Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 10.08.2017 w Odpowiedzi
-
To chyba wszystko w tym temacie co napisałeś. Chyba, że forum coś "połknęło" Mam pytanie. Z którego to kawałka jesteś tak dumny? Temat jest ciekawy i interesuję się nim choćby z powodu, że tyczy mojego kraju. Jeżeli jesteś znawcą tematu to napisz coś ciekawego. Moim skromnym zdaniem dwa zdania to trochę mało. Nawet tak wybitne Pozdrawiam3 punkty
-
Nie wiem - może dzieciom i wnukom wystarczy rozszerzona rzeczywistość 100 x dla nich efektowniejsza niż jakaś jazda na nartach czy spacer po lesie. Zbuduje się sale pod ziemią reaktory produkujące białko (spirulina i owady) a na powierzchni choćby potop. A reszta tzw natury niech se radzi - taka przyspieszona ewolucja. A koniec końców ludzi przepisze się do sieci neuronowych i będą tam nieśmiertelni. Ale dopuszczam myśl, że to co teraz widzimy to jest bieg do przepaści i dla tego świata i dla nas samych. Zmiany są tak szybkie a skutki tak złożone, ze nie wiadomo gdzie i jaka Pandora z z puszki wyleci. Ogólnie zrzędzenie tetryka co w bobrze człowieka widzi. A tu trzeba rąbać, nowy świat wykuwać. Co tam trochę smrodu dla szacownych kamieni. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
Mitek Mitek bardzo celnie nazwał uprawami leśnymi to co potocznie nazywaliśmy lasem. Jadę sobie Borami (nazwa wyjątkowo nieadekwatna) Dolnośląskimi pozostałościami po Puszczy Dolnej - to największy w Polsce kompleks leśny - wszędzie idealnie gładkie szutrowe drogi pod najcięższy sprzęt. I co jakiś czas po kwartale drzew co je jeszcze pamiętam - pustynia. Zrąbane do cna. Nikt nie bawi się w przerzedzanie, wybieranie pod wycinkę, idzie wszystko. Jedziesz i widzisz - tu kwartał 20-letni, tam 40-letni. Dorośnie i zrąbią, po prostu uprawy jak te na polach. Drzewa posadzone na takiej pustyni strzelają do góry błyskawicznie kosztem bardzo słabej odporności mechanicznej (wiatry) i tej na szkodniki. W normalnym lesie drzewo dla kornika to trudny przeciwnik nie dość, że trudno się wgryźć to od razu zalewany jest żywicą i zabijany terpenami. Dlatego atakuje tylko słabe okazy - zajmuje się więc selekcją. Ale jeśli popatrzysz na las jako uprawę z której trzeba wycisnąć maksimum to oczywiście kornik zmniejsza nasze dochody i trzeba z nim walczyć. I leśnik ciężko z tym "lasem" walczy. Np poprzez wycinkę - czujesz tutaj jakiś paradoks? A ponieważ prawie cała Polska to system upraw leśnych to może choć jakieś skrawki zostawmy "naturalnego" lasu. Choćby po to aby zostały enklawy bioróżnorodności a w nich być może organizmy, które światu (a i człowiekowi) są bardzo potrzebne. Jeżdżę często po Grądach Odrzańskich - ten w sumie niewielki kawałek lasu (bo na luzie przejeżdżam to w dzień) - to największy w Europie kawałek tego typu lasu. Lasu, który był dominujący dla Polski, wykształcił grube pokłady gleby i dlatego poszedł pod topór. A ocalał wzdłuż Odry (i Oławy) ze względu na trudno dostępny charakter wzdłuż starorzeczy, bagnisk. Wracając do naszych grądów jednego dnia widzę drzewo napoczęte przez bobry, tydzień później już połowy pnia nie ma, a następnym razem drzewo na ziemi. W lesie są inni lokatorzy, którzy także mają swoje interesy - często sprzeczne - co wykształciło subtelny system równowagi gdzie jest i miejsce dla organizmów typu kornik drukarz. Całe szczęście, że obszary te objęto systemem ochrony Natura 2000. Dlatego bliscy są mi ci którzy walczą o to aby jakiś nędzny niewielki spłachetek, co nawet nie zasługuje na nazwę Puszczy, stał się prawdziwym lasem i enklawą wolną od leśnika, który poza metrami sześciennymi drewna nic nie widzi. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
