Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. MarioJ

    MarioJ

    Użytkownik forum


    • Punkty

      8

    • Liczba zawartości

      3 572


  2. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 888


  3. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 153


  4. surfing

    surfing

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      4 038


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 23.05.2018 uwzględniając wszystkie działy

  1. ELEKTRYCZNY ROWER GÓRSKI zdał egzamin na Jest idealny na wycieczki po górach w Szczyrku 🚵🚵 Zachęcamy wszystkich do korzystania z pięknej, słonecznej 🌞 pogody i wiosennych aktywności w Miasto Szczyrk. ➡️Wypożyczalnia rowerów czynna codziennie od 8:00 do 16:00. ➡️Kolej Beskid Sport Arena Szczyrk rusza już od 31 maja. Startujemy z Górą Atrakcji BSA, szczegóły niebawem. Do zobaczenia 😁
    3 punkty
  2. Kolejna zapowiedź reaktywacji Nosalu. Tym razem ma być kompromis z ekologami http://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,23410027,chca-rozbudowac-osrodek-narciarski-w-tatrach-na-nosalu.html
    3 punkty
  3. Hollandia hutte To kolejne schronisko wyniesione wysoko nad teren. Jest sporo mniejsze od poprzednich. Niewątpliwym plusem jest możliwość zjazdu na nartach od i pod drzwi. Śpimy tutaj na wysokości 3225 m npm czyli najwyżej podczas naszego wyjazdu. Jest też tutaj najdrożej - po doliczeniu Kurtaxy, tourentee (5 CHF/litr) i odliczeniu zniżki OeAV wychodzi coś koło 78 CHF. Nie ma też tutaj wody w kranach. Do mycia wieczorem stawiany jest baniak z kurkiem a do bieżącej higieny płyn z alkoholem do dezynfekcji. Mimo tego chyba najwyżej oceniliśmy to schronisko. Przede wszystkim kuchnia jest rewelacyjna i to nie tylko obiady (kucharzy tutaj jakiś Azjata) ale wreszcie normalne śniadania w niereglamentowanej ilości. Z mięsem, kiełbasami, dobrymi serami i pieczywem. Czyli można. Schronisko jest "przytulne", ma klimat. Pokoje - wieloosobowe piętrowe prycze. Dzień 6 - wypłata Zainwestowane 105 CHF (dzięki którym znaleźliśmy się na ca 3450 m n.p.m.) przez tydzień czekało na dyskonto czyli zjazd. Ale za nim to nastąpi to ostatnia wycieczka. Celem jest Abeni Flue. Piękna narciarska bałucha. Idziemy dłuższy czas połogim polem lodowcowym. Zmienna pogoda przegania chmury i "okoliczności" są naprawdę nietuzinkowe. Powoli zbliżamy się do Abeni Flue. Dochodzimy na przełęcz i po krótkiej dyskusji decydujemy się na zjazd. Pogoda jest niepewna - wiatr napędza w doliny niskie chmury - boimy się braku widoczności na przełamaniach lodowca przy zjeździe w dolinę. Gdyby do tego dołączył spadek temperatury, to niemała droga co nas czeka może się niespodziewanie wydłużyć. Próbujemy policzyć czas i zakładając rozsądną rezerwę powoli czas nam się kończy. Czyli definitywnie - wypłata! Zjazd jest w mgłach i przecierkach. Warun dość nietypowy - na beton (w miarę równy) spadło może 3-4 cm warstwy świeżego. Jest więc bardzo przyjemnie. Tymczasem na niebie szaleństwo - przetrze się to czy przeciwnie? Po drodze mam "nasze" schronisko, w nim dopakowujemy plecaki. Widok na naszą drogę wygląda zachęcająco. Zjazd od przełęczy jest zdecydowanie bardziej wymagający. Śnieg jest nierówny i słaby. Przy dynamicznej pracy (z ciężkim plecakiem) można jednak pozwolić sobie na ostrą jazdę. po drodze oglądamy (przy okazji odpoczywając) jeszcze różne ciekawe geologicznie formacje. Ten zjazd jest zresztą niesamowity - nad nami ciężkie chmury a w głębi doliny - sielanka Jedziemy i jedziemy a cel ciągle daleko Jeszcze wyrazista