Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 02.05.2018 w Odpowiedzi
-
10 punktów
-
1 maja świętowałem z kolegą Przemkiem na Rysach. Udało się trafić w warunek idealnie. Nawet Rysa odpuściła w słońcu po 14, co w sumie było kluczowe. Zjeżdżaliśmy w dół około 16 i całość góry była już miękka, warunki rewelacyjne. Krótka relacja zdjęciowa. Tatry widziane rano z Gliczarowa, generalnie wiosna. 1 maja, przed 8 rano 80% parkingu już zajęte. Na asfalcie do Moka było tłoczno. Tak idziemy kiedy nie ma śniegu Widok ze schroniska. Po lewej kocioł, nasz cel. Śnieg do zjazdu zaczynał się od Czarnego Stawu. Śnieg pod wodą w Czarnym Stawie. Przepinka z trekingów na buty skiturowe Stok nad Czarnym Stawem z bliska Towarzyszyła nam 30-osobowa wycieczka z Serbii/Czarnogóry, musieliśmy ich wyprzedzić :-) Żleb Rysa Podejście na Niżne Rysy, szczyt główny z lewej. Bula pod Rysami Najtrudniejszy zjazd Zachód Grońskiego, bardzo dobrze widoczny z kotła. W żlebie Rysa Przełączka na końcu żlebu, tutaj już bardzo wąsko, szerokość 2-3m. Początek podejścia na szczyt z łańcuchami Widok ze szczytu Zdobywca na szczycie Zjazd w kotle i widok na dolny żleb Resztki lodu z Czarnym Stawie Weszliśmy na sam szczyt bez nart, ale zjazd jest dopiero ze żlebu Rysa. Musieliśmy odpuścić górną wąską część ze względu na dużą ilość pieszych. Tam i tak nic poza zsuwem nie da się zrobić. Zjazd zaczęliśmy trochę niżej po rozszerzeniu się żlebu. Było emocjonująco chwilami i było pięknie. Warto raz się pomęczyć 5h z nartami i butami skiturowymi na plecach. Całość tury zajęła nam 12h z długimi postojami i kontemplowaniem gór. Pojechałem w Tatry tylko na jedną dobę na jeden zjazd, trochę dłuższy niż BSA Piękny kocioł i piękny górny żleb. Dla porównania warunków można spojrzeć na letnią relację Marboru5 punktów
-
3 punkty
-
"Tegoroczny kwiecień był najcieplejszy w historii polskiej meteorologii. Pobity został dotychczasowy rekord odnotowany w granicach dzisiejszej Polski od... 1800 roku. W tym roku padł kwietniowy absolutny rekord liczby dni z maksymalną temperaturą 20 stopni. W Tarnowie odnotowano 23 takie dni, we Wrocławiu było ich 20."3 punkty
-
Wczoraj z Pawłem (Mostostalem) wzięliśmy kawałek SONu. Ważyło to ze 100-200kg i zmieściło się do Pandy Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka3 punkty
-
Dzisiejszy dzień był 3 dniem Majówki na nartach 🎿 w Beskid Sport Arenie w Szczyrku. W dniu dzisiejszym miłe spotkanie z @leitner i @johnny_narciarz. My dziś byliśmy od 10:00 do 12. Fajne majowe ślizgi i dużo słońca. Cena karnetów no mogło to być inaczej ale takimi prawami rządzi się biznes. @leitner tak tylko w celu sprostowania bo nikt na forum nie byl do tej pory wtajemniczony kim jest Tadek więc nie dziwi się że tak napisałeś myśląc że Tadek to mój brat- Tadek to mój facet jesteśmy parą. Kolejne Majowe nartowanie w czwartek. Wstawiam linki do dzisiejszych relacji z BSA: https://www.facebook.com/100000026451669/videos/1995997033744492/ https://www.facebook.com/100000026451669/videos/1996018017075727/2 punkty
-