2 punkty
-
Uwielbiam robić nietypowe akcje i "rozwalać system". Schematy życiowe nie dla mnie. Skoro można pojeździć na nartach w lipcu i to w Szczyrku, to czemu miałbym nie skorzystać? Ale żeby nie było banalnie, postanowiłem pojechać na bikeu, Fat Bikeu. Skoro koła tłuste, tj. szerokie, to narty musiały do tego nawiązywać. Stąd decyzja, żeby zabrać najszersze jakie posiadam - 122 mm pod butem. Pozostało już tylko jakoś to wszystko upakować do plecaka. Raz już to robiłem, więc poszło w miarę sprawnie. Przy okazji wymyśliłem sposób, żeby narty nie goniły na boki: konstrukcję usztywniły kije włożone ciasno obok butów i przypięte u góry do nart. Brzmi to może niezbyt jasno, ale działa i w razie czego służę pomocą. Czas to złożyć na plecy. Uuuuuch! Ale to ciężkie! A może to ja mam słabe ręce. Na szczęście ten plecak jest sztywny i stabilny. Pierwsza próba na podwórku i jest gitara! Można jechać. Niedziela rano oznacza puste drogi, więc często cisnę głównymi, bo szkoda się dodatkowo męczyć. Mimo, że jest wcześniej, temperatura daje się we znaki. Kto by pomyślał, że jadąc na narty można zdychać z powodu upału... Na szczęście żona wymusiła na mnie wzięcie bidonu z wodą mineralną, bo ja to byłem gotowy zlekceważyć. Tankowałem na bieżąco. Upał to jedno, ale cały czas jedzie się lekko pod górkę i do tego pod wiatr. Takie dechy działają jak żagle i momentami stawałem niemal w miejscu. No la e pośpiechu nie ma. Po drodze małe przezbrojenie i pierwszy parking, który nadaje się dla tłustej opony! Przy okazji orientuje się, że kamerka wyładowana do zera... Ale dół... Cóż, fotki będą najwyżej z telefonu. Pozostaje przejazd przez Szczyrk, gdzie budzę nie małe zainteresowanie i wspinaczka do BSA. Trochę się tu przeliczyłem z siłami i wjechałem pod stację na resztkach sił. Ale jestem i to punk 10.00 jak zapowiadałem. Mimo długiej trasy i sporej ilości niewiadomych, co do minuty na miejscu. Dość często tak mam. Ponownie wszystkie oczy na mnie. Anonimowym być nie mam szans. Rowerowa część zakończona, czas na narty. Byłem ciekaw, czy dadzą rady wywieźć taki rower, bo wiele urządzeń nie jest dostosowanych do takiego sprzętu. Ale ten wyciąg jest. Tłuścioch zapakowany wyjechał tuż po mnie. Ponownie na rower i zjeżdżam w stronę śniegu. Nawet tu budzę nie małe zainteresowanie... Najważniejsze, że szybko odnajdujemy się z Darkiem, który zaliczył już kilkadziesiąt zjazdów. Teraz trzeba będzie rozpakować to całe ustrojstwo i ubrać betonowe buty. Ojej, ale trzeba się namęczyć! A to linka, a to co innego blokuję wysunięcie narty, a wszystko to w upale. Poszło! Koniec roweru, czas na narty! Śniegu dosypało, a raczej dosypali. Lodowiec się wydłużył i teraz da się już zupełnie przyzwoicie rozpędzić. Ludzi wyraźnie więcej niż tydzień temu, nawet bywa kolejka do wyciągu! Ale czapka śnieżna nie tylko dłuższa, zyskała tez na grubości. Ale najciekawsze jest to, że mimo +30 w cieniu, nie widać jakiegoś wyraźnego zmęczenia śniegu. Nie pojawiają się kałuże. Trasa wygląda, jakby temperatury nie przekraczały +5 stopni! Szok! I tak to się trzyma do samego końca! Przy okazji zrobiono mini snowpark, montując poręcz. Ale ze względu na bezpieczeństwo, musiano z tego gadżetu zrezygnować. Freestylowcy mogli poszaleć później, po oficjalnym zakończeniu działania stoku. Do całości, na ratraku, imprezę nakręca DJ. Po prosu super zabawa dla każdego! Mnie jeszcze kusiła ta 170 