Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.04.2017 w Odpowiedzi
-
Ostatnio tak mam, że czas na nartowanie był ograniczony. Niestety po polskiej stronie granicy nic już nie działało, więc trzeba było ruszyć dalej. Tylko gdzie? Uznałem, że najbliżej mam na Rohacze i w przeciwieństwie do Chopoka są tu w miarę przyzwoite opcje karnetowe od 2 do 4 godzin. W miarę, bo jak na wiosnę to mimo wszystko drogo! Ale bardzo lubię to miejsce i dawno tam nie byłem. Wyjazd z B-B o 10.20 i strzała! Niestety w niedzielę sporo ślimoków po drodze - niektórzy rozwijali Pierwszą Prędkość "Wiośniczą", czyli 30 km/h! Trzeba mieć cierpliwość... Na szczęście jakoś daje się ich hurtem wyminąć i dalej idzie sprawnie. Słowacja to inny kraj. Samochodów jakby 5 razy mniej, a w końcowej drodze do Zuberca i Rohaczy to już w ogóle szosa cała dla mnie. Przy samej końcówce widać ślady po opadach. Nawet spore! Na parkingu jeszcze leży nieco białego. No i ten widok... jak ja to kocham! Szybkie przebieranie i do kasy. Na miejsce dotarłem punkt 12.00, więc decyduję się na karnet 4-godzinny za 21 ojro! Trochę drogo... Tyle co na Kasprowym! Ale miałem jeszcze trochę waluty z zeszłego sezonu, więc tak nie bolało. Na parkingu samochodów dość spora, ale na stoku tego nie widać. Tak po pierwszej godzinie w ogóle zrobiło się pusto. Temperatura na poziomie od 8 st na górze, do ponad 10 przy dolnej stacji. W słońcu można był się stopić! Myślałem, że czeka mnie jazda w stroju letnim, ale jak zaszło słońce, szybko o ty,m zapomniałem... Śniegu dość, ale na płaskich odcinkach mocno łapało narty. Jedynie na tuż przed ścianką co nieco wytopiło. Bardzo dużo osób wspinało się na Salatyna! Ponieważ wcześniej Aklim ostrzegał o lawinowej trójce, zrezygnowałem z ewentualnego zabrania tourów, ale kusiło... Jednak dopóki nie mam skompletowanego odpowiedniego sprzętu, z takich atrakcji rezygnuję. Skupiłem się na jeździe przy wyciągowej. Konkretne szybkie krzesło i fajne dwie trasy, albo opcję, były super! i do tego niemal tylko dla mnie! Oto wiosna na nartach. Na koniec taka uwaga: nie warto spieszyć się na ostatnie krzesło! Czemu? Bo nie odzyskacie kaucji za karnet! Punkt 16.00 zamykają kasę i do widzenia! Trzy ojro ulokowane do nie wiem kiedy. Jak za komuny... Niestety, obecnie coś mnie katar zebrał i chyba święta spędzę w domu. Choć i tak już wiem, że nie pojadę na dwa dni na Chopok ze względu na wizytę rodziny... nie narciarskiej... Na koniec filmik,tak sobie... Pozdrawiam, Johnny.18 punktów
-
No to teraz będzie o chłopakach. Ekipa - to naprawdę dobre, mocne słowo. Oznacza pomocną dłoń, gorącą herbatę albo paszę. Czasem zaś ostrą szyderę, którą trzeba przełknąć honorowo jak skaut. Jak ktoś ma miękkie dupsko i wybujałe ego to raczej tu nie zapasuje. Ale jeśli macie wyczucie sytuacji i kiedy trzeba potraficie dać solidną zmianę albo zakasać rękawy pro publico bono to poznacie dobrodziejstwo mnożenia przez 8 (a nawet 9). Wspólna ocena sytuacji, wspólna weryfikacja pojawiających się pomysłów to szansa na dobrą zabawę a jednocześnie minimalizację błędów. A to w górach jest najważniejsze. Praca