morena boczna i lodowiec się kończy. Pojawiają się drzewa, nachylenie spada ale do końca jak się okazuje są jeszcze kilometry. Jeszcze sentymentalny rzut oka w tył. Nijak nie widać, że tam na przełęczy to pewnie z sporo ponad kilometr wyżej jest. Lądujemy przy mostku, cywilizacja! Jeszcze kilkaset metrów po drugiej stronie i jest wiata przystanku (Fafleralp). Godzina 12:35 - w sam raz aby spokojnie dotrzeć do Interlaken, zwiedzić miasteczko, zjeść i pójść wcześniej spać. Szczegółami dalszej podróży nie będę Was męczył ale trudno uwierzyć, że podróż czterema środkami komunikacji zajmuje nam tylko trochę ponad dwie godziny. Na początku jest lokalny "prywatny" busik - za 10 CHF jesteśmy w Blatten. za kolejne 6 dostajemy się Postbusem do Visp. Bilet kolejowy z Visp z przesiadką w Spiez chyba około 40 CHF. Odcinek Spiez - Interlaken to kwintesencja kiczu. Jezioro nad którym jedziemy, łódki na wodzie, ośnieżone szczyty, wystrzyżone trawniki. Ładunek cukru trudny do wytrzymania. W Interlaken moi koledzy potrafią rozmawiać tylko o kiełbasie. Idziemy i kupujemy po wielkim pęcie dla każdego - na gorąco jest naszym ostatnim obiadem w Szwajcarii. Rano (jak zawsze przed 5:00) robię wielką jajecznicę - pora jechać. I jeszcze dzień w statystykach i mapach. Wejście na (pod) Abeni Flue Zjazd w dolinę. Najwyższy punkt 3851 m n.p.m. - koniec jazdy 1765 m n.p.m. Przewyższenie z góry (wypłata) - 2153 m! Odległość nie tak duża - około 20 km. Tradycyjnie pora na podsumowanie. No cóż - fajnie było! Dzięki ekipo. Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  4. To jeszcze ciekawostka. Może już słyszeliście o 11 letnim Alexanderze Piegza ? Zjazd z Rysów, 06.05.2018, kilka dni po mnie Pocieszające że Alex chociaż trochę pługuje przy skrętach 😀
    3 punkty
  5. Takie zjazdy 2000m vertical to cudowna sprawa.
    2 punkty
  6. 1 maja świętowałem z kolegą Przemkiem na Rysach. Udało się trafić w warunek idealnie. Nawet Rysa odpuściła w słońcu po 14, co w sumie było kluczowe. Zjeżdżaliśmy w dół około 16 i całość góry była już miękka, warunki rewelacyjne. Krótka relacja zdjęciowa. Tatry widziane rano z Gliczarowa, generalnie wiosna. 1 maja, przed 8 rano 80% parkingu już zajęte. Na asfalcie do Moka było tłoczno. Tak idziemy kiedy nie ma śniegu Widok ze schroniska. Po lewej kocioł, nasz cel. Śnieg do zjazdu zaczynał się od Czarnego Stawu. Śnieg pod wodą w Czarnym Stawie. Przepinka z trekingów na buty skiturowe Stok nad Czarnym Stawem z bliska Towarzyszyła nam 30-osobowa wycieczka z Serbii/Czarnogóry, musieliśmy ich wyprzedzić :-) Żleb Rysa Podejście na Niżne Rysy, szczyt główny z lewej. Bula pod Rysami Najtrudniejszy zjazd Zachód Grońskiego, bardzo dobrze widoczny z kotła. W żlebie Rysa Przełączka na końcu żlebu, tutaj już bardzo wąsko, szerokość 2-3m. Początek podejścia na szczyt z łańcuchami Widok ze szczytu Zdobywca na szczycie Zjazd w kotle i widok na dolny żleb Resztki lodu z Czarnym Stawie Weszliśmy na sam szczyt bez nart, ale zjazd jest dopiero ze żlebu Rysa. Musieliśmy odpuścić górną wąską część ze względu na dużą ilość pieszych. Tam i tak nic poza zsuwem nie da się zrobić. Zjazd zaczęliśmy trochę niżej po rozszerzeniu się żlebu. Było emocjonująco chwilami i było pięknie. Warto raz się pomęczyć 5h z nartami i butami skiturowymi na plecach. Całość tury zajęła nam 12h z długimi postojami i kontemplowaniem gór. Pojechałem w Tatry tylko na jedną dobę na jeden zjazd, trochę dłuższy niż BSA Piękny kocioł i piękny górny żleb. Dla porównania warunków można spojrzeć na letnią relację Marboru