metrowa zjeżdżalnia, ale nie miałem ze sobą kąpielówek, do tego gdzie zostawić telefon, portfel itd... Następnym razem się lepiej zorganizuję. Ale wspomnę tu jeszcze o niezawodnej stacji BSA i... użyczeniu ładowarki do GoPro! To uratowało zdjęcia i będzie filmik! Kto by pomyślał, że akurat będą mieli ładowarkę do piątki... Chwilę po mnie, u góry pojawił się Szymonidius z bratem, a nieco dłuższą chwilę Jasiek. Wspólne fotki puszczał Leitner. Od tej pory jeździmy razem. Był oczywiście browar, bo trza się "ogrzać" i pogawędzić. Odwiedził nas jeszcze Lejtner i Jacek, choć oboje bez nart... Nie rozumiem... Gdzieś po 13-ej towarzystwo zaczęło się wykruszać, aż zostałem sam. Pozostało zjeść, spakować się i szlakiem w kierunku Chaty Wuja Toma zjechać na dół. Chciałem trasą, ale z takim bagażem nie odważyłem się. Tym bardziej po informacji od jednego sympatycznego kolegi o nachyleniu z punktu widzenia rowerzysty... Faktycznie, to była najlepsza opcja. Kilka bardziej stromych ścianek i już jestem na dole. Teraz to już łatwo, z górki i do tego z wiatrem. Ale te temperatury. Non stop tankowałem, mineralkę oczywiście! Dalej bez przygód, prosto do domciu, gdzie pierwszą czynnością była zimna kąpiel! Kolejny dzień na nartach tego lata zaliczony i bardzo udany! Sezon trwa w najlepsze... Pozdrawiam, Johnny1 punkt
-
Rosną nam dzieci oj rosną, Mój chop ma już ponad 160 cm wzrostu i stopę rozmiar 39. Trzeba mu narty kupić. Nie został komu komplecik lub same narty, buty po dziecku. Chętnie coś bym kupił w dobrym stanie i dobrej cenie. Długość nart powyżej 160 cm. Najlepiej jakiś junior lub uniwersalna niezbyt twarda. Wiązania najlepiej od 2 -2,5 din Moje dziecko nie jest z tych ciężkich. Waży niespełna 40 kg. I tyczek też raczej nie będzie katował. Typowa jazda rekreacyjna. Ze dwa razy w sezonie większe góry i miejscowy stok. Dziękuję. Pozdrawiam.1 punkt
-
Ja bym nie stawiał znaku równości między ścięciem borowika czy pieprzniczka jadalnego, a zastrzeleniem jelenia czy dzika.1 punkt
-
O przepraszam, ja piwa nie lubię i z niekłamaną radością oddaję moją część lasu Wieśkowi. Wolę Wujota niż POLSKICH LEŚNIKÓW. A tak naprawdę najważniejsze dla mnie jest, żeby "mój" las nie dostał się w ręce POLSKICH ( i ŚWIATOWYCH) MYŚLIWYCH.1 punkt
-
1 punkt
-
Jak dla mnie dość daleko, ale na jeden wyjazd chętnie bym dołączył. Czy karnet jest imieniny? Jeżeli nie to mogę się komuś dorzucić za pożyczenie, gdy nie będzie jechał .1 punkt
-
Arturze, no popatrz aleś to wychwycił, no, no. fizjologom to się nie śniło. Ale chyba rzeczywiście pora skończyć pisanie. W każdym razie udał Ci się wątek w ten upalny letni czas. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Stosuję metodę wąskiego pola - fundamentalnie jestem za tym, że przydałyby się nam enklawy względnie nieprzetworzonego lasu. W skali kraju dosłownie spłachetki. i nie interesują mnie Twoje rozważania jak to robią inni i kto wypada lepiej, tylko fakt czy należy wyciąć wszystko czy zostawić. Zaraz zagłębisz się w rozważania historyczne kto kogo i kiedy gnębił. To nie ma nic do rzeczy. Uważam, ze warto mieć kawałek naturalnego lasu, warto słuchać tych co widzą złożoność świata a nie swój portfel i tyle. Reszta jest wtórna podobnie jak ten argument z CO2, który nawet gdy był (a nie jest) prawdziwy to w tym przypadku nie jest istotny. Co do "kmiotów", to chyba pierwszy taki jaki użyłem - interpretowałbym go raczej jako wyraz bezradności, bo zakładam, że piły raz puszczone w ruch się nie zatrzymają a użyteczni idioci używając kazuistyki narodowo-historycznej rozmywają ten fakt. Ale po tej dyskusji troszkę (a nawet więcej) zbliżyłem się do postawy Mitka, który nie boi się nazywać swoich rozmówców głupkami uważając, poniekąd słusznie, że wyposażony jest w naturalną umiejętność ich klasyfikowania. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Nie lubie jak ktoś swoje utopijne acz chwalebne wizje chce realizować kosztem innych ludzi, zazwyczaj nic dobrego z tego nie wynika. Jakie masz przesłanki że stanowisko "unijnych" leśników jest słuszne a polskich non stop gnoisz, widząc efekty pracy jednych i drugich, polscy leśnicy wypadają znacznie lepiej. "A teraz na gruncie psychologicznym" Nazywanie innych ludzi "kmiotami" zazwyczaj świadczy o wypieraniu własnej tożsamości. Teraz mniej poważnie Nie zapominaj, że wszyskie gnilne procesy, które tak ładnie opisujesz pochłaniają tlen i zwiększają zawartść CO2 w atmosferze, z punktu widzenia bilansu tlenu i dwutlenku węgla to tak jak byś je spalił w piecu, może lepiej z tych pni wybudować dom Pozdr.1 punkt
-
Patrząc w kategoriach geologicznych nie przeszkadza mi, że człowieka nie będzie a po obecnej naszej działalności zostanie tylko cienka warstwa osadów z podwyższoną zawartością metali ciężkich i być może pierwiastków promieniotwórczych. Na pewno jest fascynujące czy nasza planeta zdoła z siebie zrzucić nasz gatunek. Jest też minimalna szansa, że nauczymy się (po serii ciężkich katastrof) żyć w równowadze. Troszkę mi się zmienia myślenie gdy patrzę na moje dzieci, pewnie nie za długo może wnuki i wtedy boli, że to takie wszystko nieuchronne jest. Syndrom lemingów. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Cześć Piotruś na kosmitów nie reaguj po prostu. Michał sam pewnie obserwowałeś jakie są skutki walki z kornikiem przy pomocy wycinek w Szczyrku więc, żeby tak argumentować jak Szyszko trzeba nie mieć elementarnej wiedzy albo być po prostu bezczelnym. To taka sama sytuacja jak z Rospudą moim zdaniem durna decyzja jest broniona na siłę choć na oko widać lepsze rozwiązania. Amerykanie walczyli z pożarami lasów chyba parę dekad i wydano na to dziesiątki milionów, zorganizowano specjalną sieć monitoringu lotniczego i naziemnego, oddziały szybkiego reagowania w wypadku pożaru itd. aż okazało się, że las naturalny w ich warunkach po prostu musi spłonąć bo taka jest sukcesja i tyle. Zawsze gdy próbujemy poprawiać naturę albo oddajemy władanie nad nią zwykłym chamom kończy się to źle. Wujot trochę idealizuje ale ma dużo racji w kwestii sukcesji ekologicznej w lasach i jeżeli już mamy jakieś fragmenty lasów, które mogą pod naturalne podchodzić warto je zachować. Plantacji leśnych i tak mamy w naszym kraju dużo. Zachowanie leśników w lasach to często koszmar - wiem bo sam oczyszczałem tereny po wycinkach ze śmieci. Pozdrowienia Artix dzięki za wskazanie tym co nie wiedzą drogi tylko, że oni nie wiedzą z założenia więc nie mają szans na zrozumienie różnic. Pozdrowienia1 punkt
-
Wiesiek trochę cię poniosło z tym roundapem stosowanym przez rolników, który pali wszystko za wyjątkiem skrzypu. Pochodzę ze wsi i takie praktyki w rejonie skąd pochodzę są mi obce. Owszem używa się pestycydów i herbicydów do ochrony roślin, ale roundapu używają przede wszystkim właściciele przydomowych ogródków marzących o wypielęgnowanych trawnikach wolnych od chwastów. Ale ich trudno nazwać rolnikami. Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk1 punkt
-