nad ekipą warta jest każdego czasu i wysiłku i to dla mnie jest jedna z najważniejszych kwestii w zabawie skiturowej. Część naszego norweskiego składu doskonale znacie z tego forum Tomek -Majorski, Mariusz - MarioJ, Kamil - kskuski. Dopełniali go Robert - Betti (z którym systematycznie też skiturujemy) i brat Kamila - Paweł. Szóste miejsce jest moje. Siódme zajął drugi Tomek - Klisiu. Było to istotne wzmocnienie zespołu bo to wykładowca i instruktor PZA i persona dobrze znana w światku wspinaczkowym, ósmy był zaś kolega Tomka - Piotr z warszawskiego KW, równie mocny zawodnik. Dziewiąty był nasz pierwszy na pokładzie czyli Michał. Ten ostatni okazał się ludzkim panem a polubiliśmy go gdy założył deski i zaczął łazić z nami na wycieczki dając sobie nieźle radę. Czyli po kolei - Majorski Piotr i MarioJ Kamil Paweł Robert Klisiu El Capitano Ponieważ może Was zmylić to, że na niektórych fotach występuje snowboardzista (albo jak wolicie spliciarz) to informuje, że Kamil występował w podwójnej roli będąc ukrytym agentem ciemnych mocy. A tutaj zdjęcie dokumentujące wrażą działalność podwójnego agenta. Jest poważna szansa na grupowe zdjęcie bo takie sobie ze dwa razy zrobiliśmy jakkolwiek nie wiem kto jest posiadaczem tego ważnego pliku. Pozdro Wiesiek11 punktów
-
Najbardziej upalnie to było na wachtach. Nasza pierwsza (tzn Tomka i moja) - od 5.00 1.04 jeszcze nie była w pełni świadoma. Z kolejnymi już było lepiej - odkryliśmy, ze gogle narciarskie są standardowym wyposażeniem żeglarza. Kurtek i warstw przybyło. Ja stwierdziłem, że moje świetnie dopasowane adidaski na lekką skarpetę "bez problemu" zmieszczą dwie grube narciarskie. Padły nawet pomysły aby może wachtować w butach skiturowych - stopy marzły najbardziej. Na górze pod HS ubierałem puchówkę, polar i bieliznę. Rękawice narciarskie też były jak znalazł a na nie łapawice z HS. Czyli na wodzie było pierońsko zimno. Do morza to nawet ręki nie włożyłem. Pozdro Wiesiek11 punktów
-
a co do ubioru mojego na wachcie to Wiesiu świetnie to uchwyciłeś! Dodam od siebie, że na 1 wachcie miałem na głowie: - 1buff na głowie - kaptur z polarstracha, - kaptur z puchówki - 1buff na twarzy A na 2 wachcie na głowie było już więcej warstw... - 1czapka polartec, - 1buff na głowie - kaptur z polarstracha, - kaptur z puchówki, - kaptur z HS - gogle - 2buffy na twarzy7 punktów
-
7 punktów
-
Myślę, że fotorelację ktoś popełni może nawet będzie w chronologicznej kolejności Ale ogólnie wyjazd nawet ujdzie.. ujdzie, że hop skacze, ze szczęścia! Pozdr Tomek7 punktów
-
Robert wachtował raz w butach skiturowych prosto z gór, nawet nie zdążył wejść pod pokład. Raz próbowałem czy rzeczywiście jesteśmy na morzu, a nie na szerokiej rzece. Woda była morska Dobrze, będziemy robić szersze relacje, ale musimy najpierw ogarnąć zdjęcia, poselekcjonować, wywołać w ciemni, nauczyć się Lightrooma, damy radę6 punktów
-
Domagam się więcej treści i więcej obrazu. Skionlinowa wyprawa sezonu zasługuje na zdecydowanie większą relację. Może być w odcinkach. Nalegam!!!6 punktów
-
6 punktów
-
