Cóż, ludzie są różni (i całe szczęście). Ja mam zdanie jakie mam i twoje argumenty do mnie nie trafiają. Lubię przebywać w lesie, bo w nim wypoczywam. Nie chodzę z finką, siekierą, maczetą i piłą; nie kaleczę drzew czy krzewów, nie zabijam pająków, chrząszczy, mrówek itd... Jak potrzebuję drewno na ognisko to zbieram to co obumarło. A przy okazji jak znajdę jadalne grzyby to je zbieram. Całą szkolną młodość jak tylko mogłem to spędzałem w lesie na licznych biwakach i obozach, a po Polsce poruszałem się autostopem i dzięki temu poznałem wiele wspaniałych miejsc naszej pięknej (niedocenianej) ojczyzny. O wiele lepiej czuję się wśród przyrody niż większości ludzi (choć są od tego odstępstwa). Natomiast argumenty myśliwych do mnie nie trafiają czy Ci się to podoba czy nie i nikt tego nie zmieni. Siedzenie na ambonie ze sztucerem wyposażonym oczywiście w lunety i czekanie na ofiarę to nie moja bajka. I po co ? Z głodu dla przeżycia (jak to robią zwierzęta), popisać się przed sobie podobnymi, który zabił więcej czy który zabił większego. A może dla poroża , tym proponuję wysłać żonę, dziewczynę albo nażeczoną kilka razy do sanatorium lub spa, może w końcu coś trafi i przywiezie trofeum. Dla tych co mają celne oko proponuję strzelectwo sportowe, tam można bezkrwawo się realizować, do tarczy czy rzutek (trap), kiedyś można było nawet strzelać do sylwetki biegnącego dzika. A tych myśliwych którzy dalej muszą polować zaprosiłbym do "mojego" lasu. Szansę na przeżycie mieliby takie same jak zwierzyna na którą polują (po co?) Oni ze swoimi sztucerami i lunetami, a ja w czołgu (jakiś leopard). Jak myśliwi pragną dużej dawki adrenaliny to proponuję nuż albo dzidę i niech idzie do lasu zapolować na tygrysa, niedźwiedzia (najlepiej grizzli) lamparta.
Pozdrawiam serdecznie z wyjątkiem myśliwych.