Już chyba tutaj raz polecałem przepiękną książkę Wohllebena "Sekretne życie drzew" - jest tam całkiem spory rozdział o tym "do czego służy" martwe drewno i jaki ciąg przemian dalej otwiera. Jeśli jacyś idioci posadzili coś co nazywamy lasem (a nim nie jest) to skutki widać i przyroda stara się z tym walczyć. Ta książka napisana, przez niemieckiego leśnika, z pasją i bardzo szeroko pokazująca powiązania w superorganizmie jakim jest naturalny las. Puszcza Białowieska ma szansę zostać naturalnym lasem za 200 lat pod warunkiem, że nie będziemy się do tego wtrącali. Może chociaż kawałek zostawimy tysiącom pożytecznych organizmów zamiast spalić drewno jako ekowsad w elektrowniach??? Po lekturze tej pozycji polski leśnik jest bardzo blisko rolnika zalewającego wszystko roundapem z jedną wszak różnicą. Rolnik produkuje żywność w twardych realiach rynkowych i choćby za to należy mu się szacunek a leśnik (czyli pracownik korporacji LP) zajmuje się rabunkowym pozyskiwaniem drewna w warunkach monopolu a jego pracodawca (czyli niby my wszyscy) zainteresowany jest tylko dutkami. Bardzo dużo jeżdżę rowerem po lasach (w zasadzie to powinienem powiedzieć, że prawie wyłącznie jeżdżę po lasach) nawet nie macie pojęcia jak maszynowa zrywka niszczy dolne piętro lasu. Jak słyszę, że leśnik (w tym naszym wydaniu) dba o las to mnie pusty śmiech bierze. Dla mnie to największy wróg lasu, któremu oddaliśmy w zarząd dobro o którym nie ma cienia pojęcia. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
W ośrodku BSA rozpoczęły się prace związane z przygotowaniem czarnej trasy. Fot BSA1 punkt
-
1 punkt
-
Podpory stawiane są od Hali Skrzyczenskiej w dół1 punkt
-
Dzisiaj rozpoczęło się stawianie słupów nowej gondoli. Jestem na miejscu1 punkt
-
1 punkt
-
Ostatni - zaległy dzień: Rejs po Wyspach Liparyskich wraz z Wulkanem Stromboli No tak... już dawno w pracy, wir mnie wciągnął - więc nie było czasu posegregować i opublikować zdjęć z naszego pełnego dnia i przepięknych klimatów Wysp Liparyskich. Dzisiaj się udało. Zapraszam do kończącej relację z Calabrii wycieczki, rejsu po niezwykłych wulkanicznych wyspach - foto opowieści. Start mieliśmy z portu we wcześniej odwiedzonej przez nas miejscowości Tropea. Malowniczy świt... Kamieniczki na klifie - widok od strony morza: Tam, tam na horyzoncie cieśnina mesyńska - pomiędzy stałym lądem a Sycylią: Zbliżamy się do wysp Liparyjskich - po lewej Vulcano, po prawej Lipari: Lipari w pełnej krasie: Cumujemy do Vulcano: Tutaj, tuż przy porcie dymiące siarką skały oraz błotko dla chętnych i otwartych na zdrowotne kąpiele ...my woleliśmy przejść się chwilkę i odwiedzić niezwykłą plażę z czarnym piaskiem - to oczywiście lawa sproszkowana Na wyspie Vulcano funkcjonuje nadal czynny wulkan... podobno jakieś 100 lat temu narobił niezłego bigosu W tej chwili podejrzewany jest o to, że może wybuchnąć - jest pod stałym nadzorem geologów i czujników elektronicznych, które wychwytują objawy zbliżającego się armagedonu. Plaża? Zjawiskowa... No i jeszcze jeden wulkan na Vulcano - wulkan energii Dymiące siarką skały na Vulcano: Druga malownicza plaża i wypływamy z pierwszej zaplanowanej wyspy. Zbliżamy się do portu na wyspie Lipari - jest najbardziej zaludniona w całym archipelagu. Z drugiej strony wita nas arcydzieło... Odwiedzamy tutejszą katedrę: Widok na miasteczko, z góry? Pięknie! Tutaj troszeczkę się rozmarzyłem... ...na rejsie i na morzu byłem tylko raz Ochłonąłem w cieniu popijając pyszne piwko prosto z Sycylii Wracamy do portu... Tutejsze uliczki są magiczne! Ostatnia fotka... ...i wypływamy! Mijamy drugą stronę wyspy i tutaj możemy zaobserwować przepiękne miasteczko