Trochę geografii Punktem startu było Tromsø do którego łatwo można dolecieć (z jedną lub dwoma przesiadkami). To już daleko na północy - sporo za kołem podbiegunowym. Co ciekawe - większość naszych wycieczek odbywała się już na obszarze Arktyki (wyznacza ją izoterma +10 stopni C). Na wschód od naszego punktu przylotu rozciągają się Alp Lyngeńskie. Będące pierwszym naszym celem. Cały obszar naszego działania wyglądał tak A najodleglejszym punktem do którego dopłynęliśmy było Lyngenseidet. Wracając wylądowaliśmy też na Uloyi i to było najbardziej wysunięte miejsce na północy z którego zjechaliśmy na nartach. Alpy Lyngeńskie absolutnie zasługują na tę nazwę - na poniższej focie widać je z drugiej strony fiordu Góry są niewysokie, powiedzmy do 1500 m npm ale... startujemy z 0! Każda wycieczka kończąca się na szczycie jest więc całkiem solidną turą - większą często niż wejście na jakiś alpejski szczyt z w sumie pobliskiego schroniska. Na pewno nie brakuje bardzo wymagających zjazdów (zaliczyliśmy trochę 35-40 stopni). Najbardziej niesamowite jest przechodzenie przez kolejne piętra. Na dole jest (o ile jest) pokręcony skarłowaciały las brzozowy. Jeśli jest w miarę rzadki to jazda jest fantastyczna (choć trzeba nieraz się zasłonić) Ale były miejsca gdzie nawet podejście było bardzo trudne bo gęstwa masakryczna - a szlaków nikt tu nie wycina. Las kończy się na wysokości około 400 m npm. I możemy to uznać za początek gór. O ile na dole nie raz było upalnie to kawałek wyżej takie klimaty to była normalka. cdn Pozdro Wiesiek6 punktów
-
Mała szansa aby ktoś z nas podjął się regularnej relacji z naszej tegorocznej wyprawy do Norwegii. Po prostu zbyt wiele się działo - wrażeń wystarczyłoby spokojnie na 3 "standardowe", bardzo udane, tury. Rozpocznę wątek omawiając jakieś wybrane aspekty a być może koledzy pociągną go w sobie znane obszary. Decyzję o skiturach w Norwegi zapadła mniej więcej w w czerwcu zeszłego roku. Od początku przyjęliśmy, że wynajmiemy jacht z kapitanem a cała strona narciarska będzie w naszej gestii. Przy takiej formule wychodziło to bardzo obiecująco finansowo i znalezienie quorum ograniczyło się do paru telefonów. W sierpniu zarezerwowaliśmy wstępnie termin rejsu (aby nikt nas nie ubiegł). Ze względu na dużą odległość i związane z tym koszty miało to być 11 dni (1-11.04) co dawało 9 dni na akcje górskie. W październiku podpisaliśmy.umowę z armatorem, zebraliśmy kasę od uczestników i poszły pierwsze zaliczki. Loty, nadspodziewanie tanio, wykupiliśmy też chyba w październiku. W zasadzie oznaczało to organizacyjne zamknięcie tematu - istotne co zostało to rozpoznanie topograficzno-narciarskie regionu i aprowizacja. I było na to pól roku. Na zdjęciu w pierwszym planie - "nasz" jacht. cdn Pozdro Wiesiek5 punktów
-
Pisz spokojnie ... To nie wyścig zbrojeń. Chłopaki zawiesili wysoko poprzeczkę ale to nie oznacza że nie warto już nic pisać ... Ja chętnie poczytam a myślę że nie tylko ja.. Pozdr.Torres5 punktów
-
5 punktów
-