    1 punkt
  7. Mam nadzieję że kompromisu nie będzie. Po co komu ten kawałek stromego ?
    1 punkt
  8. fantastyczna relacja - dzięki faktycznie, nawet wtedy gdy nie trzeba było podchodzić
    1 punkt
  9. Konkordiahutte Najbliższe i najłatwiej dostępne schronisko z Jungfraujocha. Położone jest 120 m nad lodowcem na skalnym "zębie". Warto powiedzieć, że gdy je budowano do lodowca było tylko 50 m. To obniżenie się poziomu dna doliny jest sporym kłopotem bo trzeba wejść po kilkuset stopniach stalowymi stopniami takimi jak w systemach rusztowań budowlanych. O ile jeszcze podejście w górę jest tylko męczące to w zejściu trzeba zderzyć się ze sporą powietrznością. Podczas opadu, szczególnie marznącego deszczu może być emocjonująco. Za to z tarasu jest fantastyczny widok. Kliknijcie też sobie tutaj. Kamerę nastawiłem na czas naszego pobytu - przestawiając godziny możecie pooglądać co Was minęło. Samo schronisko jest czyściutkie, mieszkaliśmy w wieloosobowym (chyba 12) - dwie piętrowe nary z równoległymi wąskimi miejscami do spania (na pewno nie dla grubasów). Teraz dwie najważniejsze sprawy. Jedzenie - obiado-kolacje (18:30) nie ma się czego przyczepić, naprawdę obficie i smacznie, ale śniadania... No popatrzcie. To jest 5-osobowa porcja. Trochę owsianki, stary (dojrzewający) ser, skromna porcja masła i chleb co byście nie chcieli go jeść. Najlepszy był dżem. Ale świeczka była. Niejadalna. Druga istotna sprawa to zaplecze sanitarne. Wiedzieliśmy, że w schronisku nie ma często wody - podczas naszego pobytu na szczęście była. Oznaczało to dostępność słabiutko ciurkającego strumienia wody w umywalkach (trzeba było cały czas mocno naciskać sprężynę). Za pomocą mikrofibrowej ściereczki można było się doskonale wymyć. Najbardziej zaszokowały mnie ubikacje - zero wody i praktycznie zero uciążliwego smrodu (czuć było chemię, chlor) ale jak na taki ruch - mistrzostwo świata. Sama konstrukcja kibli zdumiewająca ale nie jest to znów taki temat na forum. Ogólnie podsumowując muszę Konkordii wystawić wysoką ocenę jakkolwiek dymanie po tych schodach góra-dół plus śniadania to dwa wyraźne minusy. Dzień 2 Zaplanowaliśmy efektowną pętlę z łagodnym zacienionym podejściem i zdecydowanie ostrzejszym zjazdem. Naszym celem był Trugberg. Pobudka i "śniadanie" 5:00 - kto to wymyślił??? A tak na poważnie - podczas wiosennych tur, gdy słońce w dzień rozmraża powierzchnię a mróz w nocy ścina chodzi się tak aby ze zjazdem trafić na "puszczające" ale bezpieczne stoki. Oznacza to, że zasadniczo 12-13:00 jest taką dobrą porą do zjazdów (choć oczywiście bardzo zależy to od temperatury, nasłonecznienia i wystawy zbocza). poza tym chodzenie w pełnej lampie jest bardzo męczące. Na mapie naniesiona jest nasza trasa - jak widać szlaki w terenie (wytyczone przez narciarzy) całkiem wyraźnie różnią się od tych mapowych. Teraz parę fotek. Pierwsze jest po zejściu po schodach i krótkim zjeździe. Zapomniałem powiedzieć, ze narty, szpej a nawet dodatkową żywność zdeponowaliśmy przy schodach tak aby nie włazić z tym na górę i wychodząc trzeba to wpakować (bez dodatkowego żarcia). Tutaj jesteśmy już na zboczu Trugberga widać nasze podejście. Po kolejnej godzinie jesteśmy już na przełęczy pod szczytem. Wyraźnie wypiętrzają się chmury ale na razie większych powodów do obaw nie widać. Na przełęczy część ekipy rozsiada się wygodnie, reszta wchodzi na Trugberg. Też mam taki zamiar ale znów mam kłopoty z rakami i na podejściu zatrzymuję się na dłużej i próbuję zrobić z nimi porządek. Tu dygresja - robię