umiejscowione na wulkanie: Płyniemy w stronę niewielkiej wysepki, w zasadzie dwóch wysepek Basiluzzo. Tutaj znajduję się mekka dla nurków, są rafy oraz podwodne olbrzymie jaskinie. Olbrzymi jest również spotkany tutaj jacht Spójrzcie na jego dziób - ten mały czerwony punkcik, to człowiek na niewielkim trapie dziobowym Basiluzzo: Pół godzinki i podpływamy do głównego celu naszej podróży - Stromoli. Oto on - najbardziej aktywny z wulkanów Europy - erupcje i wybuchy występują tutaj co 10-14 minut Mijamy zbocze, po którym regularnie spływa lawa do morza... ...nam ukazało się tylko piękne "lawinisko" - pewnie śmignął by po nim na nartach Po Etnie ludzie tną na deskach - jest nawet tam wyciąg Na Stromboli tylko jazda Free... Docieramy do portu - i zaczyna się dymienie To tak pod fotografa amatora z Polski Marboru + wulkan!!! Niewielki porcik rybacki i na brzegu takie oto cacuszka wizualne Zwiedzamy wyspę i tutejsze małe muzeum, kościółek... ...klimat jest niesamowity! A z drugiej strony widoczek na niewielką skałę, wysepkę - Strombolinę Stromboli to mój pierwszy wulkan... ...i żałuję, że na niego nie weszliśmy i nie zajrzeliśmy mu w buchające lawą wnętrze - spokojnie na wyspie jest taka możliwość. Wystarczy trochę EUR i wynajęcie tutejszego przewodnika, geologa. Piękny! Tutejsze miasteczko przypomina nam te greckie... Żegnamy port... ...i kończymy powoli rejs, nasz pobyt w Calabrii. Cudowne miejsce i mam nadzieję, że niniejszą relacją zachęciłem Was do odwiedzenia tego regionu Włoch Pozdrawiamy marboru i Paula PS. Jak ogarnę materiał filmowy - będzie klip1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Czarna Nida, a potem Nida 23 km z Wolicy do Mokrska Dolnego. Kolejny piękny dzień postanowiliśmy wykorzystać na kolejny spływ kajakowy. Tym razem padło na kolejny dla nas odcinek Czarnej Nidy a potem Nidy. Wolica - Mokrsko Dolne i przygoda z dwoma jedynkami Katany wraz z Markiem i jego córką. Zapraszam na fotorelację z tej przygody Zaczynamy tuż za elektrownią wodną w Wolicy przy ulicy Armii Krajowej. Elektrownia: Początek jest szybki i dosyć wąski: Ciśniemy do przodu - zielono dookoła Pojawiają się zwałki - wszystkie spływamy bez problemu. Marek walczy: Tu w kolejce czekamy na swoją kolejkę: Piękne i ciekawe pływanie! To zwałka, to bysterko... Czujemy się cudnie na tej rzece... ...jest niesamowita - dobrze, że mam silnik z przodu - mogę spokojnie robić fotki. Dziko niczym na Amazonce: Pojawiają się skarpy: Przerwa w wiosłowaniu na fotkę Ekipa za nami: Hern? Dopływamy do Tokarni gdzie pod mostem na trasie krajowej numer 7 jest niezłe bystrze W całej okazałości wygląda tak: I przerwa... Z kompletem łódeczek Płyniemy dalej a przed nami takie oto widoki... I troszkę więcej przeszkód w wodzie... Pięknie! Wioślarz - fotograf Dopływamy do Muzeum Wsi Kieleckiej - tutaj krótka techniczna przerwa. Potem Marek prezentuje możliwości kajaka zwałkowego - skacze po drzewach Zaczyna robić się leniwie... Mijamy kolejne mosty... Czarna Nida łączy się z Białą Nidą...i od teraz płyniemy Nidą. Okoliczne ptaszki... I śliczne świętokrzyskie krajobrazy. Gdzieś w tle Zamek w Chęcinach: Kolejne bystrze pod mostem kolejowym - znowu adrenalinka Dopływamy do Zamku w Sobkowie: Kilkanaście minut pauzy i fotki. Stary Rycerski Zamek nad Nidą Ostatnia fotka niczym z Titanica w tym miejscu i płyniemy... Ostatnia mijana rodzinka... I kończymy spływ. Kończy się dzień... ...słońce coraz niżej - pora wracać do domu. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula Ahoj!1 punkt