Nie da się ukryć, że wejściena Mont Blanc klasyczną drogą to po prostu turystyka. Uprzedzając pytania byłem jakkolwiek pieszo a nie narciarsko. Narciarsko już łatwo nie jest i z próby wejścia parę lat temu musieliśmy się wycofać. I chyba się tam już nie wybieram. Tak jak Marionen napisał wystarczą raki i czekan. Asekuracji prawie nikt nie stosuje chyba, że wchodzą Japońscy turyści z przewodnikiem. Należy pamiętać, że to jednak wysoka góra i jakiekolwiek załamanie pogody praktycznie uniemożliwia działanie. Dlatego też multum osób tu zginęło. Ci którzy się wspinają wiedzą gdzie się kończy turystyka a zaczyna wspin. Ogólnie to proste - decyduje wycena. Mówi ona o stopniu trudności. Drogi turystyczne mają 0. Podobnie jest zresztą w skialpiniźmie gdzie czarna nieratrakowana trasa w ON jest uważana też za 0. Kolejne stopnie (są różne systemy wycen) informują o trudnościach. I ja np wiem, że mogę pokusić się o 3+ a być może dojdę do 4 ale stopni 5 i 6 pewnie nigdy nie osiągnę. Pozdro Wiesiek5 punktów
-
Aha.... , a ja obiecuję ( bo gdzieś , coś , komuś zadeklarowałem ) , że przez święta coś skrobnę o naszej wyprawie na Grossvenedigera . Chociaż przy tym wyczynie chłopaków , to nie wiem czy jest o czym pisać4 punkty
-
El Kapitano najlepiej wygląda (bo w czapce ) Poważnie. Ten wyjazd aspiruje do Top 1 sezon 2016/17. Spokojnie czekam na dalszą część relacji... Pozdr.Torres P.S- kapitalne zdjęcia i klimaty ....4 punkty
-
4 punkty
-
Chłopaki , jak nie chce się Wam pisać ,to chociaż powrzucajcie zdjęcia z jakimś krótkim opisem , bo wyprawa , chyba inni się ze mną zgodzą , warta "upublicznienia" .4 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
3 punkty
-
Ja również się przyłączam do nalegania A tak poza naleganiem to ładna plaża. Dobrze Major, że miałeś odpowiednie "klapki" na tą plażę bo trochę kamienista Boso było by ciężko. "O ile na dole nie raz było upalnie....." no widać te upały, a zdjęcia z kąpieli? No bo skoro były upały to chyba i kąpiele w morzu były Pozdrawiam serdecznie i czekam na więcej, bo widoki piękne i niestandardowe.3 punkty
-
Proszę A droga, którą trzeba przejść, Przez najtrudniejsze ścieżki wiedzie. Chciej morzu podarować wiersz, Chciej morzu podarować wiersz, Ostatni wiersz, ostatni..3 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
2 punkty
-
Pax,Pax,Pax. Nie było moją intencją wsadzanie kija w mrowisko.I to żebyś się wściekał i obrażał. Stojąc w tej szklanej klatce można co najwyżej podziwiać widoki zbliżone do tych jakie mają alpiniści,czy inni turyści (jak zwał tak zwał),którzy wejdą o własnych siłach na przywołany tu Mont Blanc.Poczuć zaś tego co owi alpiniści czują nie da się stojąc w tej klatce.Ja wiem,był to powiedzmy skrót myślowy. I tak można ciągnąć ten temat prawie w nieskończoność.Tylko nie ma po co. Ja wrócę sobie do tego pięknego zdjęcia,popatrzę na piękne góry i tyle. Dobrych świąt.2 punkty
-
OK. przekonaliście mnie popełniłem ogromny błąd pisząc te słowa. Niezwykle mi przykro z tego powodu i proszę wszystkich użytkowników tego forum o wybaczenie, teraz już wiem że stojąc w tej klatce nie można czuć tego co czują turyści górscy zdobywający Mont Blanc.2 punkty
-
2 punkty
-
