Cześć
Powracam do twojego tematu Maćku bo Twój wyczyn stał się kanwą naszego pomysłu na sobotę.
Rafał - brat mojej żony - jest amatorskim rowerzystą jeżdżącym maratony MTB (choć ostatnio uderzył w kręcenie średnich na szosie:) ). Chłopaki mają grupę rowerową i od paru lat jeżdżą sporo i często. Okazało się, że Rafał jest pod wielkim wrażeniem Twojej jazdy w Wiśle na facie bo to jego ulubiony typ roweru. Gdy dowiedział się, że Cie znam prosił, żeby Ci przekazać wielki szacun, co niniejszym czynię.
Jako, że Rafała planuje start w kolejnej edycji Wisły, wpadliśmy więc na pomysł, że spróbujemy przejechać dłuższy odcinek trzymają jakie takie tempo w terenie przypominającym Wisłę - czyli wzdłuż Bugu. Rafał na facie a my z Rybelkiem na naszych rowerkach czyli prosty rower MTB na szerokiej gumie.
Wycieczka była przezajebista. W sumie wyszło trochę ponad 142 km w niecałe 7 godzin jazdy. Ślad wyszedł mniej więcej 50% szuter w różnym stanie, 20% teren do bezdroży, piachów, bagien i traw) i reszta asfalt. Dwa razy ślad opracowany przez Rafała wyprowadził nas na totalne manowce co skończyło pokonywaniem dwóch długich brodów, błądzeniem po piaszczystych polach czy targaniem rowerów przez las. Ostatni odcinek przed Brokiem (jakieś 20-25 km) odpuściliśmy i pojechaliśmy asfaltami bo spieszyliśmy się na pociąg w Małkini a był tylko jedne jedyny.
Wnioski są takie:
Dla mnie był to jeden z najfajniejszych rowerowych wypadów z życiu bo jechaliśmy. Dużo jeździmy w grupie znajomych i przyjaciół i są to wspaniałe wyprawy ale bezwładność dużej grupy, konieczność wiecznego czekania i dopasowania tempa do najsłabszych jest bardzo męcząca i ograniczająca.
Fatbike - tu znowu podziw dla Ciebie - jest znakomity na miękkim i szutrach (idzie bez najmniejszego problemu tam gdzie ja z Ewką kopaliśmy się i byliśmy zmuszeni ciągnąć rowery przez piach) ale po wyjeździe na asfalt męczy nieprawdopodobnie. Opory są takie, że wyjeżdżony i młodszy ode mnie o 12 lat Rafał w pewnych momentach miał kłopoty a utrzymaniem koła przy 28-29 km/h. Jak Rafał sam mówił jazda na kole w wypadku Fata nic nie daje - no chyba, że kwestia wiatru w twarz ale takiego akurat nie było.
Podstawą w takich wyprawach jest dobry i pewny ślad, który musi być bezbłędny bo na uzgadnianiu mapy i szukaniu drogi traci się najwięcej.
Przejechanie 200 km nawet w takim terenie nie stanowi problemu ale przejechanie 6 x 200km w ciągu dzień po dniu czy też bez odpoczynku wydaje się osiągnięciem tytanicznym!!!
Bardzo ważną rzeczą jest świadomość własnego tempa, które jest tempem granicznym po przekroczeniu, którego zaczynasz się bardzo męczyć. To jest czasami różnica rzędu 0,5 km/h a nawet mniejsza. Było to widać po Rybelku, który ciągnął spokojnie tempem 27km/h a 27,5 było już nieakceptowalne.
Jak widzisz Twoje rowerowe pasje wpływają na innych i stymulują ich do wysiłku i naśladowania. Dzięki Ci za tą inspirację!!!