to już któryś raz z rzędu. W domu wydaje się dobrze ale podczas chodzenia ultra lekkie (z elastycznym łącznikiem z dyneemy) Leopardy LF wyraźnie nie chcą współpracować dobrze z moimi TLT7. A ponieważ czeka mnie wejście na Finsteraarhorn to nie chciałbym z tak bzdurnego powodu zawracać. Kombinuję pochłonięty rozpracowywaniem o co chodzi, gdy wraca wyraźnie zaniepokojony Robert. Zresztą sam już słyszę - grzmi! Okazuje się, że zasłonięty naszą górą rozbudował się całkiem okazały front burzowy. No dostajemy przyspieszenia. Wizja wspinu w burzy po tych metalowych drabinach nie jest zachęcająca. Tymczasem nawet zjazd robi się wątpliwy bo przychodzi gęsta mgła. Adrenalina nam skacze - myślę nerwowo nad różnymi możliwymi wariantami ale jedno jest pewne - trzeba spieprzać z grani. Na szczęście przychodzi rozjaśnienie i jedziemy! Zjazd jest bardzo fajny bo dość stromy. Część zajmują lawiniska ale ponieważ jest miękko to nawet tam jazda jest łatwa. Na dole oceniamy, że kierunek burzy nie pokrywa się z naszym i minie nas bokiem. Ale niepokój pozostał więc już niezwłocznie kierujemy się do schroniska. Na dole robimy znów skidepot. Jeszcze "ścieżka zdrowia" i lądujemy z piwem (o prozdrowotnych właściwościach) na tarasie. Czekamy na obiadokolację, a w godzinę+ później z bebechami napompowanymi jak balony powoli lądujemy na pryczach z nadzieją na lepszy sen. Cała trasa to 14 km, 1330 m przewyższenia a ci co szczytowali pewnie stówkę więcej. Całkiem przyzwoicie jak na pierwszy dzień. Teraz jeszcze wizualizacja. Ten zaznaczony odcinek ma ponad kilometr przewyższenia, długość mojego (pokręconego) śladu to około 3 km - widać, że to bardzo sympatyczny fragment do jazdy. Jakoś nie mam tego na swoich zdjęciach - znalazłem więc w internecie - tu jest lewy (troszkę dłuższy) wariant zjazdu Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  10. Parę fajnych video znalezionych w sieci Zjazd z samej przełączki, więcej śniegu w żlebie niż w naszym przypadku. Zjazd Bargiela z samego szczytu 10.05.2017 (zamarznięty Czarny Staw) Skialpiniści pomagają człowiekowi w adidasach zejść w Rysie, dostaje raki, czekan i szkolenie.
    1 punkt
  11. Do żlebu Rysy jest spokojnie, do 35 st, szeroki stok. Nawet dolny żleb (ten bliżej Czarnego Stawu) jest dość szeroki, na pewno nie poraża, jeśli tylko ma się objeżdżone podobne stoki. Stromo robi się dopiero w żlebie Rysa. Myślę że tak do połowy żlebu jest 40st, mierzyłem to raz gdzieś w dolnej części. Około w połowie żlebu nachylenie wzrasta i wg Życzkowskiego/Wala max jest 44st i rzeczywiście to czuć (trudność 3+). I tam robi się poważnie. Nie licząc bardzo wąskich ostatnich 200m, to poza tym szerokość jest wystarczająca do skręcania. Blokadę natomiast mogą powodować piesi, którzy idą brzegiem żlebu (aby przy jakimś błędzie nie wylądować na człowieku). Najtrudniejsze dla mnie było kilka pierwszych skrętów, wyczucie śniegu czy trzyma. Trochę się zsunąłem przy 2-3 skrętach, później już poszło. Czyli naprawdę trudna jest górna połowa żlebu Rysa. Całość od góry do Czarnego Stawu jest w zagrożeniu lawinowym, dlatego ja wybrałem wiosnę z jedynką lawinową na zjazd. Górsko jest tam cudownie, wszystko robi o wiele większe wrażenie, niż widok np. z Moka. Dodam jeszcze dwa zdjęcia z sieci. Tutaj prawie cała trasa zaznaczona bez dolnego piargu nad Czarnym Stawem Żleb Rysa i szczyt
    1 punkt
  12. Kilka zdjęć z otwarcia nowej kolei na Kopę (z FB ośrodka) Wysłane z mojego SM-J320FN przy użyciu Tapatalka
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...