Na wstępie bardzo Wam wszystkim dziękuję za kibicowanie i mocne wsparcie. Chyba je czułem podczas jazdy, bo jakoś tak lekko mi się jechało. Na razie parę słów tylko, bo dopiero trochę odespałem co nieco i jakoś koślawo chodzę... Jak w każdych zawodach, zaczynałem powoli szanując siły. Tuż przed moim startem zerwał sie silny wiatr, aż im barierki poprzewracałao. Od razu pomyślałem: "acha, pierwszą atrakcję już poznałem"... Ruszaliśmy w grupach po 5 osób i do Dębowej Kłody musieliśmy się rozjechać, No niestety moja grupa odjechała mi dużo szybciej, ale czując wiatr prosto w pysk, trzymam stabilnie prędkość w granicach 20 - 25 km/h. Więcej mi nie trzeba, No niestety miałem wrażenie, że wyprzedzają mnie wszyscy, ale jakoś sie zbytnio nie przejmowałem - mam swoja taktyke i z góry określone cele. Niestety, im dłużej jedziemy, tym bardzie wzmaga się wiatr. Czasem nawet na prostej trudno utrzymać zakładaną prędkość. Oczywiście wieje z boku lub prosto w pysk! Ale bez większego zmęczenia docieram do pierwszego punktu kontrolnego i... wyżery. Choć to drugie to zbyt mocne słowo. Dostałem Żurek z kiełbasą, tylko gdzie ta kiełbasa? Chyba tu zawitali skryci parówkożercy... Na szczęście są Banany, batony energetyczne i słodkie bułki z nadzieniem. Spędzam tu tylko chwilę i cisnę dalej. To tez miejsce, gdzie założyłem letni ubiór (rano było zimno). Następne kilometry to spore górki i nadal jazda pod wiatr i niestety próbując utrzymać odpowiednią prędkość, łapie mnie mały kryzys. Po 220 km musiałem stanąć i skonsumować batona. Przy okazji zagadnął mnie jekiś miejscowy gość, zainteresowany imprezą. Krótka przerwa się przydała i juz po kilku następnych kilometrach łapie rytm. Gdzies 20 km od PK-3 zaczynam nabierać prędkości. Teraz chyba z górki, choć wygląda jakby po prostej...Prędkość przekracza 30 km/h i ciągle rośnie. Nooo, teraz to lecę! Choć nie zmienia to faktu, że wyjątkowo dłużyła mi sie droga do tego miejsca. a jak już dojeżdżałem, to omal nie przestrzeliłem. Prawie oślepiło mnie zachodzące słońce, kiedy na budziku prawe 40 km/h, ale w ostatniej chwili dostrzegłem sporo kolarek po lewej stronie. O ile na pierwszych dwóch punktach było całkiem spoko z żarciem (choć na PK-2 w Gulaszu znów chyba majstrowali skryci parówkożercy) to tu było bardzo skromnie - kanapki, w dodatku takie zmęczone gnioty (choć składników nie pożałowali), znowu te słodkie bułki, batony, Banany... Odpocząłem nieco dłużej, wypiłem 2 cherbaty, skonsumowałem ile zmieściłem i ruszyłem. Od tego momentu zaczynała się jazda nocna, choć ruszałem jeszcze o zachodzie słońca. Myślałem, że pewnie znowu zacznie się trudna walka, a tu nic z tych rzeczy! Teraz mnóstwo jazdy po płaskim i b.dobrej jakości asfaltach. Łapie niezłą prędkość i niemal non stop w okolicach 30 km/h. Sam jestem zaskoczony, jak dobrze sie czuję. Zdecydowanie jazda nocna mi się mocno spodobała! PK-4 osiągam nadspodziewanie szybko, ale to od tego momentu zaczęły się kłopoty... Wszyscy wnosili rowery do środka budynku, bo na zewnątrz nikt ich nie pilnował i... wyłączył mi sie GPS. Ale za to tu była wyżera! O tak, tu się najadłem! Pierś z kurczaka z grilla, ryż, brokuły, sałatki i na to wszystko przepyszny sos. Do tego podawane z dbałością o szczegóły. Żal było odjeżdżać, choć przy zmęczeniu nawet wyśmienite jedzonko trudno przecisnąć przez gardło... Mój GPS to taki podstawowy Garmin Edge Touring, służący jedynie do nawigacji. Do tego momentu sprawował sie wyśmienicie, ale na tym koniec. Po włączeniu przelicza mapy, ale juz sobie nie radzi. Po kilku nieudanych próbach decyduję się jechać patrząc na ślad - widzę trasę i czy na niej jestem. To wystarcza i bez problemów osiągam kolejny punkt. Choć przez kilkukrotne przeliczanie trasy sporo straciłem. Na PK-5 mnóstwo osób juz spało, drzemało, zdecydowanie nad ranem cierpieli. Tu również jedynie kanapki, choć całkiem dobre, owoce, ciepłe napoje i takie tam... No i największy mój błąd - ponownie dałem GPS-owi przeliczyc trasę. Tym razem ruszył i niby dobrze prowadził, ale wymyśli sobie, żeby wysłać mnie na ponowną pętlę... Najdziwniejesze, że od sobie wybranego punktu... Ale skąd mogłem wiedzieć, gdzie mnie prowadzi, skoro mniej więcej wszystko pasowało do tego, co wcześniej analizowałem na mapie. No ale kiedy dotarłem do miejsca, które raz już pokonałem, zaczynałem nabierać wątpliwości. Potwierdził to telefo od żony, tuz po pokonaniu karkołomnego podjazdu. Nie tylko mój GPS miał taki pomysł i było nas dwóch. Kiedy zorientowaliśmy się gdzie jesteśmy złapałem niemałego doła. Wedłóg zmierzonego dystansu, powinienem być ok 20 km od PK-6, a byłem conajmniej 70... Uznałem, że nie będziemy wracać do miejsca, gdzie coś nie poszło, tylko zadzwoniłem do szefostwa co mamy robić dalej. Proponowałem powrót do trasy drogą nr 17 (fajny skrót i mała strata), ale kazano nam wracać do wspólnej części trasą, którą jechaliśmy od początku. Tylko co na to nawigacja??? Na szczęście znowu widzę ślad, więc wiem gdzie jechać. Tylko znowu te górki... Narzuciłem ostre tempo i mój kompan gdzies został, choc początkowo trzymaliśmy sie blisko siebie. Myślałem, że jedzie za mną, ale oglądam sie za siebie i gościa nie ma... Wściekłość spowodowała, że mimo ponad 450 km na liczniku, utrzymywałem tempo często przekraczające grubo 30 km/h. Nie mogłem się nadziwić, że mam jeszcze tylw sił... Do PK-6 docieram całkiem szybko, biorąc pod uwagę dystans. Mój kmpan została za mną jakieś 10 minut... Kiedy ja ruszałem na ostatnie 42 km, on dopiero dojechał do PK-6. Ale on ma juz spore doświadczenie w ultramaratonach (i tak został za amatorem? ) i nie walczy o żadną kwalifikacje. Niestety GPS juz w ogóle oszalał, więc nawigowałem manualnie, co sobie wcześniej opisałem. Znowu troche błądzenia, ale w końcu wpadam na trasę i cisnę ostro do mety, Wyprzedziłem dwóch gości, a samemu na końcówce złapałem tempo na poziomie +/- 35 km/h. Znów kondycja zaskakuje, zwłaszca, że pokonałem już 540 km. Ostatecznie, gdzieś ok 11:40 docieram do mety. Czyli blisko 2 godziny przed limitem 30 godzin, choć nadrobiłem dodatkowo 50 km... Jest niedosyt, ale też radość - udało się! Plan wypełniony w 100%! Dzieki Ultramaratonowi odkryłem jak duże rezerwy ma ludzki organizm. Po pokonaniu ponad 300 km stwierdziłem, ze nie ma sie co oszczędzać i darłem ile tylko sił starczało. Chwilowy kryzys jest tylko chwilowym... i znowu moża jechac na full! Swój dotychczasowy rekord jazdy ciągłej pobiłem od razu o 240 km... Na jednym z punktów, jak sie goście dowiedzieli, że to moja pierwsza pieńćsetka, to byli mocno zdziwieni czemu jadę Solo? Odpowiedziałe, ze to większe wyzwani i bardziej hardkorowe... Jeden odpowiedział, że sam zacząłby od jazdy Open, czyli w grupie.Ja uznałem, że to za łatwe, a po za tym nieco sie naczytałem... ludzie muszą mieć podobne preferencje co do taktyki jazdy i kondycji - i jak tu sie pozbierać? Najciekawsze jest, że najmocniej jechałem ostatnie 100 km. Nigdy bym nie przypuszczał, że takie ma jeszcze pokłady energii. W miejscu, gdzie inni umierali... To tyle na początek. Później poopowiadam np o kolarzu widmo... Ostatecznie kończę zawody wynikiem 562 km, czyli 52 km nadprogramowe... Ale ja jeszcze nic - będzie później... Pozdrawiam.2 punkty
-
1 punkt
-
1 punkt
-