Nie trzeba być prawdziwym alpinistą, a nawet zwykłym alpinistą, by wejść na Mont Blanc. Wystarczy obycie z rakami, czekanem, ewentualnie lina asekuracyjna i najważniejsza aklimatyzacja na odpowiedniej wysokości. A co wg Ciebie z alpinizmem ma stanie na szklanej taflii?2 punkty
-
2 punkty
-
To ja wstawię jedno zdjęcie (wyciągi I i XI - tzw. krótkie górniki Czyrna - Hala Skrzyczeńska) I jeszcze jedno - tym razem Cielętnik Suche - Hala Skrzyczeńska W COS-ie za to kończą demontaż krzesełka na Jaworzynę. Po górnej stacji zostało tylko wspomnienie a podpory w większości leżą już gotowe do ostatniej podróży. Zostało tylko kilka pierwszych. PS Żeby było jasne - dwa pierwsze zdjęcia nie przedstawiają modernizacji orczyków2 punkty
-
Ej jak już to Sikorskiego 100 pod Piramidą MOSIR Tychy jest na Piłsudskiego 12 ale nieważne ...postaram się być. Pozdr.Torres1 punkt
-
No to wstępnie jesteśmy umówieni! Jutro miałem testować rowery Merida na Paprocanach z żoną, ale to przeziębienie... Szkoda, bo to maszyny kosztujące 35 000 zł !!!1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Powinien się nasmarować przed wyjściem z apartamentu... Przecież musiał znać prognozy pogody...1 punkt
-
Następny "wariat" w pozytywnym tego słowa znaczeniu ... o ile takie jest I jak on miał krem zabrać jak w samych kąpielówkach jeździł Pozdr.Torres1 punkt
-
Super relacja i zdjęcia. Kolega był 3 kwietnia na Salatynie i miał mega pogodę. Fajne są widoki na Liptov i szczególnie Niżne Tatry. Johnny, nie wybierasz się na wielkanocne BSA?1 punkt
-
Taa i w kąpielówkach ... Trasy na Rohaczach jakoś nigdy mnie specjalnie nie "porywały" ale widoki jakie są z tej doliny na okoliczne szczyty naprawdę robią wrażenie... Pozdr.Torres P.S - daj znać jakbyś się w tym kierunku jeszcze wybierał.. tel. masz1 punkt
-
No to czekam na oświecenie - mistrzu... Gdzie ten potok zasilający płynie i jaką ma wydajność? Znalazł się ekspert... Albo zbiornik będzie naprawdę gigantyczny (o pojemność pytam) albo będzie miał dobre zasilanie uniezależnione od temperatur albo mogą występować problemy z wodą do naśnieżania. Dlatego to jest pytanie bardzo zasadne. Bo naśnieżanie to najważniejsza inwestycja w SON. Niejeden ośrodek już się na tym przejechał. Nawet tak wielki ośrodek jak Chopok którego zbiornik jest zasilany z potoków Tatrzańskich o dużej wydajności miewa problemy z wodą - kiedy mrozy utrzymują się długo a brakuje przerw z odwilżą które uzupełniają wodę z roztopów. *JC DZIĘKI ZA INFORMACJĘ; 80 000 m3 to już jest coś Łomnica bodaj ma 100 000 m3 a areał dość podobny i chyba daje radę..1 punkt
-
1 punkt
-
O ile mnie pamięć nie myli, to ponad 80 tys. m31 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
W sumie rzeczywiście tak google maps pokazuje, więc pewnie tak jest. Zawsze mi się Stubai wydawał jakieś 100 km dalej położony niż Tux, co pewnie wiążę z tym, że zjeżdża się jakiś czas wcześniej z autostrady. W takim razie w tym aspekcie nie widzę wielkiej przewagi Tuxa nad Stubaiem ;-)1 punkt
-
Nie,nie jestem prawdziwym alpinistą ani nawet podrabianym alpinistą. A reszta tego co miałem na myśli jest w poście powyżej.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt







