w pewnej odległości. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Mam opis i film z wyprawy w norweskie fiordy u siebie ale oczywiscie nie wrzucam linka bo wytną. Miałem koszmarne problemy z wynajmem łodzi i w koncu (mimo tego ze mam patent) zdecydowalem sie na drozszą opcję ze skipperem. Okazało się to strzałem w dziesiątkę i nie bardzo wyobrażam sobie teraz innej opcji: 1. Kapitan nam łowił i gotował. Jak padnięci wracalismy z nart - czekala wspaniała obiadokolacja 2. Kapitan doskonale znał fiord. Znał np "ten stary rozwalający się mostek" do ktorego można podpłynąć i wyładować sprzęt bez używania pontonu (oszczędność min. 40 minut rano). 3. Kapitan był w stanie rzucić kotwicę na dziko. Myślałem że też bym umiał, ale jak zobaczyłem jak koleś z 30-letnim pełnomorskim doświadczeniem pół godziny po zatoczce pływa patrząc uważnie na sonar, by wybrać bezpieczne miejsce - to wymiękłem. Fiordy są cholernie głębokie. Kilkanaście metrów od brzegu masz często głębokość 50-70 metrów. Rzucanie kotwicy w Norwegii to nie Grecja. To naprawdę sztuka. (Chyba że będziecie nocować w portach, ale to z kolei zawęża wam opcje na wejścia, no i punkty przygody "minus trzy") 4. Kapitan był też skiturowcem. Umiał extra doradzić gdzie wejść w kolejny dzień. Napisz jak i gdzie udało ci się wziąć tę łódkę! Zajrzyj do mnie na bloga (z menu np video trafisz na "Norwegię" - jest film, opisy itd. Pzdr Nelis PS. Pozdrowienia z tej samej szerokości geograficznej. Właśnie kończę sezon w 200km na wschód od Lofotów - w Laponii :-)1 punkt
-
Tomek z całego serca Wam życzę, tego typu wypraw - w nieznane. Jesteście bliżej niż Wam się wydaje, by realizować ambitne plany i cele :cheerful: Z miłą chęcią obejrzę relacje, filmiki od "Tubylców", Chłopaków z Foruma :happy: Samemu raczej jestem oglądaczem niż realizatorem... ...jeszcze za słabo jeżdżę i za mało doświadczenia - może kiedyś? Kto wie, co na stare lata człowiekowi przyjdzie do głowy :wink:1 punkt
-
Mi też filmik bardzo się spodobał dlatego chciałem się podzielić spostrzeżeniami dotyczącymi sprzętu w temacie o minimalizmie skiturowym , bo warto podpatrywać na jakim sprzęcie realizują takie przygody . Kto wie, może w przyszłym roku będziemy mieli namiastkę takiej tury , ale nie chcę zapeszać . W pewnym towarzystwie strach się przyznawać czego się pragnie , bo ani się oglądniesz, a siedzisz w schronisku nad Popradzkim Stawem, albo jedziesz już w aucie do Matreier Tauernhaus i startujesz na lodowiec , ewentualnie jesteś już zapisany na listę sail & ski , a w najgorszym wypadku zostajesz uprowadzony i budzisz się nago w kolejce gondoli . Boję się wieczorem zamknąć oczy, ponieważ wspomniałem kiedyś "sadyście" o północnej ścianie Mont Blanc i Elbrusie . Czy aby czasami rano nie obudzę się w Refuge des Grands Mulets albo pod Prijut 11? Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Dla mnie szokujące info to byłoby takie, że ZACZYNAJĄ BUDOWAĆ:eek: Miała być wielka i szybka inwestycja, a jest wielka d.. jak zwykle w Szczyrku. I tyle w temacie. Byłem pewny że, Słovaki rzucają słowa bez pokrycia 2 lata temu. Odbili się od polskiej ściany i zobaczymy co dalej, już paru właścicieli twierdziło że będą budować w Szczyrku:biggrin:1 punkt
-
1 punkt
-
Teraz Sportgastein - to dość niezwykły ośrodek - w zasadzie jedna długa gondola o przewyższeniu prawie 1100 m! Góra jest prawie na 2700 m npm czyli jak na Salzburgerland wysoko. W dodatku ośrodek jest czynny tylko w soboty i niedziele. Nic dziwnego, że w weekendy przeważnie przyjeżdżają tu miejscowe sępy freeridowe licząc, że załapią się na jakieś ( siłą nie rozjeżdżone przez tydzień) zasoby puchowe. Na pierwszym zdjęciu widać skiroute (czarna, przerywana linia, najbardziej na prawo). Ze względu na ukształtowanie terenu jest to w zasadzie jedyna wygodna trasa off piste dostępna w ośrodku. I tam się bawiliśmy. Podobno znacznie fajniejsza jest opcja zjazdu do skibusa (na tym schemacie z lewej), nie jechałem ale może Jurek coś skrabnie. W dniu naszego pobytu narciarzy było jak na lekarstwo, spadło sporo świeżego ale też nieźle wiało. Do tego stopnia, że obok puchowych pól trafiały się partie wywiane do czystego lodu (dzień wcześniej było upalnie). Na górze była mgła, poniżej coś było widać, choć z kontrastem słabiutko. Jeździliśmy do pośredniej bo na dole śniegu było zbyt mało.PozdroWiesiek1 punkt
-
cz.2 - wszystkie drogi prowadzą do RotundyPorobiłem widoczki,czas się zaczaić na Jacka. Zoom mam dobry,to pewnie się nawet nie zorientuję. Już się wyłania zza śniegu i patrzcie na jakim luzie maszeruję! Tempo miał dobre: tutaj jakiegoś "leszcza"w czapeczce wyprzedza... Ale żeby "leszczowi" nie było głupio,dał mu fory,rozmawiając przez telefon. No cóż,po takim wysiłku, między kolejnymi wdechami wykrztusić jeszcze z siebie jakieś słowa? No no... No to z uśmiechem na twarzy na WZF... Udaliśmy się do Rotundy na jedzonko.Jacek owocki,ja ponownie spróbowałem Wyprażonego Syra. Porcja dobra,widoki piękne,więc tak fajnie się siedziało i na tatry patrzyło... W tym czasie Major z Małżonką ostro cisnęli na fokach. Ponieważ przy moim wyjeździe co chwilę zatrzymywali gondolę,uznali,że tak będzie bezpieczniej. Trochę im zajęło,ale w końcu wszyscy zebraliśmy się do kupy. Trochę to nasze spotkanie potrwało... :proud: Na tyle fajnie się siedziało,że nam się ruszyć nie chciało,ale w końcu trzeba wziąć się do roboty. Był pomysł,żeby zjechać na południe,ale ze względu na szybko wytapiany śnieg,zrezygnowaliśmy. Tak więc odprowadziliśmy JC,że tak powiem,a My jeszcze na Funitela i do dzieła! Teraz ludzi już mało,to i pojeździć więcej można. U góry ciągle jeszcze dość twardo,poniżej Lukovej już miękko i sztorm na stoku. Mimo to całkiem przyjemnie,tylko nieco pary brakowało.No ale na koniec dnia? Oczywiście w drodze na dół trzeba przejechać Majovą - tu ciągle dość równo,ale niesamowicie tępy śnieg.Można by na krechę jechać i prędkości by raczej nie było... Dziś dało się dojechać niemal na sam dół na Biela Put. Taką jazdę kombinacyjną to My lubimy. Dalej już z buta i pożegnanie - Major zaparkował jeszcze piętro niżej. Tutaj tak ciepło,że włożyłem krótkie gacie do samochodu i klima na full!Powrót...Ledwie wyjechałem a tu Jacek dzwoni - znowu Policja łapie tam gdzie to opisywałem.Niby nie ma o czym pisać,ale trochę zabawna sytuacja była. Otóż od pewnego czasu jechało za mną jakieś Audi na słowackich numerach. Kiedy ja wzorowo w terenie zabudowanym,on niemal chciał mnie w powietrzu przeskoczyć. Kiedy wyjeżdżałem po za miasto,jadąc 90 - 100 km/h,Audi znikało,jakbym jechał Ferrari. Kiedy dojechałem do kluczowej miejscowości,pomyślałem,że owo Audi mnie dojdzie i tak się stało. Wiedziałem,gdzie będą celować,więc bezwzględnie nie przekraczałem prędkości. Audica gaz,a 300 metrów dalej lizaczek... :tongue: Czemu o tym sobie napisałem? Trudno mi zrozumieć gościa,który tak się niby spieszy,ale jak może legalnie pojechać szybciej,nie korzysta z tego,ale jak jest 50 to ciśnie... Zrozum tu Słowaka,jak pisał Jasiek. :proud: Oczywiście info o patrolu puściłem dalej do Majora,bo podejrzewałem,że jedzie kawałek za mną.Mam nadzieję,że bez przygód.Na koniec dzięki Jacek,Major i Justynka za spotkanie,wspólnie spędzony dzień na nartach i nie tylko. Szkoda,że takie piękne dni tak szybko się kończą. Pozostaje czekać na następne. Może za tydzień?Pozdrawiam.Johnny1 punkt
-
1 punkt
-
Wisła przywitana rowerowo Dziś po pracy postanowiłem zrobić sobie traskę,którą bardzo lubię. Objechałem dookoła J.Goczałkowickie,a następnie trasą wiślaną udałem się ,przez Skoczów i Ustroń, do... Wisły.Plan napięty,bo czas ograniczony,ale poszło sprawnie. Najgorszy był powrót - ok. 50 km jazdy non stop pod wiatr! : Mimo wszystko wyszła całkiem przyzwoita średnia całej trasy: ponad 22 km/h. Mimo wiatru, mimo szutrów itp. Wyszło 127 km,a dziś łącznie 148 km. czas chyba planować odwiedziny Krakowa. :angel: J.Goczałkowickie Po nieco ponad 40 km docieram nad Wisłę Część trasy biegnie betonowym wałem... Większość trasy to lepsze, gorsze szutry W Ustroniu zrobiłem krótką przerwę,po czym udałem się na lody do Wisły - widać "Gołębia" Cel osiągnięty! Centrum Wisły,a w tle skocznie i... Skolnity. Później trzeba było się uwijać,ale jeszcze taki mostek uwieczniłem... No dobra,jutro narty! :biggrin:1 punkt
-
Radom - PiotrówkaKolejna miejska wycieczka wieczorową porą po Radomiu.Trochę kolorów na starcie rowerowania: Przez cały czas jeździliśmy po obrzeżach frontu atmosferycznego... Niebo miało dzisiaj różne barwy... Główny cel dzisiejszej krótkiej wyprawy - średniowieczne pozostałości Piotrówki. Groźne niebo i wzniesienie na pozostałościach Grodu: Paula i Expat Jest moc! Mleczna River Przejażdżka nieco ponad 20 km... ...w nogach drzemie siła :wink:1 punkt
-
Dokładnie. Super drogie Alpy... A warunki prawie jak na Chopoku :biggrin: Zdjęcia od Chłopaków z dzisiaj: Piękna linia :applause: Coś czuję, że w przyszłym roku też dam się porwać "gangowi" Jurka :cheerful:1 punkt
-
Szybki rower po pracy... ...coś w tym sezonie trudno do jazdy się zmobilizować. Tym razem miejska wycieczka. Deptak w Radomiu Jeden z bardziej znanych Kościołów i Klasztorów w mieście, "Bernardyni" z XV wieku. I złapana w fotce wymiana dachu z remontem - chłopaki mają trochę wspinaczki w centrum kraju. A zachód słońca? Był dzisiaj wspaniały!1 punkt
-
Może tyczek nie było, ale zdjęcie pochodzi z 1 sierpnia 2015r Jęzor o szerokości 30-40m i długości ok 70-100m , pomiędzy Rohatką, a Polskim Grzebieniem - cała galeria Pozdrawiam Tomek1 punkt
-
Terroryści coś kombinują ? Jutro zarządzili pobudkę na godz.5. Trochę się boję , bo tacy jacyś dziwni są. Niby Polacy , a alkoholu nie nadużywają. Piją w niewielkich ilościach. To bardzo podejrzane. Jeszcze parę słów o ośrodku, gdzie mnie przytrzymują. Jest bardzo dobrze zakamuflowany, wysoko położony nad doliną i w odludnym miejscu. Wygląda z zewnątrz jak zwykły ośrodek agroturystyczny, a zarządza nim kobieta. Mówią na nią pani Frau. Jest bardzo przebiegła, to ona chyba odpowiada za połączenie internet. Co chwilę zrywa połączenie, żeby nie można było wysłać ważnych wiadomości ułatwiających ich namierzenie. Zdjęć nie ma szans przesyłać. Niestety muszę stwierdzić, że zaczyna mnie ogarniać syndrom sztokholmski. Ale o tym napiszę następnym razem, jeśli się uda oczywiście.1 punkt
-
Ja nie byłem w Biedronce, tylko zatrzymałem się na parkingu koło Biedronki i było to w piątek. Ale na zakupy do Biedronki chodzę. Ile będą mnie trzymać to nie wiem, ale jedzenia w lodówce mają na jakieś 2 dni. Dodatkowo Ania coś z nimi negocjuje (pewno jakiś okup) to może mnie zwolnią. Najgorsze to są te tortury. Już 3 dzień mnie męczą. To są wielogodzinne katorgi i nie wiem ile jeszcze zniosę tego katowania. Normalnie nie chce się żyć, ale walczę do końca.1 punkt
-
Cześć Mitku, Pytasz o kilka rzeczy, więc je ponumerowałem, by w pełni odpowiedzieć na Twoje pytania. Ad.1. Rok pływania - to fakt, pewne doświadczenie już jest. Najtrudniejsza zwałkowa woda na jakiej płynąłem, to Drzewiczka (gdzieś w wątku jest relacja). Kajak zadziwiająco skakał po drzewach aż miło - na dnie, na burtach nie ma nawet po tym śladu. Z obsadą - dwóch chłopów po ok 85kg, pełen sprzęt biwakowy i daliśmy radę. Minus jest taki, że na wąskiej, małej rzeczce kajak jest taką małą krówką...jest długi i przez to mało manewrowny. Ale jeśli masz doświadczenie na rzekach zwałkowych, to wiesz, że każda dwójka i obsada dwuosobowa wbrew pozorom nie jest najlepszym rozwiązaniem. Rzeka po jakiej pływałem z największą ilością bystrzy - Nida. Kajak sprawił się idealnie. W przy pływaniu na zwałkach i z białą wodą lepiej nie zapinać na dno skegu. Kajak ma wówczas bardzo niewielkie zanurzenie i pokonuje wszystkie przeszkody idealnie. Niestety traci na nautyce, mniej się słucha wiosła...ale jak to z nartami... Dobry kajakarz nawet tego nie zauważy... Poniżej filmik znaleziony na necie jak sobie radzi Seawave na białej wodzie (producent podaje, że nadaje się do pływania nawet do WW II): [video=youtube;1ewaeM7LP98] Wyporność? Mitku, kajak kupiłem głównie z tego powodu. Ponieważ, do tej rasowej dwójki, można opcjonalnie dokupić pokład jednoosobowy - sprzęt idealnie nadaje się na długie wyprawy z całym majdanem biwakowym i zaopatrzeniem. W dwójkę się da...ale wówczas trzeba część rzeczy umieścić w workach wodoszczelnych na pokładzie. Podróżując samemu? Tak jak w hotelu 5 gwiazdkowym pod tym względem - bomba. Ad. 2. Na mniejsze rzeki Seawave nie jest idealnym rozwiązaniem - idealna będzie famura: http://www.prokajak.com/15045220.html bądź też malutki, jednoosobowy Twist: http://www.prokajak.com/15439450.html Pierwszy zrobiony jest z Nitrilonu, z tego samego pancernego materiału co Seawave - taki polecam, choć cena? Delikatnie rzecz ujmując nie jest mała... Drugi, to Hevealon - nie dotykałem, nie próbowałem, więc nie wiem jak to się sprawuje i czy daje radę? Ale ten model zrobiony jest na białą wodę, więc wytrzymałość swoją musi mieć. Ad. 3. Byłoby miło zobaczyć kogoś, kto się