No to się pewnie minelismy. Na dole byłem z rodziną koło 12.20, ale zanim się pozbieralismy na górę to była 12.50. Wysłane z mojego F3112 przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Tak by było - czy to się gospodarzom nie opłaca? Po godzinie jazdy nie czułem się ani zmęczony, ani głodny, ani narciarsko choć trochę nasycony.1 punkt
-
Jako, że złego słowa na Szczyrk nie powiem po cichu udaję się na leżing, smażing i złotybażing na kupele gorące na Oravice, hey. A tak swoją drogą to byśmy w przerwie czasówki tą drugą połowę kasy zostawili w bufecie.1 punkt
-
Jak wspomniał @leitner, też dziś byłem. Piękna pogoda, na stoku śniegu jeszcze dość, choć trudno było rozwinąć jakąś przyzwoitą prędkość. Trzeba było zabrać "komórki", to przynajmniej szybciej by było. Warunki b.dobre, tłumów brak. Kolejny dzień w krótkich gaciach... Tyle dobrego. Ogromny minus to cennik... Nie rozumiem tego. Nie ma żadnej czasówki, można kupić jedynie wyjazdy. Efekt? Za godzinne nartowanie na płaskich 200 metrach zapłaciłem 75 zł! 50 to 20 wyjazdów i do tego 25 zł za wyjazd i zjazd koleją linową. Gdybym za te pieniądze dostał karnet całodzienny, zaakceptowałbym tą cenę, ale za godzinę to już przesada! Nie tylko ja narzekałem... Ale może inaczej by się to nie opłacało i temu tak to wygląda? Chyba czas skończyć sezon.1 punkt
-
Takie same wyciągi były w innych miejscach w SON, poza tym m.in. na Cieńkowie w Wiśle. Trochę nowsze typy to Buczynka i Miziowa w Korbielowie Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Też dzisiaj pośmigałem. Spotkałem też Dzarkosa z bratem i Johnnego. Trochę tępo, ale w końcu było ponad 20 stopni. Majowe narty zaliczone Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1 punkt
-
Tak, jako pamiątkę. Mam nadzieję, że kiedyś to wykorzystamy i ładnie pokażemy [emoji4]1 punkt
-
Mariusz, dzięki za miłe słowa. Lejesz miód na moje serce. Sam nie miałem pojęcia na co mnie stać i pewnie jeszcze wiele ciekawego się dowiem o sobie. Mam wrażenie, że z jazdą na rowerze jest jak z pływaniem - do pewnego momentu przekraczasz kolejne bariery. Najpierw 100, 200, 500, 1000 metrów, aż w końcu orientujesz się, że mógłbyś płynąć wiecznie, a jedynym ograniczeniem jest temperatura wody, czy konieczność "tankowania". Ciekawie wygląda wykres z Endomondo, zwłaszcza zużycie kalorii... Powinienem zniknąć...1 punkt
-
Dzisiaj miałem mega, mega niespodziankę! Kontuzjowanego i w trakcie rehabilitacji odwiedził mnie, na powrocie z ultramaratonu sam Mistrz @johnny_narciarz z Małżonką Opowiedział wszystko dokładnie jak było w trakcie wyścigu, pokazał navi Garmina, które sobie ostatnio sprawił. Dał dotknąć medalu i w ogóle muszę Wam powiedzieć... ...nic te 562 kilometry nie ruszyły naszego Herosa! Forma doskonała, zmęczenia zero - Maciek myślę, że Północ - Południe pęknie jak banieczka mydlana Bardzo dziękuję za tą niespodziankę i za odwiedziny! Było mi niezmiernie miło - super, super, super! Dziękuję Przyjacielu. Trzymajcie się ciepło, trzymamy z Paulą kciuki... wiecie za co. Będzie wszystko dobrze1 punkt
-
Spoko, spoko w końcu dojrzałem do tego, że przez najbliższe lata mogę poruszać się tylko z górki. W Dolomitach chyba nie jest płasko. A wracając do tematu na H. S. na razie błogi spokój choć gondola chodzi. Może nie będzie tak źle. No nic ruszam szukać endorfin przed wyżerką przy grillu. Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Choć na Zbójnickiej Kopie brak jeszcze oznak rozpoczęcia robót, to na rozjeździe tras zdjęto już oznaczenia tras 2 i 3 Wysłane z mojego HAMMER_AXE_M_LTE przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
1 punkt