udziela w wątku oprócz mnie :happy: więc bardzo proszę. Mam wrażenie, że stworzył się tu, taki mini kajakarski mój blog. Ad. 4. W tym roku mamy zamiar z Kolegami popływać trochę po Wiśle, Wieprzu, Pilicy. Chciałbym wypróbować kajak na Morzu...więc może jakiś weekend na Bałtyku? Kto wie. Seawava kupiłem właśnie z myślą o pływaniu na dużej wodzie + duża woda i biwakowanie. Marzy mi się podróż na Chorwację i nie tylko wiosłowanie, ale również pływanie kajakiem na żaglu...ale to chyba nie w tym roku. Poniżej filmik z pływania Seawavem po Śródziemnym: [video=youtube;G6dUJhhwf1o] Wielu moich znajomych ma trochę tańszy sprzęt (niestety bez pokładu), który nosi nazwę Solar410c. Zrobiony również z Nitrilonu... ...a pływa (jeździ po skałach), to pływadło tak: [video=youtube;Dz8ltWS-SGg] Ogólnie dla mnie dmuchaniec to rewelacja. W pływaniu oczekuję mobilności, od sprzętu, tego by było można wszędzie ze sobą go zabrać i praktycznie na każdą wodę. Na dużej i wymagającej wodzie pneumatyk mam wrażenie jest o wiele stabilniejszy od tradycyjnych konstrukcji. Super zaleta - lekkość (Seawave waży 17,5kg - dla porównania dwójka "sztywna" średnio ok 40 kg). "Sztywniaki" mają przewagę w prędkości...cóż nie wszystko jest idealne. Do rozkładania i składania można się przyzwyczaić. Jeszcze jeden filmik mojego kumpla Tadka (On jest z Warszawy i pewnie gdybyś chciał, to chętnie Ci zaprezentuje sprzęcik na żywo) - szczęśliwego posiadacza Famury. Test zimowy: [video=youtube;akYsRIMu4d8] I na sam koniec jedynka Safari od tego samego producenta - jedynka na górskie rzeki... [video=youtube;fYDvWfd53nY] Co do jakości? Wytrzymałości słyszałem o jednej awarii Gumotexa - Swinga...ale on zrobiony jest z cienkiego Nitrilonu light. Reszta, to pancerniki. Cóż? Nie namawiam... ...a przed decyzją o kupnie najlepiej przetestować. Jak będziesz planował jakieś pływanie, to daj znać - może uda się nam z kolegami pojawić nad tą samą wodą co Ty, wtedy potestujesz sam wiosłując i wtedy ocenisz. Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to wal śmiało - chętnie odpowiem. Pozdrawiam Mariusz1 punkt
-
1 punkt
-
Andrzejku myślałem, by do Ciebie się odezwać ale byłem z kumplem, któremu się śpieszyło i musieliśmy być z powrotem w Radomiu przed 15stą. Wyjazd spontaniczny mający na celu zademonstrowanie sprzętu znajomemu. Łyknął bakcyla :-)1 punkt
-
1 punkt
-
Wciągnęło, wciągneło - jak na razie, dystans zrobiony w kajaku, w tym sezonie - 170km. ...odbija się, to na dystansie rowerowym, który nie wygląda imponująco, jak na razie - 160km. Wcale nad tym, nie ubolewam mocno - rower podciągnę niebawem :wink: Kajak jest piękny, bo daje wiele możliwości - a najważniejsza z nich: przebywanie w miejscach niedostępnych z lądu :smile: PS. Marcinie, w poniższej relacji - fotki plaży, zbliżenie wody i rośli - to własnie miejsce Twoich kąpieli z dzieciństwa :applause:1 punkt
-
Z tego co piszecie Chłopaki, wynika, że pewnie tylko ja mam takie "nietypowe" ustawienia. Następnym razem jak będę pisał, będę miał na uwadze wasze sugestie. Andrzeju, fragment, o którym piszesz Kamiennej spływali dwa tygodnie temu moi znajomi. Z uwagi na wiele zwałek i mój duży kajak - ten fragment dla mnie tylko przy wysokim poziomie wody.1 punkt







